oleander1
14.09.06, 16:08
Mój mąż ma boreliozę. Badania potwierdzające wykonywane były testem ELISA, o
którego "niezawodności" trochę już tutaj poczytałam. Ale objawy właściwie
mówią same za siebie. Mąż jest leśnikiem i kleszy w życiu swoim miał całe
mnówstwo, jednak przynajmniej jeden okazał się tym złośliwym. prawie 5 lat
temu po usunięciu kleszcza pozostał rumień (być może były też inne objawy ale
w tej chwili nie pamiętam). Nasza "rodzinna" pani doktor zapisała amoxycylinę
przez 21 dni. Prosiliśmy o jakieś badania w kierunku boreliozy (wiedza nasza
o tej chorobie niestety była wówczas znikoma), zostaliśmy jednak zbyci, bo
przecież nie warto, a antybiotyk, jeśli nawet coś ten kleszcz przywlókł,
załatwi sprawę. To nas uśpiło, a jak się okazało antybiotyk jednak sprawy nie
załatwił. Mąż z czasem stracił formę, jego wydolność spadła, ale jakoś na
początku nie wiązaliśmy tego z tą podstępną bakterią. Bolały go czasem stawy,
korzonki, miewał bóle głowy, jest chronicznie zmęczony i senny, ostatnio
dokucza mu nawet pięta, co jakiś czas miewa też napady świądu całego ciała,
które objawiaja sie głównie po kąpieli. Na każdą dolegliwość znalazł jednak
uzasadnienie, a to przeciążenie, przemarznięcie, przemoczenie, stres,
przemęczenie, albo jakaś alergia.
Wiosną tego roku złapał jakiegoś paskudnego wirusa (zresztą ten wirus
rozłożył całą naszą rodzinkę), a podczas leczenia infekcji antybiotykiem
rozłożyło go dokumentnie. Bolało go dosłownie wszystko, nie miał siły zwlec
się z łóżka. Nie wiem na ile przyczyną była borelioza, a na ile zjadliwy
wirus, ale jemu z całej naszej trójki najtrudniej było dojśc do siebie. Po
tej infekcji jego siły wyraźnie zmalały i ta słabość utrzymuje sie właściwie
do teraz.
Pierwsze spotkanie z lekarzem z zakaźnego polegało na poleceniu zrobienia
ponownego testu aby zobaczyć czy miano spada, bo jeśli spada to,
cytuję, "znaczy że nie ma aktywnej infekcji, a przeciwciała przecież mąż
będzie miał już zawsze". W ponownym teście (równiez ELISA) miano owszem
spadało więc niby zdaniem lekarza było lepiej. Nie było nawet mowy o
jakimkolwiek leczeniu, ale o testach i wynikach. A słabość męża, no cóż "jak
się przekroczy 30 (dodam że mąż miał wtedy 35) to wydolnośc ma prawo spadać",
stawy mogą też już nie być takie idealne.
Ostatnio zwróciliśmy się do lekarza, który stosuje metody niekonwencjonalne.
Zalecił przyjmowanie kropli SPIROBOR i preparatu wzmacniajacego odporność
IMUN, które mąż bedzie przyjmować na pewno przez co najmniej kilka miesięcy.
Czy ktoś słyszał coś o tym leku? Czytając wiadomości na forum nie zauważyłam
aby ktokolwiek pisał o leczeniu przewlekłej boreliozy inaczej niż serią
antybiotyków.
Z drugiej strony mąż obawia się że rozpoczynajac długie leczenie
antybiotykami nie będzie w stanie pracować, a nie chciałby stracić pracy.
Pomimo iż przyczyną tego wszystkiego zła jest borelioza, która jak
najbardziej powinna być uznana za chorobe zawodową u leśników, to jednak nikt
na to nie zwraca uwagi póki go samego to nie dotyczy.
A ja boję sie o niego. Cały czas pracuje w lesie i co jakiś czas przychodzi z
kolejnym kleszczem, który nie wiadomo co jeszcze w sobie nosi.