Dodaj do ulubionych

Narzekalnia i pocieszalnia

    • mmoni Niespodziewany koniec lata 15.09.08, 18:25
      Ja wiem, że wszystko w przyrodzie się kończy, ale czy musi się kończyć spadkiem
      temperatury poniżej 10 stopni i totalnym potopem? Chcę wpełznąć pod kołdrę i
      nie wychodzić z niej do kwietnia...
      • dakota77 Re: Niespodziewany koniec lata 16.09.08, 06:04
        Mam tak samo:-(
        • szprota Re: Niespodziewany koniec lata 16.09.08, 22:32
          W przyszłym tygodniu ma być już cieplej :)
          • dakota77 Re: Niespodziewany koniec lata 16.09.08, 22:34
            Oby, bo zamarzne i oszaleje;-)
            • szprota Re: Niespodziewany koniec lata 16.09.08, 22:41
              Ja Ci to mówię, a znam się na wiedźmieniu :)

              Od siebie: skończyłam w niedzielę 31 lat. I nie, nie piszę tego po to, by
              wywołać lawinę życzeń.
              Narzekalnia: jestem definitywnie i nieodwołalnie kobietą po trzydziestce.
              Pocieszalnia: so what?!

              (dziewczyny, trzymamy nożyczki w pogotowiu...)
              • dakota77 Re: Niespodziewany koniec lata 16.09.08, 22:46
                Ja 31 lat mam od stycznia, wiec zblizam sie do kolejnego roku "po trzydziestce".
                Pierwszy raz jest lekkim szokiem, potem sie przyzwyczajasz i przekonujesz, ze
                nic sie w sumie nie zmienilo;-)
                • kaliope3 Re: Niespodziewany koniec lata 17.09.08, 07:37
                  Zgadzam się-jako 33 latka mam tylko czasem wrażenie że świat składa
                  się głównie z dzieci tuż po 20-stce i dociera do mnie że ja już nie
                  należę dawno do tej grupy. Z drugiej strony należę teraz do zupełnie
                  nowej,bardzo interesującej grupy 30 latków i-daję słowo-ma to swoje
                  zupełnie nowe,intrygujące zalety.
                  • anutek115 Re: Niespodziewany koniec lata 17.09.08, 10:17
                    No dajcie spokój, dziewczyny, naprawdę chciałycyscie mieć 20-cia? Moja
                    koleżanka, która w marcu skończyła 35 powiedziała z zadowoleniem (takim
                    prawdziwie kocim, dziw, że nie mruczała): "Nigdy jeszcze nie czułam się taka
                    kobieca i szczęśliwa jak teraz". I nie dość, że miała rację, to pozwolę sobie
                    wznieść okrzyk - tak trzymać!

                    Druga zrobiła liste obowiązujących kanonów urody i kobiet uchodzących za tej
                    urody symbole i wyszło jej, że 31-latki w tym gronie to smarkule. Jakoś się tak
                    porobiło, że masę pięknych kobiet jest obecnie w wieku balzakowskim (do "kobiety
                    trzydziestoletniej" nawiązuję, a nie do tego, co się zwykle pod hasłem "wiek
                    balzakowski" rozumie ;-)), a następczyń dziwnie mało.

                    I dobrze. W końcu 20-latka to jest na razie piękna dziewczyna co najwyżej, a ja
                    jestem trochę zmęczona (nie urażając młodych koleżanek na forum) wmawianiem
                    swiatu, że własnie 20-letnie dziewczęta są wzorem KOBIECEJ urody.

                    Szprota! A co mi tam, najwyżej mnie przeklniesz! Sto lat!!!! Najlepszego!!!
                    Spełnienia marzeń!!! I żeby każdy następny rok był lepszy niż poprzedni!
                    • jaswedrowniczek1 Re: Niespodziewany koniec lata 18.09.08, 02:27
                      Narzekalnia:
                      1.Jestem potwornie zmęczona pakowaniem...ale...

                      Pocieszalnia:
                      1.Jutro jadę na dwutygodniowy urlop;))Nie przeraża mnie nawet kilkunastogodzinna
                      trasa,w jaką jutro wieczorem wyruszamy,bo na końcu tej trasy czeka na mnie z
                      utęsknieniem mój najukochańszy Pies.Aha,no i rodzina oczywiście;)).
                      2.Dwie trzecie kursu instruktorskiego już za mną,właśnie kilka dni temu zdałam
                      egzamin z jazdy,poprzedni niestety zakończył się klęską,bo jak powiedziała pani
                      egzaminator,za często używam migaczy,a niektórych manewrów nie trzeba
                      sygnalizować(no comments).
                      3.Udało mi się dopaść wino z Transylwanii;))
                      4.Czy już wspominałam,że jadę do Polski??:))))))))
                      • ding_yun londyn jest wielki... 18.09.08, 21:51
                        ... a ja malutka. Siedzę tu na uniwersytecie od poniedziałku,
                        załatwiam wszystkie formalności, szukam pracy, oszczędzam pieniądze
                        na czym się da a do tego jestem zdana wyłącznie na siebie i
                        znerwicowałam się tak, że brzuch praktycznie nie przestaje mnie
                        boleć. I ciągle sobie zadaję pytanie po co mi to właściwie :(
                        • dakota77 Re: londyn jest wielki... 18.09.08, 22:16
                          Trzymaj sie tam dzielnie. Na pewno ci ciezko, ale z biegiem czasu sie oswoisz.
                          Inna rzecz, ze ja uwazam Londyn za dosc przytlaczajace wielkoscia miasto. Jak
                          wyjezdzalam do Nowego Jorku, balam sie, z etam bedzie jeszcze gorzej, skoro
                          miasto duzo wieksze. Tymczasem okazuje sie, ze tak swietnie sie odnalazlam i w
                          ogole nie gubilam, a miasto pomimo rozmiarow jest bardzo przyjazne.
                        • yowah76 Re: londyn jest wielki... 19.09.08, 20:13
                          ... jak ktos sie jeszcze znajdzie z okolicy to mozemy zrobic
                          spotkanie lokalne;) ja wlasnie wyladowalam pod Cambridge i jak mi
                          sie tylko pouklada troche (bo na razie to nawet narzekac strach, za
                          dlugo by tego bylo) to czasem w Londynie sie pokaze.
                          • ding_yun Re: londyn jest wielki... 19.09.08, 20:48
                            to by było coś :) i ponarzekać wspólnie na krainę deszczowców
                            można :P
                            • yowah76 Re: londyn jest wielki... 22.09.08, 21:15
                              Jak chcesz narzekac, to jeszcze poczekaj, jeszcze niewiele
                              widzialas;))) Moj byly szef od 25 lat narzeka;)))
                              jakby co, to 07955228032 wieczorami raczej
                    • szprota Re: Niespodziewany koniec lata 18.09.08, 22:03
                      Masz stuprocentową rację. Dziękuję Ci bardzo :)
    • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 26.09.08, 21:08
      Pocieszalnia: mam szary, długaśny sweter! I jeszcze większa pocieszalnia - nie
      identyczny, jak Biljany (żeby nie było, że papuguję) ;-)
      • mankencja Re: Narzekalnia i pocieszalnia 26.09.08, 21:18
        ja dzis mialam sobie kupic sweter. najchetniej szary albo
        fioletowy... zaden nie byl swetrem idealnym :/
        jeszcze jutro sprobuje
        • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 26.09.08, 23:26
          Ja się wstrzymuję do poniedziałku. Wypłatę mam wtedy. Sweterek sweterkiem, ale
          muszę nabyć:
          -dłuższą kurteczkę albo płaszczyk, bo budrysówce należy się zasłużona emerytura
          -kozaczki - najchętniej oficerki - albo glany 20-tki
          - i przynajmniej jedną parę spodni, bo zostałam dosłownie w jednych, tych
          czarnych, skądinąd szalenie wygodnych, najlepiej o kroju dzwonów albo bootcut.
          Pocieszalnia: dobrze, że to będzie wypłata z półroczną premią :)
          • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 27.09.08, 23:37
            Ja się wstrzymuję z zakupami do środy :D i wtedy kupię sobie piękną,
            piękną bluzkę w moim ukochanym kolorze (fioletowym), którą
            wypatrzyłam w outlecie ;D
    • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 20:15
      Pocieszcie mnie, bo czuję się jak idiotka, ale jednocześnie śmiać mi się chce,
      więc może nie jest tak źle?
      A dlaczego czuję się jak idiotka? Coż może dlatego, że zrobiłam z siebie idiotkę
      w miejscu i czasie gdy absolutnie robić tego nie należało. Ale mentalna
      blondynka znowu zwyciężyła we mnie:)
      Macie czasem tak, że przesladuje was jakas wizja, sytuacja, boicie się czegoś,
      np. zamkniętych pomieszczeń itp. a to się potem realizuje?
      No bo ja tak mam. Zawsze się bałam, że ... zatrzasnę się w toalecie publicznej:0
      No i sie zatrzasnelam.
      Otoz w tym tygodniu byłam sobie na audycie w pieknym miescie na polnocy polski.
      No audyt wazny, klient powazny stratata. A co ja? No ja się zatrzasnęłam w
      toalecie:)
      Najpierw zamknęłam na klucz drzwi wejsciowe do łazienki, a potem zamknęłam na
      zamek od wewnątrz drzwi od toalety. No i piknie, tylko ze zamek sie zepsuł:) A
      do łazienki nikt wejsc nie mogl by zauwazyc, ze siedze w srodku, bo ją
      przezornie zamknelam:)
      W kazdym razie po bezskutecznych probach otwarcia, zaczelam walic w drzwi.
      Skonczylo sie tak, ze w koncu pani sprzataczka mnie usłyszala. I trzeba bylo
      wiertarka rozwiercac dwa zamki. Ale mam satysfakcje, bo rozwiercal sam pan
      dyrektor:)
      O mamusiu, jak mi glupio :(
      Czuję się jak koncertowa kretynka.
      • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 21:18
        No przecież to nie Twoja wina, że zamek się zepsuł! Niech on się czuje jak
        idiota. Przewiercenie słusznie się mu należało.
        Choć sytuacja może nie do pozazdroszczenia. Z drugiej strony,
        dwudziestopierwszowieczni mężczyźni chyba zdają sobie sprawę, że kobiety też
        bywają w toalecie? ;)
        Ja to mam powód czuć się jak idiotka, bo w minionym tygodniu dwukrotnie zdarzyło
        mi się wygłosić kwestie, których wysłuchały osoby, których owe kwestie dotyczyły
        :( I nie było to zachwalanie.
        Poza tym obżarłam się dzisiaj jak dzikie prosię.
        • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 22:14
          onion68 napisała:

          > Poza tym obżarłam się dzisiaj jak dzikie prosię.

          Zazdraszczam :)
          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 22:29
            Nie wiem, czy mi będziesz zazdraszczać, jak jutro rano wstanę spuchnięta i gruba.
      • limotini Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 21:54
        Bilijano, samej przygody nie zazdroszcze, ale pomyśl sobie, że to
        jest wystarczająco dramatyczne przeżycie, żebyś mogła wszystkim
        opowiadać. Moim zdaniem świetnie się nadaje, gdy rozmowa zejdzie na
        "najokropniejsze historie, które nam się zdarzyły". Tym bardziej, ze
        nie ma tam nic, coby jakkolwiek Ciebie osmieszalo czy stawialo w zlym
        swietle - w koncu, jak juz onion powiedziala, nie bylo w tym za grosz
        Twojej winy.
        • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 22:13
          dziewczyny, jesteście świetne:)
          To dobry pomysł, aby dorzucić do najokrrrropniejszych idiotycznych historii, ale
          najgorsze jest to, że mam ich więcej. Historii znaczy:)
          A z tym zacięciem w toalecie, to mogłam nie zamykac calej lazienki!! Byłoby
          wtedy tak "prawie normalnie" :)
          A najgorsze jest to, że no wiecie, miałam tam zrobic dobre wrazenie no i w
          ogole... a wyszło, jak zwykle:)
          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 22:28
            Biljano, moim zdaniem skromnym, niezależnie, gdzie byś się nie zatrzasnęła, i
            tak robisz dobre wrażenie :)))
            • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 22:35
              az sie zaczerwienilam...:) Dziękuję Ci Onion, bo sytuacja była raczej taka nie
              do pozazdroszczenia:) I bałam się, ze bede tam siedziec do wieczora brr. Teraz
              mam lekką fobię i w ogóle się nie zamykam ;)
              • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 23:11
                O matko, przypomniało mi się, jak byłam mała (miałam tak z 6 lat) i
                byłam z rodzicami na wczasach. Pewnego pięknego dnia udałam się do
                łazienki w porze, keidy wszyscy wczasowicze byli raczej poza
                pensjonatem. I oczywiście zamknęłam się. Wpadłam w totalną histerię,
                zaczęłam okropnie krzyczec i po dłuższym czasie przybiegła pani
                sprzątaczka, pewna, że ktoś kogoś morduje. Najgorsze było zaś to, że
                okazało się, iż drzwi wcale nie były zatrzaśnięte i otworzyły się z
                tametj strony bez problemu. Do dziś nie wiem, jak to możliwe. W
                każdym razie nadal boję się zamykać w toaletach, a jeszcze bardziej
                krępuję się nie zamykać :P Błędne koło :P
                Biljano, uwierz mi, po latach się będziesz śmiać z tej sytuacji. To
                jest rzeczywiście potwornie krępujące, ale nie było to z Twojej winy
                ani nic takiego.
                W ogóle dziewczyny drogie, trzymajcie jutro za mnie kciuki, bo mam
                ważne spotkanie osobiste :)
                • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.11.08, 23:49
                  Trzymam mocno.
                  Też się raz zamknęłam. I to jakoś na inaugurację roku akademickiego. Tzn.
                  weszłam z rozpędu do toalety tylko dla "personelu" (akademickiego) - myślałam,
                  że ją otworzyli dla plebsu, bo jakoś w ogóle coś się wtedy pozmieniało w
                  budynku, Sowca będzie wiedzieć, chodzi mi o tę część od POW, a kibelek omal
                  naprzeciwko tzw. Ścieku. No i personel skorzystawszy zamknął wc na klucz. Ze mną
                  inside. Dobrze, że pani sprzątaczka usłyszała.
                • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.11.08, 06:14
                  Trzymam :)
                  • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.11.08, 21:29
                    Dziękuję za trzymanie kciuków, spotkanie wypadło pozytywnie i miejmy
                    nadzieję, że już wkrótce następne :P
                    Szproto, ale Ci się udała inauguracja roku :D a teraz są nowe
                    toalety właśnie w tej części od POW, i tam są specjalne nowe zamki,
                    z których jeden popsuł się po tygodniu :P
                    • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.11.08, 21:37
                      sowca napisała:

                      > Dziękuję za trzymanie kciuków, spotkanie wypadło pozytywnie i miejmy
                      > nadzieję, że już wkrótce następne :P

                      Jak fajnie!
                      • kaliope3 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 07:28
                        Biliano-niestety niemiałam okazji poznać Cię osobiście, ale jestem
                        pewna,że Onion ma rację z tym dobrym wrażeniem.Ponadto, trzeba
                        jednak odzielić sprawy zawodowe od-powiedzmy, nieistotnych i czasem
                        zabawnych drobiazgów-o ile dobrze pamiętam audyt to poważna sprawa i
                        na pewno wszyscy przejmowali się zgoła czym innym niż Twoje
                        zatrzaśnięcie się w toalecie:)
                    • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 00:49
                      sowca napisała:
                      Szproto, ale Ci się udała inauguracja roku :D

                      Pocieszam się myślą, że nie zawsze mam tak mocne wejścia ;) Ale pamiętam, że to było jakoś wkrótce po zdaniu poprawki z ekonomii, więc nawet taki dysonans nie zmącił pełni mojego szczęścia.
                      • ginestra Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 10:26
                        Dziewczyny!
                        Nadrobiłam lekturę tego wątku i widzę jakie macie najróżniejsze przeżycia.
                        Dołączam się więc do pocieszających i cieszących wraz!

                        Biljano, nie przejmuj się tym zajściem. :) A wrażenie wizualno-osobowościowe na
                        pewno zrobiłaś wspaniałe i jak znam Ciebie, to "na wyjście" ;) potraktowałaś
                        całą sprawę z humorem, a to na pewno zjednało Ci jeszcze więcej skrytych (a może
                        i jawnych?) wielbicieli. :) A więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
                        A historia nadaje się do opowiadań, to prawda!

