Dodaj do ulubionych

historyczne sztuczności II

06.07.06, 23:17
na wniosek i ku uldze myszy...
I jest tu :
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36341&w=38182754
:)
Obserwuj wątek
    • kserkses1 boska wystawa w Olomoucu: 07.07.06, 09:46
      www.ahice.net/doc/Du%20bon%20du%20Coeur.doc
      "Du bon du Cœur”: Treasures of French Medieval Art from Czech and Moravian
      Collections
      1 June – 30 July 2006
      The exhibition has been prepared on the occasion of opening the Olomouc
      Archdiocesan Museum and it intends to survey historical, cultural and artistic
      relations between France and Czech Lands in the Middle Ages.


      The selection of exhibits features medieval manuscripts from the period of 9th –
      15th centuries of French origin on deposit in home collections (Bibles,
      chronicles, liturgical and juristic treatises). From the same sources works of
      art and crafts of the same period were borrowed: ivories, enamels, chalices,
      crucifixes, reliquaries, pilgrim badges, coins of Avignon popes, rings, wooden,
      glass and goldsmithery etc. More than one hundred exhibits come from more than
      twenty public, private, church and county collections. The exhibition is
      accompanied by catalogue written by several Czech specialists.
    • kserkses1 wystawa na Wawelu 11.07.06, 09:15
      Scalona kolekcja Kulczyckich na Wawelu
      Prawie 200 kobierców i tkanin wschodnich z kolekcji Kulczyckich można od dziś
      oglądać w komnatach Zamku Królewskiego na Wawelu.
      Polska od czasów I Rzeczpospolitej importowała ze wschodu dywany i kobierce.
      Pyszne, wzorzyste, kolorowe - schlebiały sarmackim gustom. A przede wszystkim
      ocieplały wnętrza. W czasie wojen przepadło wiele takich cennych tekstyliów.
      Najcenniejsze ich kolekcje (liczące 150-200 obiektów) mają obecnie zamki
      królewskie w Warszawie i Krakowie oraz Muzeum Narodowe w Warszawie.

      Dokładnie 100 lat temu prof. Włodzimierz Kulczycki - weterynarz, rektor
      Akademii Weterynaryjnej we Lwowie - kupił dawny kobierzec, który stał się
      początkiem jego kolekcji. Do II wojny lekarz zgromadził ok. 200 unikatowych
      dywanów i tkanin wschodnich, z których najstarszy okaz powstał w II połowie XVI
      w. Przetrwały wojnę, bo Jerzy Kulczycki, syn profesora, archeolog, ukrył je
      przed Sowietami i Niemcami pod fałszywą podłogą. Po wojnie Jerzy Kulczycki
      zabrał je schowane w skrzyniach na książki jako bagaż podręczny do Warszawy.
      Przetrwały PRL w mieszkaniu w bloku. Część kolekcji - 66 obiektów - archeolog
      sprzedał na Wawel w 1964 roku jako tzw. kolekcję dworską. 65 kobierców wdowa po
      Jerzym, Anna Kulczycka, podarowała w 1977 roku Muzeum Tatrzańskiemu w
      Zakopanem. Część zbioru rodzina zatrzymała. I teraz, po 40 latach, po raz
      pierwszy pokazano na Wawelu w całości sławną przed wojną kolekcję Kulczyckich.

      Wystawa prezentuje 191 dywanów i tkanin pogrupowanych w zależności od miejsca,
      gdzie powstały, w cztery działy: Turcja, Persja, Kaukaz i Azja centralna.
      Najcenniejsze i najsławniejsze są tkaniny perskie.
      Katarzyna Bik

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3475834.html
    • kserkses1 wystawa w MNK 11.07.06, 09:18
      Fin de siecle w Krakowie
      Polskie plakaty secesyjne, tkaniny, rzemiosło artystyczne a nawet stroje z
      przełomu XIX i XX wieku zobaczymy na wystawie "Fin de siecle w Krakowie",
      otwartej w czwartek o godz. 19 w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego.
      Ta wystawa ma na celu przypomnienie atmosfery Krakowa przełomu XIX i XX wieku.
      Krakowa cyganerii i bohemy, hulanek w kabaretach i kawiarniach, gdzie królował
      Stanisław Przybyszewski z żoną Dagny i grupą przyjaciół z tygodnika "Życie".
      Były to "czasy eksperymentów z wyobraźnią poddaną działaniu rozmaitych używek,
      czasy egzaltowanych uczuć, pierwszych penetracji psychologicznych w
      podświadomość, czasy próby sprzeciwu przeciwko wiecznie żywemu mieszczaństwu
      zwanemu wówczas śmiało kołtunerią" - jak pisze autorka wystawy Magdalena
      Czubińska.
      W sercu wystawy znajdzie się kolekcja polskiego plakatu secesyjnego, pierwszy
      raz w Polsce pokazana w całości. Ma ona ogromną wartość artystyczną i
      dokumentalną. W Krakowie plakaty tworzyli najwybitniejsi artyści - Wyspiański,
      Mehoffer, Weiss, Axentowicz, Czajkowski. Ich prace są ciekawe nie tylko z
      powodów artystycznych, ale też ze względu na tematy. Z nich dowiadujemy się, że
      w tym prowincjonalnym mieście 100 lat temu odbywały się nieustannie wystawy,
      działały teatry, wychodziło sześć czasopism poświęconych sztuce, organizowano
      bale artystyczne i charytatywne, otwarto pierwsze kina.

