vampi_r
16.02.04, 14:04
Mam powody do narzekań.
W sobotę były walentynki, więc pomyślałem, ze zabiorę ślubną do restauracji
na romantyczną kolecję.
Dawno nie bylyśmy na kolacji, więc taki gest z mojej strony, myślałem, że
slubną wprawi w dobry nastrój. Zapowiedziałem jej to juz miesiąc temu i
ślubna wyszykowała się odpowiednio.
Zajechalismy więc z fasonem naszym teleporterem pod pobliską restaurację
McDonalda.
Weszliśmy do środka i juz wtedy ślubną cos ugryzło, bo rzuciła pod nosem coś
co brzmiało jak "duszenie grosza". Dobrze nie usłyszałem, bo gwar młodzieży
był straszny.
Po odstaniu swego w długiej kolejce zamówiłem dwa McZestawy (dla mnie
powiększony). Skąpy nie jestem, ale jak zobaczyłem na paragonie 27 zł, to
mnie lekko zamroczyło. Ale trudno - miłość nie ma ceny.
Oczywiście nie było wolnych miejsc, więc przycupnęlismy przy tych stojakach
do których wrzuca sie resztki.
Ślubna jakos nie chciała jeść. Trudno. Po moim powiększonym Mc Zestawie
zjadłem też jej McFisza.
Jak wracaliśmy do domu, to ślubna markotna coś była. Pomyślałem więc, ze jak
jej jeszcze kupię kwiatka, to się ucieszy.
Wlazłem do kwiaciarni. Jak zobaczyłem, że byle kwiatek kosztuje tyle, co
dobre piwo, to znów mnie lekko zamroczyło. Przypomniałem sobie, że w zeszłym
roku juz dałem ślubnej kwiatka. Chyba na dzień kobiet.
Wróciłem więc do auta ze zgrzewką piwa.
No i ślubna nie odzywa sie teraz do mnie przez drugi dzień.
Ach te kobiety - nigdy im nie dogodzisz.