Gość: Leszek S
IP: *.nrockv01.md.comcast.net
04.02.02, 23:00
W watku o "solidaruchach" pojawil sie "argument", jakoby Solidarnosc zostala
splamiona niedajacym sie wymazac grzechem pierworodnym konfidenctwa.
Otoz jest dokladnie na odwrot: Fakt, ze w Solidarnosci byly wtyczki SB jest dla
mnie rozstrzygajacym argumentem, ze ten ruch byl AUTENTYCZNY i ze byl
ZAGROZENIEM dla istniejacego rezimu. Wladze PRL nie zawracalyby sobie glowy
podsylaniem SB-ckich konfidentow do Solidarnosci gdyby nie uwazaly, ze ten ruch
stanowil realne zagrozenie dla ich monopolu wladzy.
Za jeszcze wiekszy absurd uwazam wszelkie pomysly na temat celowego stworzenia
ruchu Solidarnosc przez SB jako prowokacji aby potem sila rozprawic sie z... -
no wlasnie z kim?
Na koniec: byc moze jestem "nie na biezaco", ale gdzie sa dowody
(przekonywujace!) na potwierdzenie zarzutow jakoby Walesa byl agentem SB?
Walesa i wielu innych czolowych przywodcow Solidarnosci w 1980/81 byli
aktywnymi dzialaczami niezaleznych zwiazkow zawodowych juz od 1970(!) roku.
Jest oczywiste, ze wszyscy oni mieli w SB swoje indywidualne teczki i, ze byli
pilnie sledzeni. Niejednego zatem SB usilowalo, i to rozmaitymi sposobami,
"naklonic" do wspolpracy. Po dekadzie inwigilacji nietrudno bylo spreparowac
jakis podejrzanie wygladajacy papierek.