      Na wystawie zobaczymy też tkaniny i rzemiosło artystyczne, podobnie jak plakaty
      będące własnością Muzeum Narodowego w Krakowie. W tym suknie wizytowe i domowe
      (m.in. dwa kostiumy Heleny Modrzejewskiej), rzadko eksponowaną bieliznę damską,
      drobne akcesoria stroju, kilimy, makaty, secesyjne meble, szkło, ceramikę i
      wyroby złotnicze. Będą też ulotki z kabaretu Zielony Balonik, grafiki z "Teki
      Melpomeny" związane tematycznie z teatrem krakowskim, karykatury, obrazy
      olejne, wśród nich obiekt szczególny - Paon, czyli płótno z kawiarni
      Turlińskiego pokryte, jak dzisiejsze graffiti, rysunkami i notatkami
      spędzających tam czas artystów. Pokaz uzupełnią rzeźby Laszczki i Ludwika
      Pugeta oraz litografowane kalendarze projektowane przez znakomitych grafików,
      m.in. przez Witolda Wojtkiewicza i Henryka Szczyglińskiego, także po raz
      pierwszy prezentowane publiczności czy też bony kawiarni krakowskich wydawane w
      czasie I wojny światowej.

      Fin de siecle w Krakowie, Gmach Główny Muzeum Narodowego, 13 lipca - 17 września

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3466432.html
      • kubek Tu Kopernik wstrzymał Słońce? 21.07.06, 09:11
        Mało który zamek może pochwalić się taką atrakcją jak zachowana w Olsztynie
        oryginalna latryna z XIV w

        Znajduje się ona w najstarszym skrzydle zamku. Była użytkowana prawdopodobnie do
        połowy XVIII w.

        Toaleta to przybudówka przyczepiona do murów, która wisi 15 m na ziemią. Widać
        ją od strony rzeki Łyny opływającej budowlę, nie trzeba nawet wchodzić na zamek.
        Ślady nieczystości spływających przez lata po ścianie są obecne do dziś.

        Do latryny wchodziło się przez solidne dębowe drzwi. Pomieszczenie było
        wyposażone w dwa okienka. Rozciągał się stamtąd widok na folwark u podnóża zamku
        i młyn na Łynie. Taki wychodek stanowił niegdyś nie lada luksus. Używali go
        administratorzy dóbr kapituły warmińskiej, którzy mieszkali w olsztyńskiej
        warowni. Jednym z nich był Mikołaj Kopernik, który pełnił tę funkcję w Olsztynie
        w latach 1516-19 i 1520-21.

        - Jestem niemal pewny, że właśnie w tej "świątyni dumania" powstały fundamenty
        teorii heliocentrycznej, najważniejszego dzieła Kopernika. To miejsce zawsze
        cieszyło się wśród zwiedzających szczególnym zainteresowaniem - żartuje Janusz
        Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur.

        Czas robi jednak swoje i ubikację w olsztyńskim zamku trzeba ratować. - Cegły
        wiszącego wykusza latrynowego w wielu miejscach obluzowały się - mówi Katarzyna
        Soczewica, konserwator zabytków architektury z Muzeum Warmii i Mazur.

        W czasie prac trzeba będzie przemurować zwieńczenie ubikacji, uzupełnić spoiny
        pomiędzy cegłami, zakonserwować elementy z drewna i metalowe kotwy. Nie obejdzie
        się bez czyszczenia murów. Konserwatorzy nie będą jednak polerować cegieł na
        połysk. - Pozostawimy charakterystyczne białe przebarwienia, które świadczą, że
        obiekt był intensywnie użytkowany. Chcemy zachować patynę czasu - mówi Katarzyna
        Soczewica.

        Prace przy historycznej ubikacji potrwają najprawdopodobniej do końca wakacji.
        serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3497518.html?nltxx=1000621&nltdt=2006-07-21-02-05
    • stoik1 szukali ropy, znaleźli wrak 26.07.06, 10:40
      Zamiast ropy znaleziono wrak "Graf Zeppelin"
      Bartosz Gondek, Gdańsk 24-07-2006
      forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=36341&w=44816649&a=44816649&rep=1

      Leżący na głębokości ponad 80 metrów kadłub odkryła koło Łeby firma Petrobaltic
      zajmująca się poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej.
      - 12 lipca podczas badań dna morskiego nasi pracownicy natrafili na obiekt
      długości około 250 metrów - mówi Krzysztof Grabowski rzecznik Petrobalticu. - O
      znalezisku poinformowaliśmy Urząd Morski, SAR i Biuro Hydrograficzne Marynarki
      Wojennej.

