Dodaj do ulubionych

Brak buntu...

07.09.08, 19:38
Tak się właśnie zastanawiam: dlaczego u Borejków nie ma przejawów
młodzieńczego buntu?
Owszem, mamy Laurę, ale ona ma po prostu buntowniczą naturę. Nie
jest tak, że nagle zaczyna "wariować".
Mamy Pulpę, której nie podoba się secesyjna kamienica, która
chciałaby, żeby jej ojciec zarabiał dobrze i miał nowoczesną willę.
Ale też nie urządza awantur, nie płacze, że nie ma czegoś co mają
kolezanki!
Nie ma w Jeżycjadzie czarnych paznokci, ostrej muzyki, nocnych
powrotów do domu, drastycznego odchudzania, zamykania się w sobie,
opuszczania się w nauce ani rodzinnych kłótni.
U mnie co prawda obeszło się łagodnie, ale na tyle nastolatków w
Jeżycjadzie coś powinno się trafić! Tym bardziej, że Borejki żyją w
stadzie, a jak człowiej dojrzewa to potrzebuje prywatności.
Obserwuj wątek
    • biljana Re: Brak buntu... 07.09.08, 19:41
      chyba wg zamysłu pani MM przykładem buntu jest Pulpa, która przecież robi coś
      tak przeraźliwie potwornego jak oblanie matury:)
      a w młodszym pokoleniu to Tygrys i Różyczka z dzidziusiem.
      • anutek115 Re: Brak buntu... 07.09.08, 19:53
        Nie, Różyczka zwykłą wpadkę zaliczyła (ładnie określaną jako biologia, która
        zadziałała ;-)), w wieku za późnym na młodzieńczy bunt. U Laury jakieś objawy
        widzę, buntujące się nastolatki zachowuja się często w sposób wywołujący u
        obserwatorów chęć mordu - taką właśnie chęć we mnie wywołuje Laurka mówiąca
        "Spróbuj mi coś zrobić, Grzesiu", uparcie twierdzę, że coś jej wtedy jednak
        należało zrobić ;-))). Ale Marajka ma rację, bardzo interesujące IMHO
        spostrzeżenie, tego buntu nie ma! U mnie przebiegał bez czarnych paznokci,
        dziwacznych fryzur i nieakceptowanej przez rodziców (i większość sąsiadów)
        muzyki, ale jak tak sobie z mamą teraz mój wiek dojrzewania wspominamy, to ona
        się robi blada, a ja jej składam wyrazy współczucia :-)). Chociaż parę ładnych
        lat minęło. Nastolatki z Jeżycjady są na moim tle (a nie byłam jakimś bardzo
        widowiskowym typem) nienormalnie pogodzone z rzeczywistością... i może dodam, że
        to nie za dobrze, wierzę bowiem głęboko, że bunt młodzieńczy jest potrzebny...
        • idomeneo Re: Brak buntu... 07.09.08, 20:04
          a ja myślę, że młodzieńczy bunt, pokazany na tyle, na ile to w Jeżycjadzie
          możliwe, mamy właśnie u Pulpy i u Laury: obie dziewczyny kontestują borejkowskie
          wartości, a potem odnajdują spokój i szczęście powracając do nich po
          przemyśleniu sobie sprawy ;) To, że te bunty wydają się bardzo lightowe - Pulpa
          marzy o mieszczańskiej stabilizacji, zaś Laura nawet w swym mrocznym wcieleniu
          śpiewa w kościele a nie w jakiejś garażowej kapeli - to już osobna kwestia.
          • lan-ja Re: Brak buntu... 07.09.08, 20:37
            A zerwanie się Idy z rodzinnego urlopu?
            • the_dzidka Re: Brak buntu... 07.09.08, 21:12
              No, Ida jeszcze najbardziej pasuje. Jestem brzydka, nikt mnie nie
              kocha, świat jest straszny, a ja się zrywam z rodzinnego urlopu "i
              co mi zrobicie?!"
              • biljana Re: Brak buntu... 07.09.08, 22:55
                właśnie, Idusia nie tylko ucieka z wakacji z rodziną ale do tego przynosi wstyd
                zamieniając się w handlarkę na Rynku Jeżyckim (?)
              • marajka Re: Brak buntu... 08.09.08, 10:13
                Ale ten bunt Idusi po 1) miał charakter krótkotrwały, po 2)nie był
                to typowy bunt przeciwko rodzinie, jej wartościom, przeciwko
                niesprawiedliwości na świecie, a raczej przeciwko moknięciu w
                namiocie. Też bym uciekła.
          • marajka Re: Brak buntu... 08.09.08, 10:11
            Róża i Laura?
            Laura od zawsze jest inna niż reszta rodziny, nie uważam, że
            zadziałały hormony. A Pyza? W wieku kilkunastu lat przychodzi po nią
            pod szkołę chłopak, a ona myśli o tym, że babcia czeka z kurczakiem?
            Zawsze dobra posłuszna córka. Że seks przed ślubem? To chyba nie w
            ramach kontestowania rodzinnych wartości.
            • zieleniack Re: Brak buntu... 09.09.08, 23:21
              a ja pomyślałam o Czarku, który buntuje się przeciwko swoim zupełnie
              nierozumiejącym go rodzicom. I o Jacku i Kresce w szkole.
              • dakota77 Re: Brak buntu... 10.09.08, 05:31
                No ale szkolny bunt Jacka i Kreski w szkole nie mial charakteru mlodzienczego
                buntu, moim zdaniem.
                • zieleniack Re: Brak buntu... 10.09.08, 19:13
                  Wiem, wiem;) ale dopisalam, łowiąc przejawy buntu ogólnie w
                  ksiazkach MM ;)
    • mmaupa Re: Brak buntu... 07.09.08, 20:38
      Roma vs toksyczni rodzice?
      • marajka Re: Brak buntu... 08.09.08, 10:15
        Fakt, zapomniałam o Romie.
        • verdana Re: Brak buntu... 08.09.08, 11:29
          U mnie tez buntu nie było. A w MM nie ma, poniewaz mlodzi ludzie
          pogardzaja pozaborejkowskim swiatem.
          • marajka Re: Brak buntu... 08.09.08, 14:01
            Nie twierdzę, że musi być.
            "Dawna" młodzież nie pogardza innym światem. Gabrysia chciałaby mieć
            kiecki, Ida chciałaby byc piękna (a wszak liczy się dusza?),
            Patrycja chciałaby być bogata... Ale żadna z nich nie próbuje
            demonstrować swoich poglądów, cały czas są dobrymi, posłusznymi
            córkami.
            A Geniusia? Ojciec odszedł, matka umarła. Jest samotna, opuszczona a
            problemów z nią nie ma. Przecież ona naprawdę ma powód do buntu.
            • k_linka Re: Brak buntu... 08.09.08, 22:36
              Hmmm, akurat Gieniusia tak wlasciwie zalicza ucieczke z domu. Inna sprawa ze
              raczej nikt nie zwraca na to uwagi i ze z nakazu babci dzwoni poinformowac ojca
              ze sie przeniosla do babci
        • laura-gomez Re: Brak buntu... 08.09.08, 12:17
          Tomcio chyba też się buntował (?).. W każdym bądź razie w "Noelce" jest mowa o jego konflikcie z ojcem.
          • ding_yun Re: Brak buntu... 08.09.08, 13:02
            Mam wrażenie, że bunt jest, ale głównie w dwóch odmianach:
            nieprzeciętnie lekkiej i nieprzeciętnie ciężkiej. Pulpa to się po
            prostu nieszczęśliwie zakochała, trudno to nazwać buntem. Z kolei
            Roma - przyznacie, że gwatłtowna decyzja o zamążpójściu, aby się
            wyrwać z toksycznego gniazda nie zdarza się każdej nastolatce.
            Zwłaszcza, że Roma miała już za sobą ten wiek kwestionowania
            wszytskiego, który (chyba?) w większości przypada na jakieś 15-16
            lat.
            • verdana Re: Brak buntu... 08.09.08, 14:43
              A ja myslę, ze bunt reprezentuje Laura. Bo chce poznać ojca.
              No i we wczesniejszych książkach bunt reprezentuje Danusia, może
              nawet czasem csia, ale buntowac sie przeciwko Żakom?
              Bunt bywa zarysowany - Pulpecja, ktora chce iść na ekonomie (co
              najwyraxniej obrzydliwe jest) i chodzic w garsonkach niewatpliwie
              się buntuje.
              • mmaupa Re: Brak buntu... 08.09.08, 14:54
                A na przyklad Anielka, ze swoja ucieczka od ojca i ryb?

                Albo Elka? Histerie z rzucaniem pokrywka i waleniem piesciami w stol?
                • anutek115 Re: Brak buntu... 08.09.08, 19:11
                  Ja mam wrażenie, że Elka się nie buntowała, tylko prezentowała charakterek...
                  Ciekawe, swoją droga, jak wygląda jej małżeństwo z Tomciem, he, he, he ;-)...
                  • dakota77 Re: Brak buntu... 08.09.08, 19:17
                    Ja tez nie uwazam, zeby Elka sie buntowala. Dla mnie wynika to z jej
                    rozpieszczonego charakteru. Chciala, zeby zwrocono na nia uwage i zrobila to z
                    wykopem;-)
                • paszczakowna1 Re: Brak buntu... 09.09.08, 00:01
                  > A na przyklad Anielka, ze swoja ucieczka od ojca i ryb?

                  No właśnie. Mam wrażenie, że Pawełek Pawełkiem, ale sprzeciw wobec planów ojca
                  wobec niej swoje dołożył. No i tu bunt przybrał formę drastyczną - ile
                  czternastolatek wbrew woli rodziców wybiera szkołę na końcu Polski, i decyduje
                  się na praktycznie samodzielne utrzymanie?
                  • tygrys2112 Re: Brak buntu... 19.09.08, 09:48
                    Czy porzucenie miasta rodzinnego, zamknięcie przeszłości i
                    rozpoczęcie Nowego Życia, porzucając nieukończone studia, w połowie
                    między 20 a 30 to też objaw buntu młodzieńczego? Pytam bo właśnie to
                    zrobiłam. :) Hihi. Nie powiem, z Rodziną jestem w kontakcie i mam
                    ciekawą ofertę pracy (mam nadzieję, że się uda), ale ogólnie
                    przeniosłam się już w zupełnie inny świat, a stary zostawiłam za
                    sobą :) Trzymajcie kciuki :)
    • noida Re: Brak buntu... 08.09.08, 19:40
      A Baltona z buraczkowymi włosami, mhorcznym rhokiem i na motorze?
      • lan-ja Re: Brak buntu... 09.09.08, 07:37
        Akurat Orelka nie miała się specjalnie komu zbuntować (jako
        nastolatka)
        Ale buntownikiem jest Fryderyk-zbuntował się przeciw pułapce
        biologicznej :-)
        • ready4freddy Re: Brak buntu... 09.09.08, 07:44
          tylko troche za pozno sie zbuntowal, jak juz w nia wpadl :)
          • lan-ja Re: Brak buntu... 09.09.08, 22:34
            Trudno buntować się przeciwko zastawionej pułapce, bo jej nie widać.
            Dopiero jak wnyki się zacisną to boli:-)
            • ready4freddy Re: Brak buntu... 09.09.08, 23:31
              masz absolutna racje :) tym niemniej...
              taki Frycel, ostrzezony wszak przez srogiego rodzica przed dziewczetami
              zastawiajacymi pulapki (swoja droga gdzie byl wtedy gajowy Marucha, przeciez to
              jawne klusownictwo :) moglby buntowac sie juz wczesniej.. chyba ze... on
              specjalnie wpadl w pulapke! aby zadac klam ojcowskim zabobonom. moze
              udowodnienie, ze pulapki nie istnieja stalo sie jego idee-fixe, jak dla bohatera
              "Czlowieka epoki" udowodnienie "lajdackiej pamieci" ojcu istnienia wampirow vel
              vampyrow? :))) tak czy inaczej, kiepsko mu ten bunt wyszedl :)
    • filifionka-listopadowa Re: Brak buntu... 09.09.08, 13:59
      Przed wszystkim proszę o to by nie traktować każdego "niegrzecznego" zachowania,
      jako przejawu buntu. Ludzie mając lat 6 i lat 23 też czasem trzaskają pięściami
      i zachowują się nierozsądnie. A nikt nie podpina tego pod "bunt młodzieńczy".
      Jego charakterystyczną cechą jest negacja wielu wartości wpajanych w domu i
      dotychczasowego stylu życia. Oczywiście wszystko to w ramach "poszukiwania
      siebie" co wychodzi z reguły niezbyt szczęśliwie. U Pulpy to się pojawiło ale w
      raczej szczątkowej i dojrzalszej formie. "Patrycja kochała i szanowała swoich
      rodziców ale..." A nie bardzo emocjonalna negacja wszystkiego.
      Często ten bunt zaczyna się od prób zdobycia uznania wśród rówieśników. Oni
      stają się "nową rodziną" a dopiero potem przychodzi okres "nikt mnie nie lubi,
      nikt mnie nie kocha" który można było zaobserwować u Cielęciny. Jej rodzina
      zareagowała mimo wszystko dojrzale (rozmowa z mamą Żakową, haftowania bluzeczka,
      botki, makijaż, ranka z Brodaczem "iść czy nie iść?" oraz zamknięcie się na
      wieży) i Celestyna miała w niej wsparcie. Dlatego odbyło się bez „hardcoru”.
      Taki bunt i wiążące się z tym eksperymenty (ubiór, imprezy, system wartości lub
      pasje) choć nieprzyjemny na obu stron (tu się zgadzam z Dmuchawcem- dojrzewanie
      to koszmar)jest bardzo potrzebny nastolatkom. To jest czas kształtowania swojej
      tożsamości i zdobywania nowych doświadczeń (również popełniania błędów) które
      potem maja wpływ na „dojrzałość” człowieka. To wyrywanie się spod skrzydeł
      rodziny jest fundamentem indywidualności i pomoże w rozpoczęciu własnego życia.

