Dodaj do ulubionych

SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY)

    • chainless_soul Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 11:21
      Witam wszystkich :) Rzadko udzielam się na forum, ale od kilku lat
      pilnie je śledzę, a teraz oczywiście jestem świeżo po nocy
      poświęconej przykręcaniu "Sprężyny" i właśnie skończyłam czytać
      spoilerowy wątek. Wczoraj przez cały dzień musiałam dzielnie ze sobą
      walczyć, żeby do niego nie wejść :))
      Mam taką refleksję odnośnie imienia Ziutka: o ile Gabrysia nadała
      swoim córkom imiona ładne i kobiece, jakby chciała zrekompensować im
      trudy życia w smutnych i szarych czasach, w dodatku bez ojca, a
      imiona córek Pulpy bezlitośnie kojarzą mi się z Anią z Zielonego
      Wzgórza (no, Nora raczej z Anią z Szumiących Topoli), to Ida i Marek
      wydają się po prostu preferować imiona stare i tradycyjne, ale imię
      Kazimierz nosił również mąż Gizeli, czyli w pewnym sensie
      przyszywany dziadek Idy! Jeżeli "Sprężyna" rzeczywiście jest
      mrugnięciem MM w stronę forum, to imię najmłodszego potomka Pałysów
      może być właśnie odpowiedzią na krytykę o wątku Gizeli, która przed
      Kalamburką była w rodzinie Borejków po prostu nieobecna...

      Tak ogólnie, to moje wrażenia po przeczytaniu są bardzo pozytywne,
      chociaż po zamknięciu książki z żalem stwierdziłam, że zaśmiałam się
      tylko dwa razy, ale za to porządnie....

      • senseeko Humor - gdzie? 12.12.08, 23:23
        chainless_soul napisała:
        >
        > Tak ogólnie, to moje wrażenia po przeczytaniu są bardzo pozytywne,
        > chociaż po zamknięciu książki z żalem stwierdziłam, że zaśmiałam się
        > tylko dwa razy, ale za to porządnie....

        Gdzie? Gdzie?
        Bo ja niestety nie potrafię sobie przypomnieć momentów w Sprężynie gdzie kwiczałam ze śmiechu, a w poprzednich częściach takowe były.
        Może coś przeoczylam?
        • mmaupa Re: Humor - gdzie? 22.12.08, 13:33
          Ja odpowiem: Wozi drzewka, pingwin i calkowicie bez ubrania.
          • senseeko Re: Humor - gdzie? 23.12.08, 22:22
            mmaupa napisała:

            > Ja odpowiem: Wozi drzewka, pingwin i calkowicie bez ubrania.

            Wożenie drzewka mnie zirytowało, o czym pisałam w wątku "Sprężynowy świerk". "Całkowicie bez ubrania" jakoś po mnie spłynęło ani nie rozśmieszyło, ani nic, choć owszem, mogłoby w odpowiednim nastroju rozbawić (ale gdzie tej scenie do sceny z Oracabessą w szkole i dyrektorką Zajęczyk) Być może by mnie to rozbawiło, gdybym ciągle jeszcze nie była zirytowana sposobem w jaki Laura traktowała różę, a pingwina nie kojarzę. Ktoś podpowie?
    • k_linka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 11:29
      Hmmm czytalam do 1 ( w nocy oczywiscie), potem jeszcze wlaczylam komputer zeby
      jeszcze doprawic przyjemnosc przestudiowaniem watku.
      Najwieksze zaskoczenie - Kazimierz, najmniejsze - to ze Naszpan okazal sie byc
      Adamem.

      Podobalo mi sie wyjasnienie kwestii gdzie podziewaja sie pieniadze Palysow. Otoz
      pasuje do nich egzotyczny drogi wyjazd, przy rownoczesnej obojetnosci na
      lokalizacje mieszkania.
      Nie podobalo ulewanie u takiego duzego chlopaka. I tego ze nikt nie wiem ze to
      sie leczy. Ale moze sie czepiam...
      Komus jeszcze w Jezycjadzie przed Laura zaciskala sie nić wokol serca.
      Pamietacie komu?
      • ananke666 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 12:35
        > Komus jeszcze w Jezycjadzie przed Laura zaciskala sie nić wokol serca.
        > Pamietacie komu?

        Nie całkiem, ale podobnie...
        Pulpie, omotanej na śniegu linką wleczoną przez Baltonę?
      • malwa51 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 12:47
        W kwestii ulewania - moj robil to regularnie przez wlasciwie caly 1
        rok zycia....

        A teraz spojlerowe pytania po lekturce (jakze sympatycznej) watku:

        1. O co chodzi z wypadkiem Gaby? Jak sie to stalo (wina Gaby?) i czy
        poniosla jakies ciezsze obrazenia?
        2. Kim jest tajemniczy Pan Gruszka?
        3. Co robia Fryce w Oxfordzie? (Studiuja?)
        4. Co sie stalo Dmuchawcowi w szpitalu?
        5. Czy Kazimierz = rudzielec do kompletu? (z rysunku wynika, ze
        jednak bardziej brunet)

        I wreszcie podziele sie moimi wrazeniami - zdziwilam sie, ze to Ida
        ma 3 potomka. Osobiscie bardziej by mi to do Patrycji pasowalo -
        choc nie wiem czemu :)
        • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 12:58
          Na Gabe wjechal pijany kierowca. Miala zlamana noge, obojczyk i szczeke.
          Pan Gruszka jest pracownikiem Ogrodnictwa Daglezja w Kostrzynie:-)
          Nie wiemy dokladnie, co robia Fryce w Oxfordzie. Przypuszczam, ze Fryderyk tam
          pracuje, ale nie ma o tym mowy.
          Scene z Dmuchawcem slabo pamietam, na pewno ktos odpowie.
          Kazimierz jest szatynem:-)
          • jota-40 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 14:19
            Niesiona falą Waszego entuzjazmu dotarłam dziś do Empiku w celu nabycia "S".
            Mżawka, wicher, nieprzyjemnie, czasu mało, funduszy brakuje, ale cóż, mówi się
            trudno. Wpadłam do księgarni, rzuciłam się do stoiska z literaturą
            młodzieżową... i nic. Nie ma. Rzuciłam się do stoiska z nowościami - też nic.
            Trudno, pytam przy kasie. Sympatyczny młodzieniec, pełen dobrej woli, powiada,
            że chyba stoi gdzieś w magazynie i nawet może mi przynieść jeden egzemplarz. "To
            Grochola, prawda?" - pyta uprzejmie i nieco pobłażliwie.
            Aaaa!... Poczciwina. Równie pobłażliwie skorygowałam nazwisko autorki. Poszedł.
            Zniknął na dobre pół godziny. Muszę obsłudze Empiku przyznać, że dbali o mnie w
            tym czasie - mniej więcej co pięć minut podchodził do mnie kolejny gorliwy
            młodzian i informował, że prace postępują: teraz szukają klucza do magazynu, a
            teraz - czy jest ten karton, teraz nożyczki, zaraz przyniosą...
            Uff. Wiele mnie to kosztowało, ale mam. Mam i zaczynam ;)).
          • jessy3 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 14:29
            Jest mowa o tym, że Fryderyk dostał w Oxfordzie pracę.
            Dmuchawcowi nic się nie stało, tylko gdy żegna się z Gabą, jest komentarz
            narratora, że żegna się jakby wypływał w samotny rejs.
            • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 01:04
              No,no. Wlasnie na to czekalam ;)))Bo jesli on pracuje a Roza siedzi
              w domu z dzieckiem albo studiuje, to wierzcie mi, nie maja oni za
              rozowo, i w to, ze sa w stanie przyjmowac obie babcie na raz nie
              wierze i tyle, o. I juz. I moge Wam to szczegolowo rozpisac jak ktos
              chce. A jesli wroca po 3 czy 4 latach z pieniedzmi na domek to
              buhahaha, chyba mnie pokreci.
        • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 14:30
          malwa51 napisała:
          > 4. Co sie stalo Dmuchawcowi w szpitalu?

          Przyszedł odwiedzić Gabę. Stary, zmęczony i opisany jak człowiek
          odchodzący ze świata. Bardzo wzruszająco, swoją drogą.

          "Wstał z trudem, poszedł wolniutko w stronę drzwi, zatrzymał się i
          obejrzał - chyba żal mu było odchodzić.
          - Bądź zdrowa, Gabrysiu - powiedział. - Bądź zdrowa.
          Dlaczego to jego ostatnie, pożegnalne spojrzenie było takie
          poruszające?! Gabrieli ścisnęło się serce. Chciała coś powiedzieć,
          ale ściśnięte miała także gardło.
          A profesor podniósł otwartą dłoń i pomachał nią tak, jakby stał na
          pokładzie łodzi i wypływał właśnie w daleki, samotny rejs".
          • malwa51 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 15:27
            Rzeczywiscie, wzruszajace i poruszajaco dwuznaczne ("zal mu bylo
            odchodzic")
            Dziekuje za cytat. Z opisow wczesniejszych wyciagnelam bledny
            wniosek, ze Dmuchawiec mial tam zawal, albo zaslabl...

            Ile lat ma Dmuchawiec w 2008? Chyba jest juz po 80?
    • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 14:42
      Chciałam napomknąć jeszcze, że owszem, Mareczek bierze udział w
      akcji, ale oczywiście w strategicznym momencie... śpi:P
    • the_dzidka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 15:53
      No! Skończyłam.
      Na głębszą analizę za wcześnie, na razie powiem tylko: jestem
      zadowolona. I sama zakochałam się w Naszpanu poloniście. Który w
      dodatku nosi najpiękniesze imię męskie na świecie :))))
      • yennefer_z_v Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 16:28
        CytatI sama zakochałam się w Naszpanu poloniście. Który w dodatku nosi
        najpiękniejsze imię męskie na świecie :))))

        O, to, to! Właśnie zapomniałam napisać, że to moje ulubione męskie imię. A w
        Naszpanu Witalisie można się zakochać przez sam obrazek. Jak dla mnie
        najprzystojniejszy Pan z Obrazka od czasów Nerwusa, który był bardziej w moim
        typie może, ale coś mi się typ ostatnio zmienia...
        Chciałbym zobaczyć obrazek z Laurą i Naszpanem. Piękny kontrast. A oboje piękni.

        Adam jest taki smutny i uduchowiony, a przy tym tak rewelacyjnie pracuje z
        dziećmi, potrafi się śmiać mimo nieszczęść... Scena z Laurą przy autobusie
        naprawdę mnie poruszyła. To wyczyn: poruszyć mnie, chociaż już na stronie 12
        odkryłam intrygę Naszpan/Adam i mnie to nieco zirytowało.
        • juzeffa Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 17:52
          yennefer_z_v napisała:

          Jak dla mnie
          > najprzystojniejszy Pan z Obrazka od czasów Nerwusa

          O, właśnie też to stwierdziłam i miałam napisać.

          chociaż już na stronie 12
          > odkryłam intrygę Naszpan/Adam i mnie to nieco zirytowało.


          A ja wszystko odkryłam znacznie później, przyznam się, że na początku , przez
          dobry fragment tomu wogóle nie łączyłam postaci naszpana z Adamem. I bardzo dobrze.

          Witalis-Fidelis - bardzo przyjemny rysunek, na dodatek bez wąsisków.Czy może byc
          lepiej?
    • truscaveczka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 18:19
      1. Popłakałam się kilka razy, kwestie osobiste, więc nie piszę, gdzie.
      2. Florian jest boski, rysunki zakleiłam karteczkami słabolepkami ;)
      3. Na str. 203 jest błąd językowy, redaktorki przegapiły: "Laurę łapało
      przeziębienie. Zażyła gorącą kąpiel" - czyżby w charakterze lekarstwa? I
      jak zażyła, doustnie?
      Żyłam w przekonaniu, iż zażywa się przyjemności (tu: kąpieli), a nie przyjemność
      (najwyżej tabletkę).
      4. Róża jest cudowna, uwielbiam te z widocznym środkiem, standardowe baccaraty
      są nudne :)
      5. To jest najlepsza książka MM od czasu co najmniej TiR :) Bardzo mi się podobała!
      • sowca Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 18:57
        Ufff, mam i przeczytałam! Nie macie pojęcia, ile mnie kosztowało
        zdobycie S, najpierw leciałam do Empiku w przerwie między zajęciami,
        ale się okazało, że Empik tej ksiązki jeszcze nie posiada... na
        wykładzie tupałam nogami z niecierpliwości, aż wreszcie głodna i
        zmarznięta przebiegłam całą Pietrynę, żeby w końcu doznać
        wspaniałego uczucia przy wzięciu do ręki cieplutkiej "Sprężyny"...
        Ogólne wrażenia: pozytywne!

        Plusy:
        - mnóstwo, ale to mnóstwo odpowiedzi na nasze zarzuty na forum!
        przykłady? proszę bardzo: odzywający się Marek, Grzegorz wychowujący
        Ignasia, Ignacy zajmujący się wnukami, pojawienie się Pulpy i
        Floriana i cała masa innych.
        - Pulpa i Baltona. Co z nich za sympatyczna para, widać, że uczucia
        między nimi nadal ogniste :) i córeczki wydają się urocze
        - humor, kilka naprawdę dobrych tekstów
        - Ignacy znormalniał! Nareszcie zamiast stetryczałego wariata
        dostajemy sympatycznego starszego pana, dobrego dziadka i ojca. A
        przy tym nie traci charakterku, nie zmienił się bynajmniej w ciepłe
        kluski.
        - wyjazd Róży i Fryderyka do Oxfordu. Oraz idąca za tym nieobecność
        Mili w "Sprężynie".
        - trzecie dziecko Idusi i Marka. Dosyć zaskakujący wątek, ale moim
        zdaniem fajny, zwlaszcza, że kiedy ja się urodziłam, moja mama też
        była po czterdziestce ;)
        - miła, ciepła atmosfera
        - ładny wątek miłosny Laury i Adama. Fakt, że przewidywalny. Fakt,
        że dość nierealny. Ale ładny, naprawdę ładny. Kojarzy mi sie trochę
        z wątkiem Nutrii i Nerwusa, też taki "magiczny".
        - napomknięcie o znanych nam, a zapomnianych ostatnio bohaterach:
        Żakowie, Kreska, Dmuchawiec, Bebe
        - dodatkowy plus za wspomnienie mojego ukochanego
        serialu "Zagubieni":)
        - Laura - nadal pozostaje tygrysem, a budzi sympatię o wiele
        bardziej niż w poprzednich tomach
        - Naszpan Polonista - wybitnie przystojny, coś mi się wydaje, że
        będę go lubić...

        Żeby nie było za słodko, pora i na minusy:
        - wypadek samochodowy Gaby, będący znakomitą okazją do powtórzenia
        po raz milionowy, jaka to Gabriela była cudowna i niezastąpiona.
        Fakt, Gaba wydaje się lepszą postacią niż w poprzednich książkach,
        nie tak irytującą, ale i tak tylko patrzyłam, aż jej rodzina i
        znajomi padną na kolana przed jej łóżkiem, wznosząc modły do nowej
        świętej ;)
        - Łusia: troszkę jednak denerwująca z bezustannym mądrowaniem się.
        - Ignaś: denerwujący jak zawsze, a przy tym ten wątek z topieniem
        się Józinka wydaje mi się taki ni przypiął, ni wypiął.
        - osławiony już rysunek Baltony. aaaa!
      • myself-m Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 17.11.08, 12:19
        ad 3 zajrzyj na musierowicz.com.pl, wpis z 16 listopada ;)
    • anyca Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 19:54
      Ja zwróciłam uwagę na Ignacego, który wyraźnie karci Idę, że traktuje go jak staruszka. Mówi, że w ich rozmowach zawsze było miejsce na złośliwości, więc pobłażliwy ton jest nie na miejscu. Ida na to wchodzi w swój normalny ton i zaczyna sprzątać kuchnię. Fajne!
      • monikate Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 15.11.08, 20:41
        Miałam nie kupoać, ale po przeczytaniu wątku kupię! A mijałam dziś
        ksiegarnię, na wystawie leżała "S"- przeszłam obojetnie to teraz
        mam!
    • malabasn Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 00:40
      Witam wszystkich serdecznie bo to mój pierwszy post na tym forum :-)

      Jestem świeżo po lekturze "Sprężyny" i chciałabym podzielić się
      swymi odczuciami. Zaznaczam, że jeszcze nie czytałam postów
      poprzednich, być może więc opinie przeze mnie tu zaprezentowane się
      powtórzą.

      Książka rzeczywiście zaskakuje swoja spokojną, radosną atmosferą i
      to "uderzyło" mnie już na samym początku. W zasadzie miałam wręcz
      nadzieję, że będzie pierwszą od kilku lat, która mi się naprawdę
      spodoba, ale... nie.

      Wielkim jej minusem jest jak dla mnie wątek miłosny, a już zwłaszcza
      - jego rozwiązanie. Przypomnijcie sobie historie miłosne ze "starej"
      Jeżycjady - Gaby i Janusza, Cesi i Jurka czy zwłaszcza Kreski i
      Maćka. Wszystkie one były jakieś takie bardzo życiowe i co
      najważniejsze - prawdopodobne. W zasadzie mogły się zdarzyć każdemu.
      Niestety, z każdą kolejną książką jest z tym w moim mniemaniu coraz
      gorzej: jeśli mamy w nowej książce bohaterkę, to już na początku
      lektury możemy być niemal pewni, że w ciągu trzech następnych dni
      (bo w takich mniej więcej ramach czasowych Musierowicz od kilku
      książek z niewiadomych przyczyn się lubuje, co czyni całość jeszcze
      bardziej nieprawdopodobną) przeżyje ona jakąś niezwykle niesamowitą
      historię miłosną,pełną cudownych (aż trochę "za" cudownych) zbiegów
      okoliczności i będącą splotem niezwykłych przypadków oraz zdarzeń. W
      przypadku "Sprężyny" historia ta jest w dodatku na tyle
      przewidywalna, że jej zakończenia domyśliłam się mniej więcej w
      połowie ksiązki, co poważnie zepsuło mi przyjemność z czytania.

      Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że sporo osób (chyba zresztą należę do
      nich) kupuje nowe książki Musierowicz niejako z przyzwyczajenia i
      "obowiązku", wzdychając przy tym w duchu "Ale to już nie to, co
      kiedyś". W "starej" Jeżycjadzie mieliśmy w większości książek nową
      bohaterkę, której powiązania z Borejkami nawiązywały się w trakcie
      akcji lub też w jej trakcie zostawały odkrywane, a sami Borejkowie,
      o ile bohaterką nie była akurat osoba z ich rodziny, odgrywali
      jakąstam rolę uzupełniającą. Od jakiegoś czasu jednak seria
      najwyrażniej zmienia się powoli w książkową "telenowelę" o rodzinie
      Borejków. Czasami nasuwa mi się na myśl, że nowe powieści powstają
      głównie po to, by po prostu opowiedzieć ich dalsze losy. Nowych
      bohaterów jak na lekarstwo, a postacią centralną jest kolejne
      borejkowskie małoletnie dziecko. Jeżeli Musierowicz zamierza w
      przyszłości wracać do tej koncepcji, to aż drżę na samą myśl, że "do
      obsłużenia" została jeszcze cała gromadka tych wnucząt i prawnucząt.

