Witajcie,
wiem, ze tytul watku sugeruje, ze autor popada w paranoje

Nie
twierdze, ze ktos w Polsce specjalnie kleszcze zarazal, ok?
Ale sami pomyslcie, czy taka "cicha" epidemia borelki nie pelni
niejako w sposob posredni funkcji "broni" biologicznej? Wiedzac, ze
na danym terenie populacja jest narazona na infekcje odkleszczowe,
wystarczy poczekac powiedzmy 10-20 lat. Po tym czasie zdolnosc do
walki sporej czesci tej populacji jest mocno obnizona, bo czlowiek z
przewleklym zmeczeniem np. kiepsko biega z karabinem.
Jesli do tego dodamy, ze borelka czesto dopada tych mlodych i
aktywnych, ze istnieje mozliwosc jej przeniesienia przez lozysko i
droga plciowa - to sami widzicie, wystarczy czekac. A w miedzyczasie
tzw zdrowa czesc populacji bedzie uwazala te chora za wariatow...
Moze wiec Stowarzyszenie mogloby napisac jakies pismo do gosci z
wojska z sugestia, zeby zajeli sie np kwestia badania czestosci
wystepowania "zespolu przewleklego zmeczenia" na terenach gdzie
wystepuje najwiecej kleszczy. Moze cos by to dalo...?
Na koniec jeszcze raz sorry za lekko paranoiczny charakter postu.
Moze to moja neuroborelka robi swoje
Pawel