Dodaj do ulubionych

przedszkolacka trauma

24.02.02, 19:36
tak sobie przegladam watek o piosenkach przedszkolnych [ech, kto
zamiast "rolnik sam w dolinie" spiewal jak rasowy przedszkolak "rolnik w
SANDOLINIE"??] ..
no wiec pomyslalam sobie, ze moze warto powspominac straszne czasy przedszkolne
[co starsi powinni pamietac te czasy, szczegolnie ci - jak ja na ten przyklad, -
ktorzy chodzili do przedszkola na przelomie 70/80 lat i wczesniej]
anyway, u mnie nie mozna bylo zostawiac miesa ani surowki, tylko ewentualnie,
za zgoda PANI [niech moja zyje wiecznie!] ziemniaki. wiec my biedne dzieci,
zakopywalismy wszystko pod ziemniaczki i drzelismy co by PANI nie zrobila
nalotu na nasz talerz i nie rozkopala wszystkiego. moja kolezanka potrafila
caly dzien chodzic z kotletem w kapciu!!
ale sie dzialo..
a u was?
Obserwuj wątek
    • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 13:35
      Ja pamiętam same szczęśliwe chwile.
      Tylko baby mnie trochę wnerwiały...
      (Oprócz dwóch. Uli o Moniki; Ula była śniadą brunetką o czarnych oczach, a
      Monika jej negatywem – jasną bladolicą blondynką; na każdej akademii i do
      każdego przedszkolnego zdjęcia sadzano mnie między nimi... Te lubiłem.
      Najładniejsze z całych średniaków i starszaków były, odczuwałem wobec nich coś
      w rodzaju przedszkolnej śłabości...).

      Wracając do tematu... Najszczęśliwszy byłem, kiedy razu pewnego fikając na
      rytmice nadziałem się na wystający z podłogi gwóźdź. Gwoździem tym przybita
      była wykładzina do parkietu. Ot wystawał i zagłębił się mi w kolano.
      Co dziwne, nie bolało, ale krwi pojawiło się mnóstwo więc wypadało się
      rozpłakać - żeby zamieszanie było odpowiednie. Krew i łzy zrobiły swoje i blady
      strach padł na panią przedszkolankę. Wszak gwóźdź nie powinien wystawać na jej
      zajęciach a wystawał! Porwała mnie broczącego łzami i wylewającego morze krwi
      na ręce i chyłkiem wyniosła do pokoju wychowawców (gdzie przypominam -
      szeregowy przedszkolak nie miał przecież wstępu! Tam śmierdziało papierosami i
      dorośli prowadzili rozmowy).

      W pokoju wychowawców dopadły panią przedszkolankę emocje i rozkleiła się
      całkowicie. Posadzono nas obok siebie. Chlipaliśmy zgodnie obydwoje, choć ja
      będąc już na opadającej części paraboli, prezentowałem gasnące kwilenie, ona
      właśnie gwałtownie się na nią wspinała, aby osiągnąć donośny efekt ekstremum -
      pełne trwogi, obawy i pretensji do losu donośnie zawodzenie – dla mnie rzecz
      niespotykana dziwna i tajemnicza. Zwłaszcza, że mimowolnie czułem się autorem
      całego zajścia i czułem na sobie słodki ciężar jego roli głównej.
      Tak więc podczas kiedy mnie opatrywano, równie dużo uwagi poświęcano biednej
      pani od rytmiki. Krzątało się tam mnóstwo innych pań i wychowawców, by
      doprowadzić ją do porządku. Do dziś pamiętam te wielkie grochy łez, które ku
      mojemu zdumieniu wylewały jej niebieskie oczy i ostatecznie skapywały na jej
      kształtne kolana... Pamiętam. Warkocz miała...

      Byłem bohaterem tego dnia. Przyjechał lekarz z jednostki wojskowej (w mundurze,
      a jakże), bo blisko była.
      Dostałem zastrzyk, a potem popaćkano mi całe kolano fioletem (macie pojęcie?
      Fioletem! Całe kolano – ach koledzy konali z zazdrości) i ostatecznie zalepiono
      plastrem. Duży był i pachniał bardzo poważnie lekarstwami.
      Byłem też bohaterem przez następny tydzień z okładem. Każdy chciał zobaczyć
      monstrualnego strupa (niektórzy odważyli się nawet dotknąć). Później z
      chłopakami komisyjnie go zdrapaliśmy. Następny strup był już mniejszy i nie
      wzbudzał takiego entuzjazmu. Ostatecznie po dwóch tygodniach wszystko wróciło
      do normy i na powrót zająłem swoje miejsce w przedszkolnym szeregu.
      Od tamtego czasu jednak poczułem się silniejszy, nie czułem już respektu przed
      panią od rytmiki. Jako wychowawca była dla mnie spalona, bo okazała mi swoją
      słabość. Nie zaznała spokoju. :)
      • basia! Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 13:43
        a blizna Ci chociaż została? Bo wiesz, taka blizna to jest dopiero coś!
        • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 13:45
          Zaczekaj, sprawdzę...
          • basia! Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 13:48
            oxycort napisał(a):

            > Zaczekaj, sprawdzę...

            no czekam..
          • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 13:48
            Trudno stwierdzić. Nogę mam włochatą niczym tarantula. Poza tym szef mnie
            nakrył z podwiniętymi nogawkami, kiedy akurat oglądałem sobie nogi... :(

            bez odbioru
            • basia! Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:06
              ..a szefem jest kobieta?
              • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:14
                Kobitka.
                Chciałem, żeby poważnie zabrzmiało, ale tak naprawdę nic się nie stało.
                Ot poogladaliśmy nawzajem swoje nogi... :))))
                • basia! Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:31
                  O sposobach depilacji rozmawialiście?;)
                  • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:37
                    Żatowałem. Mój szef to facet. Ma jeszcze bardziej włochate...
      • aniela_ Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 13:44
        może oceniam po łepkach i pozorach ale niektórzy z nas burzliwą mieli
        przeszłośc zwlaszcza w okresie wieku wczesnodziecięcego.
        nie chodziłam do przedszkola jesli niee liczyc ostatnich szesciolatkow. mialam
        mila panią nianię, a potem jakieś panie w sześciolatkach, których nie pamiętam.
        nie pamietam tez przezyc zadnych traumatycznych. anielsko bylam grzeczna moze ?
        • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:39
          NIE BYŁAŚ W PRZEDSZKOLU?
          To Ty miałaś Anielu zwichnięte dzieciństwo! Do szkoły bezbronna taka poszłaś...
    • Gość: awt Re: przedszkolacka trauma IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 14:32
      Jedno slowo tylko, a wspomnien tyle: BUDYN
      • oxycort Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:41
        A pozytywne, czy niegatywne?
        Jak dla mnie - jeśli bez soku - to umiarkowane. jeśli z sokiem - to pełen
        zachwyt. Całkiem jak z wodą z saturatora :)
        • basia! Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:48
          oxycort napisał(a):

          > A pozytywne, czy niegatywne?
          > Jak dla mnie - jeśli bez soku - to umiarkowane. jeśli z sokiem - to pełen
          > zachwyt. Całkiem jak z wodą z saturatora :)

          woda z sokiem z saturatora...mhhhh...pycha ,z truskawkowym albo malinowym
          najlepiej mniam:)
          • aniela_ Re: przedszkolacka trauma 25.02.02, 14:58
            aha posmak wspomnien znalezc mozna wschodnia granica w kategoriach: oranż i
            kiwi. szklanki szklane rzecz jasna. zaden tam plastik czy papier.
            • Gość: awt Re: przedszkolacka trauma IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 15:48
              Szklane szklanki, jasna sprawa. Po uzyciu plukane w poobtlukiwanej balii
              emaliowanej na kolor blue. W tejze - woda o odpowiedniej klasie czystosci. Eh,
              wlasnie taka oranzade sprzedawal kolo dworca we wloclawku niejaki pan henio -
              legenda kujaw: krawacik, dwa zeby i przyklejony do ust frazesik: "Dla
              szzznownej pnnnienki".
              Co do budyniu - dla mnie to byla trauma. Womitalna. Bezzsmakowa i bezzsokowa
              masa z jakims dziwnymi grudkami. PO pierwszym lyku (a bo to sie lykalo, z
              takich brazowych kubkow boleslawca) roslo w ustach. PO ostatnim (pani Ala
              pilnowla) bieglo sie z placzem do lazienki.
              • Gość: mizeria Re: przedszkolacka trauma IP: 62.233.177.* 26.02.02, 08:34
                najgorsze w budyniu bylo to , ze byl z kozuchem, ktory sie marszczyl zlowrogo...
                • basia! Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 08:38
                  Gość portalu: mizeria napisał(a):

                  > najgorsze w budyniu bylo to , ze byl z kozuchem, ktory sie marszczyl zlowrogo..
                  > .
                  budyniowy kożuch jest rzeczywiście ohydny, ale taki na mleku to dopiero trauma!
    • Gość: iw Re: przedszkolacka trauma IP: 193.0.73.* 26.02.02, 11:24
      nienawidziłam picia mleka (bo zdrowe), kanapek z serkami topionymi, żółtego
      sera i szpinaku. kiedyś wrzuciłam (a raczej zakopałam) szpinak pod ziemniaki i
      wtedy usłyszałam: "no dobrze, zjedz chociaz ziemniaki"...
      • _tequila_ Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 11:28
        Ja nosilam do przedszkola wstretne fartuszki - krzyzaczki...
        pierwsza rzecza jaka robila moja mama po powrocie do domu bylo przeszukanie
        kieszeni fartucha w poszukiwaniu schowanych pulpetow zawinietych w chusteczke
        tudziez kazala mi wypluc z buzi to co zostalo po obiedzie.... bleeeee ;)
        • gagatek3 Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 11:34
          zostało ci coś jeszcze z chomika ?
          • _tequila_ Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 11:43
            z chomika zostało mi w piwnicy puste akwarium.... ;)
            • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 11:52
              Ja mam gdzieś jeszcze parę par plastelinowych kapci...
              • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 11:56
                A fartuszki pamietam. I ta kieszonka z przodu :) Wystarczyło ochylić się od
                stołu, tudziesz odchylić kieszonkę i niestrawny posiłek dyskretnie odksztusić...
                Generalnie w przedszkolu jadałem wszystko. Niejaką trudność sprawiały mi
                jedynie zbyt mocno przysmażone sadzone jajka. Nawet do smaku przypalonego mleka
                przywykłem. I długo sądziłem, że tak właśnie smakuje mleko...
                • _tequila_ Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 11:59
                  i juniorki.... ;)
                  • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 12:04
                    i wytworne relaksy na talony ;)
    • Gość: be Re: przedszkolacka trauma IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.02, 12:42
      uuh, tak tak, mam traume
      wlasna matka zwichnela mi ego przy pomocy blekitnego moheru (jakkolwiek sie to
      pisze)
      jako dziecie o obfitych dosc obfitych ksztaltach nie mialam wielkich szans na
      zostanie przedszkolnym Jankiem. Przypadala mi poslednia rola Lidki albowiem
      Marusia zostala chuda jak szkielet (do czasu, hehe) Basia. Az pewnego dnia stal
      sie cud. Za zasluge, ktora zasluguje na osobny watek przedszkolny kolektyw
      zadecydowal ze nazajutrz zostane na chwile i w drodze wyjatku Jankiem. Z
      przejecia spac nie moglam. Niestety rano mama ubrala mnie w wydziergane
      wlasnorecznie (z samozaparciem choc kompletnie bez talentu) koszmarne blekitne
      moherowe spodenki, w ktorych natychmiast wypchaly sie kolana, ze nie wspomne o
      odwrotej stronie. Wygladalam jak globus w galotach. Z jankowania nici
    • balbina2 Re: przedszkolacka trauma-głównie jedzenie 26.02.02, 13:14
      Przeczytałam co piszecie i widzę, że generalnie wszystkim najbardziej dały się
      we znaki przdszkolne posiłki. Mnie też. Przeżute mięso w kieszonce fartucha -
      okazuje się, że to standard. U mnie wstręt do posiłków doszedł do takiego
      etapu, że wymiotowałam na sam widok pani kucharki wnoszącej obiad. Poza tym
      koszmarem było przymusowe zażywanie tranu - to były lata sześćdziesiąte - potem
      chyba ta moda minęła. Otrzymywało się łyżkę tranu i łyżkę kiszonej kapusty - na
      zagrychę. Po kilku nieudanych próbach (dużo sprzątania było) i konsultacji z
      moją Mamą dano mi spokój. okropne było też leżakowanie na strasznie
      niewygodnych leżankach - nigdy nie mogłam zmusić się do spania na zawołanie.
      Ogólnie rzecz biorąc przedszkole było okropne, dlatego współczułam mojej córce,
      kiedy musiałam ją tam wysłac. Ale moja córka chodziła już w bardziej
      cywilizowanych czasach, poza tym było to przedszkole tzw. przyzakładowe,
      niewielkie, kameralne, a panie wprost rozpieszczały nielicznych wychowanków.
      Moja córka już z rana udawała się do kuchni i ustalała z kucharką co ona
      dzisiaj zje, a czego nie - i zawsze jakoś się dogadały. O wstręcie do jedzenia
      nie było mowy. Poza tym ona bardzo lubiła leżakowanie - w ogóle jest
      śpiochem...Jedyne co dla niej pozostało koszmarnym wspomnieniem - to strach, że
      nie przyjdę po nią na czas. W sumie zdarzyło się dosłownie 2-3 razy, że
      spózniłam się jakieś pół godziny, ale dla niej pozostało to okropnym przeżyciem.
    • pixis Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 13:27
      u nas - jak bylam jeszcze w I grupie to oczywiscie bylo przymusowe spansko,
      lezaki panie rozkladaly i w ramach bonusa za dobre wychowanie przychodzily nas
      pilnowac starszaki. Nachylaly sie nad nami, my z zacisnietymi powiekami, a oni
      otwierali nam oczy na sile i darli sie 'ona udajeeeee!!'

      ale na ten przyklad kompocik w obtluczonych kubeczkach wystawiany przez
      kucharki jak bylismy sobie na dworze.. to bylo cos..

      • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 13:49
        Nie chadzaliśmy przypadkiem do tego samego przedszkola?
        Jesteś może Ulą bądź Moniką? ;)

        No jasne że pamiętam kompociki!
        No i te baby (cholerne beksy i skarżypyty), co tak celowo wolno piły zatory
        tworząc (kompot był z wiaderka, nalewany chochlą do wspólnego kubka, lub dwóch
        może - faktycznie poobijane były!), podczas gdy dzielne zgrzane chłopaki, po
        podwórkowych psikusach naprawdę fest pragnienie miały.
        Do dziś pamietam ten pełen wyrzutu głos pani kucharki, kiedy strofowała mnie,
        że dzewczynki mają inaczej (!), że przełyki u nich są na kształt ogryzka,
        przez który kilka kropelek zdoła się ledwie przecisnąć. Nie to co u nas
        chłopaków, gdzie rura spustowa wystepuje w tym miejscu.
        • pixis Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 14:01
          no nie, ani ula ani monika.. [tez zaluje..]
          najdziwniejsze jest to, ze ja jednak to moje przedszkole lubilam, mydlo w
          siatce nad kranem, albo to, ze po obiedzie panie puszczaly nam bajki [slajdy]
          na suficie i sobie lezelismy na podlodze. i nie wolno bylo siadac.
          i sobie na dworze jedlismy szczaw.. przyrody sie duzo wtedy uczylam ..

          i wszyscy mieli takie same fryzury - na pazia. to byl obowiazek chyba. sama nie
          wiem, moze moda?
          • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 15:07
            No a audycje w radio? (do południa jakoś były chyba?)
            I "Radio-Dzieciom" tamże, jakoś zaraz po dobranocce. I Supełek z
            Chuchaczkiem... W czwartki pani Kwiatkowska czytała mi Przygody Tomka Sawyer'a
            Twain'a (to była już chyba podstawówka).

            Własne lekcje przyrody... Ech... Łza się kręci. Te prześlicznie trzaskające
            (kiedy je nadepnąć) tłuste zielone gąsienice, Szczaw! No przecież! Przysmażanie
            mrówek i innych insektów za pomocą filatelistycznej lupy (powiększenie X8).
            • aniela_ Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 15:14
              aah alez ja czuję się uboga w przezycia.
              • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 15:23
                Żałuj!
                Pamiętam we wakacje kiedy w przedszkolu remont trwał akurat, robiliśmy z
                chłopakami z bloku eskapady z desantem przez płot na przedszkolne podwórko (to
                sie nazywa lubić przedszkole).
                Pysznie się bawiliśmy od popołudnia do wieczora (była świeża hałda piachu,
                betoniarka i inne takie akcesoria. I tylko zabawa pustymi workami po wapnie źle
                się dla mnie skończyła, kiedy przywdziewając taki wór na siebie zasypałem sobie
                oczy...
                Szczęściem, że ktoś z dorosłych przechodził i wrzask usłyszawszy na ratunek
                pośpieszył
                • aniela_ Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 15:24
                  aha zycie pelne przygod prowadzisz. nie zasypiasz gruszek w popiele dzieckiem
                  nawet bedac
                • pixis Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 15:45
                  my ['my dzieci z bloku X'] mielismy taka mase wlasnego pomyslu zabaw, wojen z
                  innymi podworkami, wypadow 'za ulice', ze ludzie, ktorzy nie byli malymi
                  blokersami nigdy tego nie zrozumieja raczej.
                  np. zabawa w chowanego w piwnicach, po ciemku.. az kolezanke tak pchly pogryzly
                  ze rodzice nam zabronili. teraz jest niz, nigdzie nie ma dzieci [moze przed
                  kompami, albo przed tv], ale kiedys na kazdym pietrze w moim bloku bylo co
                  najmniej 2 dzieci..
                  ale ja tesknie..
                  • aniela_ Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 15:48
                    aha teraz dzieci nie puszcza się samopas na podworko tylko wozi luksusowymi
                    autami na zajecia dodatkowe po szkole. i nie ma chyba już piwnic. pchel tem
                    bardziej ;)
                  • oxycort Re: przedszkolacka trauma 26.02.02, 16:06
                    Rzeczywiście, było się z kim bawić.
                    Rany jakie cudowne okolice do zabaw miałem! Obok mojego bloku wieczna budowa
                    trwała. Szkoła podstawowa "się stawiała". Jako przedszkolak maluczki, osobiście
                    uczestniczyłem w uroczystości wmurowania kamienia węgielnego; byłem wówczas
                    przekonany - podobnie jak moi rodzice, że nim 7 lat mi stuknie - do nowej
                    szkoły uczęszczać będę. Tymczasem placówkę oddano w posiadanie szkolnej
                    szarańczy, kiedy ja 16 wiosen kończyłem...
                    Nieważne. Ważne natomiast jest to, że ten wieczny plac budowy, pełen obskurnych
                    zaopuszczonych baraków był rajem dla naszej podwórkowej paczki.

                    10 minut drogi - prosto jak splunął miałem też do rzeki, którą akurat
                    regulowano, stąd rozkoszne bajora i sztuczne baseny w budowie - były kolejnym
                    ulubionym miejscem zabaw. Tuż obok, ze skarpy niedalekiego lotniska (areoklubu
                    sportowego), staczaliśmy się namiętnie zamykani i zalepiani taśma szmacianką w
                    co wiekszych pudłach przytarganych wcześniej ze śmietnika za peweksem :) (a
                    skarpa duża była i stroma).

                    A zwiedzał ktoś kanały i studzienki sciekowe? (kiedy regulowano rzekę budowano
                    przy okazji system jakichś wodociągów i kanalizacji) Kiedy jako człowiek
                    poważny już i stateczny miałem okazję zobaczyć dziury w jakie wtedy włażiliśmy,
                    to słabo mi się robi... może 80 centymetrów to miało...
                  • Gość: basia! Re: przedszkolacka trauma IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.02, 16:30
                    pixis napisał(a):

                    > my ['my dzieci z bloku X'] mielismy taka mase wlasnego pomyslu zabaw, wojen z
                    > innymi podworkami, wypadow 'za ulice', ze ludzie, ktorzy nie byli malymi
                    > blokersami nigdy tego nie zrozumieja raczej.
                    > np. zabawa w chowanego w piwnicach, po ciemku.. az kolezanke tak pchly pogryzly
                    >
                    > ze rodzice nam zabronili. teraz jest niz, nigdzie nie ma dzieci [moze przed
                    > kompami, albo przed tv], ale kiedys na kazdym pietrze w moim bloku bylo co
                    > najmniej 2 dzieci..
                    > ale ja tesknie..

                    nie no pixi!,te piwnice i pchły to zupełnie jak moje podwórko!!!!!
                    • tilka Re: przedszkolacka trauma 27.02.02, 17:06
                      Ja z przedszkola pamietam miętę, którą panie kucharki przynosiły na plac zabaw
                      w upalne dni i chochlą nalewały do brązowych kubków, cytrynę w plasterkach
                      posypaną cukrem, po którą stało się w kolejce a pani wrzucała prosto do dzioba,
                      radośc gdy w sześciolatkach leżakowało się już leżąc w ubraniu na podłodze a
                      nie w piżamie na leżaku, no i szycie po tym jak rozbiłam sobie głowę spadając z
                      jakiejś dziwnej budowli na zabronionej części placu zabaw, miałam wtedy taką
                      fajną niebieską sukienkę w białe kwiatuszki a potem także turban z bandaża na
                      głowie.
                      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka