gripen_
24.10.02, 17:15
Komisja dyscyplinarna składała się z wielu członków, z których jeden wydawał
się groźniejszy od drugiego. Dzięki Komisji w armii nie panoszyli się
kretyni, debile, kaprawi, chorzy na ospę, świnkę i różyczkę oraz rudzi,
blondyni, czarniawi i szpakowaci)
- Nazwisko!
- Gripen - w klubie oficerskim zrobił się szumek, a porucznik zapytał chytrze
(bo nazwisko to wydawało mu się skądyś znajome):
- Kim jest wasz ojciec?
- Dekarzem. Ale on już nie żyje.
- Bardzo dobrze. No to wtopiłeś, synu. I mów do mnie "panie poruczniku".
- Panie poruczniku, ten rekrut się nie nadaje. W tym makijażu, kolanówkach i
rudych lokach wygląda jak ciota...
- Panie poruczniku, ja tylko...
- Stulić pyski! Co tam mamroczesz? Aparat ortodontyczny nosisz, tak?
- Nie, ja...
- Śmiesz mnie nazywać kłamcą? Pułkowniku, dopisać to do oskarżeń. I nie
przerywajcie! Następnym razem jak przerwiecie dodajcie "panie pułkowniku". A
zresztą... Aresztować!!!
- To niesprawiedliwe...
- Sprawiedliwość??? Powiem ci mięczaku, co to sprawiedliwość. Sprawiedliwość
to kolanem w brzuch z ziemi w zęby w nocy skrycie nożem z góry w dół na
magazyn okrętu przez worki z piaskiem wobec przeważającej siły w ciemnościach
bez słowa ostrzeżenia. Za gardło. Z biodra. Zrozumiano?
- Tak jest, panie pułkowniku!
:-)
(Mam nadzieję że wiecie, kogo bić za te wypociny. Bo przecież nie mnie,
chyba, tak myślę...)