      Na dnie morza zalega coś, co ma ok. 265 m długości, ponad 30 m szerokości i ok.
      30 m wysokości, a do tego płaski pokład. Taka charakterystyka idealnie pasuje
      jedynego do hitlerowskiego lotniskowca "Graf Zeppelin". Został zwodowany w
      Kilonii 8 grudnia 1938 r. w obecności Hitlera i Göringa. Matką chrzestną była
      córka słynnego konstruktora sterowców barona von Zeppelina. Lotniskowiec miał
      zabierać na pokład 42 samoloty myśliwskie i bombowe, a potężne silniki miały
      umożliwiać mu poruszanie się z prędkością 33 węzłów, czyli 63 km/h. Miały, bo
      mimo że w 1940 r. okręt był ukończony w 90 procentach, do końca wojny nie udało
      się go wprowadzić do służby. Niemcy starali się chronić okręt, przeholowując go
      między różnymi portami.
      24 kwietnia 1945 r. lekko uszkodzonego przez artylerię polową "Grafa Zeppelina"
      zdobyły w Szczecinie wojska radzieckie. Uznany za cenny łup został odholowany
      do Świnoujścia. Dalsze losy giganta pozostają sporne. W jednych źródłach
      znajdujemy informację, że zatonął w pobliżu Leningradu podczas holowania w 1947
      r. Pewniejsza jest jednak wersja, że na skutek nacisków komisji
      międzysojuszniczej dzielącej pozostałości niemieckiej floty wojennej rząd
      radziecki zdecydował się zatopić okręt. Miało to nastąpić 16 sierpnia 1947 roku.
      Rosjanie przez ponad pół wieku utrzymywali w tajemnicy miejsce, gdzie spoczął
      kadłub, choć informowali, że stało się to po otrzymaniu 24 trafień bombami i
      pociskami oraz uderzeniu kilku torped.
      - Dziś trudno powiedzieć, dlaczego Rosjanie nie chcieli ujawnić położenia
      wraku - mówi historyk Łukasz Orlicki śledzący od kilku lat losy "Zeppelina". -
      Być może chodziło o zwykłą czekistowską czujność, być może zaś jakiś niechciany
      ładunek, który nie powinien ujrzeć światła dziennego.
      Według poszukiwacza wraków Jerzego Janczukowicza miejsce odkrycia
      domniemanego "Zeppelina" pokrywa się z jednym z czterech wzmiankowanych w
      archiwach. Pozycja wraku była znana urzędom i służbom ratowniczym, ale nikt nie
      zadał sobie trudu, by dokładnie ustalić, co to jest.
      Na wrak już wybiera się kilka ekspedycji nurków amatorów, choć nie mają
      stosownych zezwoleń, które może wydać Urząd Morski i Centralne Muzeum Morskie.
      Obie instytucje twierdziły wczoraj, że nie mogły wydać takich zezwoleń, bo o
      odkryciu czegoś tak wielkiego jak "Zeppelin" nikt ich dotąd nie poinformował.

      Bartosz Gondek, Gdańsk
        • kubek Zagadka naszyjnika Tutenchamona rozwiązana 27.07.06, 11:52
          Wśród setek niezwykłych przedmiotów odkrytych w grobowcu zmarłego ok. 3330 lat
          temu egipskiego faraona Tutenchamona znajdował się również naszyjnik (tzw.
          pektorał) z pięknym skarabeuszem. Odkrywca grobowca Howard Carter uznał, że
          starożytni artyści wyrzeźbili świętego dla Egipcjan chrabąszcza w zielono-żółtym
          chalcedonie (odmiana kwarcu).

          Dziesięć lat temu włoski mineralog Vincenzo de Michele podczas zwiedzania Muzeum
          Kairskiego zachwycił się skarabeuszem i postanowił go zbadać. Testy, które
          przeprowadził trzy lata później, wykazały, że Howard Carter się mylił. Mający
          2,5 cm wysokości skarabeusz nie został zrobiony z chalcedonu, ale z naturalnego
          szkła...
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3505079.html?nltxx=1000621&nltdt=2006-07-26-02-05
    • kserkses1 piękny tekst Michnika o Giedroyciu... 03.08.06, 11:04
      tu, bo to "mój wątek" a tekst literacko piękny (poza tym, że wartościowy - dla
      mnie, przynajmniej) kwalifikuje się do sztuki pięknej...

      My wszyscy z Giedroycia
      Adam Michnik 28-07-2006

      Sto lat temu urodził się Jerzy Giedroyc. My wszyscy z niego - tak może
      powiedzieć każdy z nas, ludzi opozycji demokratycznej po 1956 r. Pomagał nam
      ideą i konkretnym wsparciem, książką i kiesą


      Był jednym z najwybitniejszych Polaków XX w.; stworzył "Kulturę" i
      bibliotekę "Kultury", instytucje, bez których nie można dziś napisać i
      zrozumieć najnowszej historii Polski.

      Poświęcił Polsce całego siebie - był człowiekiem bez życia osobistego. Polska
      była jego wielkim jedynym romansem - choć był bardzo krytyczny wobec Polaków,
      obiektu swej miłości. Jak każdy prawdziwie zakochany.

      Był najwybitniejszym polskim politykiem w epoce postjałtańskiej, choć uprawiał
      politykę tylko zza redakcyjnego biurka. Potrafił wszakże stworzyć i
      upowszechnić system wartości i sposób myślenia, który nie tylko przyniósł
      Polsce wolność i niepodległość, ale wyznaczył również zasadniczą linię polskiej
      polityce zagranicznej i wewnętrznej w sprawach newralgicznych: pojednanie z
      sąsiadami i pełną otwartość wobec mniejszości narodowych; opcję proeuropejską i
      proatlantycką.

      Był w tym myśleniu emigrantem zachodniej Europy, ale przede wszystkim był
      dziedzicem tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego - Rzeczypospolitej Wielu
      Narodów, religii i kultur. Rozumiał wszakże, że nie może być powrotu do
      przeszłości; że w interesie Polski, jej sąsiadów i całej Europy jest uznanie
      nienaruszalności granic z 1945 r., wyrzeczenie się myśli o odwecie i wszelkiego
      rewanżyzmu, odważne myślenie o integracji europejskiej. Przełamywał z uporem
      polską ukrainofobię, rusofobię i germanofobię; wspierał aspiracje narodowe
      Litwinów i Białorusinów; jednoznacznie demonstrował i artykułował swe
      potępienie antysemityzmu.

      Chciał Polski wolnej - niepodległej i demokratycznej. Juliusz Mieroszewski,
      alter ego Giedroycia, polemizując z częścią opinii publicznej emigracji,
      pisał: "Tylko wolność demokratyczna jest wolnością dla wszystkich. Polacy
      stawiają znak równania między wolnością a niepodległością. Ale jest to ujęcie
      fałszywe. Polska rządzona przez oenerowskiego führera mogłaby być państwem
      niepodległym i suwerennym, ale w tej Polsce nie byłoby wolności ani dla mnie,
      ani dla setek tysięcy moich rodaków".

      Czy wierzył - wtedy, gdy tworzył "Kulturę" - że doczeka takiej Polski? Nie
      wiem. Jerzy Giedroyc był człowiekiem skrytym, nieskorym do wynurzeń. Zapytałem
      go kiedyś: Jerzy, skąd czerpałeś siłę duchową w tamtych latach czarnej
      beznadziejności? Odpowiedział mi: z pesymizmu, Adamie. Pesymizm chroni przed
      rozczarowaniem i rozpaczą; pesymizm pozwala zachować nadzieję nawet wtedy, gdy
      rozsądek mówi, że wszystko jest beznadziejne.

      Fascynował go Józef Piłsudski, który w najbardziej beznadziejnych sytuacjach
      umiał budować strategię nadziei. Pisał Giedroyc w 1953 r. w liście do Juliusza
      Mieroszewskiego: „Miałem zaledwie dwa razy okazję mówienia z Piłsudskim. Raz
      powiedział on aforyzm, który dopiero niedawno zrozumiałem (była mowa, ma się
      rozumieć, o ojczyźnie) - »jak się nie ma marmuru, to się z gówna lepi
      monumenty «”.

      Toteż Jerzy Giedroyc budował fundamenty. Przywracał do życia pisarzy skazanych
      już na nieistnienie: Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza, Jerzego
      Stempowskiego, Czesława Straszewicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Miał
      niezwykły talent wyszukiwania i ożywiania talentów pisarskich: Juliusz
      Mieroszewski, Konstanty Jeleński, Michał Heller - który z nich by istniał,
      gdyby nie bezbłędne oko redaktora "Kultury"? Później wyciągnął przyjazną rękę
      do ludzi z nowych fal emigracji: do Marka Hłaski, do Leszka Kołakowskiego,
      Leopolda Ungera, Wojciecha Skalmowskiego, Krzysztofa Pomiana i do wielu innych.

      Nie miał nigdy sztywnego programu ani spójnej doktryny. Niepodległość i
      demokracja - to mu wystarczało.

      Za to miał wymiar męża stanu; wymiar wprawiający w osłupienie, gdy spogląda się
      dziś na matadorów polskiej sceny politycznej. Czasem zastanawiam się, co
      Giedroyc by powiedział, obserwując to, co dziś rządząca koalicja wyprawia z
      Polską. I prawdę mówiąc, żaden przymiotnik nie przychodzi mi do głowy. Myślę,
      że powtórzyłby za Krzysztofem Pomianem, że to już nie trumny Piłsudskiego i
      Dmowskiego rządzą Polską, lecz trumny Bolesława Piaseckiego i Mieczysława
      Moczara.

      Miał zasady człowieka z innej epoki - uczciwość, lojalność, prawdomówność. Miał
      intuicję wielkiego wizjonera i pracowitość mnicha zakonu benedyktynów; miał
      talent redaktorski, jakiego nie było w całej historii Polski, i odwagę
      intelektualną - jakiej także pewno nie było.

      Był antykomunistą konsekwentnym, ale nie był antykomunistą jaskiniowym. Pisał
      do Mieroszewskiego już w 1951 r.: „Zwalczamy w sposób bezkompromisowy
      stalinizm, to jest formę imperializmu komunistycznego połączonego z
      imperializmem rosyjskim”, natomiast „wszystkie formy komunizmu »narodowego «
      traktujemy jedynie jako przeciwników ideologicznych, z którymi można walczyć
      według ogólnie przyjętych zasad”. Po dwóch latach precyzował: „w krajach
      satelickich są niezliczone masy ludzi, które muszą ze względów życiowych
      należeć do partii i organizacji afiliowanych do partii, są ponadto - jakkolwiek
      nieliczni - komuniści »narodowi «, którzy są nastawieni antystalinowsko i
      antysowiecko. (...) Każdy wypadek musi być badany indywidualnie (...) nie można
      samego gołego faktu należenia traktować jako kompletną dyskwalifikację. Tym
      bardziej dotyczy to ludzi, którzy w swojej młodości byli komunistami, potem
      patriotycznie bili się w wojsku i mają duży dorobek publicystyczno-
      propagandowy, są uznani, a nawet cenieni w środowisku emigracyjnym. Ich
      przeszłość komunistyczna była powszechnie znana, stanowiła zresztą rdzeń
      twórczości pisarskiej”. Odnosząc się do wznoszącej się fali „dekomunizacyjnej”
      nietolerancji na emigracji, dorzucał „trzeba napiętnować plagę donosicielstwa,
      która rozpanoszyła się na emigracji”.