                        Sowco - cieszę się bardzo wraz z Tobą ze zdjęcia gipsu!! I z udanego spotkania
                        osobistego! :) Oby tak dalej!

                        Onion, w sweterku na pewno wyglądasz szałowo. :)

                        Ogromne pokrzepienie bije z tego wątku dla czytających! To Wasza zasługa
                        dziewczyny (wszystkie!) :)
                        Pozdrawiam Was cieplutko!
                        • limotini Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 12:11
                          To i ja poproszę o trzymanie kciuków. Czekam na ważną wiadomość, która może
                          nadejść dzisiaj albo dopiero za parę tygodni. Nie ważne kiedy nadejdzie, tylko
                          bardzo bym chciała, by była pozytywna.

                          Nie jest to nic poważnego, na szczęście żadne choroby ani inne komplikacje
                          rodzinne, tylko po prostu coś o czym od dawna marzę, a co ciągle ucieka. Wracam
                          do czekania i przy okazji sobie przygotuję na przyszłość, jak ładnie Wam
                          powiedzieć, że jednak się nie udało.
                          • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 12:16
                            To trzymam kciuki:-)
                          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 12:22
                            Ja też :)
                          • lezbobimbo Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 12:30
                            Kciucze za przyjscie pomyslnej wiadomosci i zeby Ci sie udalo to
                            marzenie spelnic, Limotini!
                            • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 12:48
                              I ja trzymam, i ja!
                              • ginestra Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 12:54
                                Limotini!
                                Ja też trzymam kciuki i wierzę, że się uda! A niezależnie od wiadomości, na
                                którą czekasz, to na pewno będziesz za tym marzeniem podążać i kiedyś się ono
                                ziści - trzeba wierzyć! :) Ale oby wiadomość była pomyślna!
                                • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.11.08, 14:11
                                  Ja tez trzymam kciuki!!
                          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 30.11.08, 13:03
                            I jak, Limotini? Była wiadomość?
    • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 30.11.08, 13:00
      Narzekalnia (oczywiście, że narzekalnia): strasznie w tym tygodniu nagrzeszyłam
      i nie były to niestety grzechy z tych niemoralnych, ale z tych tuczących.
      Więc od jutra koniec z czekoladami nie wiadomo z czym, koniec z pieczywem
      nie-chrupkim. Lecz może być trudno, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia jak wiadomo.
      Ponadto święta za trzy tygodnie, a ja w ramach przygotowań nabyłam paczkę
      cukierków choinkowych.
      I mam potwornie brudne okno w kuchni, które koty wymiziały, a nie mogę się
      zebrać do mycia.
      Pocieszalni brak, w ramach pocieszalni czytam poleconą przez Jottkę Evanovich.
      Zaczyna działać :)
      • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 30.11.08, 22:43
        Oj tam, każda dieta jest od tego, żeby zaczynac ja od jutra,
        zwłaszcza że jestem pewna, że nawet 15 paczek cukierków choinkowych
        nie zadzkdziłoby Twojej figurze.
        Limotini, co z wiadomością? Mam nadzieję, że wszystko udało się
        pozytywnie i nie piszesz nic tylko dlatego, że tak się upajasz
        radością!
        Czy Wy też tak czasem macie, ze zachowanie drugiej osoby
        (najczęściej płci przeciwnej :P) jest dla Was kompletnie
        niezrozumiale i wydaje się Wam, że oszalejecie, jeśli sytuacja się
        nie rozwiąże? Bo ja tak właśnie mam. Cholernie męcząca sprawa!
        • croyance Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.12.08, 00:26
          A ja w chwili manii i przyplywie ambicji naobiecywalam wiele i
          wzielam na siebie rozne obowiazki zupelnie wolontarystycznie, a
          teraz dobry nastroj mi minal, terminy gonia, a mnie sie nic nie chce
          i na nic nie mam pomyslu.

          Bo diabla mi bylo tak wyskakiwac na ochotnika :-/ (narzekalnia)

          A pocieszalnia, generalnie wszystko gra, i w sumie nawet jak zawale
          to mnie nikt nie rozstrzela. Chociaz wolalabym jednak sie sprezyc i
          zrobic, com przyrzekla.
        • limotini Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 14:27
          Nie było wiadomości, jakby była to bym się pochwaliła albo pożaliła - a tak, to
          dalej czekam.

          Dzięki, dzięki, za wszystkie ciepłe myśli! Prawdę mówiąc, to jak się człowiek
          zastanowi, ilu osobom głowę zawraca, to zaczyna się zastanwiać, czy te swoje
          własne sprawy rzeczywiście takie ważne są. Ale i też się jakoś tak w środku miło
          robi, że nawet myśl o niepowodzeniu nie jest już straszna.
          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 14:33
            No to trzymamy dalej :)
      • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 14:47
        onion68 napisała:

        > I mam potwornie brudne okno w kuchni, które koty wymiziały, a nie mogę się
        > zebrać do mycia.

        wymiziane okno!!! Toż ja mam takie wszystkie, tylko dotąd nie znałam tego
        określenia, ale zawsze wiedziałam, że to nie jest, ot, takie brudne okno! Onion,
        to jest boskie :)
    • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.12.08, 23:36
      Narzekalnia: migrena gigant
      pocieszalnia: jeszcze dycham
      • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 14:43
        wushum napisała:

        > Narzekalnia: migrena gigant
        > pocieszalnia: jeszcze dycham

        Współczująco trzymam za skronie! I rączki nacieram. I mam nadzieję, że do
        dzisiaj przeszło.

        Ja też migreniczka.
      • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 14:43
        Łączę się w bólu migrenowym. Niestety nie jest mi on obcy. Ale skoro nie dość,
        że dychasz, to jeszcze piszesz na forum - to nie jest najgorzej!
        Ja w najgorszej opcji leżę z zamkniętymi oczami w zaciemnionym pokoju i czuję
        się jak, nie przymierzając, w grobie. O raju, ale cię pocieszyłam ... ;-)
        • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 15:17
          O! A ja dopiero teraz odkryłam ten wewątek :)
          Zaczne od narzekania (a co!:)) : nic mi sie nie chce. To taka pora roku kiedy
          głównie chce mi sie spac , albo...spąc :). No i jeszcze spać :)
          Zeby bylo smieszniej - zwykle o tej porze najwiecej robie - chodze, wychodze,
          spotykam sie, zalatwiam - bo sie zmuszam do jakiejs aktywnosci zeby nie zlec i
          nie zasnac snem zimowym (chyba w poprzednim wcieleniu nie bylam jednak kotem a
          niedzwiedziem :))

          A z pozytywów? Hm. Nigdy w zyciu nie mialam migreny i zupelnie nie moge sobie
          wyobrazic jak to jest. Miewam lekkie bóle głowy - tak mniejwiecej raz na rok .
          Drugi pozytyw - "znalazłam" 100 zł :) Tzn. znalazlam w cudzysłowie bo wczesniej
          "zgubiłam" . W bocznej kieszonce torebki sie "znalazło" :)
          No ale tez radosc :)
        • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 15:25
          > leżę z zamkniętymi oczami w zaciemnionym pokoju i czuję
          > się jak, nie przymierzając, w grobie.

          A białą różę w rączkach masz...?
          • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 15:28
            nessie-jp napisała:


            > A białą różę w rączkach masz...?
            >

            koty by zeżarły ;-)
            a mnie bardziej pasowałaby gromnica chyba
            ok, już się zamykam:)
            • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 18:01
              Uwaga, kot mógłby się "zająć" od gromniczki! Róża również stanowi zagrożenie,
              przez kolce, polecam białe lelije :) ewentualnie koperek /na kocie nerki mógłby
              być pomocny/.

              Ja migrenuję sobie niemal każdego tygodnia, ale trzymam się różnych czynności do
              końca /mojego lub ich/, a jeśli leżę, to już jeno pogotowie pozostaje.

              Narzekalnia: pieniądze gdzieżeście?
              Pocieszalnia: kiedyś pewnie jakieś przybędą
              • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 18:25
                Mam w swieta 6 dni wolnych ciurkiem i to jest wbrew pozorom
                NARZEKALNIA bo chyba z nudow umre albo co. Na tym straszliwym
                angielskim zadupiu.
                • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 18:38
                  yowah76 napisała:

                  > Mam w swieta 6 dni wolnych ciurkiem i to jest wbrew pozorom
                  > NARZEKALNIA bo chyba z nudow umre albo co. Na tym straszliwym
                  > angielskim zadupiu.

                  Yowah76, to będzie pocieszalnia dla ciebie:

                  - masz 6 dni wolnego? przyjedź do Torunia! :)
                  • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 19:00
                    Yovah76 pocieszalnia: możesz zrobić listę rzeczy, które chciałaś zrobić, a nie
                    miałaś czasu i zająć się realizacją :) Możesz też obejrzeć swoje ulubione filmy,
                    albo po raz enty czytać początkowe części Jeżycjady, leżąc na kanapie, zrobić
                    maseczkę, z czego tam się robi maseczki, biegać po okolicy, wykonać serię zdjęć
                    pt "nudne święta" i znaleźć miejsce na wystawę, zacząć pisać książkę, albo
                    wybrać się na pogotowie twierdząc, że masz napad zawrotów głowy - na pogotowiu
                    raczej nie bywa nudno /szczególnie chyba bliżej Sylwestra/.
                    Pozdrawiam
                    • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 19:03
                      wushum napisała:

                      > wybrać się na pogotowie twierdząc, że masz napad zawrotów głowy - na pogotowiu
                      > raczej nie bywa nudno /szczególnie chyba bliżej Sylwestra/.

                      no, zwłaszcza, że można spotkać osobników z żarówką w ustach ;-)))
                  • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 19:21
                    Ludzie, ja w Anglii jestem... nie mam filmow, nie mam ksiazek, nie
                    mam kota... w tym problem. W domu to ja bm sie nie nudzila.
                    • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 19:36
                      Co prawda od paru lat nie bylam w Anglii, ale przy mojej ostatniej wizycie
                      ksiegarnie jeszcze funkcjonowaly;-). Co do kota- ja tez spedze swieta bez
                      naszych lobuzow i choc wyjazd zapowiada sie super, juz zaczynam za nimi tesknic
                      na zapas.
                      • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 19:48
                        Hm, mnie też się wydawało, że książki są, czy wypożyczalnie dvd...kota możesz
                        porwać sąsiadce /jeśli wredna/, a jak miła, to go pożyczy, albo chociaż da
                        pogłaskać.
                        • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.12.08, 20:41
                          wushum
                          Narzekalnia: pieniądze gdzieżeście?


                          Sprawdz torebki (kieszonki, poszewke etc :))
                        • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.12.08, 01:44
                          Ha, to nie dosc ze zadupie jest to jeszcze jak to w Anglii wszystko
                          zamykaja zanim ja z pracy wroce. Filmy w zasadzie mam, dwa;) "Cien
                          wampira" i "Love, actually" ktory nabylam MIMO obecnosci Hugh Granta
                          (podobnie jak "Czlowieka w zelaznej masce" ogladam MIMO boskiego
                          Leo). Chyba pojde opki czytac, ale kto mnie odratuje potem???
                          • uccello Ciocia Dobra Rada 03.12.08, 11:50
                            Yowah!
                            To przecież proste- jak nie masz dostępu do książek , to jedną
                            NAPISZ. Stephen King ( bodaj we Wstępie do "Zielonej mili") pisze,że
                            cierpi na chroniczną bezsenność, więc leżąc w łóżku wymyśla nowe
                            fabuły, żeby mu się nie nudziło. Astrid Lingren napisała swoją
                            pierwszą książkę z nudów, jak leżała ze złamaną nogą.
                            Może obejdzie się bez łamania kończyn? Napisz książkę, którą sama
                            chciałabyś przeczytać.
                            • limotini Re: Ciocia Dobra Rada 03.12.08, 16:29
                              O, ja też polecam tę metodę. "Napisałam" w ten sposób dwie książki, które
                              doszczegóławiam sobie w zależności od nastroju w trakcie bezsenności. Chyba są
                              trochę nudne, bo w trakcie zwykle zasypiam :)

                              A w ogóle to chyba nam wszystkim słońca brakuje - jak wychodzę z pracy to już
                              tylko światełka choinkowe do mnie mrugają. A poziom serotoniny leci na łeb, na
                              szyję. (Ponoć hormon ten jest współodpowiedzialny za dobry nastrój. A impulsem
                              do produkcji serotoniny jest odczuwalna przez organizm różnica dzień/noc, co w
                              naturalnych warunkach, jeszcze do tego blisko równika, działą cudnie. Ale już na
                              naszej szerokości geograficznej możne nie być tak różowo).

                              Pozdrawiam serdecznie wszystkich zmigrnowanych, zadeszczonych, odpieniężonych,
                              odkoconych, odksiążkowanych i w ogóle czujących się gorzej. Może te wszystkie
                              moje ciepłe myśli jakoś popłyną światłowodami i dodadzą otuchy.
    • yanga Re: Rozśmieszalnia 02.12.08, 18:45
      Na prawdziwe zmartwienia to pewnie nie pomoże, ale na małe smuteczki
      i jesienne chandry - kto wie? Jak sobie przypominam te sceny z
      żarówkami w wykonaniu dwóch małych chłopców i jednego poważnego
      faceta, to zaraz mi się gęba zaczyna cieszyć.
      • sowca Re: Rozśmieszalnia 02.12.08, 22:29
        Łączę się w bólu (i to dosłownie!) z migreniczkami. Ja dzisiaj
        wieczór spędziłam pojękując cicho, w zacienionym pokoju, marząc o
        naprawdę skutecznym środku przeciwbólowym!
        Yowah, może nie masz książek, filmów ani kotów, ale masz nas :D
        • nessie-jp Re: Rozśmieszalnia 02.12.08, 22:40
          > marząc o
          > naprawdę skutecznym środku przeciwbólowym!

          Sowca, a tryptany brałaś? Ja bym bez koktajlu sumatriptan + kodeina + jakiś lek
          przeciwzapalny (aspiryna, ibuprofej) w ogóle nie pożyła miesiąca
          • wushum Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 00:24
            Witam migreniaste koleżanki.
            Ja polecam kombinację morderczą, acz przywracającą do życia. Aviomarin, a do
            tego eferalgan codeine - który na receptę można dostać. No i na godzinkę jest
            się jak nieboszczyk, a potem już możemy np poruszać okiem, albo czymś. Co prawda
            istnieje ryzyko przy częstym używaniu, że nastąpi uzależnienie, ale to jedyne co
            pomaga. Ostatecznie nurofen forte, chociaż nie tak skuteczny. Reszta odpada w
            przedbiegach. Eh, a podobno to wszystko wina serotoniny /tak się dogrzebałam w
            opisach różnych/. Za nerwowe życie. I w ogóle.
            • kaliope3 Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 08:07
              To ja,jako migreniczka od prawie zawsze mogę z dużą pewnościa
              polecić coś,co mi na migreny pomaga i jest to jedyny absolutnie taki
              lek, a wypróbowałam ich naprawdę dużo. Otóż mi pomaga Aulin, jest na
              receptę.Z niejednego piekła mnie wyciągnął:)
              • nessie-jp Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 15:01
                Holender, a dzisiaj łupie mnie :/ Muszę się obkupić w aptece, bo mi środki
                receptowe wyszły.

                Swoją drogą, to jest idiotyzm, że w Polsce leki dla migreników są na receptę. W
                takich Czechach bodajże można kupić tryptany od ręki, wtedy, kiedy boli. A jak
                niby miałby migrenik
                • ginestra Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 16:17
                  Ściskam mocno, acz delikatnie, wszystkich cierpiących na migreny i z całej siły
                  trzymam kciuki, żeby Wam przeszło!

                  Nie znam tego bólu, ale mam koleżankę, która opowiadała mi jak z tym u niej
                  jest. Ona musi czasem zastrzyki dostawać, które aplikuje jej mąż, przyuczony do
                  tego typu pierwszej pomocy. Zastrzyki są strasznie drogie, a różne leki też
                  zażywała. Bardzo współczuję wszystkim, którzy przez to przechodzą.

                  Nie wiem co o tym myślicie, ale wiele razy natknęłam się w piśmiennictwie
                  psychologicznym na zdanie o tym, że migreny (i inne takie) mogą być jakby
                  odpowiedzią ciała na przeżycia z dzieciństwa, które zniknęły ze świadomości,
                  niemniej zostały jakoś "zapamiętane przez ciało" i teraz dają o sobie znać w
                  konkretnych momentach, gdy jest się słabszym czy gdy czegoś brakuje w
                  organizmie, czy gdy coś się dzieje innego. Przyznam się, że ta opcja wydała mi
                  się warta rozważenia i dość spójna z moją wiedzą o życiu. Natknęłam się też
                  m.in. na wspomnienia osób, które trafiły, na przykład, na terapię dla DDA tylko
                  dlatego, że przypadkiem, lecząc migrenę, zostały jakoś przez lekarzy nakierowane
                  na to i ta terapia okazała się pomocna, bo różne uczucia mogły wtedy wreszcie
                  przemówić i wyparować i nie musiały już przypominać bólem o sobie, czyli o tym,
                  że coś tam kiedyś się wydarzyło, a nie zostało uleczone. Oczywiście nie chcę
                  sugerować, że tak jest w 100% przypadków migren - wręcz przeciwnie, przyznaję,
                  że nic nie wiem o migrenach od fachowej strony. Jednakże ten trop wydaje mi się
                  ze wszech miar godny zastanowienia. W książce "Bunt ciała" Alice Miller też o
                  tym pisze.

                  A nawiązując do narzekalni-pocieszalni, to cieszę się ze znalezienia pieniędzy
                  przez Paulinkę :), solidaryzuję z tymi, których zadziwia ulotna natura pieniądza
                  i martwią się trochę z jej powodu, a także ze wszystkimi lubiącymi słodycze i
                  nie mogącymi dogadać się z płcią przeciwną oraz z Limotini oczekującą wieści. :-)

                  A także z biedną Yowah, której w Krainie Deszczowców przyszło spędzać Święta! A
                  może po sąsiedzku Frakcja Wyspowa coś zaradzi? :-)
                  Bo jak nie, to zostają książki, filmy, sąsiedzi z kotami (może są tam jakieś
                  miłe osoby kotolubne, z którymi już teraz można by nawiązać kontakt, hę? A może
                  jest jakieś specjalne miejsce, gdzie można się kotami poopiekować i z personelem
                  zaprzyjaźnić?), a także - a jakże! - zostaje jeszcze nasze forum. :-) Nie damy
                  Ci się smucić!

                  Pozdrawiam wszystkich wymienionych i nie wymienionych!
                  Trzymajcie się i nie upadajcie na duchu! :-)
                  • nessie-jp Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 19:14
                    > psychologicznym na zdanie o tym, że migreny (i inne takie) mogą być jakby
                    > odpowiedzią ciała na przeżycia z dzieciństwa,

                    Inaczej
                    • wushum Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 19:56
                      Mh, co do dzieciństwa, to nie wiem, czy to tak jest, chyba większość ludzi
                      miałaby migreny, bo zawsze znajdzie się jakieś trudne przeżycie itp. wydaje mi
                      się, że mało kto miał bajecznie różowo-złote dzieciństwo. To raczej takie
                      kółeczko zamknięte - stres obniża odporność na stres. Nie wiem, czy aby magnez
                      nie ma znaczenia /poza serotoniną/ dla tego, drogie koleżanki, jest powód by
                      obżerać się czekoladą /ma magnez:)/, może jakieś medytowanie byłoby pomocne.
                      To w ramach pocieszalni.
                      • sowca Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 23:00
                        Tryptanow nie brałam, może trzeba? Jak byłam u neurologa, to
                        usłyszałam, że ów lekarz także cierpi na migreny i jedyne, co może
                        poradzić, to żebym brała tabletki przeciwbolowe jak tylko poczuję
                        ból ;/
                        Na szczęśćie nie mam migren aż tak często jak niektórzy (Nessie, 2
                        razy w tygodniu?ja bym umarła po pół roku) - tak przeciętnie mam
                        jedne 3, 4 dniowy ciąg w miesiącu. jak juz nie mogę wytrzymać, to
                        biorę ketonal. Strasznie mnie tylko wkurzają uwagi innych osób w
                        rodzaju: "ale Ty bierzesz dużo tabletek przeciwbólowych!zołądek Ci
                        się rozwali, spróbuj przeczekać!". Jakby sami mieli migreny, to by
                        głupot nie gadali...
                        • nessie-jp Re: Rozśmieszalnia 03.12.08, 23:12
                          > Jakby sami mieli migreny, to by
                          > głupot nie gadali...

                          Dokładnie :/

                          Dobrze lekarz gada, że trzeba brać proszki przeciwbólowe od razu, bo jak się
                          zaczyna atak migreny, to i układ pokarmowy nie działa, więc leki się nie
                          wchłaniają. Zostają zastrzyki i aerozole.

                          Zainteresuj się tryptanami, skoro masz migrenę "tylko" raz w miesiącu, to i cena
                          nie będzie przeszkodą (to są niestety drogie leki, no ale raz na miesiąc można
                          sobie pozwolić). Niestety, tryptany tylko na receptę. Ale naprawdę polecam, to
                          są leki TYPOWO przeciwmigrenowe i naprawdę potrafią zdziałać cuda.

                          Najtaniej wychodzi chyba Cinie (sumatriptan) 6 tabletek 100 mg za około 75 zł.
                          Wystarczy pół tabletki - jak ręką odjął; niestety za 24 godziny trzeba wziąć
                          następne pół, bo - jak ręką przyłożył :)))) Ale potem odpuszcza.

                          Ciekawa jestem, swoją drogą, dlaczego Laura-migreniczka nie ma przy sobie tego
                          leku neurologicznego. Przecież, na litość boską, mieszka niemalże w jednej
                          komunie z neurologiem i laryngolożką, a i do Kowalików niedaleko! Zawiodłam się
                          na Mareczku, powinien już dawno Laurze zaordynować właściwe leki. A tu biedna,
                          jak widać, musi się leczyć sama, aspiryną...

                          --
                          "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
                          they're called revolutions. People die, and nothing changes."
                          • mamapodziomka Re: Rozśmieszalnia 04.12.08, 11:57
                            Bo byc moze Laurka to taka pozytywistyczna histeryczka, co "globusa" dostawala
                            zamiast zakasac rekawki i sie do pracy u podstaw brac? I trzeba ja ukarac, niech
                            sie meczy i juz ;)

                            Na szczescie migren nie miewam, wiec rad nie bedzie (oprocz tego, ze moj tesc,
                            ktory mial straszliwa, mial serie akupunktury i mu sie niesamowicie poprawilo)
                            delikatne usciski dla Was.
                            • sowca Re: Rozśmieszalnia 04.12.08, 22:13
                              Ech, właśnie mam teraz "ciąg" bólowy i całe popołudnie spędziłam,
                              odpędzając mdłości i trzymając się za łeb. Nessie, dziękuję za
                              informacje na temat tryptanów, faktycznie spróbuję, może to mnie
                              uwolni chociaż w jakimś stopniu. Mamapodziomko: akupunkturę też już
                              wypróbowałam ;/ niestety, nie pomogło w ogóle.
                              Pocieszalnia: nabyłam sobie "Uśpione morderstwo". Moim marzeniem
                              jest zebranie calutkiej kolekcji książek Agathy Christie, ale
                              nabywam poszczególne egzemplarze wyłącznie w antykwariatach i coraz
                              trudniej mi dostać tę książkę, którje jeszcze nie mam :P
                              • szprota OT migrenowy 04.12.08, 22:20
                                Bo to, co miałam w niedzielę, to w końcu nie wiem, czy była regularna migrena,
                                czy zatrucie. Otóż łeb bolał potężnie, mrowiło mi kark, a na czole rozpalona
                                obręcz. Ale potem prócz tego dołączyły mdłości i to, że tak określę, z
                                namacalnym efektem :/ Wiem, że przy migrenie są mdłości, ale żeby aż do imentu?!
                                • biljana Re: OT migrenowy 04.12.08, 22:25
                                  szprota napisała:


                                  > obręcz. Ale potem prócz tego dołączyły mdłości i to, że tak określę, z
                                  > namacalnym efektem :/ Wiem, że przy migrenie są mdłości, ale żeby aż do imentu?
                                  > !

                                  łączę się w bólu. Wczoraj miałam to samo. Też z namacalnym efektem ;-) Miło
                                  tylko ze strony efektu, że zechciał był poczekać aż wrócę do domu ;) - to w
                                  ramach pomigrenowej pocieszalni ...
                                  • szprota Re: OT migrenowy 04.12.08, 22:56
                                    Niewiele mnie pociesza, że inni mają równie źle. Ale też łączę się w bólu.
                                • nessie-jp Re: OT migrenowy 04.12.08, 23:04
                                  Mogą być do imentu, tylko że nie przynoszą ulgi. W zatruciu po wymiotnięciu
                                  czujesz się lepiej
                                  • szprota Re: OT migrenowy 04.12.08, 23:07
                                    Brzmi zachwycająco medycznie ;]
                  • paulina.galli Re: Rozśmieszalnia 04.12.08, 23:48
                    ginestra napisała: A nawiązując do narzekalni-pocieszalni, to cieszę się ze
                    znalezienia pieniędzy
                    > przez Paulinkę :)

                    Hm... Paulinka juz wydała to co znalazła :(
                    ;)
    • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 04.12.08, 13:07
      Nasze koty na czas naszego swiatecznego wyjazdu maja jechac do mojej mamy- to
      jest czesc pozytywna, bo wiem, ze beda mialy najlepsza opieke. Ale dowiedzialam
      sie dzisiaj, ze z waznych powodow musza do niej jechac wczesniej niz
      planowalismy, czyli w najblizsza niedziele. Juz mi smutno na mysl o rozstaniu z
      chlopakami, i na mysl o tym, ze musimy spedzic bez nich lacznie miesiac:(
      • kaliope3 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 04.12.08, 13:12
        Oj, rozumiem, to faktycznie przykrość i kotom też będzie pewnie
        niełatwo pomimo dobrej opieki. Ciekawe czy będą obrażone po waszym
        powrocie? Niektóre koty tak mają:)
        • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 04.12.08, 13:19
          Tez jestem ciekawa. Koty maja dziwne poczucie czasu, moze to im szybciej niz nam
          zleci;-). No i ciesze sie, ze beda w naszym mieszkaniu, beda znaly kazdy kat. Na
          pewno je pamietaja i poczuja tam swoje i nasze zapachy ( tu mieszkamy z nimi w
          wynajetym).
          • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 01:08
            "N".zostawił mnie.prawdopodobnie dla innej.jak/jeśli się wreszcie ze mną
            skontaktuje, to może się dowiem szczegółów.
            "P".skończył mi się alkohol przed etapem prób dzwonienia do niego.
            • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 06:17
              > "N".zostawił mnie.prawdopodobnie dla innej.jak/jeśli się wreszcie ze mną
              > skontaktuje, to może się dowiem szczegółów.
              > "P".skończył mi się alkohol przed etapem prób dzwonienia do niego.

              Oj, Kebbe, tak mi przykro. Ale nigdy nie wiadomo, co się obróci na dobre,
              przynajmniej w jakiejś części.
              Trzymaj się!
            • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 07:17
              Przykro mi bardzo. Wysylamy ci forumowe cieple mysli.
            • kaliope3 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 07:40
              Kebbe trzymaj się!
              Przychylam się do zdania Onion, poza tym-faktycznie, kto wie?
              • idomeneo Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 09:10
                Kebbe, duże ESD do Ciebie!
                • ginestra Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 10:18
                  Kebbe - ściskam Cię mocno, biedactwo! Oby niedługo, cokolwiek się teraz dzieje,
                  zelżało i obróciło się na dobre dla Ciebie. Trzymaj się!

                  Współczuję bardzo migrenniczkom i zatruciowcom! Oby Wam szybko przeszło!

                  Co do tej teorii "psychologicznej", to ja wciąż myślę, że tu może być coś na
                  kształt nadziei dla osób cierpiących na tę dolegliwość (i inne), bo po mojemu,
                  to to wszystko, co dzieje się w ciele, owszem, dzieje się fizycznie (zwężają się
                  te aorty itp.), ale być może tymi objawami ciało mówi o tym, że kiedyś
                  doświadczało różnych neuronowych przepięć czy innych fizycznych procesów z
                  powodu przeżyć, które miały miejsce, ale towarzyszących tym przeżyciom uczuć nie
                  wolno było wówczas wyrażać i trzeba było je wpychać w siebie i nie uświadamiać.
                  Dla przetrwania instynktownie dziecko nie kontaktowało się z danym uczuciem
                  (strachu, złości, żalu itp.), ale jego ciało te uczucia odczuwało, choć umysł,
                  dla przetrwania nie uświadamiał ich sobie w danej chwili i "nie chciał" potem
                  pamiętać. I powstawały te różne napięcia i gromadziły się i teraz chcą jakoś w
                  ten sposób o sobie dać znać - ciało nie wie po prostu co dalej ma z tymi
                  uczuciami zrobić i pyta i dobija się o uwagę.
                  Być może u jakiejś liczby ludzi tak jest jak powyżej, a u innych jest to
                  przyczyna czysto fizyczna (bez tych wypartych uczuć i przeżyć). Ja tego nie wiem.
                  Jeszcze tak - to prawda, że dla nikogo dzieciństwo czy życie nie było idealne i
                  różowe, każdy doświadczał różnych stanów i uczuć typowych dla życia (też
                  strachu, rozczarowania, złości, zazdrości, upokorzenia, żalu - a także radości,
                  odprężenia i tych pozytywnych uczuć), natomiast bywa tak, że w danej rodzinie
                  nagromadzenie tych trudniejszych i bardziej pustoszących człowieka uczuć było
                  większe i było ich o wiele więcej w proporcji do tych dobrych uczuć, niż u
                  innych ludzi, a do tego nie można ich było wyrażać.
                  I jeśli to wszystko było faktem, to to musi się potem jakoś manifestować. U
                  jednych w taki sposób, a u innych w inny.
                  Ja też miałam różne takie stany i przeżycia, których w życiu dziecka nie powinno
                  było być i to też dało jakieś skutki (nawet o wielu już wiem i umiem je nazwać i
                  je uleczać jakoś), tyle, że akurat nie są to migreny.

                  Nie chcę na siłę przekonywać, tym bardziej, że, być może, migrena może mieć
                  przyczyny czysto fizyczne też, nie wiem. Ale ten trop jednakże też istnieje. Nie
                  umiem tego dobrze wyrazić, ale wspomniana książka "Bunt ciała" Alice Miller robi
                  to o wiele lepiej. Zresztą to nie jest tylko ta jedna książka - we wszystkich
                  praktycznie książkach traktujących o psychologii związek ciała, które coś nam
                  mówi z wydarzeniami i z uczuciami, jest ukazany i życie potwierdza, że jest on
                  przemożny, i że wiedza psychologiczna nie jest wzięta z sufitu, tylko opisuje
                  to, co się faktycznie w ludziach dzieje.

