Dodaj do ulubionych

Rumuni nie chca do pracy w Polsce

23.03.07, 01:10
I co o tym sadzicie?Pewna firma szukala tam pracownikow(pisano o tym w Onecie
i WP).I wiecie co,zero odzewu ,Rumuni maja w nosie nasz kraj jako eldorado
kasy.Z tego czo mi sie wydaje Ukraincy tez nas "oleją".Nie sadzicie ze
ambitne plany wzrostu PKB mozna bedzie potluc o kant.... wiadomo czego z
powodu braku rak do pracy?Wydaje mi sie ze albo kasa musi pojsc we gore za
prace( szczegolnie tea nieszczesna najnizsza krajowa ) albo biznesmeni sami
beda pracowac za 800zl.Ciekawe jak taki ubytek sily roboczej/emigracji w
kraju moze sie przekladac na nasze miasto.Kiedy bedzie odczuwalny brak rak do
pracy ?
Obserwuj wątek
    • kinguch Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 14:38
      Siedleckie firmy juz zaczynają odczuwać! A dobrze, że kończy się tania siła
      robocza... czekamy do czerwca, "odpłynie" od nas masa młodych ludzi, a do pracy
      rąk zaczyna brakować...
      • nash_bridges Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 17:58
        Odpłynie masa ludzi ???
        Raczej przypłynie na rynek pracy masa ludzi, ponieważ właśnie w tym roku kończy
        studia największy wyż demograficzny w historii Polski a na emigrację wyjedzie
        może kilka procent z nich (w tym większość pojedzie na krótki okres czasu,
        zarobić tam np. na mieszkanie). Znam co najmniej kilkadziesiąt osób które
        wyjechały za granicę. Z tej właśnie grupy ludzi tylko 2 osoby chcą się osiedlić
        tam na stałe, reszta planuje tu powrót.

        Piszesz, że do pracy rąk zaczyna brakować.
        Zadajmy sobie pytanie: do jakiej pracy?
        Odpowiedź: do pracy za 930 brutto (poniżej 700 netto !!!)
        Czy chciałabyś pracować za takie pieniądze ???
        Czekam na odpowiedź.

        PS.
        W Siedlcach wystarczy, że pracodawca zaoferuje 1000 PLN brutto i na gwarant
        znajdzie ludzi.
        • kinguch Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 20:10
          Hahaha i co myślisz że ten wyz będzie chciał zarabiać 800zł?? Bawisz mnie bo ja
          sama jestem z tego wyżu.

          > Piszesz, że do pracy rąk zaczyna brakować.
          > Zadajmy sobie pytanie: do jakiej pracy?
          > Odpowiedź: do pracy za 930 brutto (poniżej 700 netto !!!)
          > Czy chciałabyś pracować za takie pieniądze ???
          Nawet do takiej pracy za 800zł, ale patrzmy realnie teraz 1100zł to maksimum
          (Siedlce), ewentualnie kierownicze stanowisko lub własna firma.
          Ale nawet w biurze nie ma, co liczyć na więcej niż 1000zł.

          Oj za 1000zł też nie chce już coraz więcej osób pracować, a druga sprawa pokaż
          mi pracodawcę(szczególnie prywaciarza), który da 1000zł do ręki!

          Jako że jeszcze jestem na naszej uczelni, więc wiem, jakie podejście mają
          ludzie do pracy w naszym mieście, a nawet państwie, u mnie z roku w ciągu dwóch
          lat 10osób wyjechało za granicę(miał być to wyjazd do pracy na wakacje), ale
          tam pozostało, z tych 10, pięć planuje zostać tam na stałe!
          Ten wyż, który ma "wyciągnąć" państwo z kryzysu w zamian nic nie otrzymując, ma
          to w nosie!
          Pozdrowienia K
          • aro333 Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 22:30
            Nie sadze aby wlasnie ten wyz nawet po studiach zaocznych czy innych
            siedleckich dziennych ,chcial szmacic sie za najnizsza krajowa skoro jest
            wybor,szczegolnie dla ludzi mlodych nie zwiazanych rodzinom wlasna.
            No wlasnie pracy jest sporo za stawke upokarzajaca wrecz dziadowska.
            A nasz kochany rzad mysli o zakazie porno,aborcji,lustracji i innych
            pie..ch ,ktore ni jak nie maja sie z tym aby zatrzymac ludzi w kraju.
            Po co dyskutowac o "skrobankach" skoro niedlugo nie bedzie kogo skrobac (mlode
            kobiety beda rodzic ale na emigracji) i dodatkowo nie bedzie kim skrobac
            (specjalisci z tej dziedziny raczej szybko stad odplyna)Bedzie ustawa
            martwa,jak wiekszosc w tym chorym,zawistnym kraju.
            Ktos tu napisal ze wiekszosc chce wrocic-tak ale nie do tak zaszczutego kraju,z
            tak poronionym i skomplikowanym prawem podatkowym.Przeciez srednio rozgarniety
            czlowiek ,moze miec obawy co do zainwestowania kasy tam zarobio0nej .Przykladem
            jest Pan Kluska,jak szybko mozna zniszczyc czlowieka z inicjatywa.A potem dac
            mu pare groszy odszkodowania w imieniu III RP czy IV RP.Ja osobiscie nie
            liczylbym na szybki powrot z emigracji.Wiekszosc chwali sobie nie tylko
            zarobki ale normalnosc w krajach gdzie sa,miowia ze prosciej jest tam zyc.
            • raks5 Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 23:25
              a ja poraz kolejny powiem:
              "Najlepiej jest narzekać"

              Ciekawy jestem, co zagranicą robią ci wielcy myśliciele i emigranci siedleckich
              uczelni?
              A może trzeba sobie zadać pytanie, ile jest warta praca absolwenta, który ma
              tylko roszczeniowe podejście wobec pracodawcy.
              Oczywiście śmiech mmnie bierze, jak się dowiaduję, jakie stawki oferują firmy w
              Siedlcach. A z drugiej strony, każdy kto przyjeżdża z zaspanego zachodu zauważa,
              że tu jest jeszcze taki dziewiczy rynek, jest tyle miejsca do nowych biznesów.

              Ale wracając do tematu.
              Postawcie się w roli pracodawcy, nie tylko w Siedlcach, który chce na początek
              zapłacić 3,5-4kpln i nie może znaleźć kogoś, kto spełnia wymagania. Ktoś, kto w
              czasie studiów studiował, a nie chodził do szkółki. Kto się rozwijał i ciągły
              rozwój chce przenieść do swojej pracy. I nawet nie jest zawsze potrzebne
              konkretne wykształcenie. Tylko ten "otwary" umysł.
              Pisało się kiedyś (mówiło), że polskie uczelnie nie uczą życia w takiej
              gospodarce, nie dostosowują do wymagań agresywnego biznesu. Ale w takich
              realiach żyjemy minimum 10 lat. Co można powiedzieć o studencie, jeśli nie
              załapał klimatu? Dla mnie proste. Nie załapie też klimatu w pracy. Więc jego
              wydajność będzie warta może właśnie te 20 czy ileś kpln rocznie. A mało jest
              młodych ludzi, którzy potrafią udowodnić, że ich praca przynosi firmie zyski
              raczej w milionach rocznie.
              Póki nie będzie dostatecznej ilości kadry (a brakuje), która swoją
              przebojowością, wiedzą, ale i chęciami będzie wypracowywała ogromne zyski, tak
              długo "średniaki" nie wskoczą na tor wysokiej wydajności i tak długo gospodarka
              będzie mogła wynagradzać tak, jak wynagradza.
              Dlaczego mówi się, że Polacy zagranicą pracują zupełnie inaczej, wydajniej i
              zarabiają na siebie, nawet jeśli kosztują wielokrotnie więcej? Bo przejmują tam
              inną kulturę pracy. A w Polsce kultury nie stworzy elita, której edukacja
              skończyła się na nauczeniu się na 10% egzaminów, oszustwa na pozostałych,
              wychodzenia podad standard tylko, jeśli trzeba było wymyślić coś sprytnego w
              ramach ściągi.
              Dlaczego wciąż mamy tylu expatów w PL? Czyżby firmy chciały im płacić 2-3 razy
              bardziej niż polskim menedżerom? Odpowiedzmy sobie na to bijąc się w piersi.
              Oczywiście są też "nieśredniaki", którzy pracują w takich gałęziach gospodarki,
              gdzie zarobki zależą trochę od ogólnego poziomu PKB. Ale to stanowi mniejszość.

              Myślący człowiek, nawet świetnie zarabiający (albo po prostu dobrze) ciągle
              widzi, ile jeszcze nie umie, ile się musi nauczyć, jak długa droga przed nim,
              żeby zwojować świat. I wie, że nie ma czego szukać na zachodzie, bo wcale tam
              więcej nie zarobi. Wbrew pozorom, kasa leży na wschodzie. Na Ukrainie, w Rosji,
              na Litwie, w Rumunii i Bułgarii. Tam się teraz zarabia z dobrym polskim
              doświadczeniem. Tam się robi kariery! Ale ilu podejmie rękawicę?
              • kinguch Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 23:55
                To może również pójdź w inną stronę…
                Postaw się w roli pracownika, któremu stawia się wymagania najczęściej nie do
                spełnienia na początek, bo gdzie ja zdobędę staż pracy minimum 3lata?? Pięć lat
                studiów i maksimum ile mogę mieć stażu zaraz po studiach dziennych to 2 lata. A
                czemu twierdzisz że nie wszyscy się rozwijają?? Młody pracownik często na
                początku nie ma możliwości pokazania, tak naprawdę tego co umie. Czy 16papierków
                (zdobytych często znajomościami) może potwierdzić umiejętności?? Prężni młodzi
                ludzie wolą zbierać truskawki, bo wiedzą że ich praca za 20lat mimo że nie
                najwyższych lotów przyniesie im jako taką stabilizację.
                Oferta 3,5/4zł jest do przyjęcia ale jaka jest gwarancja, że pracodawca nie
                wyśśe ile się da, a potem nie zwolni. W Polsce pracodawcy chcą wciąż mieć tanią
                siłę roboczą, sami zarabiając przy tym krocie!
                „Póki nie będzie dostatecznej ilości kadry (a brakuje), która swoją
                przebojowością, wiedzą, ale i chęciami będzie wypracowywała ogromne zyski, tak
                długo "średniaki" nie wskoczą na tor wysokiej wydajności i tak długo gospodarka
                będzie mogła wynagradzać tak, jak wynagradza.”
                Czyli liczy się ten który przynosi ogromne zyski, to fakt, ale jeżeli przynosi
                te zyski i nie ma z tego profitów, to po co ma się wysilać?? Jaki ma w tym cel,
                on zarabia 1000zł, a firma kilkadziesiąt, stąd bierze się frustracja, załamania
                i już na początku chęć wyjazdy z Polski, bo perspektywa marna…
                Znam wiele osób, które chciały dla firmy jak najlepiej, starały się, zarabiały
                na siebie, jednak nie szło za tym nic poza frustracją, że 10godzinna praca nie
                przynosi upragnionej stabilizacji, możliwości dalszego rozwoju. Pracownicy
                najlepiej rozwijają się w pracy, ale należy im dać możliwość do tego rozwoju,
                wiarę(nie ciągłe poniżanie) i odrobinę wyrozumiałości, bo „średniak” już po
                6miesiącach pracy może okazać się świetnym pracownikiem, który potrafi dać zysk
                pracodawcy/firmie. A poza tym motywacja i jako taka perspektywa jest
                potrzebna. Niestety Polscy pracodawcy mają bardzo utylitarną orientację na
                pracownika. Zysk ma być teraz, nie za dwa dni, ma być tanio(tani pracownik).
                W krajach zachodniej Europy, młodym daje się szansę i perspektywy. U nas dopóki
                mentalność pracodawcy nie zmieni się, pracownicy zawsze będą „średniakami” lub
                po prostu ich zabraknie.
                Pozdrowienia K
                • raks5 Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 24.03.07, 10:40
                  wiesz. Znam takich, którzy po 7 latach studiów dziennych mieli 8 lat jakiegoś
                  doświadczenia. I na swoim, i w innych firmach.
                  Ale ok, to bez znaczenia.
                  Pokaż mi pracodawcę, wśród dobrych firm, który wymaga takich bzdurnych doświadczeń?
                  Na pewno u mnie niczym są papierki, certyfikaty. Ważne jest, żeby wykazac, ze
                  nie przeszlo sie przez studia zamknietym w swoim "pudelku". I studia to jest
                  wtedy bardzo dobry czas, żeby pracować nawet na zmywaku w Stanach, bo to
                  pokazuje, ze czlowiek sie nie boi zycia i bierze je we wlasne rece. Wystarczy
                  być nieprzecietnym.
                  Ok, piszesz o marnych placach na początek, o poniżaniu... Nie wiem, czego to
                  jest efektem. Mam nadzieje, ze jest to margines. Jest też w Polsce mnóstwo firm
                  dobrze placących, doskonale traktujących pracowników. I co? I mają problemy,
                  żeby znaleźć pracowników. Jest ich za mało.
                  Proces rekrutacji. Setki aplikacji. Większość z nich to gotowce z poradników,
                  często błędy nawet w nazwie firmy (czyli nie chce się dołożyć staranności, żeby
                  dokładnie przygotować się do rekrutacji. Wypieszczenie aplikacji to może kilka
                  minut, a przyszły pracodawca poświęca znancznie więcej na każdego człowieka).
                  Przychodzą na rekrutację, nie zdają podstawowych testów na inteligencję (są
                  nieinteligentni- sorry; stresują się- a co to mnie obchodzi, zestresuje się i
                  narobi błędów w pracy). Każdy, kto przejdzie, ląduje na rozmowie. A w połowie
                  przypadków wynika, że kandydat napisał kłamstwa w aplikacji. Trafia do pracy...
                  Trzy miesiące totalnie okres ochronny, opiekun non stop. I tylko część się
                  okazuje dostatecznie dobra, żeby zostać. Gdzie tu wina pracodawcy, który chce
                  mieć po prostu dobrych ludzi? Jakoś się chyba da, skoro każdy z mojego kręgu
                  znajomych ze studiów, rozrośniętego do kręgu ich znajomych itd (czyli
                  kilkanaściue trzymających się blisko osób) pracuje jednak w takich firmach i
                  jest zadowolony z życia.

                  Bzdury piszesz o perspektywach zachodniej Europy. Przepraszam, a gdzie
                  pracowałaś i rozwijałaś karierę, że wiesz?? Bo moja opinia jest zgoła inna. Tam
                  się nie daje dużych perspektyw. Szufladkuje się, na wszystko przyjdzie pora. Nie
                  jesteś tym, jak pracujesz, tylko tym, ile masz lat. Kariera zależy od wyników w
                  Polsce (jeszcze trochę), ogromnie w krajach rozwijających się (wschód). To tak
                  ogranicząjąc się do Europy
              • aro333 Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 23.03.07, 23:56
                Raks ale czy tylko studenci biora udzial w tych "zawodach".Czy kazdy powinien
                byc studente,ostatnie czasy to tylko stawianie na pokazanie mgr.Nawet ty
                piszesz tylko o tzw wysoko wykwalifikowanych.A gdzie mowa o faktycznych
                specjalistach i to nie koniecznie po studiach.Uwazasz ze takich nie ma i nie ma
                co stawiac na np technikow?
                Wlasnie to jest bol tego kraju ze przez ostatnie 15 lat stawialo sie tylko na
                WIELKA ilosc studentow,kasowalo sie technika w ich miejsce wprowadzalo licea
                profilowane.I co to dalo-wielka kupa.Studentow jak "psow" a specjalistow i
                faktycznych pracownikow do "rozwiazywania tematow " brak.To jest wlasnie ta
                polska oswiata.Powiedz mi tylko dlaczego ci wielce wykwalifikowani Polacy wola
                pracowac na zmywaku w Anglii lub innej Irlandii,niz szukac pracy w kraju?Jestes
                w stanie mi to rzeczowo wytlumaczyc?Sadziswz ze to tylko kwestai kasy?Mi sie
                wydaje ze w 70 procentach moze tak ale te 30 procent zostawiam na niechec do
                tego polskiego balaganu,Lepperow ,Giertychow ,Olekasych i calego tego syfu.
                Acha i ja wcale nie narzekam.Dawno dawno temu mialem mozliwosc wyemigrowac,nie
                zrobilem tego ,w sumie nie zaluje.Ale gdybym wyjechal pewnie nie myslal bym o
                powtrocie ogladajac Polsat lub inny TVN .
                • raks5 Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 24.03.07, 00:07
                  masz rację. Ominąłem bardzo ważny temat. Myślałem o nim, kiedyś długi wątek
                  popełniłem na tym forum.
                  Oczywiście wielka ilość marnych studentów to wynik tego, że nie każdy nadaje
                  się, żeby być magistrem. Magister- to master, mistrz w swojej dziedzinie.
                  Inżynier- twórca, od tworzenia. Ilu ludzi może tworzyć?

                  Brakuje techników, specjalistów wąskiej dziedziny, zorientowanego na klienta
                  (wewnętrznego lub zewnętrznego). Brakuje, bo moda nakazuje być magistrem. A
                  magistrowi nie wypada pracować jako specjalista, technik. Nawet nie ma jak, bo
                  stracił swój czas. Kończąc studia, ma się 24-26 lat. 5-6 lat po technikum mozna
                  być już świetnym specjalistą.
                  Nie pisałem o technikach i tego typu kadrze, bo nie zakładam, że oni mają
                  problem. Patrzcie, ile się pisze o problemie bezrobocia lub niedostatecznych
                  zarobków magistrów albo absolwentów zawodówek, bez praktyki. Wydaje mi się, że
                  technik, który zna swój fach, nie ma żadnego problemu ze znalezieniem pracy. Bo
                  techników- zdolnych i zaangażowanych brakuje.
                  Teraz w przemyśle masz proste przełożenie. Albo sobie wykształcisz techników (co
                  trwa 2-4 lata, umowy ze szkołami i niepewność, czy Ci przyjdzie potem do pracy),
                  albo się bujasz rok, dwa z wolnym wakatem, oferując parokrotność minimalnego
                  wynagrodzenia za uczciwy 168godzinny miesiąc pracy z pełnym socjalem itd.
                  • aro333 Re: Rumuni nie chca do pracy w Polsce 24.03.07, 00:31
                    Ufff a juz myslalem ze mamy diametralnie rozne podejscie, a jednak nie.
                    Myslisz ze giertychopodobni pojda po rozum do glowy i znowu pojawia sie
                    technika?Wydaje mi sie ze teraz wlasnie Polsce potrzebna jest kadra techniczne
                    sredniego stopnia (wlasnie tacy technicy).Ten sredni stopien prosze traktowac
                    jako umiejscowienie "Ich" w nomenklaturze naukowej.Ci niby sredniacy maja
                    niejednokrotnie dzisiaj sporo sporo kursow ,szkolen i innych certyfikatow
                    specjalistycznych ,ukierunkowanych na stanowisko gdzie pracuja.W pewną czesc
                    tych ludzi zaklady pracy dalej inwestuja,minol juz czas namawiania na mgr oby
                    byl,przykre to ale ten tytul spowszednial.Aktualnie w kraju mamy kadre
                    przewaznie faktycznie wysoko wykwalifikowana z wyksztalceniem wyzszym
                    inzynierskim badz menadzerskim,troche tzw specjalistow nie koniecznie z mgr ,w
                    srednim wieku jak to okresliles ,i duzy duzy narybek mlodych wilkow z tytulami
                    mgr.Wiekszosc jest na fali i ma w nosie prace fizyczna bo nie po to sie niby
                    szkolili aby teraz stac przy maszynie.Ja ich czesciowo rozumiem,bo np 5 lat
                    temu jak szli na studia wbijano im ze wlasnie ten mgr da im szanse na rynku
                    pracy,przewazy na ich strone "szale" podczas poszukiwania pracy.Tylko nikt im
                    nie powiedzial ze na tej "szali" beda wszyscy.No a teraz pojawila sie szansa
                    wyjazdu i z tego korzystaja wg mnie maja racje.Podsumowujac:
                    -ciekawe kto tutaj ostatni zgasi światlo,my jako juz emeryci bez kasy bo kto
                    bedzie nam niby mial placic ?Czy moze rzad wreszcie zajmie sie bolaczkami
                    spoleczenstwa ,oduwajac na dalszy plan problemy kobiecej "d...y" ostatnio
                    ujmowanym w dosc szerokim spektrum zainteresowan ,poczawszy od qrestwa konczac
                    na aborcji.
                    • raks5 keynizm czy monetaryzm? 24.03.07, 00:47
                      a jednak mamy inne zdanie.
                      przedstawiamy skrajnie różne podejścia do ekonomii. Ja jestem zwolennikiem
                      monetaryzmu, a Ty, z tego co piszesz, Keynsizmu. Więc zupełnie przeciwstawnie
                      myślimy.
                      Więc z całym Twoim ostatnim wątkiem w ogóle się nie mogę zgodzić i długo bym o
                      jego podstawach mógł dyskutować.
                      A co do wyjazdu z kraju. Nie każdy wyjedzie, bo po co? A jak wyjedzie, to żeby
                      wrócić. Pewnie sam na jakiś czas, kiedyś wyjadę. Ale tylko dla doświadczenia
                      pracy w innym środowisku. Jeśli to będzie zachód Europy- żeby doświadczyć
                      prawdziwego socjalizmu i władzy związków zawodowych, a potem docenić i
                      wykorzystać potencjał CE. Jeśli na wchód, żeby poczuć to, co w Polsce mogli
                      robić menedżerownie pokolenia końca lat 60'. A inne kontynenty to jeszcze
                      szersze doświadczenia.
                      Ale generalnie Polska jest świetnym miejscem do mieszkania i rozwijania się. I
                      nic do tego nie ma polityka (no może wszędzie indziej płaciłbym mniejsze
                      podatki). Wszędzie są idiotyczne pomysły rządzących, tylko nie bierzemy ich
                      zagranicą do siebie, bo to są lokalne dziwactwa, z którymi się nie identyfikujemy
                      • aro333 Re: keynizm czy monetaryzm? 24.03.07, 01:10
                        Moment moment uwazasz ze kasa wszystko zalatwisz?Uwazasz ze panstwo nie powinno
                        ksztaltowac warunkow do rozwoju?Albo ja opacznie rozumuje pojecie keynizmu albo
                        sie nie rozumiemy.Z czym konkretnie sie nie zgadzasz,?Przeciez nie napisalem ze
                        wiekszosc spoleczenstwa czeka na interwencje panstwa aby polepszyc ich "kiepski
                        byt".Pewne ramy powinno jednak stworzyc panstwo,powiedzmy podstawy.Dalej
                        faktycznie rynek i jego wolna gospodarka powinna dac sobie rade .Ale jezeli te
                        podstawy beda zle albo wiecznie modyfikowane,co ma miejsce w naszym kraju ,co
                        rzad to zmiana i zmiana,wtedy i wolny rynek bedzie mial problemy.
                        • aro333 Re: keynizm czy monetaryzm? 24.03.07, 01:27
                          Moze jeszcze dodam dla pelnego zrozumienia-te bolaczki o ktorych myle to np.
                          sprawa sluzby zdrowia.Wydaje Tobie sie ze panstwo tutaj nie
                          odgrywa "pierwszych skrzypiec " w tym temacie?Przeciez kazda nawet delikatna
                          manipulacja przy tej dyscyplinie ,przenosi sie automatycznie na nas
                          wszystkich.Zobacz,placisz skladke zdrowotna ,kto dzieli/rozporządza tymi
                          pieniedzmi wolny rynek czy rzad?Nie zauwazasz tutaj wplywu polityki ?
                        • raks5 Re: keynizm czy monetaryzm? 24.03.07, 10:13
                          ja tylko chcialem podkreślic, ze to nie państwo, jego decyzje w sprawie kobiecej
                          d sprawiają, że ludzie wyjeżdzają.

                          Swoją drogą wskaż mi inny rząd, który zrobił tak dużo, wprowadził tak dużo
                          spójnych zmian, niezależnie czy nam się podobają czy nie.
                          Ten się nie myli, co nic nie robi.

                          Zostawmy to, co robi rząd z kwestiami pozagospodarczymi. A reszta. Nic się nie
                          da zrobić przez parę miesięcy.
                          Nie znaczy to, że zupełnie bez krytyki podchodzę do tego co się dzieje. Nie
                          podoba mi się, że płacę na składki zdrowotne kilkukrotnie więcej niż przeciętny
                          obywatel (w tym przedsiębiorcy) i nic z tego nei mam, bo jak potrzebuję lekarza,
                          to muszę iść prywatnie, bo na inne rozwiązanie nie mam czasu ani nawet
                          możliwości (jakies regionalizacje, a ja ciągle jestem gdzie indziej)
                          • aro333 Re: keynizm czy monetaryzm? 24.03.07, 13:43
                            Wiesz pomimo braku mojej sympatii do Braci,nie znaczy ze nie widze co jest
                            dobre w tym calym zamieszaniu.Bracia prą do dekomunizacji i lustracji ,(co mi
                            akurat sie podoba),tylko szkoda ze za kazda cene nawet za cene wlasnej twarzy
                            (wspolpraca z wczesniejszymi tzw. przestepcami politycznymi jak ich sami
                            nazwali ,chodzi mi o Samoobrone).Wg mnie to cos nie tak aby stanowic prawo
                            majac za wspolpracownikow ludzi karanych np. za przekrety wyborcze albo za
                            niszczenie cudzego mienia.To mnie boli akurat najbardziej ,nie sam fakt mojej
                            niecheci czy checi do tych Panow.
                            Wiem ze kazda zmiana w ustawach dotyczacych gospodarki nie moze sie
                            przenosiec natychmiast ,trzeba troche czasu.Podejzewam ze historia dobrze oceni
                            rzady Braci,tak jak ocenia dzisiaj Balcerowicza i jego przemiany.Tylko ze
                            ludziska juz dzisiaj nie sa tak mocno narodowosciowi aby wierzyc wierzyc i
                            wierzyc czekajac az bedzie lepiej.Byc moze to blad .Ale zrobilo sie ciut nie w
                            temacie posta.Wracajac do tematu , jak uwazasz trzeba bedzie szukac ludzi do
                            pracy za nasza granica czy nie?
                            • raks5 Re: keynsizm czy monetaryzm? 24.03.07, 14:11
                              odpowiadając na pytanie:
                              chciałbym, żebyśmy doszli do poziomu szukania pracowników zagranicą. Ale w taki
                              sposób jak robi to Irlandia. Brakuje im swoich rąk do pracy. Kto jest w kraju,
                              może pracować. Kto wyjechał i nie wraca, trudno.
                              Jeśli te dodatkowe ręce będą pracowały na rozwój gospodarki, gigantyczny rozwój,
                              to tego Polsce życzę. Czy nie kopiujemy trochę Irlandii? Teraz tak o tym
                              pomyślałem... U nich też były czasy ogromnej emigracji zarobkowej do poziomu,
                              gdzie więcej Irlandczyków jest zagranicą niż w kraju. Ale napływające pieniądze
                              ruszały gospodarkę... Gdyby to i u nas dobrze wykorzystać.
                              Marzenie
              • raks5 suplement 23.03.07, 23:57
                jeszcze jedno chciałem dodać.
                To co napisałem, tyczy się tylko młodych ludzi.
                W wieku średnim i starszym mają znacznie trudniej. Z różnych powodów.
                Szczególnie, jeśli nie udało im się wykorzystać swojego czasu. Ale ich czas był
                w dzikich latach 90' (początku). Był mniej przewidywalny i znacznie więcej
                zależało od podejmowanaego ryzyka, które zwykle ciężko było ocenić. Więc częst
                skończyło się tak, że jednostki najbardziej odpowiedzialne i dbające o
                bezpieczeństwo rodziny przeszły przez szalony wzrost początku lat 90 bez
                "wyjęcia" kuponu dla siebie. I teraz nie mają skąd odcinać
                • nash_bridges Re: suplement 24.03.07, 01:02
                  A ja tam jeszcze sie pochwalę po tym suplemencie :))
                  Niedawno znalazłem pracę, która przyznam, że jest sporo mniej płatna niż zmywak
                  w Anglii itp., ale jest o wiele bardziej twórcza i satysfakcjonująca.
                  Dla mnie te przymiotniki są ważniejsze niż te 200 funtów tygodniowo.
                  Nie wiem jak dla Was.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka