animrrumrru1
04.12.06, 10:43
Witam wszystkich!
Pozdrawiam Was serdecznie i zaczynam moje wynurzenia....Nie wiem czy uda mi
sie ogarnac to wszystko....
Ja też nie pamiętam żadnego kleszcza w miom ciele.
Na początku tego roku zaczęło mi sie sypać zdrowie.
Zaczęłam od wizyt u ginekologa, potem usg jamy brzusznej, kolonoskopia,
wszystko w jak najlepszym porządku.
W końcu rtg kręgosłupa ledźwiowego, wysuniecie krążka miedzykregowego L5/S1.
Leczyłam sie kinezyterapią, masażami, fizykoterapią... I zawsze było tak, że
sie poprawiało, ale nagle jednego dnia doleglowosci wracaly, zupelnie bez
powodu.
We wrześniu, podczas ktorejs z rehabilitacji, oprocz odcinka ledźwiowego
zaczelam odczuwac dyskomfort w odcinku szyjnym (sztywnosc i strzykanie) i
piersiowym. Tez wykonalam rtg, ktore pokazalo pewne niedoskonalosci, ale one
nie odzwierciedlaly moich bolączek. W kazdym razie po obejerzeniu zdjec
specjalisci zalecali basen albo stwierdzali ze to przeciazenie kregoslupa.
Ok, pomyslalam ze to na pewno to.
Ale w pażdzierniku oprocz szyi, ktora oprocz strzykania bolala mnie od czasu
do czasu z przodu, na wysokosci tarczycy (nie jest chora, sprawdzalam)i
pojawialy sie nieprzyjmne skurcze, zaczela mi dokuczac szczeka (!). Najpierw
ze jednej strony strzykala, potem zaczela przeskakiwac z drugiej. Dentysta
nie widzi zadnej przyczyny stomatologicznej, jedynie zauwazyl ze mam cos tam
plytkiego w stawie zuchwowo-szczekowym.
W listopadzie kolejna rehabilitacja, zaczelo znow sie poprawiac, az do
momentu kiedy odezwaly sie kolana. Napierw jedno, potem drugie.
Teraz od tygodnia bola mnie łokcie, stawy zachowuja sie jakby
byly "nienaoliwione", takze nadgarstki i palce, barki, wszystko strzyka.
Pojawily sie tez skurcze miesni w nogach, posladkach, rekach, nawet czasem na
twarzy (broda, łuk brwiowy, gorna warga). Chwilami jestem taka połamana, ze
boje sie przekrecic w nocy, zeby tylko nic nie strzyklo. Ale mija tydzien,
półtora i znow jestem sprawna.
Oprocz tego co opisalam powyzej zdazalo mi sie miec "problemy" z sercem, tj.
przyspieszone bicie, lub wrecz czulam jakby stawalo, co powoduje ze mam
dusznosci, plytki oddech, czasem kłucie. Nie jestem pewna, czy nie jest to
zwiazane ze stanem moich nerwow, bo zawsze bylam nerwowa osoba, a teraz kiedy
to wszystko sie dzieje... po prostu mam powaznie dosc.
Zdarzał mi sie także bezdech nocny, ale to tylko sporadycznie (jak mialam
zatkany nos, albo kiedy spalam na za wysokiej chyba poduszce profilowanej).
Odczuwam tez bóle brzucha (stad ta kolonoskopia), po obu stronach (gastrolog
nic nie widzi, kolejny specjalista ktorego mialam przyjemnosc w tym roku
odwiedzic).
A propos kleszcza, to napisze cos co byc moze nie jest powiazane,
ale....Jedyna zmiana skorna na mym ciele z jaka mialam watpliwa przyjemnosc,
to znamie ktore pojawilo sie latem 2005, czarna kropka z tyłu uda. Rosla,
wiec ja usunelam w czerwcu tego roku, biopsja nie wykazala zadnych zlych
komorek. To wytlumaczylam sobie moja miloscia do słońca, bo faktycznie
zdarzalo mi sie mocno przesadzac.
Coż, tydzien temu zaczelam łaczyc te wszystkie dolegliwosci razem i tak
trafilam na Wasze forum.
Dzis rano po wymuszonej konsultacji z lekarzem rodzinnym (przeciez trzeba sie
zapisywac 2tyg wczesniej) oddalam krew w celu przebadania jej na przeciwciala
ImG i IgG. Pani dr oczywiscie patrzyla na mnie z przymrużeniem oka, bo
przeciez tyle razy juz miala ze mna w tym roku przyjemnosc...Nie sadze aby
uwierzyla w moje dolegliwosci. Poza tym po lekturze Waszego forum, zapytalam
ją co jesli pacjent odczuwa dolegliwosci a wyniki sa ujemne? Odpowiedz jaka
uslyszalam:" To wtedy sie nie leczy".
Wlasnie, i co dalej? Wiem ze martwie sie na zapas, ale jesli znajde sie w
tych 30%?
Hm. Czekam na wyniki. Jak udalo mi sie dowiedziec to krew wysylaja do Łodzi.
Czy tam jest wiarygodne laboratorium? Wiem ze optujecie za PZH...
Moj męzczyzna ma juz nieco dosc moich ciaglych dolegliwosci, wciaz mnie cos
boli, wciaz mam skwaszona mine, wciaz latam po lekarzach...
Niektorzy nie potrafia tego zrozumiec, bo oni zwykle przeczekuja i ida w
ostatecznosci. Powiedzialam mu o moich obawach co do boreliozy, to stwierdzil
ze znow stawiam sobie diagnoze i cos wymyslam i panikuje niepotrzebnie.
Moze to i prawda. Że panikuje. Ale ten rok to jakis maraton medyczny...Widze
ze dzieje sie ze mna cos nie tak. Oczywiscie, ze te wszystkie dolegliwosci
moga byc niepowiazane ze soba, moze faktycznie jestem chorowitkiem, ale az
tak źle nigdy ze mna nie było!
A ja chce jeszcze urodzic z dwojke dzieci mojemu facetowi, i miec sile je
wychowac i patrzec jak rodza swoje dzieci. A jak to uczynic skoro nie ma sie
siły wstac z łóżka w wieku 27 lat???????
a.