                  Jeszcze może wspomnę o jednym partykularnym przypadku (nie musi on być
                  przykładem wyjaśniającym wszystko - po prostu jednym z wielu). Otóż miałam w
                  dzieciństwie koleżankę o bardzo pogodnej, trzpiotowatej, serdecznej i silnej
                  osobowości. Jej tata był alkoholikiem (budził we mnie lęk nawet jak był trzeźwy,
                  gdy odwiedzałam tę rodzinę), ale mama starała się z całych sił o normalność dla
                  córki i syna i o dobre życie mimo tego problemu.
                  Potem ten ojciec umarł wskutek nadużycia alkoholu, zmarł w domu, gdy te dzieci
                  były dość małe (moja koleżanka miała ok. 10 lat). Potem mieszkały dalej z mamą i
                  była to fajna rodzina. Straciłyśmy kontakt i często myślałam, że w dorosłym
                  życiu musiały u tej mojej koleżanki zaistnieć jakieś skutki tych przeżyć. Rok
                  temu odnowiłam z nią znajomość przez n-k. Ma cudownego męża i dzieci, jest nadal
                  trzpiotowatą i pogodną osobą. Wszystko jest dobrze, tylko jest jeden problem: ma
                  straszliwe migreny. Do tego stopnia, że nie może pracować zawodowo, ale ma taki
                  specyficzny sposób dorabiania sobie, który może wykonywać kiedy zechce. Te ataki
                  migreny są straszne (opisywała mi i te stany i swoje reakcje, krzyki itp). I tu
                  myślę sobie, że może być tak: z jednej strony możliwe, że ciało przypomina o
                  tych nieuleczonych przeżyciach (ta koleżanka nie chce otwierać tych wspomnień,
                  nie chce terapii itp. i ma prawo, jak najbardziej, nie wolno kogoś zmuszać). Z
                  drugiej strony, można wysnuć też hipotezę, że te migreny pozwalają na
                  nieświadome odtworzenie modelu związku rodziców: jedna strona jest cyklicznie
                  wyłączona z życia i potrzebuje pomocy tej drugiej, a druga ma potrzebę
                  troszczenia się o nią i wyręczania i opiekowania i osłaniania jej przed życiem.
                  Kluczem jest pytanie: co by było, gdyby te migreny zniknęły. Na pewno musieliby
                  przebudować swoje życie i przedefiniować związek. Na pewno musiałaby ta moja
                  koleżanka na przykład skonfrontować się z tym, że może czegoś się nieświadomie
                  boi: na przykład opuszczenia, gdyby okazało się, że mąż nie musi się już o nią
                  troszczyć tak jak w tej chwili. I wiele innych rzeczy musieliby zmienić. W
                  psychologii jest takie czasem założenie, że "migreny są tej parze do czegoś
                  potrzebne" i trzeba pytać do czego i trafić na trop. Nie mówię, że ktoś
                  specjalnie chce mieć migreny i tak cierpieć - oczywiście że nie. Jednakże jest
                  taki poziom nieświadomy, który ma wielką siłę oddziaływania. Nie wiem czy dobrze
                  to wyrażam. Chodzi mi o takie przypadki, jak np. ten, gdzie dziecko traciło
                  włosy i żadne drogie leki, terapie, badania itp. nie pomogły i dziewczynka stała
                  się kompletnie łysa. A kiedy jej rodziców naprowadzono na zajęcie się własnym
                  problemem i terapią ich związku, to okazało się, że dziecku wyrosły normalnie
                  gęste włosy, na stałe, bo ten problem przestał być rodzinie "potrzebny".
                  Nieświadomie to dziecko czuło, że troszczenie się o jego chorobę jest jedynym
                  czynnikiem łączącym tę rodzinę i nieświadome lęki i uczucia dziecka
                  "wmanewrowanego" w sytuację bycia "scalaczem" rodziny dały taki efekt. Ono nie
                  wiedziało dlaczego nagle traci włosy. To ciało "wpadło na ten pomysł".

                  Po prostu chciałabym zwrócić uwagę na to, że ciało czasem (a może zawsze?) coś
                  ważnego mówi.
                  Przepraszam, że to w tym wątku napisałam i nie chciałabym prowadzić też
                  dyskusji, zwłaszcza, że ostatnio mam trudności z czasem i nie zawsze mogę
                  odwiedzać regularnie forum.
                  Ale trzymam mocno kciuki za Was! Pozdrawiam!
            • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 10:48
              Kebe, skoro zostawił ciebie, to znaczy, że się nie zna!
              Nie dzwoń do niego. Przynajmniej postaraj się. Potem zobaczysz, będzie ci lepiej
              z tym, że nie dzwoniłas...
              • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 11:28
                Bardzo dziękuję wszystkim za słowa otuchy.Trochę mi dziś głupio, że tak
                bezpośrednio wyjechałam tu ze swoimi b. prywatnymi sprawami...nie wiem jak
                będzie, ale w najczarniejszych snach nie sądziłam, że w ramach prezentu na
                Gwiazdkę dostanę rozpad małżeństwa.
                (pocieszalnia: nie mamy dzieci, więc nikt poza mną nie będzie cierpiał)
                • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 12:05
                  Ja dostałam na 40 urodziny.
                  Nie ma to jak wyczucie chwili.
                  • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 12:45
                    Dziewczyny, na takie wiadomości nigdy nie ma właściwej chwili. Jak mówią
                    klasycy: nikt się nie spodziewa hiszpańskiej Inkwizycji ;-)
                    • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 13:55
                      > Dziewczyny, na takie wiadomości nigdy nie ma właściwej chwili. Jak mówią
                      > klasycy: nikt się nie spodziewa hiszpańskiej Inkwizycji ;-)

                      W zasadzie prawda - spójrzmy: nowy rok, karnawał, wielkanoc, weekend majowy,
                      koniec roku szkolnego, wakacje, początek roku szkolnego, długie weekendy, które
                      powinny być przyjemne, andrzejki, gwiazdka i w międzyczasie imieniny, urodziny,
                      rocznica ślubu ;-)
                      A Ty, Kebbe, nie przejmuj się nami, tylko pisz kiedy masz ochotę, zawsze lżej :)
                      Trzymaj się.
                      • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 14:22
                        onion68 napisała:

                        > A Ty, Kebbe, nie przejmuj się nami, tylko pisz kiedy masz ochotę, zawsze lżej :


                        Tak Kebbe, pisz ile wlezie, jak masz potrzebę i przychodź na spotkania forumowe.
                        Będziemy cie pocieszac na naszej forumowej piersi:)
                        • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 17:58
                          Jak ktos ma ochote sie posmiac ze mnie (to tak w nawiazaniu troche do gaf niz
                          narzekania) to słuze uprzejmie.

                          Dostałam wczorej telefon do burmistrza pewnej gminy (nazwijmy ja X) w celu
                          zrobienia zagospodarowania terenu etc, ( niewazne )i mialam zamiar nastepnego
                          dnia zadzwonic i umowic sie na spotkanie i uscislic pewne rzeczy.
                          Burmistrz gminy X ma nazwisko na literke Ż i automatycznie wpisany w telefon
                          "wskoczył" na ostatnia pozycje w kontaktach .
                          Wczoraj bardzo pozno wieczorem (juz wlasciwe po dwunastej w nocy) chcialam
                          wyslac sms'a do pewnego mezczyzny (nazwijmy go Panem Z.) ktory jest mi dosyc
                          bliski :)
                          W zwiazku z tym sms'es był dosyc czuły i frywolny. Bliski mezczyzna ma jak
                          wspomnialam wyzej nazwisko na Z i w zwiazku z tym to zawsze on był na koncu
                          listy moich kontaktów (pewnie co poniektórzy sie juz domyslaja jaki bedzie
                          dalszy rozwój wypadków?:))

                          Poniewaz do pana Z. smsow wysylam najwiecej - mam juz taki wycwiczony uklad
                          palcow - ze najczesciej ukladaja sie w ciag - wyslij, wstaw odbiorce- ostatniego
                          z listy. (tiaaa juz na pewno wiecie co sie stalo :))
                          Zanim nacisnelam "wyslij" zobaczylam swoja ogromna pomylke ale niestety nie
                          zdarzylam wyhamowac palca. Mój pikantny smsesik poszedł.....
                          Wpól do pierwszej rano do biednego wójta Ż. gminy X.
                          Mam tylko nadzieje ze ma głucha albo wyrozumiała albo obdarzoną poczuciem humoru
                          zone ... .
                          Najgorsze ze dzis musiałam do niego zadzwonic i sie przedstawić.... (nie musze
                          dodawac ze dzwonilam z zastrzezonego?!:))
                          ps. pozytyw- wójt Ż. bardzo mily i jego glos nie wskazywal na nocna awature od
                          małzonki, a umowe pewnie klepniemy i pare zł polskich zarobimy :)
            • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 22:36
              Kebbe, ja też Cię przytulam.
    • ginestra Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 12:36
      Kebbe, nie miej skrupułów, że piszesz o tym. Wielu z nas doświadczyło tego, że
      jak podzieliliśmy się problemami na forum, to potem to wsparcie odpisujących
      osób dodało nam ogromnie dużo siły.
      Przyjmij uściski i wyrazy kobiecej solidarności!
      Oraz nadzieję, że ten najgorszy czas minie, i że kiedyś słońce wyjdzie zza chmur!

      A to wydarzenie, które Ci się przytrafiło, jest chyba jednym z najgorszych,
      jakich (w zwykłym życiu, bo nie mówię o wojnie czy coś) może doświadczyć
      człowiek. Dlatego naturalne jest, że potrzeba Ci teraz wiele wsparcia, aby nie
      dawać się depresji i jakoś przetrwać to, co bezpośrednio się dzieje, a
      jednocześnie uwierzyć, że za jakiś czas będzie lepiej! Myśl o sobie dobrze i nie
      pozwól odebrać sobie poczucia wartości!
      Pozdrawiam serdecznie!

      • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 12:52
        Jeszcze raz bardzo dziękuję...każdej z Was osobno.
        Żebym jeszcze umiała się przestać łudzić, że to wszystko się naprawi...no cóż,
        ale jak mawiają nadzieja umiera ostatnia, naprawdę, bardzo ciężko ją dobić.
        • tennesee Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 18:13
          Trzymaj się ciepło i nie ma tego złego. Naprawdę.
          Myślę sobie też, że jak ktoś nie chce z kimś być, to jakkolwiek to
          bolesne- zapewne bez poważnego wstrząsu, olśnienia etc. zapewne nie
          zachce.
          i jakkolwiek wiem z własnego doświadczenia że to strasznie trudne-
          nie dzwoń! I to nie dlatego, żeby się nie poniżać (przy załozeniu,
          że NIE będziecie razem, to, co N o Tobie myśli jest bez znaczenia),
          ale po to, żeby mógł poczuć, że m Ciebie brak.

          Sorry za wymądrzanie się, ale to i owo ostatnio przerobiłam...

          Przytulam do mej mężnej piersi w za małym staniku;)

          m.
          • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 19:04
            Tennesee, jakie sorry? Cieszę się, że poświęcasz swoją uwagę i starasz się
            pomóc...bardzo jestem wdzięczna Tobie i pozostałym dziewczynom...
            Pamiętam, jak w jakiejś zamierzchłej epoce, chyba z 1000 lat świetlnych temu,
            czytałam wątek "przygarnij kropka". Bardzo współczułam Tobie i Onion, ale nie
            miałam odwagi nic napisać i w sumie dobrze, bo chociaż mój związek zaliczał
            rozmaite rafy i upadki, to w głębi serca wierzyłam, że wszystko zawsze się
            wyprostuje. I nie wiedziałam,aż do teraz, jak to możliwe,że ktoś ot tak, choć wg
            samej siebie nie dałaś mu powodu, może z dnia na dzień podziękować za współpracę :(
            "N" to tylko skrót od narzekalnia, jak "P" od pocieszalnia
            ps. droga Paulino.gali! to jeszcze pikuś, ja kiedyś wysłałam smsa podobnej
            treści do mojego _promotora_! to był dopiero obciach na całego...I tak znów
            dzięki kochanemu forum śmieję się przez łzy do wspomnień...
            • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 19:57
              Hej, dziewczyny, coś dla nas :-)
              pl.youtube.com/watch?v=muqTfBiBlg8
              Słońce wciąż świeci :)
              • jota-40 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 20:30
                Kebbe - i ja trzymam za łapkę. A także chętnie wypiję z Tobą drinka na
                pocieszkę. Rozumiem Cię bardzo dobrze, niestety.
                Takie chwile, kiedy nagle brak stałego gruntu pod stopami - niech je szlag
                trafi. Z własnego doświadczenia mogę napisać tylko, że co Cię nie zabije, to Cię
                wzmocni! Serio.
                • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 21:11
                  Dziękuję.
                  • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 21:23
                    A ja moge napisac (chocby nie wiem jak banalnie to zabrzmialo :/ ) ze z czasem
                    wszystko sie uklada i zdecydowanie mniej boli (a bardzo czesto - przestaje bolec
                    w ogole)
                    Zawsze.
                    Trzymaj sie cieplutko.
                    • limotini Re: Narzekalnia i pocieszalnia 05.12.08, 21:44
                      Kebbe,
                      przytulam z całej siły, może te nasze forumowe ciepłe myśli dodadzą otuchy. I
                      zgadzam się z przedmówczynią: nie ma dobrego czasu na złe rzeczy. A piosenka z
                      Mamma Mia - pomyśl sobie, że to my Tobie śpiewamy :)

                      • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 06.12.08, 00:25
                        Kebbe, chciałabym, żebyś wiedziała, że ja dołączam się do wysyłanych
                        do Ciebie z tego forum uścisków, calusów i wyrazów wsparcia. Wiem,
                        że w takiej sytuacji nigdy nie wiadomo, co napisać, żeby nie urazić,
                        żeby nie dotknąc bolesnego miejsca. Kiedy ja zostałam porzucona,
                        pomagały mi po prostu ramiona przyjaciół. Więc ograniczam słowa, a
                        jako że nie mogę oferować przyjacielskich ramion, to wysylam tę
                        ramionową pozytywną energię do Ciebie przez internet. Dotknij ręką
                        monitora, to pozytywna energia wstąpi w Ciebie :)
                        PS. Ja zostałam porzucona na 2 dni przed najważniejszym egzaminem w
                        sesji. Mężczyźni mają niesamowite wyczucie.
                        • uccello Re: Narzekalnia i pocieszalnia 06.12.08, 02:41
                          Kebbe! Elektroniczny plaster na serce ślę.
    • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 06.12.08, 18:19
      Zupełnie innego kalibru, niż Wasze poważne problemy, ale gryzie mnie i gryzie i
      zaraz pęknę, jeśli się nie poskarżę:

      N. Właśnie wydałam ponad 600 zł na oprogramowanie, które okazało się być
      niezgodne z wersją innego programu, którego koniecznie muszę używać. Czyli 600
      zł w kanał, a ja się czuję jak idiotka :(

      P. Dobrze, że nie na buty wydałam...
      • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 07.12.08, 08:11
        Nessie, a nie można zwrócić? A może na allegro pójdzie?
        • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 20:03
          onion68 napisała:

          > Nessie, a nie można zwrócić? A może na allegro pójdzie?

          No nie bardzo, bo to Microsoft... :) Nic, dokupię po świętach nowszą wersję
          swojego drugiego programu i będę miała oba nowe. Przed świętami już chyba nie
          wydolę - wczoraj przy kasie w supermarkecie zrobiło mi się ciemno i zimno na
          widok rachunku... :)
    • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 06.12.08, 23:28
      Osobom cierpiącym /z powodów damsko - męskich/ współczuję /jak i
      wszystkim innym/. Jeszcze kilka lat temu pocieszałam i wspierałam
      osobę w podobnym kryzysie. Wieloletnie małżeństwo się rozpadło, ona
      bardzo cierpiała. Ich mała córka również. Minęło 4 lata, ona z dość
      nieporadnej żony swojego męża zmieniła się w silną, energiczną
      osobę, działa w wielu miejscach, spełnia się zawodowo, faceci ścielą
      jej się do stóp, córka też radzi sobie coraz lepiej. Spełnia swoje
      marzenia, cieszy się życiem, no i niedawno chyba natrafiła na
      dobrego "partnera" dla siebie /za co trzymam kciuki/.
      Wiem, że brzmi to irracjonalnie, ale każdy koniec, to jakiś
      początek. Ja nie lubię mówić tekstów pocieszających, bo i tak
      ślizgam się wtedy po powierzchni czyjegoś bólu, a to siedzi w
      człowieku i tylko samo może się przemienić. U jednych szybko, u
      innych jak piasek w klepsydrze. Chociaż przyjaciele są przydatni. Do
      bycia obok, wysłuchania, opowiedzenia czegoś, oderwania od tematu,
      czy jakichś trywialnych spraw. /Chodzi o prawdziwych przyjaciół,
      którymi często okazują się inne osoby, niż się spodziewaliśmy/.
      Pozdrawiam
      Ps.: Migrenowe kobiety, polecam aviomarin na nagłe "zwroty", bo
      wiem, co to za męka. Jeśli zaś chodzi o "psychlogiczne dłubania w
      sobie", wg mnie "przepracowywania" urazów, to takie poczucie, że coś
      się robi, kiedy w istocie "mielenie minionego" nie posuwa nas do
      przodu. Oczywiście w psychologii twierdzi się, że każda choroba to
      zwracanie na siebie uwagi, ale też, jest to głęboka studnia
      zastanawiania się nad powodem każdego gestu, bólu ucha i innych
      rzeczy, którym nadaje się tak dużo znaczenia, że popada to w
      gigantyczne nadinterpretacje. Można stracić całe życie, na dłubaniu
      się w niuansach dzieciństwa. Wg mnie po prostu, należy wyciągać
      wnioski z tego co było i iść dalej /wiem, łatwiej się mówi niż robi/
      ale "dłubanina" nie sprawi, że przeszłość się zmieni. A każdy miał
      jakieś swoje problemy. Ja miewam dwa rodzaje czegoś, co wygląda na
      migrenę - jedne dają znaki wcześniej i wydają mi się dziwnie nie
      zależne ode mnie, drugie zaraz po stresie.
      Pozdrawiam i wybaczcie długość.
    • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 18:58
      Narzekalnia: jakoś smutno, pracy stałej, którą chciałam nie dostałam /wiadomo
      chcą współpracować, ale bez zobowiązań/, rozstaję się cichcem z "przyjaciółmi",
      nawet nie chcę myśleć o Sylwestrze, mam ochotę wyemigrować choćby do Australii,
      ale nie wiem, czy na stałe, więcej pisać nie będę, bo dołowanie się w niczym nie
      pomaga,
      Pocieszalnia: ? być może chęć emigracji to jakieś pocieszenie, próbuję
      wyciągnąć wnioski z paru lat życia, mam nadzieję, że coś dobrego z tego wyjdzie
      /np dla mnie/
      Eh...
      • jota-40 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 19:14
        Narzekalnia: trywialny syk przedświąteczny. Zepsuł mi się piekarnik. Nie mam
        gdzie piec, a jestem głównym rodzinnym cukiernikiem. Znowu nie zdążyłam kupić
        wcześniej wszystkich prezentów, czekają mnie jeszcze minimum dwa wyjścia na
        miasto w tym celu, a coraz gorszy tłok. W poniedziałek dwa zebrania w szkole
        podstawowej, w środę - w liceum. Podłe życie matki wielodzietnej.
        Pocieszalnia: kupiłam prodiż ;)).
        • ding_yun Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 19:39
          Jutro wracam na ferie do Polski i przeczytam wreszcie Sprężynę, która już na
          mnie czeka :)

          Narzekalni nie będzie bo ding_yun jest z przyczyn nieobiektywnych bardzo
          szczęśliwa :))))
          • anutek115 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 19:50
            Ding_yun, jak miło to czytać :-)))!

