andrzej585858
14.07.09, 15:17
Raz już napisałem kilka zdań ale gdzieś zginęły - mam nadzieję że tym razem
jednak zostaną.
Od niedawna jestem na tym forum i chyba udało mi się trafić w okres "burzy i
naporu" czyli dość gwałtownej wymiany zdań na temat formuły tegoż forum Przy
okazji jeszcze jakoś tak wyszło że stwierdziłem że warto napisać coś w obronie
Gabrieli.
Wiśta wio, łatwo powiedzieć" jak to mówią Talarowie. No cóż nigdy nie
ukrywałem że lubię książkową Gabrielę tylko że trochę poczytałem sobie forum i
widzę że niektóre swoje poglądy - jeżeli je posiadałem - muszę zweryfikować.
Od razu muszę przyznać się że czytałem Jeżycjadę jako lekturą miłą, przyjemną
taką nad którą nie ma co się zastanawiać a potrafi wprawić w dobry nastrój.
Postacie są czytelne, trochę przerysowane -niezbyt realistyczne ale to tylko
książka - najważniejsze że jest zgodna z pewnymi wartościami które są dla mnie
ważne.
A tutaj okazuje się - że nie ma tak prosto !! Rodzina Borejków zaczyna jawić
się jako skupisko egocentrycznych postaci które za naczelną zasadę uznają
przemilczanie sytuacji kłopotliwych lub też zastępowanie trudu decyzji
sentencjami łacińskimi jako remedium na wszelkie zło tego świata.
Muszę przyznać że pewnego rodzaju naiwny entuzjazm dla dzieł MM nieco
ostygł. Pozostałó jednak tylko pewne -ale - krytyka Gabrieli szczególnie ale i
pozostałych bohaterów jest dość gremialna i jednocześnie bardzo emocjonalna.
Mimo wszystkich argumentów które w większości w tej chwili podzielam czym
niechcący zbliżyłem się do TWA to jednak coś mi tutaj nie gra.
Może warto powrócić do lat szkolnych i zadać sakramentalne pytanie - co autor
chciał nam powiedzieć?
Wydaje mi się że trzeba jednak mieć na uwadze to co swego czasu niemieccy
biblisci określili jako "Sitz im Leben" - czas, miejsce i adresatów danej
twórczości. Trzeba chyba wziąść pod uwagę że MM zaczęła pisać Jeżycjadę w
okresie PRL, w okresie kiedy jeszcze nie za bardzo śniło się komukolwiek o
jakiś zmianach i chciała napisać coś co byloby w zgodzie z jej poglądami a
jednocześnie szło całkowicie pod prąd ówczesnej propagandzie wychowawczej
która negowała wartości tradycyjnego wychowania rodzinnego.Stworzyła więc
model rodziny inteligenckiej w której naczelną zasadą jest wzajemna miłość,
model zgodny z programem zarysowanym wstępnie w zdaniu o wyborze dróg
wygłoszonym przez Robrojka a podsumowanym prez ojca Anieli w pytaniu jak żyć.
Wszyscy chyba bez wyjątku podkreślają że prawdziwa Jezycjada - ta ktora ich
wciągnęła, zafascynowała to ta z pierwszych tomów - dlaczego? przecież tą so
te same osoby tylko dużo młodsze - ale te same więc dlaczego zaczynają drażnić
już jako osoby dorosłe? Dlaczego problemy przed którymi stawia je życie i
sposób ich rozwiązywania wzbudza tak silne emocje i to emocje negatywne?
Wydaje mi się że autorka o czymś zapomniała - o tym że czytelnicy zaczną
utożsamiać bohaterów i ich reakcje nie z wzorcem tylko z tym co widzą wokół
siebie tutaj pozwolę sobie na cytat - ponieważ MM opiera swoj światopogląd na
chrześcijanstwie i stara się go przekazać swoim czytelnikom więc posłuże się
cytatem z pism biskupa Pietraszki:
"Nie jest wcale rzeczą konieczną, byśmy zawsze szli do naszych bliżnich z
uśmiechem i w każdej sytuacji okazywali im serdeczność, jest natomiast z
punktu widzenia Ewangelii koniecznością, by duszą wszystkich naszych działań,
nawet tych najtrudniejszych, tych szorstkich i pozornie wrogich, było
nieodmiennie pragnienie dobra dla drugiego człowieka wola ocalenia i
uratowania tego, co Bóg chce w nim uratować"
Wydaje mi się że taki byl program MM tylko że jego odbicie to widzę akurat w
krnąbrnej Laurze która może nieudolnie i szorstko czasem ale pragnie dobra i
jego rozpaczliwie szuka.
W postaci Gabrieli jest natomiast jakaś niekonsekwencja - słusznie została
podniesiona uwaga że w sumie to ona ucieka w obowiązki których wcale nie musi
wykonywać, ucieka od podejmowania decyzji, jest dobra - temu chyba zaprzeczyć
się nie da ale.
Nie chcę wdawać się w analizę konkretnych sytuacji bo zostały one po
wielekroć omówione - chciałem tylko z smutkiem skonstatować że jakoś trudno
przełożyć słuszne skądinąd założenia na postacie literackie - trochę
konsekwencji chyba autorce zabrakło w następnych tomach.
Dlaczego jednak lubię Gabę? - Mały wtręt osobisty - akurat jej historia do
złudzenia przypomina mi historię mojej siostry której małżonek tez nie mógł
znależć sobie zajęcia wyjechał za chlebem, wrócił, pojawiło się dziecko no i
przepadł bez wieści na długie lata - różnica tylko taka że jedno dziecko a nie
doje no i ze to chlopak - pozostałe realia bardzo podobne - reakcje matki też.
Dlatego wiem że takie osoby są możliwe i wcale nie są złymi matkami, maja
bardziej problem z wewnętrznym uładzeniem sobie zycia - pojawiał się zarzut że
przez to ciągłe rozpamiętywanie zdrady Pyziaka Gabriela krzywdzi własne dzieci
- to też wydaje mi sie jest konsekwencją przyjęcia pewnej postawy życiowej.
Osoba która jest wychowana w atmosferze ufności wobec ludzi i wiary w ideały
bardziej rani się i trudniej wychodzi z takich sytacji - stąd może ta chęć
pracy, wykonywania obowiązków za innych? Dla mnie Gabriela wbrew książkowym
opisom jaka to jest dzielna est słabą właśnie kobietą ale w tej jej pozornej
nieudolności też tkwi siła.
Jest jeszcze jeden aspekt - otóż teraz młode kobiety wzrastają jednak w innej
rzeczywistości , wydaje mi się że sytuacja w małżeństwie Ogorzałków gdzie
zdolniejsza Kreska która wygrywa konkursy pozostaje z dziećmi w domu a mniej
zdolny Maciek zakłada firmę dla zdecydowanej wiekszości kobiet jest teraz nie
do pomyślenia - i to tez jest coś co chyba trzeba wziąść pod uwagę oceniając
Gabrielę - jest to postać stworzona poniekąd ideologicznie i zgodnie z wzorcem
jaki posiadała autorka mająca jednak ileś tam lat - nie da się wedlug mnie o
tym zapominać i dopiero teraz mozna oceniać.
Czasem patrzę na bohaterów Jeżycjady przez pryzmat swoich znajomych. Pamiętam
ze ktoś w trakcie dyskusji o "Sprężynie" zakwestionował możliwość istnienia
takiego małżeństwa jak Patrycja i Florek przez pryzmat ich pracy na
gospodarstwie. A ja czytając ten opis jak bym widział swoich znajomych którzy
prowadzą działalność sadowniczą - maja 3 synów rok po roku a zawsze znajdzie
się u nich ciasto i usmiech - można tak żyć? -
Podobnie przypomina się scena w której to Gabriela tak wszystkich obdzielała
jedzeniem że już dla niej zabrakło - ascetka -meczennica - a niestety teraz
tego już może nie ma - ale kiedyś takie sytuacje bywały z konieczności choc to
inna sprawa. Ja po prostu wierzę w realność takiej sytuacji bo moja Mama
potrafila tak robić a czasem w domu nie przelewało się, rodzina zaś jest duża
i często ktos zachodził i od razu był częstowany.
Owszem wiele cech i zachowań w wykonaniu Gabrieli jest nierealnych i w sumie
niedobrych zwłaszcza jej brak konsekwencji w podejmowaniu decyzji - z
ewidentnie podstawowym błędem jakim było nie ukaranie Laury a wysłanie jej z
roztrzepaną Nutrią - ale czy czasem nie staje się wobec sytuacji że nie
wiadomo co zrobić?
Kiedyś w okresie gimnazjum moj syn skolegował się z takim chłopakiem że pod
jego wplywem zawalil rok szkoły - niestety dopuścił się także kradzieży no i
co można było na to poradzić kiedy żadne argumenty nie trafiały? - owszem
nagrody żadnej nie dostał - wystarczyła cierpliwość - teraz to nawet nazwiska
tego kolegi nie można przy nim wspomnieć.
To nie jest łatwe - pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat z pism biskupa
Pietraszki bo dla mnie są to mądre słowa:
"My nie jesteśmy artystami ewangelicznej milości, tak jak byli nimi święci.
Jesteśmy tylko zwykłymi rzemieślnikami. Wiele rzeczy po prostu partaczymy w
tej dziedzinie. Lecz jednego trzeba od siebie wymagać - mianowicie byśmy nie
twierdzili, że taka miłość jest absurdem, że w takim świecie w jakim żyjemy,
jest niemożliwa do praktykowania".
Właśnie jesteśmy tylko rzemieślnikami, często wiele rzeczy po drodze