Gość: xxx
IP: *.calixo.net
16.02.02, 10:42
Chichot SLD
Rozmowa z dr. hab. ANTONIM DUDKIEM, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego
- Czy lustracja ma sens, skoro nie będą jej podlegać osoby pracujące lub
współpracujące z PRL-owskim wywiadem i kontrwywiadem?
- Nie ma. A ponadto wydzielenie obu służb spod lustracji jest złamaniem
zasady równości wobec prawa.
- Dlaczego?
- Bo lustracji podlegać będzie np. ktoś, kto był agentem departamentów III
czy IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zajmujących się zwalczaniem opozycji i
Kościoła katolickiego, ale nie będzie już lustrowana osoba, której zadaniem,
jako agenta wywiadu lub kontrwywiadu, było rozbijanie opozycji demokratycznej
za granicą lub w kraju.
- SLD twierdzi, że współpraca z komunistycznym wywiadem była działaniem na
rzecz państwa, a nie wstrętnym donoszeniem na kolegów z opozycji.
- Takie rozumowanie absolutnie mija się z prawdą. Złudzeniem jest to, że w
rzeczywistości PRL-owskich służb specjalnych można oddzielić tę ich część,
która zajmowała się zwalczaniem opozycji od części pracującej na rzecz wywiadu
czy kontrwywiadu. Wywiad komunistyczny tylko w niewielkim stopniu zajmował się
tym, czym powinna się ta służba zajmować, np. infiltrowaniem struktur NATO-
owskich. Kontrwywiad również nie ograniczał się do łapania szpiegów. Obie te
służby przede wszystkim represjonowały działaczy politycznych. Szacuje się, że
od 75 do 85 proc. sił i środków służb specjalnych działających za granicą
kierowano do rozpracowywania środowisk emigracyjnych. Dowodzić tego może "lista
celów". Na około 250 głównych kierunków działań wywiadu mniej więcej 80 proc.
stanowiło rozpracowywanie opozycji.
- Jakie zatem mogą być konsekwencje wyłączenia z lustracji wywiadu i
kontrwywiadu?
- Lustracji uniknęliby przede wszystkim politycy SLD, bowiem obie te służby
wielu współpracowników werbowały w środowisku PZPR-owskim. Pozostałe
departamenty Służby Bezpieczeństwa nie miały powodu werbować działaczy
partyjnych, ponieważ oni służyli partii i nie prowadzili działalności
opozycyjnej.
- Liderzy SLD twierdzą, że bezpieka miała zakaz szukania współpracowników w
środowisku PZPR-owskim.
- To stwierdzenie również jest nieprawdziwe. Owszem, istniała instrukcja o
pracy operacyjnej SB z 1970 r., która zabraniała werbować członków partii bez
zgody I sekretarza komitetu wojewódzkiego PZPR, a w przypadku działaczy
wyższego szczebla - bez zgody tzw. sekretarzy resortowych Komitetu Centralnego
PZPR, tj. nadzorujących ministerstwa siłowe, MON lub MSW. Instrukcja ta była
jednak nagminnie łamana, na co są liczne dowody. Było z nią podobnie, jak z
wieloma innymi; przecież SB nie miała formalnej zgody na mordowanie, porywanie
czy bicie ludzi, a przecież i takie działania jej funkcjonariusze prowadzili.
- Jak zatem ocenia Pan wyłączenie z lustracji wywiadu i kontrwywiadu?
- Jest to działanie o charakterze wyłącznie politycznym, działanie bardzo
cyniczne. SLD powiedział opozycji, która w większości wywodzi się z obozu
posierpniowego: jeśli chcecie mieć lustrację, to jej wam nie odbieramy. Łapcie
swoich agentów, my jesteśmy czyści, ponieważ nas, wywodzących się z PZPR,
lustracja nie będzie już dotyczyła. W dotychczasowych procesach lustracyjnych
politykom SLD, np. Jerzemu Jaskierni, Józefowi Oleksemu, czy Włodzimierzowi
Cimoszewiczowi, zarzucano współpracę z wywiadem wojskowym lub cywilnym.
- Co dalej z lustracją?
- W przyjętej formie będzie ona fikcją, karykaturą. Przewiduję, że następnym
posunięciem Sojuszu będzie zmiana na stanowisku rzecznika interesu publicznego.
Dotychczasowego rzecznika Bogusława Nizieńskiego SLD zastąpi swoim człowiekiem,
który będzie lustrował opozycję przy chichocie SLD.
- Sprzeciw opozycji budzi też przepis mówiący, że lustrowani będą tylko ci
agenci, którzy działali przeciw Kościołowi katolickiemu i innym kościołom,
opozycji, suwerennościowym aspiracjom narodu itp. Co więcej, sąd będzie musiał
udowodnić lustrowanemu, że swoim działaniem zaszkodził komuś innemu.
- Opozycja ma rację burząc się z tego powodu, ponieważ taki zapis
praktycznie uniemożliwia udowodnienie komuś działalności agenturalnej.
Zilustruję to na następującym przykładzie: wśród agentów bardzo dużo było tak
zwanymi LK. Ten skrót oznacza: "lokal kontaktowy", bo te osoby użyczały swoich
mieszkań na spotkania oficerów prowadzących agentów. Sąd praktycznie nie będzie
w stanie ustalić, czego te spotkania dotyczyły i czy w czasie tych spotkań
agenci ujawniali informacje, które szkodziły opozycji.
Rozmawiał:
WŁODZIMIERZ KNAP