            Wushum, nie łam się Sylwestrem. Chcesz, to się umówimy przed monitorem i
            poplotkujemy, założę się, że jeszcze parę osób będzie chciało dołączyć. Mówię
            ci, to może być najlepszy Sylwester, jakiego można sobie wyobrazić!

            U mnie - Pocieszalnia - starsze dziecię wygrzebało się z zapalenia oskrzeli i
            istnieje szansa, że zacznie spac w nocy, zamiast dostawac ataków kaszlu i
            stawiać mamusię na nogi co pół godziny.

            Narzekalnia - mimo wielokrotnych prób nie udaje mi się spotkać z rozpasaną pod
            względem spotkaniowym sekcją warszawską. Mikołajki nie wyszły. Jutrzejsze
            spotkanie nie wyszło. Za tydzień na Wigilię nie dojadę. Spotkanie
            "ogólnopolskie" w Warszawie w listopadzie nie wyszło. Mnie się już z rozpaczy
            czasem na tym forum już pisac nie chce. I nic, nic, nic nie jest mnie w stanie
            pocieszyć :-((.

            I jestem zupełnie pewna, że w Toruniu spotkanie też nie wypali. Jestem jak
            Jonasz, może mnie trzeba wyrzucic za burtę...
            • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 20:14
              :)
              Bo ja chciałam zrobić coś szalonego, a okazuje się że mam mniej pieniędzy niż
              myślałam, że mam,...no i w ogóle...eh.
              Pocieszam, że skoro teraz spotkania nie wypalają, to już niedługo jest Nowy Rok,
              a wtedy może wszystko się zdarzyć! /krzeszę optymizm z siebie/ Poza tym Tobie
              się chce widzieć z innymi, a mogło by byc gorzej, gdyby Ci się nie chciało...
              /nie wiem czy to pociecha/ dziś nie mam nastroju to pocieszanie słabiej wychodzi :S
              • anutek115 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 20:19
                wushum napisała:
                Poza tym Tobie
                > się chce widzieć z innymi, a mogło by byc gorzej, gdyby Ci się nie chciało...

                A skąd. Byłoby lepiej. Sobie bym forum czytała, siedziała w domku przed
                monitorkiem z herbatką, opędzając się od potomków, cała szczęśliwa, zamiast
                smęcić, że one się tam spotykają i gadają, i mają fajnie, a ja to, kurna, nic a
                nic...
            • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 20:19
              Aniu, mnie tez bardzo szkoda, ze nie udalo ci sie dotrzec do Warszawy. Ale nie
              popadaj w rozpacz, w koncu uda ci sie dotrzec na spotkanie. Zobacz, mnie jeszcze
              nigdy nie udalo sie spotkac z forumkami, a tobie juz tak. Mnie nie bedzie na
              Wigilii, do Torunia tez na pewno nie dotre. Ale mam nadzieje, ze juz w nowym
              roku uda mi sie wybrac na jakies spotkanie:-)

              Wrocilam niedawno od fryzjera- przekladalam to, myslalam o przyszlym tygodniu,
              ale doszlam do wniosku, ze juz ani chwili nie wytrzymam z oklapnietymi wlosami i
              pobieglam do salonu:-). Juz mi duzo lepiej:)
            • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 21:36
              Anutek - przestań w tej chwili! Spotkanie toruńskie musi wypalić.
              A w sylwestra dołączam do Was (i się cieszę, nigdy nie lubiłam bali i podobnych
              imprez; ostatnio przed nimi uciekałam w góry - z opcją bezbalową).
              Cieszę się bardzo, że smarkatkowi się polepszyło i lepiej będzie Ci się spało.
          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.12.08, 21:34
            > Narzekalni nie będzie bo ding_yun jest z przyczyn nieobiektywnych bardzo
            > szczęśliwa :))))

            Jak to miło - że ktoś jest i przy okazji to Ty :)

            Pocieszalnia: w końcu wybrałam się na jogę.
            Narzekalnia: nie mogę uwierzyć, że z własnej woli zafundowałam sobie te tortury ;)
            Poza tym przed jogą było pięć minut czasu, poszłam na bieżnię i takie coś, co
            się pedałuje nogami a macha rękami, i po tych pięciu minutach poszłam na jogę
            zdyszana i spocona, a maszyny pokazały, że spaliłam... tadam, 30 kcal. ;)))
    • wushum migrenowe 12.12.08, 19:34
      Migreniczki, czy po tych lekach typowych na migreny macie marny nastroj, na
      ksztalt dolka?
      • szprota Re: migrenowe 12.12.08, 19:42
        Ja nie migreniczka (cóż to jest jeden migrenowy występ), ale po długotrwałym
        bólu zawsze mam obniżony nastrój.
        • wushum Re: migrenowe 12.12.08, 19:47
          Chodzi o dzialanie lekow, bo zauwazam pewna zaleznosc i sie zastanawiam nad tym.
          • sowca Re: migrenowe 13.12.08, 00:08
            Ja zwykle jestem troszkę "przetrącona", czasem okropnie zmęczona,
            ale to chyba wynika bardziej z bólu niż z reakcji na leki. A propos,
            dzisiaj kolejne miłe parę godzin w czasie towarzyskiego spotkania
            spędziłam przyciskając łapki do połowy czoła ;/
            Wushum, odnośnie piekarnika przypomniała mi się prześmieszna
            piosenka zespołu Akurat "Piekarnik". Znajdź sobie na wrzucie albo na
            youtube, jest rozwalająca i w sam raz na problem z piekarnikiem :P
            Ding_yun, gratuluję Ci, chociaż nie wiem, co się stało, ale się
            cieszę, że ktoś się cieszy!
            Anutku, spotkanie którreś w końcu wypali, jeszcze będzie miała dosyć
            forumowiczek, zobaczysz :P (nie mówię z własnego doświadczenia,żeby
            nie było :P)
            Teraz ja
            Narzekalnia: cholerny ON. Ja nie chcę się z nim tylko kumplować ;(
            Pocieszalnia: yyy... pomyślmy.Zawalony weekend nie pociesza, kolo z
            angielskiego tym bardziej, przyjaciele nie chcą już być moimi
            przyjaciółmi to też nie...o, może to: do świąt jeszcze tylko 11 dni!
            Wreszcie się wyśpię! ;) pozdrawiam wszystkich narzekających i
            pocieszających!
    • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 13.12.08, 00:30
      N: przebilam sobie samolatajaca niby detke u rowera. Trzeci kapec od
      wrzesnia... mial byc, kurde, ekonomiczny transport a nie wampir
      krwiopijca...
      Mam wysypke na pol twarzy i szyi z przyczyn nieokreslonych, dobrze,
      ze nie swedzi chociaz, ale wygladam jak SUCHA RZABA. Wolalabym to
      miec w miejscu nieco mniej publicznym.
      Myslalam, ze na spacerku zgubilam klucze w zwiazku z czym
      przelecialam po nocy cala trase jeszcze raz az w koncu poszlam do
      knajpy mojej landlady biznesloman wielozadaniowej, wzielam drugi
      klucz i moj oczywiscie byl w domu jak od poczatku przypuszczalam,
      kto nie ma w glowie ten ma w nogach...
      P: moze troche lepiej spie ostatnio, dzisiaj to juz na pewno po tym
      nocnym maratonie...
      • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 13.12.08, 00:44
        Yowaszku, może spróbuj pić wapno? najlepiej rozpuścić takie musujące
        w wodzie, działa odczulająco.
        A z kluczami to u mnie stary numer jest:)
        pozdrowienia
        • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 13.12.08, 00:56
          We wsi wapna nie mieli;) Niestety jak probowalam pani w aptece
          wyjasnic o co mi chodzi to nie pojela. Ale jutro bede w Cambridge
          (hmm, rowerem ;) ) i moze gdzies znajde jesli te piekielne Angole w
          ogole to miewaja.
          • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 13.12.08, 00:58
            Pelnia, pelnia jak nic, cos sie musialo wydarzyc. Ksiezyc najblizej
            Ziemi w tym roku i miesza jak moze;)
            • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 13.12.08, 12:07
              Myślę, że Angole mają, bo wiem,że Irole tak :). Jest taka sieć
              chemiczno-kosmetyczno-apteczna Boots (chyba) i widziałam też ich
              sklepy w Płn Irlandii, więc pewnie i na sąsiedniej Wyspie są, albo
              to w ogóle brytyjska sieć i pewnie znasz. Ad rem: kupowałam wapno w
              saszetkach rozpuszczalnych (nie tabletkach jak u nas) tam i się to
              zwało po prostu _calcium effervescens_ i było powszechnie do
              dostania.
              Życzę zdrowia i sprawnego bicykla.
              • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 13.12.08, 12:23
                Wlasnie pani w Bootsie zrobila wielkie oczy, fakt, ze to taka mala
                wiejska apteka. Dzisiaj leje, wiec raczej nigdzie nie pojade... ale
                ja mam wrazenie ze widzialam w Superdrugu.
                • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 18:36
                  A poduszka nie puchowa? Bo jak tak, to może z tego. Ewentualnie kosmetyki, albo
                  uczulenie pokarmowe.
                  Pozdrawiam
                  Ps.: Mój mail doszedł?
                  • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 22:04
                    Teraz to wiem, ze doszedl, odpisalam, wielkie dzieki.
                  • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 22:06

    • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 19:46
      N:
      1. Sypie mi się osobiście. I to żeby jeszcze była czyjaś wina, ale nie, chyba
      się po prostu wypaliło. Szkoda.
      2. Okropnie jest zimno u mnie w domu.
      3. Netbook mi padł i nie wiem, co mu jest.
      4. Skończyło mi się ptasie mleczko! Aaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
      P:
      ad.1 Jak się rozsypie, to się zacznie jakiś inny rozdział w mej bogatej
      biografii. I będzie na nowo, ciekawie, z czasem dla siebie.
      ad.2 No to może zaraz sobie wlezę pod kołdrę.
      ad.3 Ale się wkrótce dowiem i naprawię.
      ad.4 To sobie kupię, gdyż wpadło mi trochę grosza. Może się uzbiera na wiśniowe
      martensy ;>
      • jota-40 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 19:55
        Narzekalnia: przeżyłam dziś kiermasz świąteczny i dwa zebrania w podstawówce.
        Czuję się, jak wypruta, przedziurawiona, a wręcz nieistniejąca dętka.
        Pocieszalnia: do następnych zebrań jeszcze miesiąc ;)).
        • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 20:00
          Dodam jeszcze, że nie jestem oryginalna i nie znoszę poniedziałków. Gardzę nimi.
          Ale, jak powiedziała moja przyjaciółka Kotbert, drugiego poniedziałku w tym
          tygodniu nie będzie :)
      • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 20:20
        Brawo, Szproto, to się nazywa podejście pozytywne, a nawet jenicjatywne!
        • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 20:34
          Tom wydumała niezgorzej jak drużyna Geralta nad szczuką złowioną przez Cahira,
          nieprawdaż? :D
          Ogólnie rzecz biorąc jestem naprawdę przygnębiona. Ale się jakoś ogarnę. Muszę
          czasem sobie pozwalać na szprocie smuteczki przecież.
          • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 11:49
            Szproto, pocieszam wirtualnie, a od soboty bardzo chetnie nie-wirtualnie. Moze
            byc przy ptasim mleczku :) ktore z przyjemnoscia nabede (bo nieczesto mam okazje).
            • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 21:03
              Będziesz od soboty w Łodzi?! Bardzo chętnie Cię/ Was zobaczę!
              I dzięki za wsparcie :)
              • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 22:37
                Nawet od piatku baardzo poznym wieczorem ;) Lubie ten pozny pociag, bo mozna sie
                zdrzemnac po pracy i nie marnuje sie dna na podroz. Cale 16 dni mam wolnego,
                wiec po prostu daj znac jak najbardziej Ci pasuje :)
                • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.12.08, 20:09
                  Toż choćby i w sobotę wieczorem! Ale to faktycznie zgadajmy się jeszcze - jakby
                  co, jestem na GG wieczorem prawie zawsze, tylko się chowam.
                  • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 14:18
                    A chocby :) :) bo na piechotke ;)

                    Obawiam sie, ze GG nie mam zainstalowanego, zreszta juz bym chcby nawet nie
                    miala kiedy cie szprocic, bo sie dzisiaj musze spakowac, ale gdzies mam chyba
                    Twojego maila. Ale jakbys mogla mi jeszcze na wszelki wypadek nr telefonu gdzies
                    podrzucic, to bylabym wdzieczna.

                    A i bede miala do ciebie jeszcze prywate o Torun, bo tez bym sie wybrala, chyba.
      • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 21:33
        Ad. 4
        • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 21:54
          Nie wiem, czy szkło by mnie powstrzymało od zjedzenia ;)
      • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 00:54
        dopiero żem doczytała, ślepa komenda...
        Szprotuchno. Od nowego roku się układa. Układa się. Wszystko. Zobaczysz! To już
        niecałe 2 tygodnie. I się układa...
    • tin_tian Re: Narzekalnia i pocieszalnia 15.12.08, 21:45
      Narzekalnia: W sobotę byłam w Warszawie i och, bardzo za późno przyszło mi do
      głowy, żeby zapytać was dzień wcześniej o adres waszej spotkaniowej bałkańskiej
      (?) knajpki... Albo jakiejś innej fajnej.

      Pocieszalnia: Mroźny spacer wśród światełek (w poszukiwaniu jedzenia) był
      całkiem przyjemny, a Upiór w Operze (cel podróży) po odrzuceniu uprzedzeń
      musicalowych całkiem mi się podobał :)
    • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 11:59
      Ok, to i ja sie przylacze (w kupie razniej)

      1. Jestem wykonczona. Sypiam po 2-3 godziny.
      2. W pracy dno totalne, nic mi nie wychodzi.
      3. Dwie z 4 jednostek rodzicielskich (rodzice + tesciowie) strasznie mnie wk***.
      Po jednej sztuce z kazdej parki. Nie bardzo wiem jak sobie z tym poradzic, moze
      nawet sie do Was usmiechne z watkiem, bo potrzebuje chyba sobie przemyslec). Nie
      radze sobie zwlaszcza kiedy jednostki te wyzywaja sie na osobach, na ktorych mi
      zalezy.
      4. W domu juz sie nawet karaluchy wyprowadzily, bo im balagan przeszkadzal.

      Pocieszalnia:
      1. W sobote sie wyspie, a tyram, bo w sumie sama chce. Moglabym nie, na
      przyklad. Nawet jak nikt nie doceni to bede miala swiadomosc, ze zrobilam to co
      JA uwazam za stosowne.
      2. Ale ocena na koniec okresu probnego wypadla dobrze (no i umowa juz od dzis
      bezterminowa), a od soboty dwa tygodnie urlopu.
      3. Jedyne co mi tu na pocieszenie przychodzi do glowy, to to, ze z nimi nie
      mieszkam.
      4. KIEDYS posprzatam.
      • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 12:18
        Narzekalnia:poznałam bardzo fajnego faceta, ale jest żonaty
        Pocieszalnia: WIEM, że jest żonaty :)
        • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 21:09
          > Narzekalnia:poznałam bardzo fajnego faceta, ale jest żonaty
          > Pocieszalnia: WIEM, że jest żonaty :)

          Od niego wiesz?
          • biljana Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.12.08, 09:24
            onion68 napisała:

            > > Narzekalnia:poznałam bardzo fajnego faceta, ale jest żonaty
            > > Pocieszalnia: WIEM, że jest żonaty :)
            >
            > Od niego wiesz?

            tak:) więc, sprawa zamknięta, zanim się na dobre otworzyła:)
            • ginestra Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 14:43
              >
              > > > Narzekalnia:poznałam bardzo fajnego faceta, ale jest żonaty
              > > > Pocieszalnia: WIEM, że jest żonaty :)
              > >
              > > Od niego wiesz?
              >
              > tak:) więc, sprawa zamknięta, zanim się na dobre otworzyła:)
              >
              >
              Biliano, pocieszająca wiadomość w tej sprawie jest taka, że nie ma czego
              żałować: to nie jest fajny facet! Mężczyzna, który pozwala, żeby cokolwiek w
              ogóle się zaczynało, nawet trochę, a jest żonaty (nawet jeśli o tym mówi), nie
              jest wcale a wcale, w najmniejszym, w minimalnym nawet stopniu fajny! (to moje
              zdanie przynajmniej).

              Dla przeciwwagi, apropos żonatych mężczyzn i takiej ich postawy, która mnie
              osobiście się podoba, pozwolę sobie przywołać pewną sytuację z udziałem Adama
              Małysza. Byłby on tutaj, w moim zamyśle, ilustracją tego, co mi najbardziej
              imponuje u żonatych mężczyzn, czyli tego, że nie pozwalają sobie na żadne dziwne
              sytuacje, żadne "przyjaźnie", nawet na żadne żarciki, żadne teoretyczne,
              żartobliwe spekulacje w znajomości z kobietą typu "jaka jesteś fajna, spróbujmy
              na niby wybadać gdzie by mogła teoretycznie nas ta znajomość poprowadzić "gdybym
              nie był żonaty" i tym podobne subtelności. Takim mężczyznom nie pochlebia
              powodzenie u kobiet - są skromni, choć znają swoją wartość, ale przede wszystkim
              wiedzą, że kochają żonę i wiedzą co to przyzwoitość.

              A więc ta historyjka z Adamem Małyszem jest taka, że w tych pierwszych latach,
              gdy wygrywał te wszystkie turnieje z rzędu i był maksymalnie sławny, miał
              oczywiście rzesze fanek. I w jednym z wywiadów z nim redaktor zapytał o to jak
              on się z tym czuje i przywołał świeży przykład. Mówi redaktor: "Jest Pan
              uwielbiany przez kobiety - o, na przykład czy słyszał Pan, że tu przed chwilą
              jakieś fanki wprost deklarowały: "Adam, chcę mieć z Tobą dziecko" - co Pan na
              to?" I Małysz, naprawdę szczerze skonsternowany, tak na poważnie powiedział:
              "Ale o co w ogóle chodzi? Przecież ja mam żonę."

              Nie podchwycił żartu, nie dał się ponieść próżności, nie otworzył teoretycznie
              żadnej przestrzeni w sobie na jakiekolwiek relacje z kobietami. I takich
              mężczyzn (mężów) wszystkim nam życzę.
              I sobie też, jeśli mi to kiedykolwiek będzie dane.
              Pozdrawiam!
      • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 21:05
        mamapodziomka napisała:
        Nie bardzo wiem jak sobie z tym poradzic, moze nawet sie do Was usmiechne z watkiem, bo potrzebuje chyba sobie przemyslec). Nie radze sobie zwlaszcza kiedy jednostki te wyzywaja sie na osobach, na ktorych mi zalezy.

        Uśmiechaj się i rozwiń myśl. Wesprzemy :)
        • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.12.08, 23:33
          Dziewczęta, przytulam Was wirtualnie! Szprotko, czy już się posypało
          czy dopiero się sypie? Bo może da się jeszcze coś posklejać...
          U mnie narzekalnia: ON
          Pocieszalnia: już po paskudnym kolokwium, niedługo święta i dużo
          odpoczynku, mój chór funkcjonuje znakomicie i szykują się kolejne
          występy ;)
          • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.12.08, 20:21
            Sóweczko, bardzo dziękuję. Jest w trakcie sypania się. I w dużej mierze ode mnie
            zależy podjęcie decyzji, czy w ogóle warto to sklejać. Od paru dni jestem
            zdecydowanie na nie. Ale zawsze jest żal, nawet gdy nie ma w tym niczyjej winy.
            I smutno.
            • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.12.08, 23:23
              Szprotko, przytulam Cię jeszcze raz. Nie będę mówić, że wszystko się
              dobrze ułoży i tak dalej, bo na pewno sama to wiesz, ale dobrze
              byłoby też, gdybys wiedziała, że trzymam za Ciebie kciuki i wierzę w
              Ciebie i w to, że podejmiesz dobrą decyzję.
              Wushum, tak czassem jest, że wszystko jest paskudne i ludzie są
              paskudni. Pocieszające jets to, że takich dni nie ma wiele i szybko
              mijają.
              Paulinko, pogłaskaj ode mnie koteczkę i pozdrów ją od mojej tłustej
              koteczki :P jak ją nazwiesz?
              • tennesee Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 00:09
                1. Przesyłam ESD Szprocie!

                Wiem, że to trochę naiwne, ale może trzeba się trochę "zanurzyć w
                święta", obejrzeć "Love actually" i nie myśleć o razstaniach.

                2. Wushum, też miewam takie dnie, ryczę i nie przejmuję się wówczas
                opinią publiczną. Przeklinam i mówię społeczeństwu oraz wszelikm
                sprzętom co o nich myślę, używając wyrazów. Pomaga mi bardzo zobieni
                czegoś dla siebie urodowego:)

                3. Narzekalnia:
                a) moje życie jest zmarnowane. Stoję w miejscu i nie mam się czym
                pochwalić. Mięczak ze mnie
                b) utyłam ostatnio
                c) nic mi się nie chce, tylko spać i spać
                d) tęsknię za ex

                4. Pocieszalnia
                a) umyłam dzisiaj 6 (sześć) okien i poprałam rajstopki własne
                b) fryzjerka zrobiła mi grzywkę. Nie wiem czy jest lepiej, chyba nie
                jest gorzej, ale na pewno jest inaczej
                c) cała przyjemność kupowania prezentów przede mną
                d) nie zjadłam dzisiaj ani słodycza:)

    • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.12.08, 19:45
      Narzekalnia: w smutku i z cudzego zachęcenia, napisałam smsa do kogoś, do kogo
      nie powinnam, bo zerwałam z nim znajomość, może to i lepiej, że on teraz
      wyjeżdża i nie może iść na kawę, ale zaskakująco zabolało. Nie wiem, po co mi to
      było. Może żeby się pożegnać, jak z większością znajomych?
      Potem stałam w kolejce w jakimś paskudnym fast foodzie i panna z kolejki obok
      wlazła przede mnie tuż przed kasą, a ja wtedy zobaczyłam że na moim płaszczu,
      przy stoliku, który sobie zajęłam siedzi dwóch ... /nie będę się wyrażać/ i żrą
      jakiegoś hamburgera. Wyszłam z kolejki, wyrwałam płaszcz spod jednego z nich i
      wyszłam cedząc, że było zajęte. Poszłam do sklepu kupić jakieś minimum do
      jedzenia, bo smutek duchowy nie wzmaga apetytu. Stoję przy kasie, za mną
      kolejka, daję pani banknot...ona mówi, że naderwany, to nie przyjmie /szczerze
      mówiąc, nie zauważyłam, bo nie myślałam/ wyjęłam 50 zet, a pani, że nie
      wyda...szukam drobnych... nie uzbieram...za mną stado ludzi...zostawiłam
      jedzenie i wyszłam.
      Pocieszalnia: ? Dobrze, że nikogo nie było w domu jak wchodziłam, bo ryczałam
      jak bóbr.
      • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.12.08, 19:58
        To ja sie dolacze
        Pocieszalnia:
        Uratowałam przepiekna tajska koteczke ze "szponów" pseudohodowli.
        Z rozwalajacego sie zimnego zapleśnialego drewnianego baraczku na tortalnym
        zadupiu, ktory wygladał jak melina a noszacego dumna nazwe "hodowla kotów
        tajskich i syberyjskich"

        Narzekalnia:
        Kotka jest chora - nie jakos powaznie ale ma koci katar i wraz z haraczem za jej
        wykup i rachunkami z kliniki weterynaryjnej - oraz miesiacem grudniem który jest
        bardzo nieekonomiczny - pierwszy raz w zyciu sie zrujnowałam finansowo :):):)
        To bardzo ciekawe uczucie wejsc do sklepu i wiedzac ze ma sie 100 zł do konca
        miesiaca - zastanawiac sie jak i co kupic :0

        ps. na szczescie prezenty swiateczne kupione a rodzice zawsze nakarmia :):):)
        • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 00:50
          Brawo! Zuch dziewczyna! A żeby tak tych "hodowców" od siedmiu boleści pokręciło...
        • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 07:56
          Kotka miala szczescie, ze na ciebie trafila. Trzymajcie sie teraz dzielnie.
          Poglaskaj ja ode mnie, niech szybko wraca do zdrowia.
          • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 08:31
            Koteczka nosi roboczo imię "Szyszka" :)

            Pocieszalnia:
            chyba wychodzi z kataru, pieknie je, juz sie mnei nie boi i daje sie miziać,
            grzecznie korzysta z kuwetki.

            Narzekalnia:
            dostałam mega uczulenia na jej sierść!!! To się nigdy mi nie zdarzało! Mam
            straszny katar, kicham, mam zapuchniete swedzace oczy i wysypke na ciele
            (czerwone rozlane jasnorozowe plamy ) w miejscach gdzie sie ona o mnie otrze.
            aaaa!!!
            • meg_mag Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 10:35
              jest szansa, ze uczulenie przejdzie

              moze ktos uzna to za bzdury, ale wiem po sobie, przy pierwszym kocie (juz
              nieboszczyku) tez mialam takie problemy, potem jakos przeszly, bez lekarza,
              lekarstw, itp

              moze moj organizm zrozumial, ze bez kota w domu NIE DA RADY? :)))

              usciski dla koteczki!
              • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 13:23
                ja tez tak mialam ze majac kota- 0 alergi ale inny kot czy przerwa w posiadaniu
                siersciuch - od razu katar.
                no ale teraz to moj organizm ciut przesadzil :/
            • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.12.08, 19:20
              Przykre... tajskie sa przesliczne... czasem ma sie uczulenie na
              konkretnego kota...
              • yowah76 i o kotach cd 18.12.08, 21:44
                No i mojej za to gorzej... jak wyszla opcja 2x dziennie kroplowka
                albo czekamy co bedzie to zgadnijcie co wybralam (juz dawno
                zreszta). Moze sie tak ciagnac albo nie. Zeby to nie byl okres
                swiateczny to pewnie juz bym bilet kupowala, zeby sie na wszelki
                wypadek pozegnac, bo przy 16 latach z gora i chorych nerkach to
                raczej trudno na wiele liczyc.
                • wushum Re: i o kotach cd 18.12.08, 22:36
                  Ojej, współczuję :(
                  Biedna kocia.
                  Życzę jej ozdrowienia, przesyłam dobre promienie na nereczki kocie.
                  Ściskam ciepło
                  • wushum Re: i o kotach cd 18.12.08, 22:39
                    Ps.: Nasza też miewa z nerkami problemy /moja, która została u rodziców/, więc
                    rybki nie wolno, tylko specjalna karma i woda przegotowana z "filtra". Eh.
                    • yowah76 Re: i o kotach cd 18.12.08, 22:54
                      Tu rybka jest od swieta, bo kot po rybce siedzi w kuchni i przez 3
                      dni truje, nic innego nie je i w ogole, nawet rodzina juz ryby jesc
                      nie moze. Z karma to bywa roznie, przy trzech w domu przewaznie ta
                      droga lecznicza trafia i tak do niewlasciwej mordy. Ale jeszcze cos
                      tam sie bedzie probowac, tyle ze tak niezbyt inwazyjnie, bo ja nie
                      uznaje meczenia zwierzat w imie wlasnego egoizmu. Nie bede robic z
                      kota lejacego pod siebie warzywa, bo przy 2 godzinnych pobytach pod
                      kroplowka dziennie mniej wiecej do tego by sie to sprowadzalo... ale
                      przykro jest, zwlaszcza, ze z daleka i nawet nic pomoc nie mozna.
                  • paulina.galli Re: i o kotach cd 19.12.08, 23:02
                    yowah - 16 lat to taki zwawy koci staruszek (staruszka)
                    niestety z nerkami zartów nei ma.
                    Ale znam koty ktore wychodziły i w późnym wieku z tego
                    Trzymam mocne kciuki za zdrowie kotki!!!
                    • dakota77 Re: i o kotach cd 19.12.08, 23:19
                      Yowah, ja tez trzymam kciuki za kotke.
                      • yowah76 Re: i o kotach cd 20.12.08, 00:30
                        Dziewczyny, dzieki da dobre slowo. Zobaczymy co bedzie, ja sobie
                        swietnie zdaje sprawe, ze to babcia jest, a problemy z nerkami
                        zaczely sie juz 10 lat temu, z tym, ze jakis czas byl w miarespokoj.
                        No nic, cudow sie nie wymysli...
                        www.terrarium.com.pl/galeria/viewphoto.php?
                        id=61556&path=5234&userid=20246
                        • yowah76 Re: i o kotach cd 20.12.08, 00:32
                          www.terrarium.com.pl/galeria/viewphoto.php?id=61556&path=5234
      • kebbe do wushum 18.12.08, 00:48
        och Wushumku biedny! A myślałam, że tylko mi się zdarzają takie dni pod zdechłym
        psem.Niby żadne tragedie _ale_... Przytulam wirtualnie i przesyłam pozytywną
        energię!
        • ginestra Re: do wushum 18.12.08, 13:53
          Wielkie ESD dla Was dziewczyny, martwiących się i smucących!
          Przeczytałam dziś ten wątek i widzę, że problemy są, ale nie poddajecie się
          czarnym myślom, wykrzesujecie nadzieję (tak trzymać!), piszecie na forum o
          swoich przeżyciach i wierzę, że czujecie dobrą energię pocieszających i forumowe
          mocne, choć wirtualne uściski!

          Oby Nowy Rok przyniósł odmianę losu i pocieszenie!
          Pozdrawiam gorąco!

          • meg_mag Re: do wushum 18.12.08, 14:56
            o tak, tak, zeby w koncu cos przyniosl:)
            a nie tylko zabieral, bo jak to jest, jeden cos kiedys przyniosl w sporych
            ilosciach, a inne potem tylko po troszku zabieraly...
            • wushum Re: do wushum 18.12.08, 16:07
              Hyhy, dzielny uśmiech przesyłam, bo dziś migrena - efekt wczorajszego napisania
              mu tego smsa, bo prawdopodobnie nie powinnam... złożona historia.
              Narzeklania: migrena duża, sąsiedzi zrobili sobie dyskotekę właśnie teraz,
              pogubienie w uczuciach,
              Pocieszalnia: dziewczyny z Forum MM mnie pocieszają i wspierają, za co
              wdzięcznam:), być może będę miała pieniądze kiedyś, widziałam dziś czarnego
              kiciura :)
              Idę założyć poduszkę na głowę, bo chociaż lubię muzykę, to nie w momencie migreny...
              Pozdrawiam i może uduszę sąsiadów
              • wushum Re: do wushum 18.12.08, 16:14
                Pocieszalnia dla wszystkich: Nowy 2009 będzie szalony, przełomowo - rewolucyjny,
                pełen ruchu, nowości, podróży, "zaczynania od nowa", zakładania firm, rodzin,
                poznawania nowych ludzi, realizowania szalonych planów - typu jadę do Australii
                i zaczynam tam wszystko od nowa...itp. Tak myślę :) ...staram się :) i polecam innym
              • nessie-jp Re: do wushum 19.12.08, 00:10
                Poduszkę polecam elektryczną, można sobie bolącą łepetynę od razu nagrzewać
                • wushum Re: do wushum 19.12.08, 17:06
                  Ja sobie nic nie przykładam chociaż dobrze na samym początku podobno ogrzać
                  sobie karczycho, tam ponoć ta żyłka, czy tętniczka przechodzi, co to się
                  obkurcza i z tego katusze, więc jak ją w odpowiednim momencie ogrzać, to może
                  pomóc. Ja zazwyczaj mam wtedy jakiś nadwrażliwy kark i wolę niczym nie dotykać,
                  jeno się wiję, no i dreszcze, więc prawie, jakbym miała i zimne i ciepłe okłady.
                  Wolałabym nie przejmować się tak bardzo wszystkim, zazdroszczę czasem Pulpie:(
                  nie wiem, jak niektórzy to robią, że mają dystans na prawdę i nie dotyka ich
                  prawie nic... Ja może czasem sprawiam zewnętrznie takie wrażenie, ale to system
                  obronny, a łeb i tak boli.
                  Eh.
                  Pozdrawiam :)
                  • nessie-jp Re: do wushum 19.12.08, 18:24
                    Jeśli chodzi o nie przejmowanie się, to też bym chciała...