      Kłuje to w oczy tym bardziej, jeżeli zwróci się uwagę na to, że
      coraz bardziej oni i ich znajomi zaczynają tworzyć jakby zamknięty -
      Magda Ogorzałka wychodzi z pociągu i niemal natychmiast zwraca uwagę
      jednego z bliżniaków Żeromskich, wobec czego już wiemy: będzie
      miłość. Jak to w telenoweli. Dlatego, chociaż lubię Wolfiego, cieszę
      się, że jego związek z Laurą się rozpadł, bo krzywiłam się nad nim
      już w momencie, gdy się rozpoczynał.Chłopak w związku z dziewczyną i
      jego brat w związku z jej siostrą - no błagam, jak czesto to się
      zdarza w życiu? Powiecie: ale to książka, to wszystko może się
      zdarzyć, zresztą życie jest nudne! A ja mam wrażenie, że ksiązki
      Musierowicz pokochało tyle osób m.in. właśnie dlatego, że potrafiły
      w ciekawy i zabawny sposób opisać życie takim, jakie jest!

      Tyle o minusach.

      Co do plusów, to przede wszystkim wspomniany optymizm i to, że
      wydaje się, jakby bohaterowie, z dziadkiem Borejko włącznie, jakby
      trochę "znormalnieli"; przynajmniej nie jawią się już kastą
      najwyższą, dla której muzyka inna od poważnej jest obrazą dla ich
      audiofilskich uszu, a filmy "z niższej półki" boleśnie ranią w
      wyrafinowany gust filmowy. Cieszę się, że można było dowiedzieć się,
      co słychać u dawno niewspomnianych osób - Pulpecji i Florka, Aurelii
      i Kozia. Znowu jednak nie doczekałam się jednak szerszego ujawnienia
      obecnych losów kilku innych lubianych przeze mnie bohaterów - Cesi i
      Jurka, Bebe i Damba, Elki i Tomka. Zastanawia mnie, czemu
      Musierowicz skazuje ich na taką "banicję".

      Ogólnie więc bilans wychodzi u mnie raczej na niekorzyść książki,
      jednak niekorzyść ta nie jest ogromna, jak w przypadku kilku pozycji
      wcześniejszych - a to już chyba dobrze. Z radością przyjęłam też
      wiadomość, że bohaterką nowej będzie ponownie nastoletnia dziewczyna
      - czyżby to zapowiedź, że "wraca stare"?

      Nie wiem, czy ktokolwiek z Was zdołał "przekopać się" przez gąszcz
      mych rozmyślań, ale jeśli tak, to informuję, że już koniec - no
      chyba, że coś jeszcze mi się przypomni ;)
      • malabasn PS 16.11.08, 00:52
        ... no i przypomniało.

        Od kilku książek do pasji doprowadza mnie podkreślane na każdym
        kroku uwielbienie Borejków do dzieci, które "wybuchło" nagle jakieś
        kilka pozycji temu (podobnie jak po zmianie ustrojowej nagle
        "wybuchła" ich wielka pobożność). Owszem, dzieci mogą być cudowne,
        słodkie i wspaniałe, ale Borejkowie mam wrażenie wynoszą je niemal
        na ołtarze - do tego stopnia, że gdy Pyza jest w ciązy a potem rodzi
        Milę, to jakoś nikt specjalnie nie przejmuje się, że zapowiada się
        na samotną matkę, w dodatku jest dziewczyną, która nie pracuje i nie
        skończyła studiów, więc kto to dziecko będzie utrzymywał? Nieważne,
        najważniejsze, że jest kolejne dziecko, bo - jak zostało zresztą
        napisane w "Spręzynie" - każde kolejne usprawnia system opieki nad
        nimi!

        I już myślałam, że chociaż Laura będzie jedyną, która dzieci nie
        lubi. Tak dla równowagi. Ale gdzie tam! Z pozoru szorstka i na nie
        niewrażliwa, w głębi ducha, jak się okazuje dzieci kocha, i wywołują
        one u niej uśmiech szczęścia oraz totalną zmianę osobowości... no bo
        przecież nie mogło być inaczej - człowiek nieuwielbiający dzieci nie
        ma miejsca w "Jeżycjadzie"!
        • dakota77 Re: PS 16.11.08, 00:56
          Cos w tym jestm zdecydowanie. Borejkom naprawde nie miesci sie w glowie, ze ktos
          moze nie lubic dzieci czy nie chciech ich miec. Ta uwaga o sprawnym systemie tez
          byala jakbny w odpowiedzi na nasze forumowe zarzuty co do beztroski Rozy w
          ciazy. I ja wciaz nie bardzo rozumiem, co takiego mialoby uproscic w tym
          rodzinnym systemie kolejne dziecko. Ok, rodzina pomoze sie nim zajac, ok,
          odziedziczy ubranka czy wozek po starszych krewnych ) choc MIli kupili nowy, bo
          to takie mile). No ale wciaz pozostaja takie sprawy jak wyksztalcenie, dla
          Borejkow wciaz ponoc kwestia pierwszorzedna. A przeciez kilkoro dzieco o wiele
          trudniej dobrze wyksztalcic niz jedno.
          • avvg Re: PS 16.11.08, 22:50
            > Cos w tym jestm zdecydowanie. Borejkom
            naprawde nie miesci sie w glowie, ze kto
            > s
            > moze nie lubic dzieci czy nie chciech ich
            miec.

            Wiesz, Dakoto, ja myślę, że na pewno bierze się
            to z podejścia samej MM do dzieci.Nie wiem, czy
            byłaś na jej stronie internetowej (pewnie tak),
            tam jest taki dział z wyliczeniem "ulubionych":
            ulubione drzewo, kwiat, książka itd, jest też
            punkt "ulubiona istota" i okazuje się, że
            "ulubioną istotą" jest dziecko. Jeśli tak, to
            nic dziwnego, że tyle tych dzieci jest i każdy
            z boharetów za rzecz naturalną uważa
            rozmnożenie się. Nawet Laura w "Sprężynie"
            zostaje spacyfikowana (niestety, jak dla mnie,
            już miałam nadzieję, że ktoś się nie da) i robi
            się słodka jak landrynka tuląc Ziutka.
        • yowah76 Re: PS 16.11.08, 01:00
          Owszem, jest miejsce. W charakterze wrednej feministki/starej panny.
          • malabasn Re: PS 16.11.08, 01:12
            Otóż to!

            [Przyznam się, że ja za dziećmi nie przepadam, co nie znaczy jednak,
            że nie rozumiem, że ktoś je może uwielbiać - ale to, co mamy u
            Borejków, to moim zdaniem już lekka przesada. Natomiast bardzo
            lubię zwierzęta i ucieszyłam się, że u kogoś w Jeżycjadzie mamy
            wreszcie psy - brak zwierząt domowych w całym cyklu też mnie zawsze
            zastanawiał.

            Kolejne przypomnienie: podoba mi się pojawienie się Ziutka jako
            owocu upojnej nocy Pałysów na wakacjach. To rozumiem ;) ]
        • mmoni Re: PS 16.11.08, 10:09
          malabasn(podobnie jak po zmianie ustrojowej nagle
          "wybuchła" ich wielka pobożność).


          Tutaj akurat usprawiedliwiałabym MM - nie jest koniunkturalistką nagle spobożniałą, w poprzednim ustroju po prostu nie mogła o tym pisać i liczyła na domyślność czytelnika. Nie mam "Idy Sierpniowej" pod ręką, ale coś mi się mętnie przypomina, że konfrontacja z mamusią Lisiecką następuje, kiedy Borejkowie wracają z "niedzielnego spaceru" w ulewnym deszczu i czytelnik sam sobie musiał dośpiewać, na jakież to przechadzki w niedzielne przedpołudnie chadzają ludzie w Polsce nawet gdy leje.
      • magdonna Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 19.11.08, 16:37
        > Chłopak w związku z dziewczyną i
        > jego brat w związku z jej siostrą - no błagam, jak czesto to się
        > zdarza w życiu? Powiecie: ale to książka, to wszystko może się
        > zdarzyć, zresztą życie jest nudne!

        2 bracia mego ojca ożenili się z 2 siostrami, co więcej - mieszkają nawet w
        jednym domu (bliźniak)!!!
        Mimo, że też tego wątku trochę nie "łykam" u Borejków - może się to zdarzyć,
        nawet w szarym, zwykłym życiu :)
        • laura-gomez Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 19.11.08, 18:39
          magdonna napisała:

          > > Chłopak w związku z dziewczyną i
          > > jego brat w związku z jej siostrą - no błagam, jak czesto to się
          > > zdarza w życiu? Powiecie: ale to książka, to wszystko może się
          > > zdarzyć, zresztą życie jest nudne!


          Ha ha. Znajomy i jego brat ożenili się z siostrami-bliźniaczkami, które notabene później zostawiły ich dla młodszych.
    • kawka74 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 11:01
      Skończyłam i się dokleję - przy okazji debiutując na tym forum :)
      Najbardziej raduje mnie w 'Sprężynie', że szkoła przestaje być ponurym,
      wstrętnym miejscem a la Alcatraz, gdzie łamie się ludziom charaktery.
      Najbardziej martwi to, że mam jakieś takieś uczucie, że wypadek Gabrieli, która
      chciała w młodości zostać krwiodawcą ;) i której życiowym powołaniem jest
      pomaganie innym, jest karą za to, że śmiała pomyśleć o sobie. Do tego ta rozpacz
      Łucji, że to przez nią ciocia jest w szpitalu. Brrr...
      Chyba jednak trzeba mi było skończyć na 'Kalamburce'.
      A, dobrze, że Babi dała nogę do Oxfordu, nie lubię jej od czasów, kiedy
      skonstatowała 'może jest jej zimno' na okoliczność Patrycji i podała deser.
      • magdonna Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 19.11.08, 16:39
        Odnoszę wrażenie, że szkoła stała się a'la Alcatraz dokładnie w momencie, jak
        przestał uczyć Dmuchawiec. Dopiero on wychował (poniekąd...Aurelkę przecież)
        kolejne pokolenie nauczycieli z pasją.

    • idomeneo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 11:47
      Przez dobrych parę dni bohatersko omijałam forum ze szczególnym uwzględnieniem
      wątku spoilerowego, a teraz wreszcie mogę po lekturze "Sprężyny" dorzucić swoje
      trzy grosze. Dobre przeczucia (którym niedawno dałam wyraz w wątku
      oczekiwawczym) mnie nie myliły. To naprawdę bardzo udana książka!

      Mam też, tak na gorąco, trochę uwag:

      - sprawczą rolę muzyki Mozarta odnotowuję ze szczególną satysfakcją ;)

      - czy ciepło wspomniany na początku tomu starszy pan z jamniczkiem to czasem nie
      aluzja do pana Maciołki?

      - co robiła Laura przez rok po tym, jak nie dostała się na studia za pierwszym
      podejściem? Pracowała w budce z kurczakami?

      - piękny Naszpan Witalis - pojawienie się mężczyzny zarazem ponętnego i godnego
      miłości wielce mnie, jako inicjatorkę wątku o podejrzanych amantach, raduje,

      - piorun miłosci, który spada na Laurę, działa jakoś wyjątkowo oczadzająco. Co
      zauważam jako osoba, której zdarzyło się bardzo szczęśliwie zakochać od
      pierwszego wejrzenia, niemniej jednak parę razy z mym wybrankiem zdążyliśmy ze
      sobą porozmawiać, nim padliśmy sobie w objęcia ;)

      - mój konik: czy Frycek pracuje na University of Oxford, na Oxford Brookes, czy
      po prostu gdzieś w mieście Oxford? A jeśli pracuje na którejś z uczelni, to
      jakie miał szanse na etat bez doktoratu?

      - poprowadzenie postaci pana Gruszki bardzo mi się podoba; na początku martwiłam
      się, że będzie to kolejny Bodzio ukazany szyderczo, a tu proszę. Sam Bodzio też
      zresztą napomknięty jest tym razem całkiem przyjaźnie, nawet Laura wycofuje
      swoją zjadliwą uwagę z ostatecznej wersji listu do Wolfiego :)

      - w scenie z Natalią i Rojkiem, gdzie Ignacy senior postrzega ich oboje jako
      osoby z gruntu niezdolne do nieszczerości ("trafił swój na swego") rozjeżdża mi
      się ten komentarz z moim odbiorem postaci Nutrii. Akurat Natalia spośród sióstr
      Borejko zawsze wydawała mi się najbardziej pokrętna i skłonna do zwodzenia
      innych - nie przez kłamanie wprost, ale przez brak oporów przed wysyłaniem
      fałszywych sygnałów,

      - dobrzy nauczyciele jako jeden z motywów przewodnich "Sprężyny" to może być
      imho reakcja na dyskusje forumowe. Skoro takie cuda się tu dzieją, to kto wie,
      może i życzliwie przedstawiona niewiasta o poglądach feministycznych się w
      którymś kolejnym tomie pojawi?

      - podobnie jest z Ignacym opiekującym się niemowlęciem i myjącym kubki po
      herbacie. Cuda, cuda! :)

      - czy komuś jeszcze sen Ignasia na biwaku wydał się obrzydliwy?

      - bohaterowie wydają się bardziej wyluzowani: Natalia z Robertem pytają ojca czy
      wszystko jest OK, a on ich nie ruga z miejsca za ten amerykanizm; Ignaś ogląda
      Lost i film sensacyjny w kinie oraz kompensacyjnie dzieła z Willisem (to akurat
      chyba pewien anachronizm, ale nie chcę się czepiać, bo ogólny zamysł
      guiltypleasure'owy jest całkiem przyjemny),

      - postaci z dalszego i bliższego planu ruszyły się trochę po świecie (no,
      Europie - pomijając Copacabanę) :)
      • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:03
        Moze Frycek w Oxfordzie pracuje na zmywaku, nie na uczelni;-). Bo doktoratu
        chyba od ostatniego tomu nie zdazyl zrobic? Chyba ze machnal go ekspresowo, jak
        na geniusza przystalo:-)
        • paszczakowna1 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:20
          > Moze Frycek w Oxfordzie pracuje na zmywaku, nie na uczelni;-). Bo doktoratu
          > chyba od ostatniego tomu nie zdazyl zrobic? Chyba ze machnal go ekspresowo, jak
          > na geniusza przystalo:-)

          A ile miał czasu, bo juz sie pogubilam? W 4 lata spokojnie mozna (o ile nie
          trzeba intensywnie dorabiac), do tego geniusza nie trzeba. Ja zrobilam w 3.5.

          Ino gdzie on ten doktorat zrobil? Czyzby wyjechal do postulowanej Norwegii lub
          do Niemic do Instytutu Maxa Plancka (bo gdzie indziej to ciezko z doktoranckiego
          stypendium trzyosobowa rodzine utrzymac)?
          • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:44
            No mogl, mogl, mnie tylko zastanawia, czemu czytamy tylko, ze "Roza i Fryderyk z
            Mila od roku mieszkali w Oxfordzie, gdzie Fryderyk dostal prace" i ze ani tu,
            ani pozniej nie ma mowy o tym, ze pracuje na uczelni:-). Zadnych opisow, jak to
            geniuszowi dali super etat, jak tylko go zobaczyli. Nie mamy pojecia, czym sie
            tam zajmuje.
            • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 13:37
              Mysle, ze jednak na uczelni mialby nieco lepsze dochody niz na
              zmywaku, ale tez nie takie, zeby utrzymac rodzine - zwlaszcza, jesli
              Roza by nie pracowala. I zwlaszcza w obliczu cen w miastach
              uniwersyteckich, gdzie mieszkania/pokoje potrafia byc i dwa razy
              drozsze niz gdzies na glebokiej prowincji.
              Zaryzykowalabym stwierdzenie, ze moglby dostawac jakies 23-25 tys
              rocznie, w mojej poprzedniej pracy dziewczyna juz dobrych pare lat
              po studiach dostawala 35 tys a firma byla taka, ze i placila na
              pewno lepiej niz uczelnie, i mogla sobie przebierac w kandydatach,
              wiec podejrzewam, ze rzeczona musiala byc niezla w swojej branzy.
              Wiec jezeli tylko on zarabia na rodzine -i dostaje w tym momencie
              jakies 1500 miesiecznie na reke - to byc moze i stac ich na dwa
              pokoje gdzies na obrzezach Oxfordu i na w miare normalne zycie o ile
              nie przesadzaja z kupowaniem ksiazek (a pozycje naukowe sa potwornie
              drogie), wycieczkami do miejsc ciekawych, organiczna zywnoscia i o
              ile ubieraja sie w charity shopach. A juz na pewno nie uwierze ze
              cos konkretnego odloza ;))) Chyba, ze na miejscu cos kupia, podnajma
              polowe pokoi i beda splacac przez 30 lat - w koncu Fryderyk nabral
              zaufania do kredytow;))) ale jezeli to sie dzieje w sierpniu, to
              dopiero nadchodzi pazdziernik...
            • magdonna Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 19.11.08, 17:09
              dakota77 napisała:

              > No mogl, mogl, mnie tylko zastanawia, czemu czytamy tylko, ze "Roza i Fryderyk
              > z
              > Mila od roku mieszkali w Oxfordzie, gdzie Fryderyk dostal prace" i ze ani tu,
              > ani pozniej nie ma mowy o tym, ze pracuje na uczelni:-). Zadnych opisow, jak to
              > geniuszowi dali super etat, jak tylko go zobaczyli. Nie mamy pojecia, czym sie
              > tam zajmuje.

              Oj, śmiać mi się chce, jak sobie Frycka na zmywaku wyobrażę... Choć - będąc w
              USA - też różnie na życie zarabiał...
              MM być może nie pisze, bo nie chcę się na razie konkretyzować. A że lubi dać
              każdemu miłą, dobra pracę, toteż pewnie w kolejnym tomie się okaże, że jednak
              został prof. zwyczajnym. A my się tu (z typową polską mentalnością) nabijamy, że
              "na recepcji" gości hotelowych przyjmuje...
      • nikadaw1 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:29
        mi zdecydowanie nie zagrał koniec. spotkanie amantów w podstawówce... plizzz...
        i to pod okiem rodziny.... i musiał Ignac mieć ostatnie słowo? związane
        oczywiście z rzymskim nazwiskiem?

        przyczepie się też do Mozarta. utwór Fiołek na zakończeniu roku w szkole
        podstawowej? i ten szalony aplauz? mało wiarygodne.
        • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:35
          Aplauz mial zapewne byc dowodem na anielski glos Laury i na magiczna moc
          laczenia ludzi, jaka posiada tu muzyka, ale musze przyznac, ze masz racje.
          Dzieciaki na pewno byly juz znudzone i tylko czekaly, zeby isc do domu, co
          zreszta w tekscie jest opisane, poza tym nie kazdy odarzony jest wrazliwoscia
          muzyczna.

          Ja tez wolalabym, zeby nasza nowa para spotkala sie na koncu w innych
          okolicznosciach:)
        • magdonna Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 19.11.08, 17:16
          I tu się również zgodzę.

          Będąc dziecięciem kilkuletnim, grałam na skrzypcach na wszelakich akademiach.
          Oczywiście, Nigel Kennedy był ze mnie żaden, choć przejawiałam dosyć spory talent.
          Ale jakoś nigdy nie usłyszałam autentycznego aplauzu w szkole - na występie w
          Operze a i owszem, ale tam sami koneserzy przybyli (tudzież członkowie rodzin
          Wielce Szanownej Orkiestry).

          Przykro mi, czy to Vivaldi, czy też inny Mozart, uczniowie w szkołach
          nie-muzycznych myślą tylko o tym, jak by tu wcześniej prysnąć :)
          (Ciekawe, o czym myślą uczniowe w szkołach muzycznych, bo ja się stresowałam i
          nie pamiętam)
    • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:46
      Mnie trochę razi, zadziwia stężenie polonistów w Jeżycjadzie. I to
      polonistów o wspaniałym kontakcie z dziećmi, urodzonych pedagogów.
      Natalia, Aurelia, Adam... wszyscy są wprost noszeni na rękach przez
      swoich uczniów. Sama jestem polonistką, lubię swój zawód, wiem, że
      jestem lubiana przez uczniów - ale, na Boga, zdarza mi się (dość
      często) pokrzykiwać, zdarza mi się nie radzić sobie ze szczególnie
      trudnymi uczniami - a w J. sielanka, żadnych problemów. Można popaść
      w kompleksy...;-)
      Poza tym, dopóki nie poszłam na studia i grono moich znajomych nie
      powiększyło się o sporą gromadkę polonistów, nie znałam bliżej
      nikogo, kto by też nim był. A w J. prawie sami poloniści.
      • nikadaw1 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 12:54
        pociesza tylko fakt, że Laura nie wylądowała na polonistyce, jak się odgrażała.
        choć podejrzewam, że tam przeczekała rok, gdy się nie dostała na Akademię Muzyczną
    • anutek115 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 13:22
      Ja na razie tylko słów kilka -
      po pierwsze, uprzedzona, czego mam się spodziewać w kwestii wizerunku Baltony
      przezyłam mniejszy szok, niż większość z was ;-). Także dlatego, jak mniemam, że
      posiadam kolegę-leśnika z zamiłowania i wykształcenia, mieszkającego w głuszy,
      biegającego po puszczy jak dzień długi, żyjącego raczej spartańsko, rówieśnika
      Baltony, przy którym tenże Baltona jednakże wygląda jak młoda i bardzo, ale to
      bardzo wiotka brzózka. Więc wiem, że w kwestii męskich figur nie ma rzeczy
      niemożliwych ;-))).

      Po drugie, jeszcze zanim zaczęłam czytać, po otwarciu książki i popatrzeniu na
      wizerunek Laury na początku dzieła pomyślałam sobie, że wrednemu Pyziakowi
      trzebaby wreszcie, a nawet należałoby to i owo wybaczyć już tylko za sam fakt
      bycia współautorem tak pięknej istoty. Może on i podły, brzydki i zły, ale
      przyczynil się do upiększania świata! Pierwsza prawdziwa piękność w Jeżycjadzie,
      moim zdaniem, nawet okrzyknięta pięknością Bebe tak mi się nie podobała.

      To na razie tyle. Mam dwa rozdziały do skończenia, jedno dziecko śpi, drugie
      spacyfikował tatuś, lecę korzystać z chwili :-).
    • sir.vimes Jak ja się cieszę!! 16.11.08, 16:14
      że Pulpa jednak jest bizneswoman z kalkulatorkiem.
      • ginestra Refleksja na gorąco-cały wątek przeczytam wkrótce! 16.11.08, 17:13
        Kochani,
        ja tu się dopiszę, bo nie wiem gdzie indziej bym mogła podzielić się tym, że...
        kupiłam i przeczytałam Sprężynę!!!

        Nie czytałam jeszcze Waszych wrażeń (bardzo, bardzo przepraszam), ale nadrobię
        wkrótce lekturę tych prawie 400 wpisów! Ciekawa jestem bardzo co Wy sądzicie o
        książce!

        Od siebie chciałabym powiedzieć, że Sprężyna bardzo mi się podobała! Wzruszyła
        mnie momentami do łez, dużo też wywołała uśmiechu, a w ogóle jest w niej ten
        prawdziwy, cudowny DUCH! :-)
        Wszyscy bohaterowie budzą moją sympatię i bliskość! Wszyscy wyewoluowali przez
        te 4 lata bardzo prawdopodobnie i jest wiele zmian na lepsze (Gaba i Grzegorz -
        chemia i czułość, Józinek - nareszcie dojrzał i z Ignacym są jak bracia, Laura
        "rozwiązująca zagadki w sobie samej", otwierająca się pomału wobec matki i
        innych ludzi, przeżywająca różne stany ducha - jest mi tak niesamowicie,
        niewyobrażalnie bliska, że aż mi dziwnie)! Łusia jest słodką i bardzo fajną
        osóbką. :-)

        Motyw bycia "sprężyną" wydarzeń, wszelkie refleksje o życiu - bardzo mi się
        podobają i są niesamowicie subtelne i pełne ciepła wobec ludzi i pełne wiary,
        zaufania do życia.

        Bohaterowie są wierni przekonaniom i nimi żyją, co widać.

        Atmosfera jest bardzo ciepła i naturalna.

        Cudowne opisy przyrody, muzyki (!) i bardzo naturalna, przystępna fabuła, w
        której są też zagadki i ciekawe nieporozumienia. Czyta się fajnie!

        Dużo humorystycznych wstawek, również związanych z tym, o czym mówiło się na
        forum ;-), a wyznam, że już od pierwszych stron, miałam wrażenie, że pani MM
        uśmiecha się osobiście do mnie, gdy zobaczyłam wzmiankę o Bodziu :-)))) - której
        mogłoby nie być, a jest, a więc to takie trochę puszczone oczko. ;-)
        I przez całą książkę miałam przemożne wrażenie, że pani MM pisze ją tak, jakby
        konkretnie mnie opowiadała tę historię i także mnie osobiście chciała pokrzepić
        (m.in. tym, że są tacy mężczyźni jak pan Fidelis Młodszy (no starszy też miły)
        :-), i że w życiu różne cudowne rzeczy mogą się wydarzyć).
        Myślę, że - jeśli czuliście podobnie - że pani MM pisze tę książkę dla Was, to
        jest to wielki sukces pisarski! :-)

        Jestem też wdzięczna za cytat z "Proroka" o łuku i strzałach. Pamiętam, że ja
        przed laty spisałam go z tablicy ogłoszeń w jakiejś poradni psychologicznej i te
        słowa zrobiły na mnie ogromne wrażenie i bardzo mi pomogły w wychowywaniu moich
        dzieci, w patrzeniu na nie. Starałam się potem te słowa przekazywać innym
        osobom. A tu, poprzez książkę - też mogą działać. Także i inne myśli z książki,
        też o starszych ludziach i o wielu innych sprawach.

        Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki i jeszcze wciąż w transie! :-) Róża
        (kwiat) jest śliczna i ciekawa, a utwór Mozarta też bardzo, bardzo piękny!
        (Dziewczyny, dzięki za link! Ja już wcześniej słuchałam kiedyś tego utworu, ale
        ta stronka jest też bardzo fajna).

        Żeby tak bardzo nie przechwalić, to był w książce jeden, jedyny, mały moment, w
        którym zaniepokoiłam się i ja bym wolała, żeby to było inaczej rozwiązane
        fabularnie - tzn. gdy Ignacy przyjechał pod szkołę Łusi i Łusia siedziała z
        polonistą w samochodzie. Na chwilę zmroziła mi się krew w żyłach. Wolałabym,
        żeby oni czekali w szkole, na korytarzu, obok dyżurki woźnego albo nawet przed
        szkołą. Żeby Łusia nie była taka ufna, bo tu chodzi o życie! A pan polonista
        wiedząc o tym, że chodzi o życie, żeby nie proponował był jej tego, żeby wsiąść.
        Ale rozumiem, że tu chodzi o to, że to był dobry człowiek i w ogóle.

        Czyli to jest jeden jedyny moment, a tak to w książce wszystko mi się podobało. :-)

        A zwłaszcza ta miłość! - nie wiem czy tak może się zdarzyć naprawdę, że tak od
        pierwszych chwil i w ogóle i z takim dobrym człowiekiem, ale dziś przynajmniej
        mocno w to wierzę!
        Pozdrawiam!
        • magdonna Re: Refleksja na gorąco-cały wątek przeczytam wkr 19.11.08, 17:30
          > Żeby tak bardzo nie przechwalić, to był w książce jeden, jedyny, mały moment, w
          > którym zaniepokoiłam się i ja bym wolała, żeby to było inaczej rozwiązane
          > fabularnie - tzn. gdy Ignacy przyjechał pod szkołę Łusi i Łusia siedziała z
          > polonistą w samochodzie. Na chwilę zmroziła mi się krew w żyłach. Wolałabym,
          > żeby oni czekali w szkole, na korytarzu, obok dyżurki woźnego albo nawet przed
          > szkołą. Żeby Łusia nie była taka ufna, bo tu chodzi o życie! A pan polonista
          > wiedząc o tym, że chodzi o życie, żeby nie proponował był jej tego, żeby wsiąść
          > .
          > Ale rozumiem, że tu chodzi o to, że to był dobry człowiek i w ogóle.


          Tyle, że u MM motyw pedofilii (tak jak gwałtu, narkotyków itp) nie ma prawa
          bytu. Dlatego to mnie uspokoiło...
          • uccello Re: Refleksja na gorąco-cały wątek przeczytam wkr 19.11.08, 18:06
            > fabularnie - tzn. gdy Ignacy przyjechał pod szkołę Łusi i Łusia
            siedziała z polonistą w samochodzie. Na chwilę zmroziła mi się krew
            w żyłach. Wolałabym, żeby oni czekali w szkole, na korytarzu, obok
            dyżurki woźnego albo nawet przed szkołą.

            Tylko ,że mamy opis ,że szkoła zamknięta jest na kłódkę, a deszcz
            leje jak z cebra.
            Święte słowa,Ginestro- chodzi o bezpieczeństwo i życie- dziecko
            powinno mieć wbite do głowy, że żadna wizja: kopalni ptasiego
            mleczka/ szczeniaczków do zabawy/ super niespodzianki przygotowanej
            za rogiem przez Rodziców -nie powinna skłonić go do pójścia gdzieś z
            NIEZNAJOMĄ OSOBĄ.
            A Naszpan prowadził kółko przez cały rok, był nauczycielem starszych
            klas, no i ogólnie był namierzalny.
            • agnieszka_azj Re: Refleksja na gorąco-cały wątek przeczytam wkr 19.11.08, 19:47
              uccello napisała:
              > Tylko ,że mamy opis ,że szkoła zamknięta jest na kłódkę, a deszcz
              > leje jak z cebra.
              > Święte słowa,Ginestro- chodzi o bezpieczeństwo i życie- dziecko
              > powinno mieć wbite do głowy, że żadna wizja: kopalni ptasiego
              > mleczka/ szczeniaczków do zabawy/ super niespodzianki
              przygotowanej
              > za rogiem przez Rodziców -nie powinna skłonić go do pójścia
              gdzieś z
              > NIEZNAJOMĄ OSOBĄ.
              > A Naszpan prowadził kółko przez cały rok, był nauczycielem
              starszych
              > klas, no i ogólnie był namierzalny.

              Święte słowa, Ucellu ;-)

              Nie wpadajmy w paranoję.
              Z jednej strony dzieci powinny mieć wbity do głowy brak zaufania do
              OBCYCH, z drugiej jednak - świadomość, ze są dorośli którym mozna
              zaufać i do których się w razie problemów zwrócić.
              Nauczyciel i to taki jak Naszpan zdecydownie łapie się do tej
              drugiej kategorii. W pzrypadku Łusi oczywiście.
    • anutek115 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 18:07
      Ja sobie jeszcze przejrzę wątek i podopisuję się tu i ówdzie, ale najpierw ogólnie:

      bardzo się bałam, drodzy współforumowicze, że inwestując pod waszym przemożnym
      wpływem 33 zł polskie w książkę popełnię pomyłkę. Albo się chociaż trochę
      zdenerwuję, że się pospieszyłam, a mogłam te dwa tygodnie do grudnia poczekać.
      Bo na to, że dostanę szału, jak przy CzP i Żabie, to jednak łudziłam się, że nie
      ;-).

      I otóż niepotrzebnie się bałam. Jaka, no dobrze, uzyję tego słowa, miła książka!
      Jacy fajni zrobili się bohaterowie! Zwłaszcza Ignaś - nigdy nie należałam do
      wielbicielek Józinka, a Ignasia lubić nie można było, przyznacie, a teraz...
      normalny nastolatek, owszem, z natręctwami (ale któż ich nie ma? czegoś, cego
      tak naprawdę, naprawdę nie znosi i tragicznie by się czuł, gdyby go do znoszenia
      tego zmusiły okoliczności?), ale naprawdę fajny chłopiec, trochę ze sobą
      nieszczęśliwy, jak to piętnastolatek. Usmiechałam się z rozczuleniem, jak
      czytałam jego rozważania, co zrobi, jak Marek z Józinkiem utona i on zostanie
      sam w leśnej głuszy... a potem! No materiał na prawdziwego mężczyznę, li i
      jedynie. Fajny chłopak, i w dodatku całkiem wierzę w te jego przemianę.

      Za Józinkiem wszakże nadal nie przepadam :-).

      Wątek miłosny, choć ładny i bajkowy, do mnie za bardzo nie przemówił, może
      dlatego, że pamiętam siebie - szesnastoletnią, czerpiącą z historii Cesi, Gaby
      czy Kreski nadzieje dla siebie, takiej zwyczajnej, zakompleksionej, nieśmiałej,
      nieinteresującej, której jednak może się przytrafić piękna miłość, skoro trafiła
      się innym, podobnym do mnie nastolatkom... W obliczu historii laury nie
      żywiłabym żadnych nadziei, przeciwnie, popadłabym w czarną rozpacz.

      Na szczęście poza historią miłosną jest mnóstwo ciekawych rzeczy - Łusia
      (chociaz bym ją miała ochotę palnąć w ucho czasami...), Ida z Ziutkiem,
      fizyczność (mój ulubiony fragment to ten, gdy Grzegorz rysuje Gabie serduszko
      palcen na skórze, ach, chciałam zakrzyknąć, zawsze mówiłam, że to UDANE
      małżeństwo!). No mnóstwo rzeczy, teraz mi się trochę w głowie tłoczą wrażenia,
      więc pewnie jeszcze sobie później przypomnę.

      Moim zdaniem bardzo mało nachalnej dydaktyki (o ile w ogóle, trochę jest mądrych
      przemówień, ale bardzo ładnych), baaaardzo podobał mi się wątek nieznośnego
      gbura ze sklepu ogrodniczego, który miał i różne odcienie, i warstwy, nie był
      płaski, jednowymiarowy, dodany li tylko w celu ubawienia (lub wkurzenie) publisi.

      Najbardziej chyba mi się podobało, że mi często wilgotniały oczy, ja co prawda z
      tych wrażliwych na słowo pisane, ale przy dwóch poprzednich tomach MM nic a nic
      mi się płakać nie chciało (co najwyżej ze złości). A książki, takie o życiu,
      rozumiecie ;-), to jak są tylko do śmiechu, a nic a nic sie oczy na mokrym
      miejscu nie znajdują, to nie są te książki, do których chciałoby się wracać.

      A, i moim zdaniem pojawiła się Śmierć w Jeżycjadzie. Tak, jak się w życiu
      naprawdę pojawia - nagle, jako świadomość własnej kruchości i nieuchronności
      rozstania. Oj, miałam ci ja podobne przezycia. I podobne przemyślenia. Może
      dlatego zauważyłam, że Śmierć (umyślnie z dużej litery) się już pojawiła. Nawet,
      jeśli żaden z bohaterów nie umrze aż do końca serii.

      Za to, wyznam, nie miałam dojmującego wrażenia, że pani MM nas czyta :-). Może
      dlatego, że tez byłam uprzedzona :-)))).
      • lezbobimbo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 19:34
        No jak ty juz rekomendujesz anutku, to zaczynam powaznie sie lamac. Spodziewalam
        sie, ze tutaj na spojlerach sie nasyce i wszystkiego sie dowiem, ale moze tez
        kiedys zainwestuje, jak sie juz w te dzikie ostepy matczyzny wybiore?

        ...chociaz, nie powiem, to mnie nie calkiem zachwyca:
        > A, i moim zdaniem pojawiła się Śmierć w Jeżycjadzie.

        Wszakk byly juz nieraz opisy Gaby jak to podziwia swych przemijajacych rodziców,
        dzien po dniu usuwajacych sie w smuge cienia.. i ten Dmuchawiec, od lat meznie
        odchodzacy, na koncu calkiem przezroczysty i dobry jak golabek na poddaszu.. i
        nawet przedsmiertne bonmoty-behemoty Ignaca.. Smierc byla tez w DP..

        Ale moze ja mam po prostu taka konstrukcje, ze za ckliwoscia i "meznym
        odchodzeniem" u MM nie przepadam ;)
        • pajacyk124 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 19:57
          Kupiłam Sprężynę, jak na skrzydłach przyleciałam do domu. Następnie
          sprintem spacer z psem do sklepu.
          Wróciłam – nikogo jeszcze nie było, zrobiłam sobie kanapki i od razu
          dwie herbaty :))
          Usiadłam, zaczęłam czytać i na początku lekko się wystraszyłam – te
          pierwsze kilka stron było takie inne i chyba myślałam, że nie będę
          zachwycona… ale nie już za chwilę wciągnęłam się w dobrze znane, a
          tym razem jeszcze delikatnie odmienione życie na Jeżycach.
          Plusy:
          1. nowe postaci:
          - Naszpan (przystojny, z pasją, dobre, męskie imię, raczej smutny,
          ale z poczuciem humoru – no ewidentnie mój typ :)
          - Pan Gruszka – świetny dialog z Laurą, na początku bałam się, że to
          będzie taki dorosły Lisiecki,
          - Hubert – rozmowa z Laurą, test róży :)
          - Magdusia Ogorzałka – wydaje się być dosyć ciekawa, a na pewno
          lekko tajemnicza – ale przede wszystkim to zapowiedź nowej książki
          (już zaczynam czekać :)
          2. metamorfozy „starych bohaterów”
          - Ignac i Ignaś – nareszcie znormalnieli (ufffff)
          - więcej „ojcowskich” zachowań Marka i Grzesia (za którym akurat nie
          przepadam)
          - Pulpa – business woman + wspaniale zorganizowana „gospodyni” –
          nigdy bym jej o to nie podejrzewała,
          - brak Babci i w zasadzie Gaby
          - bardziej zorganizowana Nutria
          3. trochę odniesień do postaci, które ostatnio, były traktowane
          trochę po macoszemu: Aurelia, Konrad, Dambo, Żakowie, Kreska
          4. Bardzo ładny wątek Laury i Adama
          5. Uśmiałam się jak norka czytając sonet Łusi :)
          6. Sporo „smaczków” – Mozart, róże, książki i takie tam „drugie dna”
          Minusy:
          - jak dla mnie brak ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy Pyziaka
          - za mało, za mało o postaciach drugoplanowych
          - za krótka !!!! (dwie godziny i po książce :(
          To tyle na gorąco.
          Ogólnie wielki plus, świetny klimat (dużo lepsza niż żaba czy JT), a
          bardzo się bałam rozczarowania.
          Na pewno przeczytam jeszcze przynajmniej raz, tym razem już
          delektując się i wyszukując drobiazgów, a nie tak jak teraz
          zachłystując się szczęściem, że już jest :)
          • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:20
            Dla Was - wszystko!

            Pulpa z córeczkami
            http://thumbnails13.imagebam.com/1850/0ccdb418499890.gif

            Piękna Laura
            http://thumbnails12.imagebam.com/1850/4a2a7f18499518.gif

            Józinek
            http://thumbnails12.imagebam.com/1850/a84de718499520.gif

            Grzegorze dwa (w tym jeden Dziki;-))
            http://thumbnails10.imagebam.com/1850/99b05f18499523.gif

            Amant Adam
            http://thumbnails7.imagebam.com/1850/45d23b18499525.gif

            Ignacy G.
            http://thumbnails4.imagebam.com/1850/7332bb18499528.gif

            Ospowata Łusia
            http://thumbnails12.imagebam.com/1850/aa8eea18499530.gif

            Zatrzymana w kadrze Laura
            http://thumbnails6.imagebam.com/1850/4e54ae18499532.gif

            Przepraszam, że przy części trzeba kręcić głową, żeby zobaczyć
            obrazki w pionie.
            • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:20
              E, jakieś małe mi te obrazki wyszły...:( Może ktoś lepsze wstawi?
            • lezbobimbo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:29
              Dzieki alitzjo!

              Z tego co tam niedowidze ;) pieknosc Laura wyglada rzeczywiscie bajkowo, jak
              jakis Prince Valiant :)
              Amant Adam da sie przezyc jako amant :) Ale Laura zatrzymana w polowie kadru
              wyglada jakos komicznie bardzo, koniecznie musze to ujrzec wieksze wszystko :)))
              • lezbobimbo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:32
                I jeszcze cichutko ponarzekam, ze nawet te najpiekniejsze postaci maja oczy na
                skroniach niemalze, z pietnastoma centymetrami miedzy jednym a drugim okiem... echhh
              • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:41
                Lezbobimbo, sprawdź pocztę gazetową;-)
                • lezbobimbo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:52
                  Dzieki piekne alitzjo, zdjecia spore i porzundne, tak ze moglam sobie na nich
                  pouzywac w myslach ile wlezie ;)
            • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:04
              O dzieki Ci wielkie ;)
              Takie cos, ze ma sie oczy po bokach glowy nazywa sie hiperteloryzm
              oczny ;))) Zreszta, podobno lekka forma powoduje, ze twarz wydaje
              sie bardziej atrakcyjna, np. uwaza sie, ze Jackie Kennedy to miala.
              Moze p. MM lubi taki typ urody i podswiadomie go upycha, tak jak
              prof. Maciag nie bardzo byl w stanie narysowac konia bez cech
              orientalnych i nawet zimnokrwiste u niego arabem zalatywaly.
              Co trzeba przyznac, to autorka potrafi zachowac charakterystyczne
              rysy postaci, moze z wyjatkiem tego nieszczsnego Baltony. Ale powiem
              Wam herezje: mogla sie bardziej przylozyc, pol tych rysunkow juz od
              paru tomow tak wyglada jakby je rysowano w wolnej chwili cienkopisem
              na serwetce...
              • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:07
                A amant zdaje mi sie miec ze 16 lat, chyba, ze na tym malutkim
                obrazeczku zmarszczek nie widac?
                • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:12
                  Amant zdaje sie raczej blizej 30-tki, tylko na malym obrazku faktycznie moze
                  tego nie byc. Skoro jets takim super polonistka, to chyba nie skonczyl dopiero
                  co studiow? W tekscie nie ma mowy o jego wieku. Ale mysle, ze 26-27 moze miec
                  spokojnie.
                  • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:18
                    Zdaje sobie sprawe, ze musi byc pod trzydziestke, ale nie wyglada ;)
                    Na tymobrazku to taki troche Tomek w krainie kangurow czy inny Stas
                    Tarkowski, mlodzienczy bohaterski typ;)))
                    • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:20
                      Ale na rysunku normalnej wielkosci widac na tej twarzy cien goryczy, nie idacej
                      w parze z wiekiem.
                  • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:22
                    To może jeszcze jedna próba pokazania amanta?
                    www.imageshock.eu/?img=3439060~amant.jpg
                    • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:32
                      Ciut, ciut lepiej, moze ze 23 bym mu dala ;)
              • lezbobimbo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 23:28
                Hiperteloryzm! ;D
                A jak sie nazywa przedstawianie oczu ludzkich jako male, okragle guziczki bez
                miejsca na bialko? ;)

                Dla mnie to nie herezja, od Szóstej Klepki niezmiennie sie troche skrecam na
                ilustracje okraszajace tekst, moze dlatego, ze mam skrzywienie zawodowo-rodzinne..
                Naprawde, u MM okladki w akwareli i olówku akwarelowym wygladaja zupelnie
                inaczej i lepiej niz ilustracje, no sorry..
                Gwoli sprawiedliwosci dodam, ze w Sprezynie mlodociany amant oraz Laura-pieknosc
                jako jedni z niewielu nie maja guziczkowych oczu na skroniach i w normalnej
                odleglosci od siebie..
                Reszty nie skomentuje ;>

                Zeby nie brzmiec jako okrutna malkontentka - jesli to MM styl swiadomy, to mi
                absolutnie nie podchodzi, jesli to maniera, to da sie poprawic regularnym
                cwiczeniem i rysowaniem z rzeczywistosci a nie z glowy :)
                • yowah76 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 17.11.08, 00:09
                  No co, przypadkiem kiedys znalazlam jak sprawdzalam jakas wade
                  genetyczna i zapisalam sobie. taka madra to ja nie jestem na
                  stale ;)))
            • papieska_kremowka Aaaaaa!!!! 17.11.08, 18:27
              Alitzja, dzięki stokrotne! Tygrys przepiękny na tej miniaturce, jakby się urwał z jakiejś dalekowschodniej superprodukcji o lataniu po ścianach.
          • the_dzidka No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 20:50
            Nie wiem jak Wy, ale ja się poturlałam niczym Adam Polonista - z tą
            różnicą, że ja nie musiałam uciekać na korytarz, żeby się wyśmiać :)
            • dakota77 Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 20:52
              O tak, sonet byl rewelacyjny:-)
              • lezbobimbo Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 20:55
                Spojlowac i psujlowac mi tu zaraz! Kompletny sonet Lusiowy prosze, a nie, ze
                beda sie same kulac ze smiechu za kulisami..
                :)))
                • the_dzidka Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 21:01
                  Oj to nie takie proste, sonet ma swoją historię. Ale dobrze, za
                  momencik.
                • alitzja Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 21:02
                  Aby dobrze pojąć piękno tego dzieła, należy się zapoznać pierwej z
                  sonetem Staffa "Gnój".
                  A potem można już sycić oko tym:

                  - POLONISTA

                  Czcigodny panie, drogi polonisto,
                  tchnący mądrością jak sowa o świcie,
                  ty nas uczyłeś bardzo znakomicie,
                  i my już teraz pamiętamy wszystko.

                  Chociaż najmitą jesteś, polonisto,
                  To ducha twego łaknie każdy skrycie,
                  To ty polszczyźnie dajesz nowe życie,
                  Bo my będziemy pamiętali wszystko.

                  Gdy gramatyki nam dajesz podstawy,
                  Ma ona świeżość niwy oraz trawy,
                  Którą się brzydzą leniuchowie słabi.

                  Ale naprawdę dobra uczennica
                  Tą twoją siejbą ona się zachwyca,
                  Bo pachnie niczym wonności Arabii!"

                  (swoją drogą, dopiero teraz widzę niekonsekwencję - w pierwszej
                  strofie nie ma wielkich liter na początku wersów:P).
                  • the_dzidka Re: No właśnie, a sonet Łusi - bo to było tak: 16.11.08, 21:10
                    Bo to było tak. Łusia dowiedziała się, że klasa Ignacego Grzegorza
                    ryczała ze śmiechu, kiedy pani polonistka przeczytała sonet o gnoju:

                    Czcigodny gnoju, dobroczynne łajno,
                    Tchnące, jak znojna najmity pazucha
                    I nowa skóra chłopskiego kożucha,
                    Ostrej tężyzny siłą życiodajną!

                    Żyzności łaskę kryjesz w sobie tajną
                    I ciało ziemi łaknie twego ducha.
                    W tobie nadzieja pól i wsi otucha,
                    Bo czynisz siejbę stokrotnie wydajną.

                    Zdrowiem z obory kiedy bijesz mlecznej,
                    Masz dziką świeżość potęgi odwiecznej,
                    Którą się brzydzą mieszczuchowie słabi.

                    Lecz czarnym bogom pracy, gdy im w lica
                    Dymisz w świt chłodny, niby kadzielnica:
                    Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii!

                    Ponieważ Łusia chciała stworzyć sonet, oparła się na tym właśnie
                    utworze, ażeby sedno sonetu rozebrać (o! wyszedł mi
                    jedenastozgłoskowiec!). No i właśnie dlatego: "Nie miała czasu na
                    stworzenie, jak kuzyn, aż dwudziestu wersji. Stworzyła jedną, a i
                    tak miała już dosyć tego żmudnego rymowania i liczenia zgłosek na
                    palcach. Sonet 'Polonista' był więc miejscami dziwnie podobny do
                    wiersza Staffa"...
                    A dalej, to juz zacytowała Alitzja :-)))
                    • dakota77 Re: No właśnie, a sonet Łusi - bo to było tak: 16.11.08, 21:12
                      I ja:-)
                      • the_dzidka Re: No właśnie, a sonet Łusi - bo to było tak: 16.11.08, 21:17
                        I Ty :-)))
                • dakota77 Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 21:05
                  Ok, ok:-)

                  POLONISTA

                  Czcigodny panie, drogi polonisto,
                  Tchnacy madroscia jak sowa o swicie,
                  Ty nas uczyles bardzo znakomicie,
                  I my juz teraz pamietamy wszystko.

                  Chociaz najmita jestes, polonisto,
                  To ducha twego kazdy laknie skrycie,
                  Bo ty polszczyznie dajesz nowe zycie
                  Bo my bewdziemy pamietali wszystko.

                  Gdy gramatyki nam dajesz podstawy,
                  Ma ona swiezosc nowy oraz trawy,
                  Ktora sie brzydza leniuchowe slabi.

                  Ale naprawde donra uczennica
                  Ta twoja siejba ona sie zachwyca
                  Bo pachnie niczym wonnosci Arabii!

                  Sonet mocno wzorowany na "Gnoju"Staffa i ozdobiona rysunkami polonisty na niwie;-)
                  • lezbobimbo Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 22:08
                    Hi hi, dzieki przesliczne za sonet - najbardziej mi sie podobala sowa o swicie
                    tchnaca madroscia oraz polonista bedacy najmita :D
                    I dzieki tez za doksztalcenie mnie Staffem, nie znam wielu lektur szkolnych, co
                    jest przerazajace..

                    A jak wlasciwie wyglada niwa? :)
                    • dakota77 Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 22:27
                      pl.wikipedia.org/wiki/Niwa_(forma_terenu)
                      • lezbobimbo Re: No właśnie, a sonet Łusi? 16.11.08, 23:42
                        Zatem Lusia ozdobila swój sonet jednostkami gruntu? :)
                        • mama_kotula Re: No właśnie, a sonet Łusi? 17.11.08, 00:26
                          lezbobimbo napisała:

                          > Zatem Lusia ozdobila swój sonet jednostkami gruntu? :)

                          W ostatniej chwili ozdobiła sonet rysunkiem odręcznym, tworząc jakby laurkę: rameczka, a w niej triumfujący pan polonista ujęty szkicowo, w ruchu, na polu okrytym młodą zielenią. W tle - pryzma obornika. Na wypadek, gdyby odbiorca sonetu nie chwycił aluzji, Łusia uczyniła ołówkiem maleńkie strzałeczki w rogu rysunku i dopisała maczkiem "niwa" i "obornik".
                        • dakota77 Re: No właśnie, a sonet Łusi? 17.11.08, 05:28
                          Niwa to w wersji poetyckiej po prostu pole uprawne:-)
                    • ready4freddy Re: No właśnie, a sonet Łusi? 17.11.08, 11:26
                      polonista-najmita, pod biurkiem czyta pewnie "Teacher of Fortune" :)))
        • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:33
          A ja się zgodzę z Anutkiem, że dopiero tak naprawdę w Sprężynie
          pojawia się Śmierć. Wiem, była wcześniej, owszem - niektóre postaci
          wszak faktycznie zmarły - ale nigdy tak namacalna, nigdy tak bliska
          i tak przekonująco opisana - choć przecież nie dotykająca
          ostatecznie nikogo (na razie, na razie). Dla mnie cała ta książka
          przesiąknięta jest taką refleksją o przemijaniu i godzeniu się (lub
          nie) z odchodzeniem. Dotąd tego nie widziałam w Jeżycjadzie - a
          przynajmniej nie w takim stężeniu. Odchodzenie Dmuchawca
          (ewidentne), rozmowa Laury z p. Gruszką i z p. Hubertem, rozmowa
          Florka i Adama - sporo tego. A jednocześnie przecież nie jest to
          smutna książka, chociaż dużo, dużo więcej Śmierci w niej niż dotąd.
          Trudno mi to opisać, jakoś ubrać w słowa, ale cieszę się, że nie
          jestem jedyna, która to zauważyła.
          • the_dzidka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 20:47
            > Dotąd tego nie widziałam w Jeżycjadzie - a
            > przynajmniej nie w takim stężeniu. Odchodzenie Dmuchawca

            Tak. Moim zdaniem, MM wreszcie zmierzyła się ze śmiercią - i to w
            piękny sposób. Bardzo mnie poruszył ten opis spojrzenia Dmuchawca i
            odejścia na samotny rejs....
            • ginestra Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 16.11.08, 21:08
              Oj tak, ten opis Dmuchawca żegnającego się z Gabą (gdy odwiedził ją w szpitalu i
              wychodził z sali), w którym to opisie Gaba ma przemożne wrażenie, jakby patrzyła
              na kogoś, kto uśmiecha się i macha do niej, jakby był na statku i odpływał w
              daleki rejs, również i mnie bardzo poruszył.
              Zdumiałam się też jak wspaniale pani MM potrafi słowami oddać nastrój, tę "aurę
              odchodzenia", którą dostrzega się wokół starszych ludzi, i która ściska za
              serce, a którą ja także starałam się opisać na forum, a nie znajdywałam chyba
              właściwych słów.

              Tak, w książce jest sporo o przemijaniu, o niemożności kontrolowania świata i
              wydarzeń, a jednocześnie o czerpaniu otuchy z mocy samego Życia, które jest
              większe od nas.

              Jest też wspomniane o przemijaniu uczuć - są nam, czytelnikom, pokazane myśli
              Gaby o Pyziaku i widać wyraźnie (i czujemy, że tak właśnie jest), że ona już
              zamknęła ten rozdział życia ("wszystko już dawno wybaczone i zapomniane"). Może
              jego przyjazd i rozmowa po latach dopełniły czegoś i Gaba mogła już z tą
              przeszłością wreszcie się rozstać? Tu wydaje się pogodzona prawdziwie i żyjąca
              swoim życiem i szczęśliwa w nim.

              Naprawdę piękna ta książka i piękne w niej myśli o życiu i rozważania i
              podsuwane delikatnie lektury..
              Cudowna, dojrzała, subtelna książka!
              • the_dzidka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi) 16.11.08, 21:14
                > Zdumiałam się też jak wspaniale pani MM potrafi słowami oddać
                nastrój, tę "aurę
                > odchodzenia", którą dostrzega się wokół starszych ludzi, i która
                ściska za
                > serce, a którą ja także starałam się opisać na forum, a nie
                znajdywałam chyba
                > właściwych słów.

                Ginestro, widzę że delikatnie nawracasz do "tamtej" dyskusji, więc
                teraz chcę Ci powiedzieć, że ja tak samo tę atmosferę i starszych
                ludzi postrzegam :) "Wtedy" nie miałam głowy i sił, żeby się
                wypowiedzieć, ale wiem, o co Ci chodziło, i tak samo to odbieram....
                • ginestra Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi 16.11.08, 21:26
                  Dzidko, dziękuję za wpis.. :-) Nie chciałabym wracać do tamtej dyskusji - pani
                  Musierowicz w Sprężynie, w tylu scenach, pokazała to, moim zdaniem bardzo
                  pięknie i niech przemówi raczej nasza Autorka. :-)
                  • the_dzidka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi 16.11.08, 21:45
                    > Dzidko, dziękuję za wpis.. :-) Nie chciałabym wracać do tamtej
                    dyskusji - pani
                    > Musierowicz w Sprężynie, w tylu scenach, pokazała to, moim zdaniem
                    bardzo
                    > pięknie i niech przemówi raczej nasza Autorka. :-)

                    Tak :-)))
                    • anutek115 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi 17.11.08, 10:41
                      A mnie się wydaje nawet, że wcale nie tylko o starszych ludzi tu chodzi, ale, po
                      prostu, o wszystkich.
                      Uwaga! Będzie osobiście! Nawet wahałam się, czy to napisać, ale mgliscie sobie
                      przypominam, że równie osobiste wynurzenia juz tu padały, więc co tam, piszę.
                      Miałam takie doświadczenie w moim zyciu, że prawie umarłam. Niewiele pamiętam,
                      jak Gaba z wypadku, to juz raczej moja rodzina, której powiedziano, że moge
                      odzyskac przytomność za chwilę, mogę za tydzień, a mogę już igdy się nie obudzić.
                      Odzyskałam za chwilę. I od razu dowiedziałam się, że może w każdej chwili umrzeć
                      moje dziecko. Nikt mi nie dawał żadnej gwarancji jego przezycia. Przez dziesięć
                      dni wchodząc na OIOM nie wiedziałam, co tam zastanę. Znacie taką bajkę o
                      człowieku, który widział Śmierć, i jeśli stała ona w nogach łóżka chorego, ten
                      miał wyzdrowieć, a w głowach, gdy miał umrzeć? Otóż ja miałam wrażenie, że też
                      ją widzę. Wchodziłam do sali i patrzyłam w głowy łóżeczka mojego dziecka żeby
                      zobaczyć, czy jej tam nie ma.
                      Po tych dziesięciu dniach nie było jeszcze bardzo dobrze, ale już nie było źle.
                      Ale ja wiedziałam, ze Śmierc tam jest. Ze na chwilę odpusciła, że odeszła w
                      cień, ale że cierpliwie czeka swojej godziny, zawsze obecna. Teraz mi już troche
                      minęło, ale przez ppierwszy rok po prostu afirmowałam zycie jak szalona. Czułam
                      całą sobą każdą jego chwilę. Patrząc na moje dziecko wciąż miałam świadomość
                      dojmującą, że ono jest, a taki maleńki kroczek dzielił nas od tego, żeby go nie
                      było...
                      • anutek115 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi 17.11.08, 10:46
                        Przepraszam, za szybko mi się wysłało.
                        I mnie też zresztą. Po prostu napędzała mnie myśl, jak mało mamy czasu, ile
                        jeszcze trzeba zrobic, jak byc wdzięcznym za każdą wspólną chwilę...
                        O tak, jest Śmierc w Jeżycjadzie. Właśnie taka. Wiecznie obecna. Która jednak
                        nie jest czymś złym. Jest raczej... przypomnieniem. Przypomnieniem, że trzeba
                        żyć ile sił.
                        Przepraszam was za te wynurzenia, może nazbyt ponure. Ale po raz pierwszy
                        odnalazłam te własnie uczucia w Jeżycjadzie, przedtem tylko mówienie o mężnym
                        odchodzeniu... a tu rzeczywstą świadomość odchodzenia... i przecież wcale nie
                        straszną i pesymistyczną w dodatku.
                        • ginestra Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi 18.11.08, 18:34
                          Anutku,
                          dziękuję, że podzieliłaś się z nami swoim przeżyciem. Cieszę się, że teraz już
                          wszystko dobrze, i że to doświadczenie kruchości życia (takie dramatyczne i
                          straszne) miało (ma) też swoją dobrą stronę, jak piszesz, w postaci cieszenia
                          się każdą chwilą życia i bycia razem.

                          Tak myślę jak dobrze by było móc pamiętać o tej wdzięczności za życie, na co
                          dzień, gdy się nie miało takich przeżyć - tak po prostu. Myślę, że Twoje słowa
                          też nas na to nakierowały - mnie na pewno.
                          Pozdrawiam Cię serdecznie!
                          • anutek115 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na starszych ludzi 18.11.08, 19:04
                            Dziękuje ci, Ginestro droga, za dobre słowo. Oczywiście, nie jest tak, że ja tak
                            bardzo wyraźnie pamiętam tamto uczucie (trochę na szczęście) i zdarza mi się
                            ryknąć z głębi serca na to moje cudem uratowane dziecko i byc dla niego Bardzo
                            Złą Matką (jak choćby teraz, gdy uparcie odmawiam wydzielenia mu większej ilości
                            plasteliny do lepienia samochodzików), ale świadomość bezcennosci (nie wiem, czy
                            mi po polsku wyszło) jest niezwykle cenna. I, z perspektywy lat, jestem rada, ze
                            jej doświadczyłam.
              • ginestra O "łuku i strzałach"... 16.11.08, 21:22
                Jeśli pozwolicie, to wkleję tu tekst, do którego nawiązuje pani Musierowicz w
                Sprężynie. Autorem jest Gibran Khalil.
                To właśnie ten tekst przepisałam z gazetki w poradni i mam go odtąd mocno w
                sercu (mam wielką nadzieję, że przekłada się to na moje prawdziwe życie -
                przynajmniej staram się). Chciałam się więc i z Wami nim podzielić.

                "Wasze dzieci nie są waszą własnością;
                są synami i córkami samej mocy Życia.
                Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
                Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
                Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
                ponieważ one mają swoje idee.
                Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
                ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
                którego wy nie możecie odwiedzać nawet w waszych snach.
                Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
                ale nie żądać, by byli podobni do Was,
                ponieważ Życie się nie cofa,
                ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
                Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
                jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
                Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
                i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
                żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
                Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
                ponieważ on kocha równą miarą
                i strzały, które szybują,
                i łuk, który pozostaje niewzruszony."
                • lezbobimbo Re: O "łuku i strzałach"... 16.11.08, 21:45
                  Dzieki za wklejenie, Ginestro, dobrze wiedziec, do czegóz nawiazuje MM
                  (doksztalcam sie)
                  Tylko jeszcze autor zapomnial dopisac, ze te strzaly tez sie moga stac lukami :)
                  (nie mówiac juz o wielce pojemnym pojeciu idei i wychowaniu strzal itd. W ogóle
                  z calym wierszem chybabym polemizowala ;)

                  I tutaj oczywiscie nie moge powstrzymac sie przed skojarzeniem, ze o strzalach i
                  miejscu, skad strzaly wychodza pisala tez Sylwia Plath, chociaz w zupelnie
                  innym, i to feministycznym, kontekscie;)
                  • ginestra Re: O "łuku i strzałach"... 16.11.08, 22:32
                    Hej Lezbobimbo,
                    cieszę się, że podoba Ci się cytat, choć polemizowałabyś. :-)

                    Dla uczciwości przepiszę jak pani Musierowicz podała cytat z tego fragmentu we
                    własnym przekładzie. Brzmi on tak:

                    "Wy jesteście łukami, z których Wasze dzieci, jak żywe strzały, wysyłane są
                    naprzód. Łucznik widzi cel na drodze nieskończoności i On przygina Was swoją
                    mocą, by jego strzały mogły lecieć szybko i daleko".

                    Ja myślę, że owszem, strzały też mogą się stać łukami. :-)

                    Bardzo mnie poruszyło, że ten tekst mówi o tym, że lepiej pozwolić dzieciom na
                    własne decyzje, na to, by szły za własnym głosem i nie chcieć ich przerabiać na
                    swoją modłę i układać im życia, ale wspierać, wychowywać oczywiście też, ale nie
                    ograniczać, nie mieć jakichś idee fixe do do ich osobowości, przyszłości. Albo
                    nie trzymać ich kurczowo przy sobie, nie być rodzicem "siadającym dziecku na
                    kolanach".
                    I tak dalej.

                    Jeszcze inne zdanie usłyszałam: "świat naszych dzieci nie jest naszym światem".
                    Na przykład co do wyboru zawodu, to nie wiemy jaki zawód będzie dobry czy
                    popłatny w czasach ich dorosłości - niekoniecznie taki, jak teraz, gdy my
                    jesteśmy dorośli. A jak pójdą za własnym głosem i będą dobre w tym, do czego
                    mają talent i zamiłowanie, to poradzą sobie. Będą też ufały swojej intuicji,
                    która im podpowie co robić, jak zawód zmienić w razie czego itp.

                    Jeszcze takie coś mi się przypomina:
                    "Dzieciom, gdy są małe, trzeba dać silne korzenie, a gdy podrosną, dać im
                    skrzydła". Ja myślę, że to jest naprawdę piękne zdanie: gdy są małe - dużo
                    miłości, poczucia bezpieczeństwa, stabilność, rodzinne rytuały, dużo uwagi,
                    przekazanie wartości, tradycji, żeby wiedziały kim są i skąd są, żeby miały
                    swoje miejsce na ziemi itp. A potem, gdy nadejdzie czas ich samodzielności -
                    wspierać je, by rozwinęły skrzydła i poleciały tam, dokąd my z nimi przecież nie
                    polecimy. I będą miały siłę do tego i wiarę w siebie, z tego wczesnego okresu,
                    gdy dostawały "korzenie".

                    To tak w uniesieniu posprężynowym zebrało mi się na mocno uduchowione teksty. ;-)
                    Pozdrawiam!
                    • lezbobimbo Re: O "łuku i strzałach"... 16.11.08, 23:39
                      ginestra napisała:
                      > Bardzo mnie poruszyło, że ten tekst mówi o tym, że lepiej pozwolić >dzieciom
                      na własne decyzje, na to, by szły za własnym głosem i nie >chcieć ich przerabiać
                      na swoją modłę i układać im życia, ale >wspierać, wychowywać oczywiście też, ale nie
                      > ograniczać, nie mieć jakichś idee fixe do do ich osobowości, przyszłości. Albo
                      nie trzymać ich kurczowo przy sobie, nie być rodzicem "siadającym dziecku na>
                      kolanach".> I tak dalej.

                      Oczywiscie rozumiem, ze mowa jest o dzieciach nastoletnich, takich dojrzalych co
                      to juz wiedza, czego chca? :)
                      Bo inacy bede polemizowac, ze dzieciom mniejszym jednak potrzebne jakies
                      granice, konsekwencje czynów i rodzice-autorytety, a nie tylko zawsze zacni
                      kumple, czolobitnie wynoszacy dziecie na oltarze.. czyz nie? :)
                      • ginestra Re: O "łuku i strzałach"... 17.11.08, 00:09
                        Ależ tak, jak najbardziej - ja myślę, że tekst mówi bardziej o tych dzieciach,
                        które już chcą odlecieć z gniazda.

                        Chociaż pamiętać o tym, że dzieci nie są naszą własnością, najlepiej byłoby od
                        zawsze, od ich poczęcia. (W pięknej książce "Jak kochać dziecko" Janusz Korczak
                        też o tym mówi już w pierwszym rozdziale - o tym, że dziecko to osobny człowiek,
                        wielka tajemnica, że nie jest naszą własnością). I pamiętanie o tym może
                        sprawić, że mamy do dziecka większy szacunek jako dla człowieka (np. nie bijemy,
                        nie łamiemy jego woli, nie zawstydzamy niepotrzebnie, szanujemy jego godność
                        itp.; a wielu ludzi naprawdę próbuje traktować dziecko jak własność, jak
                        zwierzątko do tresowania). Mamy też uważność na to jakie dziecko ma cechy i
                        zdolności, nie próbujemy go "przerabiać na kogoś innego" itp. A więc coś w tym
                        sensie.

                        Myślę też, że w tym cytowanym fragmencie analogia do łuku i strzał jest bardzo
                        dobra, bo podkreśla tę niesymetryczność, czyli to, że rodzic to rodzic, a nie
                        partner czy kumpel. Przy rodzicu-kumplu dziecko nie będzie się dobrze czuło i
                        nie poczuje siły w sobie. Musi najpierw dostać oparcie w rodzicu, musi wiedzieć,
                        że jest on kimś starszym, bogatszym o doświadczenie życiowe, kimś, na kim ono,
                        dziecko, może się oprzeć itp. (Tzn. to "musi" oznacza raczej: "byłoby pożądane",
                        bo nie każdy rodzic jest takim wsparciem i w ogóle). Ale właśnie dlatego warto
                        się starać i takie teksty mogą w tym również pomóc, jak myślę.
                        Pozdrawiam!
                • ginestra Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 16.11.08, 22:15
                  To może teraz w lżejszym klimacie. :-)

                  Strasznie mi się podobało, że w Sprężynie, jeśli są jakieś akcenty, które możemy
                  powiązać z naszymi rozmowami i postulatami z forum, to jednocześnie nie ma na to
                  dowodów i nie można stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że pochodzą z lektury
                  forum! Mogła sama pani MM zapragnąć to tak a nie inaczej napisać. Jest w tym
                  wielki spryt Autorki - podobnie jak nie wiemy na sto procent czy to ona
                  osobiście się nam wpisała w minione Święta Bożego Narodzenia... :-)

                  A więc każdy taki motyw można potraktować albo tak albo tak. :-)

                  Gdybyśmy jednak chcieli powyobrażać sobie, że pani MM czyta nasze forum i
                  cieszyć się, że nasze dyskusje ją zainspirowały :-), to byśmy mogli sobie
                  dośpiewać, że oto niektóre nasze postulaty spełniły się. Na przykład:

                  1. Ignaś ma swój pokój.
                  2. Gaba i Grześ są szczęśliwi, że mają teraz swoją prywatność i wstawili do
                  sypialni zamek w drzwiach.
                  3. Znajduje to wyraz w czułościach na co dzień. :-)
                  4. Gaba ma na sobie coś sexy (bluzeczka/ sukienka na cienkich ramiączkach lub
                  bez pleców?), bo Grześ rysuje jej na gołych plecach serduszko (o czym wspomniała
                  Anutek) gdy Gaba prowadzi samochód.
                  5. Gaba autentycznie powściąga troszczenie się o innych. :-)
                  6. Marek nie śpi, tylko aktywnie spędza czas, sporo mówi (choć również śpi na
                  łonie natury, ale wybaczymy mu to. ;-) )
                  7. Jest cała plejada naszych dawnych znajomych lub wzmianki o nich (jest też
                  wzmianka o Trolli - żyje i ma się dobrze, panu Oracabessie, a także o Bebe i
                  Dambo, o Romie (!), o Kresce z rodziną, o Żakach i Cioci Wiesi i wielu innych
                  postaciach).
                  8. Pojawia się Bodzio (na specjalne życzenie Ginestry ;-) )
                  9. Również na specjalne życzenie Ginestry Józinek przestaje ewoluować w stronę
                  rozdwojonej jaźni hołdującej przemocy i staje się normalnym, fajnym chłopakiem. :-)
                  10. Ignaś też jest fajnym chłopakiem (w co Ginestra nie wątpiła)!
                  11. Ignacy Borejko nie fiksuje i jest wspa-nia-ły!!!
                  12. Wyjeżdża Mila i nie ma jej w fabule.
                  13. Wyjechał Frycek, Róża i mała Mila.
                  14. Nie pojawiają się w ogóle Schoppowie.
                  15. Łusia nie zakochuje się - nie ma romansu dziesięciolatków.
                  16. Pani MM z uznaniem nawiązuje do psychologii - nie krytykuje "Toksycznych
                  rodziców", a za to pisze o "rozczytywaniu siebie" i pracy psychologicznej (List
                  Laury do Wolfiego osobiście
                  oprawię w ramki, bo to jest jakby o mnie! I jakie to prawdziwe psychologicznie.
                  Laura mówi o tym, że próbuje rozplątać siebie, odkryć to, co schowane,
                  potrzebuje czasu, by dojść do ładu ze sobą; jest blisko siebie w decyzjach,
                  które podejmuje; szuka odpowiedzi, idzie za wewnętrznym głosem, a rozwijanie
                  talentu pomaga jej w tym wszystkim).
                  Gaba też tłumaczy zachowanie Laury bardzo ładnie psychologicznie jest wewnętrzny
                  monolog Gaby o braku ojca w życiu Laury i o tym, że Laura tak
                  bardzo teraz boi się porzucenia. To jest dla mnie przepiękne - ta
                  refleksyjność postaci i ich chęć pracy nad sobą. Jest też mowa o tym, że koleżanka
                  Łusi ma mamę psychologa i ta mama mówi mądre zdanie.
                  17. Jest Nasza Klasa. :-)
                  18. Jest dużo humoru i lekkości (dialogi z Łusią, Anią i Norą są super, a sonet
                  Łusi jest genialny!! :-) )
                  19. Ania jest fajną dziewczynką i nikt jej nie dokucza.
                  20. Mężczyzna, w którym zakochuje się Laura jest prawdziwym facetem z krwi i
                  kości - i nie ma wąsów!!! :-)
                  (Na pewno to przypadek, ale ucieszyło mnie porównanie tego wspaniałego
                  mężczyzny, uczynione przez rozmyślającego o nim Ignacego, do "wzorca z Sevres";
                  Pamiętam, że pisałam coś podobnego na forum, że mężczyźni w Jeżycjadzie są
                  jak wzorzec wierności ze stopu irydu i platyny. Tacy prawdziwie wierni. I tutaj
                  wszyscy mężczyźni są wierni!! Jest to pokazane bardzo pięknie. Aż uwierzyłam, że
                  tacy mogą być w prawdziwym życiu, nie tylko w książkach. Nowa miłość Laury też
                  dobrze rokuje, choć nie
                  poznaliśmy go za dobrze. Ale widać to po nim i wszyscy tam poznali się na nim,
                  każdy z osobna go skądś zna i ręczy za niego. :-) )
                  21. Jest tam piękne, powtórzone dwa razy zdanie, nadające się na motto dla
                  naszego forum: "Styl to człowiek" (możemy sobie "dośpiewać", że to na tle
                  naszych licznych dyskusji). ;-)

                  Może i więcej by się znalazło tych nawiązań do forum? :-)

                  (Słuchajcie, ja oczywiście będę zaglądać na forum, tylko trochę może, tak jak
                  niektóre osoby, z częstotliwością co parę dni. Trochę się skupiło mi różnych
                  nowych rzeczy, m.in. zapisałam się na szkolenie, do którego najpierw muszę się
                  bardzo dużo przygotowywać w domu. A więc tu chciałam jak najwięcej refleksji
                  zawrzeć z lektury, a będę oczywiście dopisywać się i czytać, tylko muszę też
                  jakoś czuwać
                  nad gospodarowaniem czasem. ;-) )
                  Ale oczywiście będę wpadać - tym bardziej teraz, gdy jest tyle o Sprężynie!!
                  Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!
                  • verdana Re: Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 17.11.08, 17:08
                    Przeczytałam i jest mi lepiej. Nie całkiem dobrze, ale lepiej.
                    Znacznie lepiej.
                    Przede wszystkim nareszcie sa ludzie, ktorych mozna lubić. I zabawne
                    fragmenty. Nieprzeszkadza mi, ze Panpolonista okazuje się być
                    Adamem - myslę, ze czytelnicy maja się tego domyslac, tylko Laura
                    nie.
                    Co mi prszeszkadza - przede wszystkim Gaba i bezustanne
                    powtarzxanie, jaka jest doskonała. Przy czym dwoje z jej trojga
                    dzieci ma żal o to, ze braklo dla nich czasu... I to, ze Gaba nie
                    odróznia egoizmu od jakiekokolwiek zadbania o wlasne interesy. I to,
                    ze zajmuje się innymi wyraxnie bardziej z obowiazku, niz dlatego, ze
                    ich po prostu lubi. A to dla dzieci takiej osoby zabojcza kombinacja.
                    Przeszkadza mi jeszcze Łusia - 10 latki takie nie są. A jak sa, to
                    konieczna jest szybka interwencja osob doroslych. Chocby dlatego, ze
                    do Łusi nie sposob się przedżeć - obok niej moze być kataklizm, a
                    ona i tak będzie zainteresowana tylko zawilosciami języka.
                    Nieczulość w scenie u Bltonow, gdy wszyscy sa zdenerwowani, a ona
                    nawet tego nie widzi wprost uderza.
                    Poza tym zastanawia mnie z kim zostaje Ziutek, gdy rodzice sa w
                    pracy? Wyglada na to, ze codziennie z kim innym, czyli rodzina jest
                    wykorzystywana przymusowo i maksymalnie.
                    No i scena z topieniem sie - niewiarygodna.
                    Bede tez miala zadnie odrebne w sprawie Dmuchawca. Iść do kogoś w
                    szpitalu, polamanego i po operacji i dawac do zrozumienia, ze sie
                    samemu jest "na wylocie" to szczyt nieczulosci. Niech chory nie
                    odpoczywa spokojnie, niech się mna pomartwi - zdecydowanie nalezy
                    sobie darowac takie wystapienia przy lozu chorego.
                    Ale to drobiazgi. Ciut mniej rozwazań dydaktyczno-filozoficznych,
                    nieco wiecej akcji - i byloby niemal przedkalamburkowo.
                    • sir.vimes A mnie nie uderza 17.11.08, 17:18
                      > do Łusi nie sposob się przedżeć - obok niej moze być kataklizm, a
                      > ona i tak będzie zainteresowana tylko zawilosciami języka.
                      > Nieczulość w scenie u Bltonow, gdy wszyscy sa zdenerwowani, a ona
                      > nawet tego nie widzi wprost uderza.

                      Owszem, Grzegorz w rozmowie tel. jest zdenerwowany i Łusia to wyczuwa - ale NIC
                      nie wskazuje na to, że nie jest to jakieś nudne , dorosłe zdenerwowanie np.
                      pracą, sprawami urzędowymi itp. Podkreślane jest, ze wszyscy przed dziećmi
                      ukrywają fakt wypadku - Natalia przed hasającymi wesoło po kuchni Borejków
                      synami ewidentnie też. Gdyby dzieci miały reagować nerwowo i z przestrachem na
                      każde zmartwienie dorosłych (np. PITy nie wypełnione - rodzice zdenerwowani,
                      emerytura nie wpłynęła - dziadek przeklina) to by oszalały. Zresztą, w scenie z
                      synami Natalii dzieci zauważają , ze coś nie halo chyba dopiero gdy dziadek
                      płacze. I nie razi mnie to.

                      O Gabie już pisałam w wątku Anuszki - jest nieco nieuczciwa i obojętna albo
                      zwyczajnie nielogicznie "coś się napisało":
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=87302901&a=87313518
                      I ta scena mnie autentycznie razi.

                      > Poza tym zastanawia mnie z kim zostaje Ziutek, gdy rodzice sa w
                      > pracy?

                      A nie jest tak, ze Ida pracuje kilka godzin tygodniowo? Czyli na upartego
                      Ziutkiem zajmują się Mila/Ignac a reszta dorywczo?
                      • verdana Re: A mnie nie uderza 17.11.08, 17:29
                        Moze ja mam inne dzieci, bo one raczej w wieku 10 lat cichły, gdy
                        widzialy zdenerwowanie, albo zaaferowanie rodzicow. Nie to, zeby od
                        razu panikowaly, ale nie absorbowaly soba zanadto, gdy widzialy, ze
                        dorosli sa czymś przejęci. Takie zachowanie pasuje mi raczej do 5-6
                        latki, nie do sporej dziewczyny...
                        • sir.vimes Re: A mnie nie uderza 18.11.08, 15:20
                          Nie wiem, może jak moja osiągnie magiczny wiek lat 10 zmienię zdanie.

                          Ale - jak pamiętam swoje dzieciństwo to gdybym przy każdym zaaferowanym głosie
                          wujka czy ciotki przez telefon cichła i się stresowała to teraz byłabym całkiem
                          siwa. U mnie w rodzinie nie zawsze nerwowy ton przez telefon oznacza jakiś
                          prawdziwy problem - może oznaczać, że piesio się przejadł po czym zniszczył fotel.

                          Ponadto Łusia jest gadatliwa po matce co MM niejednokrotnie wbija nam do głów;
                          że takie podobne. No i - dorosła osoba nie dała znać innej dorosłej osobie gdzie
                          jest. Może telefon jej się rozładował a nocuje w hotelu? Myślę, że mój mąż na
                          miejscu Grzesia wstrzymałby się z nerwowymi reakcjami, ZWŁASZCZA do dzieci,
                          gdybym to ja nie dała znaku życia przez 8 h. Owszem, szukałby i pytał ale z
                          pewnością nie wciągał w to dzieci z rodziny. I sądzę, że Grześ też nie chciał by
                          dziecko odczuło, że COŚ się stało. Bo po co martwić przedwcześnie?

                          Zaś chłopcy Nutrii byli ewidentnie nieświadomi, że coś się dzieje mimo, że oboje
                          rodzice byli z pewnością zdenerwowani. Może celowo nie dorośli nie dawali po
                          sobie poznać?

                    • agnieszka_azj Re: Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 17.11.08, 17:36
                      verdana napisała:

                      > Poza tym zastanawia mnie z kim zostaje Ziutek, gdy rodzice sa w
                      > pracy? Wyglada na to, ze codziennie z kim innym, czyli rodzina
                      jest
                      > wykorzystywana przymusowo i maksymalnie.

                      Nie codziennie, bo było tam powiedziane, że Ida na razie nie
                      pracuje - zostawiła sobie tylko kilka godzin w przychodni, która
                      mieści się w tej samej kamienicy.
                      Pewnie na ogół wykorzystywana była Mila, ale wyjechała.
                      • verdana Re: Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 17.11.08, 19:34
                        No zaraz, zaraz...
                        I w przychodni robi operacje? Malo prawdopodobne. Drobne zabiegi -
                        owszem, ale to, o czym opowiada na drobny zabieg nie wyglada.
                        W dodatku widać, ze w harmonogramie opieki nad dzieckiem zieją luki.
                    • ginestra Re: Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 18.11.08, 18:39
                      O tym Dmuchawcu w szpitalu, to ja nie odniosłam wrażenia, że on coś dawał do
                      zrozumienia o sobie. On po prostu przyszedł, porozmawiał i wyszedł, a wychodząc
                      pomachał i uśmiechnął się. To Gaba go tak odebrała patrząc na niego.
                      • anutek115 Re: Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 18.11.08, 18:53
                        Mam identyczne wrażenie. Nie sądzę, że Dmuchawiec przyszedł zawracać Gabie głowę
                        swoją kruchością. Sadzę, że po prostu przyszedł odwiedzić ulubioną uczennicę. A
                        że był kruchy i słaby... cóż, w sumie trudno to było ukrywać.
                        • lezbobimbo Re: Dalsza garść refleksji o Sprężynie :-) 18.11.08, 18:56
                          Zaciekawilo mnie teraz, czy Dmuchawiec Ewe tez tak odwiedzal w szpitalu - po OwR
                          juz sie mniemam zaprzyjaznili dzieki Kresce i Geniusi, a choroba Ewy wszak
                          jeszcze powazniejsza i jeszcze bardziej odwiedzin wymaga..
    • amelia007 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 18.11.08, 18:00
      Tak mi sie jeszcze przypomnialo, a propos rysunków. Portret
      spiewajacej Laury nieodparcie skojarzyl mi sie z "Questa?!
      Maldetta?!". Oczywiscie, wiem, ze Laura spiewa jak Archaniol, ale
      po "Muzyce Duszy" nie moge pozbyc sie pratchettowego spojrzenia na
      spiewaczki. Przy okazji, podobnie jak Wy jestem porazona rysunkiem
      ze strony 60. Najwiekszy macho w jezycjadzie, ech...
      • amelia007 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 18.11.08, 19:18
        O, swiety Jozafacie, przeciez to nie "Muzyka Duszy". Przepraszam
        stokrotnie.
    • lezbobimbo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) - Wolf 18.11.08, 18:27
      Dzieki nieskonczonej dobroci Kotuli wysluchalam pierwsze 5 minut Sprezyny... czy
      tylko mnie wydalo sie to takie "zbyt powazne"? Gdzie humor zahaczajacy o liryke?
      Mamy starszego pana, jamniczka i kosa - juz moglo cos z tego byc, juz
      zwietrzylam jakies jajo - ale pan sie tylko przeraza warczacej Tygrysicy, a z
      jamnika i kosa nic jednak nie wynika..
      I jeszcze ten solenny opis pogody, 2 zdania by nie starczyly...

      Ale Wolfi mnie wzruszyl, nie dosc ze go w tym Glasgow przyjeli prosto z ulicy na
      rezysera dzwieku, to jeszcze dorabia jako tatuazysta ;PPP i jeszcze sie wybiera
      latem na Nowa Zelandie zarabiac kokosy na zrywaniu jablek.. w Szkocji jak widze
      maja dlugie urlopy w obu zawodach - i jak dobrze platnych skoro ma na
      tam-i-z-powrotem na antypody :)
      Ten tatuaz to tym razem niezmywalny, tak? Ale projektowanie rysunków to cos
      zupelnie innego niz wykluwanie ich komus na skórze... sporo praktyki trzeba.

      A zakochana Chinka gotujaca 2 doroslym bykom obiady wkurzyla mnie przepoteznie,
      zwlaszcza ze Wolfi co jak co, ale szpinaczek to sam robic umie!
      • mama_kotula Lezbobimno, na rany kota!!! 18.11.08, 18:34
        To jest początek. 3 strony bodajże, czy 4...
        Zliiiituj się :)
        Faktycznie początek poważny, potem się rozkręca. Już zaraz potem, no, obiecuję :>
        • lezbobimbo Re: Lezbobimno, na rany kota!!! 18.11.08, 18:50
          Ale to przeciez nie Twa wina, tylko autorki :D
          Tozto nie bylo poganianie Ciebie, tylko jak zwykle narzekanie na MM ;)

          Znaczy, ze ten czarowny opis pogody i drobiazgów ciagnie sie cale 4 strony? :O
          Litosci..
    • anchan Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 18.11.08, 18:34
      Mnie tez przerazil Baltona ze strony 60, a jeszcze bardzej z 138. Jak mozna bylo
      zmienic Florkowi nos w 2 podwojne podbrodki.

      Czyta sie fajniej niz ostatnie czesci a z Jozefa wylazi wreszcie wredny
      hipokryta ;) W piatek 20 czerwca odbiera od ust Laurze kiebase (bo piatek), a w
      piatek 13 czerwca objada sie z ojcem i Miagwa kielbasa z ogniska.
      • monikate Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 18.11.08, 22:02
        Tak żeście o wszystkim i tak mądrze napisały, że już właściwie nie
        mam co dodawać :) No, troszkę:
        1. Jak można było spaść Baltonę? Toć na tym rysunku on nie
        przypomina ani wilka, ani niedźwiedzia, to basior jest! Poprawić w
        następnym wydaniu! Idę też!
        2. A w ogóle, gratulacje, drogie forumowiczki. Ta powieść to wasze
        dzieło. "Sprężyną" pani Musierowicz odpowiedziała zgrabnie na
        zarzuty tutaj postawione.
        3. Ta mnogość postaci... bodaj jedno zdanie o niemal każdym
        bohaterze Jeżycjady (zabrakło Belli, Przeszczepa, babci
        Jedwabińskiej z mężem Jankowiakiem) przypomina mi inną ksiażkę
        mianowicie sequel "Sagi rodu Forsyte'ów" pt. "Forsyte'owie",
        napisaną przez Suleikę Dawson. Bardzo zgrabny, b. w duchu "Sagi" i
        też pojawiają się sprytnie wszyscy bohaterowie Galsworthye'go.
        4. Nadto powieść kochana, słodka, mimo wad nie przesłodzona. Zwyżka.
        Nawet oczka mi się szkliły w pewnych momentach. Na forum Ksiazki
        ktos napisał, że te cmoki nad "S" przypominają zbiorowe podrzucanie
        marynarek na koncertach Beatlesów. Jeśli tak... to szkoda, że się
        nie załapałam na tamte czasy. Mówiąc słowami Ignasia-proste rozrywki
        maja swój urok :)
        • ananke666 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 18.11.08, 23:40
          > 1. Jak można było spaść Baltonę? Toć na tym rysunku on nie
          > przypomina ani wilka, ani niedźwiedzia, to basior jest!

          Gdyby on był basior, to nikt by się nie czepiał, przeciwnie wręcz :) Basior = samiec wilka, czyli prawidłowo by było. A jest coś żulowatego.

          Był sobie mężczyzna w Jeżycjadzie.
          Należało go unieszkodliwić.
          Upaść/wyhodować wąsy/statusieć/zdziadzieć/zramoleć/uczynić łajzą - niepotrzebne skreślić.
          Jakaś, kurde, zbiorowa kastracja.
          Mężczyźni! Gdzieżeście są!...
          Jakie to szczęście, że mój w normalnym stanie sobie niedaleko siedzi...
          • agawa79 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 19.11.08, 10:47
            Już sobie ponarzekałam wcześniej na wizerunek Baltony, ale dochodzę
            do wniosku, że mogło być gorzej - mógł być nadal szczupły, ale z
            wąsami! To ja dziękuję, wolę sytego niedźwiedzia BEZ zarostu. :)
          • the_dzidka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 20.11.08, 14:33
            > Gdyby on był basior, to nikt by się nie czepiał, przeciwnie
            wręcz :)

            Bysior? :)
          • nessie-jp Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 23.11.08, 02:07
            A czegóż wy chcecie od tego nieszęsnego Baltony-ze-strony-60?

            No że podrósł facet? A co miał, zmarnieć? Przecież on lasy sadzi, kurczaki
            zabija i konie jedną ręką podnosi podczas opryskiwania porzeczek! Gdzieś tam coś
            chyba było o jego spiżowych ramionach i tak dalej. A Patrycja go karmi jak
            Jagienka amanta, to i ma z czego chłopak rosnąć.

            Nigdy nie miałam żadnego nabożeństwa do buraczanego Baltony (on to miał w Noelce
            tego irokeza w kolorze różu?) i miło mi, że dawny Bobcio wyrósł na konkretnego
            faceta. Ze gębusia od słońca pomarszczona? To już trudno, tacy maczo nie używają
            kremów z filtrem fotostabilnym...
            • onion68 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 23.11.08, 06:43
              A Patrycja go karmi jak
              > Jagienka amanta, to i ma z czego chłopak rosnąć.

              O nie, nie jak Jagna. Jagna z facetów siły witalne wyciągała jeno ;)

              A podczas lektury zastanawiało mnie, kiedy Pulpa ma czas na to całe pichcenie, w
              końcu jeszcze uprawia ziemię, zajmuje się domem i dziećmi, tworzy biznes plany,
              na pewno też ma jakieś inne obowiązki związane z prowadzeniem firmy. Nie
              zrozumcie źle - wiadomo, że jakoś tam gotować musiała, ale w kółko bułeczki,
              rogaliki, ciasta, własny ser? Mączne dania zajmują mnóstwo czasu i ile po tym
              zmywania. Może ma służbę, tylko w nowej sytuacji Borejków nie mówi się już o
              tym, jako o czymś zrozumiałym samo przez się?
              I jeszcze się zastanawiam, czy Pulpa bierze już lekarstwa na nadciśnienie ;)
              • idomeneo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 23.11.08, 10:43
                Cytatonion68 napisała:
                Może ma służbę


                mnie parę razy przeszło przez myśl, że może na Roosevelta przydałaby się jakaś
                sprzątająca pomoc fachowa, zwłaszcza, że Mila może już nie mieć siły na swoje
                ulubione zajęcia.

                Co do Baltony, to jego uwiecznione na obu obrazkach zapuszczenie się dla mnie
                też było największą rysunkową przykrością Sprężyny - ale chyba jest to
                realistyczne, niestety. Naprawdę przyjemnie się za to czyta o nim i o jego
                ciepłym stosunku do świata w ogóle, a do żony w szczególności.
              • alitzja Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 23.11.08, 11:01
                onion68 napisała:

                >> A Patrycja go karmi jak Jagienka amanta, to i ma z czego chłopak
                rosnąć.

                > O nie, nie jak Jagna. Jagna z facetów siły witalne wyciągała
                jeno ;)


                A czy to przypadkiem nie chodziło o Sienkiewiczowską Jagienkę
                z "Krzyżaków", a nie Reymontowską z "Chłopów"?:>
                • onion68 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 23.11.08, 11:56
                  O, może. Ja wczoraj myślami byłam przy "Chłopach", bo dołączyłam do nowego
                  forum. A "Krzyżaków" czytałam przed wiekami (ok. 14 roku życia) i zanielubiłam
                  za to, co autor zrobił Jurandowi, więc nigdy więcej nie wróciłam do nich i słabo
                  kojarzę.
                  • nessie-jp Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 23.11.08, 16:02
                    Tak, o Jagienkę chodziło tę od ostrożnego karmienia chorych jajecznicą z
                    zaledwie 40 jaj :) Tak mi się w ogóle to gospodarstwo florpecjowe skojarzyło z
                    zagrodą i zdrową żywiołowością Jagienki.

                    Natomiast co do bułeczek, to ja bym nie zakładała, że codziennie
              • mmaupa Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 24.12.08, 10:41
                Tez sie zastanawialam jak ona wyrabia sie z tymi buleczkami i serkami, ale od
                kiedy moja mamusia kupila cudowna maszynke ktora sieka, miksuje, gotuje, wyrabia
                ciasto itd w jednym, to juz sie nie zastanawiam. Nie bede podawac nazwy firmy
                maszynkowej bo sie mnie tu posadzi o kryptoreklame, ale oznajmiam wszem i wobec,
                ze ja za te maszynke wyjde za maz i bedziemy zyly dlugo i szczesliwie.

                Pulpa mogla cos takiego sobie sprawic z dotacji unijnych. I pewnie ma zmywarke.
      • senseeko Kiełbasa w piątek 12.12.08, 23:53
        anchan napisała:
        > Czyta sie fajniej niz ostatnie czesci a z Jozefa wylazi wreszcie wredny
        > hipokryta ;) W piatek 20 czerwca odbiera od ust Laurze kiebase (bo piatek), a
        > w
        > piatek 13 czerwca objada sie z ojcem i Miagwa kielbasa z ogniska.

        Zaraz, zaraz a ile Józinek ma lat? Nie 14?
        Bo coś mi się majaczy, ze piątkowa bezmięsność teraz obowiązuje dopiero po 14 r.ż
        Mylę się?
    • agawa79 Smaczek autobiograficzny 19.11.08, 11:30
      Nie mogę znaleźć teraz w Sprężynie fragmentu, w którym
      Gabriela wspomina swoje dzieciństwo i to, jak tata jej opowiadał,
      skąd wzięły się różne rzeczy, i że zazwyczaj za wynalazkami stał
      jakiś człowiek pierwotny. W każdym razie jest coś takiego, a bardzo
      podobna historyjka znajduje się w Tym razem serio:

      Nasza Mama na przykład ma na swoim koncie setki absurdalnych, ale
      pouczających bajeczek w stylu Kiplinga, które wymyślała co wieczór,
      na poczekaniu, na rzucone przez nas hasło. Powiedzmy: - A skąd się
      wziął rabarbar? – nasza Mama poprawiała sobie poduszkę pod głową,
      nabierała tchu, po czym startowała z opowieścią tak ciekawą, że
      słuchaliśmy z rozdziawionymi gębami. Zwykle okazywało się, że to
      pierwotny człowiek w jaskini, pokrytej malowidłami, najadł się za
      wiele mięsa mamutów i miał wielkie pragnienie. Poprosił więc kobietę
      jaskiniową: żoneczko, zrób mi herbatki z cytryną... – i tu rozlegał
      się wrzask, ponieważ złapaliśmy naszego narratora na nieścisłości w
      zakresie małych realiów. No, więc nie o herbatkę prosił, a o coś
      kwaśnego do picia. A pani jaskiniowa była w kłopocie, nic jej nie
      przychodziło do głowy, lecz przypomniała sobie, jak to jej mały
      synek jaskiniowczyk poprzedniego dnia naciął długich łodyg,
      rosnących przed jaskinią – scyzorykiem... – Aaaa!!! Nie!!!
      I tak dalej, i tak dalej.


      Fajne, co? :)
      • magdonna Re: Smaczek autobiograficzny 19.11.08, 17:54
        Bardzo lubię TRS, i raz na jakiś czas do tego wracam.
        Przydałaby się wersja rozszerzona, nie uważasz? :)
        • agawa79 Re: Smaczek autobiograficzny 20.11.08, 11:54
          Tak właśnie uważam, Magdonno. :) Chętnie poczytałabym i o dawnych
          dziejach rodu, i trochę więcej np. o relacjach MM z bratem (którego
          uwielbiam!). Gdzieś kiedyś czytałam, że planowane jest wydanie
          wywiadu-rzeki z MM, ale póki co ani widu, ani słychu. Szkoda.
    • lezbobimbo Re: SPREZYNAda, pfe, chlopiec jak ulal... 20.11.08, 05:17
      Czy tylko mnie sie slabo robi od tych hojnych opisów ulewajacego dzieciecia?
      Wlasnie doszlam do gargulca w sluchowisku nieocenionej kotuli i nieco mie sama
      mdli.. ;)
      Ja rozumiem, ze to smieszna groteska w ksiazce, ale zeby cale otoczenie zalewac
      wciaz i wciaz bialymi tresciami? I nikt sie nie zmartwil o dziecie, nie zapytal
      pediatry?

      Btw. Ignas-Motyl tez wymiotowal - w NiN, i tez na bialo - twarogiem!
      Czyzby wypasanie na tej Borejkowskiej ambrozji nie sluzylo niemowletom jezyckim?

      Bo taka z kolei Pyzunia chciwie rabala paróweczke w stanie wojennym i mowy nie
      bylo o spektakularnych kaskadach na cala rodzine?

      • agawa79 Re: SPREZYNAda, pfe, chlopiec jak ulal... 20.11.08, 11:56
        lezbobimbo napisała:

        > Czy tylko mnie sie slabo robi od tych hojnych opisów ulewajacego
        dzieciecia?

        A nie tylko, nie tylko. ;) BTW, na stronie MM jest wyjaśnienie
        genezy Ziutka (wraz z imieniem i ulewaniem). :)
        • dakota77 Re: SPREZYNAda, pfe, chlopiec jak ulal... 20.11.08, 11:57
          Nie tylko tobie:-). Troche duzo tych opisow:-)
          • idomeneo Re: SPREZYNAda, pfe, chlopiec jak ulal... 20.11.08, 12:06
            to prawda. Chociaż i tak sen z Agnieszką i pryszczami przebija imho te opisy
            zdecydowanie.
            • dakota77 Re: SPREZYNAda, pfe, chlopiec jak ulal... 20.11.08, 12:07
              Alez ma ten Ignas fantazje;-P
    • lezbobimbo Józinek-Slowinek? 20.11.08, 05:26
      Czy ktos mólby wyjasnic mi, dlaczego Józin z Sutyryn dostaje wciaz i wciaz
      slowniki orto. na zakonczenie roku szkolnego? Od kogo, od szkoly czy od rodziny?
      Bo tak dobrze literuje? Dawno juz wypadlam z obiegu szkól polskich i nagród
      aktualnych w onych..

      Mam nadzieje, ze to nie od rodziny, Józefina potrafila dawac Bebe na urodziny
      podrecznik do geografii, co ukazywalo jak wszeteczna mateczka byla ;)
      • dakota77 Re: Józinek-Slowinek? 20.11.08, 06:41
        Nie od rodziny, dostaje je od szkoly w nagrode za wyniki na koniec roku.
    • lezbobimbo Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 05:39
      Nastepne drobiazgowe pytanie mi sie nasunelo: dlaczego Ida musiala wziasc taki
      dlugi urlop po narodzeniu Ziutka? Dochodzila do siebie po wielkim noworodku czy
      z racji niby to tak bolesnego wieku 40? Przeciez dzisiaj 40 to nowe 30, to wrecz
      pestka ;)
      I dlaczego przy tym tak sobie obciela etat, przeciez ciezkim Ziutkiem opiekowal
      sie ofiarnie meski Józin?
      • mama_kotula Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 08:39
        lezbobimbo napisała:

        > Nastepne drobiazgowe pytanie mi sie nasunelo: dlaczego Ida musiala wziasc taki dlugi urlop po narodzeniu Ziutka?

        Ekhem, podejrzewam, że z przyczyn ekonomicznych.
        Nie mogła prawdopodobnie brać 24h dyżurów, więc jej się nie opłacało pracować. No nie bić, takie są realia - dyżury stanowią jakieś 50-60%, jeśli nie więcej, pensji lekarza. Siłą rzeczy bardziej opłaca się wziąć np. zaległe urlopy i tegoroczne urlopy zaraz po macierzyńskim, niż pracować za połowę kasy.

        Ale diabli wiedzą :)


        > I dlaczego przy tym tak sobie obciela etat, przeciez ciezkim Ziutkiem opiekowal sie ofiarnie meski Józin?

        A to też już dla mnie niezrozumiałe. I chore, aby nowym niemowlakiem opiekował się starszy brat w większości.
        • zieleniack Re: i jeszcze urlop Idusi? 24.11.08, 22:31
          hm, ale była informacja, ze Ziutek byl wytesknionym bratem Józinka,
          ja z tego wnioskuje, ze Józinek chciał i lubił sie nim zajmowac
      • madame-bovary Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 09:51
        lezbobimbo napisała:

        > Nastepne drobiazgowe pytanie mi sie nasunelo: dlaczego Ida musiala wziasc taki
        > dlugi urlop po narodzeniu Ziutka? Dochodzila do siebie po wielkim noworodku czy
        > z racji niby to tak bolesnego wieku 40? Przeciez dzisiaj 40 to nowe 30, to wrecz
        > pestka ;)
        > I dlaczego przy tym tak sobie obciela etat, przeciez ciezkim Ziutkiem opiekowal
        > sie ofiarnie meski Józin?

        A jak długi był to urlop? Jeśli nie zmusza jej do tego kiepska sytuacja finansowa, to czemu miałaby od razu po urodzeniu dziecka wracać do pracy?! Na mnie szczerze mówiąc taka postawa(chyba nie taka rzadka i niekoniecznie wymuszona względami ekonomicznymi) robi kiepskie wrażenie. Idealną jest sytuacja, kiedy dziecko do skończenia pierwszego roku życia może być na co dzień cały czas z matką (jak nie dłużej - ja idę do pracy dopiero za rok, gdy synek pójdzie do przedszkola, możemy sobie na to pozwolic jako rodzina, ale to też kwestia "chcenia")

        Po drugie: o ile mi wiadomo Józinek chadza do szkoły - ze średnim efektem, ale jednak :) Więc jak miałby np. przed południem zajmować się bratem??
        • idomeneo Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 12:03
          Cytatmadame-bovary napisał:
          Jeśli nie zmusza jej do tego kiepska sytuacja finansowa, to czemu miałaby od
          razu po urodzeniu dziecka wracać do pracy?!


          hm - może dlatego, że praca to jej pasja? albo dlatego, że pragnie zajmować się
          swoim dzieckiem, ale nie wyłącznie nim (i ma z kim dzielić te obowiązki)?
          • dakota77 Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 12:05
            Sadzac po tym, z jakim zaaferowaniem Ida opowiada o polipach krzaczastych jak
            brokuly, praca zdecydowanie jest jej pasja:-)
            • madame-bovary Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 12:32
              Rozumiem, że praca to jej (Idy) pasja oraz wielu innych pań na świecie, ale nie rozumiem dlaczego nie można tej pasji poświęcić dla dziecka na powiedzmy rok, jeżeli sytuacja finansowa na to pozwala. uważam, że niemowlęciu się po prostu to należy.
              • truscaveczka Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 12:54
                madame-bovary napisał:

                > Rozumiem, że praca to jej (Idy) pasja oraz wielu innych pań na świecie, ale nie
                > rozumiem dlaczego nie można tej pasji poświęcić dla dziecka na powiedzmy rok,
                > jeżeli sytuacja finansowa na to pozwala. uważam, że niemowlęciu się po prostu
                to należy.

                "Należy się" jest niebezpiecznie bliskie "tak trzeba" - które w wydaniu
                Gabrysinym zostało tu mocno skrytykowane. Zajmowanie się dzieckiem z powodu
                "należy się" jest, obawiam się, nieco mniej wartościowe od zajmowania się "bo
                chcę, lubię, to mnie satysfakcjonuje" - jakkolwiek oba przypadki związane są z
                miłością do dziecka.
              • jottka Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 12:55
                gdyż albowiem są kobiety, które zostawione sam na sam z ukochanym dziecięciem
                już po kilku miesiącach kota dostają:) i wtedy dobrze jest, gdy na przykład
                tatuś dziecka przejmuje pałeczkę, co ma i inne korzystne efekty.
        • sowca Re: i jeszcze urlop Idusi? 20.11.08, 21:53
          Otóż to, otóż to.
          Trudno zakładać, że Józinek, chociaż tak często opiekuje się
          Ziutkiem, był jednak głównym odpowiedzialnym za niego :P no i zawsze
          marudzicie, że kobiety wykorzystują dziadków i resztę rodziny do
          opieki nad maluchami, więc Idusia postanowiła wziąc urlop
          macierzyński bądź wychowawczy (nie znam sie dokładnie na tym) i sama
          się dzieckiem zajmować, oprócz tych kilku godzin w tygodniu, które
          spędzała w Mediluksie :P a może po prostu spodobało się jej
          zajmowanie się Ziutkiem/
        • lacitadelle Re: i jeszcze urlop Idusi? 21.11.08, 14:15
          > A jak długi był to urlop? Jeśli nie zmusza jej do tego kiepska
          > sytuacja finansowa, to czemu miałaby od razu po urodzeniu
          > dziecka wracać do pracy?!

          bo prowadzi własną działalność;
          bo jest to dla niej naturalne;
          bo ma taką ochotę :)


          > Na mnie szczerze mówiąc taka postawa(chyba nie taka rzadka i
          > niekoniecznie wymuszona względami ekonomicznymi) robi kiepskie
          > wrażenie.

          Bardzo się cieszę, że napisałaś "na mnie". Niestety, dalej nie było już tak dobrze.

          > Idealną jest sytuacja, kiedy dziecko do skończenia pierwszego roku
          > życia może być na co dzień cały czas z matką.

          A mogłabym wiedzieć, co w tej sytuacji jest takiego idealnego? Szczerze mówiąc
          jedyny obiektywny argument, jaki przychodzi mi do głowy to to, że stwierdzono,
          iż najlepsze dla rozwoju dziecka w tym okresie jest karmienie mlekiem matki, ale
          to akurat można mu zapewnić także pracując (sprawdziłam empirycznie). Poza tym
          obie sytuacje mają - jak to w życiu - swoje wady i zalety.

          Nie wydaje mi się bowiem, aby istniał jakiś idealny model wychowywania dzieci
          czy powrotu matek do pracy zawodowej. Ja akurat z ochotą zaczęłam jakiś czas
          temu ponownie pracować (mój synek miał wtedy 4,5 mies.) na prawie pełny etat.
          Poczułam się dzięki temu przywrócona do życia, a mój syn pozostał wyjątkowo
          szczęśliwym, zdrowym i grzecznym niemowlęciem także pod czułym okiem taty, a
          później babci. Lubię pracować i uwielbiam biec po pracy do domu nie mogąc
          doczekać się tej radości syna na sam mój widok. Podchodzę też z dużo większym
          entuzjazmem do zajmowania się nim (podczas gdy wcześniej często bywałam tym
          zmęczona i zamiast wymyślać kolejne zabawy, którymi moglibyśmy wspólnie się
          cieszyć, robiłam wszystko, aby móc choć chwilę od niego odpocząć). Cieszy mnie
          również świadomość, że moja ciągła obecność nie jest mu niezbędna do życia czy
          szczęścia, że mógł się tego nauczyć tak wcześnie - czyli w miarę bezproblemowo.

          Dodam też może, że mój osobisty wybór nie rzutuje na ocenę innych matek - nie
          czuję się w żaden sposób lepsza czy gorsza od kobiet, które postanowiły pozostać
          z dzieckiem przez dłuższy okres.
      • iwoniaw Daj spokój, wszak pierwsza dwójka była porzucona 26.11.08, 14:07
        samopas od zarania, wciąż czytaliśmy, jak to mocno nieletnie dziecięta same były
        w domu zostawiane przez oboje rodziców pędzących na dyżur na piątej posadzie,
        kilkulatki budynie gotujące na otwartym ogniu etc., więc niechże chociaż
        najmłodszy Ziutek nie będzie takim po(d)rzutkiem, a i Idusia na stare lata ma
        prawo chcieć w końcu jakieś niemowlę podchować ;-)
    • nula8 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 20.11.08, 12:49
      Jak nic wyrzucą mnie z roboty przez Was... Od kilku godzin, zamiast pilnie
      pracować, czytam wątek. Miałam straszny czas w pracy nie wchodziłam na forum od
      jakichś dziesięciu dni i nagle wchodzę i co widzę???? Sprężyna! No więc,
      niewiele myśląc, mimo że złożonam anginą i zapaleniem zatok, zadzwoniłam do
      najbliższej księgarni, sprawdziłam, że jest i powlokłam się w deszczu i wietrze,
      owinięta szalem... TO jednak wielka siła Autorki, żebym po trzech książkach,
      które mi się nie podobały, pognała chora i w deszczu, po nową, jak tylko się o
      niej dowiedziałam :)

      No i los mnie nagrodził, bo bardzo mi się Sprężyna podobała! Jest ciepła i
      dowcipna, oczywiście że są tam jakieś drobiazgi, których się można czepiać, ale
      przede wszystkim czepiać się świata przestała Autorka, więc i ja się nie będę
      czepiać drobiazgów :)
      1. sonet, piękny i wracają perełki "dawnej" narracji: "...Florian wynosił z
      kuchni dzbanek świeżej kawy, bowiem chciał się nieco pokrzepić, psychicznie i
      fizycznie, przed egzekucją (element bazowy rosołku biegał jeszcze po trawie,
      dziobiąc pędraki)." - trochę makabryczne, ale w stylu mnie na przykład zachwyca,
      a dodatkowo rozmowa Florka z Norą o krasnoludkach, no cudo :),
      2. odniesienia do cielesności, dużo i miłe,
      3. historia miłosna jakby mniej mnie zachwyca, ale w ogóle mi nie przeszkadza, z
      miłości, zwłaszcza domniemanej, ludzie różne robią głupoty,
      4. Ignac bardzo mi się podobał i Gaba również, mimo tych maratonów
      około-rodzinnych po mieście (tyle że zauważyłam, że korki w Poznaniu mniejsze
      być muszą niż we Wrocławiu, jakbym tak chciała objechać miasto - na pocztę, do
      multikina, do supermarketu, pod dom, a potem jeszcze za miasto, z przystankiem w
      ogrodnictwie, to by mi to zajęło jakieś 5-6 godzin...), ale ładnie już z dziećmi
      rozmawia :),
      5. na dzieciach się nie znam, więc ulewanie w wieku 8 miesięcy mi nie
      przeszkadza, a Ziutek bardzo jest w porządku,
      6. scena z topieniem się jak dla mnie jest ok, sama się w życiu dwa razy mało
      nie utopiłam i nikt z brzegu tego nie zauważył, dramatyczne to były chwile tylko
      dla mnie,
      7. Ida jak zwykle świetna,
      8. Bernard, którego lubię, to trochę satyrem starym podjeżdża, ale po
      przemyśleniu uznałam, że taki rozwój postaci jest wiarygodny,
      9. ja lubię bernardową progeniturę więc się cieszę, że byli i będą :), a Żaby to
      mi trochę szkoda, że nie było, bo uważam ją za jedną z lepszych postaci
      ostatnich tomów,
      10. najbardziej nie podobało mi się to, że faktycznie wszyscy bliscy
      przyjaciele, którzy tak blisko siebie mieszkają, widują się przy okazji nowej
      książki tylko i zdążają o sobie zapomnieć itp., ale to chyba tak jest w życiu,
      zwłaszcza jak się ma rodzinę na głowie... Sprawa rodzinna Kreski i Dmuchawca też
      jest zagmatwana dość, ale poczekamy, jak się wyklaruje :)

      Ogólnie - bardzo się cieszę, podobało mi się bardzo!
      Może nie należy na Autorkę za bardzo nastawać, najwyraźniej im więcej ma czasu,
      tym lepsza się książka rodzi :)
    • idomeneo Mozart 20.11.08, 13:09
      tak sobie pomyślałam czytając Sprężynę, że całkiem by to pasowało do bohaterów,
      by się kiedyś wybrali do Warszawy na Festiwal Mozartowski w WOK-u :)
      • ginestra Re: Mozart 20.11.08, 20:37
        Tak jak Nula8, ja też przeżywam walki wewnętrzne, bo praca jest bardzo ważna,
        ale aż chce się czytać ten długi wątek i Wasze wrażenia! :-)

        Ja tak podczytuję partiami, mam w nim dramatyczne luki, a wątek się rozrasta i
        rozrasta. Ale cieszę się bardzo, że raczej książka większości osób (a może
        raczej wszystkim :-) ) podoba się.

        Mam podobne odczucia do odczuć Nuli - zresztą pisałam o swoich wcześniej.
        Dodałabym, że mnie także zachwycił styl w jakim napisana jest książka - fajne
        sformułowania, dużo humoru i ciepła.

        Tak jak pisze Idomeneo - mogliby do tej Warszawy przyjechać kiedyś! :-) Wątek
        Mozarta też jest bardzo ciekawy i piękny.
        Mam nadzieję, że pani MM dostanie zgodę na zamieszczenie na swojej stronie tej
        wersji utworu, która ją szczególnie zachwyciła, pod szczególną batutą i zagraną
        w szczególnym dniu "kiedy to Mozart wyjrzał z nieba" (tak się można domyślać, bo
        zagrali podobno wyjątkowo pięknie).

        A w ogóle to pani MM przyjeżdża do Warszawy 10 grudnia na odebranie nagrody IBBY
        za całokształt twórczości, a 11 grudnia do empiku! :-)

        • jeriomina Re: Mozart 21.11.08, 09:46
          Jako skrzypaczka znam ten utwór wspomniany przez MM doskonale - jest naprawdę
          piękny i potrafi wzruszyć do łez - wyraźnie słychać w nim, moim zdaniem, że
          Mozart był geniuszem i że to boski dar:)
    • onion68 Ok :) 20.11.08, 21:54
      Już kończę i mogę z czystym sumieniem napisać: jest dobrze! Co prawda, niezbyt
      zachwyca mnie postać Łusi na obecnym etapie rozwoju (sceny z jej udziałem wydają
      mi się zbyt teatralne, jej zachowanie zbyt w stylu "dzieci wiedzą lepiej") i
      wątek romansowy do mnie nie przemawia, ale nic to. Nic to, bo wrócił dawny duch :)
      Grunt, że czytając można uwierzyć, że istnieje przyjaźń, miłość, codzienna
      dobroć i uroda życia, i że nie ma sytuacji beznadziejnych, a wszystko jest po coś.
      Dysonans między przesłaniem zamierzonym a mimowolnym na szczęście nie ujawnił
      się ani razu.
    • jeriomina Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 09:45
      Jestem całkiem zadowolona z lektury po strasznej - jak dla mnie - Czarnej
      Polewce. I też jestem przekonana, że MM przejęła się krytyką czytelników - być
      może sama nie czyta forum, brak czasu ale ktoś jej może donosi.
      Oto moje plusy:
      - długie włosy Laury! Nareszcie wróciła do swojej ozdoby - tak jednak jest jej
      lepiej:) Już od pierwszego obrazka który ją przedstawia, ulżyło mi.
      - Koniec z loczkowatym miągwą - Ignaś mężnieje, bardzo mnie to cieszy -
      uratowanie Józinka było może trochę na wyrost ale ok.
      - Łusia nie jest tu główną i zakochaną bohaterką, czego się obawiałam tylko taką
      "dobrą duszą" książki
      - Mila i jej wkurzające "transmitowanie" i klepanie po plecach wreszcie znikło
      ze sceny:)
      - wreszcie szczere wyznanie Laury matce tego co czuje - przyznam, popłakałam się
      przy tym:)
      - więcej cielesności, MM przestała udawać, że dzieci przynosi bocian, wyraźne
      oddzielenie Gaby i Grzegorza z tym zamkiem, plaża Copacabana, oraz "rozebrana
      całkiem" Laura.
      - strrrrasznie podobał mi się pomysł na zakochanie Laury. Tj. lubiłam
      Wolfiego ale już ten pomysł ze ślubem i ucieczką mnie wnerwił.
      Szkoda tylko, że Laura prawie nie rozmawiała z Adamem w książce, MM znowu wmawia
      nam, że wielka miłość to parę spojrzeń, jak to u niej, w życiu tak nie ma:DDD
      Ale scena z włosami przyciśniętymi do ust - jak dla mnie bosko:)
      - Gaba, mimo, że babcia od lat 4, wcale nie zrobiła się babciowata
      - Robrojek znowu jako krzepiące wsparcie i powiązanie ze szpitalem:) tak mi się
      Kwiat Kalafiora przypomniał...
      - wreszcie MM przypomniała sobie choć odrobinę o istnieniu Żaków i w końcu
      Florek jest z tej rodziny:)

      Minusy:

      - proszę nie uśmiercać Dmuchawca!
      - kretyńskie dla mnie jest czytanie Gabie Mickiewicza w szpitalu...
      - Florek - jako grubas - nie, nie, nie!

      o pomyłkach i nieścisłościach nie będę wspominać, z sympatii:)
      • yennefer_z_v Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 10:45
        Cytat- kretyńskie dla mnie jest czytanie Gabie Mickiewicza w szpitalu...
        O właśnie, zapomniałam o tej scenie. Jak dla mnie nie była ona kretyńska.
        Musiałam tylko cały czas powtarzać sobie: "To Borejkowie, a nie normalni ludzie.
        To Borejkowie, a nie...". Od razu bowiem przyszło mi na myśl, co ja bym zrobiła
        komuś, kto postanowiłby uraczyć mnie Mickiewiczem w momencie, kiedy mam
        zadrutowaną szczękę (i nie mogę protestować), przeszłam traumę i pewnie już
        nigdy nie wsiądę do samochodu, a do tego zwijam się z bólu i silę się nie
        dzielność... Ale: to ja. A do Borejków takie "zażywanie wieszcza 2 razy dziennie
        po pół księgi" pasuje.
        • minerwamcg Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 22.11.08, 13:07
          Dla mnie też to nie jest kretyńskie. Może dlatego, że dla mnie to
          nie jest wieszcz, lektura szkolna i coś, z czego się szczęśliwie
          wyrosło. Ba! Zdarzało mi się czytać "Pana Tadeusza" i nie tylko DLA
          PRZYJEMNOŚCI :) Okropne, prawda? Dla mnie to nie jest "wieszcz"
          tylko większa ilość melodyjnego wiersza, który, ładnie czytany, może
          uspokajać. Znam osobiście ludzi, którzy czytali to dzieciom na
          dobranoc...
      • onion68 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 12:39
        > - wreszcie szczere wyznanie Laury matce tego co czuje - przyznam, popłakałam si
        > ę
        > przy tym:)

        Ja też :)

        > uratowanie Józinka było może trochę na wyrost ale ok.

        Tak, miło że Ignaś się wykazał, ale człowiek rozpływany (tak mi się wydaje), nie
        tonie od byle skurczu. Boli, nie powiem, ale nie nie do zniesienia, to raz, dwa,
        można płynąć samymi rękami (a jeśli chłopcy uczyli się pływania pod okiem
        trenera, powinni to potrafić);
        • zieleniack Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 24.11.08, 22:15
          ale jednak co innego skurcz w basenie (przeżyłam kilkakrotnie,
          zawsze można złapać sie linki w pierwszym momencie szoku), a co
          innego na jeziorze (gdzie linki nie uświadczysz).
      • uccello Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 13:25
        jeriomina napisała:
        >Szkoda tylko, że Laura prawie nie rozmawiała z Adamem w książce, MM
        >znowu wmawia nam, że wielka miłość to parę spojrzeń, jak to u niej,
        >w życiu tak nie ma:DDD



        Mam tu ochotę zasadzić dla Ciebie Jeromino grządkę świeżo
        rozkwitłych pytajników

        .........??????????????????................


        Historia Laury i Adama to opis klasycznego coup de foudre.
        Konstrukcja całej książki polega na tym ,że się mijają i właściwie
        ze sobą nie rozmawiają. Nie tyle kochają się, bo wogóle sie nie
        znają, a ciężko się w sobie zakochali. Nawet będący w amoku Tygrys,
        wyznaje siostrze nie -że kocha, ile ze stoi w obliczu:) zakochania
        na wieki.

        No i ta recydywa MM, przy wmawianiu nam , że WIELKA MIŁOŚĆ to parę
        spojrzeń, mnie zastanawia.

        • kaliope3 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 15:14
          Mi się strasznie podobał ten pomysł nierozmawiania. O ileż
          mocniejsze jest się wszystko w sferze milczenia,kiedy tylko
          spojrzeniami można wyrazić co się myśli i czuje- przypomniało mi to
          moje różne, niegdyś, stany zakochania, niemal zawsze opierające się
          na wielemówiących spojrzeniach (przynajmniej na początku, a początki
          są zawsze najbardziej magiczne)
          • onion68 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 15:55
            Muszę wyznać, że mnie w pierwszej chwili nowa historia miłosna Laury mocno
            zirytowała - no, rzuca się dziewczyna w pogoń za nowym facetem w pięć minut po
            zerwaniu ze starym. Czy ona nie może nawet dnia bez chłopa przeżyć? - tak sobie
            pomyślałam. Potem przeszło mi trochę, pomyślałam, że może Laura w tych facetach
            poszukuje w pewnym sensie ojca. Niemniej, historia wydaje mi się wydumana i
            nierealistyczna, wręcz nieco harlekinowata, choć zawiera kilka mocniejszych
            momentów - rozmowę z panem Gruszką, rozmowę oczu. Moment z włosami nie ujął mnie
            szczególnie.
            • jottka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 19:36
              zaraz, bo ja trochę nie rozumiem, dzieła nie czytawszy - jak to jest, że oni się
              tylko spojrzeniami muskają z oddali raz na parę rozdziałów, a jednocześnie ten
              facet ma okazję całować włosy laury?:) niepostrzeżenie? to nawet przy włosach do
              pasa panny blisko niej trzeba siedzieć:) a może całował jej perukę?:)
              • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 19:40
                Spotkali sie przy autobusie, on wysiadal, ona chciala wsiadac, choc z drugiej
                strony jej serce wyrywalo sie do niego;-). Kiedy tak stali i dumali co dalej,
                wiatr zarzucil jej wlosy w jego strone:-)
                • jottka Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 19:53
                  dakota77 napisała:

                  > Kiedy tak stali i dumali co dalej, wiatr zarzucil jej wlosy w jego strone:-)


                  omamo, i jemu tak od razu udało się je ucałować?? to wyczynowiec jest:) chyba że
                  laura gruby warkocz miała na ten przykład?:)
                  • dakota77 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 19:57
                    Sadzac z opisu i rysunkow, Laura ma dlugie wlosy, msyle, z eponizej lopatek,
                    jak nie dluzsze. On stala na juz na stopniu autobusu, on ponizej, na ulicy
                    znaczy. Teoretycznie moglo te wlosy zarzucic, ale ze tez on sie na takim smialy
                    gest zdobyl;-). Wczesniej ledwie co pare malo znaczacych zdan zamienili, a ten
                    sie rwie calowac jej wlosy;-P
                    • jeriomina Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 22:19
                      Aż chce mi się zanucić "Gdzie ci mężczyźni, gdzie...":)
            • zieleniack Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 24.11.08, 22:24
              a mnie, w kontekscie Laury, zirytowała informacja, że ledwo
              co "instynktownie cofnęła sie sprzed ołtarza", zrozumiała, że Wolfi
              nie tylko nie był mezczyzna jej zycia, ale nawet i chłopakiem jej
              zycia - a mimo to była w nim w związku 4 lata. Po co?

              Zirytowało mnie to ze wzgledu na Wolfiego - bo po cholere robiła mu
              nadzieje (to wynika z jego listu, kiedy pisze, ze byloby jej dobrze
              w jego wynajetym mieszkaniu i że chciałby załozyc rodzine itp),
              skoro wiedziala, ze ten zwiazek nie ma sensu? No i ze wzgledu na nia
              sama - po co taka osoba, jak Laura, trwała w zwiazku, w którym nie
              widziała perspektyw? Czy tylko ze wzgledu na to, aby nie byc
              samottna, miec oparcie i móc byc podziwiana przez chłopaka audiofila?

              Moze płytko na to patrze, ale bardzo mi sie ten fakt nie spodobał.
              Juz bym chyba wolała, zeby zerwali ze soba duzo szybciej, mimo, iz
              bardzo lubie Wolfa i mi go szkoda.
        • jeriomina Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 21.11.08, 19:44
          Za co te pytajniki bo nie zajarzyłam?:)
          • uccello grządka.......???????????........ ... 22.11.08, 20:41
            jeriomina napisała:
            > MM znowu wmawia nam, że wielka miłość to parę spojrzeń, jak to u
            >niej,w życiu tak nie ma:DDD

            > Za co te pytajniki bo nie zajarzyłam?:)


            Ten bukiet wykrzykników nie był bezinteresowny.
            Chciałam Cię zapytać:

            czy sądzisz,że MM, opisując historię Laury i Adama pisała o wielkiej
            miłości? Bo mnie się wydaje,że o gwałtownym zakochaniu, z którego
            nie wiadomo co wyniknie.

            które jeszcze historie jeżycjadowe potwierdzają ,że MM >>znowu
            wmawia nam, że wielka miłość to parę spojrzeń<<?

            • jeriomina Re: grządka.......???????????........ ... 22.11.08, 21:02
              A proszę bardzo:

              - Jurka uczucie do Celestyny - łaził za nią, świata poza nią nie widział, ona
              się potem w nim też zakochała, a w sumie nie rozmawiali zbyt wiele

              - Sławek Lewandowski - "Ida już czas, żebyśmy ZACZĘLI rozmawiać (...) o tym, że
              Cię kocham"

              - Bebe i Dambo - z Bebe nie dało się w ogóle za bardzo porozmawiać:)

              - Nutria i Nerwus - ona wciąż przed nim uciekała a na koniec książki wielkie
              uczucie:D

              oczywiście, niektórym z tych par nie wyszło ale warto prześledzić początki...:)

              I rzecz jasna, to takie moje subiektywne odczucia:)
              • uccello Re: grządka.......???????????........ ... 22.11.08, 21:22
                Hmmm, przecież to są historie cielęcych( a nie wielkich) miłości,
                historie ZAKOCHAŃ właśnie. Wstępów do uczucia, wzajemnego pociągu,
                tęsknoty za bliskością, oczadzenia, zauroczenia, zachwytu -tzw. -----
                -----mięty-----. W tej zakochaniowej szajbie jest masę młodzieńczej
                egzaltacji, ale nie stanowi to o WIELKOŚCI uczucia.

                Nie uważam wcale ,że takie uczucia są nieważne, bo one uczą nas
                czego tak naprawdę od partnera oczekujemy, czego wogóle szukamy w
                miłości.

                > - Nutria i Nerwus - ona wciąż przed nim uciekała a na koniec
                >książki wielkie uczucie:D

                finał tej książki to początek związku zaledwie.
                • jeriomina Re: grządka.......???????????........ ... 22.11.08, 22:17
                  To miałam na myśli, tylko niewłaściwie to w słowa ubrałam.
                  W każdym razie w życiu takie - jak to okreslasz - historie zakochań, wstępów -
                  też się nie zdarzają...żeby facet widziany raz na ulicznym graniu, potem raz
                  przy ogródku łapał i całował za włosy przy nastęonym spotkaniu:)
                  • kalina.tatry Re: grządka.......???????????........ ... 13.12.08, 17:49
                    Zaczadzenie, spojrzenia, drżenie serca, obsesja wręcz, tak to typowe
                    dla młodzieńczych zakochań - zauroczeń, przez to się przechodzi.
                    Lecz, w przeciwieństwie do bohaterów Jeżycjady, zwykłym ludziom
                    zdarza się potem jeszcze wielokrotnie taki stan, nie zawsze, a
                    właściwie rzadko zauroczenie zmienia się w prawdziwą miłość. Tym
                    czasem u Musierowicz co i rusz spotykamy po latach pary, powstałe
                    właśnie w wyniku takiego młodzieńczego zakochania w wieku szkolnym
                    (Cesia-Hajduk, Julia- Kłapouszek, Patrycja-Baltona, Maciek-
                    Kreska,Elka-Tomek, Danka-Paweł, Aurelia-Konrad...). Oni poznają
                    się , zakochują i pozostają z sobą na całe życie! Właściwie nie
                    wiem,czy zazdrościć czy współczuć...
    • veranillo Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 22.11.08, 15:50
      Jakoś tak się stało, że pomimo wytrwałego śledzenia wątku właściwie się o
      książce nie wypowiedziałam, mimo że przeczytałam ją już w zeszły piątek.

      Ogólnie - wrażenia pozytywne. Po "Czarnej Polewce", która (co nie będzie wielkim
      zdziwieniem) nie podobała mi się zupełnie, byłam w stanie przyznać rację
      niektórym z was, gdy pisałyście, że pani MM powinna była zakończyć Jeżycjadę po
      "Kalamburce". Teraz jednak bardzo cieszę się, że tak się nie stało. Nie wszystko
      mi się w "Sprężynie" podobało, ale odnalazłam w niej wspomnienie dawnego klimatu
      i spędziłam kilka naprawdę przyjemnych chwil na lekturze. Myślę też, że w
      przyszłości chętnie będę do tej książki wracać.

      Historia Laury i Adama wydaje mi się bardzo prawdopodobna, ale może to dlatego,
      że nie mam podobnych doświadczeń ;) Ale miło mi się ją śledziło i jestem
      ciekawa, co z tego dalej będzie. Ciekawe były postacie drugoplanowe - pan
      Gruszka i pan Hubert.
      Łusia trochę mnie momentami irytowała, bardziej podobała mi się jako urocze,
      zainteresowane wszystkim dziecko z poprzednich części, niż monotematyczna
      wielbicielka NaszegoPana Polonisty, ale i tak wprowadziła dużo pozytywnej
      energii do tego tomu, a przy sonecie popłakałam się ze śmiechu.

      Również miałam wrażenie, że ktoś relacjonuje pani MM przebieg dyskusji w
      niektórych wątkach - wyjazd Róży i Frycka do Oksfordu, chwilowe zniknięcie Mili
      Borejko, znormalnienie Gabrieli, pojawienie się dawnych postaci, więcej
      informacji o Patrycji i jej rodzinie, a nawet wspomniena "Nasza Klasa" - dużo
      tych przypadków, jak dla mnie.

      Ogólnie to powieść jest w porządku. Irytowały mnie trochę rozmyślania Ignacego
      nt. konieczności wyswatania Laury i Adama, ale za to po raz pierwszy od dawna
      Ignacy Grzegorz wydał mi się znośny, i Grzegorz też pokazał charakter - rozmowa
      o sprzątaniu łazienki była fajna, " z życia".

      Cieszy mnie też pojawienie się na świecie pulchniutkiego Ziutka, tego się nie
      spodziewałam. Bardzo lubię Idę, a nawet i Marka, więc cieszę się, że znów się
      pojawili, że żyje im się dobrze i nawet sobie wypoczęli na Copacabanie, z
      wiadomymi zresztą rezultatami :)

      McDusię pewnie też kupię, gdy się pojawi na rynku, chociaż nie nastawiam się, że
      nastąpi to niebawem ;)
      • onion68 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 22.11.08, 15:57
        > znormalnienie Gabrieli

        Gaba nigdy mnie jakoś nie denerwowała, a w tym tomie czuję silne powinowactwo
        duchowe z nią; tak, nie można się gniewać na własne dzieci ani na nie obrażać,
        choćby nie wiem jak fikały, miłość (ich) jest obecna i wyczuwalna mimo wszystko.
        Moja córka natomiast, która właśnie "Sprężynę" pochłania, czuje powinowactwo z
        Laurą :(

        > Również miałam wrażenie, że ktoś relacjonuje pani MM przebieg dyskusji w
        > niektórych wątkach - wyjazd Róży i Frycka do Oksfordu, chwilowe zniknięcie Mili
        > Borejko, znormalnienie Gabrieli, pojawienie się dawnych postaci, więcej
        > informacji o Patrycji i jej rodzinie, a nawet wspomniena "Nasza Klasa" - dużo
        > tych przypadków, jak dla mnie.

        Odnoszę takie samo wrażenie.
        • jota-40 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 22.11.08, 17:01
          I ja przeczytałam jednym tchem tydzień temu, a jakoś nie wypowiedziałam tu
          swojej opinii - może dlatego, że wiele już zostało powiedziane ;). Kiedy
          doczytałam ostatnie słowa - miałam ochotę wracać na pierwszą stronę i czytać
          znowu. I to chyba najlepsze, co można o książce powiedzieć?..
          Mam - oczywiście! - parę zarzutów, ale rozpływają się we mgle w kontekście
          ogólnej, magicznej atmosfery "Spężyny". Ktoś tu już wspomniał coś, co i mnie
          bardzo chodziło po głowie - nastrój magii podobny do tego w "Nutrii i Nerwusie".
          Tam - Szekspir, tu - Mozart... Ten upał i wiejący wicher, jakieś szaleństwo
          wiszące w powietrzu! Czyta się, czyta...
          Nareszcie polubiłam Laurę.

          Rzuciłam się na "S" późnym wieczorem, miałam ciszę i spokój, dobra to była
          chwila na lekturę. Roniłam łzy nader często, ale równie często płakałam ze
          śmiechu (nieporównany monolog Patrycji w szpitalu).
          Cieszę się, że ją kupiłam - pomyśleć, że gdyby nie głosy z forum - być może
          minęłabym ją obojętnie w księgarni, zniechęcona ostatnimi produkcjami pani MM!
          • monikate Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 22.11.08, 20:27
            Ja tam Laurę zawsze lubiłam. A propos miłosnego wątku, to
            przypominam, że Staś Wokulski zakochał się w Izabeli, kiedy zobaczył
            grę jej fizjonomii w loży teatralnej. Zinterpretował po swojemu,
            dośpiewał pewne rzeczy i pojechał robić majątek. Tyle dobrego :)
            A nikt Prusowi nie zarzuca, że pokazał miłość nierealną.
            Boje się tylko, by pani Musierowicz nie zepsuła tego w następnych
            książkach. Nutria z Nerwusem dobrze się zapowiadali i co wyszło?
            Prawdziwy i przystojny facet, Baltona wygląda okropnie. Owszem,
            autorka korzysta z przemyśleń forumowiczek, lecz żeby nie było za
            dobrze-lubi im trochę zrobic na przekór.
            Odchudzić Baltonę!!!
            • jota-40 Re: SPREZYNAda (uwaga, miejsce na SPOILERY) 22.11.08, 23:35
              Jakże ma się odchudzić, biedaczysko, kiedy małżonka pasie go tymi rogalikami z
              nadzieniem morelowym... Ech, taki los wielu chudych, nieco cynicznych i wybitnie
              interesujących młodzieńców, kiedy już osiądą w szczęśliwym stadle z
              hiper-gospodarnymi dziewczętami. Tylko ja bym sobie nieśmiało życzyła, żeby
              autorka już go więcej nie rysowała. Poza tym straszliwym zbliżeniem na stronie
              60, jest też podobny koszmarek - ten, który przedstawia Baltonę, zatopionego w
              konwersacji z Naszpanem Adamem. Fuj ;(.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka