Dzis na ekrany kin wchodzi film "Kinsey", przedstawiajacy zycie slynnego
naukowca Alfreda Kinseya, pierwszego badacza zycia seksualnego ludzi.
Raport Kinseya wstrzasnal kiedys Ameryka, a wplywy jego pracy widoczne są do
dzisiaj, zarowno w aspekcie naukowym, jak i kulturowym, chociaz dawno juz
udowodniono (np. w ksiazce Judith A, W. Riesman - "Kinsey - seks i oszustwo",
której autorzy przedstawiaja ogromna ilosc dowodow na to, ze dzielo Kinseya
jest swiadomie zwodnicze i pozbawione naukowego charakteru), ze jego praca,
mowiac delikatnie niewiele ma wspolnego z rzeczywstym obrazem seksualnych
zachowan ludzi, wywarla ona jednak ogromny wplyw na kulture, za co nalezy mu
sie, jak psu zupa odpowiednie miejsce w historii. On to, mianowicie, otworzył
ludziom oczy, pozwolił im uświadomić sobie, że w łóżku nie ma i nie powinno
być granic, ani tabu. I właśnie ze wzgledu na to otwarcie oczu, mozemy
przymknac jedno z nich na na bledy metodologiczne, oczywiste pomylki i
prowadzenie badan "pod domniemana teze". Trudno jest dzis powiedziec, czy byla
to nauka, czy raczej propaganda, ale jesli nawet propaganda, to jakze
skuteczna. Szkoda tylko, ze w swoich wnioskach tak calkowicie oddzielil
ludzkie zachowania seksualne od milosci, bo przeciez i jedno i drugie ma swoj
poczatek w naszej "podsufitce" i jest ze soba nierozerwalnie zwiazane. A moze
nie?

Wiecej o Kinsey'u:
www.focus.pl/focus2/index.jsp?place=Lead01&news_cat_id=16&news_id=340&layout=1&forum_id=51&page=text