grzes.sosnowiec
22.03.05, 15:07
Rodzice prowadzą podstawówkę
Jest taka szkoła, w której uczniowie dostają na dzień dobry... rower górski.
Gmina nic do niej nie dopłaca, bo prowadzą ją rodzice dzieci.
Jeszcze trzy lata temu Szkole Podstawowej nr 11 w Sosnowcu groziła
likwidacja. Zdaniem władz nie opłacało się utrzymywać tak małej placówki.
Rodzice uczniów byli innego zdania. W kwietniu 2002 roku powołali do życia
Stowarzyszenie Rozwoju Szkoły i Dzielnicy Modrzejów, które kilka miesięcy
później wzięło od gminy w dzierżawę budynek i teren wokół szkoły. Samo opłaca
pracujących tu nauczycieli. Szkoła nadal ma status publicznej i otrzymuje
subwencję z Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu - 329 zł rocznie na
ucznia (wystarczy na ZUS i część nauczycielskich pensji). Gmina nie dokłada
do niej nawet złotówki, wyłożyła jedynie fundusze na remont szkolnego boiska.
Ale od czego są sponsorzy, których znaleźli rodzice i pracujący tu
nauczyciele.
- Jedna z firm kupiła nam koks na zimę. Znajomy jednego z rodziców za darmo
przywiózł go do szkoły. Cukiernia daje nam bułki na podwieczorek dla dzieci,
a zaprzyjaźnione liceum dało nam komputery. Miejscowy proboszcz dokłada
dzieciom do obiadów - wylicza dyrektorka szkoły Anna Grzybowska.
Dzieci mogą też liczyć na prezenty. I to jakie! Każdy nowy uczeń dostaje...
rower górski. Siedmioletni Sebastian Zadęcki już nie może się doczekać, kiedy
będzie mógł pojeździć na dwóch kółkach. - Rower jest dla mnie jeszcze za
duży - martwi się Sebastian.
- Szkoły wybierają różne drogi promowania siebie wśród uczniów. A że wielu
rodziców z naszej dzielnicy nie stać po prostu na zakup roweru dla swojego
dziecka, nasza promocja jest trochę bardziej spektakularna - wyjaśnia
Grzegorz Plech, prezes stowarzyszenia. - Wyciągam siedzenia z auta i jeżdżę
po okolicznych sklepach, szukając promocji. Jak sprzedawcy słyszą, że to dla
dzieci w szkole, schodzą z ceny - cieszy się Plech.
Poza tym każdy uczeń klas od I do III co rok dostaje komplet nowych
podręczników za darmo. Dzięki jednemu z rodziców pracującemu w hurtowni
książek stowarzyszenie kupuje je po preferencyjnych cenach. M.in. takie
pomysły przyciągają do Modrzejowa uczniów z innych dzielnic: Niwki, Jęzora, a
nawet z centrum Sosnowca.
Rodzice uczniów początkowo byli nieufni wobec rewolucyjnych zmian. Teraz z
całego serca pomagają prowadzić szkołę. Ktoś posprząta, a inny pomoże w
remoncie. Jak starsi uczniowie wyrosną ze swoich ubrań, to oddają je
młodszym. Atmosferę budują szkolne festyny. Syn Alicji Molik chodzi do
drugiej klasy. - Bliżej mamy inną szkołę, ale ta jest mała i ma dobrych
nauczycieli - chwali matka drugoklasisty.
Teraz stowarzyszenie myśli o dotacjach z Unii Europejskiej. Przydałyby się na
remont budynku, który powstał tuż po wojnie.
Źródło: Gazeta Wyborcza