tata_ewci
24.04.05, 20:19
Ponieważ to forum ma służyć rodzicielskim poradom, muszę podzielić się swoimi
niedobrymi doświadczeniami.
Po pierwsze: jeśli Wasze dziecko miało stwierdzone wodonercze (lub
podejrzenie wodonercza) przed narodzinami, zaraz po urodzeniu domagajcie się
od lekarza w szpitalu zrobienia badania moczu i posiewu, żeby stwierdzić, czy
jest ZUM - i antybiotyku, który maleństwo otrzymuje przez ok. tydzień, do
czasu, aż wyjaśni się, jak duży jest problem i czy ma zapalenie układu
moczowego.
My z żoną i Ewcią przetrzymywani byliśmy w szpitalu, gdzie rodziliśmy,
zupełnie bez sensu 6 dni, ale to zupełnie inna historia.
Po drugie: ostrzegam wszystkich przed szpitalem na Litewskiej! Mogę mówić
jedynie o oddziale dla noworodków. Nie chcę generalizować - pracują tam
również pielęgniarki i lekarze godni zaufania (np. dr Orłowska), ale pobyt
tam wspominamy jako najgorszy koszmar. Przede wszystkim szpital powinien
zrozumieć, że dla dobra dziecka pobyt w szpitalu powinien być jak najkrótszy.
I nie jest to żadne widzimisię rodziców: po prostu dziecko najlepiej dochodzi
do siebie, rozwija i klimatyzuje ze światem w warunkach domowych, gdzie
otoczone jest ciepłem i miłością.
Tymczasem szpital na Litewskiej ma taktykę taką: zatrzymać dziecko jak
najdłużej u siebie, zrobić wszystkie możliwe badania (nawet te niekonieczne),
na które czeka sie często bardzo długo. Moja córeczka np. miała zrobione
badanie RTG, na którym strasznie płakała i została (ma 9 dni!) skrzyczana
przez panią robiącą to badanie - a później okazało się, że RTG w ogóle nie
powinno być, tylko pielęgiarka pomyliła nazwiska...
A przecież żeby zrobić takie badania jak dokładne USG, cystografia czy
urografia nie trzeba leżeć w szpitalu dwa tygodnie! Można iść do domu i po
prostu wykonywać te badania pod okiem i przy stałej konsultacji
nefrologa/urologa. Ale w szpitalu na Litewskiej tego nie rozumieją.
Szczególnie ODRADZAM Wam kontakt z dr Beatą Frącką ze szpitala na
Litewskiej - wydaje się bardzo miłą osobą, ale kiedy tylko zasugerowaliśmy z
żoną, że zdecydujemy się chyba robić pozostałe badania ambulatoryjnie, wpadła
w dziką furię. Zaczęła nas ośmieszać, wyzywać, upokarzać, nie chciała
udzielić już żadnej informacji poza złośliwościami. Dr Frącka nie potrafi
zrozumieć, że rodzice mają prawo współdecydowania o leczeniu dziecka, a poza
tym ma wyraźne problemy psychiczne ze sobą. ZGROZA!
I jeszcze jedno. Oddział noworodków w szpitalu na Litewskiej przypomina małe
więzienie - dla matek (nie mówiąc już o ojcach) niemowląt są tylko twarde,
stare krzesła: w ogóle nie ma tam warunków, by mama (tata) mogli w
cywilizowany sposób zostać ze swoim dzieckiem. Nie ma dla matek (nawet tuż po
porodzie!) żadnej łazienki. Nie ma miejsca, gdzie w spokoju rodzice mogliby
coś zjeść (z każdego miejsca wypraszają). Jedzenie dla niemowlaczków podawane
jest maluchom z butelek z potwornymi smoczkami - jest w nich kilkumetrowa
często dziurka, więc dziecko nie tyle ssie pokarm, co po prostu "wlewa się"
jedzenie do jego buzi. Czy muszę mówić, czym to grozi?
Łóżeczka dziecięce przypominają klatki ze schronisk dla zwierząt. W nocy
(wiem, bo byłem z moją córką) niemowlaczki potwornie płaczą - ale
pielęgniarki nie reagują wtedy, gdy dziecko płacze, ale gdy wrzeszczy już
tak, że trudno je uspokoić. Co chwila - również w nocy - ktoś przychodzi do
sali, zapala światła, podłącza rozmaite sprzęty - i nawet nie pomyśli o tym,
żeby zadbać o choć odrobinę ciszy dla maluszków.
Jednym słowem: nie dajcie się zwieść pięknie odnowionej, kolorowej i
sympatycznej Izbie Przyjęć w szpitalu na Litewskiej. Tak ten szpital nie
wygląda - przeciwnie, korytarze do badań USG, cystografii itd. są obskurne,
pielęgniarki i lekarze robiący te badania wyjątkowo nieprzyjemni (wyjątek:
młody pan radiolog, który robił córeczce USG - on jeden wykazał się
profesjonalizmem, ale i odrobiną ciepła).
Nie wiem, może tak potwornie jest tylko w Oddziale dla Noworodków. Ale i tak
Was ostrzegam. Odezwijcie sie, jesli macie podobne - lub inne -
doświadczenia!