      „Jest to okres przełomowy, w którym młody człowiek musi przełamać chaos i
      wątpliwości związane z własnymi celami czy hierarchią wartości po to, aby móc
      przejść do następnego etapu rozwoju. Jest to więc etap bardzo istotny dla
      przyszłości jednostki. Wiemy to z wielu badań, które dowodzą, iż nieprzebrnięcie
      przez ten okres i nie-zreorganizowanie swojej osobowości może mieć tragiczne
      skutki w późniejszych latach, np. objawiające się wystąpieniem kryzysu wieku
      średniego. Widzimy więc, iż okres chaosu i buntu jest konieczny, a jednostka,
      która go przeszła, wychodzi z niego chyba bogatsza w umiejętności rozumienia
      siebie i innych.”
      dr Eliza Czerka
      („Kryzys młodzieńczy i sposoby jego przezwyciężania” nr 1 (114) "Edukacja i Dialog")
      Osobiście uważam ,że dziewczętom Borejko-i-okolicznym przydałby się taki bunt by
      nie kopiować schematów rodzinnych, ale czy Autorka potrafiłaby opisać takie cuda
      niedziwy ze rozumieniem i humorem a nie wpadając w sztampę „ta dzisiejsza
      młodzież...”
      • anutek115 Re: Brak buntu... 09.09.08, 14:50
        O, madrego to przyjemnie poczytać, panie dziejku. To samo miałam na mysli
        pisząc, że Elka rzucając przedmiotami nie buntowała się, tylko zachowywała JAK
        ZWYKLE - nie dostało rozkapryszone dzieciatko czego chciało, to walnło se
        pokryweczką. Tylko ja tego tak uczenie nie wywiodłam.
        A bunt jest BARDZO potrzebny - właśnie po to, by się określić jako "ja". Nie
        wykluczam, że są osoby, które nie buntując się osiągnęły samookreslenie, ale
        jednak większość miała ten etap "nigdy nie będę taka jak moi rodzice" w
        życiorysie. A Borejkówny - poza krotkotrwałym epizodem u Patrycji, bo nawet Ida
        uciekając z Czaplinka snuje w pustym mieszkaniu rozważania o tym, jak kocha
        rodzinę - nie. I może dlatego one są nie_do_końca_dojrzałe... "nie odpepione",
        po prostu...
      • idomeneo Re: Brak buntu... 09.09.08, 16:49
        czy młodzieńczy bunt jest przedstawiany w Jeżycjadzie jako znaczący etap rozwoju
        osobowości? Chyba raczej jak nastolatkowe fanaberie, jak w przypadku najeżonej
        Romy i zdystansowanego Tomka oraz ich przemiłych rodziców, którzy się obejmują,
        winko piją i w ogóle nie wiadomo, o co tym dzieciakom chodzi. U Pulpy i Laury to
        też jest pokazane raczej jak przykra choroba, przez którą niektórzy muszą
        przejść, by potem szczęśliwie, ku uldze swojej i otoczenia, wrócić na właściwe,
        rodzinne tory.
    • senseeko Re: Brak buntu... 09.09.08, 22:40
      marajka napisała:

      > Tak się właśnie zastanawiam: dlaczego u Borejków nie ma przejawów
      > młodzieńczego buntu?/../
      > U mnie co prawda obeszło się łagodnie, ale na tyle nastolatków w
      > Jeżycjadzie coś powinno się trafić! Tym bardziej, że Borejki żyją w
      > stadzie, a jak człowiej dojrzewa to potrzebuje prywatności.

      A Romka? (U samych Borejków nie mogło bo to są Borejkowie - inne wychowanie,
      może takie jak u Ciebie, co skutkuje podobnym sposobem dojrzewania. Kto z kim
      przestaje itd...)
      • verdana Re: Brak buntu... 10.09.08, 12:33
        Bunt jest IMO w Jezycjadzie z definicji niesluszny, przynajmniej w
        rodzinie Borejkow. Jest bowiem jeden wlasciwy model życia, a kto się
        przeciw niemu buntuje racji miec nie moze, bo i jak, skoro w
        zawrotnym tempie od ideału stacza się w bagn materializmu (chęć
        studiowania ekonomii), braku zasad moralnych, lekcewazenie Idealnej
        Matki ( Laura szukająca ojca).
        Nawet Pyza sie nie buntuje, bo w ciążę zachodzi prze przypadek,
        pewnie nie wiedziała, ze sie z tego ma dzieci - i nawet nie próbuje
        przemycic ojca swego dzieciecia, aby z nią zamieszkał w Jedynie
        Slusznym Domu.
        Bunt Romy wg. mnie przedstawiony jest jako wytowr współczesnosci,
        buntuje sie nie dlatego, ze jej źle, ale dlatego, ze przeczytala z
        gruntu niesłuszna ksiązkę "Toksyczni rodzice".
        Jedyny prawdziwy bunt to Geniusia. Ale to bunt dziecka, ktory w
        przyrodzie niemal nie wystepuje.
        • kkokos Re: Brak buntu... 10.09.08, 15:16
          bunt romy jest po to, by nikt nie zarzucił autorce, że w jej książkach nikt się
          nie buntuje. wzięła więc poboczną postać i ją zbuntowała...

          bunt laury udowadnia niesłuszność buntu - buntowała się, buntowała i proszę,
          odnalazła ojca i sama się przekonała, jaka z tego ojca szmata, urządzająca na
          polskiej drodze w polskim korku, siedząc w mercedesie na niemieckiej
          rejestracji, awantury pod tytułem "pan nie wie, kto ja jestem". czytelniczki
          mają więc przykład czarno na białym, że buntować się nie warto, bo i tak ich
          marzenia/ideały/idee okażą się tylko złudzeniami lub obrócą w proch.

          ida i jej zrywka z czaplinka to raczej w kategoriach młodzieńczych szaleństw.
          ale oblaną maturę traktowałabym jako przykład buntu zdecydowanie, nawet jeśli
          był to bunt nie do końca uświadomiony
          • verdana Re: Brak buntu... 10.09.08, 16:27
            Dla mnie oblana matura była wynikiem raczej depresji. Moj ojciec
            oblał mature zdecydowanie nie z buntu, raczej ze skrzyzowania
            lenistwa z wrednym nauczycielem. Co nie przeszkodziło mu zresztą
            zostać znanym profesorem.
        • marajka Re: Brak buntu... 10.09.08, 17:11
          > Bunt jest IMO w Jezycjadzie z definicji niesluszny, przynajmniej w
          > rodzinie Borejkow.
          No właśnie. A Jeżycjada to seria dla nastolatek, a nastolatki się
          buntują. Nawet jak niezbyt mają przeciw czemu. Powinno się pokazać,
          że bunt może być słuszny, że rodzina nie jest dla nastolatka wrogim
          środowiskiem. W takich książkach powinno się znajdować pewne
          pokrzepienie, że ta czy inna też miała kłopoty, ale z nich wyszła.
          • verdana Re: Brak buntu... 10.09.08, 19:03
            No, nie czepiałabym się. Ta seria z załozenia (inna sprawa, co
            wyszlo) miala wlasnie być "ku pokrzepieniu serc", pokazywać raczej
            mile, przyjemne zycie, niz rozwody, wasnie rodzinne i kłócacych się
            domownikow. i myślę, ze milośnicy MM wlasnie to sobie w książkach
            niegdyś cenili - spokoj i oderwanie od codzienneosci. Opis tego, jak
            może byc, a nie jak jest.
            Chociaz w moim domu jest bardzo podobnie.
            • filifionka-listopadowa Re: Brak buntu... 11.09.08, 13:21
              "ku pokrzepieniu serc" właśnie! Jak już ustalono przeciętny nastolatek się
              buntuje i nie jest mu łatwo ze sobą. Nie robi tego z czystej złośliwości ("to ja
              teraz zamienię życie rodziny w większe lub mniejsze piekło!") i właśnie w
              książkach adresowanych do niego powinien znaleźć to pokrzepienie, oraz coś co go
              pobudzi do myślenia. Czyli bohaterka przeżywająca trudności (ze sobą, z rodziną,
              ze szkoła itp) z którymi sobie radzi mniej lub bardziej i np. dzięki wsparciu
              rodziny. A nie "idealne" bohaterki M.M które w gorszych chwilach wpędzały mnie
              (nastoletnią) w jeszcze większe przygnębienie: "One takie inteligentne,
              wyedukowane, błyskotliwe, niebanalne a ja nie i jeszcze kłócę się z rodzicami,
              mam kiepskie oceny (od BBB), nigdy nie wygrałam olimpiady i nie wiem co mam
              zrobić ze swoim życiem, tyle głupich rzeczy zrobiłam."
              • anutek115 Re: Brak buntu... 11.09.08, 19:05
                ... i dlatego właśnie jak tak bardzo lubiłam "Szóstą klepkę", do dziś ją lubię
                między innymi za to właśnie, za tę Celestynę, która malowała sobie rzęsy i
                wyglądała "jak przedszkolak z makijażem", za jej myśli "Gapi się taki i liczy
                wszelkie niedoskonałości urody", czytałam i myślałam "Och tak, och, tak...", a
                potem Cesia odnajdywała Prawdziwą Miłość i to było TAKIE KRZEPIĄCE!!!!
                A później to ja poczułam bunt, gdy każda następna bohaterka Jeżycjady robiła się
                coraz piękniejsza i piękniejsza...
                • mmaupa Re: Brak buntu... 11.09.08, 19:22
                  Mnie najbardziej dolowaly te rady, ze na chandre najlepsze jest
                  sprzatanie/zmywanie/gotowanie itd. Zeskrobywanie zeschnietego makaronu z
                  widelcow bynajmniej nie umniejszalo mojej nastoletniej chandry - wrecz
                  przeciwnie, pognebialo ja bardziej ("nie dosc, ze jestem pryszczata i w
                  okularach, to jeszcze nawet nie potrafie sie pocieszyc zmywaniem!").

                  Teraz pryszcze znikly, ale nienawisc do zmywania pozostala.
                  • dakota77 Re: Brak buntu... 11.09.08, 19:24
                    Na szczescie z taka nienawiscia jest w stanie uporac sie zmywarka.
                    Przyjemniejsze to i mniej wody sie zuzywa:-)
                    • mmaupa Re: Brak buntu... 11.09.08, 19:28
                      W moim przypadku sprawe zalatwia ukochany (tanszy i przyjemniejszy od zmywarki).
                      • dakota77 Re: Brak buntu... 11.09.08, 19:32
                        Tanszy to pozyskania moze, ale nie w eksploatacji;-). Ja kiedys uwazalam, ze
                        przy 2 osobach zmywarka to fanaberia, ale mi przeszlo, kiedy przeczytalam, o ile
                        wiecej wody zuzywa sie przy recznym zmywaniu naczyn.
                        • lan-ja Re: Brak buntu... 11.09.08, 21:36
                          Facet myje naczynia? Zawsze? Ale nie ma na imię Ludwik i nie jest
                          zielony?
                          • mmaupa Re: Brak buntu... 11.09.08, 22:32
                            Haha, jak z tej starej reklamy: Mamo, mam nowego przyjaciela! - A co z Romanem...?

                            Nie, nie jest zielony. Taki calkiem normalny jest. Po prostu jak ja gotuje, to
                            on zmywa, czasem sie wymieniamy. Na zmywarke nas jeszcze nie stac (chociaz
                            argumentacja Dakoty brzmi bardzo przekonywujaco!).
                            • dakota77 Re: Brak buntu... 11.09.08, 22:39
                              Noo, naprawde warto to rozwazyc, bo zmywarki da sie kupic teraz za naprawde
                              niezle ceny, a oszczednosc na wodzie jest ogromna. Zmywarka w jednym cyklu
                              zuzywa 14 litrow wody, a podczas mycia w rekach marnuje sie jakies 60. Do tego w
                              krakowskim mieszkaniu mamy wode z bojlera i kiedys mielismy dylemat- co
                              pilniejsze, prysznic czy mycie garow? :-). Zmywarka problem rozwiazala, bo
                              pobiera zimna wode:-). No i nagle okazalo sie, ze mamy hurtowe ilosci naczyn i
                              sztuccow, bo umyte znalazly sie w szafkach, zamiast czekac na mycie w zlewie;-)
                              • mmaupa Re: Brak buntu... 11.09.08, 22:48
                                Tak tak, ale to trzeba miec najpierw wlasne mieszkanie - w wynajetym (kontrakt
                                na rok) nie bardzo jest sens instalowac. Bo co pozniej? Odsprzedac? Wyrwac z
                                kuchni i przenosic ze soba?
                                Moze za kilka lat uda mi sie ustatkowac i obzmywarczyc.

                                Ale w ogole to jest to fajna rzecz, wiem, bo rodzice maja.
                                • dakota77 Re: Brak buntu... 11.09.08, 23:02
                                  No tez prawda. My teraz w wynajetym w Wawie zmywarke mamy, ale dlatego, ze juz
                                  byla:-)
                                  • lan-ja Re: Brak buntu... 12.09.08, 09:36
                                    Zdziwiłam się z tym myciem, bo na serio nie widziałam faceta
                                    myjącego gary. Ale fakt, że w domu zawsze była zmywarka.A w
                                    wynajętym mieszkaniu też można mieć. Najwyżej tak jak pralkę
                                    wywieziesz do następnego. No chyba, że ręcznie pierzesz:-)
                                    • mmaupa Re: Brak buntu... 12.09.08, 10:10
                                      Jesli bedziesz kiedys na poludniu Anglii to zapraszam do siebie na ogladanie
                                      tego zjawiska!

                                      Pralka byla czescia wyposazenia, wiec martwic sie o nia nie musialam, na szczescie.
                                    • onion68 Re: Brak buntu... 12.09.08, 11:30
                                      U mnie, w centralnej Polsce, jeszcze-mąż zmywał co jakiś czas, przeważnie po
                                      jakichś imprezach rodzinnych lub innych. I nie, nie dlatego poszedł sobie ;-)
                                    • filifionka-listopadowa Re: Brak buntu... 12.09.08, 14:19
                                      Mój herbatnik zawsze myje naczynia (gdy zachodzi taka konieczność) bo robi to
                                      zdecydowanie sprawniej od mnie. On ma kilkuletnią praktykę, ja zawsze miałam
                                      wsparcie zmywarki.
                                      • verdana Re: Brak buntu... 12.09.08, 19:57
                                        Mój ojciec zmywał, mój mąż zmywa, mój teść nie zmywa, bo ma jedną
                                        rękę, ale tylko dlatego.
                                        • ananke666 Re: Brak buntu... 13.09.08, 00:01
                                          Mój Luby zmywał, teraz nie zmywa, ale taki układ mamy. On zarabia, a ja prowadzę dom i hoduję potomka. Za to pierze sobie sam, w pralce i ręcznie, sobie i dziecku. Prania ręcznego nie dotykam ani jednym palcem. Prasuje sobie też sam. A także odwala cotygodniowe większe zakupy. Nie czuję się wykorzystywana ;) Podział nam się zmieni, jak pójdę do pracy.
                                    • ready4freddy Re: Brak buntu... 16.09.08, 11:46
                                      lan-ja napisała:

                                      > Zdziwiłam się z tym myciem, bo na serio nie widziałam faceta
                                      > myjącego gary.

                                      zrobie sobie zdjecie przy tym niewdziecznym i nudnym zajeciu, jesli chcesz :)

                                      > Ale fakt, że w domu zawsze była zmywarka.A w
                                      > wynajętym mieszkaniu też można mieć. Najwyżej tak jak pralkę
                                      > wywieziesz do następnego. No chyba, że ręcznie pierzesz:-)

                                      w wynajetych mieszkaniach sa rowniez pralki, zmienilem trzy (mieszkania) i w
                                      kazdym byla :)
                                      • lan-ja Re: Brak buntu... 16.09.08, 14:04
                                        Zrób please! Koniecznie w fartuszku:-)
                                        • ready4freddy Re: Brak buntu... 16.09.08, 16:40
                                          ale nie mam fartuszka :) moze byc "specjalny tshirt do zmywania"? :)))
                                          • szprota Re: Brak buntu... 16.09.08, 22:36
                                            Jak dla mnie może. Chociaż ja mojego chłopa często widzę przy zmywaniu. Ale R4F
                                            wydajesz się być egzotyczny ;)
                                            • kaliope3 Re: Brak buntu... 17.09.08, 07:42
                                              I tam, zmywanie to jak mycie zębów-kto nabrudził, ten zmywa. Mam
                                              wprawdzie w rodzinie pana,który lubi wygłaszać zdania typu:"
                                              Kuchnia, to królestwo kobiety", czy jakoś tak, ale nikt dosłownie
                                              nie bierze go poważnie.
                                              No i po co komu fartuszek do zmywania:)?
                                              • lan-ja Re: Brak buntu... 17.09.08, 22:49
                                                Bo w fartuszku każdy facet jest sexi. Ale może byc i bez fartuszka,
                                                jak przystojny
                                                • mmaupa Re: Brak buntu... 18.09.08, 14:22
                                                  Jak Bill w Mamma mia :D
                                                  • onion68 Re: Brak buntu... 18.09.08, 16:10
                                                    Który to, ja zapamiętałam tylko spontanicznego Harry'ego, ale też do C.F. mam
                                                    niesamowitą słabość :-)
                                                    W "Mamma mia" jak w Jeżycjadzie tak naprawdę liczą się tylko postaci kobiet ;-)
                                                  • mmaupa Re: Brak buntu... 18.09.08, 20:20
                                                    To ten co smazyl jajecznice na jachcie :).
                                                  • onion68 Re: Brak buntu... 18.09.08, 20:31
                                                    Bardziej czy mniej podtatusiały? (Brosnan czy nie-Brosnan;-)
                                                  • lutecja4 Re: Brak buntu... 18.09.08, 21:30
                                                    nie Brosnan-Bill to ten Szwed mial na posladkach wytatuowane oczy :)
                                • ready4freddy Re: Brak buntu...[dishwasher offtopic remix] 12.09.08, 20:23
                                  mmaupa napisała:

                                  > Tak tak, ale to trzeba miec najpierw wlasne mieszkanie - w wynajetym (kontrakt
                                  > na rok) nie bardzo jest sens instalowac. Bo co pozniej? Odsprzedac? Wyrwac z
                                  > kuchni i przenosic ze soba?
                                  > Moze za kilka lat uda mi sie ustatkowac i obzmywarczyc.
                                  >

                                  ja osobiscie nie mam zadnego doswiadczenia ze zmywarkami, ale tez w ramach
                                  eksperymentu myslowego "a gdybym mial kupowac mieszkanie, to.." zainteresowalem
                                  sie fenomenem zmywarek i odkrylem, ze sa takie zupelnie nieduze (podejrzewam, ze
                                  moga byc drozsze od "zwyklych"), cos jak naprawde duza szuflada. firma na W
                                  takie ma w ofercie, nie wiem jak inne. tak czy siak obzmywarczenie przestalo byc
                                  fanaberia, a nabralo cech sensownej inwestycji w zaleznosci od okolicznosci :)
                                  • dakota77 Re: Brak buntu...[dishwasher offtopic remix] 12.09.08, 21:01
                                    Tak, tylko te male to takie mocno jednoosobowe. Na dwie osoby fajna jest
                                    zmywarka o szeroksoci 45 centymetrow. Tyle ze ona i tak jest dosc gleboka:-)
                          • tygrys2112 Re: Brak buntu... 13.09.08, 18:38
                            :D)))
                            • sowca Re: Brak buntu... 14.09.08, 00:35
                              A mój tatuś zmywa zawsze po śniadaniu, często po obiedzie, często po
                              kolacji i zawsze po imprezach rodzinnych ;)
                              Co do buntu: szczęśliwie ja nie przechodziłam tego okresu tak
                              drastycznie, być może dlatego, że u mnie w domu jest atmosfera dosyć
                              luźna i rodzice na wiele mi pozwalali. Moje buntowanie się polegało
                              przede wszystkim na kłótniach z rodzicami, ale jakoś to łagodnie
                              przeszło. Trochę gorzej było w szkole, bo tam buntowałam się nie
                              tylko przeciwko "glupim nauczycielom", ale i przeciwko "głupim
                              kolegom z klasy".
                              Moim zdaniem jednak Laura ewidentnie ciężko przechodziła okres
                              dojrzewania, tylko że ten bunt skierowała przeciwko rodzinie, ale
                              nie krzywdząc zarazem siebie. Być może nie ma to drastycznej formy,
                              ale jednak jest - ten pokój przypominający jaskinię czarownicy, ten
                              dziwny makijaż, włosy na zielono itp. Jak na Jeżycjadę to już coś.
                              Ale powiem Wam, że ja osobiście nie chciałąbym, żeby w Jeżycjadzie
                              pojawiły się dziewczyny przechodzące naprawdę cięzko okres
                              dojrzewania - nartkoyki, imprezy do rana tylko po to, żeby wkurzyć
                              rodziców, kompletne olewanie szkoły itp, itp. Widzę to codziennie i
                              naprawdę mam tego dosyć.
                              • marajka Re: Brak buntu... 14.09.08, 19:02
                                Nie miałam na myśli narkotyków czy takich tam. Raczej bunt przeciwko
                                stylkow życia, który wybrali Borejkowie. Kolezanki na wakacjach we
                                Francji, fajne ciuchy, a tu ojciec filolog klasyczny, który o dobra
                                materialne nie dba. Borejkówny prawie w ogóle nie kłócą się z
                                rodzicami. Ja ze swoimi też jakoś ostro nigdy się nie kłóciłam, ale
                                zdarzało się. Chodzi o to, by dziewczyny, które mają w domu problemy
                                poczuły, ze nie są same, i co najwazniejsze- że problemy trzeba
                                rozwiązywac, a nie uciekać w alkohol czy narkotyki.
                                • anutek115 Re: Brak buntu... 14.09.08, 19:25
                                  Mnie się wydaje, że ta dziwaczna "kolorystyka" Laury była trochę ni przypiął ni
                                  przyłatał - w jednym tomie żegnamy dziewczynę z trudnym charakterem, ale
                                  estetycznie wyrobioną i normalną jednak, w drugim (nie tak długo potem)
                                  spotykamy "ubrzydnione" dziwactwo, zupełnie jakby autorka przypomniała sobie, że
                                  to wiek dojrzewania i trzeba go w ten sposób ubarwić. Przy czym na przykład
                                  zachowanie Laury, jej słownictwo, podejscie do rodziny, zainteresowania się nie
                                  zmieniają, ona się tylko oszpeca zewnętrznie. Po czym w następnym tomie , jakieś
                                  pięć miesięcy później znów mamy piękną dziewczynę, znów estetycznie wyrobioną i
                                  znów normalną (na oko ;-)). Trochę mało przemyslane, moim zdaniem.
                                  Ja przechodziłam okres dojrzewania dość ciężko, ale bez narkotyków, imprez do
                                  rana i drastycznych zmian fryzury. "Ciężkość" pochodziła z nieustannej walki,
                                  jaką moje jedno "ja" prowadziło z tym drugim, ktróre się wykluwało. Strasznie
                                  bolesny proces (dla mojej rodziny też). Ale też twórczy. I tego w Jeżycjadzie
                                  naprawdę nie widzę - no, nie tak wiele, jak powinno się przy tym natężeniu
                                  nastolatków na metr kwadratowy. Może nawet nie kłótni, ale depresji, chwil
                                  głębokiego smutku, niechęci, by oglądać ludzi i by oni cię oglądali. Tylko
                                  Patrycja coś takiego przez moment prezentuje i to głównie dlatego, że się
                                  zakochała. Jak dla mnie, przymało.
                                • alitzja Re: Brak buntu... 14.09.08, 19:32
                                  marajka napisała:
                                  > Nie miałam na myśli narkotyków czy takich tam. Raczej bunt
                                  > przeciwko stylowi życia, który wybrali Borejkowie. Kolezanki na
                                  > wakacjach we Francji, fajne ciuchy, a tu ojciec filolog klasyczny,
                                  > który o dobra materialne nie dba. Borejkówny prawie w ogóle nie
                                  > kłócą się z rodzicami.

                                  Ja się zasadniczo z tym wszystkim zgadzam, tylko ciągle pamiętam,
                                  jak się wszyscy piekliliśmy, oglądając "ESD", w którym Gaba właśnie
                                  ryczała na ojca. Jedyne, co usprawiedliwiało nasze zgorszenie, było
                                  to, że fakt ten był niezgodny z duchem książki i z charakterem
                                  książkowej św. Gabrieli. Ale jakiż zgodny z duchem nastolatek i z
                                  owym buntem, którego tak nam brakuje! Tylko niestety takim dość
                                  nieumiejętnie dofastrygowanym przez scenarzystów...
                                  • verdana Re: Brak buntu... 14.09.08, 22:13
                                    Wprost sie wstydzę to napiać. Ale ja mam w domu trzeciego nastolatka
                                    i sytuacja jest jak u Borejkow - nikt sie nie buntuje, awantur brak,
                                    akceptacja naszego stylu zycia (nieco borejkowskiego, zczkolwiek mam
                                    nadzieję ze bez snobizmu) kwitnie. Corka wlasnie oswiadczyla mi, ze
                                    wlasciwie wszytko juz ma i nie jest w stanie powiedzieć, co by
                                    chciała na urodziny (czyli minimalizm w rozkwicie), 13-latek w
                                    zeszłym roku powiedział to samo, a jak dostał odtwarzacz DVD to od
                                    pół roku nie wyszedł ze stuporu.
                                    Ale oglądac niemal nie oglada. Czyta.
                                    Ale ja jestem terrorystka, więc może sa zastraszeni?
                                    • anutek115 Re: Brak buntu... 15.09.08, 08:31
                                      Verdano. Się nie wstydź. Dumna bądź. Marzę o tym, że moje dzieci za lat kilka
                                      powiedzą w kwestii prezentów to samo, uchyl rąbka tajemnicy, jak się takie
                                      dziecie hoduje ;-)? Bo z minimalizmem się w moim domu zetkną na pewno (ja też z
                                      tych, co wszystko mają i nic na urodziny nie chcą), ale czy to wystarczy :-)))?
                                      Tym niemniej z jedno widowiskowo i nie bezsensownie zbuntowane (albo chociaż
                                      męki dojrzewania bardziej kameralnie przeżywające) pacholę by się w Jeżycjadzie
                                      przydało. Może Wolfi trochę się nadaje? Niezgodę na życie tak jak rodzice w nim
                                      widać chyba...
                                    • marajka Re: Brak buntu... 15.09.08, 08:44
                                      Verdano, może jesteśmy spokrewnione;)? Bo ja też tak mam. Naprawdę,
                                      do szczęścia potrzebuję teraz tylko 2 dyplomów, a nikt mi ich raczej
                                      nie da. Ale nie wszędzie tak jest. Ośmielam się twierdzić, że w
                                      wielu rodzinach jest dokładnie na odwrót.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka