sloggi
07.12.05, 01:42
Miasto ma kłopoty ze zbyciem gruntów. Wiadomo, że dzisiejszy przetarg na
działki przy ul. Starzyńskiego skończy się fiaskiem - nie zgłosił się żaden
chętny.
Jutro z kolei miasto wystawia na przetarg najcenniejszy swój teren - część
byłej zajezdni przy ul. Inflanckiej. To kolejna próba sprzedania atrakcyjnej
działki. Poprzednie dwie nie dały rezultatu. Teraz ratusz zamiast całości pod
młotek wystawi więc tylko połowę terenu. Grunt o powierzchni 23 tys. mkw.
wyceniono na 77 mln zł.
Na jutro zaplanowano też inną dużą transakcję. Na sprzedaż idzie
ponadpółtorahektarowy teren przy ul. Okopowej 78 (cena wywoławcza to 45 mln
zł). W obu tych miejscach można wybudować mieszkania, biura, budynki usługowe,
a nawet hotele. Nieruchomości cieszyły się zainteresowaniem inwestorów. Nie
wiadomo, ilu ostatecznie przystąpi do przetargu.
Drogo...
W tym roku miasto przygotowało 126 przetargów. Na razie tylko 44 zakończyły
się sprzedażą nieruchomości. Wpływy do kasy miasta sięgnęły zaledwie 16 mln zł.
Są tereny, które kilkakrotnie były wystawiane na sprzedaż. Nie ma np. chętnego
na 3 tys. mkw. przy ul. Beskidzkiej, choć to atrakcyjny teren pod budownictwo
mieszkaniowe. Nie sprzedano też hektarowej działki przy ul. Okopowej 59.
- 30 proc. przetargów zakończonych sukcesem to niewiele, zwłaszcza przy takim
zainteresowaniu inwestorów, jak w tej chwili - twierdzi Maciej Wójcikiewicz z
firmy CB Richard Ellis, zajmującej się pośrednictwem w sprzedaży
nieruchomości. - To kwestia ceny: teraz można sprzedać atrakcyjny grunt za 500
- 600 euro za mkw., a miasto chce dużo więcej - mówi.
Druga przyczyna to, jego zdaniem, słaba promocja terenów przeznaczonych na
sprzedaż. - My w agencjach często sami nie wiemy, co miasto ma do zaoferowania
- twierdzi.
- Miasto powinno zarządzać, a nie zajmować się handlem nieruchomościami, bo
się na tym nie zna - potwierdza Andrzej Brochocki z kancelarii prawniczej
Brochocki Nieruchomości.
... i bez planów
W miejskim biurze nieruchomości fiasko przetargów tłumaczą inaczej.
- W tym roku sprzedajemy tylko na własność, a nie w użytkowanie wieczyste.
Oznacza to, że inwestor musi mieć od razu całą sumę w gotówce - mówi naczelnik
w biurze nieruchomości Elżbieta Wysocka. - Dodatkowy problem to brak planów
zagospodarowania. Inwestorzy niechętnie kupują teren, jeśli nie wiedzą, co na
nim tak naprawdę można zbudować.
- Przecież plany zależą od miasta, więc takie tłumaczenie nie ma sensu - mówi
była radna miasta (teraz poseł PO) Julia Pitera. - Już wielokrotnie
proponowałam, by sprzedażą miejskich nieruchomości zajęła się specjalistyczna
firma wyłoniona w przetargu.
Urzędnicy w biurze nieruchomości nie przestają jednak być optymistami. Liczą,
że w grudniu przetargi się powiodą i na gruntach ratusz zarobi 150 mln zł.
/rzeczpospolita/