                    Zawsze można spróbować jakiejś terapii antydepresantami albo innymi lekami
                    normującymi nastrój. To naprawdę pomaga w migrenach i to _nie dlatego_, że
                    migrena to choroba z urojenia albo globusy rozpieszczonej szlachcianki :)
                    • wushum Re: do wushum 19.12.08, 19:04
                      Chociaż z reguły staram się nie mówić słowa "nigdy", to tu jestem bliska. Wolę
                      jakąś inną drogą wypracować...nie wiem jaką jeszcze. Medytacje? Albo coś? Czy
                      wymyślić, jak zmienić swoje podejście, a potem, jeszcze tego dokonać:)
                      Pozdrawiam
                      • nessie-jp Re: do wushum 19.12.08, 20:14
                        No, ale wiesz
                        • wushum Re: do wushum 19.12.08, 20:26
                          Co do wpływu ducha na fizyczność, to bo ja wiem...może da się tą pokrzywkę, czy
                          coś załatwić...
                          A moje migreny biorą się przede wszystkim z nerwów, więc tym bardziej. Co do
                          tabletek, znam ludzi, którzy zaczęli je brać, co pogorszyło sprawę, bo uwolniło
                          w nich jakieś lęki i inne takie, że ja dziekuję...
                          Pozdrawiam
                          • nessie-jp Re: do wushum 19.12.08, 20:48
                            > A moje migreny biorą się przede wszystkim z nerwów,
                            > więc tym bardziej.

                            Ale czy medytacja przynosi ci faktyczną ulgę? Bo jeśli tak
                            • wushum Re: do wushum 19.12.08, 22:13
                              Z opisu wynika, że powinnam rękawice bokserskie zakupić:) Aviomarin niestety,
                              poza tym, że uzależnia, to może wprowadzać w doła. Przy niskim ciśnieniu, leki
                              uspokajające otępiają. Ja nie mam lęków. Po prostu, czynniki zewnętrzne,
                              ewentualne kołatanie serca. Poza tym nie jestem "z luzaków", mimo starań.
                              Medytacji nie próbowałam, ale myślę, że kwestie napięcia mięśniowego są tu
                              istotne - więc może?
                              Pozdrawiam
                              Narzekalnia: znajomy uważa, że wie, jakie poglądy powinnam mieć na życie /takie
                              jak on/ i chce mnie "naprostować":) jak wielu innych ludzi
                              Pocieszalnia: maseczka z cynkiem na gębulę /raz na rok, chyba można "zaszaleć"/:)
                              • nessie-jp Re: do wushum 20.12.08, 01:12
                                Wushum, przesyłam ci parę wirtualnych rękawic bokserskich w takim razie :) I
                                trzymaj się :)
                                • wushum Re: do wushum 20.12.08, 18:49
                                  Aaa, to już wiem od kogo te rękawice, bo leżały na moim stole jak przyszłam.
                                  Wirtualna przesyłka dotarła:) dziękuję
    • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.02.09, 23:43

      • kaliope3 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 03.02.09, 07:44
        Z dziedziny "Pocieszalnia" mam historię sprzed tygodnia, jako
        zachęte by nie tracić do końca wiary w komunikację miejską.
        Jechałam rano do pracy tramwajem. Zwolniło się
        miejsce,usiadłam,plecak sobie zboku wcisnęłam pomiędzy siebie a
        szybę.Wyjęłam książkę i czytałam.W odpowiedznim momencie wysiadałam,
        poszłam do pracy.W pracy patrzę-nie ma plecaka.Już się z nim w
        myślach zaczęłam żegnać, ale na wszelki wypadek odnalazłam numer do
        centrali MPK i zadzwoniłam z zapytaniem,czy nie mają może jakiegoś
        biura rzeczy znalezionych. Sympatyczny pan odparł,że nie, ale jeśli
        rzecz zgubiłam niedawno,to jego kolega może mi pomóc.Po
        błyskawicznym namierzeniu tramwaju, kolega rzeczony zadzwonił(cały
        czas wszystko słyszałam) do motorniczego, ustalił,że plecak jest u
        niego w kabinie o podał mi numery tramwaju.Ponieważ tramwaj z
        drugiego końca miasta zaczynał właśnie trasę powrotną, wyszłam sobie
        na przystanek, po pięciu minutach się rzeczony tramwaj pojawił a ja
        sobie moje śniadanie w plecaku odebrałam.Może się i nie trzymają
        rozkładów, ale na jakiś czas mają u mnie dużego plusa.
      • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 08.02.09, 21:08
        Dwa slowa: wysiadl bojler...
        (boje sie dziada wlaczyc bo wydaje dziwne dzwieki jak probuje)
        ...
        • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 08.02.09, 21:59
          O masz. Okropnie współczuję...!
        • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 11.02.09, 21:50
          No i umarl do reszty... 17 stopni z tendencja spadkowa, jak znam
          tutejsze budownictwo to do rana bedzie z 10 albo mniej.
          Buhahahaha....
          • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.02.09, 21:30
            współczuję jeszcze bardziej! znam zimno w mieszkaniu i okropnie go
            nie lubię!
    • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 08.02.09, 20:58
      Część narzekalna:
      1. wydałam mnóstwo pieniędzy na soczewki, a one coś niekompatybilne z moimi oczami: kłują mnie, pieką i po dwóch godzinach muszę je zdjąć
      2. wydałam mnóstwo pieniędzy w ogóle
      3. nadokuczał mi taki jeden
      4. kroi się ciężki tydzień w pracy

      Część pocieszalna:
      ad.1. Jeszcze spróbuję je ponosić. A jak się nie da, no to już trudno, za doświadczenie się płaci. W razie czego pracodawca refunduje okulary, bo wprawdzie wada niewielka, ale warto by ją pokorygować jednak.
      ad.2 No ale za to mam nową, dopasowaną freyę :)
      ad.3 Widocznie musiał, skoro dokuczył. Prędzej czy później to wróci do niego.
      ad.4 Ale za to po tym tygodniu następny mam na pół gwizdka, a potem parę dni urlopu.
      • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 09:42
        Wspolczuje...
      • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 09:43
        Wspolczuje serdecznie... Moze chcoiaz oczy zaczna wspolpracowac.
      • alitzja Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 17:41
        szprota napisała:

        > Część narzekalna:
        > 1. wydałam mnóstwo pieniędzy na soczewki, a one coś niekompatybilne z moimi
        oczami: kłują mnie, pieką i po dwóch godzinach muszę je zdjąć

        Aaaa, też tak kiedyś miałam! O ile pamiętam, chodziło o nietypowy promień
        krzywizny mojego oka (cokolwiek to znaczy), który wymagał innego niż standardowy
        rozmiaru soczewki. I ślizgały mi się te soczewki, i kłuły, i nieprzyjemne
        zapalenie jakiejś części oka się co chwilę robiło... jedyna rada to zmienić.
        Koniecznie!
        A teraz mam oczy zrobione laserem i też nie jest fajnie, bo po 2,5 roku źle
        widzę na jedno oko. I okazało się, że nie można tego na razie poprawić
        operacyjnie, bo mam za cienką rogówkę. Na razie ją więc tuczę jakimsik żelem
        doocznym (trzymajcie kciuki, bo to ma trwać tak ze 3 miesiące!) i mam nadzieję,
        że nie będę zmuszona wrócić do okularów...:/
        • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 20:03
          > A teraz mam oczy zrobione laserem i też nie jest fajnie, bo po 2,5 roku źle
          > widzę na jedno oko. I okazało się, że nie można tego na razie poprawić
          > operacyjnie, bo mam za cienką rogówkę. Na razie ją więc tuczę jakimsik żelem
          > doocznym (trzymajcie kciuki, bo to ma trwać tak ze 3 miesiące!) i mam nadzieję,
          > że nie będę zmuszona wrócić do okularów...:/
          >

          Trzymam! Zastanawiałam się kiedyś nad taką operacją, ale stchórzyłam (i skąpstwo
          też odegrało swoją rolę - jak to, wydać dwa tysiące na coś, czego nie widać? ;-)
          • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 20:06
            Ja tez sie kiedys zastanawialam, ale niepokoi mnie nietrwalosc wynikow, a do
            tego inwazyjnosc jednej z najpopularniejszych metod, bleh. Tylko ze ja na
            szczescie lubie nosic okulary:-)
    • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 09:59
      Powoli juz nie daje rady...

      1. Zaczelo sie 2 stycznia, zapaleniem nerki, moim.
      2. Dalej poszla moja grypa, grypa mlodej, moje zapalenie oskrzeli, zapalenie
      ucha mlodej...
      3. Zaczely sie problemy w pracy. Opitol za jeden opozniony i jeden troche
      skopany projekt (powod - wyzej).
      3. Dzisiaj w nocy mloda obudzila sie z rykiem. Bola ja kolana i stawy biodrowe,
      nie moze siedziec, stac i ogolnie sie poruszyc. Niemalz poszedl z nia do lekarza.
      4. Musze dzis byc w pracy, bo lista zadan do wykonania jest dluzsza niz 24
      calowy monitor, a jutro mam prezentacje i rozmowe roczna z szefem.
      5. Boje sie, ze mlodej dolega cos powaznego, nie wiem z kim ja zostawic, nie
      potrafie sie skupic na tym co robie, z premia moge sie pozegnac i milo sie z
      pewnoscia z szefem jutro nie bedzie rozmawialo.
      6. Dwumiesieczne sukcesy odchudzaniowe z zeszlego roku trafil pierun (a mam ze
      20 kg do zrzucenia).
      7. Mam dosc!!!

      Pocieszalnia
      1. Napisalabym, ze brak, gdyby nie niemalz, bez ktorego chyba bym sobie naprawde
      nie poradzila...
      • kaliope3 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 11:26
        Mam nadzieję, że z Małą to jednak nic groźnego! W pracy też się
        pewnie wszystko jakoś przetrze, zdarzają się takie koszmarne
        nawarstwienia a potem można odetchnąć:)
      • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 15:20
        mamapodziomka napisała:

        > Powoli juz nie daje rady...
        >
        > 1. Zaczelo sie 2 stycznia, zapaleniem nerki, moim.
        > 2. Dalej poszla moja grypa, grypa mlodej, moje zapalenie oskrzeli, zapalenie
        > ucha mlodej...
        > 3. Zaczely sie problemy w pracy. Opitol za jeden opozniony i jeden troche
        > skopany projekt (powod - wyzej).
        > 3. Dzisiaj w nocy mloda obudzila sie z rykiem. Bola ja kolana i stawy biodrowe,
        > nie moze siedziec, stac i ogolnie sie poruszyc. Niemalz poszedl z nia do lekarz
        > a.
        > 4. Musze dzis byc w pracy, bo lista zadan do wykonania jest dluzsza niz 24
        > calowy monitor, a jutro mam prezentacje i rozmowe roczna z szefem.
        > 5. Boje sie, ze mlodej dolega cos powaznego, nie wiem z kim ja zostawic, nie
        > potrafie sie skupic na tym co robie, z premia moge sie pozegnac i milo sie z
        > pewnoscia z szefem jutro nie bedzie rozmawialo.
        > 6. Dwumiesieczne sukcesy odchudzaniowe z zeszlego roku trafil pierun (a mam ze
        > 20 kg do zrzucenia).
        > 7. Mam dosc!!!
        >
        > Pocieszalnia
        > 1. Napisalabym, ze brak, gdyby nie niemalz, bez ktorego chyba bym sobie naprawd
        > e
        > nie poradzila...

        Oj, faktycznie - lecz śmiem twierdzić, że ten jeden punkt pocieszalny równoważy
        część narzekalną, o ile nie przeważa... z oddanym sojusznikiem wszystko da się
        znieść.
        Na wszelki wypadek dokładam moje trzymanie kciuków za pomyślne rozwiązanie
        problemów :-)
      • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 15:34
        Wspolczuje...
        U Malej to wyglada na zapalenie stawow.
      • alitzja Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 17:43
        Mamopodziomko, trzymam kciuki, ściskam mocno i fluiduję dobre myśli:-)
      • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.02.09, 19:21
        MamoPodziomka, będzie dobrze. Mówię Ci to JA. A jak ja coś mówię, to tak jest. I o.
      • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 11.02.09, 18:23
        Onion, masz racje, ze nie ma to jak dobry partner, a moj egzemplarz sprawdza sie
        w codziennym testowaniu jak zaden inny ;)

        Reszta faktycznie jakos sie powoli rozwiazuje. Urlop do piatku dostalam bez
        problemu, rozmowa przesunieta na przyszly tydzien, wyniki badan dziecka idealne,
        zadnych oznak stanu zapalnego, markery reumatyzmu tez negatywne. Wyglada to na
        pogrypowe wirusy. Mloda czuje sie juz dobrze, lekarz kazal ja juz jutro do
        szkoly wyslac, wiec pojdzie.

        A ja sobie zatem wykorzystam te pozostale dwa dni urlopu dla siebie (niemalz juz
        mi zakazal sprzatania nawet jednego smietka z podlogi) i nadrobie zaleglosci z
        pianina i bede spac. A gdyby mlodej sie pogorszylo to w sobote przyjedzie mama i
        z nia posiedzi.

        A dieta zacznje sie przejmowac od poniedzialku, nie bede sobie psula humoru,
        chociaz 80% ciuchow szafie, w ktore w zaden sposob nie wchodze mowi samo za
        siebie...
        • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 11.02.09, 18:46
          Fajnie, ze sytuacja sie uspokaja:-)
          • onion68 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 11.02.09, 20:06
            > Fajnie, ze sytuacja sie uspokaja:-)

            Tak :-)
            • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 16.02.09, 23:48
              Ratunku, ratunku. Pilnie potrzebne pogotowie forumowe. Stan
              krytyczn, na granicy życia i śmierci.
              Przyjaciólka od najdawniejszych czasów nie okazała się przyjaciółką.
              Wprost przeciwnie nawet. Efekt? Samochód mojego eksa co noc parkuje
              pod jej domem (jesteśmy sąsiadkami, wiec pod praktycznie rzecz
              biorąc pod moim oknem również). Oznajmiła mi to w iście bezczelny
              spsób, dodając, ze ma nadzieję, że nie zepsuje mi humoru...Co
              gorsza, oznacza to rozłam w moim chórze, w mojej grupie
              przyjaciół... ja chcę umierać.
              Pocieszalnia: na szczęście sa jeszcze tacy, których mozna naprawdę
              nazwać przyjaciółmi....
              • lutecja4 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.02.09, 01:39
                bo to zla kobieta jest
                ale nie martw sie-jesli eks jest eks,tzn ze nie byl fajny
                wiec teraz ona ma niefajnego faceta
                a Ty bedziesz miala fajniejszego-i faceta i jego samochod :))
                • jota-40 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.02.09, 08:54
                  Sowco, na słabe pocieszenie opowiem Ci krótka historyjkę: miałam podobnie, tyle, że to ja weszłam w bliższe, hm, relacje - z Eksem przyjaciółki. Dodam szybko, że miała ona już wtedy własnego małżonka, dziecię, poza tym była z Eksem w stosunkach przyjaznych.
                  I co?... Cóż po latach mogę dodać? Rozstając się z Eksem umknęła ci ona przed losem straszliwym, w przeciwieństwie do mnie, bo jej Eks został moim mężem ;>. Lutecja ma zatem rację: to eks-przyjaciółka ma teraz całkiem niefajnie! Ona może jeszcze o tym nie wie, ale my - już tak.

                  Narzekalnia:
                  1. W W-wie wielkie śniegi, co oznacza wielkie błoto;
                  2. Udało mi się nie wiadomo, jak wrzucić znajome, zimowe trzy kilo ;(((
                  3. Straszny Weltschmerz ;(
                  4. W ciągu ostatniego miesiąca przymierzyłam w sklepach dwieście biustonoszy i żaden nie pasuje!

                  Pocieszalnia:
                  1. Ale za to żoliborskie parki wyglądają jak marzenie ;)
                  2. Tłuszcz daje warstwę ochronną i nie marznie się tak bardzo na przystankach ;)
                  3. Chandry mają to do siebie, że mijają - pozostaje filozoficznie czekać
                  4. Dzięki wątkom o stanikomanii podjęłam decyzję i wchodzę w to! ;) co oznacza zapewne nową erę dla mojego biustu ;))
                  • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 17.02.09, 22:13
                    Dziękuję, Joto, historyjka bardzo pocieszająca :) jak ujęłam w
                    krótkim przebłysku rozsądku: "Teraz ona się będzie użerała z jego
                    matką" :D Lepiej byłoby, gdybym nie musiała ich widywać - a niestety
                    muszę, bo mamy wspólnych przyjaciół, ona śpiewa ze mną w chórze
                    niestety i mieszka koło mnie;/ no ech;/ A co do biustonoszy, to
                    zaraz się na Ciebie rzuci frakcja stanikowa i znajdą Ci taki stanik,
                    że kurczę nie poznasz w nim swoich piersi :D
                    Lutecjo: Twój tekst jest piękny :D
                    • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 08:55
                      Sowco, pomysl jak to przyjemnie pomyslec, ze ty juz nie musisz ;) A widywanie
                      mozesz zmniejszyc do niezbednego minimum na jakis czas, a potem to juz sie zrobi
                      obojetne.

                      A ja juz sie umowilam na dzis wieczor z M, ze mnie bedzie mierzyl, bo tez mam
                      zamiar sie ostanikowac. Od gory do dolu, o!!! Sie mi nalezy za stresy ostatnich
                      tygodni ;)
                      • jota-40 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 11:30
                        Ha! Popieram w pełni refleksję, dotyczącą ex-teściowej. Tego typu wnioski
                        najłatwiej budują konieczny dystans ;)).
                        Gorzej z tym chórem i sąsiedztwem, na to trochę nie ma rady - poza czasem. Który
                        płynie. I ach, ile już pomógł zapomnieć! Aż strach.

                        Narzekalnia: coraz więcej śniegu!

                        Pocieszalnia: dostałam z administracji info o nadpłacie za ciepłą wodę -
                        równowartość ze dwóch odjechanych torebek albo jednej bardzo luksusowej pary
                        kozaków, albo spodni i paru swetrów... ;)) To chyba kupię stanik, a resztę
                        przehulam ;).
                        • kaliope3 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 11:37
                          Niezmiernie miła i nader rzadka wiadomość:)Trzeba solidnie
                          przehulać, to się co dzień nie zdarza
                          • mmaupa Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 13:46
                            Współczuję bojlerów, oczu i sąsiedzkich eksów!

                            Moja narzekalnia - znalezienie norki amerykańskiej do eksperymentów
                            behawioralnych graniczy z cudem, a zoo w Devon (gdzie jest norka) jest skłócone
                            z zoo w Kent (gdzie jest odpowiedni wybieg), więc zwierzaka nie można nawet
                            wypożyczyć. Co za tym idzie, mój eksperyment utknął w martwym punkcie, a moja
                            studentka chyba mnie nienawidzi za ogólną niekompetencję (biedna, musi oddać
                            projekt w kwietniu).

                            Pocieszalnia - mam nareszcie polskie litery na kompie, z czego skrzętnie korzystam.
                            Poza tym w sobotnim turnieju tanecznym dostaliśmy się do finału, hurra!
                            • the_dzidka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 16:17
                              "znalezienie norki amerykańskiej do eksperymentów behawioralnych
                              graniczy z cudem, a zoo w Devon (gdzie jest norka) jest skłócone
                              z zoo w Kent (gdzie jest odpowiedni wybieg), więc zwierzaka nie
                              można nawet wypożyczyć."

                              Rozczuliłaś mnie tym opisem, żaczkowym nieledwie :)))
                              • mmaupa Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 16:46
                                To cię teraz, Dzidko, jeszcze bardziej rozczulę powodem dla którego obie
                                placówki są ze sobą skłócone: mianowicie dyrektor ośrodka w Devon pracował
                                kiedyś w Kent, ale - jak wieść niesie - pewnego pięknego dnia ulotnił się wraz z
                                kierowniczką działu hodowlanego i sporym przychówkiem karczowników! Wyobraź
                                sobie, zamiast zgarnąć kasę albo sprzęt elektroniczny, zwiał z kieszeniami
                                pełnymi gryzoni :).
                                • jota-40 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 17:41
                                  Karczowniki i kierowniczka działu hodowlanego???... Ech, ta miłość. Grasuje
                                  wszędzie! ;)))
                                  • ding_yun Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 17:53
                                    Hahahaha romans z karczownikami w tle mnie powalił :P Nieważne w jakim punkcie
                                    globu przyjdzie nam żyć, nieważne jak poważne eksperymenty będziemy chcieli
                                    prowadzić, nieważne jak bardzo zaangażowani będziemy w pracę - i tak wszystko
                                    może się robić o historię której poziom absurdu jest jak u mrożka i barei razem
                                    wziętych.

                                    Sowca, precz z eksem i jego mamusią! Taka mamusia to potrafi człowiekowi
                                    dostarczyć wrażeń.... ehhh (z obfitej piersi ding yun wydobywa się głębokie i
                                    wieloznaczne westchnienie).
                                    • sowca Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 21:58
                                      Myśl o ex-teściowej napelniła mnie nową otuchą, a myśl o tym, że
                                      teraz to jej (tzn. eks przyjaciółce) będzie stroił fochy sprawiła,
                                      że stalo mi się jej żal :D Gdybym jeszcze mogła normalnie wracac do
                                      domu, nie bojąc się, że go spotkam po drodze, byłoby super :D
                                      Romans z kieszenią gryzoni (w tle, oczywiście) powalił mnie na
                                      kolana :D ja nie mogę, świat jest niesamowity i ciągle potrafi
                                      zaskoczyć :D A nadpłata za wodę to chyba coś unikalnego w skali
                                      światowej wręcz ;)
                                      • mamapodziomka Re: Narzekalnia i pocieszalnia 19.02.09, 09:24
                                        Za kazdym razem kiedy ja/ich zobaczysz mysl sobie o tym, ze mamusia juz na nia
                                        czycha ;) Zobaczysz jak to pomaga ;)

                                        A romans z karczownikami uratowal mi dzis dzien, ktory sie bardzo zle zaczal. Az
                                        sobie musialam wygooglac jak te karczowniki wygladaja ;) Fajne, chociaz lepiej
                                        by chyba wygladaly gdyby mialy uszy ;)
                                      • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 20.02.09, 13:21
                                        Sówko, za jakiś czas będziesz wracała do domu i liczyła na to, że oni
                                        wpadną na Ciebie - żeby zobaczyli, jak fantastycznie sobie radzisz,
                                        jak świetnie wyglądasz i jak kompletnie Cię oni nie obchodzą. Wiem to
                                        :)

                                        Romans z karczownikami jest bosssski ;D

                                        Ja względem pocieszalni:
                                        1. Mam urlop. Parę dni, ale zawsze. I nic nie muszę :D
                                        2. Niedługo wypłata!
                                        3. Wiele wskazuje na to, że wkrótce skończą mi się weekendowe dyżury.
                                        4. Mam smakowitości do czytania i Dziecko Rosemary na wieczorne
                                        szprocie superkino.

                                        Narzekalnia tylko w jednym: czemu te kostiumy, co mi się podobają, są
                                        tak cholerycznie drogie?!
                                  • mmoni Re: Narzekalnia i pocieszalnia 20.02.09, 13:58
                                    Kierowniczka jak kierowniczka (tego kwiatu pełno światu), ale te karczowniki, to
                                    dopiero musiało zaboleć. Jak mówią wyspiarze, adding insult to injury.
    • dakota77 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 18.02.09, 16:10
      PO kilku dniach bez netu zwiazanych ze miana dostawcy uslug wrocilam do
      cywilizacji:). Co za ulga:)
      • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 22.02.09, 17:19
        Narzekalnia: grypa - dzień pierwszy, znaczy bóle wszelakie wszystkiego,
        rozmemłanie myślowo-ruchowe, dreszcze i inne jeszcze.
        Współlokatorka żre moją mrożonkę, bo nie patrzy co wyciąga z zamrażaki:(
        Masa do modelowania którą kupiłam jest do...niczego, można z niej tylko
        podstawowe kształty zrobić yyy...!
        Pocieszalnia:eee? może powinno mnie cieszyć rozdanie Oscarów - przynajmniej ktoś
        się będzie gdzieś cieszył...być może to powinno podnosić na duchu.. /?/
        • szprota Oscarowa noc 22.02.09, 18:58
          Możesz popatrzeć na kreacje aktorek i pozachwycać się lub
          powybrzydzać nad ich brakiem gustu :)
          A tu możesz potrenować: www.zeberka.pl/art.php?id=3562

          Mnie się akurat Anżelina Żoli podoba w tej czerni, ale nie wymagajmy
          wszystkiego od żeberek (zeberki?)
          • wushum Re: Oscarowa noc 26.02.09, 01:01
            O macierzy! Pooglądałam te kreacje :D!...wstrząsające. Zdziwiło mnie tylko
            jedno, że ta jedna zagipsowana kobita miała taki zwykły, przeciętny gips.
            Przecież to było pole do popisu. Np - gips posrebrzany, pozłacany, wysadzany,
            kolorowy, marmurkowy...gips z miniaturami jej ulubionych obrazów;P...albo ona w
            gipsowej sukni! Szczerze mówiąc tak byłoby najlepiej:) Gipsowy gorset łatwo
            zrobić, gipsowe sztywne falbany :D klasyczna biel... nawet buty gipsowe/hyhy/
            Pozdrawiam :)
    • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 26.02.09, 04:26
      Narzekalnia: pokarało mnie na jelitku :( Okropnie. Nie wiem, grypa, zatrucie,
      Zemsta Łysego Jelita, coś okropnego w każdym razie... Nie miałam nawet siły
      dobijać się do lekarza.

      Pocieszalnia: przypomniałam sobie zbawiennie, że przecież rok temu moje koty
      miały sra... znaczy, chorobę jelitową. Splądrowałam kocie pudełko z lekami i
      jakby mi się poprawiło...
      • kebbe Re: Narzekalnia i pocieszalnia 26.02.09, 15:28
        nessie-jp napisała:
        > Pocieszalnia: przypomniałam sobie zbawiennie, że przecież rok temu moje koty
        > miały sra... znaczy, chorobę jelitową. Splądrowałam kocie pudełko z lekami i
        > jakby mi się poprawiło...
        >
        nessie! mam nadzieję, że nie piszesz poważnie o kocich lekach...wiem, że zabrzmię jak stara Ciotka Dobra Rada, ale leki dla zwierząt mogą poważnie szkodzić ludziom i na odwrót. Sama ostatnio zebrałam wciry od pani weterynarz za ratowanie cierpiącej na reumatyzm starej bardzo mej suni naklofenem (ale cocarboxylazę można, jakby co :)).życzę zdrówka na jelicie Tobie i wszystkim 2 kilogramom bakteri :)
        • nessie-jp Re: Narzekalnia i pocieszalnia 26.02.09, 15:35
          > nessie! mam nadzieję, że nie piszesz poważnie o kocich lekach...

          Nie no, to były ludzkie leki, tylko że przepisane dla kota! :) Zwykły Taninal,
          Smecta i Nifuroksazyd, czyli dokładnie to samo, co człowiek dostaje bez recepty
          na jelitko. Po prostu ludzie nie wyżarli, bo były trzymane w kocim pudełku i
          ostały się...
      • yowah76 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 12.03.09, 21:10

    • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 01.03.09, 15:59
      Narzekalnia: przegapiłam konkurs fotograficzny na kocim zakątku!
      Pocieszalnia: pewnie jeszcze jakieś będą i zdążę się moimi pięknotami
      pochwalić :)

      Narzekalnia: urlop mi się kończy.
      Pocieszalnia: ale dawno nie spędziłam urlopu tak mile.
      • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.03.09, 15:15
        Cytatprzegapiłam konkurs fotograficzny na kocim zakątku!

        To chociaż głosowania nie przegap !:):):)
        • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.03.09, 18:56
          Nie przegapię, właśnie dziś dostałam wjazd na Koci Zakątek.
          Narzekalnia: mam w pracy idiotkę. Totalną, kompletnie wypraną z
          poczucia humoru, egocentryczną i bezinteresownie upierdliwą kretynkę.
          Pocieszalnia: dziś zaliczyła taką wtopę, że długo się będzie po niej
          zbierać.
          Hyhy.
          • paulina.galli Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.03.09, 20:07
            hyhyhy :)
            Mój "pracowy kretyn" tez dzis dostał ostro po du.pie :)
            Całkowicie zasłużenie i z własnej winy - wiec komplenie mi go nie zal.

            hyhyhy (niedobra paulina, nieeeedooobra :))
            • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 02.03.09, 20:12
              Oj tam, niedobra od razu. Sprawiedliwa i tyle ;P
              PS zagłosowałam, ale wyznam, że ciężko było. Ze stu zdjęć najpierw
              wybrałam 10, potem 5, a potem była dogrywka między Ziutkiem a Kari.
    • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 08.03.09, 14:26
      Narzekalnia: ja nie wiem co się ze mną dzieje, ale grypa chyba robi 3
      powrót...yyy!...żołądek szaleje, migreny niemal codzienne, kaszlę jak stary
      dziad, dreszcze są moją codziennością...aaa! dość dość! Czuję się jakby mnie
      przemaglowano. Pomijam inne sprawy, które teraz są dla mnie odległe, bo słaniam
      się po mieszkaniu, a szczytem ambicji jest wyjście o własnych siłach po jaką
      bułkę...
      Pocieszalnia: pozostały mi płatki kukurydziane i kilka sucharków, mam
      "Sprężynę", z której wyławiać mogę opisy lata z szalejącą wichurą /jako że
      kocham wichury:D/, mogę bezkarnie słuchać w kółko piosenki z nowej płyty, mogę
      się pławić w Waszych miłych słowach pod moim tekstem o zemście nad pisarką:)
      No i mogę oglądać znowu moje ulubione filmy, lub wyszukiwać role-perełki w
      filmach słabszych:)
      Poza tym mogę się pocieszać, że podobno choroba oznacza w naszym życiu jakiś
      przełom:)
      • szprota Re: Narzekalnia i pocieszalnia 08.03.09, 14:29
        Z ciekawości: jakiej płyty?
        • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.03.09, 14:20
          Odkryłam coś takiego jak Kapela ze wsi Warszawa i słucham płyty Infinity właśnie
          bez końca :D, czekam, aż przyjdzie wkurzony sąsiad i da mi w mordę;P
    • kurczak1 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.03.09, 14:03
      Narzekalnia:
      - pojawiają mi się nieznaczne ilości nieco zbyt jasnych włosów;
      - rzucilam faceta i on ma do mnie zal;
      - strasznie się obijam w pracy.
      Pocieszalnia:
      - chyba konczy sie to piekło zwane młodoscią;
      - nikt mi sie po chałupie nie pałęta, a może jeszcze gdzieś czeka na
      mnie rycerz na białym koniu;
      - mogę sie obijać w pracy;
      - znalazłam to wyśmienite forum :)
      -
      • wushum Re: Narzekalnia i pocieszalnia 09.03.09, 14:26
        Kurczaku1, jeśli Ty go rzuciłaś, to powinna być pocieszalnia, chyba, że
        hm...żałujesz. Co zrozumiem, bo kiedyś sama żałowałam.
        A skoro piszesz, że dopiero młodość chyba się kończy, to popatrz ile jeszcze
        przed Tobą :D! /Na "zbyt jasne" włosy też się znajdzie rada, można twierdzić, że
        się skrycie w duchu jest..blondynką jasną :)/
        • kurczak1 Re: Narzekalnia i pocieszalnia 10.03.09, 08:35
          Jeszcze chyba nikt nie zauważył, wiec rzucę sobie chyba w ty dyrdy
          jakis karmin. Albo poczekam, niech wszyscy zobaczą jak ja
          nieszczesliwa, z miłości posiwiała...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka