Dodaj do ulubionych

Nie wierzę..

26.09.08, 13:33
Czy sa takie rzeczy, w ktore po prostu nie mozecie uwierzyć w
Jezycjadzie - nib sa napisane, więc "się przydarzyły", ale mimo to
ma się pewność, ze przydarzyć sie po prostu nie mogłu
Ja nie wierze
-w to, ze mama Borejkowa byla dramaturgiem
-że Gabrysia mogla stracić z oczu na dłużej swojego ukochanego,
wypieszczonego Ignasia i nie zainteresowac się, co się z nim stało
-że ludzie mieszkający w suterynie przeznaczaja oszczędnosci na
cudze mieszkanie
-że przez całe dzieciństwo Róża ani razu nie pomyslala o ojcu
-ze przeintelektualizowani snobi mogli pozwolc na nazwanie
kogokolwiek Laurą Pyziak
Obserwuj wątek
    • laura-gomez Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 13:41
      .. że nikt nie pobiegł za Ignasiem uciekającym przed szerszeniami
      • el_la Re: Nie wierzę.. 19.11.08, 14:43
        Zwłaszcza, że zniknął bodajże na całą noc/cały wieczór i odnalazł się w Poznaniu.
      • marionela Re: Nie wierzę.. 11.06.11, 16:27
        Również, jak inni, w to, że nikt nie pobiegł za Ignasiem uciekającym przed szerszeniami- u mnie coś takiego byłoby nie do pomyślenia, szczególnie biorąc pod uwagę wiek Miągwy. I nawet gdyby to był zaradny, samodzielny Józinek- to i tak nieudzielenie mu pomocy czy beztroska mimo czegoś takiego- to po prostu brak wyobraźni. Też jestem przekonana że ktoś tu pomylił szerszenie z np. osami, a to naprawdę DUŻA różnica.
    • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 13:45
      Ja jakoś nie mogę uwierzyć w związek Natalii z Robrojkiem. Nie
      przekonuje mnie chęć odnalezienia spokoju i poczucia bezpieczeństwa
      u jego akurat boku przez Nutrię. No nijak mi to nie pasuje i wydaje
      się bardzo nieprawdopodobne. Autorka chyba też tego tak
      naprawdę nie czuje (Nutrię z Robrojkiem związała zdaje się na czyjąś
      sugestię) bo o tym małżeństwie jedynie wspomina z rzadka, nie
      widzimy tej pary w najnowszych tomach, w przeciwieństwie do innych
      sióstr B.
    • mmaupa Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 13:57
      Ze nastolatka pokroju Laury za cel zycia obiera sobie malzenstwo.
      • gku25 Re: Nie wierzę.. 15.07.11, 23:26
        E tam, jak miałam 18 lat to też bardzo chciałam się hajtnąć z moim ówczesnym, nawet się zaręczyliśmy. Ale ja głupia wtedy byłam, hehe. Minęło naście lat zanim naprawdę wyszłam za mąż.
    • anhes Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:38
      w laptopa w 2000 roku w rodzinie nieprzywiązującej wagi do dóbr doczesnych...
      • ananke666 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:45
        Który rzekomo nie był kosztowny. Jeśli wówczas laptop nie był kosztownym prezentem dla żony, to co było?
      • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:45
        ale bo z laptopem działa inna zasada:) tu nie chodzi o to, żeśmy ubodzy, gdyż
        zarabianie grosza nas nie ciekawi, a umysł i cnoty moralne ćwiczymy poprzez
        ascezę, tylko o to, że nie przywiązujemy wagi do dóbr doczesnych, gdyż forsę
        mamy na każde zawołanie, więc możemy sobie kupić drogiego naówczas laptopa, gdyż
        i tak nam on nie stanowi. w razie czego kupi sie coś innego:)

        a przynajmniej taki wiarygodny przekaz płynie z bodaj 'imienin'
        • anhes Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:10
          jottka ja cię nie rozumiem :-) no mnie się właśnie zawsze ( przynajmniej do
          córki Robrojka) wydawało że Borejkowie to takie typy których własnie zarabianie
          nie ciekawi :-)

          no chyba że coś się między CR a Kalamburką zmieniło w tym temacie.
          • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:18
            anhes napisała:

            > jottka ja cię nie rozumiem :-)

            bolesny cios:( już sie poprawiam


            > no mnie się właśnie zawsze (przynajmniej do córki Robrojka) wydawało że
            Borejkowie to takie typy których własnie zarabianie nie ciekawi :-)


            to znaczy oni, ustami głównie ignaca, tak mówią, to sie zgadza:) co jednakowoż
            nie przeszkadza, że gdzieś tak bodaj od 'imienin' (bo to tam sie chyba laptop i
            rozmowy ze stanami przez komórkę czy jakoś tak pojawiają) pieniędzmi w sporej
            obfitości dysponują. tyle że świadczy o tym poziom ich życia, rodzaj i ilość
            zakupów itp., a nie nagłe deklaracje 'jezujakfajniemiećforsę':)

            zasadniczo ja też gardziłabym zarabianiem pieniędzy, gdyby mi jakaś okrągła
            sumka wpływała regularnie na konto:)

            • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:28
              oj nie, rozmowy ze Stanami przez komorke to w "Zabie", czyli druga polowa 2004
              roku, no i to PhrogoShop "Hiltetaaaaaaaatla" rozmawiala z Frycelkiem, nie Bominki :)
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:29
                Tak czy owak, burzuje z nich:-)
                • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:31
                  nieee, ja nie pamiętam dokładnie, więc mogło mi sie nałożyć, ale jest gdzieś
                  mowa o rozmowach komórkowych prowadzonych towarzysko przez natalię - i to są
                  czasy, kiedy nie była to jednak rzecz codzienna, a już zwłaszcza dla ubogiego
                  ascety:) no ale szczegółów teraz nie podam, chlip
                  • nioszka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:36
                    jeśli Natalia prowadziła rozmowy ze Stanami, konkretnie z Bostonem, czy też
                    mieszkającym tam wówczas Filipem, to to był rok 1999, w TiR.
                    • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:39
                      o, jak miło spotkać zorientowanego człowieka:) no więc? no złotówki za miesiąc
                      to nie kosztowało naonczas, to pewne.
                      • ananke666 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 16:53
                        Tak, ale po pierwsze to on dzwonił, a po drugie, Nutria nie podchodziła do telefonu.
                      • szprota Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 23:47
                        Z komórką Natalii w ogóle jest kwestia niejasna, bo jak się dowiadujemy dostała
                        ją w prezencie na bodaj gwiazdkę. I tu się rodzi pytanie, czy dostała telefon
                        "za złotówkę" (w roku 1999 już się chyba pojawiały takie oferty, chociaż ja
                        osobiście raczej sobie przypominam boom tanich komórek dopiero w 2000r.), zatem
                        w co najmniej dwuletniej umowie, zobowiązującej ją do comiesięcznych rachunków,
                        czy też może w zestawie pre-paid, w którym wprawdzie tego zobowiązania nie ma,
                        lecz za to sam telefon był dość drogi, podejrzewam, że w granicach 400zł. No
                        więc albo Borejkowie wyświadczyli jej niedźwiedzią przysługę pakując ją w
                        abonament na dwa lata (nie musiał być drogi - najniższy w tym czasie na rynku
                        abonament kosztował niecałe 25 zł z VAT, za to nie miał żadnych minut w
                        abonamencie, a minuta poza sieć w godzinach szczytu kosztowała blisko 3 złote!),
                        albo sprawili jej jednak dość kosztowny prezent.
                        • szprota Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 23:49
                          PS a rozmowa ze Stanami, gdyby to Natalia chciała dzwonić do eee... no jak mu
                          było, temu od kluseczek?, kosztowała ok.7,50 zł za minutę.
                          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 00:59
                            Natalia nie chciałaby dzwonić do Kluska do Stanów, albowiem on siedział w Polsce i uczył angielskiego, o ile pamiętam...
                            • szprota Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 02:07
                              Pochrzaniło mi się :/
                              To ja odświeżę lekturę, o.
                              • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 11:01
                                Ona w ogóle nie chciała do Kluska dzwonić... To on wydzwaniał do
                                niej, a że ona była dobrze wychowana, to słuchała grzecznie o
                                kluskach.
                                • jottka Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 13:16
                                  zasadniczo dobrze byłoby sprawdzić, co kto komu kiedy, ale nawet fakt posiadania
                                  komórki przez nutrię w owych zamierzchłych czasach nie świadczy przekonująco o
                                  jej ubóstwie:) szlachetnym par excellance
                                  • anhes Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 21:33
                                    Ponieważ dziś przed południem skończyłam czytać TiR moge odpowiedzieć w miarę na
                                    bieżąco :-) W tej części z pewnością Nutria nie dzwoni za granicę. A Tygrys
                                    będąc u ciotki nadmienia mimochodem że kasy im nie brakuje.
      • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:47
        ...że nauczyciel mówi o "ekskrementach" z młodzieżą... :/
        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:49
          No nie wiem, znalam naorawde glupich nauczycieli. I robiacych bledy jezykowe, i
          merytoryczne w swojej dzialce. W polskiej oswiacie czesto jest dobor negatywny
          do zawodu, niestety.
          • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:53
            sie zgodzę, niestety, widywałam magistrów filologii przeróżnych, którzy nie
            rozróżniali trudnych słów adoptować/ adaptować, reprezentatywny/ reprezentacyjny
            i tak dalej.
          • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:01
            no, nawet tu sie jeden przyklad peta po forumie i troluje od czasu do czasu :)
            • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:07
              no ale jego nie posądzam ani o bycie magistrem, ani o posiadanie dyplomu
              najlepszych uczelni naszych:) co do nauczycielstwa zresztą też przypuszczam, że
              wątpię - to znaczy mam taką żarliwą nadzieję:)
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:08
                Mnie by to nie zaskoczylo, ja naprawde straszne rzeczy widzialam, dlatego tez w
                systemu polskiej oswiaty wyszlam nieco straumatyzowana;-). Dopiero studia byly
                pewna ulga, ale tylko pewna;-)
              • onion68 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:09
                O. Ja też.
        • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 11:48
          jamniczysko napisała:

          > ...że nauczyciel mówi o "ekskrementach" z młodzieżą... :/

          A gdzie to było, bo mi uciekło?
          Ale jeśli taki passus był, to ja akurat wierzę. Widywałam różnych nauczycieli.
          Im wyżej na stanowisku tym... (nie w sensie stażysta, kontraktowy, mianowany,
          dypl... tylko np wizytator, kurator etc)
          • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 11:57
            > > ...że nauczyciel mówi o "ekskrementach" z młodzieżą... :/
            >
            > A gdzie to było, bo mi uciekło?

            Gwoli ścisłości to mówiła pani Sznytek do Aurelii, w obecności Żaby
            i Żeromskiego.
    • agawa79 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:50
      Że Ida wlazła Krzysiowi do pokoju i że nie było innej drogi ucieczki
      przed Klaudiuszem.
      Że Borejkowie siedzieli spokojnie na wakacjach (przez tydzień, o ile
      dobrze pamiętam), chociaż ich córka zwiała spod mokrego namiotu i
      nie było z nią kontaktu.
      • agawa79 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:52
        A, i że nikt nie spytał Pulpecji o to, jak jej poszło na ustnej
        maturze aż do późnego popołudnia.
        • a_weasley Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:09
          Agawa79 nie może uwierzyć:

          > że nikt nie spytał Pulpecji o to, jak jej
          > poszło na ustnej
          > maturze aż do późnego popołudnia.

          Ja mogę. Tłumacząc to sobie bardzo prosto: okologicznie było widać, że jest
          bardzo źle. Wszyscy mieli na końcu języka, ale nikt nie chciał być tym, który
          pierwszy ten temat poruszy.
          • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:46
            > Wszyscy mieli na końcu języka, ale nikt nie chciał być tym, który
            > pierwszy ten temat poruszy.

            E-e. Niemożliwe. Choćby dlatego, że Ida sobie o tej maturze NAGLE
            przypomniała ("Zaraz zaraz, a jak tam matura?").
            • paszczakowna1 Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 15:10
              > E-e. Niemożliwe. Choćby dlatego, że Ida sobie o tej maturze NAGLE
              > przypomniała ("Zaraz zaraz, a jak tam matura?").

              Ale to Ida. Wcale się nie dziwię, że mogła sobie "nagle" przypomnieć o maturze
              Pulpy - była mocno zajęta, miała swoje życie, a ponadto Ida była po trochu
              egocentryczką (nie mylić z egoistką). Co do reszty rodziny Artur może mieć rację.
            • ginny22 Re: Nie wierzę.. 18.12.09, 00:39
              Bo może Idusia uznała, że jednak będzie pierwszą poruszycielą
              tematu? I tak przyaktorzyła?
      • onion68 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 16:11
        CytatŻe Borejkowie siedzieli spokojnie na wakacjach (przez tydzień, o ile
        dobrze pamiętam), chociaż ich córka zwiała spod mokrego namiotu i
        nie było z nią kontaktu.


        O, to, to!
        Ja jeszcze nie wierzę, że kobiety z rodziny Borejków spoglądały na siebie
        znacząco przy każdym przejeździe karetki milicyjnej lub konwoju, w rok po
        wprowadzeniu stanu wojennego. W końcu minął rok i pewne sceny powinny im
        spowszednieć.
        Postaci w "Kolumbach" przykładowo nie robią tego, a trauma chyba jest w obu
        rzeczywistościach nieporównywalna.
        Ale może to na tym polega - jeśli sytuacja jest rzeczywiście straszna, człowiek
        aby przeżyć trzyma się temu wszystkiemu wbrew.
      • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 20:12
        > Że Borejkowie siedzieli spokojnie na wakacjach (przez tydzień, o ile
        > dobrze pamiętam), chociaż ich córka zwiała spod mokrego namiotu i
        > nie było z nią kontaktu.

        ale tam zdaje się była mowa o w miarę szybkim kontakcie szwagierki ignacego
        (która przyuważyła idę na rynku z serduszkami) z borejkami pod namiotem, więc
        wiedzieli, co się z nią dzieje
        chyba że mi się coś myli
        • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 21:46
          "- A nie za słodkie te konfitury? - już samo słowo "konfitury" spowodowało, że musiała przełknąć ślinę. Od trzech dni żywiła się suchym chlebem i topionymi serkami najpodlejszego gatunku."

          - na trzeci dzień (1 sierpnia) dopiero ciotka dowiedziała się o tym, że Ida jest w Poznaniu.
          3 sierpnia rodzice Idy wysmażyli do niej telegram, w którym poinformowali, iż "dzwonimy do Ciebie niemal co dzień - a zważ, że nie jest to łatwe na naszym polu namiotowym (...) - a tymczasem Ciebie nie ma w domu. Mama pogrąża się w czarnej rozpaczy, przekonując nas wszystkich, że z pewnością nie dotarłaś do Poznania (...) nie słucha zupełnie moich kontrargumentów, za pomocą których usiłuję jej wyjaśnić, że quae nocent, docent".

          Po czym następuje dalszy wywód, że ojciec Borejko jest spokojny, bo dotarcie PKS-em do domu nie jest zadaniem ponad siły. Widocznie nie wpadł na to, iż Ida mogła wcale nie wsiąść do PKS-u, tylko złapać stopa i razem z dwojgiem narkotyzujących się studentów przemierzać Polskę wzdłuż i wszerz (co się zdarza w najlepszych rodzinach, hmm - wierzcie ;)).
    • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 16:38
      nie wierzę:
      -że Pyza poszła na astronomię będąc humanistką
      -że Pyza zaproponowała Januszowi herbatkę
      -że Laura chciała wyjść za mąż będąc najbardziej niezalezną kobietą
      w serii
      -że tyle licealnych par jest ze sobą po grób
      -że z Gabą stało się to, co się stało
      -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet mieszka
      w suterenie
      • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 17:56
        > -że Pyza poszła na astronomię będąc humanistką
        w to jestem w stanie uwierzyc, jakow efekt (nota bene) zacmienia
        umyslowego. nie wierze, ze nie rzucila tego szybko w diably

        > -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet
        mieszka
        > w suterenie

        czy prywatny gabinet nie byl czescia przychodni prowadzonej przez
        kilku lekarzy?
        • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 18:07
          > w to jestem w stanie uwierzyc, jakow efekt (nota bene) zacmienia
          > umyslowego. nie wierze, ze nie rzucila tego szybko w diably
          A ja dalej nie wierzę. Wierzę w to, co zrobiła Aniella. Ale Pyza i
          Frycek mieszkali i studiowali w jednym mieście!

          > czy prywatny gabinet nie byl czescia przychodni prowadzonej przez
          > kilku lekarzy?

          Było ich chyba kilku, co nie przeszkadzało Idzie zainkasować 50 zł.
          za wizytę.
          • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 18:23
            > > czy prywatny gabinet nie byl czescia przychodni prowadzonej
            przez
            > > kilku lekarzy?
            >
            > Było ich chyba kilku, co nie przeszkadzało Idzie zainkasować 50
            zł.
            > za wizytę.
            a dlaczego mialoby przeszkodzic? poza tym praca w szpitalu i jednym
            tylko gabinecie szczegolnych kokosow dawac nie musi. po pierwsze, to
            zalezy, ile razy w tygodniu przyjmuje, po drugie, ilu ma pacjentow.
            • onion68 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 18:46
              No tak, ale skoro to była przychodnia kilku lekarzy, to powinna być ogólna kasa,
              przyjmująca pieniądze. W końcu taka przychodnia generuje koszty ogólne, które
              muszą być w częściach przez właścicieli ponoszone, a nie, że kto pierwszy, ten
              lepszy - czyli bierze wszystko, co się nadarzy.
              • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:05
                no i jest. "Żaba", str. 66
                "- Sympatyczny gest - oceniła doktor Pałys. - Oryginalny. Dzięki.
                Ale u nas się płaci w recepcji"
                • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:12
                  Tak czy inaczej- na pewno Ida ma z tego niezły dochód i mogłaby
                  kupić jakiś domek, albo porządne mieszkanie, a nie w suterenie
                  siedzieć, gdzie przez okna widać ludzkie nogi.
                  Mi się to kojarzy z nowelką pozytywistyczną- bieda, rodzina z
                  dziecmi żyje w podziemiach, brat wychowuje siostrę.
                  • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:31
                    > Tak czy inaczej- na pewno Ida ma z tego niezły dochód
                    już pisałam, że bynajmniej nie jest to pewne.

                    i mogłaby
                    > kupić jakiś domek, albo porządne mieszkanie, a nie w suterenie
                    > siedzieć, gdzie przez okna widać ludzkie nogi.

                    fakt, w kontekscie pozyczki dla Róży i Frycka może to nieco dziwić
                    • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:54
                      Dla mnie to jest niepojete! Rozumiałabym sytuację, gdzie młodym
                      grozi zamieszkanie w maluchu i odebranie dziecka. Ale oboje są
                      młodzi, zdrowi i mają ręce do pracy. Frycek to taki talent! I
                      widaćco człowiekowi po talencie, jak niezaradny. A wziąłby te swoje
                      kobiety do UK, tam by znalazł pracę! Ale nie, oni się muszą
                      rodzinnie kisić w Poznaniu. Ja wiem, że to ładne miasto, ale są też
                      inne miejsca na świecie.
                      • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 20:08
                        a do tego Różyczka, która nic poza gadaniem o budce z kurczakami nie
                        robi... cudowna parka. ciekawe, czy rodzina będzie ich utrzymywać do
                        skończenia świata z tych pogardzanych pieniedzy
                        • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 20:14
                          Budka z kurczakami mnie rozwaliła na łopatki. Jasne, jak się mieszka
                          z rodzicami, to sobie można w budce pracować. I jeszcze te
                          słowa "dla mojego dziecka". Czy ona myślała o przyszłości tego
                          dziecka?
                          Nie wierzę, że ona w ogóle się nie bała! Oczywiście, miłość jest dla
                          dziecka najwazniejsza, ale przyzwoite warunki bytowe też! Ona pewnie
                          zakładała, że zostanie z rodzinką...Bo jakby inaczej! Ale o tym, co
                          będzie jak Mila podrośnie juz nie myślała. W to tez nie mogę
                          uwierzyć.
                          • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 20:31
                            wydaje mi sie, ze nie myslenie bylo jej glownym zajeciem:
                            - o antykoncepcji: nie
                            - o jakiejkolwiek dalszej przyszlosci: tez niebardzo
                            - o tym, zeby studiowac, a potem zajmowac sie czyms, co w minimalnym
                            chociaz stopniu ja interesuje: nie. dlatego idzie za facetem na
                            astronomie i tam sie meczy
                            • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 21:06
                              Ale po co antykoncepcja? Przecież co najwyżej będzie miała dziecko.
                              Dziecko to dar, a nie coś przed czym trzeba się zabezpieczać. Ono
                              nie jest groźne!
                            • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 23:38
                              Ona o manierach podrośniętej Mili za to myślała. Brrr.
                    • ding_yun Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 01:24
                      E tam. Lekarz mający prywatny gabinet wcale nie musi dobrze
                      zarabiać. Zależy to po prostu od tego czy umie i chce zarabiać, wiem
                      co mówię. Natomiast pożyczka dla Frycków to rzecz dziwna ze wszech
                      miar.
                  • grzalka Re: Nie wierzę.. 31.03.17, 09:23
                    Nigdzie Idzie nie będzie tak wygodnie jak w suterenie, gdzie może w każdej chwili wysłużyć się rodziną i nie ma problemu z kim zostawić dzieci oraz co one zjadły. Więc nic dziwnego, że woli wydać na wakacje w Brazylii. Znam kilka przykładów małżeństw lekarskich mieszkających w starym bloku z wielkiej płyty, mimo, że stać ich na dom z ogrodem co najmniej. Kwestia priorytetów.
                    • iwoniaw Re: Nie wierzę.. 15.05.17, 16:01
                      Ja rozumiem priorytety inne niż wypaśna willa z ogrodem, ale każdy blok z wielkiej płyty, cokolwiek by o nim nie mówić, ma lokale mieszkalne powyżej poziomu gruntu - a Idusia mieszka w suterenie, której okienka umieszczone pod sufitem wychodzą na ruchliwą ulicę i przez które widać co najwyżej stopy przechodniów i śmieci rzucane na chodnik. To jednak różnica i to taka, że ten blok z wielkiej płyty zaczyna się jawić jako lokum luksusowe i o kilka klas bardziej higieniczne... I w czymś takim jak ta suterena mieszka małżeństwo lekarzy? W tym Idusi mającej obsesję na punkcie brudu i zarazków?
                      • apersona Re: Nie wierzę.. 16.05.17, 10:56
                        Nie tyle mieszka co sypia, Iduś pracuje tu i tam, obiady jada u rodziców, dzieci też ciągle na parterze.
                        • tt-tka Re: Nie wierzę.. 16.05.17, 11:10
                          No ale jednak te 8 godzin snu jej dzieci spedzaja w suterenie. Tam trzymaja rzeczy, mi.in lachy. Tam Jozwa i Lusia odrabiaja lekcje (wcale nie na parterze), a Marek to juz w ogole albo w pracy, albo w tej piwnicznej izbie, na gorze od wiekow go nie widziano...
                          • apersona Re: Nie wierzę.. 16.05.17, 11:41
                            Cisza, piwniczny spokój, stabilna temperatura :)
                            • tt-tka Re: Nie wierzę.. 16.05.17, 12:02
                              Cisza i spokoj to chyba nie bardzo...Idusia wietrzy namietnie, jak nam powiedziano, a okienka (otwarte) wychodza na ruchliwa arterie, auta, zgrzytliwe tramwaje, przechodnie, sikajace pieski, sprzatajacy dozorca i tak dalej...
              • laura-gomez Re: Nie wierzę.. 08.11.08, 14:55
                onion68 napisała:

                > No tak, ale skoro to była przychodnia kilku lekarzy, to powinna być ogólna kasa
                > ,
                > przyjmująca pieniądze.

                No i była - przeciez Ida kazała Żabie zapłacić w recepcji, a co za tym idzie nasza pani doktor wcale nie inkasowała 50-ciu zł. za wizytę.
        • przeciwcialo Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 11:54
          A poza tym suterena dawał bliskośc rodziny która zajmoiwała się
          dziecmi jak Ida i Marek pracowali i dyzurowali. W innym układzie
          musieliby mieć niańke na cała dobe :)
          • dakota77 Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 11:56
            Moim zdaniem niania to nie bylaby wcale za duza cena za niezaleznosc i
            prywatnosc. A babcie i tak moglyby przyjezdzac czasem zajac sie dziecmi.
            Dla mnie to niepojete, ze mozna nie odczuwac potrzeby prywatnosci. ida to
            jeszcze, przynajmniej mieszkala na innej kondygnacji. Ale Gaba?
            • weronika753 Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 13:05
              > Ale Gaba?

              Mam wrażenie, że gdyby tylko mogła, to Gaba spałaby w jednym łóżku z rodzicami.
              "Przytulając się do kruchych staruszków swym silnym, ciepłym ramieniem i
              czerpiąc siłę z ich miłości".
              • ananke666 Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 23:20
                > Mam wrażenie, że gdyby tylko mogła, to Gaba spałaby w jednym łóżku z rodzicami.

                Miałaby problem, bo spali osobno.
                W ogóle to bez takich wizji proszę, bo mnie dręczy przy nich zażenowanie i lekkie obrzydzenie, yyyyyyyy...
      • bat_oczir Re: Nie wierzę.. 14.10.08, 22:09
        > -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet mieszka
        > w suterenie

        bo piszesz z dzisiejszej perspektywy. Jeszcze 10 lat temu żadne zdziwko.
        • ananke666 Re: Nie wierzę.. 11.11.08, 19:07
          Hm? I to lekarskie małżeństwo z sutereny ma tyle odłożonej forsy, że nie ma co z nią zrobić i zrzuca się na cudzy domek, samo nadal w suterenie z dwójką dzieci bytując? Dla mnie to zdziwko.
          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 15.11.08, 01:25

            > Hm? I to lekarskie małżeństwo z sutereny ma tyle
            > odłożonej forsy, że nie ma co
            > z nią zrobić i zrzuca się na cudzy domek, samo
            > nadal w suterenie

            Mnie to raczej nie dziwi, sama znam takich, co wolą w marnych warunkach, ale na
            kupie :) i nie wyobrażają sobie wyprowadzki od rodziny nawet na odległość jednej
            ulicy.
          • bat_oczir Re: Nie wierzę.. 01.12.08, 22:14
            ale to już jest zdziwko na inny temat. Nie dlaczego mieszkają, tylko dlaczego
            się nie wyprowadzają, jak już mogą :)
      • sta-fraszka Re: Nie wierzę.. 07.12.09, 15:41
        marajka napisała:

        > nie wierzę:
        > -że Pyza poszła na astronomię będąc humanistką

        We wszystkich papierach szkolnych mam napisane, żem humanistka.
        Najniższe oceny miałam zawsze, programowo, z fizyki i matematyki.

        Za miesiąc kończę fizykę.

        Zdarza się.
        Tyle, że ja nie poszłam na nią za Fryckiem a dla czegoś, co wówczas wydawało się
        porażką życiową i kompletnym przypadkiem.

        > -że Pyza zaproponowała Januszowi herbatkę


        oj no dzielna jest

        > -że Laura chciała wyjść za mąż będąc najbardziej niezalezną kobietą
        > w serii


        No ale można mieć męża przecież i nadal być niezależnym człowiekiem.

        > -że tyle licealnych par jest ze sobą po grób
        > -że z Gabą stało się to, co się stało
        > -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet mieszka
        > w suterenie

        No, to to tak. :)
    • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 21:58
      - w zachowanie Pyziaka w samochodzie.
      - w to że Robrojek akurat przypadkiem spotyka Laurę w Toruniu
      - w to że kobieta którą facet skuwa kajdankami zakochuje się w nim
      (ale może nie rozumiem mechanizmów psychologicznych)
      - w Natalię skaczącą po truskawkach jak 5 letnie dziecko
      - Że Laura i Wolfi mogliby wziąć ślub bez wszystkich wcześniejszych
      formalności, bo z tego co wiem jest ich sporo i trwają trochę.

      W chęć brania ślubu przez Laurę jestem w stanie uwierzyć w jednym
      kontekście - chęci wyrwania się z domu. Coś nie do końca przemyślany
      bunt młodzieńczy - uciekam z narzeczonym, zamieszkamy razem z dala
      od tej trzymającą mnie pod kluczem zgrai potworów. (Bo Borejkowie
      jawią mi się trochę jak taka mająca w swoich mackach wszystko
      ośmiornica, przepraszam wszystkich serdecznych fanów rodziny) Tyle
      że nie przyszło jej do głowy że muszą mieć jakąś pracę, mieszkanie.
      Ot - jedziemy sobie do kościoła i się pobieramy.

      • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:56
        > - w zachowanie Pyziaka w samochodzie.

        zgadzam się, to dla mnie jedna z większych wpadek autorki w całym cyklu

        > - w to że Robrojek akurat przypadkiem spotyka Laurę w Toruniu
        a w to akurat wierzę, świat jest naprawdę mały, sama spotykałam
        znajomych/dalekich znajomych w absurdalnych miejscach/sytuacjach, nawet tak, że
        mieszkając na sąsiednim podwórku nie spotkałam koleżanki z podstawówki przez
        lata, aż na ulicy zagranicą
      • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:04
        tygrys2112 napisała:

        > - w zachowanie Pyziaka w samochodzie.
        W tym wielkm korku zimową porą? Wierzę. Widywałam.

