Dodaj do ulubionych

I'm sorry. (Bernanke.)

30.06.06, 19:50
I widzisz coś ty narobił z tą swą niewyparzoną gębą. Chciałeś dobrze a wyszło
jak zwykle... No i co ty teraz zrobisz z tą rosnącą ropą, słabnącym dolarem
(to zadanie innego faceta z administracji - nie Twoje) złotem które rośnie po
5% dziennie. Czy to wygląda na walkę z inflacją czy może na samobójczego gola?
Następnym razem jak coś powiesz to już ci nie będą tak wierzyć.
________________________________________________________________
sytuacja na rynkach światowych po komentarzu i reakcji na komentarz wymaga
założenia nowego wątku - bardziej makroekonomicznego. Swoje pierwsze trzy
grosze właśnie dołożyłem. Nikogo nie zdziwi mój post że ostatni "wybryk"
reakcji na komentarz dość szybko obróci się przeciwko rynkowi. Owszem może
czekać nas jeszcze fala wzrostów - tym większe zagrożenie. Już dziś indeksy w
usa zachowują się nieufnie - a jeszcze się sesja nie skończyła.
AmiKaze.
Obserwuj wątek
    • soros2 Re: I'm sorry. (Bernanke.) 30.06.06, 20:27
      Zgadza się. Bernanke okazał się idiotą. Podsumujmy dwa dni w USA (sumuję po
      chamsku procenty, żeby się lepiej liczyło):
      S&P wzrósł o 2,25%
      dolar spadł o 1,88%
      złoto poszło w górę o 5,91%

      Czyli szalony wzrost w USA dla kogoś z zagranicy jest prawie na zero (2,25 -
      1,88 = 0,37%) a przyjmując za punkt odniesienia twardą walutę, czyli złoto, na
      akcjach amerykańskich straciło się 3,66% w dwa dni! (5,91 - 2,25).

      Oby tak dalej Bernanke.
      Niejaki Mark Faber - szwajcarski inwestor - jakiś czas temu (trzy miesiące)
      napisał, że jego zdaniem możliwe jest, że Dow Jones pójdzie na 100 tys. pkt w
      krótkim czasie (10 razy w górę). Tyle, że złoto pójdzie w górę np. 20 razy a
      USD spadnie do np. 20 groszy za dolara. To jest budowanie papierowej potęgi.
    • elamigo1 Re: I'm sorry. (Bernanke.) 01.07.06, 12:49
      Rozmawiałem dzisiaj z kolegą który uważa próby wytłumaczenia reakcji rynków na
      poszczególne informacje emonomiczne za podejmowanie się oceny dlaczego wypadły
      te a nie inne numerki w totolotku. I trochę racji ma:-)
      Teraz o powej wątpliwości która mnie nachodzi.
      Już jakiś czast temu postowałem, że to nie taka czy inna podwyżka będzie miała
      znaczenie dla rynku , ile wyraźna deklaracja, że następuje koniec podwyżek stóp
      procentowych. Oczywiście uważam że ostatnia deklaracja niczym nie różniła się w
      wymowie od poprzedniej - ale rynki oceniły to inaczej. Nie wykluczone, że to
      kwestia window dressing - choć może i to kwestia powrotu lepszych nastrojów (bo
      zyski, fuzje i przejęcia etc). O ile w dzisiejszym Parkiecie czytam tekst o
      możliwości "wybitych okienek" zamiast przystrojonych - niezłe:-) to osobiście
      sygnalizuję ryzyko przekształcenie window dressing w widow dressing.
      O przeświadczeniu zakończenia cyklu, bardziej niż zwykłym window dressing nichaj
      świadczy fakt sporego wzrostu cen obligacji usa. To oznaka, że inwestorzy
      amerykańscy uznają że kolejnym bardziej prawdopodobnym kierunkiem jest raczej
      zmniejszanie stóp procentowych dających szansę na osiąganie dodatkowej stopy
      zwrotu z obligacji poprzez zwiększanie ich ceny - a nie tylko wartości z tytułu
      dyskonta czy kuponu. Na obligacjach przestanie się przynajmniej tracić - jak
      ostatnio. Dla rynków akcji ma to jednak dodatkową wymowę. Odpływa kapitał. Mimo
      spadku rentowności, inwestor kalkulując potencjalny zysk z aprecjacji obliegacji
      decyduje się na podjęcie ryzyka. To wciąż najbezpieczniejsze papiery na świecie
      - przynajmniej tak uważa przeciętny jankes. Po drugiej stronie pojawia się
      zmniejszenie bieżącej rentowności tych papierów - które stanowią odnośnik do
      wielu modeli wyceny portfeli fundamentalnych. Jendak w tym zakresie ostatnie
      kilka dni niewiele zmieniło - ponieważ w tychże modelach drugim decydującym
      czynnikiem jest zmiennośc odzwierciedlająca ryzyko. Nie mam danych ani czasu by
      bawić się w wycenę "indeksu" wg. wzorów makrowitza ale sądząc po zmienności z
      ostatnich 3 miesięcy, zmiana rentownośći obligacji o ułamki procenta mniej
      wpływa na wycenę indeksu niż sama zmienność. De fakto więc, wycena rynku według
      modeli fundamentalnych spadła - mimo sporego wzrostu indeksów usa w ostatnim
      tygodniu. To przypuszczenie którego udowadnianie zajęło by mi sporo czasu - ale
      jest wysoce prawdopodobne.
      Mamy więc odpływ kapitału w kierunki obligacji, zmniejszającą się wycenę
      fundamentalną spółek, znaczny spadek wartości indeksów mierzony w stosunku do
      TWARDEJ waluty jaką jest złoto, i naprawdę niewielki wzrost indeksów liczonych w
      innej waluci niż amerykańska. Po drugiej strony mamy inwestorów straszonych
      przez dwa lata większym zagrożeniem niż Bin Laden - podwyżkami stóp którym nie
      było widać końca; którym wzrost kursów akcji (zaczął się jeszcze przed
      opublikowaniem komentarza) kazał uwierzyć, że przesłanie wynikające z komunikatu
      fed jest gołębie. Bo skoro rośnie to pewnie jest gołębie...
      A wy jak interpretujecie dane z rynku poskiego ? Jeśli powinno spadać po
      publikacji a rośnie to co o tym myślicie? Śmiem przypuszczać - ba, jestem tego
      pewien, że gdyby rynki usa znajdowały się w chwilowej fazie spadków w momencie
      ogłaszanie komunikatu - to zostałby on odczytany jako jastrzębi, wywołując
      spadki 225DJIp. zamiast wzrostów. Ale takie już prawo rynku. Na pierwszym
      miejscu emocje, rozsądek później.
      O ile jasny i uzasadniony jest dla mnie wzrost cen obligacji to z drugiej strony
      , spadek wartości dolara już mniej. Przecież rynki dowiedziały się już wcześniej
      że tichet planuje podwyżki, Toranaga (:-)) też. Może więc odwrót od dolara jest
      bardziej konsekwecją sytuacji w bilansie handlowym niż reakcją na stopy która
      tylko skatalizowała to czego rynek oczekiwał w długim terminie. Sam postowałem
      wiosną że dolar będzie ok jeszcze przez kilka miesięcy ale jesienią nadchodzi
      czas na euro. Smaczku sytuacji dodaje fakt że powołanie nowego sekretarza
      skarbu, posądzanego o skłonności do słabszego dolara - wywołało zgoła inną
      reakcję rynku niż czwartkowa. Mamy więc do czynienia z mocną podejrzaną sytuacją
      w której posądzam rynki o skrajne emocje które mogą się zmienić w lada momencie.
      Kolejnym aspektem sytuacji jest reakcja surowców i rynków wschodzących na
      informacje z usa. O ile złoto zawsze było uznawane za przeciwfazowe do dolara to
      zwyżka 5% dyskontuje nie tylko osłabienie dolara ale również oczekiwania co do
      kierunku dalszej globalnej inflacji. Oczywiście oczekiwania spekulacyjne. Jendak
      w zakresie pozostałych surowców zaczynam już się gubić. Ropa, miedź? Na pewno
      nie dyskontują podwyżki samej w sobie - przecież formalnie podnosi się koszt
      pieniądza, ograniczając popyt również na surowce. Licząc że popyt uzależniony
      jest od realnej stopy procentowej - ta w wyniku spadku rentowności obligacji -
      spada. Przecież dane nie wskazuję na istotne zwiększenie tempa wzrostu w usa -
      są neutralne. Jednak czy zmiany rzędu dziesiątych procenta w rentowności
      uzasadniają skokowy wzrost cen surowców? Moim zdaniem w bardzo ograniczonym
      zakresie. Mamy więc do czynienia ze wzrostem podyktowanym głównie emocjami.
      Niekoniecznie trwałym.
      Jeśli zaś chodzi o rynki emerging markets i nasze podwórko. De fakto naszym
      największym partnerem handlowym są Niemcy - z kolei mocno uzależnione od popytu
      na ich produkty ze strony konsumentów i przemysłu w usa. Osłabiający się dolar
      walnie po zyskach firmy które są związane z tamym rynkiem. Pośrednio i nas.
      Umocnienie się złotego, na fali umacniania się walut wschodzących miało wydźwięk
      włównie wobec dolara. Więc trudno tu mówić o umocnieniu się złotego - jedynie w
      kontekście spadku wartości dolara. Czy więc perspektywy dla naszego rynku są
      takie dobre? Wszysko zależy od osoby piszącej komentarz i analizującej dane.
      Również od osoby która później taki tekst czyta. Jeśli uzna za stosowne wyczytać
      tam argumenty za hossą - bez problemu je znajdzie, mimo zupełnie innych intencji
      autora. Podobnie z Benem B. Chciał wszyskim powiedzieć że sytuacja się nie
      zmieniła - nie za bardzo miał jak to zrobić. Za mało czytelny sygnał. Dlatego
      postowałem że dla usa najrozsądniejszym wyjściem było połączenie informacji o
      przychamowaniu ze stopami razem z podwyżką o 0,5%. O Sygnał o końcu podwyżek
      zniwelowałby wpływ większej jednorazowej podwyżki - bez takiego osłabienia
      dolara i z jasnym sygnałem że pieniądx jest naprawdę droższy i popyt na surowce
      nie będzie ulegać zwiększeniu. Było, minęło.
      Mamy do czynienia z faktami. Dodajcie do wzrostu cen ropy umocnienie złotówki
      wobec dolara i pomyślcie jaki to będzie miało wpływ na inflację u nas. I na
      zyski przedsiębiorstw. I na popyt konsumpcyjny. Nadal jesteście optymistami?
      Proponuję powołać komisję śledczą celem przesłubhania Bena Bernankiego jako
      odpowiedzialnego za cały ten bałagan. Mógłby używać wyraźniejszych sformuowań
      lub nie odzywać się wcale.
      Mam nadzieję że nin. tekst. skłoni byki do riposty i przedstawienia swoich
      argumentów.:-)

      • elamigo1 Re: I'm sorry. (Bernanke.) 01.07.06, 12:55
        chamować= hamować na chama:-)
      • eliot33 Re: I'm sorry. (Bernanke.) 01.07.06, 13:27
        Tak tylko ze to są skutki podjecia takiej a nie innej decyzji.
        Co do decyzji to jednak słyszałem juz opinie ucznia Bernanke,który twierdzi ze i
        ta decyzja była juz za ostra.Niestety ale Bernanke po swoich wczesniejszych
        przygotowanich rynków własnie do takich kroków nie mógł sie z tej decyzji
        wycofac,zeby nie stracic swojej reputacje.
        Podobno inflacja bez paliw i jeszcze jakiegoś składnika ktorego juz nie
        pamietam,oraz nazwy tej inflacji(liczonej w ten spopsób)tez juz
        zapomniałem,niech bedzie XXX.
        Więc ta inflacja XXX niestety ale juz 2 miesiąc spada a jest to jeden z
        waznieszych czynników branych do szacowania w przyszłosci cen,podobnie jak u nas
        inflacja bazowa na której to głownie opiera sie RPP przy swoich decyzjach.
        Nie zmienia to jednak faktu ze pieniądz stał się znowu droższy a nie tanszy.
        Dlatego ogólny huraoptymizm był chyba wywołany głownie tym ze od prawie miesiąca
        wszystkie rynki w oczekiwaniu na decyzje fedu były bardzo głodne zysków?
        Więc podejrzewam ze je umiejętnie nakarmiono.Sądze tez ze najedzeni syci
        zspokojeni mogą teraz długo odpoczywac,a o nowych głodnych moze być niestety
        trudno.Miedz na wykresach praktycznie zrobiła co powinna ,jesli formacja miała
        by działac to niestety pozostaje jeszcze tylko niewielki przedział na wzrost i
        potem juz tylko jeden kierunek ,południe(tatry,karpaty).
        Oczywiscie tak mówi wykres,na razie przed zakonczeniem tej decydującej walki,
        ktora obecnie sie tam rozgrywa.
        To tyle na razie ,zajrze tu jeszcze kiedy,choc te kafejki wcale nie są tanie.
    • elamigo1 Re: I'm sorry. (Bernanke.) 05.07.06, 22:43
      Powolutku wracam do postowania.
      Dzisiaj mamy rozwinięcie sytuacji po komentarzy Bena. Piątek jeszcze były
      emocje. Poniedziałek właściwie święto. Wtorek bardzo święto - niektórzy mieli
      czas ochłonąć.
      No i w środę mamy powrót cen ropy do poziomów kiedy stanowiła barziej paliwo
      inflacji niż samochodów. Złoto zyskuje też. Troszkę się dolar uzdrowił - do
      czasu. Ecb ma jeszcze coś do powiedzenia, bodajże w czwartek.
      Na wszelki wypadek częściowo wyszedłem z euro. (kupuj plotki a sprzedawaj ... no
      właśnie, sprzedałem przekroczenie poziomu stop losa na euro. Okazało się że co
      najmniej o jeden dzień przedwcześnie - do złotego. Bywa, a i tak zarobiłem trzy
      razy tyle co na lokacie:-) pazerność=0.
      Zaczyna sie rysować potencjalnie ciekawa sytuacja. Nie wnikałem ostatnio zbyt
      smocno w szczegóły - trochę wakacyjnie - ale "dobry" obraz z seszłego tygonia
      jakby ulegał przyćmieniu. Popytu ŻadnegO. Na szczęście dla byków podaży też nie
      ma. Efektem są obroty jak w deszczowy dzień na bazarze Różyckiego (jest jeszcze
      ten bazar w Warszawie?) Aż mi ślinka misia cieknie na myśl że ktoś duży zacząłby
      sprzedawać z troszkę większym impetem na takim rynku. Ale jestem poza rynkiem.
      Włanczam czasem kompa ale nie łączę się nawet z bankiem. Wolę nie ryzykować póki
      nie otrzymam wyraźnego sygnału, że "Ciąg niekorzystnych zdarzeń losowych"
      (ostatni tydzień obfitował dla mnie w wydarzenia jak z filmu"Pechowiec") ulegnie
      odwróceniu lub przynajmniej wróci do normalności. Ciekawe jak będzie wyglądał
      obraz rynku po "wypłacie" wszystkich dywidend.
      Jutro postaram się lepiej poobserwować co się dzieje. Może się nawet pobawię
      jakąś pozycja na kontraktach....
      Pozdrawiam.
      AMIKAZE
      • elamigo1 Re: I'm sorry. (Bernanke.) 05.07.06, 22:48
        jeszcze zapomniałem dodać, że rentowność 10latek w usa znów liże wysooooookie
        poziomy - co zwykle marnie wróży rynkom wschodzącym. Ci którzy czekają na letnią
        hossę, może przyjść długo czekać. Ten autobus może nie przyjechać - kierowcy
        wyjechali do Anglii...
    • adamlysy Re: I'm sorry. (Bernanke.) 06.07.06, 15:17
      mozesz skomentowac, to co sie dzieje?

      chetnie sobie poczytam.....

      ;-)
    • elamigo1 ooo! shit. Crude, gold, raw materials - inflation. 06.07.06, 20:32
      Oh, shit.
      Założę się że następna wypowiedź któregokolwieg z członków fedu będzie właśnie w
      tym duchu.
      Zarówno indeksy amerykańskie jak i nasze wróciły do "wysokiego plateau" - jak
      to określali analitycy pod koniec lat 20stych w usa.
      Porównując sytuację sprzed kilku miesięcy - mamy właściwie już podobne ceny
      ropy, surowców etc. Podobny poziom indeksów. Nazwałbym to konsolidacją. Nasz
      indeks tkwił w tym pioziomie przez dłuższy czas przed biciem rekordów. Podobnie
      indesksy usa (no może nie nasdaQ).
      Jak na lato obroty nie były aż tak minimalne. Ładniusi wzrost. Troszkę słabe
      przekroczenie poziomu poprzedniej świeczki ale nie wątpię że zostanie to
      zinterperetowane byczo. Czytając komentarze czy to parkietu czy akcje.net (nie
      śledzę sesji na bieżąco) dowiaduję się że jest duża ilość drobnych zleceń.
      Rynek zdominowany jest jednak przez dużych graczy. Drobni nie są w stanie tak
      machać bazą/kontrakty.
      Nasz rynek żyje w dużej mierze włansym życiem. Pod dyktando kulku lub kilkunastu
      dużych graczy. Można próbować naśladować ich ruchy - thyle tylko że oni włąśnie
      na to liczą i w stosownym momencie oddadzą rynek - ku utrapieniu śledzących.
      Mocno ryzykowne granie. Nie wykluczam że celem funduszy jest wywołanie letniej
      hossy - w biciem rekordów włącznie. Napędziło by to sporo kasy do funduszy -
      były by premie etc...Skoro im tak pięknie wyszło na koniec kwartału to dlaczego
      by nie próbować ciągnąć tę grę dalej. W każdym bądź razie- mimo sygnałów że
      zaraz to wszystko może pier///wywrócić się do góry nogami/ sam byłbym skłonny w
      tej sytuacji raczej zajmować długie pozycje. Biorąc pod uwagę ryzyko nagłego
      odwrócenia trendu oraz niestabilność sytuacji globalnej, szczególnie na emerging
      markets - każde wejście na rynek musi być zabezpieczane naprawdę bliskim stopem,
      co powoduje że koszty wejścia-wyjścia rosną niewspółniernie do szans na
      potencjalny zarobek na długiej pozycji. Osobiście najbardziej zastanawiam się na
      d zajęciem skorelowanej pozycji na wrzesień/grudzień , dając szansę letniej
      hossie. Nie jestem jednak pewien więc się wstrzymuję.
      Przy zmianach na rynku surowców - ma kto ciągnąć potencjalnie indeks. Obawiam
      się jednak że ten sam czynnik spowoduje strach za oceanem, a każda wypowiedź
      członka fedu może wywołać silne przeceny zarówno na rynku surowców jak i na EM.
      Przy czy niekoniecznie wypowiedź musi być oficjalna. Wystarczy że któryś palnie
      coś prasie i galimatias gotowy. Nie spodziewam się przy tym, aby przy rosnącej w
      takim tempie ropie, przy osłabieniu dolara (amerykańce więcej będą płacić za
      T-shirty) wypowiedź mogła być inna niż ostrzeżenie że dalsza kontynuacjia takich
      ruchów na surowcach skończy się kolejną podwyżką. Sytuacja w korei jest tylko
      katalizatorem pewnych obaw - tematem zastępczym dla anali -przy braku innych
      "namacalnych" argumentów.
      Bałagan walutowy na złotym dodatkowo zwiększa moją niepewność co do solidności
      wzrostów z tego tygodnia. Jak narazie banda anali która siedzi w mojej główie
      kłóci się nie mogąc dojść do porozumienia co się dzieje. POziom konsolidacji
      sprzed kilku miesięcy. Wyjście z poziomu będzie wskazywało na faktyczną letnią
      hossę. Na jej trwałość bym jednak nie liczył.
      pozdrawiam
      AmiKaze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka