ayurveda101
25.06.12, 22:11
Nie wiem czy już czasami ktoś tego nie umieścił ale WARTE PRZECZYTANIA, AŻ MNIE ZATKAŁO
Interpelacja nr 9915
do ministra zdrowia
w sprawie wytycznych dotyczących leczenia chorych na boreliozę
W związku z narastającą liczbą zarażeń boreliozą i innymi chorobami odkleszczowymi do mojego biura poselskiego zgłaszają się interesanci - sami chorzy lub ich rodziny - mający problem z diagnostyką i leczeniem chorób odkleszczowych.
Większość pacjentów poddanych standardowemu (wg polskich zaleceń opracowanych przez przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Lekarzy Chorób Zakaźnych i Epidemiologów) leczeniu jednym antybiotykiem przez najwyżej kilka tygodni ma nawroty choroby, co powoduje wzrost kosztów leczenia. Jeśli dolegliwości u pacjentów nadal się utrzymują, uznaje się to za tzw. zespół poboreliozowy niewymagający leczenia antybiotykowego. Istnienie zespołu poboreliozowego jest tylko teorią niemającą niepodważalnych podstaw naukowych. Zespół poboreliozowy Post Lyme Syndrom jest przyjęty przez IDSA - Amerykańskie Towarzystwo Chorób Zakaźnych, do których odwołują się polskie rekomendacje. W zeszłym roku naukowcom z IDSA ustalającym amerykańskie wytyczne leczenia chorób odkleszczowych prokurator generalny stanu Connecticut zarzucił nieuwzględnianie interesu ludzi chorych na boreliozę, korupcję, selektywne traktowanie badań naukowych i nakazał opracowanie nowych wytycznych.
Grupa lekarzy skupiona wokół organizacji ILADS (International Lyme and Associated Diseases Society) zaleca długotrwałą terapię przy użyciu różnych antybiotyków i innych leków. Uważają oni, że niewłaściwie leczona borelioza ma tendencję do nawracania i przechodzenia w fazę przewlekłą, dlatego już od chwili zdiagnozowania potrzebna jest agresywna terapia. Ich obserwacje i badania naukowe (praktycznie przemilczane w Polsce i ignorowane) wskazują na przewlekły charakter zakażenia krętkiem boreliozy, a nie na istnienie zespołu poboreliozowego. Zdaniem lekarzy z ILADS antybiotyki trzeba podawać nawet wtedy, gdy badania diagnostyczne nie potwierdzają boreliozy, ale jest ona klinicznie wysoce prawdopodobna - zalecają wtedy testową antybiotykoterapię i powtórzenie testów diagnostycznych.
Jeśli borelioza jest stwierdzona, ILADS zaleca, aby nie stosować szablonowego (28-dniowej terapii jednym antybiotykiem) leczenia, ale dostosować terapie do tego, jak po niej czuje się pacjent i jak wygląda obraz kliniczny przed i po leczeniu.
Według ILADS leczenie boreliozy powinno być bardzo długie, trwać wiele miesięcy lub nawet lat z uwagi na istnienie form przetrwalnikowych bakterii: formy L i cyst. Pozwalają one bakterii na przetrwanie i odpowiadają za nawroty choroby po zaprzestaniu leczenia, podobnie jak ma to miejsce w gruźlicy czy trądzie wywołanych przez bakterie również mające formę L. Lekarze ILADS często stosują kilka antybiotyków naraz.
Cechy biologiczne krętka borreli powodują trudności diagnostyczno-terapeutyczne, brak możliwości wiarygodnego monitorowania terapii, brak jednoznacznego potwierdzenia wyleczenia i problemy w stworzeniu skutecznej szczepionki. Częste przypadki źle rozpoznanej boreliozy, która może imitować wiele chorób, jak np. reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane, zespół przewlekłego zmęczenia, padaczka, depresja, nerwica, choroba Alzheimera itd., powodują wzrost kosztów leczenia, a także kosztów społecznych.
Pomimo badań i nagłaśniania problemu przez media i samych chorych, zwłaszcza stowarzyszenie chorych na boreliozę, wiedza lekarzy na temat chorób odkleszczowych jest mała i wybiórcza. Polscy naukowcy i lekarze zajmujący się naukowo chorobami odkleszczowymi nagłaśniają jednostronnie problem chorób odkleszczowych, odwołując się głównie do skompromitowanego towarzystwa IDSA, pomijając w zasadzie doniesienia ILADS o naukowo udowodnionym istnieniu seronegatywnej postaci boreliozy. Również praktycznie nie podaje się, że kleszcz przenosi kilkadziesiąt różnych chorób, tzw. koinfekcji, które trzeba rozpoznawać i leczyć. Są to np. babesjoza, bartonelloza, jersinioza, anaplazmoza, a sama borelioza może prowadzić do trwałego kalectwa i nawet do śmierci (są takie niepochodzące z Polski doniesienia), jeśli nie jest właściwie zdiagnozowana i leczona. Choroby odkleszczowe, stosunkowo mało poznane, w większości nie są w wykazie chorób zakaźnych podlegających obowiązkowemu zgłoszeniu do stacji sanitarno-epidemiologicznej, a testy diagnostyczne wykrywające je nie są powszechnie dostępne i w zasadzie są pełnopłatne. Poważne zastrzeżenia budzi nadzór epidemiologiczny nad samą boreliozą, np. w 2008 r. stacje sanitarno-epidemiologiczne przez większość miesięcy nie rejestrowały nowych zachorowań, a tylko w pierwszych 3 miesiącach 2008 r. zanotowano ponad 6 tys. nowych zachorowań. Wiele osób i naukowców jest zdania, że w Polsce, a szerzej w całej Europie i Ameryce, zwłaszcza Północnej, jest inwazja zarażonych kleszczy i należy ogłosić epidemię - w Polsce - czy szerzej pandemię chorób odkleszczowych. Również niepokój budzi to, że wielu osobom chorym na choroby odkleszczowe ZUS czy KRUS odmawia prawa do przewlekłego zasiłku chorobowego czy niekiedy renty.
Pani Minister, czy pacjenci chorujący na boreliozę i chcący się leczyć wg standardów ILADS muszą występować do NFZ o wyrażenie zgody na takie leczenie? Czy lekarze leczący wg zaleceń ILADS mogą wypisywać leki (głównie antybiotyki) refundowane, gdy terapia trwa dłużej niż kilka tygodni? Czy w diagnostyce obraz kliniczny jest ważniejszy od wyników testów na boreliozę? Czy ministerstwo planuje wprowadzenie ujednoliconego postępowania diagnostyczno-terapeutycznego i narodowego programu zwalczania boreliozy i chorób odkleszczowych, a także edukacji lekarzy wielu specjalności, pokazującego nawet ˝niewygodne˝ doniesienia naukowe i kontrowersje dotyczące diagnostyki, a przede wszystkim leczenia chorób odkleszczowych? Czy ministerstwo nie powinno już ogłosić epidemii chorób odkleszczowych i wprowadzić odpowiednie, nadzwyczajne procedury?
Z poważaniem
Poseł Mirosław Koźlakiewicz
Ciechanów, dnia 2 czerwca 2009 r.