oxycort
25.02.06, 13:58
którego widzę z wysokości tarasu mojego pęthałsu - to jadnak coś
poważniejszego niż relaks, czy tęsknota za fiordami. Leży na plecach i będzie
już tydzień jak się nie poruszy, z kolei na samodzielne zejście
niedostateczna spadzistość dachu jemu nie pozwala...
Jako, że kole mię w oko widok ów, wykonałem dziś telefon w jego sprawie do
dyżurnego epidemiologa wojewódzkiego (korzystając chytrze z taryfy
bezpłatnych łikendów), ale na próżno, gdyż ten najwyraźniej także skorzystał
chytrze z łikendu akurat, co nie napawało mnie optymizmem wcale.
Myślicie, żeby poczekać jeszcze z interwencją u Wassermanna jednak? Bo jeśli
to zaraza, może wytrzyma z mutacjo i wytuje najsamprzód te gołębie, co to
namiętnie srajo mi na parapet?
Bądźmy w kontakcie, a ja tymczasem łyknę tranu może.
~~
ox