Dodaj do ulubionych

Nie wierzę..

    • praktykarz Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 00:13
      verdana napisała:

      > Czy sa takie rzeczy, w ktore po prostu nie mozecie uwierzyć w
      > Jezycjadzie - nib sa napisane, więc "się przydarzyły", ale mimo to
      > ma się pewność, ze przydarzyć sie po prostu nie mogłu

      To ja jeszcze na dobranoc.
      Naj, naj, naj to dla mnie wątek rozwodu Pyziaków. Z OwR wiemy, że
      Janusz wyjechał zarabiać te wstrętne dolary – rzeczywiście straszna
      zbrodnia w tamtych latach /po 2 latach pracy „za dolary” można było
      w PRL mieszkanie wykupić/kupić, no straszne normalnie/. Po czym
      targany tęsknotą, wraca nieplanowanie na pierogi. Tak po prostu
      wyjeżdża. Bilet do Australii to przecież żadne pieniądze. Dzisiaj to
      nie jest mała kwota a wtedy? Przypuszczam, że w przeliczeniu na
      złotówki to trzeba było pracować z rok pewnie. Gaba, która wmawia
      Tygrysowi, że NIC o Januszu nie wie, to jakiś tandetny wykręt. Nie
      wierzę, bo się normalnie nie da. Janusz wyjeżdża do Australii /za
      CO?/, gdzieś w 82, zgodnie z OwR, potem z BB dowiadujemy się, że
      porzucił definitywnie Gabę i „się rozwiódł”. JAKIM cudem? Rozwód to,
      według starych standardów rozprawa pojednawcza i parę kolejnych. W
      przypadku małoletnich trzeba ustalić, który z rodziców sprawuje nad
      nimi opiekę oraz sprecyzować zasady obowiązku alimentacyjnego. Jak
      to można zrobić zaocznie? A przecież Tygrys był wtedy prenatalny
      bądź noworodek. Czy sądy w PRL współpracowały ściśle z
      australijskimi? To czas, w którym Urban do NY śpiwory dla bezdomnych
      wysyłał, a poza tym nie ma człowieka bez adresu, zarobków, itd.,
      itd. Gaba musiała znać podstawowe szczegóły z życia Janusza i tyle.
      A i czas po temu niefortunny - Ignac internowany a później jak
      mniemam inwigilowany, więc JAK Januszowi udało się znowu WYJECHAĆ z
      PRL? Jako wrogowi ludu i zięciowi wroga? Myk do Niemiec, samochody
      kraść? To przecież wersja, której się dowiadujemy z TiR – ten Pan
      od chleba w bagażniku, jeżeli mnie pamięć nie myli. Nie wierzę,
      normalnie nie wierzę.
      • kkokos Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 09:21
        czas po temu niefortunny - Ignac internowany a później jak
        > mniemam inwigilowany, więc JAK Januszowi udało się znowu WYJECHAĆ z
        > PRL? Jako wrogowi ludu i zięciowi wroga?


        a właśnie, chyba nikt tego jeszcze nie wytknął !

        ale alma nie jest polskim imieniem - może janusz miał jakieś niemieckie czy
        mazurskie korzenie i udało mu się wyjechać pod pozorem łączenia rodzin, ułatwień
        dla nierepatriowanych itd. (wiem, że kombinuję jak koń pod górę, ale pamiętam,
        ze u mnie w klasie był chłopak o niemieckim nazwisku, choć rodzina polska, i jak
        jeździł do niemiec w latach 80. to dostawał jakieś kieszonkowe od niemieckiego
        lub landowego rządu, właśnie w ramach pomocy rodakom pozostałym za odrą).
        • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 09:54
          kkokos napisała:

          > czas po temu niefortunny - Ignac internowany a później jak
          > > mniemam inwigilowany, więc JAK Januszowi udało się znowu WYJECHAĆ z
          > > PRL? Jako wrogowi ludu i zięciowi wroga?
          >
          >
          > a właśnie, chyba nikt tego jeszcze nie wytknął ! ).
          • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 09:58
            andrzej585858 napisał:

            > kkokos napisała:
            >
            > > czas po temu niefortunny - Ignac internowany a później jak
            > > > mniemam inwigilowany, więc JAK Januszowi udało się znowu WYJECHAĆ z
            > > > PRL? Jako wrogowi ludu i zięciowi wroga?
            > >
            > >
            > > a właśnie, chyba nikt tego jeszcze nie wytknął ! ).

            Ups kliknęło mi się za szybko i raz już poszło (((
            Chciałem tylko dodać że wbrew pozorom tzw. wrogom ludu - zwłaszcza tym bardziej
            zasłużonym - czasem łatwiej było wyjechać niż zwyklemu obywatelowi.
            Tak więc to że Janusz był zięciem tegoż "wroga ludu" wcale nie musiało być
            przeszkodą, zwłaszcza jeżeli w trakcie obowiązkowej rozmowy z funkcjonariuszem
            wiadomej służby podpisał odpowiedni papierek.
            Tego zaś w świetle póżniejszych dokonań Janusza nie można wykluczyć.
            • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 13:05
              No i jeszcze zrobiliśmy z Pyziaka TW Janusz :D Szkoda, że MM na to
              nie wpadła, byłby to piękny kamlot na szalę jego niesławnej
              biografii :)
              • ding_yun Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 13:55
                Dzidka, Dzidka, nie wywołuj Ty wilka z lasu... McDusia jeszcze do druku nie
                poszła...
              • ratonlaveur220 Re: Nie wierzę.. 27.12.14, 15:12
                the_dzidka 06.12.09, 13:05
                "No i jeszcze zrobiliśmy z Pyziaka TW Janusz :D Szkoda, że MM na to
                nie wpadła, byłby to piękny kamlot na szalę jego niesławnej
                biografii :)"
                A czy (bodajze w "DP") nie bylo czegos takiego, ze Gabrysia na widok pana Jankowiaka przypomniala sobie, jak bedac woznym w jej owczesnym liceum wywalil raz czekajacego na nia (az skonczy lekcje) Pyziaka, bo go wzial za szpicla z UB?
            • anutek115 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 14:29
              andrzej585858 napisał:

              > Tego zaś w świetle póżniejszych dokonań Janusza nie można
              wykluczyć.

              Nie, no, ratujcie mnie, ludzie :(.

              Jakich, przepraszam, dokonań? Na, przepraszam za wyrażenie, chama i
              na siłę dopisanych kradzieży samochodów? Braku ślubu kościelnego?
              Odwiedzania dzieci w pijanym widzie i awantur na drodze krajowej
              numer dowolny?

              No to rzeczywiscie, każdy, kto robi awantury na drogach krajowych
              oraz kradł samochody (bo autorce "tak się chce i już") musi był
              konfidentem. A kto wie, może on w UB pracował? Może on sam, własnemi
              ręcami Ignaca internował? Co się będziemy ograniczać w
              interpretacjach!

              Ja chyba jednak jakąś inną Jeżycjadę czytuję.
              • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 14:40
                anutek115 napisała:

                >
                > No to rzeczywiscie, każdy, kto robi awantury na drogach krajowych
                > oraz kradł samochody (bo autorce "tak się chce i już") musi był
                > konfidentem. A kto wie, może on w UB pracował? Może on sam, własnemi
                > ręcami Ignaca internował? Co się będziemy ograniczać w
                > interpretacjach!
                >
                > Ja chyba jednak jakąś inną Jeżycjadę czytuję.

                Przecież schemat pasuje jak ulał do różnego typu teorii które przewijają się
                przez forum. Pozwoliłem sobie pójść tylko tym tropem będąc ciekawy jakie wywoła
                to reakcje.

                Jednak co jak co ale na twoją zrową realckę zawsze można liczyć.
                Chociaż w rzeczywistości takie scenariusze zdarzały się i to dość często, ale to
                faktycznie inne historie nie mające nic wspólnego z Jeżycjadą.
                • anutek115 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 15:18
                  andrzej585858 napisał:

                  > Chociaż w rzeczywistości takie scenariusze zdarzały się i to dość
                  często, ale t
                  > o
                  > faktycznie inne historie nie mające nic wspólnego z Jeżycjadą.

                  Ach, Andrzeju. No oczywiście, że się zdarzały. Ale, smutno mi to
                  pisać, tym niemniej napiszę, ten konkretny scenariusz wygladał
                  następująco - autorka powieści, pisze te powieści nieco niechlujnie,
                  sama nie raz przyznaje się, że mylą jej się kolory oczu, włosów, o
                  datach urodzenia nie wspominając (dobrze, że imiona nie, że tak
                  sarkastycznie zauważę) bohaterów. Ona nie obmyśla precyzyjnej
                  konstrukcji, działa z mottem "w wyobraźni wszystko się mieści" na
                  ustach, jak jej coś do akcji konkretnej, akurat pisanej powieści
                  pasuje, to to właśnie pisze nie zajmując się sprawdzaniem, czy to
                  coś nie gryzie się i nie kłóci z tym, co napisała wczesniej. I potem
                  mamy poczciwego i wiernego Robrojka, który poczł córkę w wieku lat
                  17, jednoczesnie będąc slepo zakochanym w Anieli i chodząc do
                  liceum, Janusza, który rzekomo "od początku się zapowiadał", chociaż
                  w starej Jeżycjadzie wystepuje (pomijając wstępny etap KK) w
                  charakterze wzorowego monogamisty, poważnego człowieka, który musi
                  pracować na swoje utrzymanie i jednoczesnie się uczyć,
                  interesującego się teatrem i umiejącym o tym rozsądnie dyskutować,
                  Natalię Borejko o trzech różnych datach urodzenia. Idę, której
                  okrągłe oczy zrobiły się skośne, Marka, który przyjeżdża ze Stanów
                  do Polski studiować medycynę i inne, tym podobne cuda.

                  Po prostu pani MM tworzy w stylu "rany, to nie pasuje, dopiszmy co
                  innego!". Ot, i cała tajemnica wyjazdów i powrotów Janusza, z
                  naszego punktu widzenia nielogicznych. Kiedyś te zapędy (skreślmy!
                  dopiszmy! stwórzmy z powietrza nową postać w wklejmy ją do
                  osiemnastego tomu sagi!" hamowała redakcja, mam wrażenie, ale
                  ostatnio z redakcją bardzo nie teges jest.
                  • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 16:58
                    Przyznam uczciwie. dla mnie wcale ale to wcale ta niechlujność w tworzeniu
                    scenariuszy kolejnych tomów, nie przeszkadza. Tym bardziej że bardzo często w
                    życiu można znależć historie które potwierdzając najbardziej fantastyczne
                    scenariusze - nawet to że w wieku 17 lat mozna począć córkę z inną dziewczyną
                    niż ta w której jest się ślepo zakochanym.
                    Ciągłe podkreślanie, nieraz bardzo drobiazgowe, wszelkich potknięć MM a to
                    faktograficznych, a to biograficznych jest chyba bezcelowe. W ten sposób to
                    chyba większość pisarzy na czele z Sienkiewiczem można że tak powiem "obsmarować".
                    Dla mnie problemem nie są błędy, bo dla mnie najważniejsze jest jednak ciepło
                    , które na pewno w klasycznej Jeżycjadzie emanuje. Problemem jest postawa
                    autorki która nie może albo nie chce dostrzegać zmian które nastąpiły w
                    świadomości młodego pokolenia i ciągle porusza się w klimatach schyłku lat 80-tych.
                    Niedobrze się stało że ewolucja niektórych postaci, a zwłaszcza Ignacego
                    przyniosła karykaturalny obraz poniekąd słusznych zasad.
                    Teraz stały się one momentami żałosne i wcale mnie nie dziwi fakt że są one nieraz
                    dość brutalnie wyśmiewane.
                    To, jak i dlaczego Janusz opuścił Polskę oraz rodzinę, staje się dla mnie dość
                    mało istotnym szczegółem w porównaniu z tym co zostało nam zaserwowane w
                    ostatnich tomach Jezycjady.
                    Tego jest mi właśnie żal - tego klimatu bezpretensjonalności tak widocznego w
                    SK, KK, Kłamczusze.
                    • praktykarz Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 18:12
                      andrzej585858 napisał:

                      > Ciągłe podkreślanie, nieraz bardzo drobiazgowe, wszelkich potknięć
                      MM a to
                      > faktograficznych, a to biograficznych jest chyba bezcelowe. W ten
                      sposób to
                      > chyba większość pisarzy na czele z Sienkiewiczem można że tak
                      powiem "obsmarowa
                      > ć".

                      Bezcelowe?
                      Dlaczego? Moim celem jest zakomunikowanie autorce, że jest
                      nieprofesjonalna, niechlujna, leniwa i lekceważy czytelnika. Jeszcze
                      parę lat temu miałam nadzieję, że autorka weźmie sobie do serca
                      uwagi czytelników i ogarnie się trochę, właśnie w tych drobiazgach,
                      bo w sferę światopoglądową nie wnikam, aczkolwiek można było pisać
                      dobre powieści bez tych wtrętów. Drażni mnie to niepomiernie od lat
                      15 chyba, właśnie takie głupoty, jak zmiana koloru oczu Pyzy w ciągu
                      24h -> Noelka -> Pulpecja, czy koloru włosów Pulpy w OwR. Przy czym
                      te fakty nie przeszkadzają autorce przedstawiać się i kreować na
                      osobę sumienną i pracowitą -> patrz uwagi na temat braku zgody
                      w „ich firmie” na jakiekolwiek niedociągnięcia. Jestem przekonana,
                      że MM swoich książek nie czyta, nie zna i co najlepsze wcale ich nie
                      lubi. No i niech nie lubi, ale na nich zarabia i minimum staranności
                      byłoby tu wskazane. Gdybym ja w swojej pracy ukochanej takie mini-
                      błędziki popełniała to już bym dawno tę pracę straciła. Napisałam o
                      najmniejszych wypadeczkach, bo te numery z Robertem i uśmierconą
                      flecistką, to już poniżej dna. Swoją drogą bardzo mnie ta flecistka
                      intryguje w świetle babci Arabelli, jak wiemy typowej literacko
                      babci ze wsi, która wieszczy urwanie śledziony od ćwiczeń
                      gimnastycznych – jakim cudem w takim razie przeżyła decyzję córki o
                      nauce w konserwatorium, i ten instrument!
                      • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 18:30
                        praktykarz napisała:
                        > Moim celem jest zakomunikowanie autorce, że jest
                        > nieprofesjonalna, niechlujna, leniwa i lekceważy czytelnika. (...)Jestem
                        przekonana, > że MM swoich książek nie czyta, nie zna i >co najlepsze wcale ich
                        nie lubi. No i niech nie lubi, ale na nich >zarabia i minimum staranności byłoby
                        tu wskazane. Gdybym ja w >swojej pracy ukochanej takie mini-błędziki popełniała
                        to już bym >dawno tę pracę straciła.

                        Swiete slowa, praktyczna dobrodziko! Prawda sama skapuje z usciech niczem zloto
                        z ust Twych korali. Zgadzam sie calkowicie z Toba i podpisuje 1000 razy pod ta
                        wypowiedzia.

                        >Swoją drogą bardzo mnie ta flecistka
                        > intryguje w świetle babci Arabelli, jak wiemy typowej literacko
                        > babci ze wsi, która wieszczy urwanie śledziony od ćwiczeń
                        > gimnastycznych – jakim cudem w takim razie przeżyła decyzję córki o > nauce w
                        konserwatorium, i ten instrument!

                        Pardon, ale czy MM okreslila na pewno, czy to byla babcia po kadzieli czy po
                        mieczu? Znowu niechlujstwo czy to z kolei ja metnie pamietam? (strasznie nie
                        lubie byc niechlujna i staram sie poprawic :)
                        • praktykarz Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 21:47
                          lezbobimbo napisała:

                          > Pardon, ale czy MM okreslila na pewno, czy to byla babcia po
                          kadzieli czy po
                          > mieczu? Znowu niechlujstwo czy to z kolei ja metnie pamietam?
                          (strasznie nie
                          > lubie byc niechlujna i staram sie poprawic :)

                          Niechlujstwu mówimy, wiadomo co stanowcze…
                          Cytuję : „Ponadto można było z nią porozmawiać tylko o tym, co
                          porabia jej ukochany zięć Robercik, a że Bella otrzymała od taty
                          wyraźny zakaz ujawniania spraw przykrych, związanych tak czy inaczej
                          z plajtą firmy poligraficznej, więc też nie bardzo wiedziała, co
                          opowiadać.”
                    • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 18:19
                      andrzej585858 napisał:
                      > Przyznam uczciwie. dla mnie wcale ale to wcale ta niechlujność w tworzeniu>
                      scenariuszy kolejnych tomów, nie przeszkadza.

                      Mi przeszkadza, kiedy na takie niechlujstwo musze wydawac pieniadze. Dlatego
                      przestalam kupowac te bylejakosci MM, bo wole wydac na porzadne ksiazki, gdzie
                      autor czy autorka maja minimum szacunku dla czytelnika.

                      >Tym bardziej że bardzo często w> życiu można znależć historie które
                      >potwierdzając najbardziej fantastyczne> scenariusze - nawet to że w >wieku 17
                      lat mozna począć córkę z inną dziewczyną
                      > niż ta w której jest się ślepo zakochanym.

                      :-D *kwik radosci*
                      Dziekuje Ci Andrzeju za nieslychane ubawienie mnie w same Mikolajki :D
                      MM piszac KK a po latach CR nie chciala oczywiscie z dobrotliwego Rojka zrobic
                      mlodocianego, acz zakochanego w wielu laskach rozpladzacza po kryjomu, tylko jej
                      tak po prostu wyszlo, jak zwykle. Zle obliczyla wiek Rojka i Belli i znowu zbuk
                      posadzila.

                      >W ten sposób to> chyba większość pisarzy na czele z Sienkiewiczem >można że tak
                      powiem "obsmarować".

                      Co Ty wypisujesz? Nawet basniopisarz Sienkiewicz sie tak niechlujnie nie potykal
                      we wlasnych ksiazkach jak niefrasobliwa pisaneczka zwana MM. Juz nie mowiac o
                      innych pisarzach. Juz kiedys przytaczalam tu Balzaca, ktorego komedie ludzkie
                      zawieraja jakies 2000 rozmaitych osob, z czego pare sie powtarza w kilku tomach.
                      Albo co z nasza Maria Dabrowska i jej Nocami a dniami?
                      Prawdziwi pisarze jakos umieja zapanowac nad scenariuszami, szczegolami i
                      postaciami literackimi we wlasnych ksiazkach. MM nie umie i nie jest tez
                      prawdziwa pisarka. Dopisuje byle co lekka raczka i sama sobie zaprzecza. Janusz
                      nie mial byc TW, tylko te Australie sobie MM machnela ot tak, zupelnie
                      zapominajac, ze w OwR trwal stan wojenny, a podroz na antypody do dzisiaj jest
                      kosztowna. Wiec wyszlo, ze Janusz mialby chyba jakies niesamowite chody u partii :)
                    • kkokos Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 21:00
                      andrzej585858 napisał:

                      bardzo często w
                      > życiu można znależć historie które potwierdzając najbardziej fantastyczne
                      > scenariusze - nawet to że w wieku 17 lat mozna począć córkę z inną dziewczyną
                      > niż ta w której jest się ślepo zakochanym.

                      zgoda. ale jakiś dziwnie dusza moja już nie tylko czuje, ale przekonana jest, że
                      robrojek w tym wieku był dziewicą. że to po prostu nie ten typ i już. pawełek
                      mógł sobie uciąć romansik na boku, bo co szkodzi romasik, janusz mógł chwilowo
                      zapomnieć o gabrieli, bo hormony okazały się silniejsze, maciek jak cielę mógł
                      poleźć gdzieś i nawet się nie zorientował, jak to się stało - ale nie hajduk i
                      nie robrojek. zwłaszcza nie robrojek 17-letni.


                      > Niedobrze się stało że ewolucja niektórych postaci, a zwłaszcza Ignacego
                      > przyniosła karykaturalny obraz poniekąd słusznych zasad.
                      > Teraz stały się one momentami żałosne i wcale mnie nie dziwi fakt że są one nie
                      > raz
                      > dość brutalnie wyśmiewane.

                      a tutaj być może jest zupełnie inaczej, niż nam się wszystkim wydaje. każdy
                      człowiek się zmienia, a niejeden na starość z fajnego gościa lub równej babki
                      przeistacza się w kawał zrzędy, egoisty, flejtucha, mizantropa, plotkarza
                      żyjacego cudzym życiem, samotnego frustrata, szowinistę, antysemitę, dewota,
                      aktora ze spalonego teatru, wspominacza zamęczającego otoczenie opowiadaniem po
                      raz 50. tego samego sprzed 60 itd. można wyliczać bez końca, wszyscy znamy
                      przykłady z własnego życia. może to tak miało być, może ten ignac na starość
                      miał się stać trudny do zniesienia, bo na starośc z brodawki róg wyrasta i może
                      to jest metoda autorki na przekazanie, że bliskich bierzemy i kochamy z
                      dobrodziejstwem inwentarza? może to wcale nie jest niedociągnięcie autorki, ale
                      wręcz przeciwnie?

                      > To, jak i dlaczego Janusz opuścił Polskę oraz rodzinę, staje się dla mnie dość
                      > mało istotnym szczegółem w porównaniu z tym co zostało nam zaserwowane w
                      > ostatnich tomach Jezycjady.

                      dla mnie nie, bo jako rówieśnica kreski identyfikuję się z postaciami z
                      początkowych tomów, a te nowe to oczywiście chętnie przeczytam i się pozżymam
                      lub pozachwycam (niestety, rzadko), ale z definicji nie sa mi tak bliskie jak tamte.
                    • anutek115 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 21:16
                      andrzej585858 napisał:

                      Tym bardziej że bardzo często w
                      > życiu można znależć historie które potwierdzając najbardziej
                      fantastyczne
                      > scenariusze - nawet to że w wieku 17 lat mozna począć córkę z inną
                      dziewczyną
                      > niż ta w której jest się ślepo zakochanym.

                      Och, Andrzeju, Andrzeju. Niewątpliwie historia notuje takie wypadki.
                      Tym niemniej, gdyby tu zachodził taki własnie wypadek, autorka
                      szanująca czytelnika, starannie prowadząca postacie oraz taka, która
                      nie bywa wszystkiego chichocikiem "E tam, w wyobraźni wszystko się
                      mieści" nie napisałaby, że Robrojek po maturze podjął próbę poważnej
                      rozmowy z Anielą, która to poważna roamowa skończyła się
                      nieodwołalnym i jasnym odrzuceniem jego uczuć i nie pozostawieniem
                      mu cienia nadziei, wskutek czego ożenił się z pierwszą, która go
                      zechciała. Czyli, jakby nie patrzec, nie mógł mieć skoku w bok, nie
                      mógł jednocześnie kochac się w Anieli, działać w grupie ESD i być
                      żonatym i dzieciatym. Nie mógł, prawda?

                      Nie mógł, jeśli autorka byłaby uważna, myślała o tym, co pisze i/lub
                      miała dobrą redakcję. Za to mógł, jeśli autorka pisze, co jej na
                      klawiaturę spłynie, nagina fakty, nie zawraca sobie głowy
                      drobiazgami (wg niej)... no i, co robić, lekceważy swoją pracę.

                      Tak ak Praktykarz pisała, już widzę, co by było, gdybym ja
                      jakiegokolwiek ucznia w ten sposób do egzaminu przygotowywała! "A
                      zrób jak chcesz, tu może byc taki czas, albo inny, a tu napisałę
                      takie słówko, które znaczy zasadniczo zupełnie co innego, ale co
                      tam, w wyobraźni wszystko się mieści!". Jeśli nawet nie wyleciałabym
                      z pracy na zbitą buzię, byłoby mi normalnie wstyd wobec uczniów.

                      Dlatego bylejakość kogoś, kto opiewa swoją ciężką pracę, pisze, jak
                      nie godzi się na bylejakość właśnie i nie pozwala sobie zwracać
                      uwagi, bardzo mi przeszkadza.
                      • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 21:46
                        anutek115 napisała:

                        Czyli, jakby nie patrzec, nie mógł mieć skoku w bok, nie
                        > mógł jednocześnie kochac się w Anieli, działać w grupie ESD i być
                        > żonatym i dzieciatym. Nie mógł, prawda?

                        Nie mógł niestety - zwłaszcza dokonać skoku w bok.
                        >
                        > Nie mógł, jeśli autorka byłaby uważna, myślała o tym, co pisze i/lub
                        > miała dobrą redakcję. Za to mógł, jeśli autorka pisze, co jej na
                        > klawiaturę spłynie, nagina fakty, nie zawraca sobie głowy
                        > drobiazgami (wg niej)... no i, co robić, lekceważy swoją pracę.

                        Miałbym na to wytłumaczenie, gdyby MM zamiast Mozarta słuchała bluesa a
                        zwłaszcza Dżemu - który tak na marginesie niedawno świętował swoje 30-lecie - to
                        miałaby prawo nie zawracać sobie głowy takimi drobiazgami. Choć kto wie? - może
                        ten Mozart to tylko taka poza?
                        > .
                        >
                        > Dlatego bylejakość kogoś, kto opiewa swoją ciężką pracę, pisze, jak
                        > nie godzi się na bylejakość właśnie i nie pozwala sobie zwracać
                        > uwagi, bardzo mi przeszkadza.

                        Niestety, nie da się tego ukryć ale jest to dość typowa nasza cecha narodowa,
                        którą w dużej mierze też posiadam, no ale w moim przypadku to wyłazi niestety
                        bluesowa młodość - coś z tego zostaje i w starszym wieku, ale czemu właśnie
                        podobna cecha zagościła u MM tego za bardzo zrozumieć nie potrafię.

                        Ale wizja Robcia odkrywającego w wieku 50 lat uroki szalonego życia jest bardzo
                        pociągająca!!
                        >
                        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 21:53
                          Nie rozumiem. To znaczy ze zachowujesz sie dokladnie jak MM-
                          twierdzisz, ze poswiecasz sie, harujesz, podczas gdy w istocie nie
                          przykladasz sie do pracy? I jeszcze nie pozwalasz sobie nic na ten
                          temat powiedziec?
                          To naprawde nasza cecha narodowa? Nie jestem przekonana.
                        • ewaty Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 22:06
                          andrzej585858 napisał:


                          > Ale wizja Robcia odkrywającego w wieku 50 lat uroki szalonego
                          życia jest bardz
                          > o
                          > pociągająca!!
                          > >


                          Owszem:) Tylko, czy deklarowanej grupy celowej MM? Dla nastolatek
                          osoba 25-letnia powoli chyli się nad grobem...
                        • isia_54 Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 14:12
                          Ja na ogół czytam MM jako odrębne dzieła, więc kiksy mi tak bardzo nie przeszkadzają (chociaż je zauważam), ale niewątpliwie lepiej by było gdyby zmieniono redaktora
                    • isia_54 Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 13:55
                      Zgadzam się w zupełności, nie pomyłki faktograficzne najbardziej bolą, tylko dysonans poznawczy, jak np. Gaba jako matka idealna, tolerancja Borejków, etc. A swoją drogą to redakcji ewidentnie brak ...
                  • alitzja Re: Nie wierzę.. 06.12.09, 18:01
                    anutek115 napisała:
                    > sama nie raz przyznaje się, że mylą jej się kolory oczu, włosów, o
                    > datach urodzenia nie wspominając (dobrze, że imiona nie, że tak
                    > sarkastycznie zauważę) bohaterów.

                    Jak to się imiona nie mylą? A co z Mileną/Melanią?;-)
                    • chomiczkami Re: Nie wierzę.. 08.12.09, 21:49
                      A to z Mileną/Melanią to pomyłka? Ja raczej jestem ciekawa, jak rozwiązali to
                      urzędowo :) czy zmienili imię - mieliby czas tylko 6 mcy po urodzeniu dzieciaka!
                      - czy nie zmienili.
                      • mankencja Re: Nie wierzę.. 08.12.09, 22:14
                        myślę, że poszli na kompromis i nazwali ją Milania
                        • wushum Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 22:25
                          A ja sądzę, że "Melina", byłoby bardziej "zapadające" - w pamięć - oczywista:)

                          Przy okazji, powiem, że wymienianie tego, w co nie wierzę, w serii Jeżycjady,
                          zająć może kilka dni. Krócej wymieniać - w co da się uwierzyć:)
                          • dakota77 Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 22:36
                            Nigdzie nam sie nie spieszy, zaczynaj wymieniac, w co nie wierzysz:)
                            • wushum Re: Nie wierzę.. 10.12.09, 18:20
                              E, lepiej nie, bo znowu będzie się nie podobało, że lżę biedną autorkę. Lepiej
                              milczeć. Bo wychwalać, żeby było miło, to jakoś ponad moje siły.
                              • sowca Re: Nie wierzę.. 10.12.09, 23:23
                                Grrr. To mi przypomniało, jak była witana Gaba po swojej dwudniowej
                                nieobecności, a jak Natalia po nieobecności trwającej rok... Nóż się
                                w kieszeni otwiera...
                                • wushum Re: Nie wierzę.. 11.12.09, 00:14
                                  1) Mila co Kala jako dramaturg
                                  2) Ignacy fujara wirtuozem fletni
                                  3) Mędrzec Józin
                                  4) postać Ignasia w całości - chcieć być wymoczkiem z loczkiem, to trzeba upaść
                                  na głowę
                                  5) Ignacy wysyłający dziecko na przeszpiegi, inwigilujący, oraz dechami
                                  zabijający wyjście na balkon
                                  6) żałosna Laura z obciętymi włosami, oraz zmieniająca się w anioła, na widok
                                  dziecięcia
                                  7) że wszyscy bracia Lelujko kochają się w nijakiej Różyczce, a nie Laurze
                                  8) że można nie zapytać nigdy o ojca i nie interesować się tym zupełnie....
                                  cdn
                                  • wushum Re: Nie wierzę.. 11.12.09, 23:54
                                    9) W listy Przeszczepa w tonie ulejowo-mdło-rozpaczliwym
                                    10) w to, że po wyrwaniu się spod dominacji Tunia, Nutria bez niczego dała się
                                    molestować Nerwusowi /po scenie z truskawkami nie uwierzę, że opętał ją bezwład
                                    i zfiranienie/
                                    11) że puszcza się chore dzieci na wycieczkę z ciotką niedojdą, twierdząc, że to
                                    z miłości do tychże
                                    12) że Nutria jest jednocześnie starą harcerką, ale ma maślane łapy
                                    13)we wszystko, co dotyczy Róży, nie wierzę - od zaręczyn, przez bezmyślne
                                    "zajście", po dostanie się na studia, coby bliżej być ukochanego... ja mam
                                    wrażenie, że ona zupełnie nie posiada organu takiego jak mózg, albo jest to
                                    wielkości orzeszka...
                                    14)parzenie herbatki, które zastępuje rozmowę z Januszkiem Pe nie mieści mi się
                                    we łbie tak samo jak
                                    15) że Gaba nigdy nie mówiła córkom o Januszu - przecież hołdowała podejmowaniu
                                    tego co trudne,
                                    16)Że Ignacy oszukujący w kolejce "na Pulpę", nie zadławia się potem perorując
                                    na tematy moralno-ideowe
                                    cdn...
                                    • wushum Re: Nie wierzę.. 12.12.09, 23:11
                                      17) Że, będąc inteligentną, mądrą, wiekową kobietą Mila określa Laurę jako to
                                      "gorsze dziecko", przez jej fizyczne podobieństwo do Januszka i tego po niej
                                      oczekuje - li i jedynie
                                      18)że nikt nie rozmawia nigdy o ojcu obu dziewczynek
                                      19)że można stwierdzić, że ktoś jest po prostu zły /nie tyle, nie wierzę, co za
                                      przeproszeniem, w pale mi się nie mieści i woła o pomstę Bernarda wciśniętego w
                                      amarantowy kostium Mściciela! Który wpada przez okno z dzikim wrzaskiem i ląduje
                                      na szafie z miną żaby Kermita/
                                      20) że Januszek jest zły, bo ma oczy stalowe jak sztylety
                                      21)że Laura jest zła bo ma Damasceńską stal hartowaną w oku, duszy i na umyśle
                                      22)że w ogóle ktoś jest "zły do gruntu" i nigdy w życiu nikogo nie kochał
                                      23)że na zebraniu Pieróg pozwolił przebywać Bernardowi, który nie miał żadnego
                                      papieru potwierdzającego jego - nieprawda - wujostwo
                                      24)że Laura, jako umysł zdecydowanie krytyczny, nie przypuszczała, że do ślubu
                                      coś potrzeba poza 2 spragnionych tego ceremoniału

                                      25)że można tak nagle stać się rozmiękłym piernikiem - przyznam, że dopiero Wy
                                      uświadomiliście mi, że kiedy Nutria gnała dostawczakiem do Robroya, on nie miał
                                      jeszcze 69lat! Może nawet miał mniej! Ja rozumiem, że można się zmienić,
                                      przycichnąć, przygasnąć, ale rozmokła papka z wąsami, to nie na moje nerwy.

                                      26)nie tyle nie wierzę, co nie rozumiem, jak Mila wytrzymuje z Ignacem i co ją
                                      trzyma /znaczy miałabym pewną tezę, ale to już fanfik wyjdzie/;p
                                      • ginny22 Re: Nie wierzę.. 13.12.09, 18:27
                                        > 26)nie tyle nie wierzę, co nie rozumiem, jak Mila wytrzymuje z
                                        Ignacem i co ją
                                        > trzyma /znaczy miałabym pewną tezę, ale to już fanfik wyjdzie/;p

                                        Dawaj ją :) Tę tezę, znaczy się.
                                        • wushum Re: Nie wierzę.. 13.12.09, 20:02
                                          Objuczona zakupami Gabriela weszła do przedpokoju. Przywitał ją znajomy zapach
                                          kurzu, kiszonej kapusty i perfum. Poczuła się jak marynarz, który przypłynął do
                                          swojej bezpiecznej zatoki. Jeszcze przed chwilą zmagała się z zimnym wichrem,
                                          który łopotał jej żółtym sztormiakiem, a teraz mogła spokojnie...
                                          -Wiesz, co by się stało, gdyby Gabrysia się dowiedziała? Pękło by jej serce!
                                          -Ignacy, nie szantażuj mnie, bo oszaleję i nie ręczę za siebie! - dał się
                                          słyszeć nagle rozpaczliwy głos Babi.
                                          Stojąc w półmroku, Gabriela zamarła z niepokoju. Nigdy nie słyszała rodziców
                                          rozmawiających takim tonem, w taki sposób...
                                          -Przecież to omal się nie wydało...
                                          -Sama nie wiem, czy bym tego nie chciała.
                                          -Milu! To nie rozsądne...
                                          -Ignacy, nie ucz mnie, co jest rozsądne! Całe życie byłam rozsądna. I nienawidzę
                                          tego...- słychać było drobne kroki, jakby ktoś chodził w tę i z powrotem po
                                          pokoju - Nienawidzę tego, co stało się z moim życiem. To jakiś koszmar!
                                          Gabriela uszczypnęła się w rękę, aby upewnić się, że nie śni.
                                          -Dobrze. Milu, serce moje. Możemy jej o tym powiedzieć. Jeśli chcesz
                                          odejść...nie będzie mi lekko, ale skoro nie możesz już wytrzymać, to poznaj, jak
                                          bardzo cię kocham...bo czy nie jest największą miłością, powiedzieć ukochanej
                                          osobie, proszę, możesz odejść?
                                          Zapadła głucha cisza.
                                          -Powinna niedługo wrócić z zakupów. Zasiądziemy do herbaty i powiesz jej wtedy,
                                          że nigdy mnie nie kochałaś, że jest córką tego Ludwika...
                                          -Leona!
                                          -Może być i Leona. Mnie jest wszystko jedno, ja przyjąłem cię spodziewającą się
                                          dziecka, ale mówiłem, że nie gra roli, kto jest ojcem. Czy robiłem ci kiedyś
                                          wymówki na ten temat?
                                          -Nie...
                                          -Sama widzisz...
                                          -Jesteś tak dobry, że aż mi mdło - dał się słyszeć rozpaczliwy złamany głos
                                          Mili, który nigdy nie brzmiał tak strasznie, jak teraz.
                                          • marslo55 Re: Nie wierzę.. 15.12.09, 12:00
                                            wushum:
                                            "Powinna niedługo wrócić z zakupów. Zasiądziemy do herbaty i powiesz
                                            jej wtedy,
                                            że nigdy mnie nie kochałaś, że jest córką tego Ludwika..."
                                            Matko! Fakt, to by tłumaczyło ślub z Ignacem, ale czy pozostałe
                                            córki też są Ludwika/Leona? To chyba powinien być ktoś bliższy
                                            rodzinie, żeby je wszystkie zdążyć wyprodukować (Mamert? Józeczek?
                                            Ojciec Krzysztof?)
                                            Mnie się z kolei wylęgła kiedyś w głowie teoria, że Pyziak to
                                            wtyczka SB, która ma zakapować ojca Gabrieli i dlatego ją podrywa.
                                            Zainteresowanie Pyziaka kimś o wyglądzie Gaby długo nie mieściło mi
                                            się w głowie po prostu.
                                            • wushum Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 00:28
                                              Leon vel Ludwik, to dawna miłość Mili.
                                              Kiedy jeszcze była szarą studentką, zakochała się w wysokim blondynie, w którym
                                              kochała się połowa dziewcząt na Uniwerku. Leon miał w sobie nonszalancję, oraz
                                              szelmowski urok. Wiedział, że każda za nim szaleje. Ale Mila była inna. Niby
                                              szara mysz, ale ambitna. Postanowiła zdobyć nieosiągalne. Zaczęła się malować,
                                              inaczej ubierać, pożyczała od koleżanek co lepsze ubrania. Dla zwrócenia uwagi,
                                              została najładniejszą studentką. Wtedy Leon ją zauważył i docenił przemianę
                                              ambitnego kopciuszka. Ale, kiedy powiedziała mu, że spodziewa się dziecka,
                                              zirytowało go to. On chciał studiować, a potem robić karierę. Miał zostać
                                              prawnikiem. Dziecko teraz, to zniszczenie jego kariery u samego początku.
                                              Mila zrozumiała, że została jej tylko Gizela. Wtedy to częściej zaczął odwiedzać
                                              zrozpaczoną Milę nieśmiały student, Ignacy Borejko. Gizela wiedziała, że to
                                              niedojda, ale kiedy powiedział, że chce się ożenić i nie istotne, kto jest ojcem
                                              dziecka, uznała, że może tak będzie lepiej.
                                              Mila wyszła za Ignacego. Urodziła się Gabriela. Następne 2 córki, to dzieci
                                              Ignacego. Rude po ojcu. Ale Pulpecja...
                                              Już nie:)
                                              • wushum Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 00:30
                                                Ps.: Z tego wstręt Mili, do ludzi robiących "karierę";)
                                            • kkokos Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 14:42
                                              marslo55 napisała:

                                              > Zainteresowanie Pyziaka kimś o wyglądzie Gaby długo nie mieściło
                                              mi
                                              > się w głowie po prostu.

                                              że co proszę? a to niby dlaczego podrywacz o stalowych oczach nie
                                              mógł się zainteresować wysoką, zgrabną, długonogą blondynką, zwinnie
                                              i z wdziękiem poruszającą się po boisku, posiadaczką ładnej buzi na
                                              dodatek - tylko dlatego, że białych kozaczków nie miała i na
                                              solarium nie chodziła (że użyję tej anachronicznej przenośni)?
                                              • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 15:05
                                                > marslo55 napisała:
                                                > > Zainteresowanie Pyziaka kimś o wyglądzie Gaby długo nie mieściło
                                                > mi > > się w głowie po prostu.

                                                Lubil, jak na niego krzyczala na ulicy, a w zaciszu domowym bila go packa,
                                                przywiazywala do pieca i mowila mu brzydkie wyrazy :-)
                                                Poza tym miala wysportowane, a moze nawet posagowe cialo, co sie z pewnoscia
                                                uwydatnialo, gdy taka lekko spocona i w pólneglizu obijala sie o biusty innych
                                                rowniez rozneglizowanych i spoconych kolezanek :-) Znaczy eee tego, strzelala
                                                zabójczo w kosza (dajac mu jednoczesnie kosza, to tym bardziej interesujaca).

                                                Zreszta stalowe oczy bardzo czesto leca na brazowe lub czarne diamenty, mniejsza
                                                o to jakie maja wlosy czy w jakich Odrach na codzien chodza :-)
                                                • praktykarz Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 15:19
                                                  lezbobimbo napisała:

                                                  > > marslo55 napisała:
                                                  > > > Zainteresowanie Pyziaka kimś o wyglądzie Gaby długo nie
                                                  mieściło
                                                  > > mi > > się w głowie po prostu.
                                                  >
                                                  > Lubil, jak na niego krzyczala na ulicy, a w zaciszu domowym bila
                                                  go packa,
                                                  > przywiazywala do pieca i mowila mu brzydkie wyrazy :-)
                                                  > Poza tym miala wysportowane, a moze nawet posagowe cialo, co sie z
                                                  pewnoscia
                                                  > uwydatnialo, gdy taka lekko spocona i w pólneglizu obijala sie o
                                                  biusty innych
                                                  > rowniez rozneglizowanych i spoconych kolezanek :-) Znaczy eee
                                                  tego, strzelala
                                                  > zabójczo w kosza (dajac mu jednoczesnie kosza, to tym bardziej
                                                  interesujaca).
                                                  >
                                                  > Zreszta stalowe oczy bardzo czesto leca na brazowe lub czarne
                                                  diamenty, mniejsz
                                                  > a
                                                  > o to jakie maja wlosy czy w jakich Odrach na codzien chodza :-)
                                                  >
                                                  Gaba wyglądała jak DUŻY ZANIEDBANY CHŁOPAK. IMHO to stawia ich
                                                  związek w zupełnie innym świetle. Pyziak najpierw zdziwił się, że
                                                  zaszła w ciążę i uciekł. Potem wrócił, sprawdził raz jeszcze – znów
                                                  to samo – i zwiał tym razem na dobre. Wnioski nasuwają się same.
                                                  • croyance Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 15:54
                                                    Duzy zaniedbany chlopak - no tak, ale ona byla przede wszystkim jedrna,
                                                    zdrowa 17-latka, wszystko jedno, w co sie taka ubierze, a i tak bedzie
                                                    atrakcyjna ...
                                                  • praktykarz Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 16:09
                                                    croyance napisała:

                                                    > Duzy zaniedbany chlopak - no tak, ale ona byla przede wszystkim
                                                    jedrna,
                                                    > zdrowa 17-latka, wszystko jedno, w co sie taka ubierze, a i tak
                                                    bedzie
                                                    > atrakcyjna ...

                                                    Bądź 17-latEK:) Miałam na celu dopisanie bidnemu Jasiowi jeszcze 1
                                                    grzechu. Agent, pijanica, zdradliwiec, porzucacz zawodowy, okrutnik,
                                                    kolekcjoner diamentów, alimenciarz, i ho, ho - niech mu i gej
                                                    bedzie!
                                                • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 17:13
                                                  lezbobimbo napisała:
                                                  > Znaczy eee tego, strzelala zabójczo w kosza

                                                  Rąbała, za pozwoleniem, rąbała ;)
                                                • kkokos Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 18:33
                                                  lezbobimbo napisała:

                                                  > Poza tym miala wysportowane, a moze nawet posagowe cialo, co sie z pewnoscia
                                                  > uwydatnialo, gdy taka lekko spocona i w pólneglizu obijala sie o biusty innych
                                                  > rowniez rozneglizowanych i spoconych kolezanek :-)

                                                  się nie śmiej, bimbo! znałam takiego, co w 23. wiośnie życia był działaczem
                                                  sportowym, takim właśnie działaczem, co z nich potem zdzisławowie kręcinowie i
                                                  inni szefowie pzpn wyrastają - tyle że facet był działaczem żeńskiego klubu
                                                  koszykarskiego. jeździł z tymi dziewczynami na zgrupowania, niemal codziennie
                                                  był w klubie. po prostu wielkie dziewczyny zdały mu się piękne, a te momenty,
                                                  kiedy wyrzucały ręce w górę wyrzucając piłkę to już najpiękniejsze. sam miał
                                                  niecałe 170 cm. i postawił na koszykówkę, a nie siatkówkę, bo choć przy bloku
                                                  widoki też potencjalnie piękne, to jednak siatka to co najlepsze zasłania...

                                                  • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 18:51
                                                    > co z nich potem zdzisławowie kręcinowie

                                                    Oczywiście OT - co słyszałam w TV "Zdzisław Kręcina", to zaraz
                                                    przypominał mi sie Wojciech Kossak i pan Męcina-Kresz, którego
                                                    piękny Wojtek nie bez kozery podobno przechrzcił na Kręcina-Wesz ;-P
                                  • a_weasley Dwóch Ignacych 17.12.09, 12:44
                                    Wushum napisała:

                                    > 4) postać Ignasia w całości - chcieć być
                                    > wymoczkiem z loczkiem, to trzeba upaść
                                    > na głowę

                                    Pewnie, że trzeba, ale wynika z tego tyle, że Ignaś upadł na głowę. Medycyna
                                    notuje takie przypadki.

                                    > 5) Ignacy wysyłający dziecko na przeszpiegi,
                                    > inwigilujący, oraz dechami
                                    > zabijający wyjście na balkon

                                    A Ignacy trochę zgłupiał na starość. Pospolicie głupieją mężczyźni, jak córeczka
                                    dorasta, a on zgłupiał, jak mu dorastała wnuczka. Oryginalny taki.
    • a_weasley Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:34
      Verdana nie wierzy:

      > -w to, ze mama Borejkowa byla dramaturgiem

      Ja też nie. Przynajmniej do wprowadzenia komputerów, netu i komórek nie dałoby
      się w takich warunkach takiej działalności zataić.

      > -że ludzie mieszkający w suterynie
      > przeznaczaja oszczędnosci na
      > cudze mieszkanie

      Bez problemu.

      > -że przez całe dzieciństwo Róża ani razu
      > nie pomyslala o ojcu

      Może i myśleć pomyślała...

      > -ze przeintelektualizowani snobi mogli
      > pozwolc na nazwanie kogokolwiek Laurą Pyziak

      Abstrahując od faktu, że takaa niewiara jest fundowana na nieudododnionym
      założeniu, że w ogóle byli w sprawę zaangażowani jacyś przeintelektualizowani
      snobi, to primo - Gaba nie wydaje mi się osobą, której łatwo jest na coś nie
      pozwolić, secundo - jeśli chodzi o nadawanie imion, wiele jest mnie w stanie
      zdziwić, ale nic nie wydaje mi się niemożliwym.
    • a_weasley Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na odwrót 17.12.09, 13:17
      Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że wiele osób tu się wypowiadających
      mówi "nie wierzę, że tak można" wyłącznie bądź głównie na podstawie tego, że oni
      by tak nie mogli, względnie "nie wierzę, że tak bywa/bywa często" z tej racji,
      że w ich otoczeniu tak nie bywa/bywa rzadko.
      Ludzie mają różne pomysły na życie, różne rzeczy ich cieszą, różne rzeczy im
      przeszkadzają.
      Jeden, dajmy na to, uważa, że wigilia z jednocyfrową liczbą osób przy stole to
      ćwierć lub w najlepszym razie pół wigilii, inny ma odruch ucieczki, jeśli przy
      stole siedzi więcej osób niż cztery. Jeśli każdy z nich będzie miał to, co chce,
      żaden patrząc na drugiego nie zrozumie, jak tak można.
      Nie wierzycie, że można żyć tak jak oni i lubić to? Spoko, oni też nie
      rozumieją, jak można żyć tak jak Wy i lubić to.
      • andrzej585858 Re: Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na od 18.12.09, 06:42
        a_weasley napisał:


        > Nie wierzycie, że można żyć tak jak oni i lubić to? Spoko, oni też nie
        > rozumieją, jak można żyć tak jak Wy i lubić to.

        Prawdziwy głos rozsądku, panie tego !! Mentorsko dodam iż wraz z upływem lat
        coraz mniej rzeczy mnie dziwi i zaskakuje w ludzkich zachowaniach. Tym bardziej
        że niedługo jeden problem bedziemy mieli z głowy czyli okazje do refleksji nad
        dziełami literackimi.
        No cóż, jezeli minister kultury traktuje biblioteki jako instytucje niedochodowe
        to już naprawdę ręce opadają i coraz mnie rzeczy na tym padole łez może
        człowieka zaskoczyć.
        Chociaz to co przeczytałem w dzisiejszych informacjach wprawiło mmnie z samego
        rana w pewnego rodzaju stupor który byc może minie po spożyciu jakiejś odtrutki!

        wiadomosci.onet.pl/2097918,11,protest_ludzi_kultury_apel_do_tuska,item.html
        • wushum Re: Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na od 18.12.09, 20:26
          Błagam, litości.
          Jeśli książka nie jest podpisana, że to fantasy, to czemu mam wierzyć w coś, co
          - co najmniej - brzmi nierealnie?
          Nie chodzi o to, że można spędzać Wigilię w 2 osoby, czy 50. Bo właściwie
          najistotniejsze są szczegóły. Jeśli szczegół czegoś zmyślonego, wygląda realnie,
          to da się "gładko przełknąć" nawet coś, co ogólnie, jest mało realne. Ale jeśli
          szczegóły "czuć plastikiem", to czytelnik przestanie przełykać, tylko z
          przeproszeniem, wreszcie zwróci, niestrawną treść.
          Jeśli zostanie wyjaśnione, że Mila jest robotem domowym i nie ma w programie
          snu, tylko oliwi się ją wieczorem, to ok, zrozumiem, że ma te 6 rąk i jedną
          pierze, drugą ceruje, trzecią szyje, czwartą miesi ciasto, piątą robi kolację
          dla rodziny, a szóstą pisze wybitne sztuki. Jeśli nikt nie wspomniał, że Ignasia
          upuszczono w dzieciństwie, albo spadło mu na głowę żelazne popiersie Homera, to
          cóż, muszę się dziwić, że normalny chłopiec, chce być obrzydliwym
          wymoczkiem...itp itd
      • anutek115 Re: Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na od 18.12.09, 21:44
        a_weasley napisał:

        > Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że wiele osób tu się
        wypowiadających
        > mówi "nie wierzę, że tak można" wyłącznie bądź głównie na
        podstawie tego, że on
        > i
        > by tak nie mogli, względnie "nie wierzę, że tak bywa/bywa często"
        z tej racji,
        > że w ich otoczeniu tak nie bywa/bywa rzadko.

        Za wiele osób tu piszących wypowiadać się nie będę, ale za siebie
        owszem - mam absolutną pewność, że nie wierzę w masę rzeczy w
        Jeżycjadzie, bo są źle/niewiarygodnie/na siłe/niepotrzebne
        skreślić/albo sobie coś dodać napisane. Czytam sobie Pratchetta
        ostatnio. I otóż wierzę w płaską planetę. I słonie, oraz wielkiego
        żółwia, na których się ona opiera. Wierzę w strażników miejskich,
        którymi są ludzie, trolle i krasnoludy, w tym jeden dwumetrowy i
        jeden, który jest kobietą. Wierzę w o,boga kaca, wierzę w małe
        chochliki malujące obrazki w aparatach fotograficznych. Wierzę nie
        dlatego, że Terry Pratchet popełnił fantasy i mógł sobie napisać co
        mu się żywnie podoba, ale dlatego, że to, co napisał i świat, jaki
        stworzył jest spójny, logiczny i doskonały w tej spójności. Konia z
        rzędem temu, kto znajdzie u niego lukę, coś, co nie pasuje tak
        bardzo, że wszystko wręcz krzyczy "Tak nie może być". Nic tam nie
        jest obluzowane, nic doczepione na siłę, nic się nie trzyma na
        ostatniej śrubce, nic nie jest prowizorką. Natomiast w Jeżycjadzie i
        owszem, jest. Jak kiedyś napisała (chyba) Croyance, prognoza pogody
        to nie jest research - a tylko prognozę pogody mamy w Jeżycjadzie
        dopracowaną. Ponadto mamy masę bohaterów, którym dopisywane są
        przestępstwa, zgony, bezsensowne zachowania tylko dlatego, że
        autorce się koncepcja zmieniła i musiała coś naciągnąć i dopasować.

        Mnie tam nie dziwi, że wątek "Nie wierzę" ma aż tyle wpisów.
        • pani.filifionka Re: Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na od 18.12.09, 22:48
          Jak kiedyś napisała (chyba) Croyance, prognoza pogody
          > to nie jest research - a tylko prognozę pogody mamy w Jeżycjadzie
          > dopracowaną.

          No właśnie ostatnio nie jest.W "Sprężynie" niesamowicie mi zazgrzytał opis
          strasznego upału i burzy, która nastąpiła potem. Akurat ten dzień pamiętam
          świetnie, bo w Poznaniu zaczynał się wtedy Ethnoport. Nie było żadnego upału, a
          wieczorem nie spadła ani kropla deszczu. Mam nawet zdjęcia w polarze z tego dnia.
        • jota-40 Re: Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na od 18.12.09, 22:53
          Ja też tak mam ;)). A najmocniej wierzę w Nianię Ogg, która jest ucieleśnioną maestrią w rankingu postaci literackich ;).

          Pani MM tworzy prozę realistyczną. Od tego typu prozy wymagam dużej dozy prawdopodobieństwa - jak mi coś zgrzyta, to znaczy, że autorce się nie udało i żadne pobożne życzenia tego nie zmienią. Nie chodzi tu o mój gust, poglądy etc. System jest prosty: czytam, nie pasuje mi, znaczy: autorka ma zbyt słaby kontakt z opisywaną przez siebie rzeczywistością lub: autorka zamknęła się w wieży z kości słoniowej i ma w nosie, lub: po prostu nie wyszło - z braku czasu, pomyślunku, z lenistwa...
          • jottka Re: Co jednemu złotem, to drugiemu błotem i na od 19.12.09, 13:25
            jota-40 napisała:

            > Ja też tak mam ;)). A najmocniej wierzę w Nianię Ogg, która jest ucieleśnioną
            maestrią w rankingu postaci literackich ;).


            nie żebym sie tak bardzo sprzeczała, ale ja wierzę w babcię weatherwax:) i
            greeba, ofkots


            a co do reszty, to zgoda - kolega weasley nie zauważył, że przedpiścom nie
            chodzi o to, że "taka a taka rzecz nie mogłaby się zdarzyć w świecie
            rzeczywistym", tylko o to, że "taka a taka rzecz kompletnie nie pasuje do świata
            opisanego", o ten plastik, jak to anutek napisała.
    • merenre Re: Nie wierzę.. 20.12.09, 15:02
      A ja nie wierzę w te wszystkie cudowne miłości, te zbiegi
      okoliczności do tych miłości prowadzące - np. Tygrys i pan
      polonista. Ych.... I też w model rodziny Borejków, pełnej wzorców,
      intelektualnych ideałów, a tak naprawdę dziwnych relacji - jak
      nastolatka w takiej otwartej i ciepłej rodzinie może zaliczyć
      wpadkę?! Dlaczego Tygrys, który UKRADŁ pieniądze klasowe, nie został
      w oógle ukarany?! Jak dziadek, z internowaniem w CV, może namiawiać
      i wynagradzać wnuka za podsłuchiwanie i donoszenie?! Uch,
      zdenerwowałam się :) A poza tym to witam wszystkich, cieszę się, że
      na Was trafiłam. Ja byłam fanką MM do BBB. Teraz tylko przeglądam
      nowe rzeczy w bibliotece i się zastanawiam ale o co chodzi?
      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 20.12.09, 15:49
        My rowniez witamy:). Zgadzam sie co do wiekszosci wymienionych przez
        ciebie rzeczy, ale z dwoma "ale". "Otwarta i ciepla rodzina" jest
        tylko w sferze deklarqacji autorki, w prawdziwie cieplej rodzinie
        ludzie rozmawiaja o swoich problemach, a u Borejkow tego nie ma.
        Co do milosci Laury i polonisty- moim zdaniem w ich historii jako
        takiej nie ma jakichs razacych naciagniec, zobaczyla go, widziala
        auto z reklama firmy, odnalazla go. Jedyna rzecza niepotrzeba bylo
        to, ze Adam okazal sie ukochanym polonista Lusi, jakbysmy
        potrzebowali redukcji ilosci postaci:)
        • merenre Re: Nie wierzę.. 20.12.09, 16:18
          O ciepłej i otwartej pisałam raczej ironicznie :) I zgadzam się z
          Tobą, że właśnie w tak opisanej rodzinie nie powinno być takich
          niedociągnięć - bo w takich rodzinach się ROZMAWIA. Czasem o 4
          literach Maryny, a czasem o poważnych rzeczach. Co do Laury - mam
          wrażenie, że MM nie umie się opowiedzieć co do jej postaci - raz ją
          gani, a raz pokazuje jako wdzięcznego elfa, który zstąpił na ziemię,
          i byłby ideałem gdyby nie te oczy Pyziaka ;) Mnie ten wątek miłosny
          jakoś za bardzo naciągnięty był pod łzawe romasidło :) Ale to może
          uprzedzenie... Zresztą podejrzewam, że już nie raz zostało
          wspomniane na forum, że w Jeżycjadzie nie ma miejsca na rozwody
          (prócz Gaby, która wiadomo jaka jest i jak przeżywa, podpisuję się
          pod Waszym zdaniem). Jak już pani spotka pana to od razu miłość po
          grób. A że czytelnikom coś śmierdzi w tych historyjkach, to już (wg
          autorki) problem czytelników.
          • marslo55 Re: Nie wierzę.. 21.12.09, 10:19
            merenre:
            "Jak już pani spotka pana to od razu miłość po
            grób."
            Jak spotka, to jeszcze szansa jest. Dopiero jak się pobiorą, to
            koniec (chyba że trafi na Pyziaka - zasada "nigdy nie bierz rozwodu"
            zawiera u MM aneks: "chyba że twój mąż to Potworny, Podły,
            Podstępny, Parszywy Pyziak").
            "Co do Laury - mam wrażenie, że MM nie umie się opowiedzieć co do
            jej postaci"
            Bo w Laurze walczą dwa pierwiastki, borejkowski i pyziaczy. Zależnie
            od tego, który zyskuje przewagę, Laura jest opisywana jako dobra
            albo zła. Teraz, gdy ma Dobrego Chłopaka, pewnie wygra dobro...
            • morekac Re: Nie wierzę.. 14.01.10, 00:21
              A jedyny rozwiedziony facet to Pyziak. Reszta kandydatów na mężów-
              to przyzwoci kawalerowie w wieku młodszym i bogobojni wdowcy z
              przychówkiem (Robrojek i Grzegorz - nie za dużo wdowców na 2
              siostry? ). I nigdy żadna dama nie zerwie świętych więzów i nie
              puści męża w trąbę...
    • m.frump Re: Nie wierzę.. 26.12.09, 16:45
      A ja nie wierzę w to, że Natalia nie wiedziała ile lat ma Filip. Wiem, że o jego
      wieku już było, ale o tym chyba nie. W CR Ida opowiada w jednym z monologów
      Józinkowi, że Nutria odkryła, iż Nerwus jest młodszy od niej o trzy lata i teraz
      ich związek przechodzi kryzys. Dopiero przy którymś czytaniu zwróciłam na to
      uwagę: jak można spotykać się z kimś kilka lat i nie wiedzieć ile lat ma ta
      bliska osoba? Czy oni nigdy nie rozmawiali ( np. "o, studiujesz, a na którym
      roku?" albo "a jak miałem szesnaście lat..." i już by była okazja, by o to
      zapytać )?
      • alitzja Re: Nie wierzę.. 26.12.09, 18:11
        Ja tę informację - że Natalia jakoby niespodziewanie odkryła, że
        Filip jest od niej młodszy o 3 lata - odbierałam jako rodzaj
        wymówki. Również nie wierzę w to, że wcześniej tego nie wiedziała. W
        tym monologu Idy pojawia się też bowiem informacja, że Natalia wciąż
        odkłada decyzję o ślubie. Dla mnie wygląda to tak, jakby to "nagle"
        stał się kolejny powód, żeby tego ślubu jednak nie brać - "nagle"
        sobie "przypomniała", że on jest młodszy. Strasznie szczeniackie
        zagranie, ale prawdopodobne u kogoś tak nieasertywnego jak Nutria.
        Nie mogła (nie umiała?) otwarcie odmówić, więc wynajdywała miliony
        pokrętnych tłumaczeń i usprawiedliwień - w tym m.in. to z wiekiem.
        Bo w to, że wiek Filipa musiała wcześniej znać, ani przez chwilę nie
        wątpię.
        • platynowa_kostka_rubika Re: Nie wierzę.. 17.02.10, 00:27
          Nie wierzę...

          1) w przygarnianie przez Gabę bezdomnych psów i kotów - biorąc pod uwagę, że
          NIGDY nie pojawiły się na kartach książek. Kogo jak kogo, ale kota, gdy jest w
          domu, nie da się nie zauważayć ^^ Poza tym tyle dzieci i żadne nigdy - poza
          Bobciem (chwała jedynemu sprawiedliwemu!) nie chciało zwierzątka?!

          2) w przemianę Laury i jej nieatrakcyjność dla płci przeciwnej. Toż w
          "normalnym" życiu słodka, potulna Różyczka co najwyżej myślałaby z goryczą, jak
          to dobrze być taką pewną siebie, wygadaną, umiejętnie flirtującą jak Laura...
          która to Laura biegałaby z randki na randkę, a chłopcy i mężczyźni by się o nią
          zabijali. Najpierw drapieżna lolitka, potem magnetyczna nastolatka - ilu facetów
          przejdzie obok takiej obojętnie? I nie dość, że ładna, to jeszcze
          inteligentna... jak już nie zestaw, to chociaż pojedyncze z tych cech byłyby dla
          płci przeciwnej interesujące. Nie wspominając o tym, że zamiast dążyć do ślubu,
          Laura robiłaby karierę i łamała kolejne męskie serca, wybierając i przebierając
          o wiele bardziej, niż Idusia (i pewnie o co najmniej kilka lat dłużej)

          3) podobnie jak wiele osób - w Milę dramaturga, między starym budzikiem a
          cukiernicą... Niestety, ale urabianie sobie po łokcie rąk dla męża i czterech
          córek skutkuje co najmniej lekkim spadkiem formy intelektualnej z racji
          ciągłego, piekielnego zmęczenia i padania w pościel na twarz; o jakimkolwiek
          rozwoju intelektualnym czy choćby utrzymaniu się na "dawnym" poziomie trudno
          myśleć. Swoją drogą, przeraża mnie sama myśl o tym, jak bardzo
          niedowartościowana/niekochana musiała się Mila czuć, że sprzedała się jako
          hybryda robota i niewolnicy pierwszemu, co powiedział "kocham"

          4) w Ignaca-opozycjonistę, chyba że zgarnęli go li tylko za niewłaściwą
          literaturę, co ją Pulpa ochoczo podała tajniakom

          5) jak i inni - że nikt nie spytał Patrycji, jak jej poszło na maturze.
          Rozumiem, gdyby tego dnia ktoś z rodziny zginął w wypadku, Gaba uciekła z
          kochankiem albo wszyscy leżeli zalani pod stołem itp. ... ale w innym wypadku
          nie, nie wierzę

          6) w nagłe zorganizowanie i zdrowy rozsądek Ignaca, który w Kalamburce potrafi
          nawet (!!!) kupić żonie prezent, nie wspominając o petardach i szampanie. "W
          przeciwieństwie do żony, lubił robić wszystko z rozsądnym wyprzedzeniem". Że kto
          niby, człowiek roztargniony i oderwany od rzeczywistości na tyle, że przez
          80-95% czasu nie orientował się, co się wokół niego dzieje?

          7) w to, że dziecko w wieku Józinka jest w stanie snuć tego typu przemyślenia,
          niezależnie od tego, jak genialne by było. Zdaje się, że pani M.M. powinna
          sięgnąć do paru książek o psychologii rozwojowej, skoro już nie pamięta, jakie
          są prawdziwe, realne dzieci (niechby i wybitnie uzdolnione, nawet)

          8) w to, że nauczyciele nie wiedzieli o chorobie Trolli. Ok, może po prostu nie
          chce mi się wierzyć, że rodzice Trolli mogliby być tak skrajnie nieodpowiedzialni

          9) w zahukanie Fryca i nieumiejętność przejęcia przezeń - chłodno i logicznie -
          kontroli nad absurdalną rozmową, prowadzoną z Ignacem. Doprawdy, starszy pan w
          wielu miejscach dał możliwość, aby go tyle grzecznie, co krótko i rzeczowo
          osadzić. A Fryc nie był wszak idiotą, żeby słuchać z rozdziawioną gębą i nie móc
          wykrztusić niczego rozsądnego. Nie wierzę też, że hormony tak w nim zabuzowały,
          że zapomniał nagle o niebezpieczeństwie zaciążenia przez Różę - nie ten typ.
          Raczej, zaczerwieniony i rozczochrany, odsunąłby Różę i mruknął "czekaj chwilę,
          w plecaku mam prezerwatywy". Nie wierzę też w to, że - gdyby zdecydował się
          ciężarną Różę porzucić - wróciłby z tak głupawymi usprawiedliwieniami. Raczej
          sumiennie słałby alimenty.

          10) nie wierzę w łagodzenie obyczajów śpiewem/pocałunkami/dziećmi.
      • senseeko Nutria i magisterium 14.02.10, 18:52
        m.frump napisała:

        > A ja nie wierzę w to, że Natalia nie wiedziała ile lat ma Filip. Wiem, że o jeg
        > o
        > wieku już było, ale o tym chyba nie. W CR Ida opowiada w jednym z monologów
        > Józinkowi, że Nutria odkryła, iż Nerwus jest młodszy od niej o trzy lata i tera
        > z
        > ich związek przechodzi kryzys. Dopiero przy którymś czytaniu zwróciłam na to
        > uwagę: jak można spotykać się z kimś kilka lat i nie wiedzieć ile lat ma ta
        > bliska osoba? Czy oni nigdy nie rozmawiali ( np. "o, studiujesz, a na którym
        > roku?" albo "a jak miałem szesnaście lat..." i już by była okazja, by o to
        > zapytać )?

        Aż o trzy? Chyba pójdę do biblioteki jeszcze raz przeczytać CR (bo to w CR było, tak?)
        Ja tak bardzo w to nie wierzyłam, że przez wszystkie te lata byłam pewna, że Filip jest od Nutrii młodszy o rok, nie o 3 lata.
        Ale, ale... przecież sprawdzali w Akademii Muzycznej czy nie studiuje tam Filipiak Bartek i pani z dziekanatu podsunęła, że mogło chodzić o Filipa Bratka. To już wtedy by wiedzieli na ktorym jest roku.
        Nutria wtedy miała, policzmy... 9 lat młodsza od Tunia, a Tunio ile miał? 34?
        34-9=25
        To Nutria na którym roku wtedy była? Czy ona powinna czasem mieć magisterki na głowie? Policzcie, bo już mi się myli.
        Czy w NiN jest cokolwiek o przygotowaniach Nutrii do obrony?
        • chomiczkami Re: Nutria i magisterium 15.02.10, 00:32
          25 - chyba powinna już po studiach nawet być.
          • senseeko Re: Nutria i magisterium 15.02.10, 12:22
            chomiczkami napisała:

            > 25 - chyba powinna już po studiach nawet być.
            To do jakiego stypendium ona sobie dorabiała w bibliotece?
            Było w ogóle cokolwiek o magisterce Nutrii?
            • anutek115 Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 12:45
              Senseeko, nie musisz iść do biblioteki, by sobie odświeżyć lekturę,
              służę informacjami:
              - Filip jest młodszy od Natalii o trzy lata, mówi o tym Ida w "Córce
              Robrojka" w jednym ze swych licznych monologów do Józinka,
              - o magisterce Nutrii też jest w "CR", sama zainteresowana mówi
              tam :"Mam 25 lat, dyplom obroniłam na piątkę",
              - w "Nutrii i Nerwusie" Natalia ma 22, 23 lub 24 lata ;))). Jako, że
              jestem mniej więcej rówieśniczką Natalii (mniej więcej, bo moja data
              urodzenia nie podlega zmianom) akurat na jej "wędrowanie po
              kalendarzu" jestem szczególnie wyczulona. I tak, Natalię poznajemy w
              roku 1978, jako uczennicę klasy II szkoły podstawowej, ośmiolatkę,
              rok urodzenia 1970. Następnie w BBB chodzi do drugiej klasy liceum
              (czyli ma 126 lat, rok urodzenia 1972). I wreszcie w CR sama mówi,
              że ma lat 25, rok urodzenia 1971. A ty byż chciała, że3by się dane z
              latami studiów zgadzały, też masz wymagania!

              Wszak w wyobraźni wszystko się mieści, nie wiedziałaś ;)))?
              • anutek115 Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 12:46
                anutek115 napisała:

                > (czyli ma 126 lat, rok urodzenia 1972).

                > Wszak w wyobraźni wszystko się mieści, nie wiedziałaś ;)))?
                >
                Może wszystko, ale chyba nie aż to. Nie "126" tylko "26" miało być,
                oczywiście :))).
                • aganoreg Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 14:23
                  anutek115 napisała:

                  > Może wszystko, ale chyba nie aż to. Nie "126" tylko "26" miało być,
                  > oczywiście :))).
                  >

                  Albo 16 :)
                  • senseeko Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 16:13
                    Ha!
                    Poszłam do biblioteki i wypożyczyłam NiN. Przeczytałam mniej wiecej polowę. Czytalam szybko więc może mi umknęło ale jak dotąd nie znalazlam nic o magisterce Nutrii.
                    Znalazlam za to na szóstej stronie że Nutria wracała z biblioteki TPN gdzie dorabiala do stypendium a on z Politechniki gdzie wykładał.
                    Aż się cofnęłam by sprawdzić datę. 22 czerwca? Wykładał? No ale niech będzie, że to skrót myślowy.
                    Po czym Natalia w cudowny i przepiękny sposób traktuje Tunia (choć zawsze mi zgrzytało, że miała do wyboru albo go uderzyć pantoflem w głowę, albo odejść. Jakoś mi ten pantofel nie pasuje.
                    Bo co?
                    W furii, zbryzgana truskawkową posoką, będzie się schylać po upaciany pantofel by Tunia walnąć?
                    Co innego gdyby go trzymała w ręku. Ale nie.
                    Nie wiem... Ja bym go chciała walnąć pięścią. Pantofel nie przyszedłby mi nawet do głowy. No ale Nutria jest dziwna, więc neich będzie ze wierzę.) (Choć nie do konca)
                    Nie wierzę natomiast, że Nutria po stratowaniu prawie 2kg truskawek odeszła "zbryzgana truskawkową posoką od kolan aż do pasa".
                    No, w głowie mi się to nie mieści.
                    A Wam?

                    No i chyba znalazłam megawpadkę, której nikt jeszcze nie wyłapał. :)
                    Ale to wrzucę do odpowiedniego wątku.
                    • ananke666 Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 17:04
                      > Nie wierzę natomiast, że Nutria po stratowaniu prawie 2kg truskawek odes
                      > zła "zbryzgana truskawkową posoką od kolan aż do pasa".
                      > No, w głowie mi się to nie mieści.
                      > A Wam?

                      Znaczy, od stóp do kolan nogi miała czyste? A po truskawkach skakała w
                      jednorazowych truskawkodegradalnych kaloszach czy co? Rozumiecie, one były, ale
                      jak już zostały schlapane porządnie sokiem, to myk śmig i nie ma. Zdegradowały się.
                      :))
                    • rozdzial43 Re: Nutria i magisterium 17.02.10, 16:40
                      senseeko napisała:

                      > Bo co?
                      > W furii, zbryzgana truskawkową posoką, będzie się schylać po upaciany pantofel
                      > by Tunia walnąć?
                      > Co innego gdyby go trzymała w ręku. Ale nie.
                      > Nie wiem... Ja bym go chciała walnąć pięścią. Pantofel nie przyszedłby mi nawet
                      > do głowy.

                      A ja bym jednak doradzała pantofel, ewentualnie sandał.
                      Gołą pięścią to by się człowiek mógł zadrapać o zarost. A jak by walnął w ramię,
                      to można sobie urazić kończynę. Lepiej z pośrednikiem na pierwszej linii zderzenia.

                      Tylko faktycznie, trzeba by się schylić, to zajęłoby jednak czas, a wiadomo, że
                      w tym wypadku szkoda czasu i że w ogóle czas to pieniądz.

                      > Nie wierzę natomiast, że Nutria po stratowaniu prawie 2kg truskawek odes
                      > zła "zbryzgana truskawkową posoką od kolan aż do pasa".
                      > No, w głowie mi się to nie mieści.
                      > A Wam?

                      Mieści się, pod warunkiem, że ona z impetem wskoczyła na soczyste truskawki, a
                      następnie dokonała kilku podskoków. Ja kiedyś wdepnęłam w kałużę mleka, bez
                      rozmachu, znaczy nie wskakiwałam z rozbiegiem, tylko godnie się przemieszczając,
                      wdepnęłam. I plamę miałam nawet na brzuchu (jak????? skąd???). Muszę zaznaczyć
                      przy tym, że nie tarzałam się w tym mleku.
                      • ananke666 Re: Nutria i magisterium 17.02.10, 19:43
                        > Mieści się, pod warunkiem, że ona z impetem wskoczyła na soczyste truskawki, a
                        > następnie dokonała kilku podskoków. Ja kiedyś wdepnęłam w kałużę mleka, bez
                        > rozmachu, znaczy nie wskakiwałam z rozbiegiem, tylko godnie się przemieszczając
                        > ,
                        > wdepnęłam. I plamę miałam nawet na brzuchu (jak????? skąd???). Muszę zaznaczyć
                        > przy tym, że nie tarzałam się w tym mleku.

                        Ale nogi miałaś też czyste od poziomu podłoża do kolan? Bo Nutrię najwyraźniej
                        ochlapało powyżej kolan i poniżej pasa. Na łydkach nie.
                  • anutek115 Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 16:46
                    aganoreg napisała:
                    >
                    > Albo 16 :)

                    No właśnie. Co ja bym bez ciebie zrobiła. Miało być, naturalnie,
                    16 :).
              • chomiczkami Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 18:56
                Mi się wydaje, że w KK Nutria miała jeszcze lat 7 i była w klasie pierwszej...
                nie mam przy sobie egzemplarza, ale chyba tak.
                • chomiczkami Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 18:59
                  Ale, faktycznie, jeśli urodziła się w lutym, to zbliżała się do ósmych urodzin,
                  co by oznaczało, że jest z rocznika '80
                  • chomiczkami Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 18:59
                    Tfu, '70
                • anutek115 Re: Nutria i magisterium 16.02.10, 21:16
                  chomiczkami napisała:

                  > Mi się wydaje, że w KK Nutria miała jeszcze lat 7 i była w klasie
                  pierwszej...
                  > nie mam przy sobie egzemplarza, ale chyba tak.
                  >
                  Masz rację, moja pomyłka. Co nie zmienia faktu, że w tamtych czasach
                  do pierwszej klasy szły siedmiolatki, które w trkcie roku szkolnego
                  kończyły lat osiem, Nutria powinna skończyć osiem w lutym (?) 1978.
                  Tomcio Kowalik, będący w klasie z Nutrią poszedł do szkoły rok
                  wcześniej, jako sześciolatek, musiał w związku z tym badania
                  przechodzić, o czym wspomina się w "Kłamczusze". O analogicznych
                  badaniach u Natalii i wcześniejszym pójściu do szkoły nic nie
                  wiadomo, czyli zakładam, że szła normalnym trybem... chyba ;))).
    • nessie-jp Siup, bo ciekawe... 22.08.10, 23:52
      Siupam w górę, żeby ocalić od zapomnienia.
      • ako17 Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 18:18
        Super forum, obawiam się czy nie włączam się za późno, czy już wątek
        nie wygasa?
        Ja nigdy nie mogłam uwierzyć w atrakcyjność Pulpecji. Owszem, taki
        typ mógł się komuś spodobać, ale żeby miała takie powodzenie? Wg.
        opisu pani MM Pulpa przedstawiała idealny obraz dziewczyny, na jaką
        faceci w tym wieku nie zwracają uwagi. Oczywiście mogę się mylić,
        ale mi to od początku zgrzytało. Przekonałby mnie może przykład
        dziewczyny o takim typie urody, uznanej za superatrakcyjną - bo
        jedyny, który przychodzi mi do głowy do Marylin Monroe, a do niej
        chyba Patrycji daleko...
        • anutek115 Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 19:36
          ako17 napisała:

          > Super forum, obawiam się czy nie włączam się za późno, czy już wątek
          > nie wygasa?

          Jełśi wygasa, a ktoś nowy go podnosi, to tylko lepiej, bo zawsze naświeże
          spojrzenie można liczyć :))). Przy okazji witam rówieśniczkę Natalii, też nią
          jestem, chociaż może mi się już teraz tylko tak wydaje ;))).

          Przekonałby mnie może przykład
          > dziewczyny o takim typie urody, uznanej za superatrakcyjną - bo
          > jedyny, który przychodzi mi do głowy do Marylin Monroe, a do niej
          > chyba Patrycji daleko...

          Przyznam, że ja oczyma duszy widzę Scarlett Johansson. Wiem, że ona jest
          szczupła, tyle, że... hojnie obdarowana przez naturę, ale mnie się własnie
          wydaje opływowa. Może przez tę hojność ;). Z tym, że mnie to nadal nie
          przekonuje, bo mnie w ogóle opinie o powalającym sex-appealu Scarlet nie
          przekonują, patrzę, patrzę i widzę hożą wiejską dziouchę, ale ja nie target...
          • dakota77 Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 19:50
            Ja widze troche Marylin Monroe, troche Scarlett, ale jedna i druga
            przy maksimum dobrej woli uwazam za superatrakcyjne, bo tak jak
            napisalas, to takie hoze wiejskie dziolchy. No nie lubie takiej
            urody. Poza tym czytajac opisy Pulpy mam wrazenie, z eona byla nie
            tyle oplywowa i kobieca, co wlasniwe tak rowno obfitsza, i zawsze
            mnie dziwia komentarze autorki, jak to wszystcy iwazaja ja sa
            niesamowicie atrakcyjna:).
            To znaczy, zeby to zle nie zabrzmialo, ja nie uwazam, zeby osoba
            tezsza nie mogla byc atrakcyjna. Tylko nie wierze, ze kazdy, ale to
            kazdy, kto zobaczyl Puple, uwazal ja za niesamowita pieknosc, a tu w
            ksiazkach same zachwyty.
            • black-apple Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 19:55
              I to przy minimum zainteresowania takimi seksbombami jak Aniella czy Laura! Ale
              wiadomo, nie ma lepszego lepu na mężczyznę niż czyste borejkowskie pochodzenie!
              • dakota77 Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 20:01
                No, samo nazwisko starcza za afrodyzjak:)
            • ako17 Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 22:00
              Tylko nie wierze, ze kazdy, ale to
              > kazdy, kto zobaczyl Puple, uwazal ja za niesamowita pieknosc, a tu
              w
              > ksiazkach same zachwyty.
              A no właśnie, o to chodzi... MOGŁA się podobać ale te wszystkie
              jacusie-wojtusie-marcelki - no i na końcu ten mroczny wilczur... nie
              ten typ, moim zdaniem. Owszem, trochę ciała mężczyźni lubią, ale
              tam 'gdzie trzeba'. A Pulpa to była po prostu tęga po całości. Oj,
              chyba nie w takich gustują licealiści. To samo zresztą z Żabą - joj,
              ta to już kompletnie aseksualna. Żeby nie było, że się nie znam -
              generalnie mam bardzo zgodny gust w kwestii urody kobiet z moim
              mężydłem, on oczywiście też nie jest wyrocznią, ale przynajmniej
              widzę, że moje oceny atrakcyjności kobiet nie są wzięte z kosmosu
              • szprota Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 22:22
                ako17 napisała:


                > A no właśnie, o to chodzi... MOGŁA się podobać ale te wszystkie
                > jacusie-wojtusie-marcelki - no i na końcu ten mroczny wilczur... nie ten typ,
                moim zdaniem. Owszem, trochę ciała mężczyźni lubią, ale tam 'gdzie trzeba'. A
                Pulpa to była po prostu tęga po całości.

                A tego, prawdę powiedziawszy, nie wiemy. Jest tylko napisane, że pulchna, ale
                zauważmy, że pulchna przy eterycznej i wiotkiej Natalii, smukłej ropuszce Idzie
                oraz wysokiej i o sportowej sylwetce Gabie. Ja sobie Pulpę wyobrażałam właśnie w
                kierunku Scarlett czy Marylin, duża pupa, spory biust, trochę brzucha, ale nie
                otyłą, tylko z lekką nadwagą. Taka osoba, jeśli jeszcze emanuje pewnością siebie
                i zdrową zmysłowością (a Pulpa emanowała), spokojnie mogła wydawać się
                atrakcyjna w oczach wielu.

                > To samo zresztą z Żabą - joj, ta to już kompletnie aseksualna.
                Bo Żaba to dziecko :) Piętnastoletnie wprawdzie, ale dziecko.
                • croyance Re: Siup, bo ciekawe... 03.09.10, 17:54
                  Dziewczyny, ale z ta pulchnoscia Marylin to mit przeciez. Owszem, byl taki moment, gdy po
                  niedonoszonej ciazy nieco przytyla (byla tez nieco grubsza na poczatku kariery), ale generalnie byla
                  bardzo szczupla:

                  www.inquisitr.com/wp-content/marilyn-monroe.jpg
                  www.wallpaperbase.com/wallpapers/celebs/marilynmonroe/marilyn_monroe_14.jpg
                  Na filmikach na youtube widac, ze byla wrecz filigranowa: miala zreszta, po swoich przodkach,
                  skandynawski typ urody i trudno porownywac ja ze slowianska Pulpa :-)
                  • szprota Re: Siup, bo ciekawe... 03.09.10, 23:53
                    croyance napisała:

                    > Dziewczyny, ale z ta pulchnoscia Marylin to mit przeciez. Owszem, byl taki
                    moment, gdy po > niedonoszonej ciazy nieco przytyla (byla tez nieco grubsza na
                    poczatku kariery), ale generalnie byla
                    > bardzo szczupla:


                    Fakt. Uległam stereotypowi. No to bo ja wiem, do Nigelli może bym tę Pulpę
                    przyrównała.
                    • slotna Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 02:16
                      Nigella imo jest otyla, z tym ze ma bardzo gruszkowata figure i szczupla twarz. W programach
                      zazwyczaj pokazuja ja od pasa w gore, a tam jest tylko pulchna.

                      Sytuacja z Pulpa kojarzy mi sie z moja nauczycielka historii z podstawowki, a potem liceum. Rozowa
                      blondynka, a jakze, mlodziutka (bylismy jej pierwsza klasa), przez 4 lata nie zauwazylam, ze jest
                      grupa, dopiero podczas zielonej szkoly i to nie sama z siebie, o nie! Bawilismy sie w podchody, ona
                      uciekala z klasa, ktorej byla wychowawca, mysmy gonili i ktos od nas spytal przypadkowego
                      przechodnia, czy nie widzial takiej pani, blondynki _przy__kosci_. Ze co, o kim mowa??? pomyslalam.
                      No szok! Kiedy ich dopadlismy, przyjrzalam sie. Pani dyszala nieco, oplywala potem, policzki jej sie
                      zaczerwienily mocno, a na sobie miala biala koszulke bez rekawow (taka jak Grzes nosil, hehe) i
                      szorty. Nagle wyraznie zobaczylam jej pulchne ramiona, wystajacy brzuch i solidne uda. Wiem, mloda
                      bylam, ale zdaje sie, ze faceci primo pozniej dojrzewaja ;) secundo czesciej nie zauwazaja takich
                      detali, bo smiem twierdzic w wypadku tej pani byl to detal. Taki typ po prostu. Energia, wdziek, te
                      sprawy. Z wiekiem jej zreszta przeszlo.
                      • truscaveczka Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 06:40
                        Jeśli Nigella jest otyła, to dla tych wszystkich fałdzistych pulp jak ja brakuje skali. Z granicy nadwagi i otyłości
                        powinnam przeskoczyć w chorobliwą otyłość, gdyby nie kierować się BMI a kryteriami postrzegania ludzi. Że
                        Nigella na pewno ma nadwagę, nie zaprzeczę. Ale otyłą nie śmiałabym jej nazywać.
                        • ananke666 Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 12:18
                          Nigella NIE jest otyła. OK, jest pulchna i ma duży, a nawet bardzo duży tyłek,
                          ale otyła nie jest.
                          No i jak na swój wiek jest ogromnie atrakcyjną kobietą. Mimo nadwagi i zadka.
                          • slotna Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 13:41
                            > Nigella NIE jest otyła. OK, jest pulchna i ma duży, a nawet bardzo duży tyłek,
                            > ale otyła nie jest.
                            > No i jak na swój wiek jest ogromnie atrakcyjną kobietą. Mimo nadwagi i zadka.

                            Ja uwazam, ze jest przesliczna, nie biorac nawet pod uwage wieku. Co nie zmienia faktu, ze kiedy widzialam ja na jakiejs gali w calosci doznalam lekkiego szoku: w tych programach kuchennych naprawde wydaje sie dwa razy mniejsza.
                            • kaliope3 Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 16:31
                              Czy ona przypadkiem nie skacze z tą wagą?Raz jest pulchniejsza,potem znowu
                              chudnie i tak w kółko.Moim zdaniem jest po prostu piękną kobietą
                        • kaliope3 Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 16:34
                          truscaveczka napisała:

                          > Jeśli Nigella jest otyła, to dla tych wszystkich fałdzistych pulp jak ja brakuj
                          > e skali. Z granicy nadwagi i otyłości
                          > powinnam przeskoczyć w chorobliwą otyłość, gdyby nie kierować się BMI a kryteri
                          > ami postrzegania ludzi. Że
                          > Nigella na pewno ma nadwagę, nie zaprzeczę. Ale otyłą nie śmiałabym jej nazywać
                          > .
                          Co Ty piszesz Truskaweczko,naprawdę;)W życiu bym się nie zgodziła ( nie w
                          kwestii Nigelli)
                      • klymenystra Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 19:18
                        Yyy... znaczy, ze ja tez jestem otyla. Czyli jednak dieta stala sie warunkiem sine qua non mojej egzystencje :(
                        • kaliope3 Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 21:33
                          Jezu,otyli to są bohaterowie Fat Surgeons. Obejrzyjcie sobie na travel & living
                          jak się zmniejsza żołądki takim nieszczęśnikom, osobom wrażliwym jednak nie polecam
                          • black-apple Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 22:39
                            Patrząc na posty forumowiczek, dochodzę do wniosku, że przyporządkowanie Nigelli
                            do określonej kategorii typu otyła, pulchna czy ofiara efektu jo-jo zależy w
                            głównej mierze od tego, ile sam przyporządkowujący waży. Może by tak ustalić
                            konkretne granice między byciem pulchnym a już otyłym, bo mam wrażenie, że tymi
                            określeniami szafuje się wedle zasad kurtuazji czy też bezpośredniości.

                            A Pulpa to dla mnie stereotypowa Słowianka przy kości :D
                            • black-apple Re: Siup, bo ciekawe... 04.09.10, 22:43
                              Żeby mnie ktoś znów za słówka nie łapał czy nad interpretował: Pulpa idealnie
                              odzwierciedla dla mnie jeden z wielu istniejących i popularnych typów ludzi z
                              Europy Wschodniej, czyli blondynki o błękitnych oczach z lekką nadwagą,
                              hołubiąca przyrodzie i niezwykle energiczna i zaradna życiowa. Wierzcie mi,
                              zdarzyło mi się wpaść na parę Pulpo-podobnych Słowianek za granicą :)
                            • nessie-jp Re: Siup, bo ciekawe... 05.09.10, 00:39
                              > konkretne granice między byciem pulchnym a już otyłym

                              Takie granice istnieją. Otyłość to pojęcie medyczne, oznaczające nadwagę
                              zagrażającą zdrowiu, definiowaną jako BMI powyżej 30.

                              Tylko że
                              • slotna Re: Siup, bo ciekawe... 05.09.10, 15:16
                                Masz racje zasadniczo. Ale bez przesady, Nigella mnie nie czyta i raczej jej sie przykro nie zrobi. Chociaz moglam napisac po prostu: nie, Nigella jest znacznie grubsza, niz opisana Pulpa, fakt.

                                A ze jej waga najwyrazniej skacze juz wiem, bo po guglalam po obrazkach. Wiele jest znacznie szczuplejszych niz to, co mam przed oczami.
                            • ananke666 Re: Siup, bo ciekawe... 08.09.10, 21:05
                              black-apple napisała:

                              > Patrząc na posty forumowiczek, dochodzę do wniosku, że przyporządkowanie Nigell
                              > i
                              > do określonej kategorii typu otyła, pulchna czy ofiara efektu jo-jo zależy w
                              > głównej mierze od tego, ile sam przyporządkowujący waży.

                              Niekoniecznie. Ja Nigelli nie uważam za otyłą, a nie jestem specjalnie gruba. Tzn, mówię i myślę o sobie "gruba" - głównie ze względu na bardzo chudą młodość - ale obiektywnie tak nie jest, od optymalnej wagi dzieli mnie raptem 5-6 kilo. Żadna ze mnie sylfida, ale i żadna nadwaga.

                              > A Pulpa to dla mnie stereotypowa Słowianka przy kości :D

                              Dla mnie też.
                  • turzyca Re: Siup, bo ciekawe... 07.09.10, 16:03

                    > Dziewczyny, ale z ta pulchnoscia Marylin to mit przeciez.

                    Wiesz, ogladalam kiedys film z MM, niestety jednym okiem, wiec nie pamietam tytulu, ale jedna scena zapadla mi w pamiec: MM stoi w bialej sukience bez rekawow i robi wyrzuty facetowi lezacemu na kanapie. Filmowana jest z boku, nieco z tylu i widac przepiekny, cudowny, zachwycajacy, niesamowcie apetyczny doleczek w lokciu.
              • nessie-jp Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 22:25
                Bo ja wiem... Miałam w grupie taką koleżankę, Małgorzatkę, jasnowłosą, wysoką,
                postawną, różową, pewną siebie jak sam Szatan, wesolutką i emanującą radością
                życia i poczuciem własnej wartości. Chudzina z niej nie była, biust miała
                ponadprzeciętny, a powodzenie takie, że koleżankom zęby zgrzytały na samą myśl :)

                (Obgadywały ją zresztą niemiłosiernie, że niby taki biust to trzeba zmniejszyć,
                że odchudzanie by się przydało, że włosy brzydko rozjaśniane i żółtawe, że taką
                cerę to trzeba korygować żółtym bronzerem itepe itede...)

                Co i rusz nawiązywała, a potem zrywała z hukiem jakąś znajomość damsko-męską, z
                tym że była osobniczką uczciwą i jak jej się spodobał ktoś nowy, to poprzedni
                był o tym fakcie informowany
                • ako17 Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 22:32
                  >nie przyszło mi do głowy, że to konkurencja jest, a nie przedmiot
                  zachwytu
                  yyyyyy.... :D

                  na mnie Pulpa w Pulpecji robiła takie wrażenie jak na IG potem jak
                  sobie rozgniatała komary a obleczona była w kostium kapielowy(już
                  nie pamiętam co to był za tom). Żaba - no tak, dziecko ale Żeromscy
                  za nią szaleli, czyż nie? niby z jakiej racji?
                  • nessie-jp Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 22:42
                    > zachwytu
                    > yyyyyy.... :D

                    Cóż chcesz, podobał mi się taki jeden, ale leciał niemożliwie na Małgorzatkę. A
                    ja zamiast Małgorzatce przydzwonić w ucho i ukryć zwłoki za tapczanem jeszcze
                    bardziej ją podziwiałam, no bo oczywiście, ona taka piękna, a ja taka zwyczajna.
                    Niektórzy późno dojrzewają umysłowo... :)


                    > Żaba - no tak, dziecko ale Żeromscy
                    > za nią szaleli, czyż nie? niby z jakiej racji?

                    Tego w ogóle nie rozumiem, zwłaszcza że po okładce sądząc, Zaba wygląda jak
                    emerytowana pani bibliotekarka z zaburzeniami wzrostu. :/ Ewidentnie
                    • black-apple Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 23:43
                      Miałam wrażenie, że wysłałam tego posta lecz nigdzie skubanego nie mogę dojrzeć.
                      No nic, wysyłam jeszcze raz.

                      Ja nie wierzę w to, że ani przez moment Pałysom nie zechciało się wyprowadzić z
                      piwnicznego mieszkania do lepszego lokum. Nie mówiąc o wprowadzeniu tego w
                      życie. Nawet obecność borejkowskiego ciepełka i świętej poznańskiej, opiekunki
                      Jeżyc nie zmienia faktów że:

                      - nasłonecznienie mieszkania jest słabe;
                      - przez okna do środka wpadać mogą śmieci wypuszczone przez ludzi, liście, etc.;
                      - robactwo może wpełznąć i pozostać;
                      - mieszkanie pod poziomem ziemi jest - lekko - przerażające;
                      I najlepsze zostawiłam na koniec:
                      - za oknem widać ludzkie nogi

                      Nie wierzę w to tym bardziej, że nie sprzykrzyło im się mieszkanie w sutenerze
                      przez ponad piętnaście lat (nie jestem pewna, ale coś koło tego). Mieli
                      wystarczającą ilość czasu na znalezienie lepszego lokum, choćby i bliski
                      Borejków, skoro tak im na tym zależy. Fundusze na mieszkanie dla Pyzy i Fryca
                      znaleźć mogli, to czemu skąpili sobie i własnym dzieciom?
                      • nessie-jp Re: Siup, bo ciekawe... 29.08.10, 23:53
                        black-apple napisała:

                        > Klnę się na wszystkie znane mi świętości, że przed paroma minutami nie mogłam
                        > ujrzeć tego pierwszego postu.

                        To ja wyjaśnię jeszcze raz, bo przypadkiem wiem, o co tu chodzi.

                        Od pewnego czasu, odkąd fora Gazety się rozrosły, muszą być obsługiwane przez
                        wiele serwerów. Każdy z tych serwerów okresowo łączy się z innymi i wymieniają
                        się nawzajem danymi, synchronizując je
                      • filifionka-listopadowa Re: Siup, bo ciekawe... 30.08.10, 15:59
                        Ha! Podjęłam się nawet wyprawy na ul Borejków 5 by tą obskurną suterenę
                        obejrzeć. W rzeczywistości jest ona niezagospodarowana, przemile obskurna a okna
                        w swej łaskawości sięgają do mi do kolan. Bardzo brudne okna, ponieważ ulicą,
                        jak u Perfektu, hula wiatr i niesie różnej maści syf, w korkach stoją samochody
                        i zostawiają smugi spalin. W środku ciemno i prędzej trzymałabym dziecko w
                        blokach na Norwida niż tam.
    • altariel2 Re: Nie wierzę.. 03.09.10, 13:15
      Nie wierzę w ciepły tolerancyjny i otwarty dom. To raczej dom, w którym panują patriarchalne stosunki rodem niemal ze śedniowiecza. Nestorom rodu/starszym wolno wszystko, nawet jeśli krzywdzą innych. Należy ich szanować i wielbić bo tak, nawet jeśli robią i mówią ewidentne głupstwa. A te 'ksywki' dmowe. Obrazujące bądź co bądź 'niedociągnięcia' Matki Natury.(Oprócz 'wyrodnego' Tygrysa, która wszakże sama sobie nadała to przezwisko) W takim 'ciepłym i otwartym' domu? Na dziecko z zezem mówiliby "Zezulek" a na trochę nieporadne "Gapa"? Świetnie, nie ma to jak wsparcie w rodzinie...

      Nie wierzę w związek Nutrii i Robrojka. Nie chodzi o to, że związek taki nie mógłby być sczęśliwy, ale, że sama MM pokazała nam we wcześniejszych tomach, że Nutria może być szczęsliwa tylko z kimś o podobnie czułej i artystycznej duszy. A tu wepchnęła ją w objęcia kolejnego de facto Tunia, który 'będzie za nią decydował'. Przecież oni nie mają żadnych wspólnych tematów! Robrojek do tego ma w sobie tyle piękna i uduchowienia co zdechła mysz na burym dywaniku...

      Nie wierzę, że św. Gabryjela opisana tak jak została opisana mogła zachowywać się w sposób tak kompletnie pozbawiony taktu i wyczucia jak robiła to w stosunku do Natalii. Wpychać jej na siłę siostrzenice, kiedy WIE, że Nutria nie radzi sobie z dziećmi? Albo z Robrojkiem. Skoro tak jej żal Roberta, to było samej się za niego machnąć, zamiast wpychać uduchowiona siostrę w objęcia tego Smutnego Szczurka. Jak znam osoby typu Natalii, to po tekście "Żal nam tylko Roberta (...)Ktoś musiał przegrać. Szkoda, że to znów on" zerwałyby zzręczyny, nawet gdyby były przekonane, że to miłość ich życia, nie mogąc znieść ciężaru poczucia winy wobec starego przyjaciela rodziny. Kurczę, samej byłoby mi ciężko, i na pewno ślub nie byłby dla mnie specjalnie radosnym wydarzeniem a do wrażliwców 'których można zranić listkiem rózy' to nie należę.

      Nie wierzę w genialne dzieci. MM nie umie po prostu opisywać mysli i uczuć dzieci i robi z nich 'starych malutkich'. Pardoksalnie najbardziej realistyczny z 'małych geniuszy' jest chyba Ignaś... Józinek słuchający Rammsteina... proszę... plus troskliwa rodzina, któr za wszelką cenę chce chronić swe poziechy przed kontaktami z 'miłosnikami muzyki metalicznej' (IB, chyba w Pulpecji) nie zainteresowali się jakie wartości głosi Rammstein(komunizm). Wysoce nieprawdopodobne.
      Potem Łusia "Grammar Nazi' Pałys... Ja rozumiem, że dzieci potrafią mieć różne fascynacje, nawet gramatyką, ale MM troszkę przesadziła. I to ciągłe piętnowanie Ani (i Nory w zasadzie też)... No ale rozumiem Pulpa śmiała wyrwać się z zaklętego Borejkowskiego kręgu, to płacić za to będzie do 7 pokolenia;)

      W sumie naszła mnie taka refleksja, że MM po prostu nie potrafi prowadzić fajnych męskich bohaterów. Akceptowalny Mężczyzna w Jeżycjadzie, to albo Senior Nestor Godny Starzec, albo Smętny Kwapiszon stroniący od maszynki do golenia. Wprowadza postacie 'z ikrą' (Pyziak, Filip, Wolfi) ale tylko jako oszołomione wzdychulce, potem ewidentnie nie wie jak ich dalej prowadzić więc 'wypacza' ich czym prędzej, przekształcając w Podłe Parszywe Patafiany. Nawet jesli kupy to sie nie trzyma.
      • black-apple Re: Nie wierzę.. 03.09.10, 16:58
        Absolutnie się z Tobą zgadzam i podpisuję pod Twoim postem wszystkimi moimi
        czarnymi gałązkami.
      • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 03.09.10, 17:44
        altariel2 napisała:
        > A tu wepchnęła ją w objęcia kolejnego de facto Tunia, który 'będzie za nią decy
        > dował'. Przecież oni nie mają żadnych wspólnych tematów! Robrojek do tego ma w
        > sobie tyle piękna i uduchowienia co zdechła mysz na burym dywaniku...

        Altarliel, boski opis! W trymiga pakuje do cycatów!

        MM nie miala sama pewnosci, czy aby nie zostawic pasywnej, bezwolnej Nutrii z
        gniewliwym, agresywnym i zazdrosnym Nerwusem (ale wszak artysta! To by bylo tak
        piekne, gdyby po slubie bil ja swoimi organami, z milosci oczywiscie), ale
        zadecydowal Czeslaw Milosz. Tak, to ten wlasnie noblista wepchnal Nutrie w
        objecia smetnej firany ze szczura na dywaniku! :D
        • mama_kotula Wierzę w genialne dzieci. 04.09.10, 13:18
          W Łusię grammar nazi też.
          Wierzę, bo mojemu dziecku lat 6 zdarza się budzić ze słowami "mamo, jak się
          pisze (liczba) po rzymsku". Wierzę, bo ulubionymi zabawami moich dzieci w wieku
          wczesnoprzedszkolnym były zabawa w homonimy i synonimy. Wierzę, bo mój syn lat 7
          z własnej woli studiuje właśnie uklad okresowy pierwiastków. I nie słuchają
          Rammsteina, tylko z upodobaniem - Los Trabantos o odstrzelonym łbie w rabatkach.
          • doratos Re: Wierzę w genialne dzieci. 07.09.10, 12:54
            A ja wierzę w atrakcyjność Patrycji,
            na tej samej zasadzie jest atrakcyjna Aniella,
            bo one wierzą w to że są piękne,
            nie mają kompleksów,są wesołe,i nie umartwiają się
            drobnymi niedociągnięciami typu nadwaga,długi nos itd.
            to naprawdę działa na innych!
            • filifionka-listopadowa Re: Wierzę w genialne dzieci. 07.09.10, 16:06
              Powiem tak: wierzę w atrakcyjność, nie wierzę w ilość absztyfikantów przewijających się w tak krótkim czasie.
          • altariel2 Re: Wierzę w genialne dzieci. 09.09.10, 22:25
            A czy ja napisałam, że to niemożliwe. Napisałam TYLKO, że MM przesadziła. Przepraszam, niedokładnie się w swoim poście wyraziłam, chodziło mi nie konkretnie o Łusię i jej fiksację gramatyczną (w to wierzę, bo moje własne dziecko, wcale nie wybitne potrafi się o dziwniejsze rzeczy pytać), ale o to, że MM przesadziła z 'ugenialnianiem' dzieci. Czytając odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi, dziwnym zrządzeniem losu zamkniętymi w ciałkach kilkulatków. Wszak mała Pulpa i Nutria też przerzucały się sentencjami a jednocześnie sprawdzały czy 'gupa kaczka' utonie... Chodziło mi o ten rozdźwięk pomiędzy dziećmi ze starej i nowej Jeżycjady:)
            Co do słuchania, to nie mam nic do Rammsteina (sama słucham metalu), chodzi mi o to, że rodzina, która tak dba o 'odpowiednie wzorce do nasladowania' i aby dzieciątka nie stykały się z nieodpowiednimi wartościami nie sprawdziła czego słucha 9 letnie dziecko!
    • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 07.09.10, 16:20
      Nie wierzę w poważną, dojrzałą Aurelię spotykającą się przez wiele lat z młodszym, dziecinnym Konradkiem. Nie wierzę, że spotykaliby się tak i spotykali przez co najmniej 7 lat, aby w końcu po uzyskaniu dorosłości przez Konradka błyskawicznie wziąć ślub.
      • marslo55 Re: Nie wierzę.. 08.09.10, 15:22
        nessie-jp napisała:
        "Nie wierzę, że spotykaliby się tak i spotykali przez co najmniej 7 lat, aby w końcu po uzyskaniu dorosłości przez Konradka błyskawicznie wziąć ślub."
        A ja nie wierzę, że taki koleś jak Konrad, gdyby istniał rzeczywiście, pozwoliłby swojej ślubnej w kółko chodzić z brzuchem. Na pewno mielibyśmy dużo jęczenia o karierze, priorytetach życiowych i brudnych pieluchach rozbijających wene twórczą.
        • black-apple Re: Nie wierzę.. 08.09.10, 15:48
          Nie wierzę, że Aurelia nazwałaby swoją pierworodną na cześć Gabrysi a zapomniałaby o najbliższej żyjącej jej osobie - Kresce - nie mówiąc o Ewie, swojej matce! A, babcia (zapomniałam jej imienia) Jedwabińska też wydała mi się dostatecznie dla niej bliska aby takie prawdopodobieństwo mogło zaistnieć.
          • szprota Re: Nie wierzę.. 08.09.10, 16:19
            black-apple napisała:

            > Nie wierzę, że Aurelia nazwałaby swoją pierworodną na cześć Gabrysi a zapomniałaby o najbliższej żyjącej jej osobie - Kresce - nie mówiąc o Ewie, swojej matce! A, babcia (zapomniałam jej imienia) Jedwabińska też wydała mi się dostatecznie dla niej bliska aby takie prawdopodobieństwo mogło zaistnieć.

            Babci było na imię Marta :)
        • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 08.09.10, 22:03
          marslo55 napisała:
          > A ja nie wierzę, że taki koleś jak Konrad, gdyby istniał rzeczywiście, pozwolił
          > by swojej ślubnej w kółko chodzić z brzuchem. Na pewno mielibyśmy dużo jęczenia
          > o karierze, priorytetach życiowych i brudnych pieluchach rozbijających wene tw
          > órczą.

          Eno, w to akurat wierzę.
          Konradek z gatunku "niebieski ptaszek", wszak dziecko i brzuch ślubnej jemu weny nie rozbija, bo go bezpośrednio nie dotyczy, to nie on chodzi z pasożytem w brzuchu, to nie on potem wstaje w nocy, to nie on się martwi trudami wychowawczymi. Podejrzewam, że w tym stadle Konradek wiedzie sobie kawalerski artystyczny żywot, pukając Orelkę od czasu do czasu bez oglądania się na konsekwencje, bo i co go te konsekwencje obchodzą, on jest artysta, on nie ma czasu na przyziemne sprawy jak jakieś tam pieluchy, ślubną można ujaić z dzieciątkiem, dzieciątko gdzieś tam w tle, a pan ma wenę i depresję twórczą. Znam wieeelu takich panów. Sytuacja jak najbardziej prawdopodobna.
          • black-apple Re: Nie wierzę.. 08.09.10, 22:11
            Jest sporo prawdy w tym, co piszesz. Też znam wielu takich panów, głównie przedstawicieli artystycznych środowisk i młodych twórców w typie Konrada. Niestety dla swoich partnerek, ustawicznie je zdradzają i raczej średnio ich obchodzą sprawy rodzinne. Dlatego trudno mi idzie uwierzyć, że mogą być szczęśliwym i kochającym się małżeństwem. Pewien rodzaj przywiązania opartego na głodzie miłości i niezbyt szczęśliwym dzieciństwie (mam na myśli udział rodziców w wychowaniu) rozumiem, ale gdyby nie musierowiczowski parasol ochronny roztoczony nad ich głową, typowałabym, że drogi Konradek korzysta z życia na całego, ze szkodą dla Aurelii i jej córeczek.
            • doratos Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 11:34
              Ej dziewczyny trochę więcej wiary w miłość i facetów!Nie wszyscy są tacy jak piszecie,bywają
              tacy co potrafią wstawać po nocach do dziecka.
              Natomiast pary dobierają się ze sobą najdziwniejsze i są ze sobą szczęśliwi,mimo odmienności
              charakterów!
            • anutek115 Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 11:47
              black-apple napisała:
              Dlatego trudno mi idzie uwierzyć, że mogą być szczęśliwym i koch
              > ającym się małżeństwem.

              No bo nikt nie pisze, że są, nawet MM w sumie nie.

              Wielokrotnie tu pisałam, że dla mnie jest to najgorzej rokująca jako "szczęśliwe małżeństwo" para Jeżycjady (ale ja nie jestem obiektywna, bo nienawidzę żywiołowo Konradka od pierwszego wejrzenia), aczkolwiek - z racji charakteru Aurelii - nie jest to para do rozwodu. Moim zdaniem to jest małżeństwo dokładnie takie, jak je Kotula opisała - on sobie żyje własnym życiem, nie obchodzą go "przyziemne sprawy", bo on to przecież pan ahrtysta, co nad poziomy wylata, a ona jest go uczepiona jako jedynej znanej jej realności, usunięta w cień, bo szans na zrozumienie pana ahrtysty nie ma żadnych (o czym jej się niewątpliwie często przypomina), cały swój swiat ograniczyła do dwóch córek i ich wychowania, no i do usuwania ahrtyscie każdego pyłku spod stóp, bo inaczej on odejdzie i cały jej poukładany swiat runie jak domek z kart (IMHO, on nigdy nie odejdzie, wie chłopak, jak się urządzić, żeby mu było dobrze i żeby mógł robić wszystko, na co ma ochotę nie narażając się na dąsy, awantury i żądania).

              Pewien rodzaj przywiązania opartego na głodzie miłości
              > i niezbyt szczęśliwym dzieciństwie (mam na myśli udział rodziców w wychowaniu)
              > rozumiem, ale gdyby nie musierowiczowski parasol ochronny roztoczony nad ich gł
              > ową, typowałabym, że drogi Konradek korzysta z życia na całego, ze szkodą dla A
              > urelii i jej córeczek.

              Całkiem możliwe, że korzysta, w dodatku wcale nie widzę tego parasola MM - to znaczy, gdyby MM o nich pisała na pewno opisywani byliby jako szczęśliwe stadło. Ale nie są opisywani prawie wcale. Aurelia występuje w charakterze szemrzącej wierzby płaczącej, która "będzie miała DZIECKO!!!!", o jej małżeństwie wspomina pani Sznytek, która oczywiscie niewiele wie, a Konrada jako męża widzimy raz, jak czeka na Aurelię, która poszła odwiedzić Świętą Poznańską w szpitalu. I nie wiemy, czemu czeka, i czemu jest niespokojny, może dlatego, że durna baba się włóczy i zostawia go z bachorem, a on musi koniecznie wyjść i to natychmiast, i czy gdyby ona była dobrą żoną to by tego nie wyczuła?!!!!

              Aha, i nie zgadzam się, że Konrad "pozwala" żonie chodzić "bez przerwy" z brzuchem. Bez przesady, to tylko dwoje dzieci w jakimś całkiem racjonalnym odstępie, nawet, gdybym wierzyła, że planowane i wytęsknione przez Konia to też bym nie uznawała, że to jakaś szczególna ilość, i szczególny czas "chodzenia bez przerwy z brzuchem". Nie takie rzeczy się widziało - i w Jeżycjadzie, i, tym bardziej, w realu.
              • ananke666 Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 13:52
                > usunięta w cień, bo szans na
                > zrozumienie pana ahrtysty nie ma żadnych (o czym jej się niewątpliwie często pr
                > zypomina),

                Zgadzam się prawie ze wszystkim - wyjątek to powyższe. Przypuszczam raczej, że Konio z Aurelią owszem, rozmawia na tematy nad poziomy wylatające. I głównie na te. Rozumiesz, on zasuwa o świetle u Wyspiańskiego, a ona słucha, zgadza się, wtrąca swoje uwagi, a kątem świadomości zastanawia się, czy po zapas pieluch iść jutro czy pojutrze i czy lekkie stękanie, które dobiega z łóżeczka oznacza dogłębne obserwacje szmacianego słonia czy może jednak wykonywaną kupkę. To ona oczywiście tę kupę usunie i będzie przy tym umiała myśleć o Chagallu. On nie, z oparów sztuki do kupy nie spadnie.

                Innymi słowy, on wylata nad poziomy, ona lata z nim, ale co poniżej, to już jest jej.
                • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 14:22
                  Uż, cholera. Jakbym widziała siebie i chłopa - tylko że nie o świetle u Chagalla było, a o poezji współczesnej... Ale ewentualne rzygi Potomstwa sprząta chłop :P
              • kooreczka Konrad- "Trzpiotka" 09.09.10, 16:29
                Znacie to opowiadanie Czechowa o małżeństwie lekarza i kobiety z pretensjami do bycia artystką? Jak tylko przeczytałam, że są razem stanęło mi to przed oczami. MM pewnie oszczędzi im smutnego końca, ale ja jak żywo widzę pełną dobrych chęci Aurelię i Konrada "co ona tam wie".
              • slotna Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 22:02
                Aurelii z "Zaby" w ogole nie przyjmuje do wiadomosci, dalszych czesci nie czytalam. Natomiast Aurelia z "Dziecka piatku" nie dosc, ze sama wykazuje artystyczna nature (obrazy, swiatlo, zachwyt nad Koziowymi lalkami), to na Konrada patrzy nieco z gory, jak na troche nadete, ale w gruncie rzeczy sympatyczne, uzdolnione dziecko: "byl taki zabawny i ladny", jakos tak. Ona byla bardzo inteligentna i oryginalna, nie sadze, zeby dala z siebie zrobic pojekujaca kure domowa. Ze niby sie dala? NIE WIERZE ;))
                • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 23:19
                  > Aurelii z "Zaby" w ogole nie przyjmuje do wiadomosci,

                  Ja też nie. Przede wszystkim za ten absurdalny, z doopy za przeproszeniem wzięty pomysł, żeby z niej zrobić nauczycielkę. Polskiego. Nauczycielkę. W gimnazjum. Z introwertycznej, zamkniętej w sobie, "dziwnej", odsuniętej od świata, obserwującej go bystrze, ale zawsze z niejakim zdziwieniem dziewczyny zainteresowanej światłem i malarstwem zrobić cholera jasna NAUCZYCIELKĘ cholera jasna POLSKIEGO.

                  Bo na przykład żeby studiowała reżyserię i była operatorem kamery, czyli taką osobą, która z fascynacją zza kadru rejestruje świat, to już w Jeżycjadzie miejsca nie było. Albo żeby została bystrą dramatopisarką, tworzącą nieco surrealistyczne dzieła. Albo scenografką. Albo projektantką opraw oświetleniowych do licha ciężkiego no!

                  Dlaczego u diabła akurat wycofana Aurelia, córka nieznoszącej swojej pracy nauczycielki, zupełnie niezainteresowana polonistyką, miałaby zostać NAUCZYCIELKĄ? I to w dodatku nie plastyki, tylko akurat polskiego? Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Honolulu.

                  Ja już się nie dziwię, że MM posyła swoich bohaterów do tak tragicznie złych szkół, skoro sama wypycha do zawodu nauczyciela postaci zupełnie do tego nieprzystosowane ani niezainteresowane pedagogiką.
                  • slotna Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 02:11
                    O tak, przeslicznie to ujelas. Nalezy sie jelitko :) Dawno czytalam i przelotem (zawzielam sie i powiedzialam, ze nie kupie - ostatnia mam "Kalamburke" i nie lubie, a "Jezyk Trolli" kupilam zaraz jak sie ukazal i sprzedalam czem predzej), ale pamietam, ze najpierw bylo wtf!!! nauczycielka!!! a zaraz potem urwalo mi od hildeeeeee-gaaaa-aaardy.
                  • teano1 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 13:25
                    nessie-jp napisała:

                    > > Aurelii z "Zaby" w ogole nie przyjmuje do wiadomosci,
                    >
                    > Ja też nie. Przede wszystkim za ten absurdalny, z doopy za przeproszeniem wzięt
                    > y pomysł, żeby z niej zrobić nauczycielkę. Polskiego. Nauczycielkę. W gimnazjum

                    Ktoś w tym stadle musiał mieć stałą i pewną pracę i stały oraz regularny dochód. A przecież nie autysta Konuad, czyż nie?
                    Ktoś musiał się poświęcić, a przecież nie autysta Konuad.

                    Więc kto?
                    • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 14:41
                      > Ktoś w tym stadle musiał mieć stałą i pewną pracę i stały oraz regularny dochód

                      No dobrze, to jestem w stanie zaakceptować, ale dlaczego akurat POLSKIEGO miałaby Aurelia uczyć? Odpowiedź: bo MM nie chciało się sekundę pomyśleć. Bo wetknęła pierwszą lepszą wylosowaną z kapelusza postać żeńską jako nauczycielkę polskiego Hitletatli. Nieważne, co to za postać żeńska.

                      Jak piszę, Aurelia spokojnie mogłaby mieć stały dochód i zarabiać na upiornego Konradka, projektując witrażowe klosze do lamp. Byłoby to zdecydowanie bardziej "in character", jak to się mówi w przypadku fanfików, niż zrobienie z niej nauczycielki polskiego.

                      Ciekawe, czy Elka Kowalik też uczy polskiego wiotkie, wielkookie dziatki.
                      • teano1 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 17:09
                        nessie-jp napisała:

                        > Ciekawe, czy Elka Kowalik też uczy polskiego wiotkie, wielkookie dziatki.
                        >
                        Nie. Elka Kowalik uczy polskiego wiotkie pomarszczone dziadki ;)
                        BP NMSP ;) :D
                  • black-apple Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 16:24
                    I to jest dla mnie kandydat do Irytacji Jeżycjadowej. Gdziekolwiek się nie spojrzymy, tam poloniści. I to dobrzy, serdeczni, szanujący uczniów, uprzejmi i do tego niezwykle mądrzy jak legendarni wschodni mędrcy. Niezłe ich nagromadzenie jak na borejkowskie środowisko. Dla mnie to ewidentny przykład personal bias pani Musierowicz. Aurelia nijak nie pasuje do zawodu polonisty, zresztą podobnie jak Nutria. Naszpana nie skomentuję, bo dla mnie jest pustą wydmuszką o ciekawej aparycji, wielbionym jak młody bóg za wrażliwość muzyczną (okazaną raz jeden) i zamiłowanie do gramatyki (przez małego grammar nazi). Och, zapomniałabym: za łacińskie nazwisko również!

                    When I grow up, I want to be a forester
                    Run through the moss on high heels
                    • kooreczka Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 19:45
                      Ja nie wierzę w Aurelię w ogóle, a szczególnie w to, że uczniowie "nie chcieliby robić jej przykrości". Takie osoby w gimnazjum zjada się żywcem. Nasza ulubiona polonistka była świetnym pedagogiem, ale potrafiła walnąć linka w stół i huknąć na 30 małpoludów, tak, że im w pięty poszło, tudzież rzec, że "Hamlet to świnia, co się zowie, przespał się z Ofelią i potem wypierał się obietnic" i sprawić, że etatowy żul szkolny twierdził, że "cała ta Zemsta poryta była, ale Klara spoko laska, a Papkin był zajebisty oszołom" i wiedział o czym mówi. Ciekawe, co Aurelia zrobiłaby, na widok lektyki skleconej z drzwi do męskiej toalety- a to był jeden z bardziej cywilizowanych wybryków bardziej cywilizowanej klasy.
                • teano1 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 13:21
                  slotna napisała:

                  > Ona byla bardzo inteligentna
                  > i oryginalna, nie sadze, zeby dala z siebie zrobic pojekujaca kure domowa. Ze
                  > niby sie dala? NIE WIERZE ;))
                  >
                  W to akurat wierzę. Miłośc różne rzeczy robi z ludźmi :D
                  Samotnośc, lęk, strach, czasem nawet nuda - też.
    • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 13:24
      Nie wierzę, że w domu na Krasińskiego 10 (?) głęboką nocą Aniella słyszała zapowiedzi przez megafon na Dworcu Głównym. To jest po prostu niemożliwe nawet najgłębszą i najcichszą nocą, zważywszy odległość oraz ukształtowanie terenu. A poza tym pamiętajmy, że w dużym mieście w nocy nigdy nie panuje cisza idealna.
      • maryboo Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 13:51

        the_dzidka napisała:

        > Nie wierzę, że w domu na Krasińskiego 10 (?) głęboką nocą Aniella słyszała zapo
        > wiedzi przez megafon na Dworcu Głównym. To jest po prostu niemożliwe nawet najg
        > łębszą i najcichszą nocą, zważywszy odległość oraz ukształtowanie terenu. A poz
        > a tym pamiętajmy, że w dużym mieście w nocy nigdy nie panuje cisza ideal
        > na.
        >

        Ja bym powiedziała, że to przede wszystkim niemożliwe dlatego, że komunikaty dworcowe w 99% są niemal niemożliwe do odszyfrowania, nawet stojąc pod samym megafonem; przekonuję się o tym co roku w drodze na wakacje ;)
        • ananke666 Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 13:58
          > Ja bym powiedziała, że to przede wszystkim niemożliwe dlatego, że komunikaty dw
          > orcowe w 99% są niemal niemożliwe do odszyfrowania, nawet stojąc pod samym mega
          > fonem; przekonuję się o tym co roku w drodze na wakacje ;)

          1% zrozumiałych i nawet dość wyraźnych też się trafia, ale rzadko :)
          Reaguję na bełkot i charczenie dobiegające z głośników głównie wtedy, kiedy rozlega się mniej więcej w porze przyjazdu pociągu i w dodatku jest za zimno, żeby sterczeć na peronie. Tego, co usłyszałam na dworcu Warszawa Zachodnia w pewne zimowe popołudnie święty by nie odcyfrował.

          Kiedyś niezwykłej urody komunikat usłyszała moja siostra na zapyziałej stacji kolejowej gdzieś na Górnym Śląsku. Zrobił na niej takie wrażenie, że zapamiętała go na całe życie. Jak do niej zadzwonię, to Wam wstawię.
          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 02:51
            > Kiedyś niezwykłej urody komunikat usłyszała moja siostra na zapyziałej stacji k
            > olejowej gdzieś na Górnym Śląsku. Zrobił na niej takie wrażenie, że zapamiętała
            > go na całe życie. Jak do niej zadzwonię, to Wam wstawię.

            Wstaw, wstaw :)

            U nas w rodzinie do dzisiaj wspomina się komunikat z Gdańska Głównego, gdy pani przez megafon usiłowała namówić pasażerów zepsutego pociągu, żeby zmienili go na inny. "Pasażerowie proszeni są o przesiąście... przesiąd... przesiadanie... dnięcie... eeee! prosimy się PRZESIĄŚĆ!"
            • 7czerwiec2011 A ja wierzę 03.07.11, 20:21
              Mam koleżankę mieszkającą w okolicach dworca (co prawda nie w Poznaniu, ale dalej niż Krasińskiego od dworca PKP w Poznaniu, bo ok. 3-4 przystanków), która w nocy dosyć wyraźnie słyszy komunikaty o nadjeżdżających pociągach! Więc wierzę w to jak najbardziej :)

              Poza tym, nie wiem jak w 1986, ale teraz w Poznaniu pociągi zapowiadane są naprawdę wyraźnie, wyraz po wyrazie, jak pierwszy raz posłuchałam, byłam bardzo miło zaskoczona :)
              • the_dzidka Re: A ja wierzę 04.07.11, 09:22
                > Mam koleżankę mieszkającą w okolicach dworca (co prawda nie w Poznaniu, ale dal
                > ej niż Krasińskiego od dworca PKP w Poznaniu, bo ok. 3-4 przystanków), która w
                > nocy dosyć wyraźnie słyszy komunikaty o nadjeżdżających pociągach! Więc wierzę
                > w to jak najbardziej :)

                Jezus, znowu wracamy do tego tematu, po tym, jak już ustalono, że nawet bliżej, na Kaponierze, nie słychać?
                Twoja koleżanka nie mieszka w Poznaniu, jak sama zaznaczyłaś. Nawet gdyby mieszkała w Poznaniu, ale w drugą stronę od dworca, np. na Wildzie czy na Łazarzu, to też nie można porównywać, ponieważ a/ my się zastanawiamy, czy słychac te zapowiedzi na Krasińskiego własnie, b/ w gre wchodzi zabudowa, ukształtowanie terenu, hałas miejski itp. Więc to, że ktoś niemieszkający w Poznaniu słyszy komunikaty ze swojej stacji, to nie znaczy, że podobnie słyszała je Bebe.
                • filifionka-listopadowa Re: A ja wierzę 16.07.11, 11:36
                  Wykorzystałam ostatnio okazję i sprawdziłam, że zdecydowanie bliżej Dworca tj. na Śniadeckich (od Głogowskiej) słychać niewiele. W środku nocy czasem słychać tylko ten odgłos poprzedzający komunikat, mimo okien zwróconych w stronę Głównego.
                  • 2szarozielone Re: A ja wierzę 28.04.12, 18:21
                    Mieszkam na Jeżycach, na Staszica konkretnie, więc jednak spory kawałek od dworca. W ciche noce słychać zapowiedzi pociągów na głównym. Fakt, że nie zawsze, ale się zdarza.
      • ananke666 Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 14:03
        the_dzidka napisała:

        > Nie wierzę, że w domu na Krasińskiego 10 (?) głęboką nocą Aniella słyszała zapo
        > wiedzi przez megafon na Dworcu Głównym. To jest po prostu niemożliwe nawet najg
        > łębszą i najcichszą nocą, zważywszy odległość oraz ukształtowanie terenu.

        Z jednej strony - może ktoś wie i słyszał? Z drugiej - to kilometr dalej, jak to możliwe?
        • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 16:34
          > Z jednej strony - może ktoś wie i słyszał? Z drugiej - to kilometr dalej, jak t
          > o możliwe?

          Porykiwania sygnałowe pociągów to ja w nocy słyszę z torów i stacji odległej o 10 km. Ale w megafon trudno mi uwierzyć, tzn. może ogólne wrażenie jakichś stłumionych odgłosów dałyby się usłyszeć, ale wyraźna zapowiedź? Z odległości kilometra?
          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 16:57
            "Od Dworca Głównego niesie się wyraźne
            dudnienie dalekich megafonów i co jakiś czas elektroniczny akord poprzedzający kolejną
            zapowiedź nawiedza wszystkie okoliczne mieszkania, w których uchylono okna."

            To tak. Ale to?

            "(blablabla) wjedzie za chwilę wyjątkowo na tor przy peronie drugim - zaszeptała intymnie
            informatorka dworcowa, poprzedzając i kończąc swą wypowiedź wielogłosowym sygnałem
            elektronicznym, którego wibrujące echo niosło się swobodnie przez obszary letniej nocy."

            Hm.
            • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 19:18
              Zobaczcie w Google Maps, gdzie jest dworzec, a gdzie Krasińskiego 10.
              Dworzec ponadto jest położony w wykopie, i jednocześnie "osłonięty" idącą od niego w górę ulicą Dworcową. A dom na Krasińskiego jest oddalony o kilkadziesiąt metrów od Roosevelta, która idzie aż do dworca. W sumie około półtora kilometra, rogi ulic, Dworcowa, wykop, zaułki...
              Plus sama ulica Roosevelta, która nigdy nie jest stuprocentowo cicha i nie była nawet w latach 80-tych. Nie. To jest absolutnie niemożliwe. Nawet tych elektronicznych bzyczków megafonu nie ma prawa tam być słychać, a co dopiero zapowiedzi. Wykluczone.
              • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 20:05
                Powiem tak: gdy czeka się na nocny obok Ronda Kaponiera, które jest rzut ziemniakiem z gzikiem od Dworca, odgłosów dworcowych nie słychać. Ale w razie czego zapraszam do Poznania, można przeprowadzić komisyjne badania:)
            • teano1 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 13:02
              ananke666 napisała:

              > "Od Dworca Głównego niesie się wyraźne
              > dudnienie dalekich megafonów i co jakiś czas elektroniczny akord poprzedzający
              > kolejną
              > zapowiedź nawiedza wszystkie okoliczne mieszkania, w których uchylono okna."
              >
              > To tak. Ale to?
              >
              > "(blablabla) wjedzie za chwilę wyjątkowo na tor przy peronie drugim - zaszeptał
              > a intymnie
              > informatorka dworcowa, poprzedzając i kończąc swą wypowiedź wielogłosowym sygna
              > łem
              > elektronicznym, którego wibrujące echo niosło się swobodnie przez obszary letni
              > ej nocy."

              Hmm...
              Da się to obronić, jesli uznamy że to uwaga odnarratorska i że autorka wybrała narrację auktorialną i narratora wszechwiedzącego.
              Wtedy nie jest to opis tego co słyszy bohater, tylko tego co wie narrator :P
              W którym to było tomie?
              • szprota Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 13:12
                teano1 napisała:

                > W którym to było tomie?

                W BBB. I jest wyraźnie napisane, że słyszy to Anielka, nie narrator.
        • senseeko Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 20:31
          ananke666 napisała:

          > the_dzidka napisała:
          >
          > > Nie wierzę, że w domu na Krasińskiego 10 (?) głęboką nocą Aniella słyszał
          > a zapo
          > > wiedzi przez megafon na Dworcu Głównym. To jest po prostu niemożliwe nawe
          > t najg
          > > łębszą i najcichszą nocą, zważywszy odległość oraz ukształtowanie terenu.
          >
          > Z jednej strony - może ktoś wie i słyszał? Z drugiej - to kilometr dalej, jak t
          > o możliwe

          Możliwe, możliwe. Nocą głos się niesie przedziwnie, wszystko zalezy od kierunku wiatru, cisnienia i pewnie setek innych rzeczy. Nie wiem jak ze słyszeniem megafonów z dworca głównego na Rosevelta, bo nie sprawdzałam ale wielokrotnie zdarzało mi się słyszeć dźwięki z miejsc oddalonych o więcej niż kilometr, których to dźwięków w inne noce nie słyszałam zupełnie.
          Poza tym MM chyba nie napisała, że ktos słyszał jak zapowiadają pociągi z Pcimia do Szczebrzeszyna, tylko że ktoś słyszał zapowiedzi pociągów. To duża różnica. Ja mogę na przykład powiedzieć co grali na weselu w pensjonacie takim to a takim, oddalonym o jakieś pół kilometra, bo rozpoznałam po melodii, natomiast słowa rozróżnię o tyle, o ile je wcześniej znam.
          Tak samo tu - wiesz,że słyszysz zapowiedzi pociagów natomiast czy jest to zapowiedź ekspresu do Gdańska czy osobowego do Wrześni odróznisz tylko wtedy gdy z jakichś powodów znasz ten pociag i wiesz, że np. o 00:33 odjeżdża właśnie osobowy do Wrześni. Wtedy mozesz nawet przysiąc że panienka na dworcu mówi "Pociąg osobowy z Kierdziołkowa Górnego do Koziołków Dolnych odjedzie z toru trzeciego przy peronie pierwszym. Prosimy podróżnych o sprawdzenie czy zabrali swój bagaż z peronu." mimo ze ona akurat mówi "Kolej informuje, że w ramach racjonalizacji procesu upunktualniania pociągów, od dnia dzisiejszego wszyscy pasażerowie zobowiazani są wsiadać do pociągu w biegu"
          • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 09.09.10, 21:37
            > Tak samo tu - wiesz,że słyszysz zapowiedzi pociagów natomiast czy jest to zapow
            > iedź ekspresu do Gdańska czy osobowego do Wrześni odróznisz tylko wtedy gdy z j
            > akichś powodów znasz ten pociag i wiesz, że np. o 00:33 odjeżdża właśnie osobow
            > y do Wrześni. Wtedy mozesz nawet przysiąc że panienka na dworcu mówi "Pociąg os
            > obowy z Kierdziołkowa Górnego do Koziołków Dolnych odjedzie z toru trzeciego pr
            > zy peronie pierwszym. Prosimy podróżnych o sprawdzenie czy zabrali swój bagaż z
            > peronu." mimo ze ona akurat mówi "Kolej informuje, że w ramach racjonalizacji
            > procesu upunktualniania pociągów, od dnia dzisiejszego wszyscy pasażerowie zobo
            > wiazani są wsiadać do pociągu w biegu"

            Za pozwoleniem, a skąd niby w takim razie Aniela miała wiedzieć, że odjeżdża pociąg do Gdyni na przykład, czy że pociąg ze Szczecina powinien już być, ale ma opóźnienie? Bo to właśnie rzekomo "słyszała". I tak napisała MM.
            Ta teoria kupy się nie trzyma kompletnie.
            Mam w oczach dom na Krasińskiego i jako stara poznanianka ;) w życiu nie uwierzę, że było tam cokolwiek słychać poza przejeżdżającymi na wiadukcie pociągami.

            • teano1 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 13:19
              the_dzidka napisała:
              > Za pozwoleniem, a skąd niby w takim razie Aniela miała wiedzieć, że odjeżdża po
              > ciąg do Gdyni na przykład, czy że pociąg ze Szczecina powinien już być, ale ma
              > opóźnienie? Bo to właśnie rzekomo "słyszała". I tak napisała MM.
              > Ta teoria kupy się nie trzyma kompletnie.
              > Mam w oczach dom na Krasińskiego i jako stara poznanianka ;) w życiu nie uwierz
              > ę, że było tam cokolwiek słychać poza przejeżdżającymi na wiadukcie pociągami.
              >
              Możesz zacytować fragment w którym jest powiedziane, że to Aniella słyszy a nie narrator?
              Nie mam pod ręką MM, nie pamietam nawet który to tom, więc nie mogę sama sprawdzic.
              Albo podaj współrzędne, to w poniedzialek zerknę w bibliotece.
              Bo trudno się wypowiadać o czymś czego się dobrze nie pamięta.
              Krasińskiego 10 to przed czy za Słowackiego?
              Czy po drugiej stronie Dąbrowskiego bliżej wiaduktu Pestki?

              Kiedyś zdarzyło mi się słyszeć w nocy hejnał grany na rynku miasta albo w kościele, nie wiem, to nie moje miasto i tylko raz, tej jednej jedynej zimowej nocy coś takiego się wydarzyło, a miasto było oddalone od miejsca w którym mieszkałam o co najmniej godzinę pieszo, dookoła mnie był las, wiła się rzeczka, stały ośrodki wczasowe a z tyłu za mną było morze, którego akurat nie było słychać.
              Tak więc róznie to bywa. Chociaż rzeczywiście wydaje się to nieprawdopodobne. Może ktoś by sprawdził? Najlepiej pójśc na Krasińskiego 10 i spytać mieszkańcow :)
              Swoją drogą ciekawe czy zapowiedzi słychać w "domku z wieżyczką" na Słowackiego.
              Bo jeśli MM słyszała, to mogła założyć, że Aniella też słyszy.
              • doratos Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 14:54
                Jest tam wzmianka,gdy Bebe leży w łóżku,że przez otwarte okno jest słychać wyraźnie każde słowo wyszeptane w mikrofon przez dyżurną informatorkę.
                Natomiast nie ma nic że Anielcia słyszy dokąd odjeżdżają pociągi,musimy więc przyjąć że w tej nocnej ciszy głos słychać daleko,ale czy tak jest naprawdę można byłoby sprawdzić tylko w tym samym miejscu i w takich samych okolicznościach!
                Głos nocą niesie się nieraz bardzo daleko,ja niedawno słyszałam głosy z imprezy oddalonej o 6 km.pani zapowiadała przez mikrofon zespoły mające wystąpić,
                poszczególnych słów nie dało się jednak odróżnić,słowa piosenek po części tak.
                • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 15:02
                  > Natomiast nie ma nic że Anielcia słyszy dokąd odjeżdżają pociągi,

                  No właśnie jest. Słyszy, że pociąg z Berlina do Moskwy wjedzie na tor przy peronie drugim.
                • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 15:05
                  > Głos nocą niesie się nieraz bardzo daleko,ja niedawno słyszałam głosy z imprezy
                  > oddalonej o 6 km.pani zapowiadała przez mikrofon zespoły mające wystąpić,
                  > poszczególnych słów nie dało się jednak odróżnić,słowa piosenek po części tak.

                  Ale to była impreza koncertowa, tak? One mają potężne nagłośnienie. No i jeszcze jest taki mechanizm, że jeśli znamy piosenkę, to słowa "wyłowimy" nawet z paru zrozumiałych głosek na krzyż, jeśli są w odpowiednim miejscu.
    • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 11:48
      W sąsiednim wątku obrabia się Robroja, więc dołożę niewiarę.

      "- I co, bez niczego mnie przyjęli?
      - A dlaczego mieliby nie przyjmować? Świadectwo ukończenia pierwszej klasy
      przedstawiłem. Wierzyć nie chcieli, że masz same piątki...
      - I szóstkę z matmy!
      - Tak, i szóstkę. Wyjaśniłem im wszystkie okoliczności...
      - A co takiego im powiedziałeś?
      - No, co mogłem powiedzieć. Prawdę. Że miałem w Łodzi firmę, ale już nie mam, bo
      splajtowałem. I że pracuję w Poznaniu, więc tu będziemy mieszkać."

      Odkąd to trzeba się tłumaczyć, kiedy chce się dziecko zapisać do szkoły? Zwykłe "przeprowadziliśmy się" nie wystarczy? Dla mnie taka spowiedź jest nie do pomyślenia.
      • kkokos Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 12:12
        > Odkąd to trzeba się tłumaczyć, kiedy chce się dziecko zapisać do szkoły? Zwykłe
        > "przeprowadziliśmy się" nie wystarczy? Dla mnie taka spowiedź jest nie do pomy
        > ślenia.

        chyba że szkoła nie chce przyjąć, a nam bardzo zależy :)
        • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 12:50
          Piątkowej i szóstkowej nie chce przyjąć? A bo to jedna szkoła w mieście?
        • kooreczka Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 12:51
          To nie była II klasa liceum? Mogli nie mieć miejsc i jedyne co pozostało to branie na litość.
          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 13:35
            kooreczka napisała:

            > To nie była II klasa liceum? Mogli nie mieć miejsc i jedyne co pozostało to bra
            > nie na litość.

            Raczej nie, to pierwsze klasy były przepełnione. W drugich problem był znacznie mniejszy. W dodatku Bella jako piątkowa mogła być umieszczona w każdej klasie, bez względu na profil.
            • kkokos Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 17:22
              ananke666 napisała:

              >
              > Raczej nie, to pierwsze klasy były przepełnione. W drugich problem był znacznie
              > mniejszy. W dodatku Bella jako piątkowa mogła być umieszczona w każdej klasie,
              > bez względu na profil.


              zaraz zaraz
              w ostatnim rozdziale stoi jak wół;

              (..) dyrektor, młody człowiek z brodą.
              - Dambo - zwrócił się do wychowawcy, nieświadom faktu, że
              oto podpowiedział klasie II „e”, jakie przezwisko będzie tu w powszechnym użyciu. - Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale mamy
              jeszcze jednego ucznia.
              - O, rany, Jurek, ja tu mam nadkomplet, trzydzieści sześć osób!
              - rzekł Dambo, łapiąc się za głowę.
              - No, tak, ale to jest nasz drugoroczny. Ten od bomby.


              no więc ewidentnie jest przeludnienie i dostać się nie było łatwo. poza tym jednak chyba tam się musiał trochę robrojek poprzymilać, bo:

              Tata twierdził, że to świetne liceum, że kończyły je wszystkie cztery siostry Borejko i że trzeba iść w ich dobre ślady. (...) człowiek wreszcie przywyka do nowych
              214warunków. Poza tym - warto się do nich przyzwyczaić, bo lic ma wysoką lokatę, jeśli chodzi o ilość osób, dostających sie maturze na wydział prawa.


              więc nawet jeśli bella mogła ze swym świadectwem z pierwszej klasy iść do każdego profilu (co też nie do końca jest prawdą - ja sobie nie wyobrażam takiej bezbolesnej zmiany humanistycznej na biol-chem czy mat-fiz choćby z powodu różnic programowych, a bella szła jeszcze takim samym, czteroletnim cyklem jak ja) , to nie znaczy, że do każdego chciała :)
              • kkokos Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 17:26
                > liceum ma wysoką lokatę
                > , jeśli chodzi o ilość osób, dostających się po maturze na wydział prawa.

                hy hy, redaktor tej książki był na wagarach, a korekta spała

                powinno być "liczbę osób" :) :)
              • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 21:16
                A faktycznie, zapomniałam, że tam był nadkomplet.
                Niemniej dalej uważam, że a) szkół w Poznaniu więcej niż jedna, b) nie ma potrzeby opowiadania o wszystkich krępujących szczegółach obcym ludziom w instytucji i ustawianie się na dzień dobry w pozycji niezbyt ciekawej, to nie spowiedź, c) szkoła ucznia z taką średnią weźmie i tak d) akurat z tym całym prawem to w dużej mierze bujda. O ile pamiętam, na prawo zdawało się historię, przedmiot, który uczeń opanować pamięciowo musi we własnym zakresie i mało zależy od nauczyciela.
                • nessie-lpar Re: Nie wierzę.. 10.09.10, 21:26
                  > b) nie ma potrz
                  > eby opowiadania o wszystkich krępujących
                  > szczegółach obcym ludziom w instytucji

                  A to szalenie taktowne zachowanie Hajduka na głos, przy całej klasie obrabiającego tyłek Przeszczepowi jako "temu drugorocznemu wariatowi od bomby"? Przecież to jest zgroza.

                  Ja rozumiem, że takie zachowania mogą się zdarzać w złych szkołach, w których uczą niekompetentni, nienadający się do niczego ludzie. Ale kurczę
                  • anutek115 Re: Nie wierzę.. 11.09.10, 09:51
                    nessie-lpar napisała:

                    > A to szalenie taktowne zachowanie Hajduka na głos, przy całej klasie obrabiając
                    > ego tyłek Przeszczepowi jako "temu drugorocznemu wariatowi od bomby"? Przecież
                    > to jest zgroza.

                    > Też mi świetność...
                    A, bo, daj spokój, w Jeżycjadzie jest taktowny ten, którego autorka opisuje jako taktownego. I już. Już to po mnie od jakiegoś czasu chodzi i nie wiedziałam, gdzie się dopisać, zdecydowałam się na "Irytacje" i teraz tam idę wywnętrzać się na temat wścibskich osób, które rzekomo są taktowne i dyskretne jak tchnienie zefiru wśród pól.

                    > --
                    > Nessie to ja
                    • maryboo Re: Nie wierzę.. 11.09.10, 10:08
                      anutek115 napisała:

                      > nessie-lpar napisała:
                      >
                      > > A to szalenie taktowne zachowanie Hajduka na głos, przy całej klasie obra
                      > biając
                      > > ego tyłek Przeszczepowi jako "temu drugorocznemu wariatowi od bomby"? Prz
                      > ecież
                      > > to jest zgroza.
                      >
                      > > Też mi świetność...
                      > A, bo, daj spokój, w Jeżycjadzie jest taktowny ten, którego autorka opisuje ja
                      > ko taktownego. I już. Już to po mnie od jakiegoś czasu chodzi i nie wiedziałam,
                      > gdzie się dopisać, zdecydowałam się na "Irytacje" i teraz tam idę wywnętrzać s
                      > ię na temat wścibskich osób, które rzekomo są taktowne i dyskretne jak tchnieni
                      > e zefiru wśród pól.

                      Ale kto powiedział, że Hajduk jest taktowny? ^^ Przecież już w SK Dmuchawiec (wtedy jeszcze bez oficjalnego tytułu św. przed nazwiskiem) zauważył, że z niego straszny gbur i prostak, bo z nauczycielem nie chce się do szkoły przespacerować, z lekcji wychodzi bez pozwolenia, nawet czytać bezwartościowe magazyny sportowe mu się zdarzało. A i później za rządów dyrektorskich, miast jak należy wkładać psotnej młodzieży do głów wiedzę fizyczną, jakieś pokrętne interesy z ministrem prowadzi...
                      • senseeko Re: Nie wierzę.. 11.09.10, 23:45
                        maryboo napisała:

                        > Ale kto powiedział, że Hajduk jest taktowny? ^^ Przecież już w SK Dmuchawiec (
                        > wtedy jeszcze bez oficjalnego tytułu św. przed nazwiskiem) zauważył, że z niego
                        > straszny gbur i prostak, bo z nauczycielem nie chce się do szkoły przespacerow
                        > ać, z lekcji wychodzi bez pozwolenia, nawet czytać bezwartościowe magazyny spor
                        > towe mu się zdarzało. A i później za rządów dyrektorskich, miast jak należy wkł
                        > adać psotnej młodzieży do głów wiedzę fizyczną, jakieś pokrętne interesy z mini
                        > strem prowadzi...
                        >
                        O to to! Gdyby Hajduk zachowywał się taktownie to wylądowałby w wątku "Irytacje" jako nierzeczywisty facet.
                        I tak źle i tak niedobrze?
                        • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 02:05
                          > O to to! Gdyby Hajduk zachowywał się taktownie to wylądowałby w wątku "Irytacje
                          > " jako nierzeczywisty facet.

                          Bez przesady
                          • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 11:40
                            nessie-jp napisała:

                            > Bez przesady
                            • ginny22 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 12:25
                              I koniecznie musiał to wyjaśniać przy całej klasie, przy okazji przyczepiając na wejściu Przeszczepowi etykietkę? Nie ma tu nic do rzeczy, czy klasa wiedziała o incydencie skądinąd, czy też nie. Co innego ploty, co innego oficjalne stanowisko dyrekcji, nieprawda.
                              • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 14:15
                                ginny22 napisała:

                                > I koniecznie musiał to wyjaśniać przy całej klasie, przy okazji przyczepiając n
                                > a wejściu Przeszczepowi etykietkę?

                                Cóż, najwyraźniej tak. Byc może wcześniej podczas rady ustalił z Dambem, że to on weźmie "tego od bomby" i teraz musiał mu przypomniec, czemu mu dokłada ucznia do nadkompletu.
                                A zresztą dajmy temu spokój, doskonale wiadomo, że Hajduk powiedział tak, a nie inaczej, żeby czytelnik się zorientował, że za chwilę wejdzie do klasy TEN Przeszczep. Nie sadzę, żeby w tym akurat przypadku MM chciała cokolwiek przez zachowanie Hajduka zasugerować, jak to się zdarzało bilion razy w innych tomach Jeżycjady.
                                • ginny22 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 14:24
                                  > A zresztą dajmy temu spokój, doskonale wiadomo, że Hajduk powiedział tak, a nie
                                  > inaczej, żeby czytelnik się zorientował, że za chwilę wejdzie do klasy TEN Prz
                                  > eszczep.

                                  Jasne. Tylko że przy okazji walnęła babola :] Nie chcialabym wchodzić do nowej klasy jako "ta od bomby".
                                  • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 14:36
                                    ginny22 napisała:

                                    > Jasne. Tylko że przy okazji walnęła babola :] Nie chcialabym wchodzić do nowej
                                    > klasy jako "ta od bomby".

                                    Cóż, nikt by nie chciał. Niemniej, za taki tytuł Przeszczep może podziękować wyłącznie sobie.
                                  • teano1 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:41
                                    ginny22 napisała:

                                    > > A zresztą dajmy temu spokój, doskonale wiadomo, że Hajduk powiedział tak,
                                    > a nie
                                    > > inaczej, żeby czytelnik się zorientował, że za chwilę wejdzie do klasy TE
                                    > N Prz
                                    > > eszczep.
                                    >
                                    > Jasne. Tylko że przy okazji walnęła babola :] Nie chcialabym wchodzić do nowej
                                    > klasy jako "ta od bomby".

                                    Jakiego babola?!!! Że ktoś się zachował nietaktownie? Ależ ludzie tacy są i Hajduk jest jak najbardziej spójny psychologicznie!
                                    Ja też bywam osobą nietaktowną i często mówię zanim pomyślę, więc tego typu wpadkę (Hajduka, nie MM) uważam za jak najbardziej prawdopodobną. Wiem, że i mnie coś takiego mogłoby się wymsknąć, nawet gdybym była dyrektorem szkoły.
                                    • ginny22 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:58
                                      > Jakiego babola?!!! Że ktoś się zachował nietaktownie? Ależ ludzie tacy są

                                      Ale żeby święty dyrektor Hajduk?
                                      • black-apple Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 18:10
                                        św. Gaba i błogosławiony Dmuchawiec też są nietaktowni.
                            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 16:41
                              > rugoroczny, nie zdał, bo zrobił głupi kawał z bombą, trzeba go gdzieś wcisnąć.
                              > Gdzie tu jakiś wielki nietakt?

                              Ponownie
                              • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:13
                                nessie-jp napisała:

                                > > rugoroczny, nie zdał, bo zrobił głupi kawał z bombą, trzeba go gdzieś wci
                                > snąć.
                                > > Gdzie tu jakiś wielki nietakt?
                                >
                                > Ponownie
                                • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:22
                                  > Zgadzam się, że nie powinno mówić się publiczni
                                  > e o tym, że ktoś powtarza rok, bo był chory

                                  Ale przecież Przeszczep był właśnie chory. I to bardzo poważnie chory. Miał głęboką, kliniczną depresję. Normalne, zdrowe dziecko nie ma aż takich lęków przed klasówkami ani nie próbuje tak desperacko zwrócić na siebie uwagi rodziców i kolegów.

                                  Krótko mówiąc, autorka kazała Hajdukowi ośmieszyć chłopaka z poważną chorobą.


                                  > Poza tym, nie sądzę, żeby Hajduk dawał w tej scenie upust mrocznej stronie swej
                                  > osobowości,

                                  Ależ skąd. Po prostu pani MM nie myśli, co pisze. Trzeba było przedstawić Przeszczepa, no to przedstawiła Przeszczepa ustami Hajduka. I nie zauważyła, że brzydko i głupio wyszło, że świetny pedagog nie dostrzega nic niewłaściwego w publicznym rozstrząsaniu błędów chłopca sprzed X miesięcy.

                                  A wystarczyło, żeby słowa "to ten od bomby" rzucił jakiś anonimowy głos z klasy, a Dambo by klasę uciszył.
                                  • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:37
                                    nessie-jp napisała:

                                    >
                                    > Ale przecież Przeszczep był właśnie chory. I to bardzo poważnie chory. Miał głę
                                    > boką, kliniczną depresję. Normalne, zdrowe dziecko nie ma aż takich lęków przed
                                    > klasówkami ani nie próbuje tak desperacko zwrócić na siebie uwagi rodziców i k
                                    > olegów.
                                    >
                                    > Krótko mówiąc, autorka kazała Hajdukowi ośmieszyć chłopaka z poważną chorobą.

                                    A skąd, na miłość boską, Hajduk miał wiedzieć o emocjonalnych problemach Przeszczepa? Nessie, znakomita większość młodzieńców gustujących w żartach typu "w szkole jest bomba" nie cierpi na depresję, tylko na głęboki debilizm. Zresztą, telefon wykonywał razem z Czarkiem jeszcze drugi chłopak- wątpię, aby także odczuwał ból istnienia, raczej uznał, że będzie fajna draka, jak zamkną szkołę.
                                    • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 18:41
                                      > A skąd, na miłość boską, Hajduk miał wiedzieć o emocjonalnych problemach Przesz
                                      > czepa?

                                      No chwilę, to w ten sposób można każdego ucznia zjechać od drugorocznych nienormalnych, bo niby skąd dyrektor ma wiedzieć, że uczeń na przykład jest kiepski z matmy dlatego, że przez pół roku walczył z ciężką chorobą.

                                      Albo przyjmujemy, że o sprawach ucznia można dyskutować przy całej klasie niezależnie od tego, czy to choroba, czy nie choroba (bo niby skąd dyrektor ma wiedzieć, że uczeń z jego szkoły, stwarzający w poprzednim roku ogromne problemy wychowawcze, ma zaburzenia emocjonalne?) albo uznajemy, że uczeń to człowiek mający swoją godność i nie wolno o jego sprawach dyskutować przy jego rówieśnikach, nie dając mu możliwości obrony.

                                      Piszę tu tylko o zachowaniach MOICH nauczycieli, którzy święci nie byli, ale czegoś takiego nie dopuścili się nigdy.

                                      Zresztą argument, że skąd Hajduczek miał wiedzieć, że ma w szkole ucznia z problemami, też za dobrze o nim jako o dyrektorze nie świadczy.

                                      To po prostu kolejny po Dmuchawcu "świetny pedagog", który jest świetny tylko deklaratywnie, bo w praktyce gucio go ochodzi, co się z uczniem w domu dzieje. Tak samo postępował przecież Dmuchawiec w odniesieniu do Danki.
                                      • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 19:18
                                        nessie-jp napisała:
                                        >
                                        > No chwilę, to w ten sposób można każdego ucznia zjechać od drugorocznych nienor
                                        > malnych, bo niby skąd dyrektor ma wiedzieć, że uczeń na przykład jest kiepski z
                                        > matmy dlatego, że przez pół roku walczył z ciężką chorobą.

                                        Eeee? Wybacz, chyba nie rozumiem.
                                        Nauczyciel przedmiotowy, jeżeli uczeń nie radzi sobie z materiałem z powodu choroby, zazwyczaj jest dla w/w ucznia bardziej wyrozumiały. Dyrektor też jest wtedy zazwyczaj informowany o powodzie zaległości - wiem co mówię, bo miałam taki przypadek w swojej klasie. Przeszczep nie został "zjechany" - Hajduk mu nie wrzuca od spadochroniarzy idiotów, nie wrzuca od bezmyślnych szczeniaków, którzy narażają szkołę na koszty, tylko beznamiętnie stwierdza, za co został uziemiony - i nie jest to powód wzięty z sufitu.

                                        >
                                        > Albo przyjmujemy, że o sprawach ucznia można dyskutować przy całej klasie nieza
                                        > leżnie od tego, czy to choroba, czy nie choroba (bo niby skąd dyrektor ma wiedz
                                        > ieć, że uczeń z jego szkoły, stwarzający w poprzednim roku ogromne problemy wyc
                                        > howawcze, ma zaburzenia emocjonalne?) albo uznajemy, że uczeń to człowiek mając
                                        > y swoją godność i nie wolno o jego sprawach dyskutować przy jego rówieśnikach,
                                        > nie dając mu możliwości obrony.

                                        Boru szumiący, co Ty się tak zafiksowałaś na jakąś dyskusję? Hajduk mówi do Damba wyłącznie "Ale to jest nasz drugoroczny. Ten od bomby." Koniec kwestii. Albo uczniowie domyślają się, o co chodzi (patrz mój post trochę wyżej), albo nie i wtedy pozostanie im niezdrowa ciekawość - od Przeszczepa zależy, zaspokojona czy nie.
                                        >
                                        > Zresztą argument, że skąd Hajduczek miał wiedzieć, że ma w szkole ucznia z prob
                                        > lemami, też za dobrze o nim jako o dyrektorze nie świadczy.

                                        W moim liceum było 6 klas profilowanych, w każdej średnio po 23 uczniów. Zaręczam, że dopóki wychowawca nie widział potrzeby poinformowania, dyrektor nie wiedział o większości naszych spraw. Od kwestii problemów osobistych jest w szkole pedagog. To on, po rozmowie z uczniem decyduje, czy sprawę można załatwić samemu, czy też potrzebna jest interwencja "góry". Najwyraźniej w przypadku Cezarego nie była. Zresztą, jakie on miał problemy? Groziło mu niezdanie z fizyki, z tego co pamiętam. O swej sytuacji rodzinnej nie musiał nikogo informować, a i szkoła nie ma obowiązku dociekać, póki sytuacja nie staje się patologiczna.

                                        > To po prostu kolejny po Dmuchawcu "świetny pedagog", który jest świetny tylko d
                                        > eklaratywnie, bo w praktyce gucio go ochodzi, co się z uczniem w domu dzieje. T
                                        > ak samo postępował przecież Dmuchawiec w odniesieniu do Danki.

                                        Nie wiemy, czy Hajduk uczył Przeszczepa. Skoro był dyrektorem, to podejrzewam, że w szkole był jeszcze przynajmniej jeden fizyk. Jerzy mógł równie dobrze widzieć Czarka pierwszy raz w życiu na oczy ( a raczej drugi - po incydencie z bombą).
                                        • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 19:50
                                          > W moim liceum było 6 klas profilowanych, w każdej średnio po 23 uczniów. Zaręcz
                                          > am, że dopóki wychowawca nie widział potrzeby poinformowania, dyrektor nie wied
                                          > ział o większości naszych spraw. Od kwestii problemów osobistych jest w szkole
                                          > pedagog. To on, po rozmowie z uczniem decyduje, czy sprawę można załatwić samem
                                          > u, czy też potrzebna jest interwencja "góry". Najwyraźniej w przypadku Cezarego
                                          > nie była. Zresztą, jakie on miał problemy? Groziło mu niezdanie z fizyki, z te
                                          > go co pamiętam. O swej sytuacji rodzinnej nie musiał nikogo informować, a i szk
                                          > oła nie ma obowiązku dociekać, póki sytuacja nie staje się patologiczna.


                                          no widzisz, jak to wszystko zależy od szkoły i od dyrektora.
                                          u mnie było po pięć klas w roczniku (cztery roczniki) od 20 do 26-7 osób, nie pomnę, czy w ogóle był jakikolwiek pedagog, a dyrektor znał każdego - KAŻDEGO - ucznia z nazwiska, z imienia bądź z obu. uczeń z problemami - pierwszym sygnałem zwykle był zjazd ocen w dół, ale też nagłe zmiany zachowania, nastrojów, wycofanie, wieczne przygnębienie - lądował na dywaniku u dyrektora i zapewniam cię, że był to bardzo serdeczny dywanik. wielu uczniom dyrektor bardzo pomógł, co widać nawet na naszej-klasie, gdzie wątek peanów na jego cześć jest baaardzo długi i mnóstwo osób się tam wpisało.
                                        • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 19:56
                                          Hajduk mówi do Dam
                                          > ba wyłącznie "Ale to jest nasz drugoroczny. Ten od bomby." Koniec kwestii. Albo
                                          > uczniowie domyślają się, o co chodzi (patrz mój post trochę wyżej), albo nie i
                                          > wtedy pozostanie im niezdrowa ciekawość - od Przeszczepa zależy, zaspokojona c
                                          > zy nie.


                                          nie nie, przeszczep nie powinien mieć co zaspokajać. oczywiście, ze istnieje poczta pantoflowa, ale uczniowie nie powinni się dowiedzieć wprost, że ten nowy, którego dyrektor wprowadza, to ten od bomby. drogą eliminacji pewnie i tak by doszli, który to (drugorocznych mogło być w roczniku kilku, "ten od bomby" mógł np. zmienić szkołę), ale od strony pedagogów nie powinna w ogóle wychodzić żadna pożywka dla tej, jak sama piszesz, niezdrowej ciekawości.

                                          a nawiasem mówiąc, myślę, że fakt wrzucenia "tego od bomby" akurat w klasę damba miał też być komplementem dla damba, że taki świetny wychowawca, co sobie i z przeszczepem poradzi, a z drugiej strony dla przeszczepa to szansa, bo świetny wychowawca go wesprze, a nie zgnoi.
                                          choć oczywiście przyczyna może być prozaiczna - jedyna klasa o tym profilu w roczniku :)
                                          • maryboo Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 20:06
                                            kkokos napisała:

                                            > Hajduk mówi do Dam
                                            > > ba wyłącznie "Ale to jest nasz drugoroczny. Ten od bomby." Koniec kwestii
                                            > . Albo
                                            > > uczniowie domyślają się, o co chodzi (patrz mój post trochę wyżej), albo
                                            > nie i
                                            > > wtedy pozostanie im niezdrowa ciekawość - od Przeszczepa zależy, zaspokoj
                                            > ona c
                                            > > zy nie.
                                            >
                                            >
                                            > nie nie, przeszczep nie powinien mieć co zaspokajać. oczywiście, ze istnieje po
                                            > czta pantoflowa, ale uczniowie nie powinni się dowiedzieć wprost, że ten nowy,
                                            > którego dyrektor wprowadza, to ten od bomby. drogą eliminacji pewnie i tak by d
                                            > oszli, który to (drugorocznych mogło być w roczniku kilku, "ten od bomby" mógł
                                            > np. zmienić szkołę), ale od strony pedagogów nie powinna w ogóle wychodzić żadn
                                            > a pożywka dla tej, jak sama piszesz, niezdrowej ciekawości.

                                            Nie powinna. Ale wyszła. Zdarzyło się. Hajduk palnął, nie zastanawiał się zapewne, czy to w jakikolwiek sposób wpłynie na sytuację Czarka ( i sądzę, że nie wpłynęło). Każdemu z nas się zdarza. Na pewno nie powiedział tego ze złośliwości czy chęci dowalenia uczniowi. I naprawdę, na tym proponuję zakończyć ten wątek, bo na skutek dialogu, który zapewne w opinii MM jest zupełnie nieistotny, wytworzyła nam się analiza Jerzego H. - okrutnego i pozbawionego taktu dyrektora ;)

                                            > a nawiasem mówiąc, myślę, że fakt wrzucenia "tego od bomby" akurat w klasę damb
                                            > a miał też być komplementem dla damba, że taki świetny wychowawca, co sobie i z
                                            > przeszczepem poradzi, a z drugiej strony dla przeszczepa to szansa, bo świetny
                                            > wychowawca go wesprze, a nie zgnoi.
                                            > choć oczywiście przyczyna może być prozaiczna - jedyna klasa o tym profilu w ro
                                            > czniku :)

                                            E tam, myślisz, że MM się zastanawia nad czymś takim jak profil, skoro Pyza nie dostała się do humana bo zabrakło jej punktów w związku z czym ląduje w mat-fizie? ;) Dambo jest na pewno fajnym facetem i niezłym pedagogiem, ale tu chodzi wyłącznie o umieszczenie Pięknej i Bestii w jednej zagrodzie.
                                            • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 20:09
                                              I naprawdę, na tym proponuję zakończyć ten wątek,
                                              > bo na skutek dialogu, który zapewne w opinii MM jest zupełnie nieistotny, wytw
                                              > orzyła nam się analiza Jerzego H. - okrutnego i pozbawionego taktu dyrektora ;)

                                              bo, że się powtórzę, to nie hajduk, a pani MM palnęła bezmyślnie, prowadząc czytelnika ku czemu innemu, a nieuchronnemu :)
                                      • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 19:42
                                        > Zresztą argument, że skąd Hajduczek miał wiedzieć, że ma w szkole ucznia z prob
                                        > lemami, też za dobrze o nim jako o dyrektorze nie świadczy.

                                        hajduczek doskonale wiedział, że ma ucznia z problemami, bo musiał się po bombie spotkać z całością rodziny zapewne - być może bez matki, ale raczej z obojgiem rodziców. na tyle przytomny, by po tym spotkaniu dośpiewać sobie, jak wygląda życie tej rodziny, z pewnością był.

                                        ale obawiam się, że to my dziś sobie możemy powiedzieć, że klasyczne objawy depresji. czy 16 lat temu też tak to widziano? chyba jeszcze nie, to raczej klasyczne objawy w okresie adolescencji: ogromne kompleksy, zaniżona samoocena, niemożność dogadania się z rodzicami - u jednych nasilone mniej, u innych bardziej, w tym wypadku bardziej. ale żeby tak od razu choroba?

                                • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:27
                                  Jak pisałam wcześniej - MM ani tu nie wychwala, an
                                  > i nie potępia Jerzego, po prostu ktoś musiał zakomunikować, że za chwilę do kla
                                  > sy Belli dołączy Przeszczep.

                                  tak, ja też tak podejrzewam - żeby czytelniczka aż zadrżała dowiadując się, że już za chwilę się piękny i bestia spotkają.
                                  pani MM pewnie walnęła to bez_myślnie jak różne inne rzeczy przy wychwalanych pod niebiosa nauczycielach, które to rzeczy po przyjrzeniu im się przez wredne forum okazują się pedagogów niegodne. i tyle.
                              • teano1 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:47
                                nessie-jp napisała:


                                > Podczas zajęć z metodyki nauczania, którymi mnie katowano na studiach, takie wł
                                > aśnie zachowania nauczycielskie były stawiane z przykład jak NIE postępować.
                                >
                                No i co z tego? Wiele rzeczy było stawianych za przykład jak NIE postępować a jednak każda z nas moze wyliczyć całą serię nauczycieli, lekarzy, dyplomatów itd itp, którzy postępują niezgodnie z metodyką.
                                Jak to się mówi "wyżej tyłka nie podskoczysz".

                                Ty rzeczywiście postępujesz tak idealnie jak Cię nauczono na studiach? Nigdy Ci się nie zdarzył błąd?
                                (No chyba że nie pracujesz w zawodzie wyuczonym i wszystkie te dobre rady to na razie teoria, w takim razie należałoby zmodyfikować pytanie)
                • kkokos Re: Nie wierzę.. 11.09.10, 11:52
                  ananke666 napisała:

                  > A faktycznie, zapomniałam, że tam był nadkomplet.
                  > Niemniej dalej uważam, że a) szkół w Poznaniu więcej niż jedna,

                  to niewątpliwie prawda, ale jak widać dla robrojka była jedna - ta, którą kończyły borejkówny i basta

                  b) nie ma potrz
                  > eby opowiadania o wszystkich krępujących szczegółach obcym ludziom w instytucji
                  > i ustawianie się na dzień dobry w pozycji niezbyt ciekawej, to nie spowiedź,

                  to, że ty byś pary z ust nie puściła nie oznacza, że inni się trudną sytuacją nie wesprą. możesz potępiać to zachowanie robrojka, ale mówienie, ze jest niewiarygodne, to nadużycie

                  c
                  > ) szkoła ucznia z taką średnią weźmie

                  raczej tak, ale niekoniecznie, różnie bywa

                  d) akurat z tym całym prawem to w d
                  > użej mierze bujda. O ile pamiętam, na prawo zdawało się historię, przedmiot, kt
                  > óry uczeń opanować pamięciowo musi we własnym zakresie i mało zależy od nauczyc
                  > iela.

                  no, mam nadzieję, że tu ci tętniczkę podgryzie verdana :)
                  ale i od siebie zaproponuję, żeby w tej sytuacji w ogóle nauczyciela historii zlikwidować, skoro nic od niego nie zależy. sprawdzić umiejętność wykucia dat na pamięć to i pani od plastycznego zapewne potrafi.
                  widzisz, akurat w moim roczniku (kreski) giełda historyków w klasach humanistycznych w warszawskich liceach różnych była bardzo prężna, doskonale było wiadomo, gdzie są historycy dobrzy, a gdzie źli - i wbrew pozorom miało to niewiele wspólnego z polityką. np. moja historyczka była znacznie bardziej czerwona niż najsłynniejsi w owym czasie, a uchodziła za równie świetną, bo uczyła historycznego myślenia, zauważania procesów, kojarzenia faktów i zależności itd. wbrew pozorom mało historyków tak uczyło i uczy, raczej wciąż wymagają dat.
                  więc nie pisz, proszę, że zdanie czy nie zdanie historii na studia zależało tylko od chęci wykucia na blaszkę, rzeczywiście od nauczyciela niezależnej.
                  • ananke666 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 00:45
                    > to, że ty byś pary z ust nie puściła nie oznacza, że inni się trudną sytuacją n
                    > ie wesprą. możesz potępiać to zachowanie robrojka, ale mówienie, ze jest niewia
                    > rygodne, to nadużycie

                    Dla mnie jest niewiarygodne, ponieważ Robroj nie chciał o kłopotach mówić przyjaciółce, osobie, którą uważał za bliską. Wybitnie nie pasuje mi wobec tego wywlekanie flaków przed obcymi osobami w szkole.

                    > raczej tak, ale niekoniecznie, różnie bywa

                    To byłby pierwszy znany mi przypadek, kiedy szkoła odmówiłaby przyjęcia ucznia bardzo dobrego z widokami na wybitnego. Być może, ale ja czegoś takiego na oczy nie widziałam, toteż nie wierzę.

                    > no, mam nadzieję, że tu ci tętniczkę podgryzie verdana :)

                    Wątpię, to osoba dobrze wychowana i nie wampir :)

                    > ale i od siebie zaproponuję, żeby w tej sytuacji w ogóle nauczyciela historii z
                    > likwidować, skoro nic od niego nie zależy.

                    Nie napisałam "nic", więc z łaski swojej nie wkładaj mi w usta słów, których z nich nie wypuściłam.

                    sprawdzić umiejętność wykucia dat na
                    > pamięć to i pani od plastycznego zapewne potrafi.

                    Może Tobie się wydaje, że jeśli ktoś się historii uczy, to tylko kuje daty.

                    > widzisz, akurat w moim roczniku (kreski) giełda historyków w klasach humanistyc
                    > znych w warszawskich liceach różnych była bardzo prężna, doskonale było wiadom
                    > o, gdzie są historycy dobrzy, a gdzie źli - i wbrew pozorom miało to niewiele w
                    > spólnego z polityką. np. moja historyczka była znacznie bardziej czerwona niż n
                    > ajsłynniejsi w owym czasie, a uchodziła za równie świetną, bo uczyła historyczn
                    > ego myślenia, zauważania procesów, kojarzenia faktów i zależności itd. wbrew po
                    > zorom mało historyków tak uczyło i uczy, raczej wciąż wymagają dat.
                    > więc nie pisz, proszę, że zdanie czy nie zdanie historii na studia zależało tyl
                    > ko od chęci wykucia na blaszkę, rzeczywiście od nauczyciela niezależnej.

                    Kiedy chodziłam do szkoły, dogłębnie wisiała mi orientacja polityczna nauczyciela, bom o polityce pojęcie miała takie więcej gówniane. W liceum miałam historyczkę kiepską, o procesach historycznych owszem, wspominała, acz rzadko, niepytana polecała do dokształcenia się inne niż obowiązujące podręczniki - pamiętam Samsonowicza - i tyle. Pytana bez oporów dostarczała wiadomości co i gdzie jeszcze doczytać - ale trzeba było zapytać, najlepiej po lekcji, sama nie powiedziała. Za to nader często potrafiła zużyć pół godziny na maglowanie przy tablicy i to nawet nie stawiając stopnia, co oznaczało, że na lekcję zostawał kwadrans, a miałam w ręku dowód w postaci klasówki koleżanki, z którego jasno wynikało, że klasówek nie czytała. Piątek nie stawiała nigdy i nikomu, z jednym wyjątkiem i pod presją rady pedagogicznej. Mimo to kilka osób zdawało historię i wybierało się na kierunki z nią związane, w tym prawo. Pozdawali, mimo kiepskiej nauczycielki.
                    Polonistki miałam w życiu średnie, a w ostatniej klasie beznadziejną, straszną! co nie przeszkodziło mi z palcem w nosie zdać maturę i bez wielkiego trudu dostać się na studia. Kto chciał, ten się uczył.

                    I czy się to komu podoba, czy nie, to będę podtrzymywać pogląd, że akurat z biologii, historii albo polskiego (choć tu już w nieco mniejszym stopniu) najwięcej zależy od ucznia, mniej od nauczyciela. A "mniej", to nie to samo, co "nic". Dobry nauczyciel do tych przedmiotów zachęci, lekcje będą przyjemniejsze, treściwsze, bardziej zrozumiałe i wartościowe, ale nauczyć się lwiej części trzeba samemu, trzeba chcieć. Znacznie więcej zależy od nauczycieli przedmiotów ścisłych. Dobry matematyk czy fizyk, który potrafi przekazać wiedzę i wytłumaczyć nawet osobom mniej zdolnym, to skarb.
                    • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 11:24
                      > Dla mnie jest niewiarygodne, ponieważ Robroj nie chciał o kłopotach mówić przyj
                      > aciółce, osobie, którą uważał za bliską. Wybitnie nie pasuje mi wobec tego wywl
                      > ekanie flaków przed obcymi osobami w szkole.

                      bo się wstydził przed dawną przyjaciółką, że dał się zrobić w bambuko, że życiowo to on nieudacznik jest - a że w dodatku znał dobre serce i chęć niesienia pomocy wszystkim ludziom i zwierzętom, reprezentowaną przez tę przyjaciółkę, to nie chciał jej obarczać swoimi problemami :P

                      > Może Tobie się wydaje, że jeśli ktoś się historii uczy, to tylko kuje daty.
                      może ty jesteś mądra z urodzenia i widzenia procesów historycznych uczyć się nie musiałaś, bo je zawsze widziałaś, obawiam się jednak, że większość - a wszak humanistyczną klasę kończyłam - potrzebuje w tym pomocy. tak się składa, że zwykle nauczyciela.

                      > Kto chciał, ten się uczył.
                      kocham ten argument. w idealny i jakże cudownie wywracający kota ogonem zamyka każdą dyskusje o szkole i nauczycielach. po co w ogóle wspominaliśmy idiotce pani sznytek czy tej drugiej, czytającej harlekiny na lekcji - u nich też kto chciał, to się nauczył.

                      > I czy się to komu podoba, czy nie, to będę podtrzymywać pogląd, że akurat z bio
                      > logii, historii albo polskiego (choć tu już w nieco mniejszym stopniu) najwięce
                      > j zależy od ucznia, mniej od nauczyciela.

                      pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem, czy to ci się podoba czy nie.
                      • ananke666 Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 23:08
                        > może ty jesteś mądra z urodzenia i widzenia procesów historycznych uczyć się ni
                        > e musiałaś, bo je zawsze widziałaś, obawiam się jednak, że większość - a wszak
                        > humanistyczną klasę kończyłam - potrzebuje w tym pomocy. tak się składa, że zwy
                        > kle nauczyciela.

                        Ja nie wiem, skąd Ty sobie wydumałaś, że według mnie nauczyciel nie jest potrzebny kompletnie do niczego. Napisałam dwa razy coś innego, a Ty dalej swoje.
                        Poza tym przyczyny i skutki rozmaitych wydarzeń to nie jest wyłącznie wiedza tajemna, przekazywana jedynie ustnie, w warunkach ściśle tajnych i nie do znalezienia w słowie pisanym.

                        > kocham ten argument. w idealny i jakże cudownie wywracający kota ogonem zamyka
                        > każdą dyskusje o szkole i nauczycielach. po co w ogóle wspominaliśmy idiotce pa
                        > ni sznytek czy tej drugiej, czytającej harlekiny na lekcji - u nich też kto chc
                        > iał, to się nauczył.

                        Powtarzam swój pogląd po raz trzeci i ostatni. Są przedmioty, w których rola nauczyciela jest większa, a są takie, w których jest znacznie mniejsza. "Mniejsza" lub "mała" i "żadna" to nie są synonimy.
                        Do pierwszej grupy zaliczam przede wszystkim przedmioty ścisłe i języki obce. I może się zdziwisz - także przedmioty artystyczne, ale te w szkołach zwykle są traktowane po macoszemu i nie ma o czym mówić. Zapewne stąd Twój pogardliwy tekst o pani od plastyki.

                        Do drugiej grupy zaliczam przedmioty typu biologia, geografia, historia i nieco mniejszym stopniu język polski. Powtarzam, chociaż nie kończyłam klasy humanistycznej i historyczka była słaba, znalazły się osoby, które ten przedmiot z powodzeniem zdały na maturze i dostały się na studia tam, gdzie historia była wymagana. Bo duża (nie cała, to nie synonimy, powtarzam) część pracy nad tym przedmiotem należy do ucznia.

                        I to te przedmioty, w których rola nauczyciela jest duża, cieszą się największym powodzeniem na rynku korepetycji. W dużej mierze dlatego, że nauczyciel czegoś nie wytłumaczył wystarczająco zrozumiale. I nie zawsze dlatego, że są to trudne przedmioty, np. angielski obiektywnie nie jest trudnym językiem, a korepetycje z niego bierze multum osób. Szczegół dla mnie dość istotny.
                        Nie zgodzimy się, ja mam swoje zdanie, Ty masz swoje. Odpuść sobie. Z mojej strony EOT.
                        • kkokos Re: Nie wierzę.. 13.09.10, 08:17
                          Zapewne stąd Twój pogardliwy tek
                          > st o pani od plastyki.

                          no teraz ja nie wiem, skąd ty sobie wydumałaś, że tekst był pogardliwy. ale dobra, odpuszczę sobie zgodnie z życzeniem.

                          > Nie zgodzimy się, ja mam swoje zdanie, Ty masz swoje. Odpuść sobie. Z mojej str
                          > ony EOT.

                          no to tym razem zgadzam się w całej rozciągłości.
                    • verdana Re: Nie wierzę.. 17.09.10, 18:02
                      Przybyłam przegryźć tętniczkę.
                      Od nauczyciela nieszczególnie zalezy, czy uczeń będzie umiał jego przedmiot. Natomiast w ogromnym stopniu zależy, czy będzie tym przedmiotem zainteresowany. Kandydat na prawo może , nawet mając fatalnego nauczyciela, nauczyć się podrecznikow do historii na pamięć, po czym do końca swoich dni twierdzic, zę historia jest nudna, stanowi zbiór oderwanych faktow i omijać szerokim łukiem nawet filmy kostiumowe.
                      Uczeń dobrego nauczyciela moze nie pamiętać przywilejów szlacheckich, daty rozbiorów ani bitew pierwszej wojny swiatowej, ale uwazać, ze historia bywa pasjonująca i czytać choćby artykuly w Internecie, dyskutujac, jak to, co dzieje się obecnie, już kiedyś było.
                      To jest różnica miedzy dobrym a złym nauczycielem, a nie zdawalność matury na określoną liczbę punktów.
                      • ananke666 Re: Nie wierzę.. 18.09.10, 12:59
                        verdana napisała:

                        > Przybyłam przegryźć tętniczkę.

                        Po przeczytaniu postu stwierdzam, że moja tętniczka ma się doskonale i jest w całości.
    • paulamaria Re: Nie wierzę.. 12.09.10, 17:26
      Nie wierzę, że nikogo nie zainteresowało i nie zdziwiło, że Mila (zawsze opisywana jako drobna i szczupła) się odchudza.

      -Tato, co to było właściwie?
      -Perforacja wrzodu żołądka.
      -Wrzodu, wrzodu. Przecież mama nigdy nie chorowała!
      -Chorowała. Chorowała. Tylko myśmy o tym nie wiedzieli. Piła siemię lniane, pamiętasz? Udawała, że się odchudza, i jadła różne kleiki i mleczne zupki.

      (rozmowa Gaby z Ignacym, KK)

      • piotr7777 Re: Nie wierzę.. 13.09.10, 19:50
        > Nie wierzę, że nikogo nie zainteresowało i nie zdziwiło, że Mila (zawsze opisyw
        > ana jako drobna i szczupła) się odchudza.
        Mila urodziłą cztery córki. Prawie każda ciąża wiąże się zdodatkowymi kilogramami. Zawsze mogła mówić Ignacemu, że chce odzyskać sylwetkę sprzed ciąży a on po prostu wsruszał ramionami i kwitował to łacińską sentencją.
        • anutek115 Re: Nie wierzę.. 13.09.10, 20:01
          piotr7777 napisał:
          Prawie każda ciąża wiąże się zdodatkowymi kilogram
          > ami.

          Mit. Już nie to nawet, że mówię to jako matka, która po ciąży wracała do wagi sprzed w jakieś dwa tygodnie, a potem dalej chudła, ale w moim otoczeniu (przyjaciółki, kuzynki, znajome z pracy) na palcach jednej ręki mogę policzyć odwrotne przykłady - kobiet, które w ciągu pół roku po urodzeniu dziecka nie wracały do wcześniejszej wagi. Odchudzać się po ciąży, podczas, gdy najmłodsza latorośł liczy pięć wiosen? Takiego wypadku nie znam żadnego .

          Zawsze mogła mówić Ignacemu, że chce odzyskać sylwetkę sprzed ciąży a on p
          > o prostu wsruszał ramionami i kwitował to łacińską sentencją.

          Tak, w to wierzę. Nawet, gdyby mówiła, że odchudza się po ciąży zakończonej szesnaście lat wcześniej.
          • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 14.09.10, 10:46
            To powiedz moim dodatkowym kilogramom, zeby już przyszły, Piotrze ;) W tej ciąży schudłam 6 kilo ;)
            Moja koleżanka 2 tygodnie po urodzeniu dziecka była sucha jak przed ciążą i śladu macierzyństwa nie było ;)
            • piotr7777 Re: Nie wierzę.. 14.09.10, 18:59
              > To powiedz moim dodatkowym kilogramom, zeby już przyszły, Piotrze ;) W tej ciąż
              > y schudłam 6 kilo ;)
              > Moja koleżanka 2 tygodnie po urodzeniu dziecka była sucha jak przed ciążą i śla
              > du macierzyństwa nie było ;)

              Generalnie słyszę, że powrót do wagi sprzed ciąży to albo wynik maksymalnej determinacji albo fenmoen natury. Być może jest inaczej, ok.
              Z zacytowanego opisu wynika co innego - to mianowicie, że Borejkowie z urodzenia (a więc Ignacy i córki) charakteryzują się maksymalnym egocentryzmem i brakiem empatii. Przy czym w tym konkretnym przypadku jest to przez autorkę zamierzone, nie tak jak w późniejszych książkach gdy fakty rozmijają się z wizeurnkiem idealnej rodziny.
              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 14.09.10, 19:59
                > Generalnie słyszę, że powrót do wagi sprzed ciąży to albo wynik maksymalnej det
                > erminacji albo fenmoen natury.

                E, nie, to raczej nieporozumienie
              • paulamaria Re: Nie wierzę.. 15.09.10, 18:39
                Z zacytowanego fragmentu wynika też, że Mila zdawała sobie sprawę ze swojej choroby. Potwierdza to też fakt znalezienia przez Gabę broszury o chorobie ("Po drodze zbadała zawartość maminej torebki. Znalazła kartki na cukier na grudzień oraz broszurę "Choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy") Dlaczego więc, skoro wiedziała, co jej jest, nie zgłosiła się do lekarza? (Ciekawi mnie, jak to w ogóle jest u Borejków z wizytami u lekarza, i czy np. Borejkówny regularnie chodzą do ginekologa,a Ignac ze swoim chorym sercem do kardiologa czy ale to już temat nie na ten wątek ;) )
                • paulamaria Re: Nie wierzę.. 15.09.10, 18:43
                  oczywiście powinno być bez tego "czy" (po kardiologa), przepraszam za ewentualne inne błędy, przez przypadek kliknęłam "wyślij" zamiast "podgląd"
                • black-apple Re: Nie wierzę.. 15.09.10, 20:23
                  Zawsze rozumiałam tę scenę jako dowód na bohaterstwo Mili, która nawet wiedząc o problemach zdrowotnych z oddaniem oddawała się obowiązkom rodzinnym. Natomiast odnośnie stosunku Borejków do lekarzy i wizyt w przychodniach i szpitalach, to Ignacy czuł do nich niechęć, czemu dał upust w KK i Noelce. Ignacy Grzegorz panicznie bał się lekarzy, a już zwłaszcza tak bolesnych zabiegów jak szczepienia ;-)

                  When I grow up, I want to be a forester
                  Run through the moss on high heels
                  • paulamaria Re: Nie wierzę.. 15.09.10, 21:22
                    Mnie to jednak dziwi. Przecież w tej broszurce, którą czytała na pewno nie było napisane, że na 100% można się wyleczyć jakimiś kleikami czy czymśtam. Mila powinna rozumieć, że może skończyć w szpitalu, a im dłużej będzie odwlekać wizytę u lekarza, tym większe będzie to prawdopodobieństwo. Po latach małżeństwa zdawała sobie chyba też sprawę z tego, że Ignacy w żaden sposób nie będzie w stanie zająć się córkami w przypadku jej pobytu w szpitalu. Nie mogła się też spodziewać, że córki nagle staną się samodzielne: do czasu jej pobytu w szpitalu wszystko robiła sama (gotowała, paliła w piecach, prała, sprzątała), nie uczyła córek nawet podstaw gotowania (w KK powiedziane jest, że przeganiała je z kuchni). Czyli świadomie narażała nie tylko siebie, ale i córki (na to, że nie będą miały co jeść, w co się ubrać, bo wszystko brudne itp).
                    • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 15.09.10, 22:01
                      paulamaria napisała:

                      > Mnie to jednak dziwi. Przecież w tej broszurce, którą czytała na pewno nie było
                      > napisane, że na 100% można się wyleczyć jakimiś kleikami czy czymśtam.

                      Bo choroba wrzodowa jest przewlekła i kiedyś (za czasów KK) chyba nie było takiej diagnostyki jak teraz. Przypuszczam, że Mila chodziła do lekarza i dostawała jakieś tam leki na nadkwasotę, a do tego próbowała pilnować odpowiedniej diety (po to właśnie broszurka
                      • meduza7 Re: Nie wierzę.. 18.09.10, 14:07
                        > Teraz robi się gastroskopie, leczy antybiotykowo i inhibitorami pompy protonowe
                        > j itp. Kiedyś każdy dostawał tzw. "mleczko aluminiowe" i szczęść Boże na do wid
                        > zenia :/

                        Za czasów KK w ogóle nie wiedziano jeszcze, że wrzody wywołuje bakteria (z tego co pamiętam, czytałam o tym jako o najnowszym odkryciu, gdzieś pod koniec lat 90), uważano je za wynik stresu i złej diety. A zatem Mila próbowała leczyć się dobrą dietą. Sądzę, że do lekarza też chodziła, lecz na ile ówczesne leki były skuteczne...?
                    • black-apple Re: Nie wierzę.. 15.09.10, 22:35
                      Ja tego również nie pochwalam :) Tylko tłumaczyłam jak to interpretowałam i jaki według mnie był zamysł autorki. Despotyzm Mili w sprawach, hmm, organizacyjnych i dotyczący przydziału prac domowych też mnie nie zachęca do jej postaci ;-) Faktycznie, o ile małe są jeszcze za młode na poważniejsze obowiązki, to i Gabrysia, i Ida powinny już umieć gotować (zwłaszcza Gaba), prać i mieć jako taki zamysł organizacyjny. Co do Ignacego, to nie wiem jak wtedy zachowywali się mężczyźni, ale z opowieści starszych ode mnie osób wyłania się obraz mężczyzny skupionego na pracy, ignorującego prace domowe i szczerze wierzącego w to, że to wyłącznie domena kobiety.
              • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 16.09.10, 11:08
                To nie są naukowe teorie a wymówki, jak śmiem twierdzić :)
              • staua Re: Nie wierzę.. 17.09.10, 21:48
                Eee... Ja tez wrocilam do wagi sprzed ciazy po jakichs 2 miesiacach (a w ciazy przytylam 14 kilo) i nadal tyle waze, a syn ma trzy lata.
                Waga zmienia sie niezaleznie od tego, czy bylo sie w ciazy, czy nie (na przyklad u wiekszosci ludzi, takze tych, co w ciazy nie byli, rosnie nieco z wiekiem). Ciaza pozostawia slady na ciele, ale niekoniecznie w postaci zwiekszenia wagi akurat. U takiej osoby jak Mila, z natury szczuplej i nerwowej, podejrzewam, ze nawet dziesiec ciaz nie spowodowaloby wzrostu wagi.
    • altariel2 Re: Nie wierzę.. 17.09.10, 14:19
      Tak własnie mnie natchnął wątek Czaplinkowy. Trudno mi zrozumieć dlaczego Gaby nie było stać na wakacje dla córek. Przecież nikt jej nie kazał wysyłac ich obu na obóz językowy na Maltę, ale na jakies kolonie czy obóz? Przecież na Bogów to nie było TAKIE drogie... Oststecznie mogła je wysłać choćby na obóz harcerski - te już były naprawdę tanie, bozazwyczaj miały dofinansowania, nawet po upadku systemu.
      Wyglada na to że Gaba znów dała plamę na całej linii jako matka i 'zapomniała', że latem są wakacje i nie odłożyła nic na letni wypoczynek pociech. Wtedy opłacenie z bieżącej pensji nawet obozu harcerskiego dla dwóch osób, może być problemem.
      • paulamaria Re: Nie wierzę.. 18.09.10, 23:03
        Jeżycjada jest właściwie pełna takich sprzeczności. Z jednej strony wszyscy dorośli pracują, a z drugiej ciągle na coś brakuje pieniędzy. Nie wiem, ile zarabia wykładowca, może nie jakoś ogromnie dużo, ale jak w jednym domu mieszka tyle zarabiających osób, w tym jedna będąca znanym dramaturgiem (ja w to nie nie wierzę i tego nie przyjmuję do wiadomości, ale skoro sobie autorka taką postać stworzyła, to niech też coś napisze, co Mila robiła z tą forsą), to przecież nie możliwe, żeby ich tak ciągle nie było na coś stać. A Borejków nie stać. Dlaczego? Bo Borejki nie mogą być bogate. Bo bogaci to chamy, co to nie znają łaciny i ubierają synów w garnitury od Pierre Cardina. A Borejki są szlachetne i zacieśniają więzy rodzinne poprzez zwalanie zmywania naczyń po całej rodzinie na jedną osobę.
        • black-apple Re: Nie wierzę.. 19.09.10, 16:02
          A wlasnie, co z Mila? Jak w dobie internetu, wscibskich dziennikarzy i natretnych fanow mozna pozostac in cognito i to oczywiscie bedac rozchwytywanym, popularnym autorem? A nawet jesli to by sie jej udalo, to co z wydawcami, rezyserami jej sztuk teatralnych i cala mascia innych osob odpowiedzialnych za kontakty z scenarzysta - Mila? Czy Musierowicz wziela za punkt honoru udowodnienie nam geniuszu Mili i to wszelkimi mozliwymi, nawet najglupszymi sposobami? Z przyjemnoscia bym ja o to zapytala.
        • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 19.09.10, 18:57
          > Bo Borejki nie mogą być bogate. Bo bogaci to chamy, co to nie znają łaciny i
          > ubierają synów w garnitury od Pierre Cardina

          No właśnie... W wątku o Koziu chyba padły też słowa o tym, w jak niekorzystnym świetle w J. są przedstawiane osoby, którym trzeba oddać pieniądze. Głupie, prymitywne istoty, które ośmielają się niepokoić arystokrację swoimi głupimi, prymitywnymi długami.

          Podobnie obrzydliwie zachowuje się Beata Bitner w BBB, gdy z przekąsem stwierdza, że "już sobie wyobraża minę Anieli", która będzie musiała zapłacić ze komitet rodzicielski, dzienniczki czy co tam jeszcze drogiej, arystokratycznej Bebe. No bo przecież Aniela powinna jeszcze rączkę arystokratki ucałować, że jej pozwolono łaskawie tyrać na panienkę i panicza!

          W ogóle sytuacje okołopieniężne i okołomajątkowe w Jeżycjadzie bywają niezrozumiałe.

          Po pierwsze sytuacja z mięsem Nowackich w piwnicy. Sytuacja jest przedstawiona co najmniej tak, jakby Nowaccy to mięso ukradli, od ust odjęli biednym. A przecież oni tylko kupili gdzieś cichcem od chłopa, jak miliony innych ludzi za PRL-u.

          Po drugie wspomniana w tamtym wątku kąśliwość wobec Lisieckich, których ojciec, zamiast siedzieć na porośniętym ryżym włosem tyłku, nauczył się obcego języka i teraz ciężko pracuje, przysyła dzieciom ładne ubrania. No zwierzę po prostu! Jak on śmie. I Lisiecka, domagająca się zwrotu pieniędzy za zniszczoną przez Idę odzież.

          Po trzecie, Kozio wyłudzający pieniądze od koleżanek i odmawiający podania swojego adresu oszukanym dziewczynkom. Wstrętna sytuacja, w której pod adresem Kozia nie pada ani jedno słowo krytyki, bo przecież biednieńkie dziecko, cóż on winien. Liczne słowa krytyki padają za to pod adresem wierzycielek domagających się zwrotu pieniędzy: autorka konsekwentnie przedstawia je jako tłuste, ograniczone umysłowo, wyłupiastookie, histeryczne kretynki z wujkami w wiadomym resorcie.

          Po czwarte, Pulpa i jej obrzydliwa pogarda wobec Jacunia, "syna obszarnika".

          Po piąte, Dianka, córka lekarza "bogatego" (nie mieszka w suterenie!), dlatego też wrednego, prymitywnego i agresywnego

          ... i tak dalej.

          Nie wiem, czy mam przez to rozumieć, że autorka jest w duszy taką komunistką, że pieniądze ją do głębi mierzą, ale trudno mi w to uwierzyć, zważywszy, że swoich książek za darmo nie rozdaje...
          • maryboo Re: Nie wierzę.. 19.09.10, 19:45
            nessie-jp napisała:
            > Nie wiem, czy mam przez to rozumieć, że autorka jest w duszy taką komunistką, ż
            > e pieniądze ją do głębi mierzą, ale trudno mi w to uwierzyć, zważywszy, że swoi
            > ch książek za darmo nie rozdaje...


            A najlepsze w tym wszystkim jest to, że Borejkowie już od dawna do ubogich NIE należą. Mila to wzięty dramaturg; Gabrysia i Grzegorz nie dość, że pracują na uczelni, to jeszcze mają milion zleceń dodatkowych; Pałysowie są lekarzami i pracują w klinice, przychodni i spółdzielni lekarskiej naraz; Natalia uczy w szkole i być może wciąż dorabia jako tłumacz, za to Robroj ma własną firmę; o cudownych gospodarzach Górskich już nie wspominając. Mimo to MM z niewiadomego powodu zafiksowała się na pogląd "bogaty = krętacz i cham", nie widząc, że takie rozumowanie straciło swój sens mniej więcej od "Pulpecji" i godzi rykoszetem w samych Bominków.
            No, ale może to dlatego, że wśród Borejków nie ma grubych osób (co najwyżej seksownie zaokrąglone, vide Pulpa), w związku z czym nie spełniają autorskiej definicji Postaci Godnych Pogardy...
          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 19.09.10, 21:44
            > Po czwarte, Pulpa i jej obrzydliwa pogarda wobec Jacunia, "syna obszarnika".

            Hurtownika.
            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 19.09.10, 22:07
              > Hurtownika.

              Cudzysłów.
              • ananke666 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 02:14
                > Cudzysłów.

                Badylarza!
          • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 00:19
            nessie-jp napisała:
            > Podobnie obrzydliwie zachowuje się Beata Bitner w BBB, gdy z przekąsem stwierdz
            > a, że "już sobie wyobraża minę Anieli", która będzie musiała zapłacić ze komite
            > t rodzicielski, dzienniczki czy co tam jeszcze drogiej, arystokratycznej Bebe.
            > No bo przecież Aniela powinna jeszcze rączkę arystokratki ucałować, że jej pozw
            > olono łaskawie tyrać na panienkę i panicza!


            Tu się nie zgodzę. Sama wielokrotnie myślałam coś w tym stylu, gdy po wydatkach wrześniowych (podręczniki, artykuły papiernicze, zawsze się plątały stroje na WF albo buty czy inne plecaki) przychodziła jeszcze śliczna lista ze szkoły na kolejne 200 zł bo tu komitety a tam ubezpieczenia. I już widziałam minę moich rodziców, gdy będę musiała im to pokazać, a oni sięgnąć do uszczuplonego portfela. Mało to przyjemne, zwłaszcza wobec obcej osoby jaką była Aniella co spopiella. Nie wiadomo ile Józefina zostawiła pieniędzy i ile z tego zeszło na potrzeby Kozia oraz właśnie takie wydatki, więc możliwe, że Bebe spodziewała się niewesołej miny Anieli, która zapewne dzierżyła ser, znaczy się ster, to jest pieniądze.
            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 14:31
              > Nie wiadomo ile Józefina zostawiła pieniędzy i ile z tego zeszło na potrzeby
              > Kozia oraz właśnie takie wydatki, więc możliwe, że Bebe spodziewała się niewes
              > ołej miny Anieli

              Bebe ma co najmniej 16 lat. Aniela w jej wieku co robiła? Siedziała na arystokratycznym tyłeczku i kręciła nosem, że służba miny robi? Nie, zarabiała nie tylko na własne dzienniczki i komitety, ale jeszcze na własny czynsz i wydatki. Dambo zdaje się zarabia?
              • ginny22 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 14:56
                Nie wpadajmy w paranoję. 16-latkom rzeczy tak podstawowe i oczywiste, jak szkolne przybory i opłaty, powinni finansować rodzice/opiekunowie. To dla mnie oczywista oczywistość.
                • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 15:25
                  > . 16-latkom rzeczy tak podstawowe i oczywiste, jak szkol
                  > ne przybory i opłaty, powinni finansować rodzice/opiekunowie.

                  Powinni. Ale nie finansują. Wyjechali sobie radośnie do USA. I co? Co robi w takiej sytuacji 16-latka? Ano rzuca kąśliwe uwagi pod adresem kuzynki, która nie ma żadnego obowiązku nic rozkosznej Beatce fundować.
                  • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 16:16
                    nessie-jp napisała:
                    Ano rzuca kąśliwe uwagi pod adresem kuzynki, która nie
                    > ma żadnego obowiązku nic rozkosznej Beatce fundować.


                    Ale dlaczego przyjmujesz, że to jest kąśliwe w stosunku do Anieli? Ja to zawsze odbierałam jako kąśliwą uwagę w stosunku do sytuacji i do szkoły, która znów wiąże się z absurdalnymi kosztami oraz wymaganiami. Ona nie napisała:"Już widzę jak Aniella się wkurzy o to i obrazi", tylko "już widzę jej minę" co może oznaczać także "będzie bardzo podobna do mojej".
              • taria Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 16:52
                Boska Aniella w jej wieku nie zarabiała na swoją edukację. ale na konsekwencje swojej decyzji o tym, żeby wyprowadzić się z domu i zrezygnować z przyznanego internatu. Ojciec opłacał jej książki, dzienniczki i komitety, może i obiady w szkole, przesyłał paczki żywnościowe. Wcale mnie nie dziwi przy tym, że uznał, że nie stać go na fanaberię w stylu samodzielnego pokoju dla córki licealistki. Aniella pracowała zresztą u Nowackich tylko do końca roku, myślę że później całość jej wydatków na utrzymanie pokrywał tato...

                • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 17:07
                  Boska Aniella nie zarabiałaby w ogole, gdyby nie podsunęła jej tego pomysłu pani Nowacka. Dopiero gdy Aniella znalazła się w mieszkaniu Nowackich i zobaczyła Pawella obskakiwanego przez piękne koleżanki, a pani Nowacka zaproponowała jej pracę (w mniemaniu, że jest ona pomocą domową u Kowalików), wtedy to Aniella wycedziła, że to świetny pomysł.
                  Ja też uwagę Bebe odbieram jako komentarz do sytuacji, do systemu nauczania, do tego, że "bezpłatna" edukacja pochłania mnóstwo kasy. Uważam też, że sama w tym momencie miała taką minę, jaką wyobraziła sobie u Anieli.
                • taria Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 17:54
                  Bebe nie aspiruje do bycia niezależną samoutrzymującą się licealistką, zwłaszcza że ma świadomość, że możliwości finansowe jej matki pozwalają jej wychowywać dwoje dzieci. Matka ta umawia się z dorosłą krewną, że ta przejmie jej obowiązki wychowawcze w zamian za mieszkanie i pokrycie kosztów utrzymania. Okazuje się, że pobyt matki za granicą się przedłuża, a gotówki nie wystarcza. Paradoksalnie, gdyby w tej sytuacji Aniela zwiała gdzie pieprz rośnie, każąc Beacie radzić sobie samej, możnaby np. wynająć komuś pokój Józefiny i załatać dziurę w domowym budżecie.
                  Kłamczucha wywiązuje się z umowy opieki nad Koziem i Bebe raczej marnie: nie przychodzi na zebrania szkolne, nie wspiera moralnie dzieciaków w trudnej sytuacji praktycznego porzucenia przez matkę. To już Beata kreowana jest na tę odpowiedzialną jednostkę w rodzinie, która pociesza brata, pilnuje opłacania rachunków, robi zakupy i przygotowuje posiłki. Myśl o kwaśnej minie Anieli była zdecydowanie złośliwa, ale usprawiedliwiona.
                  • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 18:25
                    > Kłamczucha wywiązuje się z umowy opieki nad Koziem i Bebe raczej marnie: nie pr
                    > zychodzi na zebrania szkolne,

                    No bez przesady proszę
                    • ananke666 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 19:32
                      > Wracając do lat szkolnych Anieli, to o ile pamiętam, po porzuceniu pracy u Nowa
                      > ckich Aniela znalazła lepiej płatną posadę.

                      Hm? Nie pamiętam nic takiego...
                      • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 19:44
                        22 grudnia Aniela wymówiła pracę u wicedyrektor Dąbek-Nowackiej, tyranki i matki osobnika pozbawionego serca i honoru. Wobec pogłębiającego się rozdźwięku, ba, wrogości wręcz, między Pawełkiem a jego pomocą domową (zbliżały się święta, a on wciąż był na diecie) kontynuowanie pracy w domu przy ulicy Roosevelta nie miało najmniejszego sensu. Było wszak w Poznaniu z tysiąc domów, które potrzebowały gosposi, i Aniela nie obawiała się żadnych trudności na rynku zatrudnienia.
                        • ginny22 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:27
                          Hm, super. Ale w którym miejscu ona podejmuje pracę, a nie tylko myśli o tym?
                          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:42
                            ginny22 napisała:

                            > Hm, super. Ale w którym miejscu ona podejmuje pracę, a nie tylko myśli o tym?

                            No bez przesady, bo za chwilę się okaże, że Aniela wcale nie pojechała do Poznania za Pawełkiem, tylko siedzi i to sobie wszystko wyobraża...
                            • ginny22 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:49
                              Chwilunia, mówimy o zatrudnieniu popawełkowym.
                            • ginny22 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:49
                              Mam wrażenie, że nigdy nie byłaś 16-latką, wybacz. Czepiasz się tej Bebe jak nie powiem co.
                              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 21:05
                                ginny22 napisała:

                                > Mam wrażenie, że nigdy nie byłaś 16-latką, wybacz. Czepiasz się tej Bebe jak ni
                                > e powiem co.

                                Jednak byłam, i to w dodatku radzić sobie musiałam tak samo jak droga Beatka
                    • ginny22 Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:25
                      > No bez przesady proszę
                      • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:41
                        > Ależ jest uzasadnienie, jest. Aniella ma się nimi opiekować. Zastępuje im matkę
                        > . O ile wiem, matki tudzież ojcowie bywają na wywiadówkach.

                        Ale nie w godzinach pracy. Proste.

                        > Podobnie finansowy aspekt życia nie musiałby Bebe w ogóle obchodzić, albowiem j
                        > est nieletnia. Finanse są sprawą między Józefiną a Aniellą.

                        Ależ oczywiście, jej wysokość księżniczka Beata co najwyżej skomentuje złośliwie, że służąca Aniela będzie miała głupią minę, jako że sprawy finansowe do niej należą... Jej wysokość księżniczkę gucio obchodzi kuzynka, jej praca, jej obowiązki i kwestie finansowe. Jej wysokość księżniczka Beata ma w odwłoku Anielę z jej teatrem, próbami, walką o role
                    • taria Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 20:48
                      > No bez przesady proszę
                      • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 21:17
                        > 1. Zebranie szkolne było ogólnoklasowe, z założenia rodzice/opiekunowie POWINNI
                        > się na nim pojawić. Pieróg chciał spotkać się z Anielą po zebraniu.

                        Powinni to nie znaczy że się pojawią, jeśli na przykład pracują na drugą zmianę i nie mają czasu. Bebe mogła najzwyczajniej na świecie poinformować wychowawcę, że na zebraniu nikt się nie pojawi, bo matka wyjechała, a kuzynka pracuje. NIKT by się do tego nie przyczepił, gdyby nie wybryki Bebe.

                        Cała ta absurdalna sytuacja powstała dlatego, że drogiemu Bebiszonowi nie chciało się sporządzić dzienniczka i uparcie oraz wielokrotnie podsuwała Pierogowi do wpisywania uwag brudnopis zwany brulionem. Który dla jajec przedstawiała też Bernardowi, zapewne żeby się pochwalić limerykami. A Pieróg nie wpisywałby do brulionu uwag, gdyby

                        a) dostał w łapę dowolny czysty zeszyt
                        b) nie miał uwag do wpisywania, czyli gdyby pannica uważała na lekcjach


                        > Bebe BŁAGA ją,
                        > żeby Bernard nie szedł, bo to nie skończy się dobrze.

                        Bebe błaga Bernarda i słusznie
                        • taria Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 23:01
                          >
                          > Jak dla mnie, 16-letnia pannica to już dziewczyna na progu dorosłości, a nie ma
                          > łoletnia. Ale może ja się nie znam, może Aniela powinna buty Bebe czyścić i szn
                          > urować oraz karmić ją łyżeczką.
                          >
                          > W postawie Bebe właśnie to mnie drażni, że ta dziewczyna wiecznie oczekuje, że
                          > ktoś za nią wszystko załatwi, zrobi, uładzi. A jeśli nie chce za nią świecić oc
                          > zami, to wtedy Bebe jest wielce przerażona i zaskoczona.
                          >

                          Bebe nie oczekiwała, że Aniela będzie świecić za nią oczami. Oczekiwała natomiast, że pojawi się na zebraniu w zastępstwie matki. Zauważ, że obowiązki Anieli ograniczały się JEDYNIE do reprezentowania Józefiny w oficjalnych kontaktach ze szkołą. Bebe robi zakupy, sprząta, gotuje, zajmuje się domem, pomaga Koziowi w lekcjach. To Bernard i Bebe rozmawiają z panią Sznytek na temat dręczenia Kozia. To Bebe rzuca się szukać pieniędzy, aby zwrócić pożyczkę Izabelli. Pieniądze na jedzenie i książki nie pochodzą z mikroskopijnej pensyjki Anieli, tylko z oszczędności Józefiny.
                          Pod tym względem Bebe i Kozio są prawie samowystarczalni. PRAWIE, bo są sprawy w których dzieciaki musi reprezentować osoba pełnoletnia. Taką sprawą jest kontakt opiekuna ze szkołą. Pisemny, czyli korespondencja w dzienniczku i osobisty, czyli obecność na zebraniach i indywidualnych spotkaniach z wychowawcą. I wynagrodzeniem za ten obowiązek jest mieszkanie Anieli u Bittnerów. Aniela nie wywiązuje się z tego WCALE, czyli mieszka faktycznie za friko.

                          Wcale nie twierdzę, że w całym starciu z Pierogiem Bebe jest niewinna. Powinna mieć dzienniczek ucznia. Nie powinna prowadzić prywatnych zapisków w czasie lekcji. Nie powinna pozwolić Bernardowi na ironiczne odpowiedzi w dzienniczku.

                          Jednak Pieróg domaga się indywidualnego spotkania z Anielą nie dlatego, że Bebe pisze marne wiersze w brudnopisie, tylko dlatego, że poczuł się obrażony dopiskami Bernarda.
                          Nie zawiesza Damba i Bebe w prawach ucznia dlatego, że limeryk o potencjale obronnym zagraża państwowości PRL, tylko dlatego, że oberwał w twarz gumką od majtek od osoby mieniącej się ich opiekunem. Bebe wylatuje ze szkoły dlatego, że jej "opiekun" zachowuje się jak człowiek niespełna rozumu.

                          Te same przewinienia (brak dzienniczka, idiotyczne limeryki w brudnopisie, brak książki do fizyki, której nie wydrukowano) nie zwróciłyby nawet poważniejszej uwagi dyrektora, gdyby Aniela stawiała machinalne parafki pod każdą z wpisanych informacji. Gdyby Aniela raczyła przeczytać informację o wywiadówce, zadzwonić do wychowawcy i umówić się na rozmowę w innym terminie (taka procedura obowiązywała w moim liceum - rodzic nieobecny na zebraniu miał obowiązek spotkać się z wychowawcą kiedy indziej) cała historia nie miałaby miejsca.
                          Nie chodzi tu o usprawiedliwianie wybryków podopiecznej, tylko o przekazanie informacji na temat jej funkcjonowania w szkole. Aniela MA OBOWIĄZEK jako tymczasowy opiekun interesować się edukacją Bebe. Koniec, kropka.
                          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 23:23
                            > Gdyby Aniela raczyła przeczytać informację o wywiadówce, zadzwonić
                            > do wychowawcy i umówić się na rozmowę w innym terminie

                            Ależ oczywiście, że tak
                            • croyance Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 14:50
                              Tak sobie mysle, ze przeciez Aniela byla jednak mloda babka - ile miala w BB, 25 lat ..? Chcialabym zobaczyc siebie 25-letnia, jak wychowuje 16-latke. Wiele z tych rzeczy, o ktorych piszecie, w ogole by mi do glowy nie przyszlo, nawet teraz. Chyba bardziej bym sie czula jej kolezanka, niz opiekunka, a nawet gdybym czula sie opiekunka, to pojecia bym nie miala najmniejszego, co do takich obowiazkow nalezy.
                              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 16:29
                                croyance napisała:

                                > Tak sobie mysle, ze przeciez Aniela byla jednak mloda babka - ile miala w BB, 2
                                > 5 lat ..? Chcialabym zobaczyc siebie 25-letnia, jak wychowuje 16-latke.

                                W dodatku Aniela nie miała matki
                          • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 23:45
                            Nessi-jp napisała:
                            Powinni to nie znaczy że się pojawią, jeśli na przykład pracują na drugą zmianę i nie mają czasu. Bebe mogła najzwyczajniej na świecie poinformować wychowawcę, że na zebraniu nikt się nie pojawi, bo matka wyjechała, a kuzynka pracuje. NIKT by się do tego nie przyczepił, gdyby nie wybryki Bebe.

                            Gdyby Aniella wywiązywała się ze swoich obowiązków to by wiedziała o tym zebraniu wcześniej i mogłaby się przygotować "Nie mówiłam tobie, bo to Bernard podpisał notatkę o zebraniu". Gdy moja siostra, pod nieobecność moich rodziców przejmowała nad mną opiekę, zachowywała się jak przystało na opiekuna- pisała zwolnienia i podpisywała uwagi, chodziła ze mną do lekarza oraz pomagała gdy byłam w kłopotach. Taka jest rola opiekuna. Pomagać gdy podopieczny ma problem.

                            Twierdzenie, że Bebe jest roszczeniowa na podstawie jednego zdania ("I powiem ci, że wkurza mnie ta smęcąca, roszczeniowa firana na całego"), uważam za przesadę i może świadczyć jedynie o Twojej niechęci do tej postaci.
                            • marslo55 Re: Nie wierzę.. 21.09.10, 09:27
                              filifionka-listopadowa napisała:
                              "Twierdzenie, że Bebe jest roszczeniowa na podstawie jednego zdania ("I powiem ci, że wkurza mnie ta smęcąca, roszczeniowa firana na całego"), uważam za przesadę i może świadczyć jedynie o Twojej niechęci do tej postaci."
                              Aniella w którymś momencie narzeka "Bebe, jesteś koszmarny ponurak", czy jakoś tak. Ludzie o bardzo poważnym usposobieniu, którzy uśmiechają się dwa razy na miesiąc, sprawiają często wrażenie niezadowolonych z życia. Może stąd to wrażenie "roszczeniowości" Bebe - bo skoro ciągle ponura, niezadowolona, to znaczy, że chciałaby więcej i więcej?

                              • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 21.09.10, 23:32
                                Raczej chodzi mi o trudność w dyskutowaniu z kimś, kto jest bardzo, bardzo uprzedzony do postaci. Takie widzenie wszystkiego na "nie".

                                Dlatego ja się staram nie wypowiadać na temat Pyzy, bo nie lubię jej prawie tak bardzo jak zupy rybnej <IMHO fuj> i cokolwiek by kto nie napisał o jej dotychczasowych "osiągnięciach" ja zdania nie zmienię.
                            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 21.09.10, 23:41
                              > Twierdzenie, że Bebe jest roszczeniowa na podstawie jednego zdania ("I powie
                              > m ci, że wkurza mnie ta smęcąca, roszczeniowa firana na całego")
                              , uważam za
                              > przesadę i może świadczyć jedynie o Twojej niechęci do tej postaci.

                              Owszem, nie cierpię tej postaci serdecznie, co już nieraz pisałam. I nie tylko na podstawie tej jednej uwagi uznaję ją za roszczeniową i wyjątkowo antypatyczną pannicę. Chodzi o stosunek do Kozia, o stosunek do Anieli, o stosunek do nauczycieli i szkoły, o stosunek do całego życia.

                              Doprawdy dziwię się ostatniej scenie tej książki
            • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. w BBBrulionowa forse? 20.09.10, 17:45
              > nessie-jp napisała:
              > > Podobnie obrzydliwie zachowuje się Beata Bitner w BBB, gdy z przekąsem st
              > wierdz
              > > a, że "już sobie wyobraża minę Anieli", która będzie musiała zapłacić ze
              > komite
              > > t rodzicielski, dzienniczki czy co tam jeszcze drogiej, arystokratycznej
              > Bebe.
              > > No bo przecież Aniela powinna jeszcze rączkę arystokratki ucałować, że je
              > j pozw
              > > olono łaskawie tyrać na panienkę i panicza!

              filifionka-listopadowa napisała:
              > Tu się nie zgodzę. (...) I już widziałam minę moich r
              > odziców, gdy będę musiała im to pokazać, a oni sięgnąć do uszczuplonego portfel
              > a.

              Od kiedy zaczelam zwracac uwage na takie szczególy w ksiazkach i dochodzilam do tejze miny anielinej, NIGDY nie moglam zrozumiec, jak wlasciwie MM wystawila sobie w swej przepastnej a pojemnej wyobrazni uklad i umowe miedzy Józefina a Aniella.
              Aniella miala nagle stac sie rodzicem i fundowac wszystkie wydatki dla tych dwoje nieletnich a przesmradzajacych snobków? W zamian za sublokatorskie mieszkanie z nimi na Kozia lape i za kontakt do pracy w teatrze?
              Rozumiem, ze moglo to wyjsc tylko jesli Józefina miala w miare regularnie przysylac mnogie mrowie dularów (i fajne dzinsy) back to PRL. Wiec dlaczego Aniella mialaby sie krzywic?
              Jesli Aniella miala sie zas krzywic, to znaczy, ze na swej glowie i swoim portfelu miala 2 cudzych bachorów, z czego Bebe juz dawno w wieku, gdzie choc troche moglaby dorabiac?
              Póki koperta z forsa nie zostaje znaleziona, za jedzenie (n.p. tortu woniejacego alkoholicznym kremikiem) rozumiem, ze placi Aniella. Do splawienia niegodnej wejsc na pokoje ofiary Kozia dorzuca sie szczodry Bernard (czyli Aniella w kase bynajmniej nie oplywa).
              Jak to do cholery mialo fungowac, Bebe z Koziem na garnuszku Anielli z mala rólka w teatrze? Aniella miala spopiellac Bebe te pomoce szkolne i podreczniki czy nie miala?
              • the_dzidka Re: Nie wierzę.. w BBBrulionowa forse? 20.09.10, 18:08
                > Jak to do cholery mialo fungowac, Bebe z Koziem na garnuszku Anielli z mala ról
                > ka w teatrze?

                Pamiętaj, że Józefina dokładnie wskazuje miejsce ukrycia pieniędzy (ale to zabrzmiało): "pieniądze na życie znajdziecie w portfeliku, pod tą jedwabną suknią w jaskółki na dnie mojej szafy. Jeśli nie, to zajrzyjcie do kredensie w kuchni, i wtedy nie w portfeliku, tylko w puszce po kawie, tej największej". Fakt, że summa summarum fosa znalazła się zupełnie gdzie indziej, i to czystym przypadkiem (zwariowałabym z taką Józefiną), jednak wynika z tego, że kasa na życie BYŁA. Józefina wzięła ten aspekt pod uwagę.
          • mankencja Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 15:33
            > Po czwarte, Pulpa i jej obrzydliwa pogarda wobec Jacunia, "syna obszarnika".

            hurtownika. wiem, bo wczoraj odświeżyłam sobie "Pulpecję".
            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 20.09.10, 15:43
              > hurtownika. wiem, bo wczoraj odświeżyłam sobie "Pulpecję".

              Święta Matyldo z serem, no przecież wiem, że nie obszarnika tak naprawdę! Mimo licznych wad i ograniczeń umysłowych zdaję sobie sprawę, że w latach 90-tych w Poznaniu obszarnicy byli już gatunkiem mitycznym.
              • piotr7777 Re: Nie wierzę.. 27.09.10, 18:12
                Czyli podsumowując sytuację z "Brulionu"
                -Bebe nie uważała na lekcji i wpisywała limeryki
                -Aniela olała wywiadówkę oraz w ogóle obowiązki opiekunki
                -Bernard robił jaja z uwag wychowawcy i zrobił z siebie widowisko na wywiadówce

                ...najbardziej w porządku jest Pieróg. No, tego by się autorka nie spodziewała.
                • black-apple Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 08:40
                  Tylko jako jedna z interpretacji. Zwaz, ze nie wszyscy rozmowcy zywili ten sam przedstawiony powyzej poglad. Na czele z autorka :)
                  Tedy nachodzi ma glowe istotne pytanie:
                  Czy jesli autorka, tworczyni postaci i ich losow, twierdzi, ze Gabriela jest dobra a ja, ze zla, to jaka jest Gaba i kto ma racje?
                  Zwracam uwage, ze w przykladzie krytyka Gaby jest przedstawiona rownie merytorycznie i naukowo, jak to w pewnych przypadkach czynilismy na forum. Jesli ktos sie z moim stwierdzeniem nie zgadza, to niech sobie dopowie konstruktywna, wywazona i bogata w przyklady na zlo Gaby krytyke.
                • ananke666 Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 13:44
                  > ...najbardziej w porządku jest Pieróg. No, tego by się autorka nie spodziewała.

                  Ach nie. Pieróg nie ma żadnej zalety, a na domiar złego jest donosicielem. Kapusiem. Kablem. Ta ostatnia cecha już wystarczy, żeby go skreślić raz, a dobrze.

                  Najbardziej w porządku jest Izabella...
                  • chomiczkami Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 14:35
                    Ech. A Ignaś też donosi. Czyli też jest skreślony na wieki wieków.

                    Izabella ma ślimate oczki. To ją skreśla.
                    • ananke666 Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 14:42
                      chomiczkami napisała:

                      > Ech. A Ignaś też donosi. Czyli też jest skreślony na wieki wieków.

                      Ech, dzieciakiem był, krzywionym przez dziada. Gówniarzowi więcej można wybaczyć niż dorosłemu.
                      (No dobra, u mnie skreślony, ale za całokształt. Nie znoszę tej postaci)

                      > Izabella ma ślimate oczki. To ją skreśla.

                      Nie skreślam nikogo za oczki ni nadwagę.
                      • piotr7777 Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 17:27
                        Skoro już o Pierogu mowa to ja nie wierzę w co innego.
                        Nie wierzę, że Gabriela będąc kompletnie zielona z fizyki potrafiła w krótkim czasie doznać olśnienia i bezbłędnie rozwiązać kilka zadań przed komisją z kuratorium.
                        Tym bardziej, że jak sama autorka pisze przyczyną jej kłopotów z tym przedmiotem była nie tylko niechęć do Pieroga ale również "nieczucie paskudztwa ani w ząb".
                        • chomiczkami Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 17:51
                          Wiesz, mnie też się zdarzały objawienia na fizyce, zwłaszcza jak zadania miały obniżony stopień trudności. Z tyłu głowy nagle trafiały do mnie właściwe słowa. Umiem zrozumieć Gabriellę, której z radości mózg wypromieniował informacje... :D
                        • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 18:09
                          piotr7777 napisał:

                          > Skoro już o Pierogu mowa to ja nie wierzę w co innego.
                          > Nie wierzę, że Gabriela będąc kompletnie zielona z fizyki potrafiła w krótkim c
                          > zasie doznać olśnienia i bezbłędnie rozwiązać kilka zadań przed komisją z kurat
                          > orium.

                          Ale to było trochę inaczej opisane. Pieróg starannie wybierał Gabrieli jak najprostsze pytania, żeby się nie skompromitować przed kuratorium i dać jej szansę na odpowiedź. A Gabriela nagle się przekonała, że nie taka fizyka straszna, jak ją malują, i może jednak DAJE się zrozumieć ;)

                          Zauważ, że na etapie KK Pieróg jeszcze nie jest opisywany jak zuo wcielone z różkami, kopytkami i legitymacją partyjną zamiast mózgu.
                          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 21:18
                            > Ale to było trochę inaczej opisane. Pieróg starannie wybierał Gabrieli jak najp
                            > rostsze pytania, żeby się nie skompromitować przed kuratorium i dać jej szansę
                            > na odpowiedź.

                            Chyba nie, tam było tylko, że obniżył nieco próg trudności. Przed wizytacją z kuratorium raczej nie zadawałby najprostszych pytań.
                            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 28.09.10, 21:19
                              > Chyba nie, tam było tylko, że obniżył nieco próg trudności. Przed wizytacją z k
                              > uratorium raczej nie zadawałby najprostszych pytań.

                              Najprostszych to może nie, ale jednak jakoś tam ułatwił. W każdym razie sugestia była taka, że nie znęcał się specjalnie, tylko przeciwnie, poszedł raczej na rękę i opłaciło się.
                              • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 03.10.10, 21:31
                                Pierrogo na wszelki wypadek zaniżył próg trudności pytania, ale i tak miał juz za sobą odpytanie swoich orłów - Pawełka i Hajduka - więc nie obawiał się aż tak bardzo kompromitacji.
                      • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 15.06.11, 21:17
                        Nie bardzo wiem, gdzie się podłączyć, to się podłączę tutaj, tematycznie trochę pasuje ;)

                        Nie uwierzę w to, że wszystkie panny opisane w Jeżycjadzie wyrosły na prawdziwe piękności, które nie mogą opędzić się od adoratorów. Chodzi mi o to, że żadna z nich nie ma np. garbatego nosa, zeza, odstających uszu, szczerbatych zębów czy nie jest prawdziwie gruba [Pulpecja jest opisana jako atrakcyjna puszysta]. Żadna też, dorastając, nie ma prawdziwych kompleksów [takich wynikających z prawdziwego braku urody, nie takich wydumanych, jak Cesia] i nie cierpi na brak chłopaków, schnąc w dziewictwie. :P

                        Miałam nadzieję, że taka zakompleksiona [i niezbyt ładna] będzie Róża, która była opisywana jako dziecko pod każdym względem gorsze [brzydsze i głupsze] od Laury. "Niestety" - okazało się, że wyrosła na piękność, która - nie starając się o to w ogóle - zauroczyła najpierw trzech Lelujków a później Fryca. W taką Różę nie mogę uwierzyć.

                        Wiem, że to wina tego, że Musierowicz jako "brzydkie" opisuje osoby, które czytelnik powinien uznać za antypatyczne [jak Izabella], ale brak mi takiej oryginalnej brzyduli. :)
                        • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 15.06.11, 22:27
                          Aha, i w ESD nie wierzę. To znaczy nie wierzę że prawie dorośli ludzie mieliby z całą powagą dyskutować nad "eksperymentalnym sygnałem dobra", uśmiechać się do obcych ludzi na ulicy a później pisac z tego sprawozdania. To zawsze było dla mnie strasznie dziecinne, dobre dla trzynastolatków. No, chyba, że pani Szczepańska jednak miała rację i spotkania ESD odbywały się w innym, rozrywkowym celu a sprawozdania pisano na wypadek takiej właśnie wpadki :P
                          • kkokos Re: Nie wierzę.. 15.06.11, 22:42
                            deszcz.ryb napisała:

                            > Aha, i w ESD nie wierzę. To znaczy nie wierzę że prawie dorośli ludzie mieliby
                            > z całą powagą dyskutować nad "eksperymentalnym sygnałem dobra", uśmiechać się d
                            > o obcych ludzi na ulicy a później pisac z tego sprawozdania. To zawsze było dla
                            > mnie strasznie dziecinne, dobre dla trzynastolatków.

                            a ja akurat wierzę, jak najbardziej.
                            • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 15.06.11, 23:21
                              Eeee... Robiłaś coś podobnego w wieku 16-17 lat? Czy znasz kogoś, kto tak robił? Pytam z ciekawości, bo mnie by to w głowie nie postało w tym wieku. Wcześniej - owszem, robiło się różne dziwne rzeczy. ;)
                              • slotna Re: Nie wierzę.. 16.06.11, 00:03
                                Calkiem dorosli ludzie dzis piela wirtualne rzodkiewki, w latach siedemdziesiatych tego nie bylo, a ESD to fajna zabawa.
                                • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 16.06.11, 00:43
                                  No, tym argumentem mnie przekonałaś! :) Akurat nie pielę, ale znam mnóstwo takich co pielą, więc nagle zaczęłam rozumieć...
                              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 16.06.11, 01:10
                                deszcz.ryb napisała:

                                > Eeee... Robiłaś coś podobnego w wieku 16-17 lat? Czy znasz kogoś, kto tak robił?

                                W wieku 16 lat tak z 90% moich znajomych. Jedni jeździli na na oazy niosące kaganek wiary Chrystusowej, nawracali przy każdej okazji. Inni ewangelizowali death metalem, jeszcze inni solennie stroszyli irokeza co rano. Ludzie w tym wieku są w stanie robić różne rzeczy, niekiedy i dziwniejsze, niż szczerzenie się do ludzi dla zgrywu i zabawa w pisanie dowcipnych protokołów.

                                Akurat 16-17 lat to idealny czas na snobizowanie się na antyk i filozofów.

                                • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 16.06.11, 13:03
                                  No mówię, że argument o Farmville mnie przekonał. ;) Chociaż wszystko to, co wymieniłaś - oazy, irokezy czy death metal [nawet Farmville :P ] ma jednak DLA MNIE więcej sensu niż takie gadanie o niczym [ale nudny byłby ten świat gdybyśmy się wszyscy zgadzali].

                                  Kiedyś chyba czytałam na tym forum, że z ESD to w ogóle było tak, że ta grupa była ważna i interesująca wyłącznie dla Anieli i Gaby; Pyziak był w tym tylko dlatego, ze interesował się Gabą i chciał jej się przypodobać; Robert i Pawełek to samo, tylko że interesowali się Anielą a Danka nic z tego nie rozumiała, ale w ESD była po to, żeby pilnować Pawełka. A Idę interesowało to, co robili starsi. Takie wytłumaczenie do mnie przemawia ;)
                                  • klymenystra Re: Nie wierzę.. 21.06.11, 21:47
                                    Uważasz, że dyskusje na temat filozofii (doktryn i etyki) są o niczym?
                                  • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 22.06.11, 04:02
                                    > Kiedyś chyba czytałam na tym forum, że z ESD to w ogóle było tak, że ta grupa b
                                    > yła ważna i interesująca wyłącznie dla Anieli i Gaby

                                    Ja tak uważam, z tym, że dla Gaby, Anieli i Robrojka. Reszta była na tych spotkaniach przypadkiem albo jako osoby towarzyszące, Ida
                                    • marslo55 Re: Nie wierzę.. 22.06.11, 12:47
                                      nessie-jp napisała:
                                      "Nic w tym nie widzę niezwykłego i jestem na 100% przekonana, że i teraz jakieś nastolatki siedzą i gadają o egzystencjalizmie, rzucając w siebie okruchami muffinków jagodowych i planując eksperymentalne sprawdzenie, czy znaki istnieją, czy też jednak nie."
                                      Zgadzam się. Tym bardziej zwyczajne było to w latach 70., kiedy ludzie częściej odwiedzali znajomych niż lokale. Nie wiem jednak, jaki wpływ na moją opinię ma fakt, że ja jestem z tych, co siedzą i patrzą, jak im wirtualna papryka rośnie;)


                                    • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 22.06.11, 22:08
                                      >A to przecież tylko garstka kumpl
                                      > i ze szkoły obżerała się babką, ględziła o wszystkim i o niczym oraz wypisywała
                                      > dla wygłupu "protokoły z posiedzeń".

                                      No i takie tłumaczenie przyjmuję, natomiast nie kupuję "ESD misji zbawiania świata przez uśmiechy" :)
                                      • verdana Re: Nie wierzę.. 26.06.11, 22:28
                                        Mająć hm... pół wieku i będąc na spacerze z rodzina (mąż równolatek, jedna sztuka magistra, jedna studentka, jeden gimnazjalista) prowadzilismy eksperyment polegajacy na patrzeniu przechodniom na buty. Śledziliśmy z lawki- w pięć osób! - buty wybranego przechodnia z zapałem, wgapiając się w nie bez mrugnięcia. I patrzyliśmy, ile osób przyspieszy, a ile obrzuci nas wrednym spojrzeniem.
                                        Nie w celu zbawienia świata to czynilismy, ale z nudów, wysoki sądzie.
                                        Tak, ze ja wierzę w ESD bez zastrzeżeń.
                                        • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 27.06.11, 09:10
                                          Obrzuciłabym Was wrednym spojrzeniem :D
                                      • teano1 Re: Nie wierzę.. 13.07.11, 19:03
                                        deszcz.ryb napisała:

                                        > >A to przecież tylko garstka kumpl
                                        > > i ze szkoły obżerała się babką, ględziła o wszystkim i o niczym oraz wyp
                                        > isywała
                                        > > dla wygłupu "protokoły z posiedzeń".
                                        >
                                        > No i takie tłumaczenie przyjmuję, natomiast nie kupuję "ESD misji zbawiania świ
                                        > ata przez uśmiechy" :)

                                        A czy nie jest tak, że kiedy się w wieku 16-17 lat spotykamy i zakladamy ESD czy inną silną grupę pod wezwaniem, to mamy poczucie "misji zbawiania świata przez uśmiechy", natomiast patrząc obiektywnie, po prostu grupa kumpli obżera się babką, świetnie się przy tym bawiąc?

                                        (Zresztą co ja mówię 16-17! Całkiem dorośli ludzie potrafią się spotykać pod pretekstem misji przy dobrym cieście i kawie ;))
                              • ding_yun Re: Nie wierzę.. 16.06.11, 11:09
                                deszcz.ryb napisała:

                                > Eeee... Robiłaś coś podobnego w wieku 16-17 lat? Czy znasz kogoś, kto tak robił
                                > ? Pytam z ciekawości, bo mnie by to w głowie nie postało w tym wieku. Wcześniej
                                > - owszem, robiło się różne dziwne rzeczy. ;)

                                Moim zdaniem to zależy od czasów. Mnie też się to wydawało nieprawdopodobne bo w liceum miałam ogólnie mało wolnego czasu, większość życia wypełniała mi nauka i zajęcia z nią związane plus jakiś sport, żeby nie zwariować, już same studia były luźniejsze. Nie miałabym czasu, żeby szczerzyć się na ulicy do obcych ludzi. Ale ja już jestem z czasów wyścigu szczurów. Moja mama miała podobne wspomnienia ze swojej młodości jak członkowie grupy ESD i miała czas na niekończące się rozmowy o kondycji współczesnego świata.
                              • chomiczkami Re: Nie wierzę.. 02.05.12, 12:42
                                Przypomniało mi się ;) ja brałam bardzo długi i czynny udział w Darmowym Przytulaniu. Akcja była raz w miesiącu, a większość czasu poza tym spędzaliśmy leżąc w parku pod drzewem. Miałam siedemnaście lat, a jak, byli młodsi i starsi. Przyjemnie tak leżeć.

                                Robiłam też Badania Szerokiego Uśmiechu w moim liceum. Było wesoło.
                            • teano1 Re: Nie wierzę.. 13.07.11, 18:28
                              kkokos napisała:

                              > deszcz.ryb napisała:
                              >
                              > > Aha, i w ESD nie wierzę. To znaczy nie wierzę że prawie dorośli ludzie mi
                              > eliby
                              > > z całą powagą dyskutować nad "eksperymentalnym sygnałem dobra", uśmiechać
                              > się d
                              > > o obcych ludzi na ulicy a później pisac z tego sprawozdania. To zawsze by
                              > ło dla
                              > > mnie strasznie dziecinne, dobre dla trzynastolatków.
                              >
                              > a ja akurat wierzę, jak najbardziej.
                              Ja też :)
                              Może to kwestia pokolenia?
                              kkokos dorastałaś "za komuny"? Tzn w epoce Borejków starej jeżycjady?
                              • kkokos Re: Nie wierzę.. 13.07.11, 18:37
                                teano1 napisała:

                                > > a ja akurat wierzę, jak najbardziej.
                                > Ja też :)
                                > Może to kwestia pokolenia?
                                > kkokos dorastałaś "za komuny"? Tzn w epoce Borejków starej jeżycjady?


                                tak
                                jestem rówieśnicą kreski
                          • klymenystra Re: Nie wierzę.. 21.06.11, 21:45
                            Licealistką będąc, wraz z gronem przyjaciół miałam listę dyskusyjną poświęconą książkom. Pisaliśmy tam recenzje powieści, które czytaliśmy. Raz w miesiącu spotykaliśmy się na piwie i też opowiadaliśmy sobie książki. A głównym punktem naszej grupy był mój dekalog "Dlaczego warto czytac Ulissesa". Gadaliśmy TYLKO o książkach. Uważasz, że to dziecinne?
                            • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 22.06.11, 22:06
                              >Gadaliśmy TYLKO o k
                              > siążkach. Uważasz, że to dziecinne?

                              Jakbym uważała, że gadanie o książkach jest dziecinne to nie byłoby mnie na tym forum. :) [a podczytuję sporo, ostatnio przerobiłam wątek o wpadkach]. Oprócz tego przyznam się do tego że pisałam, piszę i będę pisać na jednym forum pratchettowskim, a rozprawianie z pełną powagą o świecie w ksztacie dysku, który stoi na słoniach, które stoją na grzbiecie żółwia, dopiero jest niepoważne, prawda? :)

                              Może się wyraziłam niekonsekwentnie - gadanie gadaniem [chociaż zawsze uważałam wynurzenia ESD a później Idy w Idzie Sierpniowej za coś wrzuconego do książki na siłę "ku pokrzepieniu serc"]. Bardziej mnie śmieszą te "eksperymenty" w rodzaju uśmiechania się do obcych ludzi na ulicy. Może byłam cynicznym dzieckiem, ale już w wieku 14 lat [kiedy to po raz 1 czytałam KK] to do mnie nie przemawiało. :) I było dla mnie jasne, że chłopcy z ESD za takie uśmiechanie mogą dostać w zęby [i z jakich powodów] a uśmiechy dziewczyn [szczególnie tych pięknych] będą odwzajemnione. Wkurzało mnie, że dla grupy ESD to nie było jasne.
                          • croyance Re: Nie wierzę.. 13.07.11, 13:41
                            Ekhm, hmm. Ja jako 21-latka bawilam sie w rozne akcje i sprawozdania, o ktorych nawet nie bede tu wspominac, bo obciach. Jako 21-latka tez wywolywalam z kuzynka duchy w kregu *ucieka*
                            • croyance Re: Nie wierzę.. 13.07.11, 13:51
                              Co do raportow jeszcze: glupie to moze i bylo (vide: moj wyjazd z przyjaciolka do Hiszpanii, obie mialysmy po 23 lata, podpisany przez nas obie raport i cel podrozy: nawiazanie kontaktow z miejscowym swiatem przestepczym, osiagniecie oswiecenia poprzez medytacje) - ale czy faktycznie sie tak rozni od tego, czym sie dorosli ludzie dzisiaj zajmuja w necie? Ktos tu wspomnial o Farmville: mysle, ze w ogole wiele z dyskusji netowych i facebookowych zabaw znajduje sie na tym samym poziomie. Ja zawsze lubilam pisac i takie 'raporty' to byla dla mnie okazja, zeby pobawic sie jezykiem, taki pretekst, nie bylo to przeciez na serio! Teraz to wszystko robi sie online *mimo wszystko, ucieka*.
                              • deszcz.ryb Re: Nie wierzę.. 15.07.11, 16:06
                                No... już napisałam, że argument o Farmville mnie przekonał; nie czepiajcie się tego ESD więcej ;)
    • 7czerwiec2011 Re: Nie wierzę.. 09.06.11, 17:44
      Cześć i czołem!

      Podobnie jak Wy, nie chce mi się wierzyć w lekarzy zamieszkujących suterenę, ale jeszcze bardziej nie wierzę w Pałysów mieszkających ściana w ścianę z (zapomnianymi) Lewandowskimi!!! (a zwłaszcza ze Sławkiem, chyba że ten gdzieś się wyprowadził, a ja to przeoczyłam...)

      czytam Was od dawna i bardzo lubię :)
      • mika_p Re: Nie wierzę.. 10.06.11, 00:35
        Sławek, o ile dobrze pamiętam, wyprowadził sie do Szwecji i co jakiś czas przyjeżdżał do rodziców nowym, coraz nowszym i droższym, autem, z dużą dokładnością parkując je pod oknem Idy. Chyba w "Pulpecji" o tym stało,w dniu ślubu Idy.
      • mika_p Re: Nie wierzę.. 10.06.11, 00:36
        A, no, i cześć i czołem :)
        Powitam cię herbatką z jelitek, bo nie jestem pewna protokołu :) A może to powinna być girlanda z herbatek?
        • meduza7 Re: Nie wierzę.. 10.06.11, 10:57
          Zaparzymy kubek aromatycznego Jeliptona ;)
          • 7czerwiec2011 Re: Nie wierzę.. 10.06.11, 12:44
            Dziękuję za serdeczne powitanie i za wyjaśnienie sprawy Sławka! :) Jednak rozumiem, że pani Marta i jej mąż cały czas powinni mieszkać w podziemiach Roosevelta 5?
            • meduza7 Re: Nie wierzę.. 10.06.11, 12:59
              Mogło im się zemrzeć, mógł wzbogacony w Szwecji Sławek kupić inne mieszkanie albo zbudować dom. W sumie, za mało materiału, żeby snuć jakieś konkretne spekulacje, ale nie traktowałabym ich zniknięcia jako jakiegoś błędu.
              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 12.06.11, 00:38
                meduza7 napisała:

                > Mogło im się zemrzeć, mógł wzbogacony w Szwecji Sławek kupić inne mieszkanie al
                > bo zbudować dom. W sumie, za mało materiału, żeby snuć jakieś konkretne spekula
                > cje, ale nie traktowałabym ich zniknięcia jako jakiegoś błędu.

                Moim zdaniem jednak błąd. Bo jeśli im się zmarło albo się wyprowadzili, to wystarczyłyby 3 słowa na ten temat. Może zresztą takie słowa padły? Może po prostu nie pamiętam?

                Zbycie całkowitym milczeniem całej rodziny sąsiadów, z którymi coś jednak Borejków łączyło
                • kkokos Re: Nie wierzę.. 12.06.11, 11:36
                  Bor
                  > ejkowie żyją w próżni, nie mają żadnych sąsiadów poza Dmuchawcem i Paszkietami,
                  > którzy przecież mieszkają w innym bloku. Nowaccy też zniknęli. Borejkowie nie
                  > mają sąsiadów nad sobą, nie mają sąsiadów obok,

                  nie rozumiem tego zarzutu. wszyscy twoi sąsiedzi są w twoim życiu i życiu twojej rodziny ważni?
                  jeżycjada to nie serial dom, podstawą znalezienia się w centrum opowieści nie jest fakt zamieszkiwania na roosevelta 5, tak jak tam na złotej ileś tam. sąsiad od mięsa w piwnicy był ważny, to się w opowieści znalazł, to samo pani szczepańska, a kowalscy i malinowscy z czwartego piętra nigdy nie zaistnieli w życiu bohaterów, więc ich w powieściach nie ma - czy mieli obowiązek zaistnieć?
                  o niektórych sąsiadach kamienicy, w której się wychowałam i w której do dziś mieszka moja matka wiem bardzo dużo, z niektórymi moja matka się przyjaźni, z innymi znamy się na "dzień dobry" nie wiedząc, gdzie dokładnie mieszkają i jak się nazywają, a jeszcze inni byli i są pustym nazwiskiem na liście lokatorów (gdy jeszcze wisiała). a nie jest to gigantyczna kamienia - trzy klatki, cztery piętra, dwa mieszkania na piętrze. i wydaje mi się to całkiem normalne.


                  jedyne co wiemy, to że są w kam
                  > ienicy ogólnie nielubiani (vide scena z kluczami w Pulpecji). Czy taki obraz au
                  > torka chciała odmalować? Otóż nie wierzę. To po prostu błąd i niedopatrzenie.

                  dokładnie to brzmi tak:
                  (...) stolarka była bardzo porządna i sposób z grzebieniem nie pomógł. Tymczasem widownia rosła - oprócz bowiem tłumku gości weselnych, którzy otaczali już centrum akcji, przyglądając się z zaciekawieniem i nadzieją poczynaniom pana młodego, przed domem zgromadzili się także nieliczni przechodnie oraz ci z lokatorów kamienicy numer pięć, których w dzieciństwie nie uczono, co to jest dyskrecja, lub których uczono, ale oni mieli natury podejrzliwe i bali się włamań. Sławek Lewandowski uśmiechał się coraz bardziej szyderczo, wobec czego Marek po prostu zdjął marynarkę (...).

                  problem nie w tym, że borejkowie nie byli lubiani, a w tym, że oni swoich sąsiadów nie lubili, albo wręcz nimi pogardzali. autorka pisze o gapiach z kamienicy w tonie protekcjonalnym, by nie rzec pogardliwym: "w dzieciństwie ich nie nauczono", "mieli natury podejrzliwe" itd. i taki, jak domniemywam, mieli do nich stosunek borejkowie. i zapewne dlatego byli nielubiani :)
                  wymaganie, by mieszkańcy kamienicy, widząc zbiegowisko z panną młodą pod oknami na parterze i walkę o otworzenie tego okna, dyskretnie się wycofali wgłąb swych mieszkań w imię bogini dyskrecji, jest idiotyzmem. no ale bogini dyskrecja rządziła w tej rodzinie w znacznie bardziej absurdalnych sytuacjach, jak już nie raz to wałkowałyśmy...

                  Czy taki obraz au
                  > torka chciała odmalować? Otóż nie wierzę. To po prostu błąd i niedopatrzenie.

                  tak, taki obraz autorka chciała odmalować, żaden błąd. dla niej to naturalne, zrozumiałe i oczywiste, że borejkowie traktowali sąsiadów z góry.

                  • marslo55 Re: Nie wierzę.. 15.06.11, 12:19
                    kkokos napisała:
                    "tak, taki obraz autorka chciała odmalować, żaden błąd. dla niej to naturalne, zrozumiałe i oczywiste, że borejkowie traktowali sąsiadów z góry."
                    Dla mnie kluczowy jest ten tekst o dyskrecji. Jeśli bowiem jedynymi sąsiadami godnymi szacunku są ci dyskretni, to nic dziwnego, że Borejkowie niespecjalnie się z sąsiadami przyjaźnią - przecież dyskretny sąsiad nie będzie właził z buciorami w ich życie!


                    • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 15.06.11, 23:08
                      > Dla mnie kluczowy jest ten tekst o dyskrecji. Jeśli bowiem jedynymi sąsiadami g
                      > odnymi szacunku są ci dyskretni, to nic dziwnego, że Borejkowie niespecjalnie s
                      > ię z sąsiadami przyjaźnią - przecież dyskretny sąsiad nie będzie właził z bucio
                      > rami w ich życie!

                      Dla mnie to jest całkowicie niezrozumiałe. No, ale ja z tych strasznych bloków jestem, źle wychowana widać...

                      Swoich sąsiadów ni dudu nie znam. Nie mam o nich pojęcia, nie zaglądam im w okno ani oni mnie specjalnie nie zaglądają, mruczymy sobie dzień dobry w windzie czasem, przytrzymujemy sobie trudno się otwierające drzwi wejściowe.

                      Ale jednocześnie nie wyobrażam sobie, żeby w jakiejś sytuacji awaryjnej ktoś z sąsiadów nie wyjrzał i nie zapytał "Czy mogę jakoś pomóc?" Niejednokrotnie się zdarzało, że ktoś zapomniał klucza od czegoś tam i się go zapraszało, żeby nie siedział na schodach, komuś trzeba było coś ciężkiego czy nieporęcznego wnieść na piętro, ktoś się zaciął w windzie i trzeba go było za uszy wyciągać (mnie samą np. co najmniej raz).

                      Sytuacja, że NIKT nawet nie zapyta, czy może w czymś pomóc, a co najwyżej patrzy nieżyczliwie, jest dla mnie niewiarygodna. Może i cholera rzeczywiście w jakichś nadmiernie blokowiskowych kręgach się obracam, a mieszkańcy wytwornych kamienic mają inne zwyczaje...


          • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 12.06.11, 11:24
            > Zaparzymy kubek aromatycznego Jeliptona ;)

            Zepsułaś całkiem dobrą Dzidkę! *wyje*
    • 2swinki Re: Nie wierzę.. 23.06.11, 22:42
      Witam i tym samym siup w górę
      Ja tam niemal we wszystko w jezycjadzie już uwierzę, bo czytam sobie to forum, z wyjatkiem jednej sprawy, która nurtuje mnie od lat: jakim cudem w KK któras z młodszych - Nutria lub Pulpa - mogła czytać Dostojewskiego, skoro obie były maluchami? No chyba że na zasadzie jak w filmie Barei, chyba "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" kiedy (tu operuję ksywką z innego Barei, bo normalnie nie pamietam nazwiska TEGO bohatera) Miś pyta panienkę, widząc że ona czyta jakąś angielską książkę erotyczną, jakoś tak: czy wy znacie ten język? A ona na to: A nie, tak sobie czytam. A on: a, tak sobie - to można. Oczywiście czuję tu przemycona aluzje do systemu, w którym pewnie czytanie czegokolwiek po angielsku, nawet instrukcji obsługi młotka, mogło być podejrzane. Jednak ja to widze w kontekscie Nutrii/Pulpy: tak sobie czytała, bo znała literki, jak ten służący z "Martwych Dusz".
      Dziecko nie jest w stanie zrozumieć książki Dostojewskiego - prawde powiedziawszy, tak zawiłe sa losy Jego postaci, że nawet dorosły, który przeżył ho ho i więcej, moze mieć problemy z wniknieciem w relacje istniejace pomiędzy postaciami. Nawet, żeby zrozumieć sztandarową "Zbrodnię i Karę" trezba wiedziec co to lichwa, procent, lombard, że nie wspomnę o prostytucji czy ozenku "za pieniadze". Czy dziecko kilkuletnie jest to w stanie wiedziec i pojąć? Mówię o dziecku z PRL-u, nie jakimś dziecku z rodziny królewskiej AD 1500, zaręczonym w wieku lat sześciu.
      No jest, jeśli jest absolutnym geniuszem, ale ani Nutria, ani Pulpa takowymi nie są in spe. Ja powiem tak o sobie: niemal czterdziecha na karku, a przy Braciach Karamazow ryczę i nie mogę tego doczytać, tak jest to dla mnie smutne i rozpaczliwe. A jakbym to miała czytać i rozumieć dzieckiem będąc? No po prostu trauma na całe życie, blokowisko, kradzieże aut i narkotyki.
      • slotna Re: Nie wierzę.. 23.06.11, 23:06
        Mozliwe, ze cos mi sie myli, ale wydaje mi sie, ze Dostojewskiego, konkretniej "Idiote", czytala Nutria w "Idzie sierpniowej", wtedy bodajze osmioletnia. A to dlatego, ze byla na wakacjach w deszczowym Czaplinku i nie miala co robic, a swoje ksiazki wszystkie juz przeczytala. Te akurat pozyczyla od kogos (wlascicielki osrodka?). Nie rozumiala jej, w listach do Idy pisala, ze "ksiazka ma brzydkie slowo w tytule" i ze pytala taty, co to jest rubel. Czytala z nudow. Ja tez zawsze bralam za malo ksiazek i czytalam co popadlo, a to "Quo vadis", a to momentami niemalze pornograficzna polska przygodowke pozyczona od lekarza na dlugich koloniach, a to miedzywojenna rosyjska powiesc o syberyjskich wiesniakach wygrzebana na strychu gospodyni, ktora udostepniala kawal pola in the middle of nowhere na spartanski oboz jezdziecki... Jak ktos jest uzalezniony, to tak ma :)
        • 2swinki Re: Nie wierzę.. 23.06.11, 23:18
          Może i to jest jakies wytłumaczenie: nie ma nic innego do roboty, to czytam cokolwiek. Ale jednak jestem pewna, że to było jak dziewczynki pisały listy do mamy w szpitalu (w KK), więc chyba miały coś do roboty, np. topienia kacek czy podłuchiwanie pod drzwiami.
          Mam prawo sie mylić, ale wiem, że akurat z "dawnej" Jezycjady czytałam tylko KK. No chyba, że ktos mi opowiadał albo cos w tym stylu.
          No więc jednak uznaję: to jest możliwe, ze dziesięcioletnie dziecko czyta "Idiotę". No tak sobie, bo nie ma akurat pod reką "Krzyżaków" czy "Tytusa, Romka i A'Tomka". Że tak powiem brzydko: ŁYKAM TO.
          • slotna Re: Nie wierzę.. 23.06.11, 23:36
            "Ida", sto procent. Znalazlam stosowny cytat (w internetsach, kompletnie zapomnialam, ze akurat te jedna ksiazke przypadkiem przy sobie mam :D):

            "Kochana siostro! Piszemy wszyscy do ciebie listy, bo tata się nie może dodzwonić, przez co traci obiad. Przeczytałam już "Ivanhoe" i "Jeźdźca bez głowy". Tata myślał, że mi starczy na całe wakacje, ale nie starczyło. Nudzę się okropnie. Teraz czytam książkę pana kierownika, jest ona o pewnym krulewiczu, który nazywa się Myszkin, a książka ma w tytule brzydkie słowo. Ta książka jest nudna, więc dużo opószczam. Najbardziej mi się podobało, jak pewna dama wrzuciła do ognia 100 000 rubli. Rubel jest to jednostka monetarna w bratnim kraju naszych najlepszych przyjaciuł. Wiem to na pewno, bo spytałam taty, co to jest rubel i tata mi powiedział co to jest rubel. Iduś, czy możesz mi przysłać coś do czytania, tatuś dodaje, że masz wybrać książkę dla mnie. pamiętając, że jestem dzieckiem o pszyspieszonym rozwoju. Pszyspieszony rozwój to jest akceleracja. Szkoda, że go już nie mogę spytać co to jest akceleracja, bo on krzyczy, że zaraz oszaleje. Całuję Cię 100 0000 razy - twoja siostra Nutria"

            No, nie byla zachwycona, jak widac ;)
            • 2swinki Re: Nie wierzę.. 24.06.11, 23:10
              Zaraz, zaraz, tu jest istny babol!!! Ile lat ma Nutria gdy pisze ten list? Przeprzaszam, ale dziecko w wieku lat nawet dziesięciu wie, co to jest "przyspieszenie" i wie, co to znaczy "rozwój". Jeśli nie wie, to nie dość, że nie jest dzieckiem o przyspieszonym rozwoju, ale jest dzieckiem wręcz opóźnionym.
              "Przyspieszenie" to słowo tak powszechne, że naprawdę... Były autobusy typu: linie przyspieszone (dziecko mieszka w Poznaniu), przyspieszją pociagi, przyspiesza się kroku, żeby zdązyć na czas, w końcu dzieci przyspieszają swoją jazdę na rowerku, by dognic kolegów. Że nie wspomnę o lekcjach WF-u. To niby jak Pani mówiła dzieciom: "dzieci, przyspieszcie jak dobiegacie do piłki" - to Nutria nie wiedziała, co ma robić? A do tego siostra sportowiec?
              "Rozwój" to chyba jeszcze bardziej oczywiste. Czy to dziecko nigdy nie było na lekcji środowiska, nigdy nie pokazywano mu, jak rosnie roślinka, jak rozwija się pączek czy kwiat, albo nigdy nie widziało szczeniaczka i nie powiedziano mu, że ten szczeniaczek rozwinie sie w dużego psa?
              • slotna Re: Nie wierzę.. 24.06.11, 23:28
                Heh, co racja to racja :) Ja to odbieralam tak, ze nie kumala co znacza te dwa slowa zestawione razem w kontekscie jej samej, ale to faktycznie slabe w tym wieku. Sama bylam dzieckiem o przyspieszonym rozwoju i znakomicie wiedzialam, na co cierpie ;)
              • turzyca Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 20:10
                Ja moze czegos nie lapie, ale dlaczego z tego listu wynika, ze Nutria nie rozumie, co to jest przyspieszony rozwoj?
                Sama sie wlasnie poczulam jak dziecko o znacznie opoznionym rozwoju - nie rozumiem lektury przeznaczonej dla osob jakies 15 lat mlodszych ode mnie. :-/
                • slotna Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 22:19
                  > Ja moze czegos nie lapie, ale dlaczego z tego listu wynika, ze Nutria nie rozum
                  > ie, co to jest przyspieszony rozwoj?

                  Bo wynika z niego, ze pytala taty, co to jest przyspieszony rozwoj. Ergo - nie wiedziala.
                  • szprota Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 23:02
                    slotna napisała:

                    > > Ja moze czegos nie lapie, ale dlaczego z tego listu wynika, ze Nutria nie
                    > rozumie, co to jest przyspieszony rozwoj?
                    >
                    > Bo wynika z niego, ze pytala taty, co to jest przyspieszony rozwoj. Ergo - nie
                    > wiedziala.
                    >
                    Dodajmy, że miała siedem lat, skończyła właśnie pierwszą klasę oraz w tej samej Idzie Sierpniowej jest fragment:
                    "-Powinnaś sobie ustalić jakąś dawkę maksymalną i...
                    - Ja nie wiem, co to jest maksymalna.
                    - Największa.
                    - A minimalna?
                    - Tatuś, a co to jest minimalista? - wtrąciła Nutria, entuzjastycznie spożywająca jabłko
                    w cieście.
                    - Oto początek maniakalnej serii pytań i odpowiedzi - oświadczył ojciec z odcieniem
                    irytacji."
                    IMHO, primo, miała prawo nie wiedzieć w tym wieku, secundo, raczej jednak wiedziała, a pytanie o to, co to jest przyspieszony rozwój był elementem stałej gry rodzinnej.
                    • slotna Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 23:29
                      > Dodajmy, że miała siedem lat, skończyła właśnie pierwszą klasę oraz w tej samej
                      > Idzie Sierpniowej jest fragment:

                      Jak skonczyla pierwsza, to juz mogla miec osiem. Gra do mnie przemawia, niekumatosc nie.
                  • teano1 Re: Nie wierzę.. 13.07.11, 20:49
                    slotna napisała:

                    > > Ja moze czegos nie lapie, ale dlaczego z tego listu wynika, ze Nutria nie
                    > rozum
                    > > ie, co to jest przyspieszony rozwoj?
                    >
                    > Bo wynika z niego, ze pytala taty, co to jest przyspieszony rozwoj. Ergo - nie
                    > wiedziala.
                    >

                    Podejrzewam, że z powodu miny ojca, która moglaby sugerować, że Nutria nie ma się z czego cieszyć i budzić wątpliwość, czy ojciec jej czasem nie obraża nazywając ją dzieckiem o przyspieszonym rozwoju..
            • kajaanna Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 12:59
              A taka Łusia, jaką znamy ze Sprężyny (równolatka?) nie tylko, że z zachwytem przeczytałaby Idiotę, napisała list bez ortów, to w dodatku machnęłaby esej o twórczości Dostojewskiego.

              No tak, ale kiedyś to dzieci inne były.
          • jottka Re: Nie wierzę.. 23.06.11, 23:39
            nieno, patrz słotna - możliwe to jest, sama tak miałam:) z tym że akurat nie dostojewski wpadał mi w łapy, a jacyś francuscy twórcy, stendhale czy flauberty, no nie powiem, żebym za wiele rozumiała, o ile w ogóle. nieletni nałogowiec czyta wszystko - wolałby wprawdzie tytusa, no ale z braku laku dobry i iwaszkiewicz ("sławy i chwały" czemuś do tej pory nie lubię, choć ma ździebko prostszą fabułę niż "idiota":)
            • slotna Re: Nie wierzę.. 24.06.11, 00:03
              Chmielewska tez zaczelam czytac z braku laku, u babci. Dala mi "Wszystko czerwone" i wsiaklam.

              Swoja droga, zaczelo mnie zastanawiac co to byla za ksiazka od tego lekarza. Pamietam ja bardzo niewyraznie, nie dokonczylam jej zreszta. Fabula szla jakos tak: zdrowi, silni faceci o nieskazonych kregoslupach moralnych uznali, ze powinni sie prywatnie zajac sie zwalczaniem przestepczosci. Zalozyli wiec tajna organizacje i pojechali na spotkanie w jakims hotelu. Mezczyzna, z ktorego perspektywy to bylo opisane, mial chyba najzdrowszy ten kregoslup, bo bardzo mu sie nie spodobalo, ze na spotkaniu pojawila sie atrakcja w postaci prostytutek. Nie przeszkodzilo mu to jednakowoz puknac najladniejszej z nich (opis tego seksu zapamietalam jako pornografie, wstydzilam sie, ze ten lekarz wie, ze taka rzecz czytam ;)), acz wzdychal sobie przy tym, ze "omg, co ja robie, to dziewietnastolatka!". Do tego placze mi sie tam element legendy o spiacym rycerzu. Ale moge mylic, bo to sto lat temu bylo. Ksiazka polska, dodajmy.
              • hamerykanka Re: Nie wierzę.. 26.04.12, 17:23
                To chyba bylo"Nie budzcie spiacych rycerzy' czy jakos tak. Bardzo mi sie spodobala, tez czytalam ja jako nastolatka. Potem chcialam ja znalezc i nie moglam, a z checia bym do niej wrocila.
                • slotna Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 13:14
                  > To chyba bylo"Nie budzcie spiacych rycerzy' czy jakos tak. Bardzo mi sie spodob
                  > ala, tez czytalam ja jako nastolatka. Potem chcialam ja znalezc i nie moglam, a
                  > z checia bym do niej wrocila.

                  Ha! Bingo! Ale faktycznie nigdzie jej nie widze.
                  • hamerykanka Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 20:29
                    Wrzucilam sobie wczoraj w wyszukiwarke, jest na sprzedaz w merlinie i ceneo. Autor Tomasz Wolff.
                    Ale nie ma w hmmm....darmowych ebookach. Szkoda :(
            • staua Re: Nie wierzę.. 24.06.11, 23:50
              Hehe, ja kiedys w dziecinstwie z braku laku przeczytalam na wczasach "Polowanie na muchy" ;-)
              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 17:11
                Ja w dzieciństwie z nudów przeczytałam wszystkie książki popularno-naukowe i medyczne w domu, łącznie z "Małą Encyklopedią Medycyny" z pięknymi, OHYDNYMI zdjęciami różnych przypadłości i wynaturzeń. Od deski do deski przeczytałam także "Leki współczesnej terapii". Nie pytajcie po co. Książka była, znaczy, służyła do czytania.

                Tytusy, Romki i Atomki oczywiście, Verne oczywiście, Fiedler i Szklarski oczywiście, ale zasadniczo czytało się wszystko, co w ręce wpadło, a im grubsze, tym lepiej.

                Nie można zapominać, że to były naprawdę inne czasy. Co miało robić dziecko w deszczowe wakacje pod namiotem? Siedzieć i patrzeć przed siebie?

                Telewizji nie było (na pewno nie pod tym namiotem, a nawet jakby był dostęp do telewizora w ośrodku, to nudy jak diabli). Telefonów komórkowych nie było. Gier komputrowych nie było. Krzyżówki załatwiało się błyskawicznie i znowu nuda. Zapędzenie dorosłych do gry w bierki czy karty
                • slotna Re: Nie wierzę.. 25.06.11, 19:38
                  > Od deski do deski przeczytałam także "
                  > Leki współczesnej terapii". Nie pytajcie po co. Książka była, znaczy, służyła d
                  > o czytania.

                  Mialam te ksiazke, mialam! Piekna byla :) Zaczytalam tez atlas zwierzat gospodarskich mojej mamy (studiowala na SGGW), dzieki czemu wiele lat pozniej nie musialam wcale chodzic na wyklady z propedeutyki zootechniki i zdalam ja z palcem w nosie ;)
                  • meduza7 Re: Nie wierzę.. 27.06.11, 11:25
                    Łihihii, moją ulubioną lekturą gdy miałam coś koło ośmiu lat było dziełko "Chroń swój samochód przed korozją". Dowiedziałam się wielu naprawdę ciekawych rzeczy, np. o elektrolitach. W dodatku miała zabawne rysunki.
                    Czytałam też "Małą encyklopedię medycyny" (taaak, te obrazki...) i - jak Cesia - książki o pielęgnacji noworodków (nie, nie praktykowałam ;) ).
                    Dziecko głodne wiedzy przeczyta wszystko!
                    • marslo55 Re: Nie wierzę.. 27.06.11, 13:14
                      meduza7 napisała:
                      "Dziecko głodne wiedzy przeczyta wszystko!"
                      Potwierdzam. W dodatku może to później wykorzystać. Sama się zdziwiłam, kiedy na pikniku w SGGW wygrałam zapas krówek, smycz i długopis dzięki odgadnięciu personaliów licznych powypychanych ptaków, ale niewątpliwie była to zasługa potężnego atlasu zawierającego ich wizerunki.
                      Co do "lektury pana doktora"; ja jako dziecko sześcioletnie przeczytałam "Szninkla" i "Thorgala" (bo w zerówce uznano, że komiksy przeznaczone są dla dzieci). Ciekawsze niż "Chroń samochód przed korozją"..
                      • meduza7 Re: Nie wierzę.. 27.06.11, 13:46
                        > Co do "lektury pana doktora"; ja jako dziecko sześcioletnie przeczytałam "Sznin
                        > kla" i "Thorgala" (bo w zerówce uznano, że komiksy przeznaczone są dla dzieci).

                        Kiedy miałam lat 11, babcia na wakacjach kupiła mi w kiosku "Fantastykę" (chyba też wychodząc z założenia, że fantastyka to dla dzieci). Czytałam z mieszaniną fascynacji i zgorszenia (wyjątkowo nie było gołej baby na okładce, za to w samych opowiadaniach - seks, krew, śmierć) - i jak wsiąkłam, tak mi zostało do dzisiaj :D Był tam też komiks według "Wehikułu czasu", po którym bałam się zasnąć...
                        • marslo55 Re: Nie wierzę.. 29.06.11, 12:05
                          meduza7 napisała:
                          "Czytałam z mieszaniną fascynacji i zgorszenia (wyjątkowo nie było gołej baby na okładce, za to w samych opowiadaniach - seks, krew, śmierć) - i jak wsiąkłam, tak mi zostało do dzisiaj :D"
                          Wcale się nie dziwię:D Dla jedenastolatki śmierć i seks to esencja fantastyki, zmultiplikowany ładunek tejże musiał powalić Cię na łopatki..

                • asiunia311 Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 14:04
                  Dziecięciem 8-letnim będąc, w dodatku bardzo ciekawskim i chłonnym wiedzy, przeczytałam, ekhem, "Seks partnerski" Zbigniewa Lwa-Starowicza. Było na półce w domu, miało ciekawe ryciny ( rzecz jasna, to mnie przykuło najmocniej do tej arcyciekawej pozycji naukowej ;)) ) Oczywiście, większości czytanego tekstu niekoniecznie zrozumiałam zgodnie z przeznaczeniem, ale potem szpanowałam wśród rówieśników znajomością takich słów jak: 'immisja', 'erekcja' i ejakulacja':) No i byłam przygotowana w miarę merytorycznie do interesujących tematów. Co prawda, nie był to Plutarch w oryginale, więc u Pani MM byłabym skreślona ( również za pochodzenie ), ale jakoś mi to nie przeszkadza... I dlatego akurat w to, że Nutria była na tym etapie swego dorastania wszystkożerna czytelniczo, jestem w stanie uwierzyć.

                  Natomiast mam osobistą ansę do MM za dorabianie gombrowiczowskiej gęby Pyziakowi i Filipowi - temu ostatniemu li i jedynie w moim odczuciu, by zadowolić noblistę i spiknąć eterycznego rudzielca z podstarzałym mentalnie i 'rysunkowo' Robrojkiem. Postać Filipa jest bardzo niespójna, bo z zakręconego, co prawda, jak rondo w Katowicach ("Nutria i Nerwus" ), chłopaka wypączkowuje w egotyczne bydlę. Ja rozumiem, licentia poetica i te sprawy, ale niechże pewne zabiegi literackie mają ręce i nogi, skoro MM para się literaturą dla młodych szczylic, osadzoną w realnych czasach. Wszak Pratchett czy inny Tolkien to to nie jest... Poza tym od dłuższego czasu powieści MM zalatują mi konserwatywno-prawicowo-dydaktycznym smrodkiem i nie wiem, czy na tę nieznośną prawidłowość nie ma wpływu fakt, żem się lekko posunęła w latach i już nie łykam wszystkiego jak gęś kluski. Co nie przeszkadza mi jednakże kupować każdych wypocin pani MM i pastwić się nad nimi wraz moim partnerem życiowym ( też lubi, a co ). Węszę tu niejaką niekonsekwencję, ale cóż... errare humanum est.

                  Poza tym - wieśniak ze mnie i jełop konkursowy, bo wlazłam w gumiakach i nawet 'dzień dobry' nie beknęłam na wstępie. Spieszę zatem naprawić tę paskudną gafę i czem prędzej padam do nóżek łaskawych Państwa, miętoląc kapelutek w garści. Podczytuję sobie Wasze Forum od daaaaawna, wiele razy rechocząc do rozpuku z dogłębnych analiz borejkowszczyzny. Zatem biję czółkiem o podłogę w geście powitania. Witojcie!!!
                  • meduza7 Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 14:58
                    Pierwszaaaaa! *Zarzuca triumfalnie lelitko na szyję asiuni311*
                    • asiunia311 Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 15:11
                      Protestuję!! W imieniu nauki protestuję!!

                      Czy jakoś tak to szło...:)
                  • zla.m Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 22:05
                    > Witojcie!!!

                    Witoj kumo, witoj. Może herbatki?, że tak klasykiem (klasyczką?) pojadę ;)

                    > Natomiast mam osobistą ansę do MM za dorabianie gombrowiczowskiej gęby Pyziakow
                    > i i Filipowi - temu ostatniemu li i jedynie w moim odczuciu, by zadowolić nobli
                    > stę i spiknąć eterycznego rudzielca z podstarzałym mentalnie i 'rysunkowo' Robr
                    > ojkiem. Postać Filipa jest bardzo niespójna, bo z zakręconego, co prawda, jak r
                    > ondo w Katowicach ("Nutria i Nerwus" ), chłopaka wypączkowuje w egotyczne bydlę

                    Z Pyziakiem się zgodzę, z Filipem nie. Nie przepadam za nim od pierwszego świadomego czytania (nieświadome to było takie we wczesnym nastolęctwie, kiedy jak gęś łykałam historię o miłości nie bacząc na sens i charaktery postaci). Albowiem Filip jest egotyczny od samego początku. Przed Natalią spotyka się z jakąś tam Kasią, bez wielkich uczuć z jego strony, raczej rozrywkowo. Ale kiedy Kasia go rzuca, przypina jej łatkę materialistki, co poszła do innego bo miał auto - a przecież mogła pójść do innego, bo miał dla niej serce. Natalię - była narzeczoną brata - też traktuje przedmiotowo: nie wnika wcale w jej motywy, ona ma wrócić do brata (co chce przeprowadzić choćby siłą) i zrozumieć, że ma kochać tego, kogo Filip jej wskaże. Zresztą, nieznaną sobie Natalię też ocenia jako złą kobietę-materialistkę, w ogóle nie próbując z nią rozmawiać. Ktoś, kto wie lepiej, co myślą inni, nie jest demonem empatii ani sympatii mej nie budzi.

                    Nie mówiąc już o tym, że cała akcja z kajdankami świadczy też o tym, że koleś jest debilem, który przewidywanie konsekwencji swoich zachować ma na poziomie 10-latka - bo w rzeczywistym świecie skończyłoby się sądem i więzieniem za próbę pozbawienia kogoś wolności i uprowadzenia.

                    Generalnie - Robrojek dorosły to straszna mameja, psychicznie starsza niż węgiel, ale myślę, że naprawdę jest lepszy od Nerwusa.
                    • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 22:57
                      > Nie mówiąc już o tym, że cała akcja z kajdankami świadczy też o tym, że koleś j
                      > est debilem,

                      No tak, ale tu jest wielkie ALE.

                      Bo MM każe nam tego egotyka, debila i psychopatę zaakceptować jako księcia z bajki. Taką formułę powieści narzuca, że znerwicowany psychopata pod wpływem paproci i Natalii zmienia się w Wybrańca. Jego mizoginia, pogarda dla Natalii, agresja, podejrzliwość i cała reszta schizofrenicznych objawów muszą odejść w niepamięć i trzeba je zinterpretować jako coś w rodzaju tej blizny na twarzy Filipa: niby okaleczenie, ale takie powierzchowne i nie szpeci, tylko przydaje interesująco wampirycznego blasku.

                      W takim Nerwusie zakochuje się Natalia, takiego mają zaakceptować czytelniczki, bo na końcu tej baśni mamy szczęśliwe zakończenie: Filip wraca do Pobiedzisk, a Natalia rzuca mu się w ramiona.

                      No a potem nagle autorce się odwidziało i... znowu zmieniła formułę. Już nie ma szczęśliwego zakończenia, jest pułapka, nerwicowiec, egoista dręczący biedną Natalię.

                      I tego to ja serdecznie u Musierowicz nie znoszę. Tego dopisywania ciągów dalszych, kompletnie rujnujących szczęśliwe zakończenie poprzedniego tomu.

                      Na tej zasadzie to możemy się nagle przekonać, że Dambo zdradza Bebe na prawo i lewo, bo przecież zawsze uważał, że jest zagipsowana i z lekka nienormalna, a ich niby-szczęśliwe małżeństwo to jedna wielka gra pozorów. Maciek też ma rozliczne Matyldy-Cytrynki, a Kreska cierpi w milczeniu, zaciska zęby i dzierga kolejny szaliczek, bo przecież widziały gały co brały, już w Opium było wiadomo, co to za ptaszek. Hajduk jest podejrzliwy, ponury i przewrażliwiony, pewnie urządza Cesi piekło w domu i ją bije. Aurelia ma romans (i dziecko) z Gburkiem, bo Konrad ją zaniedbuje, jak zwykle zajmując się wyłącznie Sztuką przez duże eSZ. To przecież było, w maliniaku było, więc nie ma co się dziwić, nieprawdaż.

                      A już o tym, co Przeszczep, nieodrodny synalek państwa Majrzchaków, histeryk i egoista, zrobi biednej naiwnej Belli, to wolę nie myśleć...

                      Jedno z dwojga, albo niech autorka się trzyma jednej konwencji i nie zmienia nagle bajki w naturalizm, albo niech zostawi raz spiknięte pary w spokoju i więcej do nich nie wraca... Bo tak to wychodzi bardzo średnio.
                      • rannie.kirsted Re: Nie wierzę.. 08.06.12, 11:12
                        ja mam wrazenie, ze NiN to ksiazka napisana tak na chybcika. gaba i ida juz ustabilizowane, pulpa z florianem to teraz szybko trzeba natalii znalezc ukochanego. wakacyjna podroz, bach bach, i juz znalazl sie Ten Jedyny. Corka Robrojka (mimo ze osobiscie podoba mi sie duzo mniej niz NiN) wydaje mi sie bardziej dopracowana przez autorke ksiazka, widac ze wiecej serca w nia wlozyla. przypomniala sobie o Robrojku, na nowo wprowadzila tego rycerza bez skazy i zmazy do zycia Borejkow, no i niestety Nerwus musial wyleciec. i zobaczcie, o ile chetnie opisuje wiejska sielanke Pulpecji i Baltony, to o Nutrii i Robrojku ANI SLOWA, z wyjatkiem obowiazkowych napomknien ze dorobili sie dwoch rudych synow. tak ich na sile ze soba zlepila tylko teraz nie bardzo wiadomo co o nich pisac. zwiazek zmiennonastrojowej neurotyczki i starszego od niej o 10 lat faceta,ktory zawsze jest przedstawiany jako poczciwy dziad, to naprawde jeden z dziwniejszych pomyslow w jezycjadzie.
                        • meduza7 Re: Nie wierzę.. 11.06.12, 14:04
                          Ba, problem nie tyle w różnicy wieku (8 lat zresztą, nie 10), tylko w tym właśnie, że młody!!! facet (w "Córce Robrojka" ma 34 lata) jest przedstawiony właśnie jako poczciwy dziad. Nudny, spokojny, zmęczony i wypalony. Narysowany jest jak pięćdziesięciolatek - ten wąs sumiasty, te zmarszczki, obwisłość policzków, pochylone ramiona! - i psychicznie też jest gdzieś tak bliżej pięćdziesiątki niż trzydziestki. Sam związek zmiennonastrojowej neurotyczki ze spokojnym, rozsądnym, ale przecież nie pozbawionym wrażliwości facetem nie jest wcale taki dziwaczny - co więcej, sądzę, że dla zdrowia psychicznego Nutrii jest o wiele lepszy niż związek z Nerwusem, z którym to albo wzloty na niebotyczne wyżyny, albo upadki w jeszcze głębsze otchłanie, i tak w kółko, do ostatecznego wyczerpania.

                          Gdyby dorosły Robroj miał w sobie więcej z tego piegowatego chłopaka z wczesnej Jeżycjady...
                          • rannie.kirsted Re: Nie wierzę.. 11.06.12, 21:18
                            masz racje, problem z Robrojkiem w neojezycjadzie jest wlasnie taki, ze mlody jeszcze facet jest przedstawiony jako ciezko doswiadczony przez zycie dziadyga:/ prawy, szlachetny, uczciwy, dobry... piecdziesieciolatek:/
                            • marslo55 Re: Nie wierzę.. 12.06.12, 14:15
                              rannie.kirsted napisała:
                              "masz racje, problem z Robrojkiem w neojezycjadzie jest wlasnie taki, ze mlody jeszcze facet jest przedstawiony jako ciezko doswiadczony przez zycie dziadyga:/ prawy, szlachetny, uczciwy, dobry... piecdziesieciolatek:/"
                              Rzekłabym, że Robroj ma cechy wszystkich grup wiekowych oprócz swojej, występują one zaś naprzemiennie i bez sensu. Przepełniony gorzką mądrością jak pięćdziesięciolatek, który właśnie się zorientował, ile w życiu mu nie wyszło. Poczciwie oklapnięty jak emeryt karmiący w parku gołąbki. Histerycznie przewrażliwiony jak czternastolatek, który po prostu wie, że to jego pierwsza i ostatnia miłość (sceny z urywaniem ręki Belli przy radiu, Maltą i praniem Majchrzaka).
                    • asiunia311 Re: Nie wierzę.. 28.04.12, 12:17
                      Serdeczne dzięki za herbatkę powitalną ( klasyczkę pominę wymownym milczeniem... ); przywlekłam konfiturę cytrynowo - limonkową, nieco tylko przeterminowaną - ale mój partner pił i jeszcze dycha, więc bez obaw:)

                      W kwestii Filipa - się zgodzę, że to najzwyklejszy mizogin, szowinista i gnom z ego rozdętym do niebotycznych rozmiarów i sama dałabym takiemu delikwentowi kopa na rozpęd ( choć niekonsekwentną sympatię do tego cymbała mam od czasów pierwotnego przeczytania wzmiankowanej książki. Na swoją obronę napisze tylko, że miałam wówczas 16 lat i diametralnie różny pogląd na mężczyzn od prezentowanego obecnie. Gdybym sięgnęła po nią po raz pierwszy, to odrzuciłoby mnie od początku. A tak - głupi sentyment pozostał. Cóż począć:)). Ale chodziło mi raczej o niespójność postaci - i tu podeprę się słowami Nessie, bo ujęła to bardzo dobrze, moim skromnym zdaniem:

                      No tak, ale tu jest wielkie ALE.

                      Bo MM każe nam tego egotyka, debila i psychopatę zaakceptować jako księcia z bajki. Taką formułę powieści narzuca, że znerwicowany psychopata pod wpływem paproci i Natalii zmienia się w Wybrańca. Jego mizoginia, pogarda dla Natalii, agresja, podejrzliwość i cała reszta schizofrenicznych objawów muszą odejść w niepamięć i trzeba je zinterpretować jako coś w rodzaju tej blizny na twarzy Filipa: niby okaleczenie, ale takie powierzchowne i nie szpeci, tylko przydaje interesująco wampirycznego blasku.

                      W takim Nerwusie zakochuje się Natalia, takiego mają zaakceptować czytelniczki, bo na końcu tej baśni mamy szczęśliwe zakończenie: Filip wraca do Pobiedzisk, a Natalia rzuca mu się w ramiona.

                      No a potem nagle autorce się odwidziało i... znowu zmieniła formułę. Już nie ma szczęśliwego zakończenia, jest pułapka, nerwicowiec, egoista dręczący biedną Natalię.

                      I tego to ja serdecznie u Musierowicz nie znoszę. Tego dopisywania ciągów dalszych, kompletnie rujnujących szczęśliwe zakończenie poprzedniego tomu.


                      Właśnie o to chodzi. O brak ciągłości, nagłe zmienianie charakterystyki postaci o 180 stopni i to w sytuacji, gdy czytelnik już się oswoił, że bezwolne cielę ( czytaj: Natalia ) sparowano ze zidiociałym szowinistą, który pod koniec baśni doznał olśnienia pod wpływem naszego cielęcia i od tej chwili był prawie przykładnym, prawie borejkowiczowskim bohaterem. Zgrzyta mi to strasznie, choć może powinnam się przyzwyczaić, bo to w końcu MM.
                  • isia_54 Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 20:27
                    "Natomiast mam osobistą ansę do MM za dorabianie gombrowiczowskiej gęby Pyziakowi i Filipowi - temu ostatniemu li i jedynie w moim odczuciu, by zadowolić noblistę i spiknąć eterycznego rudzielca z podstarzałym mentalnie i 'rysunkowo' Robrojkiem'.

                    No właśnie, to mi najbardiej przy czytaniu przeszkadza, te przemiany sympatycznych bohaterow oraz ich postarzanie - sama jestem 50+ (no dobrze 60), po przejściach, etc. a nie czuję się taka przegrana I sterana zyciem jak Robroj, który w młodosci był wprawdzie mały wzrostem alee nie przeszkadzało mu to w podrywaniu Anielli; rozumiem, że 16-letnia Bella może go postrzegać jako starca, ale dlaczego jest tez tak narysowany? Toż samo Flobry - sympatyczny Bobcio, troche pretensjonalny mroczny rycerz z łapami ubrudzonymi ciastem (tylko jakoś mi ten owłosiony ryjek, z którym sie pchał do całowania Elki nie konweniuje, podobnie jak nos Trolli - trąbka motyla), a potem zwykły zakochany Florek - narysowany koszmarnie jako napchany zakochany niedźwiedź, etc.
                    BTW - ciemna jestem jak tabaka w rogu więc mnie oswiećcie - co ma Miłosz do zycia seksualnego Nutrii?
                    • tt-tka Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 21:30
                      isia_54 napisała:
                      BTW - ciemna jestem jak tabaka w rogu więc mnie oswiećcie - co ma Miłosz do zyc
                      > ia seksualnego Nutrii?

                      podobno to na sugestie czy nawet otwarcie wyrazone zyczenie Milosza MM zerwala Nutrie z Nerwusem i sparowala z Robrojkiem
                      uzasadnienie nie jest mi znane - zdaje sie, ze Milosz chcial wynagrodzic Robrojkowi liczne nieszczescia zywota jego (czemu akurat Nutria ?), ale paznokci sobie za to obciac nie dam
                      • slotna Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 23:24
                        Robrojek taki jak z Klamczuchy, KK i IS bylby dla Natalii calkiem ok, byl uroczy, inteligentny (pomijam kretynizm z Andami, moze jak dorosl, dotarlo do niego, ze glupoty chrzanil), zabawny i uczynny. Dawalby jej to czego potrzebowala: i oparcie, i wolnosc. W wieku tez byl dla niej odpowiednim (ledwo jakies 10 lat roznicy). Niestety w CR autorka przedstawila go jako stetryczalego dziada, co najmniej dwadziescia lat starszego niz metrykalnie i zrobila wszystko, zeby byl jak najmniej atrakcyjny erotycznie. Ten gruz sypiacy sie z wasow, ta czapeczka z gazety, te smetne przemyslenia, aaa.
          • isia_54 Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 17:48
            Dziadek, który miał dość opowiadania w kółko Krzyżaków na dobranoc nauczył mnie czytać w wieku przedszkolnym i odtąd czytałam absolutnie wszystko co mi w łapy wpadło, niezaleznie od poziomu zrozumienia lektury BTW pamietam, że kompletnie nie rozumiałam o co chodziło z samobójstwem bohaterki w Urodzie życia Żeromskiego gdyz nie wiedziałam jeszcze skąd się biorą dzieci więc czytanie Dostojewskiego nie jest niczym nieprawdopodobnym, nie jest w tekscie powiedziane, że Nutria tekst rozumiała; niektóre dzieci tak miały...
    • zla.m Re: Nie wierzę.. 02.07.11, 17:53
      Ja już jakiś czas o tym myślę - nie mogę uwierzyć w Bellę. Nie chodzi mi tu wcale o podejrzane jej poczęcie, to było wałkowane. Zastanawia mnie tylko jej poziom umiejętności we wszystkim:

      - ma w szkole same piątki, a z matmy to nawet szóstkę (nawet jeżeli nie musi się uczyć, to lekcje odrabiać musi, a to nie jest wcale tak mało w ostatnich latach podstawówki/na początku liceum)
      - prowadzi mieszkanie jak normalna pani domu (zakupy, gotowanie - obiad z 2 dań i ciasto, sprzątanie, pranie i prasowanie...)
      - trenuje karate (żeby mieć osiągnięcia, a ma - to oznacza minimum 2x1,5h w tygodniu trening + dojazd, prysznic itp.)
      - umie szyć i to w sposób naprawdę mistrzowski, skoro Natalii w 0,5h godziny spódniczkę uszyła! - co oznacza, że wcześniej wiele godzin spędziła na szyciu
      - zna się na "męskich" robotach - malowanie, kładzenie kafelek i podłóg, a co do hydrauliki to już w ogóle mistrzostwo - kilkoma ruchami ręki z kluczem naprawiła rury u Borejków, których od 20lat nie dawało się pokonać! - co oznacza, że wiele godzin spędziła na naprawianiu rur i towarzyszeniu Robrojkowi w reszcie prac remontowych
      - na dodatek oczywiście ma czas czytać książki
      - ogląda telewizję - i to nie tylko kanał kultura, ale i Polsat z McGayverem...

      Nie mówię, że kobieta nie może i znać się na hydraulice, i szyć, i jeszcze obiady gotować... Ale Bella ma lat 15, trochę za mało, fizycznie tego czasu za mało na opanowanie wszystkich umiejętności, i to na dodatek wielu (matma, karate, szycie, rury) w stopniu doskonałym albo bardzo dobrym. No kiedy, pytam, kiedy?
      • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 00:12
        zla.m napisała:

        > Ja już jakiś czas o tym myślę - nie mogę uwierzyć w Bellę.

        Zasadniczo to prawda. Bella to Robocop, McGyver i Markiza Andżelika w jednej osobie. Postać w literaturze realistycznej kompletnie niewiarygodna, kolejna Jeżycjadowa dziewuszyna buchająca talentami wszelakimi i mająca "piątki od góry do dołu" bez zaglądania nawet do szkoły.

        Niemniej, ze względu na konwencję CR, nie zgrzyta to tak potwornie, jak w bardziej "realistycznych" częściach cyklu.

        CR to opowieść o Pięknej i Bestii, więc rzecz jasna, że Piękna musi być wszechstronnie utalentowana, dbać o Staruszka Ojca, oporządzać zagrodę, haftować kwiaty złotą nicią na batyście, promować bujny porost róż przez śpiewanie im słowiczym głosem i tym podobne.

        No tu mamy drobne ustępstwa, bo zamiast róż poskramiane są rury (w sumie róża i rura różnią się tylko jedną literką...), a zamiast haftów na batyście mamy maszynę do szycia i spódniczkę
        • ding_yun Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 07:23
          Dla mnie to jest najbardziej denerwujący rys Neojeżycjady, te wszystkie superbohaterki posiadające mnogie talenty, niewymagające wysiłku. Ale o tym już było tysiąc razy.
          Ze względu na moje obecne położenie życiowe po raz n-ty i z dużą siła dotarło właśnie do mnie jak bardzo nie wierzę w Natalię sama na Cyprze przez cały rok. Ale o tym też już było.
          • slotna Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 13:17
            > Dla mnie to jest najbardziej denerwujący rys Neojeżycjady, te wszystkie superbo
            > haterki posiadające mnogie talenty, niewymagające wysiłku. Ale o tym już było t
            > ysiąc razy.

            Mnie zatkalo bodajze w "Dziecko piatku", kiedy obie Pyziakowny mialy szostki od gory do dolu. Jaka szkola daje szostki ze wszystkich przedmiotow, znaczy, moze teraz jakas daje, ale za moich - i Pyziakowien - czasow wiekszosc nauczycieli w ogole takiego stopnia nie uznawala! Piatka byla najwyzszym. Szostki podciagajace srednia mialam z muzyki (mozolne podpisywanie nutek piosenki w domu i nastepnie wystukiwanie na klawiaturze jednym palcem w porywach do dwoch - spiewanie bylo na piatke, ale falszowalam, wiec wolalam "zagrac" na pewne 6) i z plastyki (chodzilam na kolko do konca podstawowki i tam konczylam prace z pomoca genialnego opiekuna).
            • ding_yun Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 14:35
              Szóstka u mnie w podstawówce i gimnazjum była legalnym stopniem, ale przyznawanym wyłącznie za rzeczy spoza normalnego programu nauczania (poza plastyką i muzyką, gdzie było to uznaniowe). Najczęściej na klasówkach pojawiały się zadania i pytania na szóstkę, dodatkowo szóstkę można było dostać za przygotowanie jakiegoś sensownego referatu albo zrobienie serii dodatkowych zadań domowych (na co było najczęściej kilka tygodni) czy za wyniki w konkursie międzyszkolnym. Szóstkę na koniec zazwyczaj gwarantował udział w finale olimpiady gimnazjalnej, ale to już było bardzo trudne. Generalnie jednak z kilku przedmiotów spokojnie można było mieć celujący nie wysilając się za bardzo bo zazwyczaj było jasno wiadomo, co należy na rzeczoną szóstkę zrobić. Bywali jednak nauczyciele, najczęściej starsi, którzy z sobie znanych powodów tkwili mentalnie w przekonaniu, że szóstka to nie jest normalny stopień i nie stawiali ich z założenia, chociaż to jest wbrew zasadom. Dlatego nie bardzo wierzę w celujące od góry do dołu, to było w większości szkół niemożliwe.
              • meduza7 Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 20:12
                Szóstka, kiedy wchodziła, w założeniu miała być stopniem za rzeczy wykraczające poza program, za "wybitne osiągnięcia". Podejrzewam, że teraz mogła się nieco zdewaluować, ale w czasach Pyziakówien jeszcze raczej nie.
                "Szóstki od góry do dołu" to raczej takie babciowe życzenie, składane wnuczkom z okazji urodzin, imienin czy Wigilii ;)
            • klymenystra Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 20:31
              Ja w podstawówce miałam celujące z większości przedmiotów , ale tylko dlatego, że byłam aktywna i startowałam w konkursach i chodziłam na kółka przedmiotowe. W liceum miałam już tylko z francuskiego (olimpiada i konkursy) i z polskiego (wiedza ponad program). Każda ocena ma swoje wyznaczniki, dlatego nie można teoretycznie stawiać szóstki tylko za to, że ktoś się dobrze uczy i opanował materiał - to za mało.
      • figala Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 09:14
        > - trenuje karate (żeby mieć osiągnięcia, a ma - to oznacza minimum 2x1,5h w tyg
        > odniu trening + dojazd, prysznic itp.)

        Dopiero mi uświadomiłaś, że to faktycznie jakoś mimochodem te treningi.
        Miałam w rodzinie licealistkę uprawiającą sport "z osiągnięciami" (nie wybitna, ale sukcesy były) -co prawda z liceum sportowego -ale żeby "osiągnięcia" były to:
        - treningi 1h dziennie (włączając weekendy)
        - zgrupowania wyjazdowe w wakacje/ferie(obozy w Polsce i za granicą)
        - zawody/olimpiady/sparingi (więc ponowie wyjazdy)
        - dieta, witaminy
        - lekarze i rehabilitacje- sport jest kontuzyjny więc a to jakiś mięsień nadwyrężony, a to stłuczenie, niefortunny upadek - niestety przytrafia nawet najlepszym

        Bella to raczej trenuje sport czysto rekreacyjnie (aby schudnąć i nabrać pewności siebie), ale to żadne poważne uprawianie.

        No i właściwie nie ma nic w książkach czy właśnie poważne uprawianie sportu nie zostało w Łodzi (razem z kasą - sport kosztuje!) i teraz to tylko wspomnienie.
        • ding_yun Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 10:39
          Akurat co do karate to bym się nie czepiała, chyba nie jest powiedziane nigdzie, że Bella trenuje na poważnie czyli bierze udział w zawodach itd. Pamiętam tylko fragment, że miało jej pomóc na figurę, ale pomogło bardziej na pewność siebie. Także ten sport jest czysto rekreacyjny i nie musiał zajmować za dużo czasu. Z tego, co pamiętam to w połowie lat 90 karate było w Polsce dość popularne, zajęcia były organizowane w jakiś osiedlowych klubach czy szkołach, były na przykład w mojej podstawówce i sporo osób na nie chodziło po lekcjach.
        • zla.m Re: Nie wierzę.. 03.07.11, 20:57
          Racja, nie ma osiągnięć w sensie medali itp. Ale ma swoje osiągnięcia - zielony pas (chwali się tym, ja lajkonik jestem w tej dziedzinie, więc może to żadne osiągnięcie...), ma postępy - założyłam takie treningi 2 razy w tygodniu, bo to chyba minimum, żeby w dowolnym sporcie postęp był.
      • turzyca Re: Nie wierzę.. 16.07.11, 02:21
        > - ma w szkole same piątki, a z matmy to nawet szóstkę (nawet jeżeli nie musi si
        > ę uczyć, to lekcje odrabiać musi, a to nie jest wcale tak mało w ostatnich lata
        > ch podstawówki/na początku liceum)

        Duzo zalezy od poziomu szkoly, ja nieco lepsza srednia uzyskiwalam minimalnym nakladem pracy, z odrabieniem lekcji na przerwach wlacznie. Po prostu konkurencje mialam minimalna, ogolnym oczytaniem i pewna doza inteligencji bez problemow latalam braki spowodowane lenistwem. A do tego bezczelnie jechalam na opinii i sporo rzeczy uchodzilo mi na sucho. Po czym poszlam do dobrego liceum, trafilam na klase takich samych jak ja i sie skonczyla laba.
        I dopiero w liceum zabraklo mi czasu na regularne uprawianie sportu po lekcjach (bo jeszcze doszly dojazdy), wczesniej 2 treningi tygodniowo to bylo absolutne minimum.

        > - na dodatek oczywiście ma czas czytać książki
        > - ogląda telewizję - i to nie tylko kanał kultura, ale i Polsat z McGayverem...

        A to sie da robic jednoczesnie, do tej pory to robie, zaoszczedza mnostwo czasu, zapewniajac dubeltowa przyjemnosc.


        Rury itp - to jest kwestia przede wszystkim myslenia, znajomosci wlasciwych schematow i umiejetnosci przelozenia ich na praktyke w nieszablonowy sposob. Jesli naprawa rur trwala zaledwie kilkanascie minut, to pewnie problem nie byl powazny, tylko nietypowy. A z takimi problemami fachowcy bez polotu sobie nie radza.

        Dla mnie, na podstawie moich doswiadczen, Bella jest do zaakceptowania. Szczegolnie ze chyba nie bardzo prowadzila intensywne zycie towarzyskie. A jedna prywatka to trzy filmy i spodniczka. ;)
        • ding_yun Re: Nie wierzę.. 16.07.11, 03:39
          Duzo zalezy od poziomu szkoly, ja nieco lepsza srednia uzyskiwalam minimalnym n
          > akladem pracy, z odrabieniem lekcji na przerwach wlacznie. Po prostu konkurencj
          > e mialam minimalna, ogolnym oczytaniem i pewna doza inteligencji bez problemow
          > latalam braki spowodowane lenistwem. A do tego bezczelnie jechalam na opinii i
          > sporo rzeczy uchodzilo mi na sucho. Po czym poszlam do dobrego liceum, trafilam
          > na klase takich samych jak ja i sie skonczyla laba.

          To jakby o mnie - pokiwała głową ding yun.

          Myślę, że to casus wiekszości w miarę zdolnych. Osiedlowa podstawówka rzadko zapewnia odpowiednia konkurencję, gimnazjum nadal wybiera się kierując raczej tymi samymi kryteriami, co podstawówkę (choć przynajmniej w Warszawie wytworzyło się już kilka dobrych gimnazjów do których trudno się dostać, ale za moich czasów szło się na ogół do najbliższego). Dopiero w liceum człowiek poznaje co to znaczy nie mieć celujących od góry do dołu.
    • umajona Re: Nie wierzę.. 26.04.12, 22:49
      Nie wierzę, że po zdarzeniach z "Córki Robrojka", kiedy Natalia i Robert mieli się wyraźnie ku sobie - nadal są na pan-pani po 2 latach, gdy Nutria wróciła z Cypru! To naprawdę niewiarygodne... nawet to, że w ogóle nie byli na ty, to że do niczego między nimi nie doszło przez ten czas, halo?!
      • piotr7777 Re: Nie wierzę.. 27.04.12, 20:00
        > Nie wierzę, że po zdarzeniach z "Córki Robrojka", kiedy Natalia i Robert mieli
        > się wyraźnie ku sobie - nadal są na pan-pani po 2 latach, gdy Nutria wróciła z
        > Cypru! To naprawdę niewiarygodne... nawet to, że w ogóle nie byli na ty, to że
        > do niczego między nimi nie doszło przez ten czas, halo?!

        Po pierwsze Robert nie był kolegą Natalii tylko jej sióstr. Z którymi kontakt urwał się gdy Natalia była dzieckiem. Toteż gdy spotykają się po latach są dla siebie całkowicie obcy. A zarazem oboje są dorośli a między dorosłymi zwracanie się na początku na "ty" raczej nie jest czymś oczywistym.
        Po drugie istnieją pewne konwenanse dotyczące przejść na "ty". Zasadniczo proponuje starszy młodszemu lub kobieta mężczyźnie. Zatem gdy mamy do czynienia ze starszym mężczyzną i młodszą kobietą, w dodatku osobami maksymalnie spiętymi i nieśmiałymi (jak Robert i Natalia) oboje mogą mieć problem z wykazaniem inicjatywy.
        Także jest to psychologicznie zasadne.

        Dziwne jest raczej to, że w Kwiecie kalafiora do 17-letnej Gabrieli przedstawiciel komitetu blokowego mówi per "pani". Bo to, że Ignacy do wszystkich kolegów córek i wnuczek zwraca się na "pan" to akurat nic dziwnego, jeśli się zna styl tej postaci.
        • umajona Re: Nie wierzę.. 28.04.12, 11:55
          Masz całkowitą rację odnośnie przechodzenia na ty... Ale Córka Robrojka zakończyła się w taki sposób, że naturalną byłaby kontynuacja w formie zbliżenia się tych dwóch postaci, nawet przed wyjazdem Natalii na Cypr.... a tak to popatrzyli na siebie uśmiechając się do siebie, oboje czując to samo, a po 2 latach nadal dystans? To się wydarza.... ale... to muszą być w takim razie bardzo poblokowani ludzie.
        • kkokos Re: Nie wierzę.. 29.04.12, 14:08
          > Dziwne jest raczej to, że w Kwiecie kalafiora do 17-letnej Gabrieli przedstawic
          > iel komitetu blokowego mówi per "pani". Bo to, że Ignacy do wszystkich kolegów
          > córek i wnuczek zwraca się na "pan" to akurat nic dziwnego, jeśli się zna styl
          > tej postaci.

          przedstawiciel komitetu blokowej najwyraźniej też jest człowiekiem starej daty, bo identyfikuje gabę pytanie "panna gabrysia?". no i z pewnościa nie wie, czy gaba ma lat 16 czy 20.

          w kamienicy, w której dorastałam - a jestem tylko kilka lat od gabrieli młodsza - też paru sąsiadów, znających mnie od dziecka, nagle gdzieś w okolicach moich 17-20 lat zaczęło mówić do mnie pani. w przypadku matki mojego kolegi ze szkoły zaprotestowałam, ale w przypadku ludzi, z którymi łączyło mnie tylko 'dzień dobry" i "przepraszam, czy u państwa też tak wyje w rurach" - oczywiście nie.
          • kkokos Re: Nie wierzę.. 29.04.12, 14:10
            pytaniem, oczywiście - słysząc kroki pyta "panna gabrysia?"
    • gek_ko Re: Nie wierzę.. 06.06.12, 15:33
      Witam się ze wszystkimi! Dopiero niedawno znalazłam forum i świetnie mi się Was czyta :-).

      Mi się nie chce wierzyć, że Gabrysia w "Noelce" nie wiedziała, kim jest Baltona i musi wysyłać Elkę do Tomcia. Przecież to kuzyn jej koleżanki szkolnej, najbliższy kolega Tomcia, bliskiego znajomego rodziny, później Pulpecja myśli o nim, jako o koledze z piaskownicy, więc amnezja Gabrieli jest dla mnie co najmniej dziwna.
      • piotr7777 Re: Nie wierzę.. 07.06.12, 10:48
        > Mi się nie chce wierzyć, że Gabrysia w "Noelce" nie wiedziała, kim jest Baltona
        > i musi wysyłać Elkę do Tomcia. Przecież to kuzyn jej koleżanki szkolnej, najbl
        > iższy kolega Tomcia, bliskiego znajomego rodziny, później Pulpecja myśli o nim,
        > jako o koledze z piaskownicy, więc amnezja Gabrieli jest dla mnie co najmniej
        > dziwna.

        To akurat jest łatwo wytłumaczalne.
        Cesia nie była nigdy bliską przyjaciółka Gabrieli (przynajmniej nie ma na ten temat wzmianki w żadnej z książek). Dlatego Gabriela nie musiała zbyt wiele wiedzieć o jej rodzinie. Poza tym nawet jeśli Cesia wspominała o młodszym kuzynie to raczej nazywała go "Bobciem" a nie "Baltoną", to drugie przezwisko funkcjonowało w kręgu rówieśników. Nawet jeśli młodsze siostry Gabrysi wspominały Baltonę w rozmowach to w momencie gdy Elka pojawiła się u Borejków nie było ich w mieszkaniu, więc zwyczajnie nie mogły pomóc, stąd Tomek Kowalik jako najpewniejszy kontakt.
    • guineapigs Re: Nie wierzę.. 17.06.12, 11:36
      Watek jest dlugi, nie przeczytalam calosci, wiec moze to bylo: ZWIERZETA.
      W domu Borejkow , zawsze pelnym dzieci, od pokolen nie ma nawet zdania o tym, ze ktores z tych dzieci chcialoby psa/kota/rybki/swinke morska. Nie chodzi mi o to, ze nie maja. To jest do wytlumaczenia: nie ma miejsca, nie ma pieniedzy, kto bedzie wyprowadzal itp., - jak w kazdym domu, gdzie sa dzieci. Ale nie wierze, ze zadne z dzieci, od lat 70. XX stulecia po wczesne lata stulecia XXI nie powiedzialo 'mama, kup mi psa/kota/swinke morska/rybki'.
      Moze sie czepiam, typu: MM nie mogla pisac o wszystkim, wybierala najwazniejsze tematy zycia rodzinnego. Ale wg. moich doswiadczen, w domu gdzie sa dzieci, kwestia 'mania zwierzatka' jest zawsze, i czesto przybiera ogromne rozmiary ostrego konfliktu, dochadzacego wrecz do poziomu szantazu (jak bedziesz mial dobre oceny, to kupie ci psa/jak mi nie kupisz psa, to uciekne z domu). U Jedwabinskich byl problem Pieska-zabawk (o prawdziwego nie bylo nawet po co prosic - Aurelia to wiedziala), u Borejkow cisza absolutna.
      Tak przetrzepuje w myslach wszystkie znane mi domy (wlasny, rodziny, kolezanek) i nie znajduje zadnego, gdzie problem 'mania zwierzaka' by nie wystapil. Jak ktos nie mial - to albo bo rodzice nie zgodzili sie, albo alergia. Ale nigdy dlatego, ze dzieci nie chcialy.

      A tu zadne dziecko na przestrzeni dziesiecioleci nawet nie poprosilo o zwierzaka. Nie wierze w to, ze sa takie dzieci i takie domy.
      • asocial Re: Nie wierzę.. 01.07.12, 22:18
        raz jeden pojawil sie motyw PSA, kiedy Cesia mowi komus z rodziny, ze chcialaby miec chlopaka, zeby chodzic z nim na spacer, a ojciec/ dziadek jej na to, ze kupi jej psa..
        to jedyny zwierzecy motyw jaki kojarze..
        • bupu Re: Nie wierzę.. 01.07.12, 22:43
          O przepraszam, jeszcze były myszki Bobcia!
    • black-apple Re: Nie wierzę.. 26.08.12, 19:34
      Odświeżam wątek w obawie przed gorszym niż śmierć zaarchiwizowaniem.

      W co nadal po n-tym przeczytaniu Jeżycjady i wielu dyskusjach na forum nie wierzę:
      1. W Nutrię jako rezydentkę na Cyprze,
      2. W Laurę cieszącą się prawie nieistniejącym powodzeniem wśród płci przeciwnej,
      3. W Laurę nie wyprowadzającą się z domu do akademika/mieszkania dzielonego z zaprzyjaźnionymi współlokatorami po dostaniu się na studiach,
      4. W Natalię wolącą się kisić z siedmioma innymi osobami w mieszkanku z jedną łazienką, gdy miała pieniądze na własne lokum,
      6. W Floriana zamieniającego się w połączenie stereotypowego tirowca i bezdomnego alkoholika w wieku lat czterdziestu,
      7. W gospodarstwo Górskich - całość,
      8. W powrót Pyziaka i reakcję Gaby na to,
      9. Kariera Kal Amburki,
      10. W zakochanego przez szesnaście lat w Anieli Robrojka, odkochującego się po zobaczeniu obiektu jego uczuć (czy to ten makijaż zawinił?),
      11. W brak życia towarzyskiego Borejków, brak przyjaciół, koleżanek z pracy i ze studiów, etc.,
      12. W związek Aurelii i Konrada, to samo z miłością Laury i Naszpana.
      • kopiec_esmeralda Re: Nie wierzę.. 26.08.12, 20:26
        > 6. W Floriana zamieniającego się w połączenie stereotypowego tirowca i bezdomne
        > go alkoholika w wieku lat czterdziestu,

        co z tym alkoholikiem? Generalnie, ze Florian przytył nawet mocno - wierzę, oni tam dobrze, w sensie także bardzo kalorycznie jedli, ponadto pracował fizycznie i zbudował masę, więc
        akurat w to wierzę.
        11. W brak życia towarzyskiego Borejków, brak przyjaciół, koleżanek z pracy i z
        > e studiów, etc.,

        Jeśli są tak hermetyczni, jak są i samowystarczalni- jest to możliwe, choć mało prawdopodobne. Z resztą zgadzam się bez reszty.
        Nie wierzę:
        - w przemianę Orelki w dziumdzię,
        - w toruńskie przygody Tygrysa (sama, chora, diaboliczna Alma, przypadkowo spotkany Robroj, a nade wszystko - totalny brak poszukiwań ze strony kochającej rodzinki),
        -w to, że szczęśliwa, a przy tym normalna kobieta mająca męża i dzieci roni łzy i jest jej przykro na wspomnienie byłego od kilku(nastu?) lat 1męza,
        -mieszkanie dr dr Pałysów w suterenie,
        -w ten pęd nastoletnich par do żeniaczek,
        -że Borejkówny nie miały nawet przez chwilę potrzeby usamodzielnienia się mentalnego od familii...
        tyle na razie, sorki, ze nie czytałam długaśnego wątku, więc może coś dubluję.


        • meduza7 Re: Nie wierzę.. 26.08.12, 21:37
          >co z tym alkoholikiem?

          Te wory pod oczami i zniszczona twarz na rysunku!
        • black-apple Re: Nie wierzę.. 26.08.12, 22:37
          > co z tym alkoholikiem? Generalnie, ze Florian przytył nawet mocno - wierzę, oni
          > tam dobrze, w sensie także bardzo kalorycznie jedli, ponadto pracował fizyczni
          > e i zbudował masę, więc
          > akurat w to wierzę.
          Mam na myśli dokładnie to, o czym wspomniała już meduza. Grube wory pod oczami, zniszczona skóra i uśmiech bezdomnego spod dworca :/ Wierzę w przemianę Floriana z chudego chłopaka w rosłego, silnego i dobrze zbudowanego faceta. Nie wierzę w Floriana przytytego, z brzuszkiem piwnym i z twarzą roztopioną jak wosk (to mają być niby zmarszczki?). Tak może wyglądać zniszczony stresem i używkami człowiek, a nie cieszący się życiem mężczyzna w sile wieku.

          > Jeśli są tak hermetyczni, jak są i samowystarczalni- jest to możliwe, choć mało
          > prawdopodobne.
          Tacy samotnicy jak Natalia czy zaabsorbowani mężem i dzieckiem jak Pyza to nie, ale reszta? Gdyby chociaż Laura czy Ida miałyby bliskie sobie osoby, to jakoś bym to przełknęła. A tak pozostawieni jesteśmy z masą domysłów, dalekim wspomnieniem docenta i grupy ESD i trupem Romy Kowalik. Nawiasem mówiąc, po cichu liczyłam, że po latach Pulpa z Romą z zdobytym dystansem powrócą do dobrych i częstych kontaktów. Jedna wzmianka o obejrzeniu profilu na naszej-klasie wiosny nie czyni. Józinek niby ma swoich kolegów z dzielnicy, ale oni stanowią taką samą papierową dekorację jak oswojone psy i koty Gaby.
          • kopiec_esmeralda Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 07:38
            A, to ja nie odbieram Florka w taki sposób, dla mnie jest po prostu tęgim od wysokolarorycznego jedzenia, silnym, pracowitym, zadowolonym z życia, gospodarnym i obrotnym, bez jakiś specjalnych komplikacji wewn. i dylematów dość prostym facetem, zresztą dużo bardziej sympatycznym od pretensjonalnych yntelektualistów jeżyckich. Ale może nie dość wnikliwie analizowałam jego wizerunki :)
            • kosheen4 Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 10:49
              kopiec_esmeralda napisał(a):

              > Ale może nie dość wnikliwie analizowałam jego wizerunki :)

              Tu nie trzeba analizować, tu wystarczy jeden rzut oka:

              https://www.musierowicz.com.pl/wgc_media/photos/279.jpg

              Florian gdzieś pośrodku głowy zdaje się łysieć, a przynajmniej zdecydowanie przerzedziła mu się fryzura, oczka ma wpuszczone w tłuszczyk twarzowy, owal twarzy mu się rozjeżdża...

              w ogóle, mam wrażenie że jego wizerunek jest bardziej... papierowy niż inne, a nowa twarz starszego Górskiego to mało refleksyjna powtórka twarzy Baltony, popatrzcie:
              https://www.musierowicz.com.pl/wgc_media/photos/213.jpg
              • kopiec_esmeralda Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 11:03
                Oooo, to ja tutaj nie widzę alkoholika/bezdomnego, czy kogoś w tym typie. Widzę niezbyt udolny rysunek, li i jedynie, ale nie menela. No i nic w tekście nie wskazuje, ani nawet nie sugeruje, by Florek się stoczył. Chyba, ze nie doczytałam zbyt wnikliwie, czego nie wykluczam i jeśli ktoś przytoczy jakiś cytacik lub argumenty, chętnie przyznam rację.
                Cytata:
                Florian gdzieś pośrodku głowy zdaje się łysieć, a przynajmniej zdecydowanie przerzedziła mu się fryzura, oczka ma wpuszczone w tłuszczyk twarzowy, owal twarzy mu się rozjeżdża...
                To co, że łysieć? Absolutnie nie zgadzam się, ze łysy lub choćby łysawy=menel (mówiąc w skrócie). Reszta, ten tłuszczyk świadczy o kuchni polskiej, ale nie o alko. Oczywiście msz. Owal twarzy niestety każdemu się rozjeżdża w pewnym wieku.
                • kosheen4 Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 11:11
                  spieszę wyjaśnić, że mówiąc wizerunek mam na myśli rysunkowy portret Floriana.
                  Florian 2000 ;) nie wygląda na człowieka, który oddawałby się pracy fizycznej, stawiam że przy aktywności jaką opisuje MM mógłby zmężnieć w sposób, eee, żylasty, nabrać krzepy w łapie, ale nie opuchnąć na gębie. paszczęka jego nie wygląda na osmaganą wiatrem i słońcem, tylko galaretowatą i obwisłą z lekka. a właśnie te obwisy i galarety widzę w nechlujnym rysunku.
                  co ciekawe, są przecież postacie prowadzone w rysunku konsekwentnie, np. Natalia czy Ida.
                  • bupu Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 15:55
                    kosheen4 napisała:

                    > spieszę wyjaśnić, że mówiąc wizerunek mam na myśli rysunkowy portret Floriana.
                    > Florian 2000 ;) nie wygląda na człowieka, który oddawałby się pracy fizy
                    > cznej, stawiam że przy aktywności jaką opisuje MM mógłby zmężnieć w sposób, eee
                    > , żylasty, nabrać krzepy w łapie, ale nie opuchnąć na gębie. paszczęka jego nie
                    > wygląda na osmaganą wiatrem i słońcem, tylko galaretowatą i obwisłą z lekka. a
                    > właśnie te obwisy i galarety widzę w nechlujnym rysunku.

                    Tego... Ten obrzmiały pysk z portretu, w połączeniu z opisem wyłażących z rękawów koszulki muskularnych łapsk niedźwiedzich, nasunął mi myśl straszliwą, iż Floruś udaje się regularnie w porzeczki, by zaaplikować sobie sterydy. Stąd ta masa mięśniowa i galareta na twarzy.
                • dakota77 Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 11:17
                  Hm, widze powazna roznice miedzy stwierdzeniem, ze ktos wyglada jak alkoholik czy menel, stwierdzeniem, ze nim jest :).
                  • kopiec_esmeralda Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 11:26
                    .
                    > Hm, widze powazna roznice miedzy stwierdzeniem, ze ktos wyglada jak alko
                    > holik czy menel, stwierdzeniem, ze nim jest :).

                    Odniosłam się do stwierdzenia: Nie wierzę...

                    W Floriana zamieniającego się w połączenie stereotypowego tirowca i bezdomnego alkoholika w wieku lat czterdziestu,

                    Nie zrozumiałam z tego stwierdzenia, że chodziło wyłącznie o wygląd, w dodatku przedstawiony tylko na rysunku.
                    • black-apple Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 19:58
                      Ooo tak, Florian to alkoholik, ba, narkoman, co skrycie uprawia konopie indyjskie na plantacji Górskich :) Rozwiązuje się problem braku funduszy i nie opłacającej się finansowo hodowli koni - pralnia pieniędzy jak nic.
              • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 15:41
                > w ogóle, mam wrażenie że jego wizerunek jest bardziej... papierowy niż inne, a
                > nowa twarz starszego Górskiego to mało refleksyjna powtórka twarzy Baltony

                W tym 1992 roku to był podobny do Nicolasa Cage'a, zwłaszcza z uściech! A teraz, ech.
              • black-apple Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 20:25
                Jak już jesteśmy w temacie straszliwych rysunków, to Ida też nie prezentuje się zbyt obiecująco:
                https://images36.fotosik.pl/30/85f5549c4d42da15.jpg

                Ale o jej fatalny wygląd obwiniam niechlujstwo autorki (chociaż Laura jej wyszła znakomicie) niż faktyczny stan rzeczy. I Florka i Idę wolę sobie wyobrażać jako atrakcyjnych i zadbanych.
                • kopiec_esmeralda Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 20:33
                  Dziecię też dziwaczne. MM pisze o owym dziecięciu w CR, którą wziłam na tapetę, że jest przyjemnie (miło?) pulchne, a o Ani Górskiej bodajże, ze tłusta. Ciekawe, dlaczego, może też Florka uważa za pijaka, więc jego córka musi być be ;) Przy okazji kolejna irytacja: te nachalnie częste określenia miły i przyjemny we wszelkich odmianach.
                  • bupu Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 20:49
                    kopiec_esmeralda napisał(a):

                    > Dziecię też dziwaczne. MM pisze o owym dziecięciu w CR, którą wziłam na tapetę,
                    > że jest przyjemnie (miło?) pulchne, a o Ani Górskiej bodajże, ze tłust
                    > a. Ciekawe, dlaczego, może też Florka uważa za pijaka, więc jego córka musi być
                    > be ;)

                    Ania Górska to grubaska. Odmieniana przez wszystkie możliwe przypadki.
                    • kopiec_esmeralda Re: Nie wierzę.. 27.08.12, 20:54
                      Sprawdziłam, dosłownie o małym Józinku: [dziecię] o przyjemniej nadwadze.. Szkoda, że tak to wszystko wygląda...
      • buka_z_muminkow Re: Nie wierzę.. 01.09.12, 19:32
        Co do Robroja, to moim zdaniem wielbił on wspomnienia swojej młodości szkolnej, spędzonej u boku Anieli (czy tam w cieniu Anieli) i dlatgeo spotkanie jej po tylu latach sprawiło, że nagle się otrzasnął.
        Poza tym - przecież w międzyczasie przekłada on swoje uczucia na Natalię :)
      • pani.filifionka Re: Nie wierzę.. 01.09.12, 20:08
        Akurat w Laurę, która nie wyprowadza się z domu, wierzę. Studiując w mieście zamieszkania, nie miała szans dostać miejsca w akademiku. A co do wynajętego pokoju, to wyprowadzenie się z rodzinnego domu, znajdującego się w samym centrum Poznania, bardzo blisko uczelni, w powszechnej opinii mieści się raczej w kategorii fanaberii. Moje poznańskie koleżanki z roku na ogół mieszkały przez okres studiów u rodziców.
    • zla.m A ja wierzę... 27.08.12, 10:47
      W pchającą się do małżeństwa Laurę. Nie, żeby była taka zakochana, w moim odczuciu to forma pokazania, że jest już dorosła i nikt jej nic nie będzie kazał. Nie wiem (nie pamiętam? nie było wspomniane?) jak i GDZIE wyobrażała sobie życie po tym wielkim wydarzeniu, może podświadomie liczyła na pójście za mężem i ucieczkę z kołchozu.

      Wierzę też w durną uwagę, że ją Wolfi szanuje. Nie dlatego, że była ZUA, dlatego że mogła naprawdę tak myśleć. Sprawy seksu i relacji damsko-męskich ogólnie są bardzo mocno kształtowane przez postawy w rodzinie, nawet jak się od tej rodziny próbujemy odciąć, to pewne wartości (albo style zachowań) są w nas od dzieciństwa i nie jest łatwo się od nich uwolnić. Zwłaszcza, że Laura niespecjalnie miała inne wzorce wśród znajomych, książki - i lansowane przez rodzinę, i przez szkołę - też raczej takiego właśnie podejścia ją uczyły. Myślę, że nawet koleżanki, nawet te sypiające z facetami (nie wiem, ile ich było w liceum Laury, w moim, parę lat wcześniej, wcale nie tak dużo) w większości też taką postawę prezentowały ("w naszym przypadku to co innego, planujemy ślub", "to miłość mojego życia, nie śpię z każdym" itp.) - pewnie to wina naszej społecznej hipokryzji.

      Wiadomo - Laura była buntownicza i nastawiona krytycznie. Ale w tym wieku człowiek raczej nie podważa samych wartości/ideałów jako takich. Podważa się autorytety, wytyka im niewspółmierność głoszonych haseł z życiem, to jak najbardziej. Jednak trzeba trochę pożyć, trochę samemu dostać po tyłku, parę razy samemu do ideału nie doskoczyć, by zrozumieć, że czasem "coś jest nie tak" nie z ludźmi, tylko z ideałami (które są na przykład wewnętrznie sprzeczne, przeciwstawne do siebie albo po prostu nieprzystające do życia czy nawet głupie).
      • piotr7777 a ja nie wierzę 27.08.12, 13:04
        ...że Aniela, która młodych Bittnerów ledwo tolerowała podarowała Konradowi książkę prof. Raszewskiego, z którą nigdy się nie rozstawała.
    • black-apple Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 13:46
      Odświeżam jeden z najlepszych wątków na forum z kolejną porcją wymyślonych przez MM scenariuszy, które absolutnie nie kupuję:

      - to, że żadne z Neobachorów (włączając w to generację Pyzy i Tygryska) nigdy nie skosztowało alkoholu, nie paliło papierosów ani nie chodziło na wiksy (domówki czy w klubie);
      - to, że Laura nie uprawiała seksu przed ślubem;
      - to, że charakter Natalii zmienił się 180 stopni: z ewidentnego melancholika przeistoczyła się w choleryka, co urządza piekielne kartkówki;
      - w to, że nikt nie poczuł się w obowiązku zwrócić uwagi na chamskie komentarze Idy, włączając w to empatyczną Gabę, cenioną jako genialna obserwatorka Milę czy nawet Ignacego.
      • emae Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 14:23
        black-apple napisała:

        > Odświeżam jeden z najlepszych wątków na forum z kolejną porcją wymyślonych prze
        > z MM scenariuszy, które absolutnie nie kupuję:
        >
        > - to, że żadne z Neobachorów (włączając w to generację Pyzy i Tygryska) nigdy
        > nie skosztowało alkoholu, nie paliło papierosów ani nie chodziło na wiksy (domó
        > wki czy w klubie);
        > - to, że Laura nie uprawiała seksu przed ślubem;
        > - to, że charakter Natalii zmienił się 180 stopni: z ewidentnego melancholika
        > przeistoczyła się w choleryka, co urządza piekielne kartkówki;
        > - w to, że nikt nie poczuł się w obowiązku zwrócić uwagi na chamskie komentarz
        > e Idy, włączając w to empatyczną Gabę, cenioną jako genialna obserwatorka Milę
        > czy nawet Ignacego.

        W to ostatnie ja też absolutnie nie wierzę. Nawet nie jestem w stanie zwizualizować sobie tej sceny, co oni robili, jak reagowali? Wbijali spojrzenia w talerz, pełni zażenowania? Śmiali się dobrodusznie? Robili wielkie oczy?
        Jedyny mój pomysł na tę scenę jest taki, że Magda nie zauważała ich reakcji, nie słyszała ich albo były dla niej na tyle mało istotne w obliczu chamstwa Idy, że w ogóle nie przywiązywała do nich uwagi, i dlatego narrator nawet o nich nie wspomina. Ale to bzdura, wiem :(

        Co do Natalii, nie widzę w niej choleryka :) Raczej widzę u niej tłumioną agresję, która znajduje dziwne ujścia. To mi do niej pasuje i wydaje się wynikać z konstrukcji jej postaci.

        Co do Laury i reszty neo - ja wierzę, że istnieją tacy ludzie. Znam takich. Naprawdę niektórzy czekają z seksem do ślubu, z alkoholem do 18 urodzin, po papierosy nie sięgają nigdy - i nie są to jakieś dziwadła, normalni ludzie.
        • black-apple Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 14:44
          Co do Natalii, nie widzę w niej choleryka :) Raczej widzę u niej tłumioną agresję, która znajduje dziwne ujścia. To mi do niej pasuje i wydaje się wynikać z konstrukcji jej postaci.
          Hmmm, brzmi to wiarygodnie, ale czytanie o zachowaniu NeoNatalii wywołuje uczucie, że coś tu nie do końca pasuje.


          Co do Laury i reszty neo - ja wierzę, że istnieją tacy ludzie. Znam takich. Naprawdę niektórzy czekają z seksem do ślubu, z alkoholem do 18 urodzin, po papierosy nie sięgają nigdy - i nie są to jakieś dziwadła, normalni ludzie.
          Nie twierdzę, że są nienormalni, ale że nie wierzę, że z grupy ponad 5 osób wszyscy cechują się identycznym podejściem. Owszem, wynieśli podobne wychowanie lecz to nie przekreśla wpływu otoczenia, innych nastolatków, którzy nie są kopiuj-wklej klonami z laboratorium na Roosevelta 5. Czy naprawdę pierwotna borejkowska socjalizacja jest tak silna?
          • emae Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 15:08
            black-apple napisała:

            > Nie twierdzę, że są nienormalni, ale że nie wierzę, że z grupy ponad 5 osób wsz
            > yscy cechują się identycznym podejściem. Owszem, wynieśli podobne wychowanie le
            > cz to nie przekreśla wpływu otoczenia, innych nastolatków, którzy nie są kopiuj
            > -wklej klonami z laboratorium na Roosevelta 5. Czy naprawdę pierwotna borejkows
            > ka socjalizacja jest tak silna?

            Wydaje mi się, że w rodzinie jest to nieco bardziej prawdopodobne, niż gdyby chodziło o grupę osób z różnych rodzin. Poza tym Róża wyraźnie nie podzielała zdania Laury, jeśli chodzi o seks przed ślubem. Józef nienawidzi kobiet, Ignacy się ich boi. Zdania Magdy w tej kwestii nie znamy, wydaje mi się, że ona by nie czekała do ślubu. Hildegarda jest jeszcze bardzo dziecinna. O Łucji w ogóle nie ma co mówić, bo to zupełne dziecko z różowymi kokardkami.

            W każdym razie, bo chyba odchodzę od tematu... Nie widzę u nich podobnego podejścia, widzę raczej podejście autorki, która z założenia nie pisze o nastolatkach uprawiających seks, a w dodatku ma ambicje wychowywania pokoleń i nie zamierza zachęcać młodzieży do alkoholu czy papierosów.
      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 15:50
        Natalia cholerykiem? Miala jeden wybuch, kiedy zerwala z Tuniem. A piekielna kartkowka pokazuje ja jako malo wyrozumiala nauczycielke, ale zeby choleryczke? Podpisala: prawdziwa choleryczka :P
        • buka_z_muminkow Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 21:59
          Poza tym to może być "piekielna kartkówka" w jej własnym mniemaniu, a w rzeczywistości jest to zwyczajna kartkówka, tyle, że niezapowiedziana.

          Natalia może być tym typem nauczyciela, co to jest miły dla uczniów, a jednocześnie wiecznie zamyślony i "zwiewny", ma swój świat. Odpytywać nie odpytuje, kartkówek raczej nie robi, a jeśli już to zapowiada... Na lekcjach opowiada o literaturze, dyskutuje z uczniami i głównie na tej podstawie ocenia ich wiedzę, umiejętności, zaangazowanie. Ale raz na jakiś czas coś jej strzeli do głowy i kartkówkę zrobi bez zapowiedzi, co samo w sobie wydaje się być czymś szokującym - nie wiadomo, czy bardziej dla uczniów, nieprzyzwyczajonych do takich praktyk u tej konkretnej nauczycielki, czy dla samego nauczyciela - ze wpadł na taki "szatański" pomysł, aby o kartkówce nie uprzedzić (a przecież kartkowka z założenia powinna być niezapowiedziana i nie powinno to nikogo szokować). Po czym na kolejnej lekcji znów jest zwiewna, ciepła i zamyślona.

          Miałam taką panią z polskiego w dwóch pierwszych klasach liceum. Gdy myślę o Natalii jako o nauczycielu, to właśnie z ta konkretną panią mi się kojarzy.
          • black-apple Re: Nie wierzę.. 05.11.13, 20:04
            Jak dla mnie sama idea, by przewrażliwioną, silnie odbierającą bodźce z zewnątrz i empatyczną do bólu Nutrię wpakować do gimnazjum, a potem do liceum na nauczycielską posadę.

            Prędzęj bym ją - aniżeli Milicję - kupiła jako Kala Amburkę.
            • black-apple Re: Nie wierzę.. 06.11.13, 10:16
              ... jest mniej wiarygodna niż jej przemiana.

              Ech, brak funkcji EDYTUJ daje się we znaki.
    • limelight7 Re: Nie wierzę.. 05.11.13, 09:35
      Nie wierzę w 'doświadczoną podróżniczkę Laurę' z NN. Kiedyż to miała ona okazję nabyć podróżniczego doświadczenia?
      • slotna Re: Nie wierzę.. 05.11.13, 18:11
        > Nie wierzę w 'doświadczoną podróżniczkę Laurę' z NN. Kiedyż to miała ona okazję
        > nabyć podróżniczego doświadczenia?

        Nie miala, totez i nie byla opisana jako "doswiadczona" tylko "bystra". Cwane dziecko, po prostu.
    • melomanka87 Re: Nie wierzę.. 05.11.13, 17:50
      Nie wierzę, że wychowywana przez Borejków dziesięcioletnia Pyza widząc z okna, jak Sławek Lewandowski parkuje pod domem, mówi "O! Volvo."
      • saaarsdej Re: Nie wierzę.. 05.11.13, 18:43
        To by było możliwe, gdyby Sławek tym samym samochodem przyjeżdżał parę lat z rzędu: Pyza mogłaby zapamiętać, że ktoś z dorosłych kiedyś zauważył Volvo i wypowiedział na głos swój niesmak, że takie coś pod ich szlachetnym oknem parkują (w sumie wyobrażam sobie burzę w wykonaniu Idusi, która pierwsza mogła to odczytać jako komunikat dla niej). Czyli zapamiętać mogła jako rzecz wzbudzającą emocje w rodzinie, zapamiętała, a przy następnej okazji jako dobre dziecko ostrzegła rodzinę, przy okazji zapewniając sobie i Tygrysowi szansę na następną zabawną scenkę.
        Dodatkowo jedyny model Volvo jaki kojarzy mi się z mniej więcej tamtym okresem, to takie wielkie kombi, dość charakterystyczne, więc tym łatwiejsze do zapamiętania i skojarzenia, ale tu oczywiście mogę się mylić, zwłaszcza że modelu nikt nie podał.
        A jeszcze dorzucę wątek osobisty: pierwszy samochód mama kupiła sobie jakoś w okolicach mojej matury, o samochodach się u mnie w domu nie rozmawiało, jeździło się tramwajami i tyle. Tymczasem na etapie właśnie jakoś początków podstawówki zakasowałam wszystkich kolegów kiedy trzeba było wymienić wszystkie marki samochodów, jakie się zna. Więc gdyby nie chodziło o Pyzę, tym bardziej twierdziłabym, że to możliwe.
      • guineapigs Re: Nie wierzę.. 05.11.13, 22:59
        Volvo ma bardzo charakterystyczny znak - nie mam pojęcia, jak to jest okreslane 'profesjonalnie' - i naprawde trudno to pomylic z czym innym lub nawet nie znać. W to wierzę - tzn. ze Pyza znała logo volvo i umiała odróżnić od np. fiata czy mercedesa. Tego typu wiedza 'wsiakała' jakoś, człowiek mógł nie wiedziec, gdzie leży Szwecja, co jest stolica i jaki jest ustrój, ale VOLVO to się znało.Jak dajmy na to ABBA.
        • agata_christie Re: Nie wierzę.. 06.11.13, 09:41
          Mogła rozpoznać.
          Dzieci mają nieprawdopodobną chłonność, moi siostrzeńcy rozpoznawali marki samochodów rodzinnych zanim jeszcze im się udawało w pełni poprawnie wymawiać ich nazwy.

          Natomiast babcia osiemdziesięcioletnia (a było to 15 lat temu) wprawiła mnie kiedyś w zaskoczenie pokazując mi coś przez okno ze słowami: "tam, tam, koło tego Audi"
          na pytanie skąd wie że to Audi odpowiedziała, że postanowiła nie być taką ciemną staruszką a że w drodze na cmentarz na grób dziadka przechodzi koło postoju taksówek to się pomalutku na taksówkach nauczyła "tych znaczków".

          Ja natomiast do dziś mam problemy i zupełnie nie jestem na bieżąco w modelach.
    • adorabelle-dearheart Re: Nie wierzę.. 11.06.14, 09:19
      Dzień dobry!

      Wychodzę z krzaków, z których poczytuję forum już od bardzo dawna i witam się serdecznie. Będzie mi bardzo miło, jeśli ktoś obwiesi mnie jelitem Inki, które ma Dorota ;)

      Książki MM to dla mnie główna lektura wczesnego nastolęctwa (od którego to czasu minęło mi jeszcze raz tyle życia ;) Potem nastąpiła "Córka Robrojka", która niestety była kamieniem milowym jeśli chodzi o spadek sympatii i entuzjazmu do Jeżycjady i jej kolejnych części. Czyli jestem kolejnym przypadkiem tutaj: Jeżycjada - tak, Neobachoriada - nope, i jak dobrze, że istnieje to forum ;)

      Z kilku rzeczy, w które nie wierzę w Jeżycjadzie to m.in.:
      - to, że wszystko udaje się Belli Rojek: karate, szkoła, złota rączka do majsterkowania i szycia, najsympatyczniejsza i najbardziej ogarnięta osoba w każdym pomieszczeniu. Czy naprawdę nie mogła być choć w jednej rzeczy... trochę gorsza i ponosić jakieś porażki, z których mogła się uczyć na własnych błędach? Tak, hm, wiecie, żeby być bardziej ludzka, a nie marysójska?
      - wredność Patrycji wobec tych samych i wciąż kręcących się wokół niej adoratorów. Raczej nie spotkałam się z sytuacją, żeby ciągle ci sami mężczyźni nachalnie podrywali dziewczynę, która ciągle okazuje im wyłącznie jawną pogardę i lekceważenie i do tego jawnie randkuje z kilkoma na raz. I, żeby było jasne, wcale nie uważam, że "popularna" dziewczyna to ta, która chichocze i płoni się do płci przeciwnej, a w wolnych chwilach czyści im dom i przepisuje prace domowe! Tylko raczej, z moich obserwacji wynika: niezainteresowana, niemiła, wredna + umawiająca się z innymi => tego kwiata jest pół świata ;)
      - ogólną dzielność Borejków i ich satelitów, i wynika to z mojego rozumienia dzielności. Dzielność to dla mnie przystępowanie do czynu, pokonując własne słabości, np. takie zachowanie Prosiaczka w Kubusiu Puchatku. Prosiaczek jest najmniejszy, ale najczęściej gdy jest jakiś problem w lesie, to zazwyczaj on przystępuje pierwszy do prób rozwiązania. Jak to się ma do totalnej inercji takiej Gaby, np. w stosunku do własnych dzieci? Jeśli dziecko kłamie i kradnie składki klasowe i nie spotyka się z żadną reprymendą, a rodzic tylko płacze w cichości i NIC (potem/przedtem/w trakcie) nie robi, to to nie jest dzielne, tylko żałosne i nieodpowiedzialne. Paradoksalnie wychodzi mi na to, że najbardziej "dzielną" osobą w Neobachoriadzie jest Laura w swoich próbach dowiedzenia się czegoś o ojcu i zwrócenia uwagi matki.
      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 11.06.14, 11:17
        Witaj, pedze z girlandka z jelitek :) Rozgosc sie i napij sie herbatki na myszach z kubka w krasnale :) Podoba mi sie twoj nick- bardzo lubie te postac :)
        • adorabelle-dearheart Re: Nie wierzę.. 11.06.14, 19:41
          dakota77 napisała:

          > Witaj, pedze z girlandka z jelitek :) Rozgosc sie i napij sie herbatki na mysza
          > ch z kubka w krasnale :) Podoba mi sie twoj nick- bardzo lubie te postac :)
          >

          Uuu, dziękuję, jak miło, niniejszym rozkoszuję się smakiem! :))

          I dziękuję za komplement nickowy (panna Igła vel. Zabójca zagarnęła moje serce jak tylko pojawiła się w uniwersum Świata Dysku ;))
          • dakota77 Re: Nie wierzę.. 11.06.14, 20:06
            Moim tez :) Zreszta znajdziesz tu wiecej fanek Sir Terry'ego :)
            • adorabelle-dearheart Re: Nie wierzę.. 11.06.14, 20:09
              Właśnie już widziałam z krzaków ;) Ale super!
    • gat45 Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 12:08
      że cała rodzina nie rzuciła się natychmiast na Mareczka, żeby skorzystać z jego angielszczyzny. Pani Stryba i panny Borejko do konwersacji w tym języku, panny Pyziakówny do pomocy w lekcjach. Albo jego wieczna senność to reakcja obronna przed takimi zapędami. Nie wierzę też, żeby nie uczył angielskiego swoich własnych dzieci, no rozmawiając z nimi w domu w tym jakże przydatnym narzeczu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka