szlaczek43
08.03.18, 16:06
Witam Was wszystkich i proszę o radę. Opiszę swoją "przygodę" z kleszczem.
Nigdy nie byłam okazem zdrowia, od zawsze miałam problemy z sercem. Największe kłopoty pojawiły się po porodzie: zapalenie wsierdzia, ablacja, depresja poporodowa, to był 2006 rok. Zdiagnozowano mnie wtedy w kierunku chorób autoimmunologicznych: Hashimoto, podejrzenie RZS. Po przeleczeniu sterydami i na stałe hormonu tarczycy miałam kilka lat spokoju. W 2012 roku zaczęły mnie męczyć nowe przypadłości: bóle stawów, szarpanie mięśni,swędzenie skóry, wypryski, zawroty głowy , zaburzenia pamięci, brakowało mi słów w rozmowie, stany lękowe, kołatania serca. Zaczęłam wędrówkę po lekarzach, łącznie z psychiatrą. Kleszcza nie pamiętam, ale wiele lat temu miałam na lewej nodze duży odczyn, dermatolog dała mi na to sterydy, po jakimś czasie zeszło. Na szczęście w 2014 zanim zwariowałam, trafiłam do reumatologa, który zlecił mi Elisę - 79 w IGM, potem WB - wysoko dodatni w IGM, IGG - negatywne w obydwu badaniach. Przeleczył mnie antybiotykiem Unidox, miały być 3 miesiące, ale mój żołądek nie wytrzymał, po 2 miesiącach niestety przerwałam, mam przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie błony śluzowej żołądka. Po jakimś czasie objawy ustąpiły i myślałam, że to koniec, dzisiaj wiem że to walka na całe życie. Objawy wróciły, WB w IGM niby nisko dodatnie w OspC 1,7( jeden +), ale jest napisane, że pozytywny. Dostałam skierowanie na konsultację na oddział zakaźny Nowy Sącz i zobaczę co mi powiedzą. Na terapię metodą ILADS mnie nie stać , ani żołądek tego nie przetrzyma. Co sądzicie na temat wyniku, czy tak niski może być przyczyną powrotu większości objawów?