        > - w to że Robrojek akurat przypadkiem spotyka Laurę w Toruniu

        Wierzę. Mi się ciągle zdarzają najdziwniejsze spotkania w najdziwniejszych miejscach. Kiedyś przypadkiem wyskoczyłam do W-wy i przypadkiem spotkałam kolegę który na stałe mieszka w Bieszczadach, a tez akurat przypadkiem wyskoczył do W-wy. Mnie tego typu sceny nie dziwią. U mnie to normalka.

        > - w to że kobieta którą facet skuwa kajdankami zakochuje się w nim
        > (ale może nie rozumiem mechanizmów psychologicznych)

        Wierzę. Zdarzaja się jeszcze dziwniejsze powody zakochań. Słyszałam o przypadku kobiety, ktorą facet zrzucił z mostu, bo chciała z nim zerwać, po czym poszedł na (jeszcze wtedy) milicję i przyznał się do zabójstwa w afekcie.
        Tymczasem dziewczyna nie utonęła, bo poziom wody w Wiśle był akurat niski, wydostała się na jakąś łachę piaszczystą na srodku rzeki i stamtąd wzywała pomocy.
        No i najdziwniejszy był finał.
        Faceta przymknęli za usiłowanie zabójstwa (nie na bardzo długo, bo były okoliczności łagodzące) a dziewczyna stwierdziła, że będzie na niego czekać bo "teraz dopiero zrozumiała, że on ją naprawdę kocha"
        > - w Natalię skaczącą po truskawkach jak 5 letnie dziecko

        Wierzę. Mnie samej zdarzają sie zachowania irracjonalne zwłaszcza gdy jestem zmęczona, niewyspana, albo głodna. Dziewczyna po prostu wpadła w histerię. IMHO bardzo to pasuje do portretu psychologicznego Natalii.
        > - Że Laura i Wolfi mogliby wziąć ślub bez wszystkich wcześniejszych
        > formalności, bo z tego co wiem jest ich sporo i trwają trochę.

        Dlatego też nie wzięli. Oni tylko myśleli, że to będzie takie łatwe.
        >
        > W chęć brania ślubu przez Laurę jestem w stanie uwierzyć w jednym
        > kontekście - chęci wyrwania się z domu. Coś nie do końca przemyślany
        > bunt młodzieńczy /.../
        > Ot - jedziemy sobie do kościoła i się pobieramy.
        >
        Jak najbardziej pasuje to do osobowości Laury. Ona dość impulsywna jest.
        Ja też byłam o włos od wzięcia ślubu "dla jaj", żeby się ludzie dziwili, że wyjechałam panną a wracam mężatką.
      • yackandandah22 Re: Nie wierzę.. 05.06.14, 16:02
        Chec wyrwania się z domu nie rowna się slubowi - ja wyrwałam się z domu zaraz po studiach, bo znalazłam prace (z mieszkaniem) w Pradze. Natomiast nie uwierzę, ze osiemnastolatka 'planuje szybki slub' po pierwszym pocałunku z Wolfim (i, z tego co wnioskuje) w ogole pierwszym pocałunku w swoim zyciu. Mentalnosc dziewietnastowieczna
        • ciotka_scholastyka Re: Nie wierzę.. 23.06.14, 12:16
          > Natomiast nie uwierzę,
          > ze osiemnastolatka 'planuje szybki slub' po pierwszym pocałunku z Wolfim (i, z
          > tego co wnioskuje) w ogole pierwszym pocałunku w swoim zyciu. Mentalnosc dziew
          > ietnastowieczna

          Mam wrażenie, że te wszystkie dzikie pomysły Laury jak planowanie ślubu z Wolfim czy też sugerowanie Luckowi, że muszą się pobrać, bo jak ona skończy 19 lat, to już nikt na nią nie spojrzy - to nie tyle bzdura wymyślona przez panią MM, tylko celowe pokazanie, jaka ta Laura jest w rzeczywistości głupiutka i niedojrzała. Dopiero uborejkowienie jej z okazji ślubu z Adamem zmienia jej wizerunek, Laura już jest mądra, już żałuje, jak to krzywdziła matkę, przeżywa to, że się z nią rozstaje, cały czas ma na uwadze, że "była u spowiedzi" ;), deklaruje matce przez telefon "kochamy cię. Kochamy" itd.
          • emae Re: Nie wierzę.. 24.06.14, 06:37
            ciotka_scholastyka napisała:
            >
            > Mam wrażenie, że te wszystkie dzikie pomysły Laury jak planowanie ślubu z Wolfim
            > czy też sugerowanie Luckowi, że muszą się pobrać, bo jak ona skończy 19 lat,
            > to już nikt na nią nie spojrzy - to nie tyle bzdura wymyślona przez panią MM,
            > tylko celowe pokazanie, jaka ta Laura jest w rzeczywistości głupiutka i niedojrzała.

            Jestem przekonana, że o to chodzi. Słabość tego zamysłu polega na tym, że autorka najwyraźniej niestety nie umiała napisać mądrej i dojrzałej Laury. W rezultacie najnowsza Laura jest jeszcze bardziej niedojrzała, dziecinna i głupiutka niż kiedykolwiek, a do tego "urobiona", wystraszona i brnąca w jakiś chory związek.

            A jeszcze w "Sprężynie" to była taka fajna postać, wiedząca czego chce, umiejąca z klasą zakończyć związek...


            • hania_jk Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 14:17
              Nie wierzę, że Sławek Lewandowski - jak sam twierdził - przeczekał był wszystkich poprzednich adoratorów Idy, a tym Kriysztofa i tego cholernego Klaudiusza (nie pamiętam, czy wspominał Waldka).

              Zawsze to wprowadzenie go "wstecz" wydawało mi się bardzo na siłę i podobne zresztą do wielu późniejszych "doszytych" rzeczy w Kalamburce. Przez całą poprzednią powieść Ida Borejko ryczała, że nikt jej nie chce, a tu myk, w następnej okazuje się, że rzekomo cały czas wzdychał do niej sąsiad. Kupy się nie trzyma. I co to znaczy "przeczekiwał"? Na co w zasadzie czekał? Bez sensu.
              • vi_san Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 15:29
                Jak to na co czekał? Na to aż pani Ałtorka się zdecyduje zrobić z chudej, wygiętej w kabłąk Idusi o okrągłych oczkach seksownego wampa o skośnych, kocich ślepiach...
                A ja:
                - nie wierzę, że o "dorosłym" uczuciu można mówić [lub nawet myśleć] jak o złotej nici, tudzież nie pojmuję, jak, na Zeusa, o dorosłości ma świadczyć fakt, że pannica dostaje małpiego rozumu, bo jakiś pan wysłuchał koncertu.
                - nie wierzę w Gabę jako dzielną, dobrą, mądrą, niewzruszone centrum, grzywkę uśmiechniętą i co tam jeszcze.
                - nie wierze w to, że ta sama autorka, która napisała moją ukochaną "Szóstą Klepkę" to ta sama ałtorka, co sknociła "McCośtam"...
                • bupu Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 18:08
                  vi_san napisała:

                  > A ja:
                  > - nie wierzę, że o "dorosłym" uczuciu można mówić [lub nawet myśleć] jak o złot
                  > ej nici

                  Zawsze miałam wrażenie, że dojrzałe uczucie jest rzeczą o wiele bardziej złożoną, wypracowującą się w miarę poznawania delikwenta i wspólnego z nim życia. A złoty nicień to może być co najwyżej radosne zadurzenie, bo z tego, że pan tak ładnie i w nabożnym skupieniu Mozarta słuchał, to się raczej fundamentu związku nie stworzy.

                  > tudzież nie pojmuję, jak, na Zeusa, o dorosłości ma świadczyć fakt, że
                  > pannica dostaje małpiego rozumu, bo jakiś pan wysłuchał koncertu.

                  Ależ. To elementarne przecież. Pannica skutkiem małpiego rozumu decyduje się żyć po bożemu, czyli spełniać się jako żona (czyt. podnóżek pana i wuatcy), jakieś kretyńskie mrzonki o niezależności ulatują jej z mózgu definitywnie (razem z całym mózgiem wprawdzie, ocalał tylko ośrodek mowy generujący stęki "Aaaaaadaaaammm"), nawraca się na Miłą Stronę Mocy - znaczy dojrzała!
                  • vi_san Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 19:12
                    Jakoś dziwnie mam wrażenie, że mimo różnych idiotyzmów związek Laurki z Wolfim był "normalniejszy" niż z madamem deTektura. Bo i takie gwałtowne zakochanie pary małolatów, ten pęk forsycji rzucony przez balkon... To w ich wieku normalne. A potem, ni w pięć ni w dziewiętnaście Łałra poznaje złote nici i zaczyna latać za facetem, bo "przeżywał" Mozarta. I na tej, nieprawdaż, opoce buduje związek uwieńczony małżeństwem? No, faktycznie, dorosła jak nic.
                    Ostatnio odkryłam w sobie sadystyczne skłonności i namówiłam bratanicę [18 lat - dziewczyna rozczytana, lubiąca książki jako takie] do przeczytania McKoszmaru i wypowiedzi na temat. Bo pomyślałam, że może ja już jestem stara ciotka, co to siedzi na kanapie i ma za złe. No i jednak nie. Po zapoznaniu się panny z tym wiekopomnym "arcydziełem" usłyszałam, że to bzdury do potęgi nieskończonej [czytała przy mnie i uzupełniałam jej informacje o borejmafii], że nawet ona ma więcej rozumu, niż te kretynki - bohaterki, że gdyby nią jakiś ... próbował potrząsnąć jak czymkolwiek, to może by nie zabiła, bo to kłopot z ukryciem zwłok, ale byłoby blisko, a za Nadszympansa nie wyszłaby za Chiny Ludowe z Koreą na dodatek, bo ewidentnie facet ze skłonnością do sadyzmu psychicznego i ubezwłasnowolniania "partnerki". Czyli to nie my źle czytamy, tylko coś całkiem innego, niestety...
              • lululemon12 Re: Nie wierzę.. 01.08.14, 12:30
                hania_jk napisała:

                > Nie wierzę, że Sławek Lewandowski - jak sam twierdził - przeczekał był wszystki
                > ch poprzednich adoratorów Idy, a tym Kriysztofa i tego cholernego Klaudiusza (n
                > ie pamiętam, czy wspominał Waldka).

                Zawsze mi się wydawało, że Sławek na fali zauroczenia trochę modyfikuje sobie wspomnienia. Albo stara się wzmocnić efekt przemowy (i może nawet w tamtej chwili jest święcie przekonany, że mówi prawdę).
          • ssssen Re: Nie wierzę.. 22.03.17, 09:12
            Nie wierzę w to co napisałaś :)))
    • k_linka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 23:27
      ja nie wierze...
      1. w zareczyny Rozy i Frycka w stogu siana
      2. w dlugotrwaly zwiazek Anieli i Bernarda
      3. w prace Natalii na Cyprze
      • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:07
        k_linka napisała:

        > ja nie wierze...
        > 1. w zareczyny Rozy i Frycka w stogu siana
        > 2. w dlugotrwaly zwiazek Anieli i Bernarda
        > 3. w prace Natalii na Cyprze

        A możesz uzasadnić? Bo same w sobie te historie są prawdopodobne. Zwłaszcza
        ostatnia - akurat w tym czasie Scan Holiday masowo poszukiwał pilotów
        rezydentów, których szkolił i wysyłał na rok. Sama się przymierzałam do takiego
        wyjazdu.
        • k_linka Re: Nie wierzę.. 13.11.08, 23:29
          1. Nie jestem sobie w stanie wyobrazic tzw "dzisiejszej mlodziezy" zaczynajacej
          pierwszy nastoletni zwiazek od zareczyn. Wybaczam ogolna kiczowatosc scenerii,
          siano, poezje, ulewe, ale nie ZARECZYNY. Z jezycjadowych "oswiadczyn" - bo tak
          sie zaczynaja wszystkie zwiazki (spotkal sie ktos z Was w zyciu z sytuacja,
          gdzie na pierwszej randce ktoras ze stron deklaruje zdecydowane plany
          malzenskie? Ja nie, ale gdyby sie zdarzylo uciekalabym od psychopaty bez
          ogladania sie za siebie) - najbardziej lubie te Kreski i Macka: z lekkim
          zaklopotaniem, niesmiale, bez zadecia.
          2. Wiele slow juz padlo na ten temat, a i ja sie chyba wypowiedzialam, moze
          niezbyt obszernie bo bardziej wylewna jestem w mowie niz w pismie. Ogolnie rzecz
          rozpatrujac - Aniela nie jest typem zony matkujacej partnerowi i nie widze jej
          odnajdujacej sie w takim ukladzie. Widze ja flirtujaca z kolegami z teatru,
          przyjmujaca holdy wielbicieli i znudzona kurem domowym - Bernardem.
          3. Wyjazd Natalii na Cypr mial byc - moim zdaniem - taka podroza, w jaka
          wysylano panny z dobrych domow, by zapomnialy o niodpowiednim konkurencie. A ze
          to malo wspolczesne, MM wymyslila jej prace na slonecznej wyspie. Prace
          nieodpowiadajaca charakterowi biernej, niezdecydowanej i rozlazlej Nutrii. Nie
          watpie ze Scanholiday zatrudnilby Natalie, nie wierze ze ona zdobyla sie na to,
          zeby starac sie o taka prace...




          senseeko napisała:

          > k_linka napisała:
          >
          > > ja nie wierze...
          > > 1. w zareczyny Rozy i Frycka w stogu siana
          > > 2. w dlugotrwaly zwiazek Anieli i Bernarda
          > > 3. w prace Natalii na Cyprze
          >
          > A możesz uzasadnić? Bo same w sobie te historie są prawdopodobne. Zwłaszcza
          > ostatnia - akurat w tym czasie Scan Holiday masowo poszukiwał pilotów
          > rezydentów, których szkolił i wysyłał na rok. Sama się przymierzałam do takiego
          > wyjazdu.
          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 15.11.08, 01:34
            k_linka napisała:

            > rozpatrujac - Aniela nie jest typem zony matkujacej
            > partnerowi i nie widze jej odnajdujacej sie
            > w takim ukladzie. Widze ja flirtujaca z kolegami z teatru,
            > przyjmujaca holdy wielbicieli i znudzona kurem
            > domowym - Bernardem.

            A dla mnie ta para właśnie dlatego jest tak wiarygodna, że każde z nich jest
            absolutnie zapatrzone w siebie i drugą stronę traktuje całkowicie abstrakcyjnie!
            Ot, spotkają się czasem w łożu, coś tam spłodzą, ona zje co on ugotuje
            (rozmyślając przy tym o teatrze i swej w nim misji), on ugotuje nie dla niej
            wszak, tylko rozmyślając przy tym o SOBIE, swej sztuce i ogólnie poznanych
            istotach kobiecych...

            Reasumując, kontakt obojga z rzeczywistością jest na tyle wątły, że łatwo
            uwierzyć, iż mogą się jednocześnie całkowicie ignorować i całkiem dobrze ze sobą
            żyć. Aniela nie dostrzega Bernarda, dopóki się o niego nie potknie, Bernard nie
            dostrzega Anieli, dopóki nie jest mu potrzebny chwilowy obiekt do
            komplementowania. Jako że oboje są doskonale egotyczni, żadne nie narusza
            przestrzeni osobistej drugiego i jest dobrze. :) Król i królowa, każde ze swoim
            dworem.

            Oczywiście są jednocześnie postaciami całkowicie nierealnymi w normalnej
            rzeczywistości, no ale Jeżycjada to raczej bajka, tylko czasem siląca się na
            realizm.
          • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 17.02.10, 08:22
            k_linka napisała:

            > 1. Nie jestem sobie w stanie wyobrazic tzw "dzisiejszej mlodziezy"
            zaczynajacej
            > pierwszy nastoletni zwiazek od zareczyn. Wybaczam ogolna
            kiczowatosc scenerii,
            > siano, poezje, ulewe, ale nie ZARECZYNY. Z jezycjadowych
            "oswiadczyn" - bo tak
            > sie zaczynaja wszystkie zwiazki (spotkal sie ktos z Was w zyciu z
            sytuacja,
            > gdzie na pierwszej randce ktoras ze stron deklaruje zdecydowane
            plany
            > malzenskie?
            Mam co najmniej trzy takie osoby w rodzinie. Ja też się zaręczyłam -
            PRZED pierwszą randką :D
            • ginny22 Re: Nie wierzę.. 17.02.10, 10:54
              > Mam co najmniej trzy takie osoby w rodzinie. Ja też się
              zaręczyłam - PRZED pierwszą randką :D

              Rozwiń, proszę, bo wyobraźni mi nie starcza ;)
              • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 17.02.10, 14:30
                No. Zaręczyłam się, nie wiedząc jak wygląda Ukochany :P Tzn wiedząc z
                opisu słownego. Korespondowaliśmy naukowo, potem trochę mniej
                naukowo, potem parę miesięcy deklaracji, potem spotkanie :) No i
                wyszłam za mąż. 9 lat temu. Nadal szczęśliwa jestem :)
                Oboje byliśmy nówki nieśmigane, więc razem uczyliśmy się dorosłości i
                bycia razem :)
        • baba67 Re: Nie wierzę.. 18.02.10, 07:41
          Jak sie ma z kims blizniaki,a samemu nie ma sie nabozenstwa do prac domowych za
          to wielka pasje tworcza to zwiazek jest wrecz idealny.
          Mnie tylko zawsze i nieodmiennie dziwi dlaczego tez zwiazek w ogole sie zaczal.
          Owszem jestem w stanie uwierzyc ze Aniela docenila Bernarda jako jednostke
          ludzka i oraz przyjazn jaka jej ofiarowal, ale jusz szalow zakonczonych
          blizniakami ni w zab. Aniela byla kobieta, ktorej trzeba bylo iMPONOWAC-dlatego
          Robrojkowi sie nie powiodlo-a tu szql cial z jakims nieporadnym misiem.
          Nie wierze.
          • marslo55 Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 14:32
            baba67:
            "Owszem jestem w stanie uwierzyc ze Aniela docenila Bernarda jako
            jednostke ludzka i oraz przyjazn jaka jej ofiarowal, ale jusz szalow
            zakonczonych blizniakami ni w zab."
            Do skonstruowania blizniakow wystarczylo zaszalec raz. Pomysl o
            szalonym, namietnym Ignacu, ojcu czterech corek!
            • baba67 Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 15:32
              Meli Ignac imponowal, zreszta ona nie byla nigdy kobieta ktorej trzeba
              imponowac. A Aniela zawsze byla.I obojetnie ile razy byly te szaly, niepomiernie
              mnie dziwi ze do nich doszlo w ogole. W przypadku tej pary. Jakby chodzilo o
              kogos w typie Cesi to dlaczego nie. Ale ona trafila akurat na prawdziwego FACETA.
              • yo-a-ko Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 18:18
                No, właśnie, mnie też dziwi, że "do tych szałów w ogóle doszło", że Aniella
                związała się z Bernardem...
                Aniella wydaje mi się babką bardzo wrażliwą na taki "hollywoodzki" rodzaj
                męskiego sex-appealu... Jak sądzę, może się (nierzadko ;-))) zdarzyć, że kobieta
                z taką wrażliwością pozna faceta "niehollywoodzkiego", i zakocha się w nim
                głęboko i szczerze, bo znajdzie w nim coś, co ją zachwyci (mądrość życiowa,
                ciepło, inteligencja, wewnętrzna siła... i jeszcze trochę, co kto lubi ;-)))...
                A ja nie bardzo widzę, czym Aniella mogłaby się zachwycić w Bernardzie?
                Cóż, może się jednak NIE zachwyciła niczym, tylko uznała go za "wróbla w
                garści"... Ale - to mi też jakoś zupełnie do jej ognistego charakterku nie pasuje!
              • yo-a-ko Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 18:24
                Mała errata do mego poprzedniego postu: (posta? :-)
                napisałam, że nie wiem, czym Aniella mogłaby się zachwycić w Bernardzie... Nie
                mam na myśli, ze w Bernardzie nie ma się czym zachwycać, pewnie znalazłyby się
                się osoby, dla których choćby owo dziecięce, "artystyczne" przezywanie świata
                mogłoby być tegoż zachwytu godne... Ale - nie widzę w B niczego, co mogłoby być
                własnie dla Anieli czymś budzącym podziw.
              • vi_san Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 15:36
                Dawno to było, ale co tam. :D
                Może Aniella i Bernardo po prostu na jakiejś imprezce artystyczno - intelektualnej zupełnie nieintelektualnie nadużyli trunków i równie nieintelektualnie wylądowali w pościeli? A potem się nagle okazało, że bliźniaki w drodze, to tego, nie było co wybrzydzać, Aniela wzięła co było [czyli Bernarda] i w efekcie jest nawet zadowolona: ona ma pasję, gra, jeździ po Polsce, flirtuje, a dziećmi i codziennymi drobiazgami [jak rachunki za prąd czy zakupy spożywcze] zajmuje się on.
    • agnieszka_azj Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 13:58
      Nie mieści mi się w głowie praktycznie nic, co jest opisane
      w "Żabie" i "Czarnej polewce", więc się nie będę wdawać w szczegóły.

      Z rzeczy wcześniejszych:

      - nie wierzę w pracę Natalii jako rezydenta biura podróży
      gdziekolwiek ze wzgledu na jej charakter, a na Cyprze w
      szczególności - ze względu na karnację i niechęć do upałów

      - jestem w stanie uwierzyć w to, że Różyczka miłosnym amoku wybrała
      studia astronomiczne,
      z nieco większym trudem jestem w stanie uwierzyć, że się na nie
      dostała,
      ale nie uwierzę, że nie wyleciała z hukiem po pierwszym góra drugim
      roku - to są naprawdę trudne studia i osoba z zacięciem
      humanistycznym, dla której nauka w mat-fizie już była problemem na
      pewno nie ma tam czego szukać...
      ... chyba, że Fryderyk pisał za nią prace zaliczeniowe ;-)

      - nie wierzę, że Mila nie interesowała się maturą Pulpecji do tego
      stopnia, że nie zapytała jak jej poszło.
      Ja jestem jedynaczką, więc moja matura była tematem nr 1 w domu
      przez czały rok ;-), ale mam trzy córki i nie wierzę, ze można się
      czymś tak ważnym w życiu dziecka nie zainteresować.
      Jedyne wytłumaczenie to takie, że Pulpa coś pochachmęciła z
      terminami i nie przyznała się w domu, że zdaje tego dnia.
      Scena w "Pulpecji" byłaby bardziej prawdopodobna, gdyby po prostu
      wróciła ona do domu w trakcie spektaklu córeczek Gabrysi i wtedy
      pytania rodziny byłyby jak najbardziej na miejscu.
      • sowca Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 16:51
        No, ale w końcu Pyza oblała jakiś ważny egzamin, jak wspomina
        Józinek.
        Ja nie wierzę, że:
        - nieobecnego przez dwadzieścia parę lat ojca Pyza wita tekstem "
        Może herbatki?"
        - w kilkanaście lat po odejściu Janusza Gaba wciąz go rozpamiętuje,
        choć wyszła ponownie za mąż. Być może tak się zdarza. Ale ja w to
        uwierzyć nie mogę.
        • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:58
          > Ja nie wierzę, że:
          > - nieobecnego przez dwadzieścia parę lat ojca Pyza wita tekstem "
          > Może herbatki?"

          ależ oczywiście, że tak. co się robi u borejków, gdy nie wiadomo, co robić?
          zaprasza się do kuchni i pije herbatkę. pyza musiała ten tekst słyszeć miliony
          razy, więc go powtórzyła

          > - w kilkanaście lat po odejściu Janusza Gaba wciąz go rozpamiętuje,
          > choć wyszła ponownie za mąż. Być może tak się zdarza. Ale ja w to
          > uwierzyć nie mogę.
          tak, to dla mnie też dmuchana trauma

          • meduza7 Re: Nie wierzę.. 08.10.08, 11:52
            > > Ja nie wierzę, że:
            > > - nieobecnego przez dwadzieścia parę lat ojca Pyza wita tekstem "
            > > Może herbatki?"

            Hm, jak dla mnie tekst o proponowaniu Januszowi herbatki był bardzo, bardzo
            ironiczny. Nie zacytuję dosłownie, ale było tam coś o tym, że Pyza kompletnie
            nie wiedziała, jak się zachować, aż w końcu w jej skołatanym umyśle mignęło
            magiczne zdanie, odpowiednie na każdą okazję... Jakoś tak.
    • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 15:39
      - ,że oni wszyscy żyją się jeden na drugim w tych gumowych mieszkaniach i nikt
      nie odczuwa potrzeby samotności.
      - i ,że nikt poza "wyrodną" Laurą nie ma ochoty się wyprowadzić.
      - w postawę lekce sobie ważącą Borejków w stosunku do pieniędzy.
      - w noc poślubną Marka i Idy
      - ,że żadne dziecko (poza "podłą" Laurą) się nie buntowało , nie traktowało
      rówieśników jako większego autorytetu niż rodzina (przez jakiś czas), nie
      chodziło na koncerty, na imprezy do kawiarni i nie próbowało żyć po swojemu.
      (pomijam deklaracje Pulpy bo to tylko deklaracje).
      - w Gabę jaką wspaniałą matkę.
      - ,ze małżeństwa i pary się nie kłócą, nie zdradzają i nie rozstają.



      Jako komentarz do studiów Pyzy: w P-ń na astronomie może się ostać każdy jako
      ,ze jest tam jakieś 0,5 osoby na miejsce, co roku jest rekrutacja uzupełniająca
      itp. Ale utrzymać się tam to już inna historia.
      • a_weasley Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:51
        Filifionka-listopadowa napisała:

        > że oni wszyscy żyją się jeden na drugim
        > w tych gumowych mieszkaniach i nikt
        > nie odczuwa potrzeby samotności.
        > - i ,że nikt poza "wyrodną" Laurą nie ma
        > ochoty się wyprowadzić.

        Ale jak się przyjrzeć, to w końcu wszyscy gdzieś, bliżej lub dalej, się
        wyprowadzają.

        > - w postawę lekce sobie ważącą Borejków
        > w stosunku do pieniędzy.

        Są tacy ludzie, dlaczego więc nie Borejkowie?

        > - w noc poślubną Marka i Idy

        Ja też nie.

        > - w Gabę jaką wspaniałą matkę.

        Ludzie się zmieniają. Po dziecku takze i zwłaszcza.

        > - ,ze małżeństwa i pary się nie kłócą,
        > nie zdradzają i nie rozstają.

        Choć może trudno w to uwierzyć, są małżeństwa, które się nie rozwodzą i nie
        zdradzają. O takim, które by się nie kłóciło, nie słyszałem.
    • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 20:39
      verdana napisała:-że przez całe dzieciństwo Róża ani razu nie pomyslala o ojcu

      Ja w to jak najbardziej wierzę. To znaczy, nie tyle "nie myślała" - bo tego wiedzieć nie możemy, ale że w ogóle nie podejmowała tematu ojca.
      Ja temat ojca podjęłam w wieku lat ok. 19, z czystej ciekawości. I to był jedyny raz, kiedy rozmawiałam z mamą o moim ojcu. Przepraszam, pomyłka - rozmawiałam jeszcze jakoś na początku tego roku kiedy znalazłam ojca na naszej-klasie. Ale też na zasadzie "o, patrz, ojciec na naszej klasie". I tyle.
      Wcześniej kilka, dosłownie kilka razy przez myśl przemykała mi postać ojca, ale w sumie na zasadzie "no wiem, że ktoś taki jest i to by było na tyle".
      • verdana Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 22:34
        Nie myślała własnie. Gdzieś tam jest wzmianka, ze Pyza własnie to
        sobie mysli w związku z wybrykiem Laury - że nigdy, przez całe zycie
        nie czula potrzeby zobaczenia fotografii ojca, ani dowiedenia sie o
        nim czegokolwiek. Tym bardziej, ze temat się przewijal w domu.
        I w to wlasnie nie wierzę!
        • sella_w Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 01:48
          Nie wierzę w to, że te wszystkie mądre babki z Jeżycjady (Róża, Pulpa) przy pierwszym kontakcie z facetem porzucają wszystkie swoje zainteresowania i aspiracje i dają się tym facetom jakoś zwyczajnie "przerobić". Zero własnego zdania, zero pomysłu na własne życie. Takie cielaczki.

          Pojawia się facet, podaje im rączkę, one się rumienią, a potem zmieniają światopogląd o 180 stopni. Tak na prawdę to MM jest strasznie szowinistyczna, bo zakłada, że kobieta bez faceta to kobieta niepełna.

          I po prostu nie wierzę, że to świadome przesłanie. Nie wierzę i już.
        • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 02:09
          Cytatże nigdy, przez całe zycie
          nie czula potrzeby zobaczenia fotografii ojca, ani dowiedenia sie o
          nim czegokolwiek


          Miałam identycznie. Nadal mam :)
          • verdana Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 09:42
            I naprawde nigdy nie wiedzialas zdjecia swojego ojca? Bo ja
            rozumiem, ze dziecko zobaczy, pomysli "obcy facet', i przestaje się
            interesować. Ale zeby gdzieś do 17-tki nawet nie zainteresować się,
            jak ojciec wygląda?
            • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:30
              Myślę, że Pyza mogła być zainteresowana tą kwestią, ale nade
              wszystko nie chciała robić przykrości mamie i babci. Ten temat mocno
              bolał je obie, a tylko one mogły służyć za źródło informacji.
              • verdana Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:33
                Nie, bo ona wlasnie nagle pomyslala, ze to jej w ogole nie
                interesuje i nigdy nie zainteresowalo.
                • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:47
                  Hmmm... Ja tego nie odebrałam aż tak jednoznacznie. Zapamiętałam, że
                  zobaczyła znienacka ojca na zdjęciu i uświadomiła sobie, że do tej
                  pory nie miała potrzeby oglądać jego twarzy... Dla mnie to nie jest
                  to samo... Odświeżę sobie "TiR". Może to niezupełnie tak tam było.
                  • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:09
                    Dziwnym jest dla mnie to, ze Pyza mimo wyczuwalnej namacalnie traumy sw. Gaby
                    oraz "dyskrecji" swej rodziny (z Mila w roli wiodacej) ani razu nie odczuwa
                    chociazby tej krztyny ciekawosci poznania ojczaszka, co Laura.
                    Przeciez obie male nosza jego nazwisko, a Róze nawet przezywaja Pyzunia w rodzinie!
                    Niezrozumiale jest tez dla mnie wlasnie to, ze Gaba nie nadala córkom swego
                    panienskiego, prawdziwego, slusznie Borejkowskiego nazwiska, skoro Pyziaka tak
                    bardzo nienawidzi.

                    Ja sama mam tak jak Mama_Kotula - nigdy nie widzialam ani razu fotki ojca i nie
                    wiem w ogóle, jak wyglada. Na szczescie mama moja kochana byla tak fajnym
                    rodzicem w moim dziecinstwie, ze nigdy nie brakowalo mi tego obcego w sumie
                    dziada. Tak samo jak nie brakowaloby mi jakiegos dalekiego wujka lub kuzyna, o
                    którym nic nie wiem. Nigdy tez moja madra mama nie robila wielkiego halo ani
                    takiej chorej atmosfery jak Gaba w Jezycjadzie. Od malego wiedzialam o ojcu, ale
                    zwisal mi on obojetnym leszczem, tak jak i mamie ;p
                    W sumie ojciec to za duzo powiedziane - dla mnie ten pan to tylko "sponsor
                    plemnika" (wybaczcie te slowa szczere).
                    Dzisiaj chetnie sprawdzilabym tylko, jak on wyglada teraz i jak wygladal wtedy,
                    oraz jak wyglada reszta drzewa genealogicznego i czy sa w tej czesci mej rodziny
                    jakies ciekawe historie z zeszlych wieków :) Interesuje mnie tylko profil
                    genetyczny, za to nie chcialabym ze sponsorem utrzymywac kontaktów - o czymze to
                    mialabym z tym obcym w ogóle rozmawiac?
                    • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:22
                      Lezbobimbo, rozumiem Twoją postawę w całej rozciągłości. Domyślam
                      się, że Twojej Mamie czasem nie było łatwo zachować taką postawę.

                      Ja słyszałam pytania o sponsora plemnika, odkąd mój syn zaczął
                      mówić. I mogę z czystym sumieniem wyznać, że odpowiedziałam prawdę
                      na każde z nich - niezależnie od tego, jak były niewygodne.

                      Pół roku temu zdecydowałam się złożyć pozew o pozbawienie władzy
                      rodzicielskiej. Wszystko poszło gładko i mam kwit, który na
                      przyszłośc zabezpieczy mojego syna na wypadek, gdyby sponsor
                      plemnika zechciał domagać się alimentów na przykład. Nie
                      przewidziałam jedynie składając pozew, że sąd będzie
                      musiał "przesłuchać małoletniego". Pani sędzia była pod wrażeniem.
                      Mój syn mianowicie oznajmił, że w pełni rozumie postępowanie
                      sponsora plemnika; że nie ma żalu itp.

                      Dlatego jestem w stanie zrozumieć, że i Laura jechała do Torunia
                      pełna nadziei...
                    • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:53
                      > Niezrozumiale jest tez dla mnie wlasnie to, ze Gaba nie nadala córkom swego
                      > panienskiego, prawdziwego, slusznie Borejkowskiego nazwiska, skoro Pyziaka tak
                      > bardzo nienawidzi.

                      no nie, w tamtych czasach (to niedawno było, ale to naprawdę inne czasy) byłoby
                      to nie do pomyślenia - panieńskie nazwiska matek to dostawały dzieci z marginesu :)
                      • nikusz Re: Nie wierzę.. 09.11.08, 09:16
                        mogła im dać dwa - ja miałam dwa, a jestem mniej więcej w wieku Pyzy. a i tak
                        używałam tego po matce - pierwsze i wygodniejsze, a i mama też do niego wróciła.
                        a z okazji osiemnastki pozbyłam się już całkiem tego po ojcu.
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:50
                No i wlasnie to mnie przeraza. Raz, ze taka sprawa tyle lat pozniej mogla je az
                tak bolec, ze nie byly w stanie pokazac dzieciom zdjecia ojca, powiedziec o nim
                pare slow. Wiadomo, ze to byla trauma dla rodziny, ale traumy trzeba
                przepracowac. Nie mowiac o tym, ze sa rodziny, ktore zyja pomimo
                tragiczniejszych przejsc. Moim zdaniem mocno nie w porzadku wobec Pyzy i Laury
                bylo to, ze temat ojca w domu nie istnial.
                • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:53
                  Myślę, że gdyby mama Borejko albo nawet Gabrysia usłyszała, że
                  jakąkolwiek traumę "trzeba przepracować", prychnęłaby tylko z
                  pogardą. I w tym sęk. One wiedzą lepiej. :(
                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:55
                    I uwazaja, ze z cierpieniem im do twarzy;-(
                    • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:58
                      O, to, to!
                      A i Ida mówi z pogardą o "Freudowskich świństwach".
                      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:00
                        Skoro one same to lubia, niech sie z tym mecza, ale czemu wciagaja w to kolejne
                        pokolenie?
                        • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:03
                          Bo są przekonane o jedyniesłuszności takiej postawy.
                          I nie wpuszczają w swoje życie innych silnych postaci, które mogłyby
                          przynajmniej zachwiać leciutko ich wewnętrznymi głębokimi
                          przekonaniami. Laura miała trzeźwy osąd sytuacji, lub przynajmniej
                          czasem próbowała mieć, i proszę, jakie z niej było enfant terrible w
                          ocenie babci!
                        • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:34
                          dakota77 napisała:

                          > Skoro one same to lubia, niech sie z tym mecza, ale czemu wciagaja w to kolejne
                          > pokolenie?

                          Bo tak po prostu jest. To zwykle dzieci płacą za rodziców a często błędy
                          rodziców ciągną się przez kilka pokoleń.
                          Miałam kolegę z pracy, który był dzieckiem porzuconym. Rodzice robili karierę a
                          jego wychowywała babcia.
                          Kiedy dorósł, ożenił się z przypadku - z koleżanką zony najlepszego przyjaciela,
                          bo się akurat nadarzyła. Oboje źle trafili - być może z innym człowiekiem coś by
                          każdemu z nich udało się zbudować, ale w tym układzie to była katastrofa. Ona w
                          końcu wyjechała do matki, on związał się z sąsiadką, kobietą "po przejściach" z
                          którą był do śmierci i której syna pokochał bardziej niż własne dzieci. Bo z
                          pierwszego małżeństwa zostawił dwie córki. Nie wierzę, że dla nich to nie była
                          trauma, i że to w żaden sposób nie rzutuje na ich życie. A wszystko przez to, że
                          z powodu nieodpowiedzialnych rodziców on sam miał nieco zwichrowany charakter.
                          Oraz nie umiał sobie dobrać partnerki, przez co nieco patologiczne cechy
                          wspomnianej partnerki jeszcze się pogłębiły zamiast wygasnąć (a nie uwierzę, że
                          to nie miało wpływu na córki) Czyli błąd rodziców rzutował na osobowość
                          wspomnianego człowieka i zaowocował traumą w życiu córeczek, co pewnie też jakoś
                          się odbije na ich dzieciach itd
                • onion68 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:34
                  CytatNie mowiac o tym, ze sa rodziny, ktore zyja pomimo tragiczniejszych
                  przejsc.


                  Wygląda na to, że nie tylko Ida miała skłonności do dramatyzowania ;-)
                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:37
                    No u nich rozpad maleznstwa Gaby i Pyziaka urosl do rangi Rodzinnej Tragedii
                    nr.1 i Posepnej Tajemnicy Rodu. No ludzie, nie im jednym sie rozpadlo,
                    Pyziakowny nie sa jedynymi dziecmi wychowanymi przez ojca. Gdyby mozna o tym
                    bylo u nich w domu porozmawiac, atmosfera bylaby duzo zdrowsza.
                    • klawiatura_zablokowana Re: Nie wierzę.. 04.06.14, 19:06
                      Tak mi się nasunęło... ach gdzież jest trzeźwe zachowanie rodziny Żaczków i nie robienie dramatu z ojca Baltony, co "się rozwiódł, panie tego".
              • kriss_de_valnorrr Re: Nie wierzę.. 01.12.08, 21:51
                jamniczysko napisała:

                > Myślę, że Pyza mogła być zainteresowana tą kwestią, ale nade
                > wszystko nie chciała robić przykrości mamie i babci. Ten temat
                mocno
                > bolał je obie, a tylko one mogły służyć za źródło informacji.

                Wcale, ze nie tylko one - Pyza mogla smialo zwrocic sie z pytaniami
                do ciotki Idy nie robiac w ten sposob nikomu przykrosci, wiadomo, ze
                Ida potraktowalaby sprawe bardzo rzeczowo i udzielila potrzebnych
                informacji nie bawiac sie w sentymenty. Dziwne, ze Pyzie nie
                przyszlo takie wyjscie do glowy.
            • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 21:07
              verdana napisała:"
              I naprawde nigdy nie wiedzialas zdjecia swojego ojca? Bo ja
              rozumiem, ze dziecko zobaczy, pomysli "obcy facet', i przestaje się
              interesować. Ale zeby gdzieś do 17-tki nawet nie zainteresować się,
              jak ojciec wygląda?


              A po co mi to była wiedza, jak ojciec wygląda?
              Nie mam pojęcia, po co bym miała się interesować jak szanowny dawca nasienia wygląda. Do niczego mi to nie było potrzebne. W ogóle bym nie wpadła na to, aby się tym interesować.

              Tak, że sytuacja Pyzy jest możliwa imho.
              • jottka Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 22:38
                mama_kotula napisała:

                > Tak, że sytuacja Pyzy jest możliwa imho.


                a moim zdaniem nie - dlatego, że ma siostrę. i to siostrę, która jest od
                początku żywo nieobecnym ojcem zainteresowana, a wiemy skądinąd, że pyza jest w
                tym zestawie stroną podporządkowaną i w końcu zawsze robi to, czego laura sobie
                życzy. takie nagłe wybicie się pyzy na samodzielność jest mało realne,
                pominąwszy fakt, że musiałaby być ślepa i głucha, żeby nigdy nawet nie pomyśleć
                o ojcu, skoro tak bardzo zajmuje on laurę.
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 22:48
                Skoro sa takie przypadki, pewnie brak zainteresowania ojcem ze strony Pyzy nie
                jest taki nieprawdopodobny, ale jednak mnie wciaz dziwi. Chyba jednak wiekszosc
                ludzi chce znac swoje korzenie, wiedziec kim tak do konca jest. A ojcu, jaki by
                nie byl, zawdzieczamy polowe naszych genow i mase cech. Ja bym chciala wiedziec
                chociaz jak wyglada, uslyszec apre zdan o tym, kim byl.
                • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:44
                  Cytatdakota77 napisała:
                  > Skoro sa takie przypadki, pewnie brak zainteresowania ojcem ze
                  strony Pyzy nie> jest taki nieprawdopodobny, ale jednak mnie wciaz
                  dziwi. Chyba jednak wiekszosc> ludzi chce znac swoje korzenie,
                  wiedziec kim tak do konca jest. A ojcu, jaki by> nie byl,
                  zawdzieczamy polowe naszych genow i mase cech. Ja bym chciala
                  wiedziec> chociaz jak wyglada, uslyszec apre zdan o tym, kim byl


                  Ja tez bym chciala wiedziec jak wyglada i jaki byl/jest mój sponsor
                  plemnika - wlasnie ze wzgledu na korzenie genetyczne :)
                  Ale nie spedza mi to na codzien snu z powiek. Nie brakuje mi tez
                  jego jako osoby. Nie budze sie w srodku nocy z okrzykiem "tato" na
                  usciech, gdyz tatus jako osobnik w zyciu nie byl mi potrzebny
                  (dzieki dobrej mamie:)

                  Za to zgadzam sie, i samopowtarzam, ze to dosc bezsensowne, ze Pyza
                  nawet o Pyziaku nie pomyslala, majac aktywna siostre tak zadna tej
                  zakazanej wiedzy, nazwisko po ojcu, przezwisko wpodle nazwiska oraz
                  matke zachodzaca mgla rozpaczy przy kazdym napomknieciu. No nie
                  wytrzymalabym i poniuchalabym troche!
                  Wychodzi na to, ze dobra córka u MM to Potrójna Malpka (hear no
                  evil, see no evil, speak no evil).
                  Jeszcze bardziej zal mi przez to Laury, która za swoiscie naturalna
                  potrzebe dowiedzenia sie czegos o biologicznym ojcu, zwlaszcza w
                  rodzinie okazujacej jej niechec za samo podobienstwo fizyczne do
                  tegoz osobnika (ZBRODNIA!) zostaje okrzyknieta zlym potworem... Ach,
                  jakze ta upiorna, toksyczna rodzinka jest pelna dobra, ciepla, sily
                  oraz dyskrecji! Szkoda, ze ta sila to sila zlego na jednego :(
                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:48
                    No wlasnie,. mnie nie chodzi o to, by Pyza rozpaczala z tego powodu, by tesknila
                    za ojcem. Ale uwazam, ze pytanie, jaki byl, jak wygladal, byloby naturalne. Po
                    prostu z ciekawosci.
                    Kolejny raz czytam, ze przezwisko Pyza pochodzi od nazwiska. Pojawilo sie to
                    gdzies w ksiazce? Bo ja nigdy tak o tym nie pomyslalam. Zawsze uwazalam, ze Pyza
                    bo pulchna i pyzata. Przeciez rodzina raczej nie nadaje przezwisk od nazwiska,
                    tak robia koledzy z klasy:-)
                    • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:07
                      dakota77 napisała:
                      > No wlasnie,. mnie nie chodzi o to, by Pyza rozpaczala z tego
                      >powodu, by tesknila> za ojcem. Ale uwazam, ze pytanie, jaki byl,
                      >jak wygladal, byloby naturalne. Po> prostu z ciekawosci.

                      Si! Ja na przyklad wiem tylko, ze mój wapniowy mial jasne loki i
                      gral na perkusji ;P - mama nie miala niestety ani jednej jego fotki
                      (nie pomyslala o tym, kiedy sie rozchodzili) ale gdyby miala,
                      ochoczo by mi pokazala, wlasnie dla zaspokojenia mej dziececej
                      ciekawosci.

                      > Kolejny raz czytam, ze przezwisko Pyza pochodzi od nazwiska.
                      >Pojawilo sie to> gdzies w ksiazce? Bo ja nigdy tak o tym nie
                      >pomyslalam. Zawsze uwazalam, ze Pyza> bo pulchna i pyzata. Przeciez
                      >rodzina raczej nie nadaje przezwisk od nazwiska,
                      > tak robia koledzy z klasy:-)

                      Ja tak mysle ;P Nie wiem, czy to prawda, ale Pyza automatycznie mi
                      sie zawsze kojarzyla z Pyziakiem. Nie mówiac juz o tym, ze imiona
                      córki Gabrieli dostaly dopiero w Imieninach czy gdzies tam (moze to
                      z bierzmowania, a ich prawdziwych imion nie poznamy nigdy ;)
                      Nie wiem zaiste czym kierowala sie ciepla rodzinka Bominków przy
                      tworzeniu przezwisk.. vide Nutria bo zeby wystaja, Pulpa bo tlusta,
                      Motyl bo mu uszy stercza, grubaska Ania.. no to "Pyza bo pyzata"
                      moze pasuje do tego jednak?
                      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:10
                        Ja jestem przekonana, ze Pyza dlatego ze pulchna i pyzata. Naprawde nie sadze,
                        by rodzina nadawala przydomek od nazwiska, i to od nazwiska tak negatywnie
                        naznaczonego, jak Pyziak. Przeciez im sie zle kojarzy wszystkmim. Swoja droga
                        rodzinka z takimi przezwiskami mogla malego czlowieka wpedzic w kompleksy;-).
                        Klasa juz nie musiala sie dokladac do przesladowania;-)
                      • anutek115 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:15
                        Ze skruchą przyznam, że ja mówię czasem "Pyza" do mojego młodszego syna, właśnie
                        dlatego, że jest taki okrąglutki na buzi. Ale nie jest to jego stałe przezwisko.
                        Stałego nie posiada - w najróżniejszy sposób przerabiamy całą rodzina jego
                        niezdrabnialne imię. Ale Pyza też mi się zawsze Pyzą zdawała z racji krągłości
                        różnorakich, a nie z racji nazwiska.
                        Dopiero ty, Lezbobimbo, zwróciłaś moją uwagę na to, że córki Gabrysi tak późno
                        zyskują imiona!!!
                      • lutecja4 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 20:49
                        Kolejny raz czytam, ze przezwisko Pyza pochodzi od nazwiska.
                        >Pojawilo sie to> gdzies w ksiazce? Bo ja nigdy tak o tym nie
                        >pomyslalam. Zawsze uwazalam, ze Pyza> bo pulchna i pyzata. Przeciez
                        >rodzina raczej nie nadaje przezwisk od nazwiska,
                        > tak robia koledzy z klasy:-)
                        a ja mysle,ze to jednak od nazwiska-w koncu w KK mama Borejko myli kilka razy
                        nazwisko Janusza,bo chyba je zle uslyszala za pierwszym razem i wlasnie mowi na
                        niego Pyza
                        a przeciez Janusz na poczatku wyjechal tylko "na zarobek" dopiero pozniej
                        okazalo sie,ze rzucil Gabe,potem wrocil, a potem znow ja porzucil
                        nie mniej jednak tuz po urodzeniu przezwisko Pyza nie mialo zlego wydzwieku, a
                        potem juz przylgnelo i zostalo
                        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 20:55
                          No ale zapytam po raz kolejny, kto nadaje dziecku w rodzinie przezwisko od
                          nazwiska? Gdyby Róża nazywała się Łysińska, wołaliby na nią w domu Łysol? Ja
                          pozostanę przy swojej wersji, że to dlatego, że od dziecka była pulchna. Poza
                          tym nie wierzę, że przezwisko od nazwiska nie miałoby złego wydźwięku, skoro
                          Borejkom wszystko co związane z Pyziakiem źle się kojarzy, nawet stalowe oczy
                          biednej Laury.
                          • lutecja4 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 07:18
                            ale nawet jesli przezwisko pochodzilo od pyzatej buzi, to czy inteligentni
                            Borejkowie nie zauwazli tego,ze "Pyza" i "Pyziak" brzmia podobnie?czy mama
                            Borejko nie pamietala swoich pomylek(nawet Ignacy pisal jej na ten temat cos w
                            liscie)
                            jesli wszystko zwiazane z Pyziakiem zle sie Borejkom kojarzylo to czemu nie
                            kojarzylo sie z nim im to przezwisko?
                            gdyby nazywala sie Łysinska i byla pyzata przezwisko Pyza na pewno kojarzylo by
                            sie tylko z wygladem
                            gdyby nazywala sie Pyziak a urodzila sie bez wloskow i wloski te roslyby bardzo
                            wolno(sa przeciez takie niemowleta) przezwisko Łysolek tez byloby na miejscu{w
                            sumie :))
                            ale Pyziak i Pyza?no cos tu nie gra
                          • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:49
                            dakota77 napisała:

                            > No ale zapytam po raz kolejny, kto nadaje dziecku w rodzinie przezwisko od
                            > nazwiska?

                            Na przykład w mojej rodzinie to funkcjonuje. Różne formuy zdrobnień
                            "odnazwistnych' zwłaszcza wśród męskich potomków. A o moim ojcu mama w pewnych
                            okolicznosciach (gdy chce podkreślić jego odrębnośc genetyczną przejawiającą się
                            w określonych cechach charakteru, których ona nie ma a które ją albo złoszczą
                            albo smieszą) nie mówi inaczej jak uzywając nazwiska bądź w formie pełnej, badź
                            pieszczotliwie przekształconej. Ja to przejęlam i stosuję tak samo w odniesieniu
                            do męża i syna.
                            Uprzedzajac pytania tato nadal mieszka z mamą i myślę, że są dobrym małżeństwem.
                            Jeśli się ma odpowiednie nazwisko, to przydomek "odnazwistny" sam się narzuca.
                            Co nie znaczy, że trzeba to naśladować mając nazwisko powiedzmy Łysińska.

                            > tym nie wierzę, że przezwisko od nazwiska nie miałoby złego wydźwięku, skoro
                            > Borejkom wszystko co związane z Pyziakiem źle się kojarzy, nawet stalowe oczy
                            > biednej Laury.

                            Ale z poczatku kojarzylo się dobrze. Gaba była mężatką, zmieniła nazwisko i się
                            o jej rodzinie mówiło idą Pyziakowie, czy Pyziakowny. To normalne i wiele rodzin
                            tak ma, ze określa nową rodzinę córki czy kogoś znajomego albo od nazwiska albo
                            od imienia jednej z osób (Przyszli Kowalscy, jedziemy do Janków, zaprosiłam
                            Milów, Gabów czy Grzegorzów na niedzielę - nie zawsze jest to od imienia meża,
                            czasem od żony, spotkałam się też z określeniem rodziny przez panieńskie
                            nazwisko pani domu, bo to ona była przyjaciółką osoby określającej, a mąż sie
                            tylko w tę przyjaźń "wżenił")
          • femme-fatale Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 14:06
            mamo_kotula, skąd bierze się taką sygnaturkę?
            • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 18:23
              Ja nie Kotula ale pozwolę sobie odpowiedzieć ;)
              Najpierw znajduje się niesamowitą grafikę - Kotulka ma .gif
              potem wstawia się w sygnaturkę znaczniki [img*]adres obrazka[/img*], wywala
              gwiazdki i jest :)
            • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 21:10
              femme-fatale napisała:
              mamo_kotula, skąd bierze się taką sygnaturkę?


              Ja dostałam od stumble upon, topic: cats ;)))
              Znaczy, grafikę dostałam i sie w niej zakochałam. Co mnie napawa zdziwieniem, bo ja nie cierpię szczerze sygnaturek ze zdjęciami, grafikami itp.
              A reszta, jak napisała wyżej Trus:
              [i m g]adres obrazka[/i m g]

              tyle, że bez spacji w img.
              • femme-fatale Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:36
                Dziękuję, i przepraszam za OT.
                Co do tematu, to nie chce mi się wierzyć, mimo zapewnień autorki, że Borejkowie
                mieli tyyyylu przyjaciół i ciągle ktoś na Roosvelta przesiadywał gościnnie
                • anutek115 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:47
                  Jako żywo, nie jest to forum, na którym należy przpraszać za off topiki :-).
                  Ja zaś nie wierzę w Ignacego Grzegorza in toto. Nie wierzę, że z uroczego
                  niemolęcia i sympatycznego chłopczyka z niezłymi w sumie genami i nie najgorszym
                  wychowaniem wyrosło coś tak dziwacznego, nigdzie nie pasującego i zmuszajacego
                  nas do dokonywania co i rusz analiz jego osobowosci na forum :-).
                • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:56
                  femme-fatale napisała:
                  > Dziękuję, i przepraszam za OT.

                  Kochana nie przepraszaj tylko oftopuj razem z nami! Tutaj OT to
                  nasza ukochana dyscyplina olimpijska wszak! :)

                  > Co do tematu, to nie chce mi się wierzyć, mimo zapewnień autorki,
                  >że Borejkowie> mieli tyyyylu przyjaciół i ciągle ktoś na Roosvelta
                  >przesiadywał gościnnie

                  Tez trudno w to uwierzyc w nowszych tomach.
                  W KK czy w IS jeszcze bylo tetniace tancem i rozpusta ESD,
                  przyjmowanie Pyziaka oraz jedno huczne zgromadzenie doroslych, gdzie
                  dyskutowano o wychowywaniu dzieci (Pulpa i Nutria male nie wiedzialy
                  az, gdzie podsluchiwac).
                  W OwR przychodzilo pól podwórza - ale glównie po to, aby sie najesc.
                  Ale wpadala tez Kreska, co tez uskuteczniala do DP. W DP wpada tez
                  Geniusia-firana z Koziem i Maciek Ogorzalka z Kasia i ktos jeszcze
                  chyba? W Imieninach Bernard na pewno... czy nie?
                  Elka wpadla raz w Noelce i Ewa w OwR ale to bylo poszukiwanie osób
                  postronnych w obu przypadkach.
                  Za to potem grób i mogila raczej. Lelujki raz czy nieraz zostaja
                  zmuszone do prezentacji.. a Ocarabessowie w koncu przestapili te
                  wysokie progi? (nie pamietam juz).
                  Mimo deklaracji goscinnosci, malo kto tam pózniej wpada i to nawet z
                  rozrosnietej rodziny! - Elka z Tomkiem, Cyryl z Metodym,
                  spowinowaceni przez Pulpecje Zakowie, dalej nieco spowinowaceni
                  Kowalikowie (czyz nie byloby naturalne dla Tosi i Mili wymieniac sie
                  przepisami na domowe ciasto?) - a co dopiero przyjaciele! Z
                  docentami i kolezankami to sie tam rozprawia przez telefon..
    • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:53
      Zgadzam sie z Wami w niewierze!
      Tak samo jak i Wy nie wierze w:

      - dramaturgie Mili Borejko, po kryjomu - i z jej brakiem inteligencji emocjonalnej
      - w Nutrie z psychopata, i do tego bratem eksa
      - w Nutrie z Rojkiem
      - w Nutrie na Cyprze jako pilot wycieczek i do tego opalona na zloto
      - w Aniele z niehigienicznym Bernardem, na którego nie leciala przeciez w ogóle
      - w Bernarda jako kucharke renesansowa
      - w Idusie takze opalona na zloto
      • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 20:07
        > - dramaturgie Mili Borejko, po kryjomu - i z jej brakiem inteligencji emocjonal
        > nej

        zgadzam się, pomysł sztuczny i wydumany, ewidentnie pani MM chciała ubarwić
        postać albo ją dowartościwać, ale to nie była właściwa metoda, jeden z najmniej
        wiarygodnych pomysłów w całym cyklu

        > - w Nutrie z psychopata, i do tego bratem eksa
        a ja wierzę, ona taka "bluszczowa" jest, to się mogła poddać

        > - w Nutrie z Rojkiem
        w to wierzę i bardzo mi się ten pomysł podoba!! to jedna z najbardziej
        zaskakujących rzeczy w cyklu i bardzo fajna, przełamująca stereotyp małżeństw w
        identycznym wieku, bo wychodzących niemal z jednej klasy w liceum

        > - w Nutrie na Cyprze jako pilot wycieczek i do tego opalona na zloto
        no właśnie, do bycia rezydentem (bo ona była rezydentem biura tam, nie pilotem
        wycieczek stąd-tam) trzeba mieć niezłe jaja, energię i odporność na stres

        > - w Aniele z niehigienicznym Bernardem, na którego nie leciala przeciez w ogóle
        a w to wierzę, dla mnie jakoś do siebie pasują

        > - w Bernarda jako kucharke renesansowa
        a tak, pretensjonalny jest ogólnie, oryginalny na siłę, więc czemu nie miałby
        pretensjonalnie renesansowo kucharzyć? miał lat 20 w latach 80., wtedy faceci
        masowo nie kucharzyli (bo nie było z czego:), więc mógł to robić w ramach
        swoistej egzotyki




    • natalijasz Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 22:35
      a ja tam nigdy nie mogłam uwierzyć w zrzucanie krasnala z wysokości :) pomijając
      zupełnie fakt, że mnie to bardzo bawiło.
      • limotini Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 16:10
        koledzy z akademika zrzucali z 6 piętra (zepsute) lodówki i patrzyli jak lecą.

        Więc ja mogę uwierzyć.
        • ivoncja Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 16:37
          Osobiście zrzucałam z koleżanką stare budziki z okna 3-go piętra na podwórko,
          patrzyłyśmy jak się rozlatują na kawałki.
    • weronika753 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:31
      Nie mogę uwierzyć w to, że współpracowniczka Almy nie ma żadnej refleksji
      dotyczącej Tygrysa.
      Wszystko jest tu nieprawdopodobnie dęte:

      - bo z jednej strony pojawia się "znikąd" obce, chore, nieprzytomne z gorączki
      dziecko i jakoś nie widać, żeby bardzo się tym przejęła.

      - na wiarę przyjmuje wersję Tygrysa że uciekła z domu, bo "ojciec ją
      wykorzystuje" i przechodzi nad tym do porządku dziennego.

