maryna04
30.08.07, 13:15
Troche ta "ogromna" ilosc dni na wyrost, bo lacznie z lotami przez
ocean. Czy kiedys bedzie mozna sie poruszac fizyczno- internetowo?
Nie wiem, czy moje wrazenia sa takie jakie maja inni, ale kazdy
widzi co innego, nie mowiac o tym, ze moja wiedza jest nikla, wiec
prosze o poprawki i komentarze.
Wiec ladujemy w Atenach, mily lot Lufthansa, ktora w porownaniu z
liniami amerykanskimi i LOT-em ciagle trzyma poziom. Oprocz,
oczywiscie jak na wszystkich innych liniach coraz mniejszej
przestrzeni przypadajacej na jednego pasazera. Ci dlugonodzy powinni
sobie chyba nogi zakladac za szyje.
Pierwsze spotkanie z Grekami zgodne z stereotypem - negatywnym,
nim doszlismy do taksowek dorwal nas jakis cwaniak i poniewaz bylo
nas 6 osob z bagazami koniecznie kieruje nas do jakiegos vena.
Zgodnie z przewodnikiem i powszechna wiedza orientujemy sie, ze
chce nas oszukac 3-krotnie. Jakos od niego sie uwalniamy, podchodzi
do nas drugi, mily chlopaczek. Przystajemy na jego cene, ten nas
oszukal tylko dwukrotnie. Ale cala droge umilal nam informacjami o
Atenach. Pytam go, bo mowi z akcentem amerykanskim, gdzie nauczyl
sie angielskiego - z programu tv, ktory na okraglo nadaje filmy
amerykanskie. Hotel mamy blisko starego miasta i najwazniejszej
czesci historycznej, na wszelki wypadek ide z Olafkiem sprawdzic
basen na dachu. O Qrcze, widok prosto na wzgorze Akropolu, Olaf leci
powiadomic pozostalych. Dzisiaj mamy zajecia wlasne, bo reszta
grupy przyjezdza dopiero jutro. Przewodniki przewodnikami, ale
praktycznie poruszac sie najlepiej mozna, patrzac na pogladowa
mapke danej okolicy wzieta w recepcji kazdego hotelu. Lubie to
studiowanie map na ulicy, czy na skrzyzowaniu w aucie, chociaz
orientacje mam fatalna i czesto musze nie tylko sama obracac sie,
ale i obracac do gory nogami mapke, a czasem nawet ogladac sie za
sloncem. Znajac swoje slabosci nigdy nie oddzywam sie w grupie,
niech sie inni mecza, ale zawsze mam jakis plan, czasem pasuje
czasem nie. O.k. Teraz realizujemy plan uzupelniony informacjami
wlasciciela vena. Na pierwszy rzut - Narodowe Muzeum
Archeologiczne. Wielka duma Aten, a zarazem zal, ze tak wiele
bezcennosci wywieziono wczesniej do Anglii, czy Niemiec. No wlasnie,
do kogo to nalezy? Pompatycznie mowiac - do ludzkosci, ale
praktycznie? Jako starzy uzytkownicy metra w NY zadne nam nie jest
dziwne, kupujemy 24 godzinny bilet i w kilkanascie minut jestesmy w
muzeum. Muzeum jest po wielkiej renowacji, na parterze glownie
rzezby, lub ich fragmenty jedne bardzo slynne inne mniej, jedne
odrestaurowane, inne wylowione juz jako starozytne znalezisko w
pierwszym wieku n.e., a jeszcze inne to kopia wykonana np. w drugim
wieku p.n.e. wiec dla nas, czy to kopia? Pracowicie czytam podpisy,
przystaje przy roznych grupach, przewodnicy zawsze maja bardziej
ozywione informacje. Ile z tego zapamietam? Ale przeciez nie o to
chodzi, to dla historykow sztuki. Zwiedzacz ma miec pojecie i
jakies odczucie. Ja sobie mysle, ze Grecy byli w tych starozytnych
czasach narodem wybranem, tez ze wzgledu na utalentowanych artystow.
Jako podswiadoma feministka mysle tez, ze piekno ciala dotyczylo
glownie mezczyzn. Kobiece posagi sa nieliczne, nigdy nie takie
piekne i dopracowane. Na pietrze ceramika i wazy. Nie doczytalam
sie i nie dosluchalam, jak to z tymi wazami na prochy, a co na wode,
wino, czy oliwe. Za to w czesci pogladowej pokazujacej prace
archeologow dopiero docenilam jaka to jest zmudnai fascynujaca
robota. Teraz w dobie symulacji komputerowej i innych technik to
jednak tez po prostu rozrywka. Wystarczy powiedziec, ze zaledwie 10%
szczatkow jakiegos obiektu pozwala na odtworzenie calosci.
Po museum kilka obrotow wokol mapki metra i juz jedziemy w strone
eleganckiej dzielnicy Kolonaki. W zieleni, niewielkie kamienice,
idziemy bardzo stromymi ulicami w strone kolejki linowej na
najwyzsze wzgorze nad Atenami. Dzielnica rzeczywiscie wytworna,
cisza, spokoj bo to pora sjesty, ale czy tu jest jeszcze w miescie
sjesta, czy wszyscy sa "w robocie", w kazdym razie omal zywego
ducha na ulicy. Ze wzgorza Lykavittos rzeczywiscie wspanialy widok
na Ateny, dopiero wieczorem musi to byc imponujace, niestety plan
napiety - wieczorem chyba nia bedzie mozliwosci tu przyjechac. W
Atenach nie ma i nie bedzie nigdy wiezowcow, zawsze bedzie nad
miastem gorowac Akropol. Po malym co nie co , oczywiscie w knajpce z
widokiem na Akropol zjezdzamy na dol - i do dzielnic wokol wzgorza.
Kto byl w Atenach, wie o czym mowie, Plaka, Monastiraki, "tysiace
uliczek, miliony restauracyjek i kafejek". Na plaskim terenie,
stromych, czy nawet schodkowych uliczkach, kramy, sklepiki, targi,
przewalaja sie turysci, handlarze o egzotycznej urodzie, Grecy
siedza przy stolikach lub zachecaja do wejscia do restauracji czy
sklepiku, (duzo handlujacych Afrykanow, jak w NY). W koncu siadamy w
jakiejs restauracji, jedzonko pyszne, ja wzielam suflaki z
jagnieciny i oczywiscie cadzyki (czyli taki chlodnik kefirowy na
gesto- moja ulubiona potrawa z NY), zreszta jak zawsze w przy nowych
potrawach bierzemy rozne dania i prosimy o dodatkowe talerze
i "szerujemy" (prawda jakie ladne slowo?). Te suflaki byly
niepowtarzalne, szkoda, ze nie mam talentu do opisu smakow,
Przemilo, wieczorek juz nie tak upalny, ceny zupelnie umiarkowane
wporownaniu z tym co zobaczylismy na menu w hotelu. Potem ciag
dalszy spaceru, Akropol i inne starozytnosci podswietlone. Pakujemy
sie do jezdzacej po ulicach kolejeczki dla turystow. Objezdzamy
nie tylko te gwarne uliczki, ale mijamy urzedy panstwowe przy
ichniejszych "Alejach Jerozolimskich", malowniczy zolnierze -
wartownicy wlasnie zmieniaja swoje polozenie pod palacem
prezydenckim. Corka postanawia kupic mezowi takie wojskowe z
pomponami buty, bedziesz mial do pracy - jak zanlazl, mowi. Dlaczego
mezczyzni nigdy nie wyrastaja z zabawy zolnierzykami.
Co rusz kolejna podswietlona starozytnosc. I tu przepraszam za
profanacyjny dowcip - zupelnie jak w Las Vegas, a tam ciagle jeszcze
nie ma starozytnej Grecji! Jeszcze jakis przycupniecie w
kawiarence, wiadomo z widokiem i wreszcie do hotelu. Metro juz mamy
opanowane, w malym palcu, a stacja w samym srodku tego rejwachu o
uproszczonej przez nas nazwie Monastyrki, wysiadamy, na jeszcze
bardziej swojsko uproszczonej - Metaxa, przesiadajac sie wczesniej
na Amonii ( od zapalenia pluc po angielsku).