maryna04
18.07.06, 04:46
Udalo mi sie wyrwac z domu na dwa dni, dzieki zyczliwosci znajomej.
Pojechalysmy do Atlantic City - miasta w sasiednim stanie, w ktorym jest
wiele kasyn. Opisze ten wyjazd, chociaz nie nalezy on do wyrafinowanych,
takze nie jest to moj ulubiony sposob na wypoczynek, ale chyba jest to cos
innego.
W stanie Nowy York prawo nie pozwala na istnienie kasyn. Wiem tylko o jednym
w polnocnej czesci stanu NY prowadzonym w rezerwacie przez Indian ze szczepu
Oneida. To jest przywilej Indian w calych Stanach. Amerykanska znajoma
mojej znajomej wraz z mezem jest milosniczka kasyn. W zwiazku z tym mozna
by powiedziec, ze w Atlantyk City sa juz VIP-ami, na okolicznosc utopionych
tam pieniedzy. Ilosc ta nie rozplywa sie we mgle, posiadaja specjalna karte
identyfikacyjna, ktora "uruchamiaja" przy kazdym przystapieniu do
czegokolwiek - maszyny do grania, stolika z kartami, ruletki itd., stad
kasyna wiedza, na jaka sume ich wspomogli owi ludzie - oczywiscie
przegrywajac. No i maz tej znajomej znajomej rezerwowal (oczywiscie za
darmo) jedna noc dla siebie i zony, a oni dali mu suit na dwie noce. No to
zaprosili moja znajoma, poniewaz jej maz mial dyzur, to ona mnie zaprosila.
Kolacje zjedlismy, "za darmo", czyli za przegrane dawniej pieniadze, w
specjalnym klubie dla takich jak znajomej amerykanscy znajomi. Obslugiwal nas
chlopaczek, ktory, na karcie identyfikacyjnej mial napisane Szczepan.
Zagadnelam, ze na pewno jest z programu Work&Travel. Oczywiscie, z
Politechniki Lodzkiej, mily chlopak. Drugim kelnerem byl Redic czy cos
takiego - Bulgaria Sofia. Niestety nasz Szczepan nie umywal sie do Redica z
prystojnoscia, glebia tonu i akcentu. Powiedzialam do naszej amerykanskiej
pary, ze Szczepan tak jak my (dwie Polki)- urode ma kartoflana. Po kolacji
poszlismy grac, nigdy mnie to nie rajcuje, bo nie tylko nie widze mozliwosci
na moim poziomie finansowym tracic pieniadze, ale mnie nawet w najlepszych
latach gra w brydza specjalnie nie rajcowala, nie ma we mnie ducha
rywalizacji i zwyciestwa. No, niestety trzeba bylo w cos zagrac, zamienilam
niewielka sume, usiadlam przy maszynie do pokera, cholera dawniej byla
czterokrotnie nizsza stawka na jedno rozdanie, wiec jak towarzstwo zniklo mi
z oczu wybralam co zostalo, juz nie pieniadze, tylko kupon do wsadzenia w
inna maszyne, zebym miala na zas do grania. I poszlam sobie patrzec. Na te
staruszki co z ledwoscia naciskaja na przycisk przy maszynie i tak graja
godzinami, na grajacych w Black Jacka - juz kartami (po polsku to sie nazywa
oko), czy tez w pokera. Tu sa rozne pokery, najbardziej popularny i
podbijajacy obecnie swiat (brydz juz za skomplikowany dla obecnie
skomplikowanego swiata) jest tzw. Teksas hold them. Potem popatrzylam na
stoly z ruletka. Przy jednym najbardziej mi sie spodobala wyzlocona
staruszka, wielce zaprzyjazniona z siedzaca obok mloda dziewczyna, nawet
mysle, ze to mogla byc jej wnuczka. Staruszka palila jeden za drugim, ale
wielce spokojnie, popijala jakies drinki, grala niebieskimi zetonami i
stosik przed nia troszke malal, ale zaraz sie powiekszal. Na innych zielonych
suknach grali w gre, ktora nigdy nie pojelam, wyscigi konne w polaczeniu z
chinczykiem i ruletka. Bez obaw, zapewne wiecej niz prymitywne. Gry sa
najroznorodniejsze, a miejsc do grania w srednim kasynie setki i setki, a
moze tysiace. Gdzie te czasy, kiedy kasyno bylo symbolem wielkiego swiata,
teraz jest to glownie miejsce wyjazdow emerytow, ktorzy raz na miesiac, czy
raz tam na ile postanawiaja sobie stracic np. 100 dol. ( no bo przeciez nie
wygrac) to jest chyba najbardziej ludyczna rozrywka w Ameryce. Stroje od
pizam, do....no do... niczego, bo wszyscy ubrani byle jak. Sa gdzies tam na
zapleczach jakies naprawde wielkie gry, to moze i tam sie lepiej ubieraja,
nie wiem. Taka restrykcyjna Ameryka, co nie pozwlala palic nawet przed
budynkami w kasynie pozwala palic wszystkim, (ale smrodu nie czuc, bo sprawne
wyciagi) panienki rozdaja zamowiane drinki, piwa, czy sody, celem
poprawienia odwagi grajacych. Oczywiscie wypada dac napiwek, tak samo jak
krupierowi z wiekszej wygranej. No to se popatrzylam, pochodzilam i
spotkalismy sie w umowionym miejscu. Amerykanska para wziela nas do jakiegos
baru, gdzie byly wystepy muzyki country i tanczono, nasze Amerykanka tez
ruszyla w tan (maz nie tanczy wogole) i byla swietna. Wypilismy, kazdy wciaz
po takim samym swoim drinku, za ktore i tym razem zaplacili kuponami VIP-ow.
Amerykanie i moja znajoma poszli znow grac do kolejnego kasyna a ja poszlam
na spacer boardwalkiem, czyli drewniana promenada wzdluz Oceanu. Wszystkie
zespoly kasyn i hoteli mieszcze sie wzdluz promenady, oprocz tego sa rozne
budy, bary i inne bzdety. Raza mnie tam riksze. Wprawdzie obslugujacy nie
pedaluja, ale pchaja pasazerow, nigdy nie wsiadlabym do takiej rikszy.
Promenada ma 6 mil dlugosci doszlam do ostatniego hotelu, ale dalej isc nie
moglam, bo telefon wezwal mnie do powrotu, bali sie, ze zgine, czy co?
Nastepnego dnia poszlam rankiem na ten boardwalk, jak wszedzie w takich
miejscach w Ameryce pozawieszane zdjecia historyczne, i jak zawsze nie wiem
co temu swiatu wspolczesnemu obecnie padlo na leb w zwiazku z tym jaka
figura kobieca jest o.k. W latach 30, 40-tych, stwierdzilam nie po raz
pierwszy, panie nigdy nie mialy smuklych ud, nawet te co to tancza machajac
nozkami w gore, byly normalne. Teraz sa albo pontony, albo anorektyczki, a
mysl o tuszy spedza sen z powiek wszystkim. Kolo poludnia poszlismy na plaze.
Jak plaza. Pod wieczor jakas kolacja, troche w glebi miasta, zdala od tego
boardwalku. Zaprosilysmy ze znajoma. Wieczorem oni do grania, a ja poszlam
ogladac tlumy wchodzace do sali widowiskowej w jednym hotelu, na jedyny
koncert Madonny. Afisze zapowiadaly wiele pojedynczych koncertow znanych
nazwisk w pozniejszym czasie. Potem poszlam boardwalkiem korzystajac z
darmowych rozrywek, a to iluzjonisty, a to jakiegos popularnego koncertu w
muszli koncertowej, no i w ogolnosci gapiac sie. Moi wspoltowarzysze
przegrywali kolejne pieniadze. Nasi amerykanscy sponsorzy o polnocy
zakonczyli impreze, i wrocili do NY, trzy godziny jazdy. A my ze znajoma
poszlysmy o polnocy cos zjesc, ona podliczyla pieniazki, stracila nieco
wiecej niz przewidywala. Rano o 11-tej trzeba bylo opuscic pokoj, samochod
zgodnie z zaleceniem naszych amerykanow zostawilysmy w garazu VIP-wskim, ale
poniewaz nie mialysmy dokumentu, ze jestesmy elita trzeba byla wielce slono
zaplacic za garazowanie i czekac omal 15 min. nim go przywiezli. Obok
samooblsugowy kosztowal trzykrotnie taniej, no i bez czekania. Wracajac
wstapilysmy na uczciwe sniadanie - dobra kawusia i begielek z serkiem
kremowym i pomidorki. Nie moge sie stolowac z VIP-ami, zoladek nie zdzierzy.
A w sumie jestem swinia, obcy ludzie zapewnili mi dwa dni darmowego pobytu, a
ja mam taki sredni stosunek. Panstwo byli bardzo sympatyczni, bardzo sie
starali, maja pieniadze, i nie moj interes jaka rozrywke preferuja. W NY
odbylysmy jeszcze 3-punktowy program, bylo przemilo, zwlaszcza dla mnie - bo
te trzy punkty dodatkowe to ja wymyslilam.))))
No i musze napisac jeszcze ciekawostke polityczno- gospodarcza. To miasto
kasym lezy w stanie New Jersey. Gubernator stanu, jak wszedzie mial problemy
z zamknieciem budzetu na przyszly rok. Aby jakos zatkac dziure zaproponowal
podwyzke podatku od zakupow z 6 na 7%. Niestety kongres stanowy uparl sie, ze
takiej podwyzki nie uchwali. No i gubernator zastosowal szach, albo jednak
lepiej mowiac szantaz. Stwierdzil, ze nie ma pieniedzy na pensje dla
pracownikow stanowych, ktorzy pracuja jako inspektorzy, tajniacy itd w
kasynach. Ten nadzor jest ustawowy i bez niego ktoregos dnia dwa tygodnie
temu wszystkie kasyna zostaly zamkniete, rowniez wszystkie plaze, parki
wodne, wesole miasteczka, gdzie jest nadzor publicz