jwkowalski
06.11.06, 19:20
Jadę na imieniny - sobota ok. 20.00, ul. Garwolińska. Deszcz siąpi. Mijam
człowieka w garniturze (krawacie) krzątającego się koło samochodu z
przyczepką. układał w niej "potykacze". Patrzę, a to sam Prezydent
Symanowicz! I najpierw dumę poczułem, że tak dystyngowany człowiek, a sam
sobie "potykacze" rozstawia rano, a wioeczorem zbiera - że żadnej pracy się
nie boi. Potem przyszadł wstyd, że gdybym jechał np. z kimś z Mińska i ten
ktoś zapytałby mnie - "kim jest ten człowiek"? Odpowirdziałbym - to prezydent
Siedlec. To ten ktoś mógłby się zdziwić. Prezydent i taki opuszczony. Gdzie
jego dzieci, rodzina, przyjaciele? Czemu tak sam w deszczu i w nocy tyra. I z
nikąd pomocy? No i co ja miałbym wtedy powiedzieć temu z Mińska? Może mi ktos
powie?