      Czyniono mu nieraz zarzut z tego, że zbyt łagodnie traktuje ekskomunistów; on
      jednak spoglądał w przyszłość, nie wstecz. Chciał znajdować sojuszników, a nie
      mnożyć szeregi odtrąconych frustratów.

      Jako redaktor był liberałem, publikował wszystko, co ciekawe i wartościowe,
      namawiał Mieroszewskiego, by ten skłonił Felicjana Sławoja-Składkowskiego,
      ostatniego premiera II Rzeczypospolitej, do ponownego opublikowania "Strzępów
      meldunków", tym razem "już bez kropek i wypuszczeń". "Dziś jest najwyższy czas -
      tłumaczył - pisać o wszystkim bez osłonek, a rzeczywiście byłaby wielka
      szkoda, by tak kapitalny świadek i tak szczery w swej głupocie jak Sławoj nie
      zostawił swych wspomnień".

      Jedynie wobec łajdactwa i zdrady był bezkompromisowy. Pogardzał oszczerstwem,
      donosicielstwem, koniunkturalnym karierowiczostwem. Jednak wobec ludzi, którzy
      chcieli stać się lepszymi, wykazywał elastyczność i tolerancję. Po prostu
      sprzyjał każdej zmianie na lepsze. W 1956 r. z całym przekonaniem poparł
      Władysława Gomułkę, po 1995 r. chętnie kontaktował się z Aleksandrem
      Kwaśniewskim. Na łamach "Zeszytów Historycznych" opublikował obszerne
      opracowanie gen. Wojciecha Jaruzelskiego o stanie wojennym. Tak, to był
      człowiek z innej epoki.

      Znałem Jerzego Giedroycia od 1964 r. - i była to dla mnie znajomość bezcenna.
      Nie był człowiekiem łatwym, jak niemal każdy człowiek genialny. Dochodziło
      między nami do sporów i konfliktów, trafiały się nam "ciche dni", ale zawsze
      miałem świadomość obcowania z kimś bardzo niezwykłym; z kimś, kogo słowa
      wzbogacają.

      Bywał opluwany przez lata, przez propagandę komunistyczną w kraju,
      przez "niezłomnych" z Londynu, przez endeków, którzy widzieli w nim
      diabolicznego szefa żydowsko-masońs
    • stoik1 UFO czy zabytek archeologiczny? 05.08.06, 00:21
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/2029020,60153,3527481.html
      Jacek Madeja 03-08-2006

      Tajemniczy krąg o średnicy 8 m pojawił się na dziedzińcu toszeckiego zamku. - W
      Toszku wylądowało ufo - szepczą mieszkańcy. Okazuje się jednak, że to sprawa
      dla archeologów. W czwartek potwierdzili, że słońce odsłoniło zarysy XIII-
      wiecznej wieży obronnej.
      O tym, że długotrwałe upały mają także swoje dobre strony, przekonali się
      pracownicy zamku w Toszku. Kilkutygodniowa susza zamieniła zamkowy dziedziniec
      w martwy ugór. Tylko obok wieży wypalona trawa miała ciemniejszy odcień,
      tworząc wyraźnie zarysowany okrąg. - Zauważyłam to w sobotę. Od razu pobiegłam
      na wieżę, żeby zobaczyć wszystko z góry. I rzeczywiście, to był ogromny,
      regularny okrąg - opowiada Joanna Karweta, dyrektorka Miejsko-Gminnego Ośrodka
      Kultury, administratora i gospodarza zamku.
      W zamku odkrycie wywołało dużą sensację. Podejrzenie najpierw padło na ufo. - W
      pierwszym momencie rzeczywiście skojarzyliśmy to ze słynnymi znakami w zbożu.
      Jednak pragmatyzm szybko wziął górę nad fantastycznymi domysłami i postanowiłam
      ściągnąć do Toszka archeologów - śmieje się Karweta.
      W oczekiwaniu na badaczy pracownicy zamku starannie opalikowali znalezisko w
      nadziei, że skrywa jakąś średniowieczną tajemnicę. I nie pomylili się. Wczoraj
      tajemniczy krąg zbadali archeolodzy z Biura Śląskiego Wojewódzkiego
      Konserwatora Zabytków w Katowicach. Przeprowadzili mały wykop sondażowy.
      Okazało się, że krąg to fundamenty zbudowanego z wapienia stołpu, czyli baszty,
      która była ostatnim punktem oporu w średniowiecznych zamkach. Stołpy były
      budowlami typowo obronnymi. Miały bardzo grube mury, a na szczycie znajdowała
      się platforma obronna.
      - To rewelacyjne odkrycie. Toszecki stołp pochodzi prawdopodobnie z drugiej
      połowy XIII wieku. To przesuwa historię zamku prawie o dwa stulecia wstecz -
      mówi Jacek Pierzak, archeolog z Biura ŚWKZ w Katowicach. Jego zdaniem nie ma
      nic dziwnego w tym, że słońce pomogło znaleźć zarysy stołpu. - Intensywność i
      rozmieszczenie szaty roślinnej często jest dla nas ważną wskazówką. Muszę
      jednak przyznać, że pierwszy raz spotykam się z sytuacją, kiedy pomogła nam
      susza - mówi Pierzak.
      Prace wykopaliskowe, które odsłonią całą budowlę, rozpoczną się na przełomie
      sierpnia i września.


    • sekmet czad! 07.08.06, 12:12
      "Operator koparki odkrył średniowieczny rękopis
      Tysiącletni manuskrypt Księgi Psalmów odkrył przypadkowo irlandzki operator
      koparki. Rękopis liczy 20 kart i datowany jest na VIII-X w.
      Miejsce odkrycia utrzymywane jest w tajemnicy ze względu na prowadzone przez
      archeologów dalsze prace poszukiwawcze.

      Zdaniem Pata Wallace, dyrektora Irlandzkiego Muzeum Narodowego, gdzie
      manuskrypt jest obecnie przechowywany, okoliczności odkrycia są wręcz
      nieprawdopodobne. "Po pierwsze, przetrwanie w błocie czegoś tak kruchego było
      mało prawdopodobne, a po drugie, wydobycie znaleziska zanim zostało przypadkowo
      zniszczone jest jeszcze bardziej zadziwiające" - powiedział Wallace.

      Kluczowe dla ocalenia manuskryptu było to, że właściciel terenu po dokonaniu
      odkrycia obłożył znalezisko wilgotną ziemią. Zdaniem naukowców, gdyby
      manuskrypt pozostał odsłonięty choćby na jedną noc, mógłby wyschnąć i po prostu
      rozpaść się.

      Jak wyjaśnił Pat Wallace, na razie eksperci zajęli się badaniem tylko tej
      strony oprawy manuskryptu. Opracowanie bezpiecznej metody otwarcia pozostałych
      stron bez ich uszkodzenia może zająć miesiące."
      wiadomosci.onet.pl/1367432,16,item.html
      Jakim cudem ?!
        • kubek Tajemniczy tunel pod targowiskiem 07.08.06, 12:59
          Na podziemne przejście o długości 13 metrów natrafili robotnicy, którzy pracują
          przy modernizacji targowiska miejskiego w Raciborzu
          Dawniej teren ten zajmowały ogrody klasztoru Dominikanów, a w XIX w. koszary
          pruskich ułanów. Wejście do podziemi znaleziono tuż przy starych fortyfikacjach
          miejskich. Ukryte jest ponad dwa metry pod powierzchnią targu. - Tunel ma ponad
          1,8 metra wysokości. Cegły świadczą, że powstał w XIX stuleciu. Nie wiemy, jakie
          było jego dokładne przeznaczenie - mówi Romuald Turakiewicz, archeolog z Muzeum
          w Raciborzu. Niewykluczone, że żołnierze wędrowali tędy z budynków koszarowych
          do stajni, które stały już po murami miasta.
          miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3532754.html
    • kserkses1 policja odzyskała! 08.08.06, 15:21
      Bielsko-Biała: Policja odzyskała dwa zabytkowe malowidła sakralne skradzione 7
      lat temu. Dwa zabytkowe malowidła sakralne, skradzione siedem lat temu z
      kościółka w miejscowości Sosnowice w powiecie wadowickim odzyskali krakowscy
      policjanci. Zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy usiłowali je sprzedać -
      poinformowały służby prasowe małopolskiej policji. Sylwia Bober z biura
      prasowego małopolskiej policji poinformowała, że malowidła rozpoznała na
      targowisku w krakowskiej hali kobieta, mieszkanka gminy Brzeźnica. Do sprzedaży
      oferowało je dwóch mieszkańców Krakowa w wieku 37 i 51 lat. Natychmiast
      powiadomiła policję. Mężczyźni zostali zatrzymani. Obecnie ustalamy, jaki był
      los tych malowideł w ciągu minionych siedmiu lat i w jaki sposób zatrzymani
      mężczyźni weszli w ich posiadanie - powiedziała Bober. (kb, PAP)
      www.rzeczpospolita.pl/News/1,70,33842.html#33842
    • greebo2 a celnicy zatrzymali... 09.08.06, 09:33
      Dolnośląskie: Zatrzymano Kanadyjczyka, który chciał wywieźć z Polski 160
      obrazów. Straż Graniczna zatrzymała na przejściu w Jędrzychowicach obywatela
      Kanady, który chciał wywieźć z Polski 160 obrazów. Mężczyzna nie posiadał
      zezwolenia na wywóz tych przedmiotów za granicę. Obrazy te, noszące cechy
      zabytków, miały różne rozmiary, były oprawione w zdobione i stylizowane ramy.
      Zatrzymany nie posiadał przy sobie dokumentów potwierdzających ich pochodzenie,
      jak również zaświadczenia od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
      stwierdzającego, że przedmioty te nie wymagają pozwolenia na wywóz z Polski -
      powiedziała por. Joanna Woźniak, rzecznik prasowy Łużyckiego Oddziału Straży
      Granicznej. Wojewódzki Konserwator Zabytków prowadzi czynności mające ustalić
      pochodzenie zatrzymanych obrazów. (kb, PAP)
      www.rzeczpospolita.pl/News/1,10,33993.html#33993
          • kubek Płótno brudną prawdę powie 10.08.06, 21:22
            Widok Londynu spowitego w wielkiej mgle i uwiecznionego na płótnie zainteresował
            specjalistów zajmujących się tematyką ochrony środowiska z brytyjskiego
            Uniwersytetu z Birmingham. - Wiemy, że Claude Monet przedstawił prawdziwe
            oblicze miasta czasów wiktoriańskich. Stąd spodziewamy się wyczytać z nich
            więcej informacji na temat natury rozpościerającego się nad Londynem smogu -
            powiedział John Thornes, pracujący nad owym projektem wraz z Jakobem Bakerem.

            Szczyt tak zwanych wielkich mgieł spowijających brytyjską stolicę miał miejsce
            pod koniec XIX wieku. Do dziś jednak nieznane są bliższe szczegóły, dotyczące
            przyczyny ich powstania i samej natury. Naukowcy mają nadzieję, że analiza barw
            obrazów Moneta pozwoli wywnioskować, jakie cząsteczki je tworzyły.

            To o tyle zasadne przekonanie, że Francuz nie modyfikował obrazów w pracowni.
            Nawet położenie słońca przedstawił takie, jakie sam zaobserwował. Naukowcy są o
            tym przekonani, gdyż pod tym kątem przeanalizowali dziewięć dzieł impresjonisty.
            Następnie porównali je z danymi dotyczącymi położenia słońca pochodzącymi z
            amerykańskiego obserwatorium marynarki wojennej w Waszyngtonie. Ponadto,
            ustalone w ten sposób daty pokrywały się z datami listów Claude Moneta do żony,
            w których wspominał o swojej pracy w Londynie.

            Dotąd eksperci nie wiedzieli, czy przedstawienie pogody na tych obrazach ściśle
            odpowiadało obserwacjom, czy też mglisty krajobraz był efektem trików malarskich
            podczas wykończania dzieł we francuskiej pracowni mistrza, w Giverny.

            Sadowiąc się na tarasie położonego nad Tamizą Szpitala św. Tomasza, francuski
            impresjonista zapewne nie przypuszczał, że powstałe tam jego obrazy staną się
            kiedyś materiałem badawczym.

            Monet trzykrotnie odwiedzał Londyn, co miało miejsce w latach 1899 - 1901.
            Malował wówczas serię obrazów przedstawiających brytyjski parlament. Jego praca
            stanowi o tyle bezcenne źródło wiedzy dla naukowców, że uwiecznił on ten sam
            motyw w różnych porach dnia, roku, zmieniający się w zależności od oświetlenia.

            Okazuje się więc, że może ona przyczynić się do uzyskania informacji na temat
            jakości powietrza w czasach, gdy nie istniały jeszcze naukowe instrumenty do
            badania jego składu. Wyniki swoich badań John Thornes i Jakob Baker opublikowali
            w piśmie "Proceedings of the Royal Society A".
            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060810/nauka/nauka_a_4.html
    • kserkses1 w sumie fajnie... 11.08.06, 13:00
      Blisko 60 zabytkowych szat liturgicznych przekazał do depozytu Muzeum Śląska
      Cieszyńskiego proboszcz parafii św. Marii Magdaleny. Są wśród nich bardzo cenne
      eksponaty...
      cd:
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3542444.html
      ALe zawsze mnie to martwi, bo już nie będą używane do liturgii...
            • lapis.me Ale fajne! 12.08.06, 00:22
              Winda ze średniowiecza

              W Elblągu znaleziono XIII-wieczną windę towarową. W całej Europie natrafiono
              jedynie na dwa podobne urządzenia.

              Starówka w Elblągu to jedno z największych stanowisk archeologicznych w Polsce.
              Początki miasta sięgają 1246 r., kiedy to Krzyżacy nadali osadzie dokument
              lokacyjny oparty na prawie lubeckim. Pod koniec średniowiecza i w czasach
              nowożytnych miasto było niezwykle prężnym ośrodkiem handlowym, skutecznie
              konkurującym z Gdańskiem i Lubeką. W XIX w. ulokowały się tu potężne stocznie.
              Podczas II wojny światowej historyczne centrum Elbląga zostało zniszczone przez
              wojska radzieckie. To, co pozostało, rozebrano. Pozyskana w ten sposób cegła
              wyjechała do odbudowywanych właśnie Gdańska i Warszawy. Pozostał potężny pusty
              plac, na którym cudem ocalała katedra, dwa klasztory i kilka kamienic.

              W latach 80. zeszłego wieku elblążanie rozpoczęli mozolną odbudowę dawnej perły
              portowych miast. Ulica po ulicy budują się tam kamieniczki. Przedtem jednak na
              każdą parcelę muszą wejść archeolodzy. W ciągu ponad ćwierćwiecza w ręce
              naukowców wpadło 800 tys. skarbów: zabytki piśmiennictwa, przedmioty luksusowe
              i codziennego użytku. Wśród nich trafiały się prawdziwe unikaty - XV-wieczne
              szklane okulary w rogowej oprawie, takie jak w filmie "Imię róży", najstarsze
              jakie znamy w Europie. Albo tzw. giterna, średniowieczny instrument muzyczny,
              także jedyny w Europie.

              Okazuje się jednak, że nie wyczerpują one listy archeologicznych sensacji
              związanych z Elblągiem. Najnowszym, lipcowym znaleziskiem jest XIII-wieczna
              winda towarowa.

              - Dębowa konstrukcja ma wysokość ok. 70 cm i średnicę 60 cm. Zachowała się w
              świetnym stanie - mówi archeolog Grażyna Nawrolska. - Przypomina okrętowy
              kabestan, czyli urządzenie do ciągnięcia lin i stawiania żagli.

              Ok. 3,5 tys. najciekawszych przedmiotów znalezionych w Elblągu, w tym giternę i
              okulary, można oglądać do 15 października w toruńskim ratuszu. Potem wystawa ma
              pojechać do Niemiec i Belgii.

              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3544731.html
    • kserkses1 w sumie literatura to też sztuka... 18.08.06, 11:14
      Krew mnie zalewa jak czytam/słucham cyrku wokół G.Grassa...
      i jeszcze mądrości prezydenta L.W. w rodzaju np.:
      wiadomosci.onet.pl/1372515,11,item.html
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3554825.html
      Nikomu nie przeszkadza, że Ratzi był w Hitlerjugend a tu dostali kota...Tak,
      jakby to zmieniało wymowę stetk stron pisanych przez Grassa.
      Z reakcji pismaków wynika, że miał rację nie przyznając się - i że kłamstwo
      popłaca...
    • kserkses1 przetarg na pałac w Kończycach 26.08.06, 23:03
      Prawie 2 mln zł chce Starostwo Powiatowe w Cieszynie za pałac hrabiny Gabrieli
      von Thun-Hohenstein. Kupcy są, ale czekają, aż urzędnicy "zejdą z ceny". - Nie
      ma mowy - przekonuje starosta.

      Pałac w Kończycach Wielkich został wzniesiony przez marszałka krajowego Jerzego
      Fryderyka Wilczka na przełomie XVII i XVIII wieku. Jego ostatnią właścicielką
      była hrabina Gabriela von Thun-Hohenstein (1872-1957). Wielu mieszkańców Śląska
      Cieszyńskiego do dzisiaj wspomina ją z rozrzewnieniem. Mimo niemieckiego
      nazwiska, hrabina szczyciła się polskim obywatelstwem. Nie była zadufaną
      arystokratką. Zawsze odpowiadała ludziom na ulicy, troszczyła się o służbę.
      Organizowała gwiazdki dla biednych dzieci, pracowała w Czerwonym Krzyżu, była
      inicjatorką powołania Towarzystwa Ochrony Zwierząt i Ochotniczego Pogotowia
      Ratunkowego, a w 1910 roku ufundowała III pawilon Szpitala Śląskiego w
      Cieszynie, za co otrzymała tytuł honorowego obywatela miasta.

      W 1945 roku wojska radzieckie wtargnęły do pałacu w Kończycach, zdemolowały go
      i odebrały hrabiowskiej rodzinie, urządzając w nim dom dziecka. Hrabina nie
      protestowała. Zamieszkała w Cieszynie, gdzie po latach zmarła w biedzie.

      W listopadzie ub. roku, już po decyzji i wyprowadzce z pałacu Domu Dziecka,
      Zarząd Powiatu uznał, że utrzymanie pustego obiektu będzie zbyt kosztowne i
      postanowił go sprzedać. Radni zaakceptowali pomysł. Cenę ustalono na około 2
      mln zł i ogłoszono przetarg. - Bardzo bym chciał, żeby nowy właściciel
      doprowadził kompleks do dawnej świetności - mówił Karol Folwarczny, wójt
      Hażlacha.

      Zabytkowego obiektu jednak nie sprzedano. - Było zainteresowanie pałacem, nawet
      spore, ale nie sprzedaliśmy go, bo większość kupców liczyła, że obniżymy cenę.
      A ona przecież nie jest wysoka! - przekonuje starosta cieszyński Witold
      Dzierżawski.

      Teraz powiat ogłosił drugi przetarg, który zostanie rozstrzygnięty we wrześniu.
      Cena nie uległa zmianie, co bardzo rozczarowało kupców, którzy mają już plany
      jak zagospodarować piękny pałac. Jak się dowiedzieliśmy, jeden z oferentów po
      kosztownym odremontowaniu obiektu chce w nim urządzić prywatny dom opieki.

      - Liczę, że pałac uda się sprzedać za około 2 mln zł. Cena jest rozsądna. Dla
      przykładu, sprzedana przez nas Ubezpieczalnia w Cieszynie poszła za 1,5 mln zł -
      dodaje starosta.

      Wojciech Trzcionka - Dziennik Zachodni
      cieszyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/639668.html
      No jeśli porównać cenę z cenami mieszkań w Krakowie - taniocha!
      A swoja drogą... Thunowie nie maja absolutnie żadnych spadkobierców? Bo jak
      ktoś kupi pałac, odnowi a potem mu udowodnią, że kupił nieprawnie to
      współczuję...
      Dziwne.
      Może by też sprzedać coś cudzego?
      Np pałac namiestnikowski w stolycy? ;)
    • stoik1 we wczorajszych wiadomościach... 31.08.06, 11:24
      mówili o średniowiecznych unikatowych pergaminach, które wróciły z USA do Polski
      bardzo ciekawa historia ( amerykański żołnierz znalazł pod frankfurtem i wziął
      do domu etc. )
      niestety teraz nie mogę tego nigdzie znaleźć
      ( bo to przecież takie pierdoły, a w kraju tyle wydarzeń o doniosłym
      znaczeniu... )

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka