Kochani, wczorajsza wiadomość mnie powaliła. Odebrałam wyniki WB młodszej córy
- graniczny w IgG, dodatni p31

Lewo skończyłam półroczne leczenie Hani, zaczęłam intensywnie leczyć siebie,
to teraz to wylazło. Po prostu mam doła

3 osoba w rodzinie, to już przegięcie.
Kalinka ma 5 lat, za kilka dni urodzinki... Przez te lata miała 3 nimfy i 5
tyg. temu kleszcza. Nigdy nie pojawił się rumień, nie było objawów grypy itp.
Oprócz zapaleń oskrzeli od 14 do 18 miesiąca życia. Wtedy była z małymi
przerwami ciągle na antyb. Potem pulmonolog zalecił wziewne sterydy, na
których była przez 10 m-cy i na 3 tyg. wyjechałyśmy do sanatorium. Nigdy tego
nie łączyłam z nimfami, nawet nie wiem czy powinnam. Przeziębiała się dosyć
często, ale powodów mogło być kilka. Ma starszą siostrę, która przynosi z
przedszkola różne cacka, potem sama poszła do tej instytucji. Albo było to po
prostu przeziębienie, albo schodziło na ucho. Ostatni raz na antyb. była na
przełomie kwietnia i maja. Dostała wtedy zinnat i parę razy narzekała na ból
nóżki. Pamiętając o tych przygodach z nimfami i kleszczem zrobiłam jej WB, ale
raczej dla świętego spokoju, żeby wykluczyć niż potwierdzić. Nawet nie
przypuszczałam, że coś w niej może siedzieć. Mała jest pogodna, żywa, biega,
bawi się, na nic nie narzeka, wygląda po prostu na okaz zdrowia - taka iskierka.
Bardzo liczę na Wasze opinie. Zdaję sobie sprawę, że ten prążek jest
specyficzny dla bb. Ale patrząc na Kalinkę zadaję sobie i Wam pytanie, jaka
jest szansa, że wynik jest fałszywy? Czy dobrze byłoby potwierdzić ten wynik
jeszcze przez pcr? A może to tylko moje płonne nadzieje, bo wyrok już zapadł?
Poradźcie coś, proszę.
Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Kiedy ja zachorowałam, nie wiedząc o
tym że jestem chora, karmiłam ją jeszcze piersią. Niby ciężko potwierdzić taką
drogę zakażenia, ale zostawiam furtkę.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko, Ewa