... czyli co robicie, kiedy WYPADA, a nie dajecie rady?
Ani ja czy pewnie wiele innych osób z forum, nie może odłożyć
wszystkich spraw na bok i zająć się tylko swoim leczeniem. A zgodnie
ze wskazówkami Burrascano- bez wystarczającej ilości odpoczynku
trudno o dobre efekty leczenia... Nie można zrezygnować z wielu
spraw, bo one nie będą czekać, dopóki nie wyzdrowiejemy. Ale można
mieć wpływ na sprawy od nas zależne. Ja mam niewielkie pole manewru,
ale jednak jeśli coś, co ma się wydarzyć, może być dla mnie
niekorzystne, to mówię NIE. Tu chodzi o calkiem proste i oczywiste
sprawy dla osób zdrowych, jak choćby zakupy, weekend czy dalszy
wyjazd.
Ostatnio mój genialny monsz wpadł na genialny pomysł- jedziemy do
Chorwacji na urlop... No to jedźcie! Rozumiem potrzeby zdrowej osoby
czy takiej, której choroba odpuściła albo pozwala na zadowolenie z
takich wyjazdów, ale i ja oczekuję tego samego- zrozumienia, że dla
mnie NIE BĘDZIE to odpoczynek, ale kolejny wysiłek! Że nie mam siły
na taki wyjazd, bo marzy mi się cisza, spokój, późne wstawanie,
dobra książka czy film... Nie chcę teraz pływac, leżec na słońcu i
przebywac w tłumie...Moją decyzję przyjęto, aczkolwiek bez
entuzjazmu (przejęcie calkowitej odpowiedzialności za syna, jego
leczenie w tym czasie)...
Przed chorobą żadnego weekendu nie spędzałam w domu- zawsze gdzies
mnie niosło. Potem wszystko padło
To był oczywiście tylko przykład. Czy jestem straszną egoistką?
A jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach, że trzeba brac pod
uwagę, że na coś sie zgadzamy "ku wspólnemu dobru" (np. impreza,
wypad poza miasto itp.), a potem -standardowo- mamy pogorszenie
samopoczucia?