Dodaj do ulubionych

Sowy i skowronki :)

20.11.07, 18:46
Postanowialam otworzyc nowy watek z powodu poczucia winywink
Przekazalam swojej Mlodziezy kompletnie fatalne geny w swiecie gdzie
trzeba wstawac rano zeby sie rzucic na tasme i cos osiagnac...

Ja jestem stara jak mury Jerycha i potrafie od biedy sie
zmobilizowac zeby wstac rano i wyrzucic Juniora do szkoly.
Natomiast natychmiast jak On znika z pola widzenia ide spac i
wstaje w poludnie zeby zrobic zakupy , obiad i isc do fabryki...
Na szczescie mam taka robote ze jak sie mocno upre to moge pracowac
po poludniu , czasem w nocy i to mi najbardziej pasuje.
Budze sie do zycia gdzies okolo dwunastej , najwczesniej...
Kompletnie ani ja ani moja Mlodziez nie pasujemy do schematu od
_siodmej _do _pietnastej natomiast jak chodzi o zycie nocne to w to
nam graj...
Junior bierze regularnie melatonine z powodu Asperger a dodatkowo
pewnie z powodu zlych genow wink
Kran_Nocny...
Obserwuj wątek
        • omeri Re: Sowy i skowronki :) 20.11.07, 22:41
          Zdecydowanie nie lubię budzika i rannego wstawania. Szczyt szczęscia
          to spać tak dlugo aż się sama z siebie obudzę.
          Kiedyś moglam pracować wieczorami. Dzisiaj wydajna jestem
          przedpoludniem i wczesnym popoludniem. w sumie budzę się wcześniej
          ale spać to nie chodzę dużo wcześniej.
    • kanoka Re: Sowy i skowronki :) 20.11.07, 22:51
      Pisałam już kiedyś, że dopóki pracowałam(no i w młodości) - byłam sową. Nauka,
      zabawa, czytanie, życie towarzyskie, rozmyślania - wszystko w nocy. Budziłam się
      do życia, z dziennego snu na jawie tak koło 11 w nocy i z każdą upływającą nocną
      godziną, byłam coraz żywsza i coraz mniej mi się chciało spać. Ponura
      konieczność wstania o 5.30, kazała mi iść spać nie później niż w okolicy 2
      godziny. Zasypiałam jak tylko usiadłam w autobusie, tramwaju(później - w
      metrze). Tak samo w drodze powrotnej. Te dwie dodatkowe drzemki, pozwalały mi
      przetrwać do soboty i niedzieli, kiedy to wysypiałam się na zapas. Podobnie
      funkcjonował mój mąż i syn Tylko córka była skowronkiem - świergoliła od rana, a
      o zmroku padała jak kawka.Spałam mocno, że z przysłowiowej armaty, można mi było
      strzelać nad uchem. Teraz, na emeryturze, przedzierzgnęłam sie w skowronka.
      Padam między 10 - 11, wstaję przed 7 i śpię jak zając pod miedzą. Mąż pozostał
      sową. Dzieci
      póki co - nie zmieniły swojej dotychczasowej orientacji
      • mammaja Re: Sowy i skowronki :) 20.11.07, 23:09
        Ranne wstawanie jest dla mnie trudne. Zastanawiam sie jak w ogole
        zdazalam do szkoly na osma smile To dziwne, pamietam, ze wstawalam o 7
        mej i o 7.35 mialam tramwaj ( w ostatecznosci o 7.45). Tramwaj
        jechal 10 minut. Trzy przystanki. Stawal dokladnie przed szkola,
        wiec jeszcze zdazalam. Teraz potrzebuje duuuzo wiecej czasu, zeby
        wyjsc z domu. Naszczescie juz nie musze na 8 -masmile najchetniej nie
        umawiam sie przed 10 ta. A jeszcze lepiej o 11. Wtedy jest spokojnie
        wypita kawa, prasowka, itd.
        Zawsze lubilam pracowac w nocy, kiedy juz nic nie przeszkadzalo.
        Teraz staram sie nie siedziec do 2 giej, ale czasem tak sie zejdzie.
        Jezeli poloze sie o 24 i zasne kolo 1, to jest ok.
        A wlasciwie to lubie poranki, ale tylko letnie!
          • wodnik33 Re: Sowy i skowronki :) 21.11.07, 20:14
            Nie jestes Czubatek, jestes SOWRONEK smile)))
            ja jestem puchacz nad puchacze, gdy mialem wachty od 4 do 8 rano
            myslalem, ze kiedys za burte sie rzuce z rozpaczy. Schodzilem do
            maszynowni z zamknietymi oczami i w wyciagnieta reke motorzysta
            wciskal mi kubek z mocna szatanska kawa.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka