marcin_szy1
21.01.06, 21:32
data: 3 sierpnia 2001r., źródło: Dziennik Łódzki
Gigantyczne oszustwo firmy spod Skierniewic - rodzinny duet nabrał
kilkadziesiąt firm w Polsce na ponad 16 milionów złotych
Nie zdążył zmienić twarzy...
W początkach lipca skierniewiccy policjanci zatrzymali matkę z synem,
podejrzanych o gigantyczne oszustwa i przywłaszczenia. Syn był trakcie
operacji plastycznej, zmieniającej twarz. - Bóg raczy wiedzieć, ile firm
zostało oszukanych - mówi Wiesława Balcerska, rzecznik Komendy Miejskiej
Policji w Skierniewicach.
50-letnia Renata i 26-letni Marcin N. z Tych w województwie śląskim w
ciągu trzech miesięcy zdołali oszukać kilkadziesiąt firm w Polsce na kwotę
przekraczającą 16 milionów złotych. Działali w Toruniu i pod
Skierniewicami - w pobliskim Strobowie zakładając spółkę "Karginta".
- Tu lody były produkowane - mieszkaniec Strobowa pokazuje porośnięty
zielskiem plac i zdewastowane budynki za ogrodzeniem z siatki. W hali
produkcyjnej na podłodze, wśród rozwłóczonych elementów maszyn, walają się
stosy naklejek: "Lody wyborowe rożek orzechowy", "Lody wodno-pomarańczowe
capri" i tekturowe pudła wafli.
- Miejscowych zatrudniali przy produkcji, stróż był też ze Strobowa -
opowiada przejeżdżający na rowerze mężczyzna. - A potem miejscowi rozkradli
co się dało.
Spółka "Karginta" ze Strobowa nie opierała swej oficjalnej
działalności na wyrobie lodów w kubeczkach i rożkach, choć przyjęła w
leasing kompletną linię do ich produkcji za prawie 3 miliony zł. Obracała
też rybami - firma Renaty i Marcina N. wyłudziła ich 600 ton, cały statek,
za które nigdy nie zapłacono, choć odsprzedano dalszym odbiorcom. W
zdewastowanych pomieszczeniach biurowych w Strobowie walają się dokumenty
firmy, stosy faktur. Można dowiedzieć się z nich kiedy, co, komu i za ile
"Karginta" sprzedawała.
Nim doszło do sterowanej przez właścicieli upadłości, firma prowadziła
działalność na szeroką skalę, wyłudzając towary ogromnej wartości: oprócz
statku z 600 tonami ryb, oszuści "kupili" m.in. profesjonalne komputery,
kości pamięci, specjalistyczne drukarki, telefony komórkowe, potem towary
sprzedając m.in. do USA, Finlandii, Łotwy, Litwy i Estonii. Pieniądze nigdy
nie zasiliły konta "Karginty", lecz prywatne konto Renaty i Marcina N.
Działalność pod Skierniewicami wspierali też oszustwami w Toruniu, gdzie
również mieli oficjalnie działającą firmę, założoną pod koniec października
1999. Na początku 2000 roku matka z synem zniknęli jak kamień w wodę.
9 lipca, po ponadpółtorarocznym ukrywaniu się w Józefowie pod
Warszawą, para została zatrzymana przez funkcjonariuszy sekcji kryminalnej
skierniewickiej KM Policji. W trakcie przeszukań willi policjanci znaleźli
m.in. walizkę z 350.000 zł, biżuterię, zestawy kina domowego, komputery.
Były także 2 pistolety walther 9 mm i niezidentyfikowana broń kalibru 6,35
mm (jeden z nich z tłumikiem) oraz ponad 100 sztuk ostrej amunicji.
- Mężczyzna próbował zmienić twarz. Poddał się już operacji
plastycznej i był po korekcie nosa oraz uszu - mówi Wiesława Balcerska.
50-letniej Renacie i 26-letniemu Marcinowi N. zostały przedstawione
zarzuty oszustw, przywłaszczeń mienia znacznej wartości, uszczuplania
swojego majątku w związku z groźbą niewypłacalności oraz celowe
doprowadzenie do upadłości i nielegalne posiadanie broni. Grozi im do 10 lat
pozbawienia wolności.
Sławomir Burzyński