      - nie ma odruchu powiadomić o dziecku ani rodziny, ani (bodaj!) policji. Tygrys
      był wtedy nieletni, prawda?

      - kolejna beztroska postać, nieskażona żadnym myśleniem, wprost z bajki.
      • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:46
        weronika753 napisała:
        > Nie mogę uwierzyć w to, że współpracowniczka Almy nie ma żadnej
        refleksji> dotyczącej Tygrysa.
        > Wszystko jest tu nieprawdopodobnie dęte:

        Prawde, prawde oto rozglaszasz!
        Ja juz programowo nie wierze w _cale_ pózniejsze tomy po Noelce (a i
        w Noelce i wczesniejszych znalazloby sie troche wpaduszek;)

        Btw. nie wierze tez tak calkiem, ze Tygrysica-Alinoe odnalazla od
        razu rodzine ojca po jednym kliknieciu... (w guglu wlasnie mi
        wyskoczylo 30.000 rezultatów na Pyziak, w Polsce i nie tylko.. n.p.
        pyziak.com ;).
        Nie mówiac juz o tym, ze nadal nie wszyscy obywatele polscy istnieja
        pod wlasnym nazwiskiem w internecie, zwlaszcza jesli nie maja firmy
        albo nie publikuja czegos.

        >- kolejna beztroska postać, nieskażona żadnym myśleniem, wprost z
        >bajki.

        Archetyp niemal ;) Nastepna postac-wydmuszka potrzebna do dialogów -
        zeby Alma mogla okazac, jak bardzo jest straszliwa czy co? Wiadomo
        jakie te Pyziaki potworne wszystkie :)
        • sowca Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 22:59
          Ale przecież Laura musiała sporo pogrzebać w internecie, zanim
          znalazła Almę Pyziak, jest napisane, że prawie już się zniechęciła
          do poszukiwań, więc musiało to trochę trwać. Zresztą wspomina też,
          że było sporo Pyziaków w internecie - jacyś sportowcy, jacyś
          biznesmeni. Poza tym Alma publikowała jakieś prace, więc nic
          dziwnego, że jej nazwisko w sieci się pojawiło.
          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 00:14
            Ja w ogóle nie rozumiem, dlaczego Laura uznała od razu Almę za swoją ciotkę. Zdaje się, że było tylko wspomniane, że Pyziak miał siostrę i Mila ją kiedyś tam spotkała. Imię nie padło. Bo to jednemu psu Burek/jednej babie w Toruniu Pyziak? Ciotka mogła nie być żadnym pracownikiem naukowym, mogło nie być o niej wzmianki w sieci, ba, nawet mogła nie mieć telefonu stacjonarnego i nie figurować w książce telefonicznej, której przejrzenie zresztą Tygrysowi nawet nie zaświtało.

            Absolutnie nie wierzę, że energiczna, optymistyczna osoba rozpamiętywałaby piętnaście lat faceta. Przy swojej deklarowanej osobowości Gabriela powinna wspomnienie po nim kopnąć w tyłek i zająć się sobą oraz dziećmi, a po dłuższym czasie przejść nad owym odejściem do porządku dziennego i traktować normalnie. Był, zmył się, hak mu w smak, żaden powód do wielkiej i strasznej tajemnicy.
            • dakota77 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 00:30
              ananke666 napisała:
              >
              > Absolutnie nie wierzę, że energiczna, optymistyczna osoba rozpamiętywałaby
              piętnaście lat faceta. Przy swojej deklarowanej osobowości Gabriela powinna
              wspomnienie po nim kopnąć w tyłek i zająć się sobą oraz dziećmi, a po dłuższym
              czasie przejść nad owym odejściem do porządku dziennego i traktować normalnie.
              Był, zmył się, hak mu w smak, żaden powód do wielkiej i strasznej tajemnicy.

              Otoz to. Mysle tak samo.
            • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 08:03
              ananke666 napisała:

              > Absolutnie nie wierzę, że energiczna, optymistyczna osoba
              rozpamiętywałaby pięt
              > naście lat faceta. Przy swojej deklarowanej osobowości Gabriela
              powinna wspomni
              > enie po nim kopnąć w tyłek i zająć się sobą oraz dziećmi, a po
              dłuższym czasie
              > przejść nad owym odejściem do porządku dziennego i traktować
              normalnie. Był, zm
              > ył się, hak mu w smak, żaden powód do wielkiej i strasznej
              tajemnicy.

              O tak- w 100% się zgadzam.Dlatego to tak cholernie irytuje, ta jej
              łzawość i siąkanie nosem na samo wspomnienie,toż to zupełnie nie
              prawdopodobne!
      • kajaanna Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 18:43
        Coś w tym jednak jest, bo gdyby do mnie przyplątała się pannica z 40
        *C gorączką, bełkocząca o "wyzyskującym ojcu", to jednak po pierwsze
        byłby jakiś lekarz, rosół i choćby leki pierwszej pomocy, potem
        wykorzystując gorączkową malignę wydobyłabym namiar na rodzinę.
        Telefon - przyjeżdajcie po dziecko, droga rodzinko.
        Tu mamy jakiś bezmiar obojętności, najwyżej czekoladki Merci i
        czekanie, aż sprawa sama się rozwiąże.
        W TiR na ten temat mamy NIC.
        • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 21:29
          Wydaje mi się, że skoro Tygrys powiedziała Myszce, że Alma jest jej
          Ciocią, to Myszka wzięła to za prawdę i nie przyszło jej do głowy,
          żeby szukać rodziny Tygrysa. I w zasadzie ja nie odbierałam tej
          postaci jako chłodnej i obojętnej. Raczej jako nieco zdesperowaną
          samotną panią o dość wrażliwym sercu. No ale może ją źle
          odbieram... :)
          • dakota77 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 21:30
            Ja tez nie uwazam jej za chlodna, za to za nieodpowiedzialna tak:-)
            • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 21:35
              To niestety prawda. Pomimo to czuję jakąś sympatię dla tej postaci.
              Ale może ze względu na kontrast z Almą?
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 21:37
                Mnie jest jest zal przez to, jak Alma ja traktuje. I tak zal mi jej, i wkurza
                mnie zarazem w tym zahukaniu swoim:-)
                • onion68 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 21:39
                  Ja ją lubię, kolejne wcielenie Magrat ;-)
                  • yowah76 Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 22:24
                    O, ona juz predzej;)
                • sowca Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 22:57
                  Przypuszczam, że pani Oleńka myślała, że Laura wyjechała z domu za
                  wiedzą i zgodą rodziny, w końcu o ucieczce dowiedziała się dopiero
                  później i zaproponowała Tygrysowi skorzystanie z telefonu.
          • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 21:34
            Z Tygrysa i Róży mało prawdopodobne wydaje mi się zakończenie i
            bardzo mało ludzkie. Tygrys wracająca w rozczarowaniu i
            przepraszająca rodzinkę za to że śmiała wyruszyć na poszukiwanie
            ojca. Chyba że chodziło o to, że zniknęła bez śladu.
            No i najbardziej mnie rozbił wniosek Natalii: Kochany dobry Robrojek
            nic nie powiedział... (O fakcie że Laura chciała szukać ojca, bo to
            by był prawdziwy dramat. Uciekła z domu - pal sześć. Ale że uciekła
            dla ojca - straszne)
            • ding_yun Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 23:51
              Właśnie ja nigdy tego nie mogłam zrozumieć! Z czego Natalia tak się
              cieszy? Dobrze, że nie powiedział bo rodzina by się załamała tak
              straszliwym pomysłem? Dobrze, że nie powiedział, dał dowód
              delikatności uczuć, nie chciał się wtrącać? Dobrze, że nie wsypał
              Laury, lepiej niech sama wyjaśni o co jej chodziło? Nie wiem,
              naprawdę.
            • papieska_kremowka Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 01:02
              Zaiste, po Natalii spodziewałabym się nieco więcej empatii. Nawet jeśli nie lubiła Tygrysa.

              Nie wierzę w kajdanki Filipa, dla mnie to przegięte ;) Nie dlatego, że go lubię, ale ta scena po prostu jakoś zgrzyta. Tak samo nie wierzę w potworną ewolucję Geniusi ani że Magna Mater Gaba wciąż cierpi po Pyziaku. A przede wszystkim nie wierzę, że wszyscy Borejkowie mieszkając razem nie zwariowali i nie poodgryzali sobie wzajemnie głów oraz kończyn. No słowo daję, ja jakichś zabójczych wymagań względem kąta mieszkalnego nie mam, ale dla mnie to jakaś makabreska. Od czasu, kiedy rodzina jęła się rozrastać, zaczęłam mieć uczucie mocnej klaustrofobii za każdym razem, kiedy akcja przenosiła się do ich gumowego mieszkanka.
              Związek Anielli i Bernarda takoż wydaje mi się naciągany. Nie czuję pomiędzy nimi żadnej chemii. Jakaś lypa dla pokrzepienia serc, tak to widzę, niestety ach niestety.
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 01:07
                No owszem, mnie tez przeraza wizja Borejkow gniotacych sie tak na kupie. A
                jeszcze bardziej to, ze nikt nie odczuwa tam potrzeby posiadania wlasnego kata/
                zerwania pepowiny z rodzina/spokoju. Przeciez oni wciaz ze soba przebywaja. Ja
                tez kocham swoja rodzine, ale naprawde nie chcialabym miec jej na codzien. Maz i
                koty w zupelnosci wystarcza-)
                • papieska_kremowka Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 01:37
                  Otóż to. Zero, no kompletne zero potrzeby prywatności. A w ich mieszkaniu nawet nie można spokojnie skonsumować małżeństwa. ;) No i właśnie - akustyka! Seks, pardon maj frencz, słychać. Często nawet bardzo słychać i za diabła nie jestem w stanie wyobrazić Idy przeżywającej uniesienia w całkowitym milczeniu. Ju noł, ta scena z Amelii, gdzie ileś tam par naraz ma orgazmy, o ta - pl.youtube.com/watch?v=Mnaw7DI1A1g ;)
                  • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 08:01
                    ;) No właśnie! Gdyby miało to miec miejsce w porze dziennej czy
                    popołudniowej to może Ignacy nastawiłby głośniej radio z koncertem
                    brandenburskim np, ale w nocy to już nie bardzo się da...No to chyba
                    udajemy że nic się nie dzieje a rzeczona para stara się zapomnieć o
                    licznych członkach rodziny poupychanych w każdym zakamarku
                    mieszkania i bawi się dobrze- niemożliwe
                    • anutek115 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 09:34
                      No co wy - naprawdę cmokam ze zgorszeniem. Jak to, seks słychać? Seksu Gaby NA
                      PEWNO nie słychać, i to nie tylko dlatego, że go nie ma! Jestem pewna, że jak
                      ona uprawiała seks do zagłuszenia jej nie był potrzebny Koncert Brandenburski,
                      wystarczyłby subtelny utwór na harfę.

                      W kwestii tematu zatem - ja tam nie wierzę, że z Gaby, obcałowujacej się z
                      Pyziakiem w każdym kącie i za każdym namiotem w Czaplinku wyrósłby tak
                      aseksualny twór.
                      • idomeneo Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 10:35
                        że nie wspomnę o Pulpie, która pod względem erotycznym budzi we mnie jakieś
                        takie rubaszno-ludowe i raczej nieskrępowane skojarzenia. Może też dlatego z
                        Baltoną wyemigrowali na możliwie odległą wieś?
                        • papieska_kremowka Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 14:57
                          Nie wierzę, że Róża z czysto aryjskim Frycem nie puszczają sobie w ramach zagłuszania Cwałowania Walkirii... ;p
                          • anutek115 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 15:26
                            A nie. Ja nie wierzę, że puszczają :-). Po pierwsze, Wagner jest taki trywialny
                            ;-))))! Lecz nie to jest głównym powodem. Tylko Róża dla mnie jest i pozostanie,
                            o ile coś w opisywaniu tej postaci się nie zmieni, czołową kandydatką na
                            karmiącą świat Matkę-Polke, co to zamyka oczy i myśli o Anglii, a faceta uwiodła
                            po to, by go przy sobie zatrzymać (kretyńska polityka w naszym rozpasanym
                            swiecie), no i żeby dziecko mieć, ale seks z hałasami?To przy tym się hałasuje?
                            Dlaczego?...
                            A Frycelek kojarzy mi sie nieodmiennie z takim jednym moim kolega z klasy, w
                            moich oczach równie pociągajacym jak góra lodowa, na której się rozpłaszczył
                            Tytanik, tak też ciepłym i skłonnym do erotycznych inwencji. Ma on dwoje dzieci,
                            wiec cos tam z siebie wykrzesał, ale jak do tago doszło... tak daleko moja
                            wyobraźnia nie sięga i zdecydowanie NIE CHCE sięgać)>
                            • papieska_kremowka Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 16:52
                              anutek115 napisała:

                              > A nie. Ja nie wierzę, że puszczają :-). Po pierwsze, Wagner jest taki trywialny
                              > ;-))))!
                              Wagner mi cudownie pasuje do Fryca. Cwałowanie Fryca...
                              >ale seks z hałasami?To przy tym się hałasuje?
                              Może łóżko im skrzypi. ;))
                              • papieska_kremowka Offtopicznie z lekka, acz nie do końca 30.09.08, 17:16
                                Kiedyś na sieci było takie cudo na kiju jak Victorian Sex Cry Generator. Po kliknięciu wypluwało z siebie teksty typu "You have carried me to a new-discover'd sphere of Venus, I am melted into a softness that can refuse you nothing!", "I am inflamed beyond the power of modesty!", "Your lips pursue me, so that I cannot escape from kissing them in purest self-defense!", "Swallow it all and be glad, for a shilling I've paid and a shilling's worth I'll be having!" oraz mój ulubiony - "You have slain me! No attacker's spear could strike me down as thoroughly as your sweet actions! I am spent, and may greet St. Peter with a tired grin."
                                ;))))
                              • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 03.10.08, 15:33
                                To się kochają tak żeby nie skrzypiało!
                                • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 03.10.08, 16:37
                                  E tam. Wszak wiadomo, ze w kamienicy z gumy nic nie skrzypi ;P

                                  W kamiennym kregu czyli w Borejkowni nie kochaja sie w ogóle fizycznie, a gdy
                                  maja stworzyc dzieci, posluguja sie metoda probówkowa.

                                  W innym watku kiedys pisalam, ze Idusia z Markiem uprawiaja dzika milosc, ale
                                  tylko w szpitalu, przez co maja tyle dyzurów :)
                                  • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 03.10.08, 22:50
                                    lezbobimbo napisała:

                                    > E tam. Wszak wiadomo, ze w kamienicy z gumy nic nie skrzypi ;P
                                    >
                                    > W kamiennym kregu czyli w Borejkowni nie kochaja sie w ogóle fizycznie, a gdy
                                    > maja stworzyc dzieci, posluguja sie metoda probówkowa.

                                    Iiii tam. Oni od całowania. Tu całus, tam dziecię.
                                    • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 12:54
                                      Chyba aż tak źle nie jest. Gdzieś Gaba myśli o Grzegorzu i o tym jak siedzą
                                      razem na łóżku i czytają książki, całując się po zakończeniu rozdziału. To by
                                      chyba już stadko mieli by ładne albo...
                                      • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 13:25
                                        filifionka-listopadowa napisała:
                                        > Chyba aż tak źle nie jest. Gdzieś Gaba myśli o Grzegorzu i o tym jak siedzą
                                        razem na łóżku i czytają książki, całując się po zakończeniu rozdziału. To by
                                        > chyba już stadko mieli by ładne albo...

                                        HA! To wcale nie jest podtekstowe, u Borejków naprawde caly seks polega na..
                                        wspólnym czytaniu ksiazek (tzn. na czytaniu w tym samym pokoju) ewentualnie
                                        recytowaniu poezji i calowaniu po szyi. Scena lózkowa w wykonaniu Gaby i Grzesia
                                        to znowuz czytanie, z Ignasiem posrodku. A gdy Grzes pragnie Gabe raz uwiesc
                                        romantycznie, od swieta, to ta mysli o zupce kalarepkowej dla dziecka!

                                        Czyli wracajac do tematu wiodacego:
                                        - nie wierze, ze ktokolwiek u Borejków jest seksualny oprócz Idusi. Co sie
                                        konczy wpadka nieuswiadomionej Pyzy, ale uwaga, tez poza swietym domowstwem!
                                        Poza aseksualna ekumena ;)

                                        - Skoro o tym mowa, to nie wierze tez, ze Frycek nie wiedzial, jak sie
                                        zabezpieczyc przed pulapka biologiczna! Z jednej strony mlodociany naukowiec,
                                        wie wszystko o calej fizyce i astronomii, a takze o naukach humanistycznych, i
                                        potrafi malymi praktycznymi przygotowaniami wyeliminowac cala trójce ognistych
                                        Lelujków (kwiatki dal Pyzie male i nawodnione, aby mogla sie nimi cieszyc na
                                        lawce szkolnej) wiec dlaczego nie wiedzialby tez wszystkiego o biologii!?
                                        Zwlaszcza, ze figura ojca ostrzegajacego syna przed "pulapka" - w prawdziwym,
                                        prawdopodobnym zyciu to by Frycka uswiadamial od najmlodszych lat i spokojnie
                                        móglby syna nawet wyposazac w prezerwatywy...
                                        Przeciez nawet w Wiedzy i Zyciu od czasu do czasu pisza o zapladnianiu i skad
                                        sie biora dzieci!
                                        Fakt, ze Pyza to naiwne ciele, wychowane w domu wiktorianskim, i ze nawet
                                        antyczni Rzymianie czy Egipcjanie wiedzieli wiecej o antykoncepcji niz
                                        Borejkowie, ale zeby naukowiec Frycek tez byl nieswiadomym niewiniatkiem, to mi
                                        sie we lbie nie miesci.
                                        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 13:29
                                          A moze Frycek z tych, co owszem, wiedza co i jak, ale caly ciezar antykoncepcji
                                          przerzucaja na kobiete?
                                          • anutek115 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 14:01
                                            A, nie, nie, to znaczy może i tak, ale w kwestii uwiedzenia Frycelka już się
                                            wieki temu wypowiadałam i WYJĄTKOWO broniłam nieszczęśnika. Jest w książeczkach
                                            powiedziane, że Pyza to zaplanowała, a plan uwiedzenia Fryca przypadł na
                                            praktyki w Piwnicach. Ja żem z Torunia jest, dojechać do Piwnić z Torunia to
                                            jest koszmar, jak się nie ma samochodu, PKS od wielkiego dzwonu, a same Piwnice
                                            zaprawdę nie metropolia, trzy chałupy na krzyż i obserwatorium (na terenie
                                            którego powątpiewam w istnienie kiosku ze stosownym sprzętem). Frycek jechał,
                                            jak każdy pasjonat (jednego zwiazanego z Piwnicami znam, wiem, o czym mówi w
                                            zasadzie wyłącznie) w teleskopy się pogapić (i nie dziwie mu się, to jest bajer,
                                            serio, gęba w podziwie otwarta nawet, jak ktos się nie zna, a jak się zna!!!!),
                                            jako, że o ile dobrze zrozumiałam przedtem o żadnych szałach ciał mowy nie było,
                                            to się i chłopak w nic nie zaopatrzył...skąd miał zresztą wiedziec, że Pyza,
                                            zamiast te teleskopy preżywać (rany, co z niej za nudna osoba jest, takich
                                            rzeczy nie przeżywać!!!) pułapkę nań zastawiac chciała. Biologiczną. Co miał
                                            robić, z objęć się jej wyrywać i do Torunia (pieszo prawdopodobnie) drałowac po
                                            prezerwatywy?... Nie, ona to wszystko zaplanowała, wszysttko, poza
                                            zabezpieczeniem, gdyż przecież pomysleć, że z seksu są dzieci to takie trudne,
                                            dla naszej słodkiej Pyzi, demona matkopolskości...
                                            • dakota77 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 14:05
                                              Wszystko sie zgadza, w takim ujeciu faktycznie nie mial sie jak przygotowac. Ale
                                              w takim razie nie powinien byl sie poddawac szalowi cial, tylko podejsc do tego
                                              naukowo i wylac sobie i jej na glowe metaforyczna zimna wode:-). Umowmy sie, o
                                              Frycku wiele rzeczy mozna powiedziec, ale na penwo nie to, ze jest to osobnik (
                                              jakos mezczyzna nie chce mi przejsc przez klawiature) namietny. Moim zdaniem kto
                                              jak kto, ale on dalby rade sobie to zracjonalizowac:-). Wyznaczylby pewnie nawet
                                              jakis termin na przyszlosc, kiedy to moze dojsc do takiego aktu, w odpowiednich
                                              oczywiscie warunkach:-). Swoja droga Frycek jest jak dla mnie osobnikiem
                                              kompletnie aseksualnym, az sie dziwie, ze sie dal uwiesc;-)
                                              • anutek115 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 14:16
                                                No co ty? Dwudziestolatek?!!! Owszem, też już pare razy pisałam, raz nawet w tym
                                                wątku, że Frycek dla mnie jak bryła lodu, kolegę z klasy mi przypomina, totalnie
                                                oziębłego na oko, aseksualnego i przemądrzałego w dodatku, ale to jednak
                                                dwudziesto (no, dwdziestodwu, zadaje się, latek) jak takiemu dziewczę młode i
                                                skąpo odziane sztuki różne wyczyniać zacznie (a może Pyzia się przemogła i
                                                zaczęła, żeby ten ich związek silniejszym uczynić), to trochę traci, niech
                                                będzie, że głowę. Potem może się i ocknął (wszystko wskazuje na to, że to był
                                                tylko jeden raz), ale to później było...

                                                Jak Frycka nie lubię, tak mi tu się jednak pokrzywdzony wydaje przez okolicznosci.
                                                • dakota77 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 14:21
                                                  Nie no, ja tez uwazam go za ofiare. Co to za idiotyzm, uwodzic faceta bez
                                                  zabezpieczenia. Glupota Pyzy nie ma dla mnie granic. Zamiast go ciagnac do lozka
                                                  powinna byla z nim powaznie porozmawiac o tym, dlaczego jego rodzina po tylu
                                                  latach uwaza go za jego kolezanke, nie dziewczyne. Cos zdecydowanie bylo nie tak
                                                  w ich zwiazku, ale Pyza wybrala zle lekarstwo.
                                                  • ananke666 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 16:06
                                                    Mnie się z kolei nie chce wierzyć, że ojciec dorosłego syna może wierzyć, iż ów hoduje jeszcze cnotę. Brak dziewczyny w wieku dwudziestu kilku lat powinien chyba jakoś zaniepokoić.
                                                  • sowca Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 22:21
                                                    Równie wielką głupotą było dać się uwieść bez zabezpieczenia :P
                                                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 22:31
                                                    Dobrana para nieodpowiedzialnych idiotow;-)
                                                  • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 11:59
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Nie no, ja tez uwazam go za ofiare. Co to za idiotyzm, uwodzic faceta bez
                                                    > zabezpieczenia.
                                                    Nie idiotyzm, a wyrachowanie.
                                                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 12:09
                                                    No ale w cytowanym tu przez kogos fragmencie (jej rozmowa z Ida) Pyza stwierdza,
                                                    ze to nie byla pulapka biologiczna, tylko natura zadzialala. Czyli uwiesc
                                                    uwiodla, ale ciazy pod uwage nie brala. Czyli jednak bezmyslnosc raczej niz
                                                    wyrachowanie.
                                                  • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 13:13
                                                    Gdzieś niżej na ten temat się rozwodzę obszerniej :)
                                                • yowah76 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 21:15
                                                  Jeden raz, jedno dziecko... jakbym juz to gdzies slyszala.
                                                • yowah76 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 21:37
                                                  Z mojej klasy licealnej dwoch chyba najmniej interesujacych
                                                  powierzchownoscia zwlaszcza ale nie wylacznie facetow najwczesniej
                                                  zostalo tatusiami, chyba jeszcze na studiach albo tuz po. Obaj
                                                  lekarze, nadmienmy;) Tu akurat podejrzewam pulapke biologiczna z ich
                                                  strony;))) (narobic babie dzieci, to sie bedzie trzymac domu a nie o
                                                  glupotach myslec)
                                                  • anutek115 Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 09:51
                                                    Nie wiem, czy to o najmniej interesującej powierzchowności odnosiło się do moich
                                                    skojarzeń Frycka z kolegą z klasy, ale spieszę sprostwać, że kolega nie był
                                                    nieciekawej aparycji. Całkiem przyzwoitej był, no a oczęta to już miał miód
                                                    malina, z taaaakimi rzęsami. A ponadto gnący się w ukłonach dżentelmen, nie znam
                                                    mamusi, która na jego widok nie omdlewała z zachwytu, archetyp zięcia idealnego,
                                                    grzeczny, układny, absolutnie wszystkie mamusie namawiały swoje córki (mnie i
                                                    moje psiapsióly, znaczy) na bliższy kontakt, a te córki stawiały okoniem nie
                                                    wiadomo czemu.

                                                    To znaczy, mnie wiadomo. Bo kolega był lodowaty, sztywny, aseksualny i wydawał
                                                    się w tych grzecznosciach i usmiechach (a, uśmiech dziesięciogwiazdkowy)
                                                    nieszczery. Baaardzo przemadrzały i po prostu kochający epatować oryginalnmi
                                                    poglądami. Od pierwszej chwili w dodatku, jak tylko się Frycuś pojawił,
                                                    skojarzenie miałam murowane. I jak tu było Frycka polubic.

                                                    Choć w kwestii antykoncepcji w tym jednym jedynym konkretnym przypadku nadal
                                                    jestem go skłonna usprawiedliwiać ;-).
                                            • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 12:07
                                              Gdzieś tu padło na forum, że ona wypowiedziała się, ze chciała go
                                              bardziej do siebie przywiązać. Czy rzeczywiście tak było? Czy tylko
                                              mi się to majaczy?
                                              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 12:12
                                                Jestem pewna, ze tak powiedziala.
                                                • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 12:16
                                                  Czyli nasza łagodna i słodka na pozór Pyza, w środku jest
                                                  wyrachowana...
                                                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 13:58
                                                    Glupia jak but, powiedzialabym, i nieodpowiedzialna. Zeby umacniac zwazek
                                                    dzieckiem... Ja pisalam wczesniej, ja na jej miejscu wolalabym wyjasnic, czemu
                                                    rodzice Frycka po tylu latach maja ja za jego kolezanke, upewnic sie, ze Frycek
                                                    w ogole uwaza ja na pewno za swoja dziewczyne. Ale ona miala genialny pomysl, taa.
                                            • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 23:34
                                              > Co miał robić, z objęć się jej wyrywać i do Torunia (pieszo
                                              > prawdopodobnie) drałowac po prezerwatywy?

                                              albo na rowerze pozyczonym. "Poranek Kojota" uczy, ze to nie jest taki dobry
                                              pomysl :)
                                              • anutek115 Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 12:43
                                                W tym wypadku nie byłby taki zły raczej :-)).
                                            • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 11:58
                                              anutek115 napisała:

                                              > Frycek jechał,
                                              > jak każdy pasjonat (jednego zwiazanego z Piwnicami znam, wiem, o czym mówi w
                                              > zasadzie wyłącznie) w teleskopy się pogapić (i nie dziwie mu się, to jest bajer
                                              > ,
                                              > serio, gęba w podziwie otwarta nawet, jak ktos się nie zna, a jak się zna!!!!),
                                              > jako, że o ile dobrze zrozumiałam przedtem o żadnych szałach ciał mowy nie było
                                              > ,
                                              > to się i chłopak w nic nie zaopatrzył...skąd miał zresztą wiedziec, że Pyza,
                                              > zamiast te teleskopy preżywać (rany, co z niej za nudna osoba jest, takich
                                              > rzeczy nie przeżywać!!!) pułapkę nań zastawiac chciała. Biologiczną. Co miał
                                              > robić, z objęć się jej wyrywać i do Torunia (pieszo prawdopodobnie) drałowac po
                                              > prezerwatywy?... Nie, ona to wszystko zaplanowała, wszysttko, poza
                                              > zabezpieczeniem, gdyż przecież pomysleć, że z seksu są dzieci to takie trudne,
                                              > dla naszej słodkiej Pyzi, demona matkopolskości...

                                              Moim zdaniem, jeśli zamierzała zastawić "pułapkę biologiczną" to brak stosownego
                                              sprzętu tudzież brak możliwości zaopatrzenia się weń również mieścił się w
                                              planach Pyzy. "Taka głupia to ona juz nie jest, może trochę głupia, ale taka to
                                              już nie"
                                              • anutek115 Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 12:48
                                                senseeko napisała:

                                                > Moim zdaniem, jeśli zamierzała zastawić "pułapkę biologiczną" to brak stosowneg
                                                > o
                                                > sprzętu tudzież brak możliwości zaopatrzenia się weń również mieścił się w
                                                > planach Pyzy. "Taka głupia to ona juz nie jest, może trochę głupia, ale taka to
                                                > już nie"
                                                >

                                                Pewnie nie doczytałaś, zanim się dopisałaś, ale poniżej jest cała rozmowa z
                                                dowodami na to, że ona nie chciała zastawiać pułapki, nie pomyślała o niej
                                                (humanistyczny umysł, co chcecie, na mat.-fiz. z przypadku, na biol.-chem. się
                                                nie pchała ;-)), tylko tak Frycusiowi oczy tą zmysłowością zamącić, coby o
                                                niczym innym w USA nie myślał, alibo nawet nie wyjechał z wrażenia. Nawet na
                                                tyle nie miała bystrosci, żeby faceta na dziecko łapać, okazała po prostu
                                                umysłowość godną iętnastolatki, co to "da dowód miłości" (tyle, że sama z
                                                siebie, nieproszona).
                                                Czyli, "może głupia, ale jak już, to az tak" ;-))).
                                          • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 16:13
                                            Cytatdakota77 napisała:
                                            > A moze Frycek z tych, co owszem, wiedza co i jak, ale caly ciezar
                                            >antykoncepcji przerzucaja na kobiete?


                                            !!! W takim razie Frycek jest wyjatkowo idiotycznym podlecem, nie naukowcem. I
                                            za nic ma ostrzezenia ukochanego ojca (a ojciec tez w takim razie nie uswiadomil
                                            go w ogóle).

                                            Jakim cudem Fryc mógl w ogóle oczekiwac, ze ta niunia pyzata w ogóle wie cos o
                                            antykoncepcji? Jako rzeklam, Pyza wyrosla na wiktorianskiej niwie
                                            Borejkowszczyzny i o wlasnej biologii nie ma zielonego pojecia!
                                            Jak to sobie wyobrazacie? Ze Fryc tuz na chwile przed skonsumowaniem ocknal sie
                                            z upojnych pocalunków i z zamglonymi okularami zapytal Róze: uzywasz czegos?
                                            Pigulki, spiralke, kapturka? A ona mu na to: tylko kalendarzyk malzenski, mój Ty
                                            rozczulajacy niezabudku! Przeciez jestesmy juz zareczeni, a ja mam nieplodny
                                            wieczór. Albo dzien? Ale to niewazne, przeciez sie kochamy!
                                            Na co Fryc: ok, to wszystko w porzo! Najwyzej zrobimy jak ten pan w Biblii...

                                            Drobiazgowy, zaplanowany i zapobiegliwy Fryc wiedzialby, ze o wiele latwiej i
                                            prosciej zadbac samemu o anty, czyli kupic prezerwatywy i nosic je przy sobie w
                                            pudeleczku na wlasnie takie wypadki upojnych nocy. Nie mówiac juz o tym, ze to
                                            100% pewniej samemu zadbac o kondoma niz polegac na tym, ze antykoncepcja to sie
                                            poetyczna romantyczka zajmie - i 1000% pewniej niz liczyc na jej niepewny cykl.

                                            Cytattygrys2112 napisała:
                                            > Gdzieś tu padło na forum, że ona wypowiedziała się, ze chciała go
                                            > bardziej do siebie przywiązać. Czy rzeczywiście tak było? Czy tylko
                                            > mi się to majaczy?


                                            To jest szyte tak grubymi nicmi, ze gdy to czytalam, to mi sie wszystko
                                            przewracalo z obrzydzenia. Wyjatkowo sie MM nie popisala.

                                            Nagle Pyza ma byc wyrachowana Messalina.. akurat!
                                            W to juz kompletnie nie wierze.

                                            Po pierwsze, insynuacja uwiedzenia niczym sukkub nijak sie ma do aseksualnej,
                                            naiwnej Pyzuni, która jest generalnie rozlazla i która w zyciu nie wykazuje sie
                                            specjalna inicjatywa (chyba ze chodzi o nianczenie i pomaganie mamusi). Nie
                                            mówiac juz o tym, ze w takim razie Pyza wiedziala, skad sie biora dzieci (skad?
                                            Z wiktorianskiego domu?) a Fryc nie! (to ma byc naukowiec?).

                                            Po drugie, insynuacja uwiedzenia w magiczny sposób oczyszcza biednego Fryculka.
                                            Czyli znowu mamy nieszczesny wzór zlej, niebezpiecznej, seksualnej, pozerajacej
                                            mezów, rozpasanej niewiasty, która z wyrachowania uwiodla niewinnego mezczyzne,
                                            tak przeciez bezwolnego... (!) Skad znamy ten wzór? Jakiez to srodowisko lubi te
                                            mitologie?

                                            MM napisala to tak, zeby zawiazac fabule i wytlumaczyc, skad sie wzielo dziecko,
                                            a wyszedl nastepny koszmar.
                                            Wychodzi, ze rozpasana Pyza zgwalcila biednego Frycka, a on na to nic nie mógl
                                            poradzic, tylko splodzic dzieciatko.
                                            Cala wine ofiarna Rózia bierze na siebie, aby Fryca rozgrzeszyc.
                                            I jeszcze wychodzi, ze w zwiazku tak rozkosznym nagle sie im nie ukladalo, no to
                                            nasza Pyza równie nagle podjela inicjatywe rozmnozenia sie..
                                            A wystarczyloby przeciez, ze MM napisalaby, ze Pyza rzucila Fryca albo odwrotnie
                                            i szlus. I poszukali sobie lepszych partnerów.
                                            Albo jedno zdanie wypowiedziane przez Róze: "Ach, w tym obserwatorium tak
                                            pieknie nam bylo pod gwiazdami.. zabezpieczylismy sie oczywiscie, ale potem sie
                                            okazalo, ze jedna z naszych prezerwatyw pekla!".
                                            No ale czyz antykoncepcja czy pojecie wpadki moze zaistniec u MM? Nie, nawet
                                            niechciana ciaza tez musi byc chciana i wyrachowana...
                                            • anutek115 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 19:01

                                              >
                                              > Po pierwsze, insynuacja uwiedzenia niczym sukkub nijak sie ma do aseksualnej,
                                              > naiwnej Pyzuni, która jest generalnie rozlazla i która w zyciu nie wykazuje sie
                                              > specjalna inicjatywa (chyba ze chodzi o nianczenie i pomaganie mamusi). Nie
                                              > mówiac juz o tym, ze w takim razie Pyza wiedziala, skad sie biora dzieci
                                              (....)
                                              no t
                                              > o
                                              > nasza Pyza równie nagle podjela inicjatywe rozmnozenia sie...
                                              (...)
                                              Nie, nawet
                                              > niechciana ciaza tez musi byc chciana i wyrachowana...

                                              Nie, nie, moment, dziewczynki, chwila, popadłyśmy byłyśmy w nadinterpretację.
                                              Tak mnie to zafrapiło, że aż sprawdziłam, chociaż "Żaby" nie lubię i niechętnie
                                              do niej wracam, ale z tego, czego się dogrzebałam wynika raczej, że Pyzia
                                              uprawiając wyuzdany (niewątpliwie) i pozamałżeński seks chciała przywiązać
                                              Frycelka i uczynic ich związek silniejszym. Dziecka w planie nie miała (czyli
                                              wychodzi, że jednak nie wiedziała, skąd się biorą ;-)). Ciąża wyrachowana nie
                                              była, Pyzia jej nie brała pod uwagę (chociaż, jak się z "Żaby" dowiedziałam,
                                              była mądra i wielce utalentowana, a także obdarzona silnym charakterem), o czym
                                              myślała, Bóg raczy wiedzieć...
                                              Oczywiscie, fragmenty z "Żaby" mozna różnie interpretować, ale jednak Ida pyta
                                              bezpośrednio, czy Pyza zastawiała pułapkę, a ta reaguje oburzeniem i tym
                                              beznadziejnym "biologia sama zadziałała". Więc chyba aż taka manipulatorka z
                                              niej nie była. Messaliną to się tylko chciało być, a wyszło... hm, bardzo
                                              pobożnie ;-).

                                              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 19:06
                                                Ok, w takim razie nie manipulatorka, a nieodpowiedzialna idiotka;-)
                                                • uccello fragment 05.10.08, 19:27
                                                  chyba lepiej zamiast interpretować cudze interpretacje zapoznać się
                                                  z oryginałem:

                                                  "-To tam, wśród teleskopów i lunet, nędzny Fryderyk uwiódł cię bez
                                                  skrupułów i wykorzystał niecnie twoją dziewczęcą naiwność.
                                                  -Ależ skad ciociu- gniewnie odparła Róża.-To ja go uwiodłam. Ale
                                                  niewątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłąm,że
                                                  im ściślejszy związek, tym trudniej go zerwać czy zapomnieć za
                                                  oceanem. A on znów w swej naiwności sądził, że powinien mnie
                                                  opuścić, gdyż zastawiłam na niego pułakę biologiczną.
                                                  -A zastawiłaś? -zainteresowała się ciotka.
                                                  -Oczywiście że nie! biologia sama zadziałała."
                                                  • anutek115 Re: fragment 05.10.08, 19:34
                                                    No o tym własnie fragmencie pisałam. Dla mnie wynika z niego, że Pyza chciała
                                                    Frycka przywiązać do siebie "przesypiając się" z nim, ciąży pod uwagę raczej (?)
                                                    nie brała i zaliczyła wpadkę.

                                                    Coś źle zrozumiałam?

                                                    To, że Pyza jest głupia (badźmy brutalnie szczerzy) to już interpretacja Dakoty,
                                                    nadinterpretacją bym tego nie nazwała ;-)...
                                                  • uccello Re: fragment 05.10.08, 22:06
                                                    anutek115 napisała:

                                                    > No o tym własnie fragmencie pisałam.
                                                    > Coś źle zrozumiałam?

                                                    Dobrze zrozumiałaś,
                                                    nawiązywałam do stwierdzeń:

                                                    Pyza... w środku jest wyrachowana :)))
                                                    (u MM) niechciana ciąża musi być chciana i wyrachowana
                                                    Pyza chciała umocnić zwiazek dzieckiem
                                                    Rozpasana Pyza zgwałciła biednego Frycka


                                                  • dakota77 Re: fragment 05.10.08, 22:10
                                                    No to zle zapamietalysmy. Pyza nie chciala umocnic zwiazku dzieckiem, a seksem,
                                                    ale nie pomyslala, ze przy braku zabezpieczenia konsekwecja tegoz moze byc
                                                    dziecko. Czyli jednak mniej wyrachowania, ale bezbrzezna glupota pozostaje glupota.
                                                  • kochanica-francuza Re: fragment 05.10.08, 22:16
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > No to zle zapamietalysmy. Pyza nie chciala umocnic zwiazku dzieckiem, a seksem,
                                                    > ale nie pomyslala, ze przy braku zabezpieczenia konsekwecja tegoz moze byc
                                                    > dziecko.

                                                    Znaczy, nie wiedziała o cyklu miesięcznym? Nieuświadomiona???
                                                  • dakota77 Re: fragment 05.10.08, 22:21
                                                    A Borejkowny wygladaja ci na uswiadomione?
                                                  • lezbobimbo Re: fragment 05.10.08, 21:18
                                                    "biologia sama zadziałała."

                                                    To zdanie ukazuje zatem, ze <b>oboje</b> byli idiotami... i nie wiem, jak Wy,
                                                    ale promowanie takiej niefrasobliwosci i naiwnosci w ksiazkach dla 9-latek
                                                    naganne mi sie wydaje.

                                                    Sama zadzialala! Taak, zla wrózka biologia przyfrunela, skinela i oto Pyzunia
                                                    magicznie zaszla sama z siebie. Jakis seks nie mial z tym nic wspólnego, skadze
                                                    znowu.
                                                    Seks to mial byc wg. Pyzy scislejszy zwiazek, zeby Frycek jej nie rzucil
                                                    (poniewaz za oceanem na pewno nie ma takiego seksu jak w Polsce?).
                                                    Z antykoncepcji oboje naiwniaczkowie maja dwóje na szynach (z czego nadal nie
                                                    wierze w naiwnosc Frycka - jak sie tak bal biologicznej pulapki, to by sie jej
                                                    strzegl wszelakim sposobem).
                                                  • dakota77 Re: fragment 05.10.08, 21:21
                                                    Pewnie, ze naganne. Autorka tak sie broni przed wzmiankami o seksie w
                                                    Jezycjadzie, a kiedy juz cos rzuca, to pisze o najbardziej bezmyslnym przypadku.
                                                    I jeszcze nikt za to nie obrywa, skad, wszyscy sie ciesza z cudu nowego zycia, a
                                                    Pyze stad tylko na idiotyczne deklaracje o budce z kurczakami.
                                                  • limotini Re: fragment 06.10.08, 12:23
                                                    Dla mnie cała ta historia Róży i Frycka jest bezbrzeżnie smutna. Bynajmniej nie
                                                    dlatego, że pojawiło się dziecko.

                                                    Pamiętam, że jako młodziutka, nastoletnia dziewczyna strasznie się bałam tego co
                                                    mnie czeka w przyszłości, jak kiedyś będę miała chłopaka/narzeczonego/męża. Że
                                                    trzeba będzie się przed kimś całkiem rozebrać, że on może wyśmiać, że coś się mu
                                                    nie spodoba, że nie będę wiedziała co robić, jak się zachować. I w tej historii
                                                    Pyzy odbijają się wszystkie moje młodzieńcze lęki.

                                                    Ten ich związek, gdzie nie ma zaufania, nie ma pewności, czy są razem czy nie.
                                                    Gdzie intymność jest przypadkowa lub wyrachowana (zależy jak na to spojrzeć).
                                                    Gdzie nie rozmawia się o sprawach ważnych. I że ten cały proces budowania
                                                    fizycznej i psychicznej bliskości, który w normalnych okolicznościach w ich
                                                    wieku powinien trwać miesiące czy nawet lata, sprowadza się do pojedynczego
                                                    zdarzenia wśród teleskopów. Smutne i jeszcze raz smutne.
                                                  • filifionka-listopadowa Re: fragment 06.10.08, 21:28
                                                    Cała erotyka w Jeżycjadzie jest smutna... niestety. I to mnie bardziej boli niż
                                                    wpadki autorki. Nie potrafi ładnie i ciepło napisać o
                                                    nastolatkach-które-nie-są-ideałami-borejkowskimi oraz o seksie. To niezbyt
                                                    dobrze jak na autorkę książek dla młodych panienek.Współczesnych, nie
                                                    wiktoriańskich.
                                                  • limotini Re: fragment 06.10.08, 22:41
                                                    Nie zgodzę się, że cała.

                                                    Jest parę takich scen, gdzie widac właśnie to budujące się zaufanie,
                                                    np. scenę "koszulową" z BB. To taki pojedynczy przykład (wiem, że
                                                    jest tego więcej). Widac w nim emocje, widac napięcie
                                                    "międzypłciowe", ale też widac ciepło, znikający strach, widac
                                                    porozumienie.

                                                    I nie chodzi mi o pisanie Harlequinów, tylko o to, że potrafię
                                                    wyobrazic sobie Bebe jak drżącym głosem mówi do Dambo o tym że ona
                                                    jeszcze nie jest gotowa, albo że boi się ciąży, albo że ona chce ze
                                                    względu na swoje zasady poczekac do ślubu. I że on ją wtedy przytula
                                                    i rozmawiają o tym, co jest dla nich obojga trudne. I potrafię sobie
                                                    wyobrazic, że ta sytuacja, nawet gdyby była dla nich ogólnie ciężka,
                                                    to stanowiłaby jeden z elementów budujących silny związek.

                                                    A u Pyzy i Frycka tego nie ma. I dlatego tak mi ich strasznie żal.
                                                  • mama_kotula Re: fragment 06.10.08, 23:58
                                                    CytatI potrafię sobie wyobrazic, że ta sytuacja, nawet gdyby była dla nich
                                                    ogólnie ciężka, to stanowiłaby jeden z elementów budujących silny związek.
                                                    A u Pyzy i Frycka tego nie ma. I dlatego tak mi ich strasznie żal.


                                                    Nie wiem, ja cały czas odnoszę wrażenie, że Pyza i Frycek - zaręczeni, para...
                                                    jakby się praktycznie nie znali, jakby nic między nimi tak do końca nie
                                                    iskrzyło, taki ot, układ, coś na zasadzie dwóch reagentów chemicznych krążących
                                                    sobie w kolbce, czasem się stykających, ale nie reagują z powodu braku katalizatora.
                                                  • anutek115 Re: fragment 07.10.08, 09:27
                                                    Bo nie iskrzy właśnie. Jeszcze Frycek na początku pół biedy, przynajmniej się
                                                    inwencją wykazał, ale Pyza poszła za tym, kto najbardziej energicznie ją sobie
                                                    wziął, nie umiem tego inaczej ująć. Jakby któryś z Lelujków okazał zdecydowanie,
                                                    nie wiem, wlazł do klasy przed ich randką i wywlókł ja (raptus pullae znaczy
                                                    wykonał), wywiózł w jakieś romantyczne okolice i oświadczał się przy zachodzącym
                                                    słońcu, to Pyza poszłaby za nim. Ponieważ raptus pullae wykonał Frycuś, niech
                                                    bedzie Frycuś.
                                                    A Frycuś, jak już ją "zaklepał" przestał się sprężać, bo i po co? Wszak ją sobie
                                                    wziął, to i ma, o szafę na ubrania też się człowiek nie troszczy przesadnie, nie
                                                    mówi do niej, rodzinie nie przedstawia...
                                                    Ten ich seks pod gwiazdami i teleskopami też wydaje mi się spowodowany raczej
                                                    paniką Pyzy przez "wpędzeniem w lata", ta myśl, że seks utrwali ich związek jest
                                                    przecież kompletnie niedojrzała, nie ma tam żadnego porywu zmysłów, żadnej
                                                    namiętności, żadnego "tak się będzie spieszył... do ciebie", żadnego gryzienia
                                                    palców, żeby się na siebie nie rzucić, kalkulacja po prostu i "poświęcę się,
                                                    żeby on zobaczył, jak mi zależy i nie wyjeżdżał, bo kto wie, może nie zechce
                                                    wrócić...".
                                                    Limotini ma rację, bardzo smutne.
                                                  • onion68 Re: fragment 07.10.08, 19:02
                                                    > Pyza poszła za tym, kto najbardziej energicznie ją sobie
                                                    > wziął, nie umiem tego inaczej ująć

                                                    O rany, nagle mam skojarzenie z Jagną z "Chłopów"!
                                                    Zaczyna wyglądać obiecująco ;-)
                                                  • filifionka-listopadowa Re: fragment ad limotini 06.10.08, 22:41 07.10.08, 22:02
                                                    Bez bicia przyznaje się do błędu. Masz racje! BeBe i Dambo, umiem sobie
                                                    wyobrazić Julkę ośmielającą Tolka czy hasającą Idę. Zamiast "cała" powinnam
                                                    napisać "po Pulpecji".
                                                    Przepraszam rzucił mi się nastrój ostatnich książek MM.
                                                  • senseeko Re: fragment 07.10.08, 13:27
                                                    limotini napisała:

                                                    > Dla mnie cała ta historia Róży i Frycka jest bezbrzeżnie smutna. Bynajmniej nie
                                                    > dlatego, że pojawiło się dziecko.
                                                    >
                                                    /.../
                                                    > Ten ich związek, gdzie nie ma zaufania, nie ma pewności, czy są razem czy nie.
                                                    > Gdzie intymność jest przypadkowa lub wyrachowana (zależy jak na to spojrzeć).
                                                    > Gdzie nie rozmawia się o sprawach ważnych. I że ten cały proces budowania
                                                    > fizycznej i psychicznej bliskości, który w normalnych okolicznościach w ich
                                                    > wieku powinien trwać miesiące czy nawet lata, sprowadza się do pojedynczego
                                                    > zdarzenia wśród teleskopów. Smutne i jeszcze raz smutne.

                                                    Limotini, doskonale to podsumowałaś. Też czułam coś takiego, ale nie umiałam
                                                    tego nazwać.
                                                    Z drugiej strony - tu ukłon w stronę MM - Pyza wychowująca się bez ojca i bez
                                                    normalnych mękich wzorców, w takich a nie innych relacjach z matką, gdzie de
                                                    facto nie ma szczerości, gdzie od jednyuch spraw się ucieka a inne zamiata pod
                                                    dywan - nie mogła być inna. A wiec portret psychologiczny jak najbardziej spójny
                                                    - Frycelek z zimnego domu z depresyjną i nie do konca zrównowazoną emocjonalnie
                                                    matką oraz despotycznym ojcem i Pyza z domu "ucieczkowego" gdzie wszyscy siedzą
                                                    sobie na głowie i nieustannie przed sobą udają a nie potrafią zdobyć się nawet
                                                    nie na asertywnośc, ale choćby na delikatną szczerość.
                                                    To się MUSIAŁO tak skończyć.
                                                  • senseeko Re: fragment 07.10.08, 13:19
                                                    Co oznacza wyrażenie Pyzy:

                                                    Cytat A on znów w swej naiwności sądził, że powinien mnie
                                                    > opuścić, gdyż zastawiłam na niego pułakę biologiczną.

                                                    Na czym zdaniem Pyzy polega tu akurat naiwnosc Frycelka?

                                                    Moim zdaniem on się pozbył złudzeń o ile jakiekolwiek miał. Gdzie tu naiwność?
                                              • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 13:12
                                                anutek115 napisała:


                                                > Oczywiscie, fragmenty z "Żaby" mozna różnie interpretować, ale jednak Ida pyta
                                                > bezpośrednio, czy Pyza zastawiała pułapkę, a ta reaguje oburzeniem i tym
                                                > beznadziejnym "biologia sama zadziałała". Więc chyba aż taka manipulatorka z
                                                > niej nie była.

                                                A Ty bys się przyznała do wyrachowania? Nawet przed samą sobą? Zwłaszcza gdyby od dziecka Ci kładziono w głowę, że wyrachowanie nie tylko jest "be" ono jest "bardzo, bardzo be!"
                                                Więc Pyzunia nawet przed sobą udaje, że ona taka spontaniczna była a nie wyrachowana. Ale przecież sama mówi "chciała go bardziej przywiazać" a cóż to jest jak nie wyrachowanie?
                                                Czym to się różni od XIX wiecznoego zostawiania młodych sam na sam a potem nagłego wtargnięcia i... reputacja panny zepsuta a kawaler moze albo się ożenić albo pojedynkować.
                                        • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 12:03
                                          > - nie wierze, ze ktokolwiek u Borejków jest seksualny oprócz
                                          Idusi.
                                          Jak to a Laura? :) Wolfi i Wiktor, panie tego :) Chyba, że traktować
                                          ją, że nie jest z Borejków, tylko z Pyziaków :P
                                          • anhes Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 15:50
                                            No właśnie Laura...Scena w której wolfi z bodziem wypychają wersalkę do
                                            przedpokoju żeby zapewnić księżniczce intymnosc jest dla mnie też na wskroś
                                            nieprawdziwa. Bo niby poznajemy Laurę dążącą do namiętnych pocałunków a potem
                                            taka wręcz rażąco umoralniająca scena. Zupełnie niepasująca... Mogła sobie MM
                                            albo darować opis rozwiązań "noclegowych" albo położyć ich razem. Nie twierdzę
                                            że miałoby dojść, na kartkach książki do zbliżenia, ale kurcze, nie wierzę że
                                            zakochani w sobie młodzi ludzie tak silnie broniliby sie przed bliskośćią, przed
                                            wtuleniem się w siebie ( bez input/output)
                                        • weronika753 Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 13:00
                                          > A gdy Grzes pragnie Gabe raz uwiesc romantycznie, od swieta, to ta >mysli o
                                          zupce kalarepkowej dla dziecka!

                                          W dodatku dla lepszego zabezpieczenia się (przed swoim własnym niemoralnym
                                          zachowaniem!) biorą ze sobą Bernarda jako przyzwoitkę, bo wiadomo, że ten gbur
                                          nie odpuści im ani chwili przerwy od swojej osoby. I który urządza im tak
                                          romantyczny wieczór, że hej!

                                          :[

                        • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 23:30
                          idomeneo napisała:

                          > że nie wspomnę o Pulpie, która pod względem erotycznym budzi we
                          > mnie jakieś takie rubaszno-ludowe i raczej nieskrępowane
                          > skojarzenia.

                          wymachiwanie nad glowa kowbojskim kapeluszem i wrzask "yieeeeee-haw!!!"? :)))
                          • idomeneo Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 09:30
                            Cytatready4freddy napisał:

                            wymachiwanie nad glowa kowbojskim kapeluszem i wrzask "yieeeeee-haw!!!"?
                            :)))


                            nie nie, raczej takie swojskie gonienie się wkoło pieca z radosnym "oj da dana!
                            hoc, hoc!"

                            Pulpa z Florianem chyba najweselej mi się chyba kojarzą pod tym względem. Z
                            kolei jakiejś bardziej wyszukanej ars amandi spodziewałabym się po Idzie czy
                            Anieli, ale jak pomyślę o Bernardzie, to nachodzą mnie poważne wątpliwości.
                            • senseeko Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 19:52
                              idomeneo napisała:
                              > nie nie, raczej takie swojskie gonienie się wkoło pieca z radosnym "oj da dana!
                              > hoc, hoc!"
                              >
                              > Pulpa z Florianem chyba najweselej mi się chyba kojarzą pod tym względem. Z
                              > kolei jakiejś bardziej wyszukanej ars amandi spodziewałabym się po Idzie czy
                              > Anieli, ale jak pomyślę o Bernardzie, to nachodzą mnie poważne wątpliwości.

                              Oplułam monitor! :D)))))))))))))))))))))))

                              Siła wyobraźni jest potworna
                              • kasiulek1976 Re: Nie wierzę.. 08.11.08, 14:30
                                ja też!!!!!!!! suchą krakowską do tego, właśnie spożywaną:)
                                • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 25.04.12, 10:05
                                  > ja też!!!!!!!! suchą krakowską do tego, właśnie spożywaną:)

                                  Sucha krakowska zlała mi się w jedno z bernardowym ars amandi :D

                                  Komentuję po tak długim czasie, bo ten wątek jest za cudny, by pozwolić mu spaść w mroki archiwizacji :)
                            • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 20:23
                              Gdyby Bernard zaczął skakać, wszystko zaczęło by się trząść ;) :P
                            • ratonlaveur220 Re: Nie wierzę.. 27.12.14, 14:27
                              A ja mam powazne watpliwosci, czy Aniela poprzestawalaby na samym Bernardzie. Ale z takim misiem domowym, zajmujacym sie dziecmi oraz praktycznymi stronami zycia codziennego, a w dodatku wpatrzonym w nia bezkrytycznie i slepo wielbiacym, to jej jest przeciez bardzo wygodnie, wiec dlaczego nie mialaby z nim byc? W odwrotnym ukladzie (tzn. ze ona kogos wielbi i mu roze pod stopy sciele i zajmuje sie wszystkim) jej nie widze, wiecej, nawet w normalnym partnerskim podziale obowiazkow jej nie widze.
                      • papieska_kremowka Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 14:59
                        No Gaby to może i nie słychać, ale Idę słychać na mur. Ciekawe, co wtedy czuje nieszczęsna Mila.
                        • mmaupa Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 15:26
                          Czuje sie szczesliwa, ze corka jest tak blisko! Ach, jak rodzinnie! I moze tej
                          rodziny jeszcze przybedzie?


                          Swoja droga ja nie wierze w to, ze Ida, corka filologa, wyczulona na slowo,
                          zaklada spoldzielnie o banalnej nazwie "Mediluks". Chyba ze nie doczytalam i
                          Idusia nie byla wspolzalozycielka, lecz jedynie pracownica.
                      • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 18:59
                        anutek115> W kwestii tematu zatem - ja tam nie wierzę, że z Gaby, obcałowujacej się z
                        > Pyziakiem w każdym kącie i za każdym namiotem w Czaplinku wyrósłby tak
                        > aseksualny twór.

                        Z Grzesiem też się obcałowywała w różnych zakamarkach tudzież na ulicy, nie pamiętacie?
                  • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 16:20
                    No i właśnie - akustyka! Seks, pardon maj frencz, słychać. Często
                    nawet bardzo słychać i za diabła nie jestem w stanie
                    wyobrazić Idy przeżywającej uniesienia w całkowitym milczeniu. Ju
                    noł, ta scena z Amelii, gdzie ileś tam par naraz ma orgazmy, o
                    ta - pl.youtube.com/watch?v=Mnaw7DI1A1g ;)

                    Hehe, byłam raz u kolegi w innym akademiku. rozmawialiśmy sobie
                    spokojnie, kiedy nagle zza ściany dobiegły odgłosy kobiecych
                    pokrzykiwań nie będących bynajmniej oznaką przerażenia. ;))))
                    • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 01.10.08, 11:08
                      > Hehe, byłam raz u kolegi w innym akademiku. rozmawialiśmy sobie
                      > spokojnie, kiedy nagle zza ściany dobiegły odgłosy kobiecych
                      > pokrzykiwań nie będących bynajmniej oznaką przerażenia. ;))))

                      W akademiku to norma, ja coś takiegomiałam u siebie w bloku, piętro
                      niżej. Łącznie z hipopotamimi wręcz rykami i trzaskiem rozlatującego
                      się łóżka :)
                      Mnie to nie przeszkadzało, najwyżej pochichotalam sobie pod nosem,
                      ale dla kogoś bardziej powiedzmy delikatnego,wstydliwego mogłoby to
                      być poważnie krępujące.
                      • ding_yun Re: Nie wierzę.. 01.10.08, 16:10
                        Hehe ja mieszkam w akademiku, ściany cienkie, odgłosy się niosą
                        wybornie. Nieśmiali ludzie to tu raczej nie mieszkają bo padliby na
                        zawał. Ostatnio senior member na moim korytarzu żalił się, że
                        on "wszytstko rozumie, że może być przyjemnie i tak dalej, ale aż
                        tak głośno? Do these girls want to become porn stars or
                        something?" :P
                        • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 23:53
                          ding_yun napisała:

                          > Hehe ja mieszkam w akademiku, ściany cienkie, odgłosy się niosą
                          > wybornie. Nieśmiali ludzie to tu raczej nie mieszkają bo padliby na
                          > zawał. Ostatnio senior member na moim korytarzu żalił się, że
                          > on "wszytstko rozumie, że może być przyjemnie i tak dalej, ale aż
                          > tak głośno? Do these girls want to become porn stars or
                          > something?" :P

                          przepraszam z gory za skojarzenia, ale w tym kontekscie nie moge nie zapytac,
                          what the fizzuck is a "senior <b>member</b>"? :)))
                      • tt-tka Re: Nie wierzę.. 18.04.14, 18:19
                        "ktos zza sciany wrzeszczal - cicho tam !!!! - ktos inny, widac bardziej artystycznie nastrojony, bil brawo " - to z "Wiedzmina", a tez, jak ktosia wyzej, wpisalam sie, zeby watek nie zapadl w archiwum :-)))
                  • limotini Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 14:59
                    No dobra, hałas hałasem. Jeszcze potrafię sobie wyobrazić, że mają jakieś obicia
                    akustyczne i żadnych szczelin między drzwiami a podłogą (to w ogóle możliwe)?

                    Ale, uświadomcie mnie, to nie trzeba się jakoś zamknąć? I jak uniknąć pukania do
                    drzwi i delikatnego pytania teściowej "Grzesiu, śpicie? Kupiłeś koperek do zupy
                    na jutro?".

                    Jak to jest? Poważenie się pytam, jak ten problem jest rozwiązywany w takich
                    rozgałęzionych rodzinach?

                    • dakota77 Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 15:10
                      Sama sie zastanawiam, jak takie zycie wyglada. Na szczescie sama nie mam takich
                      doswiadczen, ale chetnie sie dowiem, jak ludzie sobie z tym radza:-)
                    • anutek115 Re: Nie wierzę.. 03.10.08, 08:31
                      Pamietacie, jak w "Kwiecie kalafiora" Ida opukiwała ścianę i wykluczała, że
                      dałoby się usłyszeć spoza niej nić poza wybuchem granatu? Może to wyjaśnia
                      sprawę... kto z nas mieszka w kamienicy, niech się odezwie, jak to jest z akustyką?
                      Co do pukajacej teściowej, to w którym wątku był ten wpis Verdany, po którym pół
                      forum opluwało ekran ze śmiechu? Jak je znajdę, to link wkleję....
                      • anutek115 Re: Nie wierzę.. 03.10.08, 09:58
                        Znalazłam:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=82739548&a=84114827
                        Jak to się podobnie odbywało u Borejków, to wyjaśnia, czemu Gaba została
                        aseksualną Matką Polką - po prostu musiała, biedactwo ;-).
                      • amelia007 Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 21:23
                        Uprzejmie donosze, ze mieszkam w kamienicy, sasiadow na gorze
                        slychac jedynie wtedy, kiedy BARDZO sie wydzieraja; sciany w
                        kamienicy mamy bardzo przyzwoite, ceglane z uszczelnieniem. Mozna
                        sie rozmnazac do upojenia i nic nie slychac. A skoro juz mowimy o
                        TYCH sprawach, to wydaje mi sie, ze Gaba z Pyziakiem musiala
                        przezywac jakies kradzione chwile namietnosci (ktorych przedslubnym
                        owocem byla Pyza, jak to, swoja droga, przyklad idzie z gory). Moze
                        po takim przezyciu postanowila zyc w powsciagliwosci do konca zycia,
                        tak w ramach ekspiacji. I potem juz tylko to wspolne czytanie.
                        Pozdrawiam :)
                  • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 23:26
                    :))) przypomnialas mi, ze wciaz jeszcze nie widzialem Amelii (co za wstyd..)

                    za to skojarzyla mi sie inna scena, o ta: pl.youtube.com/watch?v=2fB9uLRsqiA

                    ;)
                    • slotna Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 18:12
                      Ready4freddy - ZABIJE CIE.
                      Przez te twoje wzmianki juz od dluzszego czasu "Delicatessen" mi natretnie skrzeczalo "zdobadz mnie, obejrzyj!!!". Kiedys mialam, ogladalam co chwila, zostalo mi ogolne wrazenie i mnostwo niepowiazanych ze soba scen (glownie Aurora). Teraz nie mam skad wziac wiec staralam sie ze wszelkich sil wybic to sobie z glowy do czasu gdy pojade do Polski. Ale dales tego linka, bez opisu, a ja glupia kliknelam i co robie? Ogladam wlasnie caly cholerny film na youtube!!!

                      --
                      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                      • senseeko Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 19:54
                        slotna napisała:

                        > Ready4freddy - ZABIJE CIE.
                        > Przez te twoje wzmianki juz od dluzszego czasu "Delicatessen" mi natretnie skrz
                        > eczalo "zdobadz mnie, obejrzyj!!!". Kiedys mialam, ogladalam co chwila, zostalo
                        > mi ogolne wrazenie i mnostwo niepowiazanych ze soba scen (glownie Aurora). Ter
                        > az nie mam skad wziac wiec staralam sie ze wszelkich sil wybic to sobie z glowy
                        > do czasu gdy pojade do Polski. Ale dales tego linka, bez opisu, a ja glupia kl
                        > iknelam i co robie? Ogladam wlasnie caly cholerny film na youtube!!!

                        A masz linka do CAŁEGO filmu?
                        >
                        > --
                        > Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzec
                        > zy, niż same rzeczy.
                        • slotna Re: Nie wierzę.. 09.10.08, 20:43
                          Jest kilka, ten jest z napisami (z fhancuskim u mnie nie bahdzo).

                          www.youtube.com/watch?v=5zRBxuuvVmw&feature=related
                          Dziewiec czesci w sumie.
                          Jejku, ale sie ciesze, ze to obejrzalam :) Szczerze mowiac, to pierwszy raz, kiedy zobaczylam ten film bez srodkow odurzajacych pewnego rodzaju, ze to tak ladnie ujme (kiedys mialam faze na ogladanie tego typu filmow wylacznie po tych srodkach :D), i nic sie nie zmienilo.
                          Z takich klimatow dziwnawych polecam jeszcze na szybko:
                          "Spider"
                          "Slon"
                          i lzejszy gatunkowo "I love Huckabees"

                          --
                          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
              • a_weasley Są rzeczy na niebie i ziemi... 21.12.09, 21:50
                ...o których nie śniło się klasykom marksizmu.

                Powyższego nie uwzględniwszy, Papieska_Kremowka napisała:

                Teza:

                > nie wierzę, że wszyscy Borejkowie
                > mieszkając razem nie zwariowali
                > i nie poodgryzali sobie wzajemnie
                > głów oraz kończyn.

                Uzasadnienie:

                > ja jakichś zabójczych wymagań
                > względem kąta mieszkalnego nie mam,
                > ale dla mnie to jakaś makabreska.

                Modelowy przykład tego, o czym pisałem w notce "Co jednemu złotem...": <ja bym
                tak nie mogła> => <nie wierzę, że tak można>.
                Ludzie! Miliony Polaków tak żyły. Wiele żyje do dziś. I nie wszyscy się mordują.
                Sam znałem taki kołchoz, starsza pani, córka z mężem i trojgiem dzieci, druga
                córka niezamężna, funkcjonujący znakomicie.
                Znałem też drugi podobny, starsza pani, rozwiedziona córka ze swoją córką, syn z
                żoną i dwojgiem dzieci, w PRL-owskim pół bliźniaka, funkcjonujący tragicznie i
                doprawdy dziwię się, że się tam obyło bez krwi rozlania. Wszystko zależy od ludzi.
                • isia_54 Re: Są rzeczy na niebie i ziemi... 28.12.14, 11:53
                  Ludzie! Miliony Polaków tak żyły. Wiele żyje do dziś. I nie wszyscy się mordują.
                  Sam znałem taki kołchoz, starsza pani, córka z mężem i trojgiem dzieci, druga
                  córka niezamężna, funkcjonujący znakomicie.
                  a_weasley napisał: Znałem też drugi podobny, starsza pani, rozwiedziona córka ze swoją córką, syn z
                  żoną i dwojgiem dzieci, w PRL-owskim pół bliźniaka, funkcjonujący tragicznie i
                  doprawdy dziwię się, że się tam obyło bez krwi rozlania. Wszystko zależy od ludzi.

                  Absolutna prawda: w latach 70 w ramach pracy biegalam z ankietami po rodzinach wielodzietnych (wtedy 4+) i wielodzietnych inteligenckich; wiekszość tych rodzin nie mieszkała bynajmniej w kamienicach z dźwiekoszczelnymi scianami, a zdarzały się często rodziny, ktore gnieździły sie z tymi wszystkimi dziećmi w jednym pokoju a różnice wieku między dziećmi były spore więc starsze na pewno wiedziały czym sie rodzice zajmują, i jakoś nikt nikogo nie zabijał; pomyślcie też o Japonii - mieszkania ze scianami z papieru :)
    • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 30.09.08, 20:58
      że z miłości do Ignasia Mila je ryby trzy razy dziennie i jeszcze się
      uśmiecha!!! (a przy tym mieszka w przemoczonym namiocie i JEDYNĄ osobą, którą to
      wkurza, jest Ida)
      • sowca Re: Nie wierzę.. 01.10.08, 21:43
        Ja nie wierzę, że Mila poważnie myślała, że gdyby Ignac nie został
        internowany, to nie dopuściłby do związku Gabrieli i Pyziaka.
        Wasze rozmowy o odgłosach seksu na Roosevelta 5 WYMIATAJĄ :D
        jesteście świetne :D
        • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 01.10.08, 23:14
          jak Bella idzie do pracy w drukarni - NIE WIERZĘ, że są ludzie, którzy bez
          stresu i miło pracują w drukarni (osiem godzin potwornego huku, praca mało
          ambitna), dlatego, że "produkt szlachetny - książka"!!!
          • agnieszka_azj Re: Nie wierzę.. 01.10.08, 23:28
            kochanica-francuza napisała:

            > jak Bella idzie do pracy w drukarni - NIE WIERZĘ, że są ludzie,
            którzy bez
            > stresu i miło pracują w drukarni (osiem godzin potwornego huku,
            praca mało
            > ambitna), dlatego, że "produkt szlachetny - książka"!!!

            Miałam taką ukochaną książkę Miry Jaworczakowej "Przyjaciel na
            zawsze" (z ilustracjami Uniechowskiego) - to historia książki w
            Polsce w opowiadaniach ;-)
            Tej lekturze zawdzięczam wbite w świadomość przekonanie, ze
            drukarstwo jest SZTUKĄ oraz dziecięce marzenia, zeby moja praca
            miała coś wspólnego z powstawaniem książek. Mogła to być drukarnia.
            Kto wie - gdybym nie dała rady iśc do ogólniaka, to pewnie szkoła
            poligraficzna by mi się spodobała jako kierunek w zyciu. Bozia
            strzegła :-)
            • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 01.10.08, 23:31

              > Miałam taką ukochaną książkę Miry Jaworczakowej "Przyjaciel na
              > zawsze" (z ilustracjami Uniechowskiego) - to historia książki w
              > Polsce w opowiadaniach ;-)

              No dobra, ale hałas hałasem.
              • kanga_roo Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 12:38
                nie wierzę w całkowitą nieobecność w życiu rodziny B kogoś takiego
                jak Gizela. wiem, oczywiście, że postać Gizeli powstała dopiero na
                etapie Kalamburki, rozumiem, że mogła ona (Gizela, znaczy) nie
                chcieć ingerować w życie Mili, ale dla mnie po Kalamburce Mila jest,
                niestety, potworem.
                podobnie nie wierzę w to, że Geniusia była u swojej babci RAZ w
                ciągu całego dzieciństwa. i że babcia typu babci Jedwabińskiej
                pozwoliła na takie totalne odcięcie, nawet pomimo niechęci Ewy.
                • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 14:22

                  > chcieć ingerować w życie Mili, ale dla mnie po Kalamburce Mila jest,
                  > niestety, potworem.

                  Bo co? Nie czytałam tego dzieła.
                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 14:46
                    Bo w Kalamburce poznajemy kobiete, ktora wychowala Mile jak matka. Akcja toczy
                    sie od lat 90-tych do 30-tych, cofa sie jak widac. To mial byc kiedys tom
                    zamykajacy serie, wiec MM wprowadzila nowa postac. Tylko teraz, skoro seria
                    idzie dalej, zrobil sie balagan. Boc zemu ta de facto matka Mili, tesciowa
                    Ignaca i babcia ich dzieci nie ejst obecna w ich zyciu? Nie ma o niej slowa, nie
                    widuja sie?
                    Wiadomo, ze jest tak dlatego, ze Gizela nie istniala do Kalamburki, ale wyszlo
                    bez sensu.
                    • anhes Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 15:05
                      bo to myślę jest totalna wpadka ( kolejna zresztą) że nie pojawia się Gizela w
                      KK gdy Mila trafia do szpitala i dzieci zostają samopas ;-/

                      Mogła chociaż autorka w Kalamburce jakoś do tego faktu nadmienić, nie wiem,
                      wysłać ją do sanatorium czy coś ???
                    • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 15:52
                      kiedys tom
                      > zamykajacy serie, wiec MM wprowadzila nowa postac.

                      Tak właśnie, proszę państwa, wygląda wprowadzanie na siłę nowych postaci,
                      należących - fabularnie rzecz biorąc - do przeszłości bohaterów. Hehe.
                      • verdana Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 22:04
                        Można wprowadzać, tylko trzeba w czas uśmiercać.
                        • kochanica-francuza Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 22:41
                          popieram mopsia! a gdzie kot???
                        • veranillo Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 12:04
                          och, ja też dopiero teraz zauważyłam mopsa! przekochany!
                    • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 14:26
                      dakota77 napisała:

                      > Bo w Kalamburce poznajemy kobiete, ktora wychowala Mile jak matka. Akcja toczy
                      > sie od lat 90-tych do 30-tych, cofa sie jak widac. To mial byc kiedys tom
                      > zamykajacy serie, wiec MM wprowadzila nowa postac. Tylko teraz, skoro seria
                      > idzie dalej, zrobil sie balagan. Boc zemu ta de facto matka Mili, tesciowa
                      > Ignaca i babcia ich dzieci nie jest obecna w ich zyciu? Nie ma o niej
                      slowa, nie
                      > widuja sie?

                      Przecież Gizela nie żyje (gdzieś od II połowy lat 80-tych bodajże)

                      Wiec wszystkie książki PO Kalamburce dzieją się też PO śmierci Gizeli.
                      • mmoni Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 14:35
                        senseeko napisała:
                        > Przecież Gizela nie żyje (gdzieś od II połowy lat 80-tych bodajże)
                        >
                        > Wiec wszystkie książki PO Kalamburce dzieją się też PO śmierci Gizeli.

                        Chyba 90tych? Czy na początku Gizela nie uczestniczy w mszy papieskiej w
                        Poznaniu w 1997?
                        • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 15:11
                          O to,to-właśnie chciałam napisać że to późńiej było
                          • uccello PRZED i PO 07.10.08, 15:26
                            Pierwsze tomy Borejkowo-Jeżycjadowe zaczynają sie w 77roku, a Gizela
                            umiera w 98 - tym myślę pisała Dakota, nie chodzi o czas wydawniczy,
                            ale powieściowy.
                            • senseeko Re: PRZED i PO 07.10.08, 15:54
                              uccello napisała:

                              > Pierwsze tomy Borejkowo-Jeżycjadowe zaczynają sie w 77roku, a Gizela
                              > umiera w 98 - tym myślę pisała Dakota, nie chodzi o czas wydawniczy,
                              > ale powieściowy.

                              Ale ja list Dakoty odebrałam jako żal, że Mila nie kontaktuje się z Gizelą
                              powiedzmy w CP czy JT, bo Dakota sama napisała, że niemożliwe jest by była
                              wcześniej, bo powstała dopiero w Kalamburce, więc pretensje do MM mozemy mieć o
                              te późniejsze części
                              Ale być może Dakota po prostu niefortunnie sformułowała myśl.
                              • dakota77 Re: PRZED i PO 07.10.08, 16:04
                                Alez oczywiscie ze chodzilo mi o brak wzmianek o Gizeli w czesciach
                                pokalamburkowych. Wiadomo, ze nie mogla sie z nia kontaktowac/myslec o niej w
                                tomach sprzed Kalamburki. Ale skoro autorka wymyslila tak bliska Borejkom osobe,
                                uwazam,z e naturalne byloby, gdyby Mila i jej corki o badz co badz swojej matce
                                i babci rozmawialy. Normalny czlowiek wspomina od czasu swoich bliskich
                                zmarlych. Wiecie, wystarczyloby jedno zdanie np. Mila wychodzac z domu
                                okrecalaby sie szalem otrzymanym od Gizeli i moglaby westchnac, ze jej bardzo
                                jej brakuje, lub powiedziec cos takieegodo corek. Jakas malenka wzmianka.
                                • senseeko Re: PRZED i PO 07.10.08, 16:08
                                  A tak, tu sie zgadzam. Wprawdzie mam wrażenie że jedna czy dwie takie wzmianki
                                  były, ale przydaloby się więcej.
                                • sowca Re: PRZED i PO 09.10.08, 22:39
                                  Nie wierzę, żeby Mila powiedziała do kogokolwiek, że jej kogoś
                                  brakuje. No chyba, że w stanie kompletnego upadku ducha, tak jak
                                  płakała na pogrzebie Gizeli.
                          • anutek115 Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 15:27
                            Gizela się jeszcze prawnuczek doczekała, pisze do mamy Borejko w liscie, że ta
                            zrobiła dobrze, nie wpuszczając do gaby podpitego Pyziaka. Gaba miała 15 lat,
                            gdy się z przyszywaną babcia na mieszkania Borejkowie mieniali, co znaczy, że
                            powinna ją dobrze znać i pamiętać. A nie zna. Okropna wtopa - gdyby nie
                            wiedzieć, że Gizela jest dolepiana później i na siłę.
                        • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 15:52
                          mmoni napisała:

                          > senseeko napisała:
                          > > Przecież Gizela nie żyje (gdzieś od II połowy lat 80-tych bodajże)
                          > >
                          > > Wiec wszystkie książki PO Kalamburce dzieją się też PO śmierci Gizeli.
                          >
                          > Chyba 90tych? Czy na początku Gizela nie uczestniczy w mszy papieskiej w
                          > Poznaniu w 1997?

                          Napisałam "bodajże". Chodziło mi o to, że w częsciach "pokalamburkowych" Gizeli już być nie może, bo nie żyje więc Mila która nie utrzymuje z nią kontaktów nie moze być aż takim potworem (cóż, nie każdy jest medium)
                          Zresztą w którejś części jest jedna czy dwie wzmianki, że Mila poszła na cmentarz do Gizeli czy jakoś podobnie. Marginalna wzmianka, ale była. (No chyba, że to moje wishful thinking?)
                      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 15:32
                        No to by mogli jednym zdaniem choc ja wspomniec, na grob pojsc. I juz nie
                        mialabym sie czego czepiac.
                        • senseeko na grobie Gizeli 07.10.08, 15:55
                          dakota77 napisała:

                          > No to by mogli jednym zdaniem choc ja wspomniec, na grob pojsc. I juz nie
                          > mialabym sie czego czepiac.

                          Jak pisałam wyżej - mam wrażenie, że gdzies było wspomniane. Mimochodem i jakos tak słabiutko, ale było. Nie znajdę, bo nie mam tych części, moze ktoś pamieta?
                          • ananke666 Re: na grobie Gizeli 07.10.08, 16:10
                            W Żabie jest wspomniana wizyta na grobach, Józinek dyktuje Laurze. Czyje groby - nie wiadomo, ale raczej nie Gizeli chyba, zmarła w listopadzie, więc żadnych aluzji rocznicowych.
                            • uccello Re: na grobie Gizeli 07.10.08, 16:17
                              Mila namawia Różę, zeby córeczka miała na imię Gizela- też jest to
                              dowód bliskości i pamięci.
                              • veranillo Re: na grobie Gizeli 07.10.08, 23:05
                                I była też jeszcze taka wzmianka, kiedy Józinek widzi, jak Mila gładzi kuchenny
                                stół i jest wspomniane, że ów mebel to pamiątka po Gizeli właśnie. Nie
                                pamiętam, w której to części było, ale akurat skojarzyłam. Niestety, to chyba
                                wszystkie wzmianki o tej postaci w dalszych częściach Jeżycjady.
                              • iwoniaw Przecież grób Gizeli jest poza Poznaniem 20.11.08, 13:16
                                - jest mowa o tym, jak Mila z Ignacem wyjeżdżają na pogrzeb, na początku Kalamburki.


                                > Mila namawia Różę, zeby córeczka miała na imię Gizela- też jest to
                                > dowód bliskości i pamięci.

                                Tak, wyjątkowo z sensem, nie ma co - przecież nie tylko Róża, ale nawet jej
                                matka i ciotki ledwo wiedziały o istnieniu Gizeli (co napisano wprost już w
                                samej "Kalamburce", więc nie jest to tylko kwestia późniejszego "dosztukowania"
                                postaci G.)
                                • uccello tradycja 29.11.08, 22:15
                                  iwoniaw napisała:

                                  >> Mila namawia Różę, zeby córeczka miała na imię Gizela- też jest to
                                  > > dowód bliskości i pamięci.
                                  >
                                  > Tak, wyjątkowo z sensem, nie ma co - przecież nie tylko Róża, ale
                                  nawet jej matka i ciotki ledwo wiedziały o istnieniu Gizeli

                                  Hmmm, jest to dowód pamięci ze strony ___Mili____. Róża chce nadać
                                  dziecku imię na cześć babci, a ta prosi, żeby dziecko miało na
                                  drugie Gizela. Jest coś NONSENSOWNEGO w noszeniu imienia po
                                  prababci, czy pradziadku, choćby się ich wogóle nie znało?

                                  • kaliope3 Re: tradycja 29.11.08, 22:34
                                    Ja tak właśnie zrobiłam-dałam mojej córce na drugie imię po jednej z moich
                                    prababek,której nie miałam nawet szans na oczy zobaczyć.Ale imię mi się bardzo
                                    podobało a i prababka zdaje się ciekawą osobą była.
                                    • mamalilki Re: tradycja 29.11.08, 23:04
                                      Ja tez mam imie po prababci, ktorej nie znalam i nie widze problemu. No ale moja
                                      nazywala się Anna, nie Gizela, moze dlatego go nie widzę :-)

                                      Ja tez nie wierze ze Pulpa taka pracowita. Jak pisalam w watku spoilerowym
                                      zabraklo mi przyjaznej przepychanki, kto pojdzie zrobic herbatke. Pulpa powinna
                                      po obiedzie lezec na lezaczku i zazywac kapieli slonecznej skoro juz nakarmila
                                      tyle gąb na raz. Ja bym tak zrobila, a zawsze uwazalam ze jestem do Pulpy podobna.
                                      • ananke666 Re: tradycja 02.12.08, 10:19
                                        Drugie mam po babci, w życiu jej na oczy nie widziałam, umarła jeszcze przed ślubem rodziców. Moja córka ma imię po dziadku Lubego. Pierwsze, bo drugie po mojej przyjaciółce... niczego dziwnego w tym nie widzę...
                                        • kaliope3 Re: tradycja 02.12.08, 10:25
                                          Ananke:) ale to imię po dziadku to córka ma w wersji żeńskiej?
                                          • ananke666 Re: tradycja 02.12.08, 10:54
                                            kaliope3 napisała:

                                            > Ananke:) ale to imię po dziadku to córka ma w wersji żeńskiej?


                                            Przecież nie nazwałabym córki np. Tadeusz! :D Aleksander mu było, forma żeńska tworzy się bezproblemowo, a i zdrabnia ładnie.
                                        • jota-40 Re: tradycja 02.12.08, 10:30
                                          U mnie to samo - córa na przykład nosi dźwięczne imię Zosia po swojej
                                          pra-prababce i po prababci. Są przecież rodziny, w których syn ma zawsze na imię
                                          Jan czy jakoś tam inaczej, ewentualnie każdy chłopiec ma na drugie Maria... I
                                          ciągnie się to pokoleniami.
                                      • turzyca Re: tradycja 10.10.09, 02:17
                                        mamalilki napisała:

                                        > Ja tez mam imie po prababci, ktorej nie znalam i nie widze problemu. No ale moj
                                        > a
                                        > nazywala się Anna, nie Gizela, moze dlatego go nie widzę :-)

                                        Moja Mama chciala mnie nazwac po prababci, ale babcia zrobila rejtana, "bo to
                                        imie takie dzikie, jak to mozna cos takiego dziecku zrobic i w ogole". Mama sie
                                        zlamala, imie prababci dostalam na drugie, pierwsze mam szalenie proste i
                                        popularne, co czasem sobie chwale (bo za granica tez nie ma problemow), a czasem
                                        doprowadza mnie do zgrzytania zebow, glownie z powodu ograniczonej przydatnosci
                                        do identyfikowania (zdarzyl mi sie wyjazd, gdzie na 8 bab mialam 3 imienniczki).
                                        Przy mojej mlodszej siostrze mama wymyslila, ze imie bedzie po siostrze
                                        pradziadka, najukochanszej cioci, i mimo identycznej reakcji babci siostra
                                        nietypowe imie dostala. Na drugie w ramach uspokajania babci dostala imie
                                        "normalne", zeby w razie czego mogla sobie zamienic, ale nie skorzystala. Nie
                                        dosc ze jej imie wywoluje tylko pozytywne skojarzenia, to byla jedna jedyna w
                                        calej szkole, zazwyczaj tez jedyna na wyjazdach, wiec nie borykala sie z
                                        problemem idiotycznych ksywek. Za to za granica wzbudza poploch.

                                        A teraz smaczek calej historii - ostatnio moje drugie "dzikie" imie jest
                                        czesciej nadawane niz moje pierwsze, a "dziwaczne" imie mojej siostry bywa zgola
                                        w pierwszej trojce (i jest duzo popularniejsze niz drugie).
                                        Moze za 20 lat Gizela bedzie jednym z najpopularniejszych polskich imion?
                                        • mamalilki Re: tradycja 16.10.09, 23:31
                                          Turzyco droga, nie badź taka tajemnicza, rzuc te imiona, bardzom ciekawa :-)
                                          Stoję prawdopodobnie przed problemem nazwania czwartej córki i prawde mówiąc
                                          jestem w rozpaczy. Nawet zaczęłam sprawdzać jakby rodzina zareagowała na imię
                                          Celestyna (źle). Bo w chłopca jakoś na razie nie wierzę...
                      • morekac Re: Nie wierzę.. 14.01.10, 00:30
                        Nie tylko Gizela - nie jest obecna córka Grzesia, nie jest obecna
                        córka Robrojka i jej stryjowie (?)...Oraz ewentualne wnuczęta
                        Grzesia i Roberta... Za morze wybyli czy co?
                • rosynanta Re: Nie wierzę.. 04.11.13, 14:32
                  Jest chyba w "Kwiecie kalafiora" na początku coś o pani Trak (Gizela się hajtnęła z Kaziem Trakiem przecież), która zamieniła się z Borejkami na mieszkania.
                  • ciotka_scholastyka Re: Nie wierzę.. 04.06.14, 15:31
                    rosynanta napisał(a):

                    > Jest chyba w "Kwiecie kalafiora" na początku coś o pani Trak (Gizela się hajtnę
                    > ła z Kaziem Trakiem przecież), która zamieniła się z Borejkami na mieszkania.

                    Tak, tylko wtedy pani Trak nie była Gizelą, przybraną matką Mili, tylko panią Trak, obcą osobą zamieniającą się na mieszkania. Dopiero w Kalamburce okazało się, że to jest ta sama osoba. Niezdarnie to zrobiono, ktoś tu ostatnio wspominał na forum, że o ile lepiej byłoby, gdyby to Gizela wynalazła panią Trak, która chce się zamienić.
      • senseeko Re: Nie wierzę.. 07.10.08, 14:21
        kochanica-francuza napisała:

        > że z miłości do Ignasia Mila je ryby trzy razy dziennie i jeszcze się
        > uśmiecha!!! (a przy tym mieszka w przemoczonym namiocie i JEDYNĄ osobą, którą t
        > o
        > wkurza, jest Ida)

        W to akurat wierzę. Jest napisane "mama bohatersko..." (zjada ryby). Do
        portretu psychologicznego Mili i absolutnie egocentrycznego Ignaca pasuje to jak
        ulał
    • kochanica-francuza AAA! ABSOLUTNIE NIE WIERZĘ 05.10.08, 18:29
      że ludzie, którym na co dzień hasała po głowie wrzeszcząca i aktywna rodzina,
      nie czuli ulgi, a jedynie samotność, będąc sami w domu!
      • weronika753 pytanie: 06.10.08, 13:18
        - Czy ktoś tam kiedyś jest sam w domu, poza Idą w IS, ale ich wtedy było "tylko"
        sześcioro? Rodzice i czworo drobiazgu.
        Teraz, to już nie jestem w stanie się doliczyć ile osób tam się gnieździ.
        W dodatku teraz to są kuzynki, rodzeństwo "rodzone", rodzeństwo przyrodnie,
        dzieci siostrzenicy, szwagrowie ciotki, oraz wnuk przyjaciółki teściowej :D a
        takich to trudno wszystkich za jednym zamachem spakować i wysłać na wakacje.
      • senseeko Re: AAA! ABSOLUTNIE NIE WIERZĘ 07.10.08, 14:27
        kochanica-francuza napisała:

        > że ludzie, którym na co dzień hasała po głowie wrzeszcząca i aktywna rodzina,
        > nie czuli ulgi, a jedynie samotność, będąc sami w domu!

        Do wszystkiego można się przyzwyczaić, jak powiedział pewien francuz pod gilotyną
        • meduza7 Re: AAA! ABSOLUTNIE NIE WIERZĘ 10.10.08, 18:30
          Te liczne rodziny. Zobaczcie jak fajnie i realistycznie opisana była liczna,
          gnieżdżąca się razem rodzina w "Szóstej Klepce". Wspomniane były wszelkie
          wynikające stąd niewygody (jak choćby wieczny bałagan i kupa garów do zmywania),
          pokazane różne sposoby, w jakie członkowie rodziny starali się zapewnić sobie
          choć odrobinę prywatności (słuchawki Żaczka). A wiele tomów potem już mamy
          słodką sielankę w gumianej czasoprzestrzeni, gdzie jedynym zgrzytem jest
          rejterada Pulpecji w haleczce na widok Marka.

          Co do rzeczy, w które nie wierzę (choć widzę): nie mieści mi się w głowie, że MM
          mogła zaprojektować na potrzeby jednej powieści taką postać jak Gizela, nie
          przewidując wszystkich problemów, jakie z tego wynikną... Których problemów
          zresztą dałoby się uniknąć, uśmiercając Gizelę gdzieś w latach 70-tych. Co
          zresztą też byłoby logiczne pod względem ciągłości fabuły: Kalamburka prowadzi
          nas od lat 30-tych do momentu przeprowadzki Borejków na Roosevelta, a ciąg
          dalszy znamy już skądinąd.
          • senseeko Re: AAA! ABSOLUTNIE NIE WIERZĘ 10.10.08, 19:35
            meduza7 napisała:
            > Których problemów
            > zresztą dałoby się uniknąć, uśmiercając Gizelę gdzieś w latach 70-tych. Co
            > zresztą też byłoby logiczne pod względem ciągłości fabuły: Kalamburka prowadzi
            > nas od lat 30-tych do momentu przeprowadzki Borejków na Roosevelta, a ciąg
            > dalszy znamy już skądinąd.

            Ale wtedy nie byłoby cuudnej sceny z pierogami. A dla tej sceny warto znieść
            inne niewygody tej postaci.
            • verdana Re: AAA! ABSOLUTNIE NIE WIERZĘ 10.10.08, 21:58
              Scena z pierogami, śmiem twierdzić, to rok 1968.
    • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 08.11.08, 21:40
      Trudno mi uwierzyć w reakcję Elki i rodziny po tym, jak okazało się,
      że zgubiła portfelik z całą emeryturą dziadka Metodego. Gdybym ja
      zostawiła gdziekolwiek, nawet w zaprzyjaźnionym kiosku (a ten pod
      Kaponierą, zważywszy odległość, raczej nie z tych) portfel z maminą
      pensją, to nie mówiłabym bagatelizująco "och jej zaraz tam ukradli,
      na pewno zostawiłam w kiosku, pójdę tam i zapytam), tylko biegłabym
      tam trzęsąc się i rycząc z nerwów. O tym, jaką akcję rozpętałaby
      mamunia, nawet nie mówię, bo jednak ona to nie Metody :)
      • ananke666 Re: Nie wierzę.. 11.11.08, 18:54
        the_dzidka napisała:

        > Trudno mi uwierzyć w reakcję Elki i rodziny po tym, jak okazało się,
        > że zgubiła portfelik z całą emeryturą dziadka Metodego.

        to była 1/3, nie cała ;)
    • yasemin Re: Nie wierzę.. 11.11.08, 17:24
      A ja się zastanawiam, czy w życiu jest możliwe, żeby facet się
      zakochał w kobiecie tak jak Maciek w Kresce- nie od pierwszego
      wejrzenia, tylko po tak długim czasie znajomości, w którym zdążył
      już zaliczyć różne piękne ale wredne laski typu Matylda?...
      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 11.11.08, 17:43
        A czemu nie? Czlowiek czasem potrzebuje popelnic troche bledow, zmienic sie i
        dorosnac, takze do konkretnego zwiazku. Nie wszystkie zaczynaja sie od milosci
        od pierwszego wejrzenia.
        • ding_yun Re: Nie wierzę.. 11.11.08, 23:57
          Ja szczerze mówiąc nie bardzo wierzę właśnie w tą miłość od
          pierwszego wejrzenia. Rozwiń swoją myśl, bo ciekawi mnie taki
          zupełnie przeciwny punkt widzenia, dlaczego uważasz, że takie
          zakochanie się po jakimś czasie za nieprawdpodobne?
      • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 12.11.08, 14:50
        > A ja się zastanawiam, czy w życiu jest możliwe, żeby facet się
        > zakochał w kobiecie tak jak Maciek w Kresce- nie od pierwszego
        > wejrzenia, tylko po tak długim czasie znajomości, w którym zdążył
        > już zaliczyć różne piękne ale wredne laski typu Matylda?...

        Nie mam co do tego ani cienia wątpliwości. Ja z moim herbatnikiem przyjaźniliśmy
        się zanim zostaliśmy parą, a znam kilka takich które znały się np. 3 lata zanim
        zakochali się w sobie.
        Teraz mówią ,że nie mogli się związać ani jednego dnia wcześniej albo później.
        Wtedy był idealny moment i oni byli odpowiedni by podjąć taki krok i zacząć
        budować coś razem.
        Czasem by kogoś pokochać trzeba do tego dojrzeć, zmienić się, zrozumieć kilka
        rzeczy. Tak jak Maciej musiał zrozumieć siebie.
        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 12.11.08, 15:32
          Ja i malzonek znalismy sie przez 5 lat zanim zostalismy para, przyjaznilismy sie
          przez ten czas. On wolal mnie widziec jako cos wiecej, ja nie chcialam i
          uwazalam, ze nie na to szans, az sie zakochalam:-)
          • yasemin Re: Nie wierzę.. 12.11.08, 15:57
            No bo mnie się właśnie wydaje- trochę z doświadczenia, a trochę z
            wypowiedzi różnych znajomych- że faceci przeważnie (no, chyba że
            nastolatki, którzy muszą po prostu dojrzeć psychicznie)jeśli nie
            zakochają się w kobiecie od pierwszego wejrzenia, to potem już nie
            ma szans, że sie zakochają. Może jednak- przynajmniej mam taką
            nadzieję- nie zawsze tak jest...
            • dakota77 Re: Nie wierzę.. 12.11.08, 16:20
              No ale czemu mialoby to dotyczyc akurat facetow? Moim zdaniem to niezalezne od
              plci. Jede osoby zakochaja sie od razu, inne potrzebuja czasu. Kazdy przypadek
              jest inny. I to przeciez nie jest tak, ze ta sama osoba np. zawsze zakochuje sie
              od pierwszego wejrzenia albo zawsze po dluzszej znajomosci.
              • piotr7777 Re: a ja nie wierzę w ciągłość postaci Pyziaka 13.11.08, 17:57
                ...to znaczy, że Janusz Pyziak z początku cyklu (młody człowiek o
                dość szerokich horyzontach intelektualnych) i ten obecny (cham i
                prostak) to ta sama postać.
                Mogę zrozumoeć, że okazał się draniem ale nie mogę zrozumieć, że
                albo tak bardzo się stoczył albo tak długo udawał kogoś innego przed
                familią Borejków (a w tym wypadku musiało mu jednak zależeć na
                Gabrieli, więc dochodzimy do sprzecznych wniosków).
              • sowca Re: Nie wierzę.. 13.11.08, 21:32
                Ja wolę wierzyć, że na zakochanie się czasami potrzeba czasu ;)
                Osobiście miałam taki związek "od pierwszego wejrzenia": poznaliśmy
                się w czerwcu, a w sierpniu zostaliśmy parą. Drugi facet wystartował
                do mnie wprawdzie po pół roku znajomości, ale za to dwa tygodnie po
                tym, jak się rozstałam z tym pierwszym. Myślę jednak, że to bywa
                różnie, zdarzają się miłości od pierwszego wejrzenia, ale bywa też i
                tak, że znasz kogos od bardzo dawna i nagle dociera do Ciebie, że ta
                osoba w zasadzie jest wyjątkowa...Różnie bywa. Różnie. Każda para ma
                swoją własną historię :)
    • ananke666 Re: Nie wierzę.. 19.11.08, 15:26
      Nie wierzę, że nastoletni koleś może marzyć o hodowli sadła na brzuchu. Piotrunio marzył, że będzie jak tatunio, z sadłem i obrośnięciem włącznie...
    • troppo_bella Re: Nie wierzę.. 20.11.08, 10:43
      Nie wierzę, że Grześ był jaroszem (o czym MM pisze w Języku Trolli tak jakoś
      mimochodem). Nie pichcił on nigdy żadnych mięs? Jadał osobno od mięsożernych
      Borejków?

      Nie wierzę, że hobby starego Ignaca stanowiła gra na fletni Pana, czym się
      chwali w Języku Trolli przed Oracabessą. To jakaś konfabulacja obliczona na
      wywołanie efektu i zadzierzgnięcie wspólnotowych nici, bo przecież nigdy w
      żadnym tomie nie pogrywał?



      ---
      • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 20.11.08, 10:51
        O fletni Pana zdaje sie pierwszy raz MM napisala w Noelce, gdzie Ignac
        przygrywal do wieczerzy. Jesli w cos tu nie da sie uwierzyc, to w to, ze grywal
        on rzekomo po kryjomu, w ukryciu przed reszta - no nie ma rady, dzwiek niesie, a
        oni sobie na glowie mieszkaja, jak sie tu ukryc i gdzie? Na strychu?

        A wegetarianin moze spokojnie zyc z miesozerca, moga jesc osobne rzeczy, nie
        przygladajac sie swoim talerzom nawzajem.
        Tylko wlasnie nie wiem, jak on by pichcil i sprawial te wszystkie miesiwa dla
        reszty rodziny - tego by wegetarianin nie byl w stanie robic - moze Gaba albo
        Mila zajmowaly sie siepaniem, a on zmywal i gotowal zupy, quiche i omlety?

        (poza JT sa tez inne ksiazki;)
        • troppo_bella Re: Nie wierzę.. 20.11.08, 10:55
          A są, ale wczoraj na bezsenność akurat mi się Trolla wyciągnęła :-)
          • jottka Re: Nie wierzę.. 20.11.08, 11:55
            dźwięk instrumenta dmuchanego to faktycznie przebije każde drzwi, ale gdyby tak
            ignac przerzucił się na luteńkę, to w starym budownictwie spokojnie mógłby
            ćwiczyć rzewne pasaże, zamknąwszy się w sypialni:) jako jednostka doświadczona
            mieszkaniem z muzykami to mówię, najlepszy współlokator tego sortu to z
            oczywistych przyczyn organista, ale lutnista obleci, za to najgorszy skrzypek, hrrr
        • agawa79 Re: Nie wierzę.. 20.11.08, 13:53
          lezbobimbo napisała:

          >
          > Tylko wlasnie nie wiem, jak on by pichcil i sprawial te wszystkie
          miesiwa dla
          > reszty rodziny - tego by wegetarianin nie byl w stanie robic -

          Jakby nie miał wyjścia, to by robił. ;) Sama przyrządzam moim różne
          mięsa, choć przyznam, że przesuwanie noża przez włókna kurczaka
          przyprawia mnie o mrowienie zębów. Ale tak już miałam za czasów
          mięsożernych, teraz następuje eskalacja zjawiska. ;)
          • jordanpeter Re: Nie wierzę.. 29.11.08, 20:45
            - że Laura chce wyjść za mąż w okolicy matury czy tuż po niej :P
            (dokladnie nie pamiętam),
            - że istnieją takie swiętości jak Róża (zgłaszam ją na kandydatkę do
            kanonizacji, jak już od nas odejdzie ;) )
            - że Ida i Patrycja zachrzaniają z przeproszeniem non-stop i nie
            widać po nich wcale zmęczenia. One są jak roboty :P
            - że Patrycja jest taka pracowita
            - że Baltona tak wygląda, jak wygląda w osttanim tomie ;)
            - że rodzina Borejkow to wzór cnót rodzinnych. Bywają toksyczni ;)
        • bat_oczir Re: Nie wierzę.. 01.12.08, 22:34
          > przygrywal do wieczerzy. Jesli w cos tu nie da sie uwierzyc, to w to, ze grywal
          > on rzekomo po kryjomu, w ukryciu przed reszta - no nie ma rady, dzwiek niesie,


          takie mam luźne skojarzenie - może właśnie wtedy uprawiano seks?
          • uccello Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 16:15
            bat_oczir napisał cytując Jottkę:

            >>przygrywal do wieczerzy. Jesli w cos tu nie da sie uwierzyc, to >w
            to, ze grywal on rzekomo po kryjomu, w ukryciu przed reszta - no nie
            ma rady, dzwiek niesie


            > takie mam luźne skojarzenie - może właśnie wtedy uprawiano seks?

            no i BĘC!
            już się nie opędzę od tej wizji:
            Ignacy B. melancholijnie przymknąłwszy powieki, dmie we fletnię
            pana. Siedzi półnagi na chwiejnym taborecie kuchennym .Ciepłe,
            pomarańczowe światło pada na niego z przedpokoju. Od czasu do czasu
            drapie się odruchowo kopytkiem w pokrytą rudym, lokowatym futrem
            łydkę. Kiedy zza niedomkniętych drzwi, słychać tentent Grzegorza S.
            goniącego Gabrielę B , Ignacy wzycha, unosząc męczeńsko oczy w górę.
            Kiedy pod wpływem rytmicznych wstrząsów, wypadają książki z półek,
            po jego pobrużdżonej twarzy toczy się wolniutko łza. Wie, co zaraz
            się stanie, już widzi sylwetkę Mili w krzywo nałożonym wianeczku z
            winorośli, która wolno, acz nieustępliwie zbliża się w jego stronę...

            KURTYNA
            • dakota77 Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 16:19
              Tętęnt:-)
              Piekna scenka!:)
              • uccello Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 16:35
                dakota77 napisała:

                > Tętęnt:-)
                prawda jak zwykle pośrodku- TĘTENT.
                • dakota77 Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 16:43
                  A racja, shifta wcisnęłam z rozpędu dwa razy:-)
            • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 19:33
              Ucello!!! Wizjonerko! :D
              Przyjmij skowyczace wianuszki mego zachwytu za te czarowna scene!Padam w pyl!
              Czy moge Cie poskrobac kopytkiem za uchem? :)))
              • uccello Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 20:47
                lezbobimbo napisała:
                > Czy moge Cie poskrobac kopytkiem za uchem? :)))

                O tak! Tylko uprzedzam, że ja wtedy odruchowo klaszczę płetwami.
            • isia_54 Re: Nie wierzę.. 28.12.14, 12:23
              Oplułam laptopa miłą, bardzo miłą herbatką....
    • biala-myszka Re: Nie wierzę.. 01.12.08, 11:41
      A ja nie wierzę, że obojętna na dobra materialne Mila B. dostaje
      nagle spazmów rozkoszy po usłyszeniu wiadomości, że Baltona ma
      własną kwiaciarnię (Pulpecja). Chyba raczej powinna odsunąć się ze
      wstrętem od tego przedstawiciela młodego wilczego kapitalizmu?
      • mamalilki Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 00:08
        Po pierwsze, Mila nie jest obojetna. Nawet by wolala, zeby zamiast Plutarcha
        kupic czekoaday dla corek. Po drugie zas mysle ze zachwyt Baltoną jest
        spowodowany jednak faktem ze to Baltona, Bobcio, synek Wiesi. No i przy okazji
        tak sobie dobrze radzi. Gdyby to byl kto inny to byc moze bylby tylko handlarzem
        zza rogu a Pulpa jeszcze by sobie poczekala na jakiegos poloniste czy innego
        filologa...
        • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 02.12.08, 07:42
          I jeszcze jedna rzecz-zawczasu opisane jest jak to mama Borejko
          uwielbia zaglądać do wspaniałych kwiaciarni-chyba w okolicach Rynku
          Jeżyckiego, jak ją po prostu kwiaty zachwycają,że tak
          powiem.Wiadomosc że przyszły zięć ma kwiaciarnię wprawiła ją w
          euforię właśnie z kwiatowego powodu
          • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 10:47
            Wlasnie, wlasnie Kaliopus - Mila przede wszystkim kocha kwiaty! Wiec
            ziec-Fiol z wlasna kwiaciarnia i syrenka w kwiatowy rzucik musowo ja
            zachwycil :)

            A jakies obiekcje przeciw bogaceniu sie i dbaniu o byt materialny to
            prawi tylko Ignac, nie Mila. Ignacowi latwo byc drogowskazem, jesli
            to Mila musi scibolic swetry i czapki, robic korekty, harowac w domu
            nieodplatnie za swe gnusnawe córy itd. A ten becwal Ignac jej nawet
            kwiatów za to nie zdobedzie..

            Zawsze mnie zasmuca ta scena w Pulpie, gdzie zachwycona Mila
            podziwia kwiaty slubne w pokoju, i dowiadujemy sie, ze ona nigdy
            takich kwiatów nie miala, a chadza do kwiaciarni tylko ukradkiem..
            No zeby az tak o sobie zapominac i sie unicestwiac?! Co to komu da,
            ze pani domu sobie odmawia niewinnych kwiatów?!
            Jak to mozliwe, ze w tym domu Plutarchy w oryginale pysznia sie na
            pólce, a nie mozna kupic lub zdobyc kwiatów w doniczce dla Mili?
            Przeciez zwlaszcza w doniczce nie sa az tak drogie, i nawet w
            piszczacym kryzysie PRL mozna bylo takie kwiatki wyhaczyc. Od
            rodziny czy przyjaciól jakies sadzonki, szczepki czy cebulki dostac.
            Samemu w przyrodzie znalezc (oczywiscie nie wandalizujac pozostalych
            roslin). A co dopiero teraz, po przelomie w 1989!

            A Mila taka zaradna, mogla w tym PRLu równiez hodowac na parapecie
            kuchennym rosliny pozyteczne - w sensie jadalne - dla tej swej
            rodziny: fasole, salate, cebule, rzezuche, szczypiorek, miete itd.
            Nawet jakies male owoce typu borówki czy dwa krzaczki truskawek
            dadza sie hodowac, zwlaszcza w cieplym domu.
            Przeciez to tona swiezych witamin, blonnika i smaku.. samo zdrowie i
            pozytek dla wszystkich domowników.
            • dakota77 Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 10:55
              Moze ona doniczkowych nie lubi? Moja mama tak ma, uwielbia ciete, wciaz ma jakis
              nowy, niesamowity bukiet, a doniczkowe moglyby dla niej nie istniec. Mili maz
              kwiatow nie kupi, a sama pewnie na bukiet nie wyda, bo to przeciez fanaberia.
              Ale tez sie dziwie, ze musi sobie odmawiac takich przyjemnosci. Kwiatow nie
              kupi, literature popularna musi czytac w tajemnicy przed mezem- biedna kobieta.
              • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 13:06
                ...moze i ona niedoniczkowa, ale nie moglaby choc w jednej takiej
                doniczce hodowac cos, co pieknie odrasta i ciac sobie co niedziele
                troche do wazonu, skoro kupowanie bukietów to fanaberia?
                A sprzedaja tez teraz takie wielkie kwiaty z gruba, sztywna lodyga -
                mozna pojedynczo kupowac - no juz na jeden kwiatek czy trzy moglo
                jej starczyc. Forse maja, tuz pod nosem kwiaciarnia Bobcia i Tomcia..
                • mamalilki Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 13:25
                  Ty mi pokaż kwiat, z którego bym mogła co niedzielę coś obciąć! Po trzech
                  niedzielach nawet łodyga by nie została.
                  Jak ich znam to nikt nie myśli o podlewaniu i wszystko usycha, nawet to, co
                  dostali w prezencie. Potem oni są bardzo smutni, obiecują sobie że następnym
                  razem do tego nie dopuszczą a potem jest to samo.
                  • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 13:53
                    mamalilki napisała:
                    > Ty mi pokaż kwiat, z którego bym mogła co niedzielę coś obciąć!
                    >Po trzech> niedzielach nawet łodyga by nie została.

                    Cebulka hi hi hi ;)
                    Ja sama mam taki kwiat - czerwony hibiskus przepiekny! Rosnie w
                    doniczce, podlewam go grzecznie i w podziece mi co chwila zakwita.
                    Srednio 2 duze kwiaty na tydzien sie przepysznie pysznia! Po czym
                    lagodnie zwijaja sie w trabke i trabka spada na dól :) I caly czas
                    ma conajmniej piec rozwijajacych sie paków, szykujacych sie aby
                    zakwitnac. Bardzo mila roslina, sciga sie sama ze soba i nigdy nie
                    przestaje tworzyc :) I wcale nie byl drogi, znalazlam to cudo za 10
                    DKK czyli 5 zlotych w supermarkecie.
                    Zaloze sie, ze jest wiecej takich egzotycznych roslin, co caly czas
                    pokwitaja, nie tylko hibiskus. Jak nawet ja moge, to i Mila moze :)

                    > Jak ich znam to nikt nie myśli o podlewaniu i wszystko usycha,
                    >nawet to, co> dostali w prezencie. Potem oni są bardzo smutni,
                    >obiecują sobie że następnym razem do tego nie dopuszczą a potem
                    >jest to samo.

                    To skad Nutria wiedziala o pielegnacji hiacyntów w NiN? :) Mysle, ze
                    czasem tez szczodrze zalewaja i zatapiaja w ramach wezbranego
                    sumienia (a potem z hiacyntów maja zgnity kisiel;)

                    Ale Mila jak juz by miala, czy dala by ukochanym kwiatom zginac?
                    Pyzunia i Miagwa daliby sie nagonic przez koscista raczke :)
                    • mamalilki Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:03
                      To o niczym nie świadczy. Ja wiem jak pielęgnować kwiaty. mam na ten temat
                      książki, czytam opisy na karteczkach, kiedy dostanę jakiś nowy egzemplarz. I co?
                      I nico. Wszystko schnie. Bez wody jednak przyroda nie działa, jak
                      zaobserwowałam. Mnie nawet kaktus usechł.
                      To co piszesz o hibiskusie brzmi nieźle. Ile wytrzyma bez wody?
                      • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:17
                        mamalilki napisała:
                        > To o niczym nie świadczy. Ja wiem jak pielęgnować kwiaty. mam na
                        >ten temat> książki, czytam opisy na karteczkach, kiedy dostanę
                        >jakiś nowy egzemplarz. I co? I nico. Wszystko schnie. Bez wody
                        >jednak przyroda nie działa, jak > zaobserwowałam. Mnie nawet kaktus
                        >usechł.

                        Uau, nawet kaktus? Niezla jestes :-)
                        Mi kaktusy... kwitna (mam takie tzw. listopadowe, co kwitna raz na
                        rok). Hoduje tez dwuletnia mandarynke z pestki i mam ochote
                        spróbowac to samo z pestka awokado :)
                        Ja jestem strasznie roztargniona, ale podlac kwiatki jakos zawsze
                        pamietam (moze dlatego, ze mam konewke w ksztalcie slonio-stwora z
                        traba i wlewem w dupce ;) bardzo przyjemnie sie z niego podlewa ;)
                        Poza tym w ogóle kolo moich krzaczorów nie skacze, tylko od czasu do
                        czasu robie im herbatke ziolowa w ramach nawozu au naturel.

                        > To co piszesz o hibiskusie brzmi nieźle. Ile wytrzyma bez wody?

                        No ten mój maly krzaczek wytrzyma od czasu do czasu az tydzien beze
                        mnie. Stoi kolo lekko przewiewnego okna, wiec moze troche wilgoci
                        wysysa z powietrza. Jak jestem w domu to go podlewam, gdy widze, ze
                        ze spodka wypil cala wode. Co weekend ma przerwe conajmniej
                        dwudniowa.
                        A hibiskusy nazywaja sie w Polsce równiez ketmia i jest ich pelno
                        rodzajów (jedna z tych ketmii nazywa sie po polsku róza chinska) od
                        malych zgrabnych krzaczków, przez wieksze, az po male drzewka i
                        krzaczory. Moja ketmia zwie sie hibiscus boryanus i kwiaty ma
                        czerwono-lososiowe z cudna kolumna w srodku, o tak:
                        upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3c/Hibiscus_boryanus_%28orange_flower%29.JPG
                        • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:19

                          Znaczy sie, nie jestem 100% ze to moje to hibiscus boryanus, ale ma
                          bardzo podobne kwiaty..
                          • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:23

                            pardon, to co mam to rzeczywiscie NIE boryanus, tylko lososiowo-
                            czerwona róza chinska Hibiscus Rosa Sinensis.
                            Voila:
                            en.wikipedia.org/wiki/Image:HibiscusRosa.jpg
                            • mamalilki Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:25
                              I naprawdę Ci takie kwiaty zakwitają raz na tydzień?!
                              • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:26
                                mamalilki napisała:
                                > I naprawdę Ci takie kwiaty zakwitają raz na tydzień?!

                                Tak, z czego jestem bardzo dumna :) Róza chinska kwitnie jak
                                szalona :)) Nieco zdjec zrobilam, wrzuce niebawem.
                        • mamalilki Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:22
                          Jaki ładny! Takiego jeszcze nie suszyłam. Ale bym chciała, zeby mi coś chciało
                          rosnąć. Rośnie tylko jeden kwiat, ale to kwiat-wariat, dziwo natury co żyje bez
                          wody. Nazywa się Choja (Hoja?). Kiedy ma kwiaty to one okropnie śmierdzą. To
                          jest zemsta przyrody za te wszystkie ususzone.
                          • jota-40 Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:27
                            To jeszcze tylko kilka słów w wątku ogrodniczym: kup sobie takie specjalne
                            granulki; miesza się je z ziemią kwiatka w doniczce i można podlewać raz w
                            miesiącu, bo granulki owe wodę zatrzymują bardzo długo ;).
                          • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:30
                            Och.. a moze Twe kwiaty stoja w niewlasciwym miejscu? Albo Twe
                            mieszkanie jest bardzo wysuszajace?

                            Btw, czy kwiat wariat to jest to - hoja santa?
                            en.wikipedia.org/wiki/Hoja_santa
                            (roslina uzywana w meksykanskiej kuchni.. moze jakas cium cium
                            pyszulke hodujesz a nawet nie wiesz? :)

                            • mamalilki Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 14:43
                              Nie, moje jest inne. Brzydsze. Kwiatki ma takie rozowe, wygladają jak plastikowe.
                              Chyba ja jestem jednak wysuszająca, bo zarówno w poprzednim jak w obecnym
                              mieszkaniu wszystko schnie :-)
                              Ale dzięki za rady. Jak odchowam dzieci to może się porządnie zabiorę za kwiaty.
                              A moze mi nawet ktora córka przywabi ogrodnika? :-)
                              • ananke666 Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 20:04
                                To pewnie masz hoję woskownicę.
                        • sir.vimes Konewka z wlewem w dupce 02.12.08, 21:42
                          Prooooszę, powiedz jakiej marki to cudo?? Do kupienia przez net? Potrzebuję
                          pilnie prezentu z motywem słonia:)
                          • lezbobimbo Re: Konewka z wlewem w dupce 02.12.08, 22:57
                            Kochana, otóz w tym problem, ze slonikonewka nie ma na sobie zadnej marki -
                            pewnikiem dupka stworzona w Chinach? Kupila mi to siostra przypadkiem w Netto,
                            ale na szczescie mozna dostac to tez na necie - kosztuje jakies 20 pln.
                            Ma oczka i podlewa traba i wyglada tak jak na tej stronie:
                            www.kreativehjem.dk/shop/udeliv-8c2.html
                            Moze Ci kupic i jakos przeslac? Tylko przez cos innego niz Poczte Podolska, boje
                            sie tych rzezimieszków.
            • nessie-jp Re: Nie wierzę.. rzewne kwiatki Mili 02.12.08, 15:01
              > podziwia kwiaty slubne w pokoju, i dowiadujemy sie, ze ona nigdy
              > takich kwiatów nie miala, a chadza do kwiaciarni tylko ukradkiem..
              > No zeby az tak o sobie zapominac i sie unicestwiac?!

              Ee, tam, ja też tak mam, a cierpiętnica ze mnie żadna. Bardzo lubię odwiedzać
              kwiaciarnie i gapić się na piękne kwiaty, ale sama sobie nie kupię, bo bardzo mi
              szkoda i pieniędzy, i kwiatów jak umierają w wazonie.

              Wyrzucanie pieniędzy na błahostki, coś co postoi 5 minut i zwiędnie
    • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 09.10.09, 18:27
      verdana napisała:
      > Czy sa takie rzeczy, w ktore po prostu nie mozecie uwierzyć w
      > Jezycjadzie - nib sa napisane, więc "się przydarzyły", ale mimo to
      > ma się pewność, ze przydarzyć sie po prostu nie mogłu

      (odnawiam watek, bo zapomnialam, ze istnieje i jak gup i tuk zaczelam nowy na
      ten sam temat:)

      Dopisuje zatem niniejszym, ze moja wyobraznia jako mala, wredna, skapa i ciasna
      skrzyneczka nie wierzy tez w:

      * ze wielki Bernard wepchnal sie w malucha, juz i tak wypchanego wysokimi GiG,i
      nie wypadlo temu kaszlakowi dno
      * ze Kozio nie dosc, ze olimpijczyk podwojny, karateka i teatrolog zarazem,
      mimo ze mieszka sam z siostra - to jeszcze jednym pstrykiem naprawil stara
      pralke Franie, nawet nie ponizajac sie do spojrzenia w owa
      * ze Nutria na Cyprze byla stanowcza i energiczna wycieczkara
      * ze obie rude, piegowate i wykwintnie blade siostry Borejko opalaja sieladnie
      na zloto
      * ze znowuz Nutria bez prawka ukradla furgonetke, nie zrobila stluczki, a po
      zlapaniu przez policje nawet mandatu nie dostala, bo "byla z Rojkiem"
      * ze wiekszosc akcji w Jezycjadzie dzieje sie w sporym miescie Poznaniu a nie
      w gumowym mieszkaniu
      * ze Ignac zna sie na antyku i ze ma swietna pamiec ;P
      * ze Roza zakochala sie we Frycu, bo mial bezbronne niebieskie oczka i pyl
      amfetaminy wokol glowy, w odroznieniu od smaglych Budrysow Lelujkowych
      * ze Lelujkowie wyrosli na super-ciacha mimo zadziwiajacej otylosci
      dzieciecej, a i tak ich zadna nie chciala
      * ze Matylda Stagiewka nie umiala calowac, chociaz byla Messalina,a Maciek
      tak, chociaz byl naiwnym prawiczkiem ;)
      • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 08:59
        lezbobimbo napisala
        >
        > Dopisuje zatem niniejszym, ze moja wyobraznia jako mala, wredna, skapa i ciasna
        > skrzyneczka nie wierzy tez w:
        >
        > * ze wielki Bernard wepchnal sie w malucha, juz i tak wypchanego wysokimi GiG,i
        > nie wypadlo temu kaszlakowi dno

        To było już chyba omawiane, włącznie z przytaczanymi ilosciamo osob które mogą
        wejść do malucha - 3 osoby nawet sporej postury, to naprawdę nic nadzwyczajnego.
        Tak więc jak najbardziej realna sytuacja

        > * ze Kozio nie dosc, ze olimpijczyk podwojny, karateka i teatrolog zarazem,
        > mimo ze mieszka sam z siostra - to jeszcze jednym pstrykiem naprawil stara
        > pralke Franie, nawet nie ponizajac sie do spojrzenia w owa

        Akurat tutaj naprawdę czasem nie trzeba było głęboko patrzeć. Najcześciej psuł
        się wirnik lub też wycierał się pasek klinowy a do tego wystarczyło odwrócić ją
        do góry nogami i jeżeli to nie był zużyty pasek to wystarczyło go po prostu
        naciągnąć - 1 minuta pracy lub go wymienić - no powiedzmy 3 minuty.
        Młodzież już widzę wyrosła z tego typu skomplikowanych urządzeń AGD :-)). Tak
        więc sytuacja realna choć nie na jeden pstryk, ale góra 1 minuta.

        > * ze Nutria na Cyprze byla stanowcza i energiczna wycieczkara

        A dlaczegóż by nie? Przecież potrafiła być zdecydowana w sytuacjach kryzysowych.
        Bycie rezydentem tez trochę do takowych należy.

        > * ze obie rude, piegowate i wykwintnie blade siostry Borejko opalaja sieladnie
        > na zloto

        Tutaj nie wypowiem się, albowiem nie jestem rudy :-)))

        > * ze znowuz Nutria bez prawka ukradla furgonetke, nie zrobila stluczki, a po
        > zlapaniu przez policje nawet mandatu nie dostala, bo "byla z Rojkiem"

        A dlaczego nie? W latach mlodści, co prawda nie byłem kierowcą ale pasażerem w
        sytuacji bardzo podobnej, czyli porwanie samochodu przez osobę która nie miała
        prawa jazdy - no ale to dłuższa historia i niezbyt moralna ze tak powiem. W
        każdym bądż razie niektorzy nie posiadając prawa jazdy lepiej jeżdżą niż ci z
        pełną dokumentacją.
        Poza tym właściwie nie jest powiedziane że jednak Nutria nie dostała mandatu.
        > * ze wiekszosc akcji w Jezycjadzie dzieje sie w sporym miescie Poznaniu a nie
        > w gumowym mieszkaniu
        > * ze Ignac zna sie na antyku i ze ma swietna pamiec ;P

        Coś mam wrażenie że przy dzisiejszych horrendalnych cenach za mieszkanie znowu
        dojdzie do sytuacji że znowu będą musiały byc gumowe aby pomieścić całe rodziny,
        co wcale nie było takie dziwne w latach 70-tych.
        Dziwne to byloby gdyby filolog klasyczny nie znal antyku a nie odwrotnie.

        > * ze Roza zakochala sie we Frycu, bo mial bezbronne niebieskie oczka i pyl
        > amfetaminy wokol glowy, w odroznieniu od smaglych Budrysow Lelujkowych
        > * ze Lelujkowie wyrosli na super-ciacha mimo zadziwiajacej otylosci
        > dzieciecej, a i tak ich zadna nie chciala

        A dlaczegóż by nie? Cytując klasyka - "Sa na ziemi i niebie takie rzeczy o
        których nawet fizjologom się nie śniło". :-))

        > * ze Matylda Stagiewka nie umiala calowac, chociaz byla Messalina,a Maciek
        > tak, chociaz byl naiwnym prawiczkiem ;)

        Zeby to tak zawsze ilość przechodziła w jakość :-))) Nic bardziej mylnego niestety.
        Reasumując - wszystkie podane przykłady wcale nie są aż tak bardzo nierealne.
        Oczywiście można nie wierzyć w ich realność ale to już całkiem inna sprawa.
        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 09:47
          Rudy blaodskory typ nie opala sie na zloto, tylko z miejsca spala na
          czerwono. Moze gdyby Borejkowny mialy wlosy kasztanowe, ale to juz
          cieply braz, nie prawdziwy rudy, opalalyby sie na zloty kolor.

          A kiedy Natalia wykazala sie zdecydowaniem w sytuacji kryzysowej, bo
          nie pamietam?
          • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 10:19
            dakota77 napisała:
            .
            >
            > A kiedy Natalia wykazala sie zdecydowaniem w sytuacji kryzysowej, bo
            > nie pamietam?

            Może trochę naciągane przykłady - ale pogoń za Robertem wymagała jednak pewnej
            determinacji, podobnie jak decyzja o zerwaniu z Nerwusem podobnie jak i z Tuniem.

            • dakota77 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 10:32
              Podoba mi sie w takim razie twoja definicja slowa "troche";-)

              Ja szczerze mowiac nie wyobrazam sobie kompletnie Natalii jako
              rezydentki. Jak tu juz nietaz bylo wspomniane, to praca ktora wymaga
              swietnej organizacji i mocnego charakteru. Ja mam raczej wizje
              Natalii uciekajacej z placzem do pokoju, bo klient na nia krzywo
              popatrzyl;-)
              Caly ten zabieg z Cyprem uwazam za nieprzemyslany i nieudany. MM
              chciala nas przekonac, ze Nutria dorosla i zmienila sie, ale mogla
              wybrac inny sposob.
              • elwinga Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 10:46
                Poza tym, jak ktoś celnie zauważył w wątku o wpadkach, Natalia w NiN
                przedstawiona jest jako osoba, która bardzo źle znosi słońce i upały. Jak ktoś
                taki może dobrowolnie chcieć pracować w upalnym klimacie?...
              • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 11:06
                dakota77 napisała:

                > Podoba mi sie w takim razie twoja definicja slowa "troche";-)
                >
                Dla mnie też :-)))
                No cóż widziałem juz osoby określane potocznie jak tzw. "ciepłe kluchy" które
                pod wpływem impulsu potrafiły zmienić się w zdeterminowane i prące do przodu osoby.
                Może i tutaj tak się stało?
                Ale upierać się nie będę - :-))
          • croyance Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 18:07
            Czy ja wiem, ja mam 'ruda' karnacje i skore biala jak sciana, a opalam
            sie pieknie na zloto-brazowy kolor (unikam opalania bo zmarszczki etc.
            ale nigdy nie bylam czerwona)
        • ananke666 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 12:42
          > Dziwne to byloby gdyby filolog klasyczny nie znal antyku a nie odwrotnie.

          To znaczy - gdyby antyk nie znał jego? :D

          Co do Matyldy Messaliny i Maćka, to ona umiała, a on nie. Toteż wredna Matylda
          obsmarowała go, że nie umie.
          • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 13:03
            ananke666 napisała:
            .
            >
            > To znaczy - gdyby antyk nie znał jego? :D

            Słuszna uwaga :-)))
            >
            > Co do Matyldy Messaliny i Maćka, to ona umiała, a on nie. Toteż wredna Matylda
            > obsmarowała go, że nie umie.

            Bo takie kobiety som właśnie :-)))
            • rozdzial43 Re: Nie wierzę.. 10.10.09, 16:40
              andrzej585858 napisał:

              > Bo takie kobiety som właśnie :-)))

              Ja bym tu raczej napisała: Bo som takie kobiety :)))
              • rudzik85 Re: Nie wierzę.. 13.10.09, 11:12
                Duzo osób pisze, że nie wierzy w opaleniznę Nutrii. Jako osoba
                rudowłosa o skórze pokrytej piegami oświadczam- da sie owe bladości
                pokryć opaleznizną. Oczywiscie nie jak boska Aniella w jedno
                popołudnie, ale jeśli przez dłuższy czas (np. podczas wakacji na
                Cyprze) wychodzi sie na słońce uprzednio posmarowawszy sie kremem z
                filtrem- efekt murowany. Na czerwono tacy bladolicy opalają sie
                tylko podczas pierwszego wyjscia albo gdy zbyt długo leżą/nie
                posmarują się.
                • sowca Re: Nie wierzę.. 15.10.09, 23:22
                  Acz sama nie jestem ruda, to jednak obserwując rudowłosą i bladą
                  przyjacioółkę potwierdzam, że da się tak opalić. Na złoty brąz. I
                  wygląda to przepięknie.
                  Co do upałów, których Nutria tak nie znosiła, to po pierwsze, upał
                  na Cyprze, zapewne nad morzem, jest zupełnie czymś innym niż upał w
                  polskim mieście. Tam się po prostu upału tak bardzo nie odczuwa -
                  przynajmniej ja tak mam, w Polsce nie znoszę upałów, a na południu
                  Europy nie mam żadnych problemów ze znoszeniem wysokiej temperatury.
                  Po drugie, Nutria była na Cyprze pół roku - wróciła w połowie
                  lutego, a więc można przyjąc, że pojechała na Cypr we wrześniu,
                  kiedy najgorsza fala upałów już mija. Potem jest owszem, cieplutko i
                  słonecznie, ale nie upalnie.
                  • ananke666 Re: Nie wierzę.. 16.10.09, 02:41
                    > Po drugie, Nutria była na Cyprze pół roku

                    Rok.
                    "Mama pojechała odebrać ciotkę Natalię z Okęcia. Ciocia była przez cały rok na
                    Cyprze."
                  • croyance Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 18:38
                    Sowca, sorry ze sie wcinam w stara juz dyskusje, ale bylam w tym roku
                    na Cyprze i oswiadczam, ze jest czasem tak niewyobrazalnie goraco, ze
                    - bawet nad samym morzem - nie da sie wyjsc z domu/hotelu. W
                    kapeluszu, pijac wode, musialam chowac sie inside co doslownie 15
                    minut - podejrzewam, ze mozna sie do tego przyzwyczaic, ale jak jest
                    35 stopni, to prawie kazdy padnie na twarz, zamiast zwiedzac (ja
                    musialam siadac co jakis czas, a w sloncu nie dalo sie momentami
                    wytrzymac).
                    • klymenystra Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 21:57
                      35 stopni to temperatura idealna, przy ktorej sie wspaniale zwiedza -
                      powiedziala Klymenystra, z zalem patrzac na termometr w kraju-raju.
                      • ginny22 Re: Nie wierzę.. 10.12.09, 23:31
                        > 35 stopni to temperatura idealna, przy ktorej sie wspaniale zwiedza

                        35 stopni to temperatura idealna, przy ktorej sie wspaniale umiera,
                        powiedziała Ginny.
                        • ewaty Re: Nie wierzę.. 11.12.09, 00:26
                          > > 35 stopni to temperatura idealna, przy ktorej sie wspaniale
                          zwiedza
                          >
                          > 35 stopni to temperatura idealna, przy ktorej sie wspaniale umiera,
                          > powiedziała Ginny.


                          Bardzo dużo zależy od wilgotności powietrza. Miałam okazję być w
                          Indiach. Gdy wysiadłam z samolotu w Delhi dostałam, jak pięścią w
                          twarz, łupnięciem wilgotnego, nagrzanego powietrza. Koszulka
                          natychmiast się do mnie przylepiła, ja ziapnęłam i myślałam, że
                          zemdleję. Te pierwsze pół godziny przystosowawcze, to była tortura.

                          Ta Nutria jako pilot jest o tyle niemożliwa, że to robota wymagająca
                          żelaznych nerwów, zdolności improwizacji i dzikiego opanowania. Mnie
                          kurs pilocki i opowieści weteranów spłoszyły przed tego typu
                          zarabianiem na życie. Sztuczna szczęka i okulary typu denka od
                          butelek stracone przez jednego z uczestników wycieczki podczas
                          kąpieli w morzu pierwszego dnia, to najmniejszy pan pikuś.
                          • croyance Re: Nie wierzę.. 15.12.09, 23:25
                            Sluchajcie, a moze Natalia przez ten rok byla w waria ... to jest,
                            szpitalu dla psychicznie chorych, i jej 'dyskretna' rodzina uzywa
                            okreslenia 'Na Cyprze' jako pewnego eufemizmu, cos jak jechanie do
                            Rygi? :-D
                            • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 16.12.09, 18:16
                              > Sluchajcie, a moze Natalia przez ten rok byla w waria ... to jest,
                              > szpitalu dla psychicznie chorych

                              Wtedy przyjechałaby pospiesznym z Gdyni (zatrzymuje się w Gnieźnie,
                              gdzie jest nasze lokalne wariatkowo, tzw. "Dziekanka"), a nie
                              InterCity z Warszawy :)
                        • petra1246 Re: Nie wierzę.. 09.07.17, 20:10
                          > 35 stopni to temperatura idealna, przy ktorej sie wspaniale zwiedza <
                          Hej, świetny temat i nie mogę się powstrzymać:
                          Są ludzie, dla których temperatura poniżej 30*C, to już jest "zimno" (takiego małża mam, Polak, nie wychowywany w ciepłych krajach).
                          Ale.... Natalia do nich nie należy. Jak wiemy z NiN, od zbyt jaskrawego słońca i wysokiej temperatury boli ją głowa, ma nudności, mroczki przed oczami i chce zemdleć.
                          Jakim cudem taka osoba może w warunkach cypryjskiego klimatu wykonywać trudną, wymagającą pracę, przy której trzeba mieć mocne nerwy, szybką orientację, wysoką asertywność i do tego umieć podejmować błyskawiczne decyzje? Nie ma szans. Chyba, że jest tylko właściwego rezydenta asystentką i wykonuje polecenia typu: zrób tej pani wody z lodem i zadzwoń po taksówkę? Przy tym nie wychodzi z dobrze klimatyzowanego hotelu, a opala się w solarium pod baczną kontrolą doświadczonej kosmetyczki.
                          Wtedy może być :)
                    • dakota77 Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 22:35
                      Nie kazdy padnie, ja na przyklad swietnie znosze takie upaly. Ale jakos
                      nie moge sobie wyobrazic w takich warunkach Nutrii.
                    • sowca Re: Nie wierzę.. 09.12.09, 23:01
                      Ja co prawda nie byłam na Cyprze, tylko we Włoszech, ale w okresie
                      upałów. I zupełnie mi nie przeszkadzała bardzo wysoka temperatura,
                      tyle tylko, ze wypijałam jakieś niesamowite hektolitry napojów :p
                      Specjalnie się nie upieram, po prostu ja jakoś w tę Natalię na
                      Cyprze jestem w stanie uwierzyć :)
                      • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 10.12.09, 08:04
                        Z tymi upałam to w ogóle śmiesznie-ja nienawidzę gorąca i fatalnie
                        się czuję już przy jakichś 28 stopniach a udało mi się zupełnie
                        komfortowo i przyjemnie pozwiedzać Rzym pomimo 40 stopni,natomiast w
                        Medionlanie przy 25 nie da się wytrzymać.Podobno to przez położenie
                        obu miast:)
                      • croyance Re: Nie wierzę.. 10.12.09, 13:53
                        Ja Natalii na Cyprze w ogole nigdy na powaznie nie potratowalam, i nie
                        wierze w to, ze tam kiedykolwiek byla chociazby na wakacjach.
                        • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 10.12.09, 14:07
                          croyance napisała:
                          > Ja Natalii na Cyprze w ogole nigdy na powaznie nie potratowalam, i >nie>
                          wierze w to, ze tam kiedykolwiek byla chociazby na wakacjach.

                          Dokladnie :)
                          Zauwazcie tez, ze przebrzydle Borejki nawet jej sie nie dopytuja, jak tam bylo -
                          ona tez nie opowiada - albo maja ja kompletnie gdzies (nie jest wszak Gaba) albo
                          wcale nie byla na Cyprze, tylko tam, gdzie nie ma klamek ;>

                          Tak samo nie wierze tez w Pyziaka w Australii, w Niemczech i w Brazylii, ani w
                          Palysów w Brazylii ani w Bitnera ojca w Brazylii
                          (co ma MM przeciwko tej przecudnej krainie, doprawdy..?). Ot, autorka wymyslila
                          sobie antypody jak najdalsze, jakies dzungle nieslychane nie z tej ziemi, jako
                          miejsce, gdzie jezdza grzesznicy (jedynie Palysowie wracaja skruszeni, z nowym
                          dzieckiem w ramach pokuty ;)
                      • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 13.12.09, 18:40
                        sowca napisała:

                        > Ja co prawda nie byłam na Cyprze, tylko we Włoszech, ale w okresie
                        > upałów. I zupełnie mi nie przeszkadzała bardzo wysoka temperatura,

                        taki OT maly: to jeszcze zalezy gdzie bylas, zupelnie inne sa upaly w miescie
                        (centrum kazdego wloskiego miasta to mnostwo starych murow, ktore oddaja potem
                        cieplo przez cala noc, wiec tak naprawde ten poranny chlod nie nadciaga), inne
                        na Poludniu, a inne gdzies miedzy Bolonia a Ferrara, gdzie jest zwykle
                        najcieplej (ponad 35) i wilgotno, zwlaszcza w delcie Padu.
                        • paszczakowna1 Re: Nie wierzę.. 15.12.09, 16:00
                          > taki OT maly: to jeszcze zalezy gdzie bylas, zupelnie inne sa upaly w miescie
                          > (centrum kazdego wloskiego miasta to mnostwo starych murow, ktore oddaja potem
                          > cieplo przez cala noc

                          Ano. Jeszcze zależy w którym mieście. Ja byłam dwa razy w lecie (t.j. przez całe
                          lato) w Pizie, i tam jeszcze jest w miarę znośnie, bo od/do morza wieje wiatr, i
                          nigdy powietrze całkiem nie stoi. Ponadto Piza jest w miarę luźno zabudowana, i
                          nawet trochę zieleni się znajdzie. Owszem, było gorąco, ale dało się to znieść.
                          Natomiast Bolonia to koszmar nad koszmary - upał, masy kamienia, skrawka
                          zieleni, i jeszcze to w jakiejś niecce chyba jest, i kompletnie nie ma tam
                          przewiewu.
                        • sowca Re: Nie wierzę.. 19.12.09, 23:52
                          Byłam w Rzymie :) Nie wiem, jak to się ma do temperatur w innych
                          regionach Włoch.
          • ready4freddy Re: Nie wierzę.. 13.12.09, 18:48
            ananke666 napisała:

            > > Dziwne to byloby gdyby filolog klasyczny nie znal antyku a nie odwrotnie.
            >
            > To znaczy - gdyby antyk nie znał jego? :D
            >

            nie moglem sie powstrzymac...

            in Soviet Russia, antiquity knows YOU! :D
      • a_weasley Samochody i ludzie 17.12.09, 12:40
        Lezbobimbo nie wierzy, a MSZ powinna:

        * ze wielki Bernard wepchnal sie w malucha,
        > juz i tak wypchanego wysokimi GiG, nie
        > wypadlo temu kaszlakowi dno

        Może za długo żyję i za dobrze widziałem, ilu i jakich ludzi może jechać
        maluchem. Przyjemność żadna, mam 192 i prowadziłem 400 km, ale znam człowieka
        mojego wzrostu, który jednego dnia zajechał maluchem z Warszawy do Wenecji (i to
        nie tej dookoła Żnina).

        * ze znowuz Nutria bez prawka ukradla furgonetke,
        nie zrobila stluczki,

        Tysiące ludzi jeżdżą bez prawa jazdy i nie robią stłuczek. Żeby prowadzić i nie
        robić stłuczek, nie jest potrzebne prawo jazdy, tylko umiejętność prowadzenia.

        Nieprawdopodobne są natomiast sceny związane z volkswagenem Wolfiego. Zarówno
        to, jak wielki plecak Bodzia ląduje na tylnym siedzeniu, nie rozjeżdżając po
        drodze głowy kierowcy i nie miażdżąc pasażerki z tyłu, jak i cała scena przy
        promie, od samego błyskawicznego uruchomienia starego samochodu przez
        niewprawnego kierowcę i niezduszenia silnika po reakcje właściciela, samochód
        ten uwielbiającego, na jego uszkodzenie.

        i już nie samochodowe

        * ze Lelujkowie wyrosli na super-ciacha mimo zadziwiajacej otylosci
        dzieciecej, a i tak ich zadna nie chciala

        I co w tym jest dziwnego? Że przystojnych facetów żadna nie chciała, czy że z
        nieletnich pulpetów wyrośli przystojni dorośli?
    • skrzydlate.bobry Re: Nie wierzę.. 20.10.09, 21:01
      A ja po dzisiejszej lekturze opek i ich analiz myślałam sobie o Józinku z JT. I
      jedno - wierzę już w znawcę pizzy, co zamawia pizzę najprostszą z możliwych
      (skoro szczytem wyrafinowania kulinarnego we wszystkich opkach jest pizza z
      owocami morza...). Józinek był w tej pizzerii z kuzynem i dziadkiem, a nie z
      jakimś lachonem czy innym ciachem, więc owoce morza sobie odpuścił.
      A poważnie: nie wierzę w pistolecik. Ani w efekty jego użycia. Mimo wszystko.
      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 20.10.09, 21:19
        Przypomij prosze pistolecik, bo kompletnie czegos takiego nie
        pamietam:)
        • rudzik85 Re: Nie wierzę.. 20.10.09, 22:23
          Z tego co pamietam z JT (a czytałam dość dawno, więc jak się pomylę
          to poprawcie): Józinek dostał imitację broni od Marka, Ida była
          przeciwna dawaniu tego rodzaju prezentu dla dziecka wiec Józinek po
          kryjomy odpakował prezent. Marek nawet nie musiał przypominać
          synowi, że należy go "używać" rozważnie. Pistolecik przydał się,
          kiedy szedł z Laurą ulicą i zobaczył gromadę łysych dręczących
          dziewczynę- Józinek wystrzelił w powietrze, dresiarze stracili
          rezon, dziewczyna zwiała. Łysi szukali winnego, ale nie przyszło im
          do głowy, że rudy trzecioklasista moze mieć coś wspólnego z tym
          strzałem.
          Jeśli chodzi o moje odczucia- to jeszcze było znosne. W porównaniu
          ze ślubem koscielnym w trzy dni - bardzo prawdopodobne (dlaczego, u
          licha, żaden ksiądz lub urzędnik USC nie wyszedł i nie oswiecił
          małolatów, ze tak sie nie da? Hę?! Z treści wynika, ze upiorna
          parka mogłaby spokojnie ów ślub wziąć, a po lekturze "Sprężyny"
          mniemam, iż tego dnia na miejsce L&W wskoczyli Fryce- bo okazja
          była, a przynajmniej sie te bukiety ofiarnie taszczone przez rodzinę
          nie zmarnowały). Ze ślubnych irytacji wymienie jeszcze rozsadzanie
          rodziny na weselu Nutrii i sklad gosci -wielce nieprawdopodobny....
          Ale i tak palma pierwszeństwa należy sie Mili - dramaturgowi
        • skrzydlate.bobry Re: Nie wierzę.. 20.10.09, 22:25
          dakota77 napisała:

          > Przypomij prosze pistolecik, bo kompletnie czegos takiego nie
          > pamietam:)

          Cóż, nie mam pod ręką książki, ale był tam taki fragment, kiedy to Józinek idzie
          przez miasto z Laurą i widzą, jak młódź męska molestuje śniegiem jakieś kwiczące
          dziewczę. Żeby odwrócić ich uwagę, dziewczęciu pozwolić uciec, a jednocześnie
          zapewnić bezpieczeństwo sobie i Laurze, Józinek strzela w powietrze z
          pistoletu-straszaka, który to dostał od ojca po wcześniejszej poważnej, męskiej
          rozmowie. Na własną prośbę, zdaje się. I ten numer skutkuje.
          Jeśli coś źle zapamiętałam - niech mnie poprawi ktoś, kto może sprawdzić, jak to
          rzeczywiście w książce było.
          • ananke666 Re: Nie wierzę.. 20.10.09, 22:49
            Strzelał z pistoletu na plastikowe kulki. Straszak to co innego, naboje do
            straszaka wyglądają z zewnątrz jak normalna amunicja, tylko mają taki czubek
            jakby gnieciony w stożkowatą falbankę. W środku oczywiście mają co innego.
            O ile pamiętam, strzał z pistoletu na kulki to średnio głośny trzask. Straszak,
            czyli broń hukowa, jak sama nazwa wskazuje, robi faktycznie sporo hałasu, tyle,
            co normalna broń. Ten od kulek IMO można przeoczyć. Zatem popieram niewiarę ;)
          • andrzej585858 Re: Nie wierzę.. 20.10.09, 23:06
            skrzydlate.bobry napisała:

            > Jeśli coś źle zapamiętałam - niech mnie poprawi ktoś, kto może sprawdzić, jak t
            > o
            > rzeczywiście w książce było.

            "Zza rogu Dąbrowskiego wyskoczyła z kwikiem dziewczyna, za którą goniło stado
            łysych. Dopadli ją na Moście Teatralnym, złapali i zaczęli wpychać jej za
            kołnierz śniegowe kule. Wrzeszczała tak, jakby rzeczywiście chciała pomocy, więc
            Józinek, wciąż oblizując swego naturalnego loda, sięgnął do wewnętrznej kieszeni
            skafandra. Wydobył z niej zgrabny, poręczny, czarny pistolet na plastikowe kulki
            i oddał trzy strzały w powietrze. Spokojnie schował broń i bez emocji ruszył
            dalej, pewien efektu. Rzeczywiście, łysi puścili swą ofiarę i rozglądali się,
            szukając sprawcy strzelaniny. Do głowy im nie przyszło, że może nim być rudy
            trzecioklasista, idący spokojnie w ich stronę."
            Język Trolli str. 84.
    • senseeko Re: Nie wierzę że Bebe... 01.11.09, 20:10
      Nie wierzę że Bebe objuczona ciężkim plecakiem w potwornym upale idąc w kierunku fontanny przed Operą (cyt.) "spojrzała z uczuciem na Mickiewicza". Wprawdzie nie doczytałam jeszcze BBB do końca (to znaczy kiedyś tam czytałam, ale dawno) ale nie przypominam sobie by BB pałała jakimś specjalnym uczuciem do Mickiewicza. Ale nawet jeśli, to w owym czasie za punkt honoru i cel dążeń obrała sobie opanowanie. I jej twarz była zawsze spokojna i bez wyrazu. Skąd więc to nagłe wyłamanie się z codziennego "zagipsowanego" stylu bycia? Z powodu zmęczenia i upału? Nie wydaje mi się.
      Co innego gdyby obok pomnika przechodził Bernard, on nawet na Mickiewicza na pomniku mógłby spojrzeć z uczuciem, ale Bebe?
      • marslo55 Re: Nie wierzę że Bebe... 06.11.09, 17:08
        senseeko:
        "nie przypominam sobie by BB pałała jakimś specjalnym uczuciem do
        Mickiewicza"
        Mickiewicz jako pomnik był dla Bebe wzorcem zagipsowania, ot co!
      • ginny22 Re: Nie wierzę że Bebe... 06.11.09, 21:47
        Może już wtedy pani MM propagowała kult wieszcza, choć w formie
        subtelniejszej niż dziś? :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka