leszek.sopot
02.05.04, 16:09
Poniżej dwie wypowiedzi, które krytycznie charakteryzują naszą europejskość.
Co ty o tym myślisz?
"Czy Polacy są Europejczykami?" - wypowiedzi ludzi z elity
[fragmenty wypowiedzi]
Bronisław Łagowski (filozof, publicysta)
"[...] Polacy różnią się od zachodnich Europejczyków tak, jak różnili się
przed wojną i do pewnego stopnia tak jak przed zaborami. Zachodnioeuropejską
hierarchię wartości pochwalamy w słowach, nie znając jej dobrze, i
przyswajamy ją sobie wybiórczo. [...]
Różnicy między Polakami i zachodnimi Europejczykami nie badałbym metodami
psychologicznymi. Widzę ją najwyraźniej w stosunku do prawa oraz w
estetycznej stronie budownictwa, w architekturze. [...] Dla Polaka (podobnie
jak dla Rosjanina czy Ukraińca) reguła prawna jest albo przeszkodą, albo
czymś niewidocznym, nawet jeśli narysowano mu ją na drodze jako podwójną
linię ciągłą.
Drążąc samych siebie, nie dojdziemy do prawdy. Więcej nam powie spojrzenie
cudzoziemców na nas, zwłaszcza gdy nie jest z góry życzliwe. [...] "W obmowie
jest więcej prawdy niż w introspekcji" - pisał Mounier.
Sądzimy, że "przed Jałtą" z Europą łączyła nas wspólna historia. Jeśli głosem
Europy w tej kwestii jest historiografia, filozofia polityczna czy
publicystyka, to trzeba przyjąć do wiadomości, że Europa jest innego zdania.
Francuz wybrany na króla polskiego uciekł z Polski przy pierwszej okazji.
Małżeństwo Ludwika XV z Marią Leszczyńską wstrząsnęło Francją jako
upokarzający mezalians i omal nie wywołało rozruchów ludowych.
Dla Zachodu zbiorowe zachowania Polaków, tak w czasie pokoju jak wojny, były
naznaczone prawie szaleństwem. "Pokaż Polakowi przepaść - pisał Balzac - a
zaraz w nią skoczy". Do czasu rozbiorów Polska była w oczach Europy bardziej
egzotyczna niż Turcja, bodajże znowu tak jest. Francuski ambasador jadący do
Petersburga w 1784 roku "odczuł moment przekraczania granicy prusko-polskiej -
jak pisze Andrzej Walicki - jako porzucenie Europy i cofnięcie się w czasie
o dziesięć wieków wstecz". Podobną obserwację miał słynny podróżnik
amerykański John Ledyard jadący ze wschodu i granicę polsko-pruską określił
jako "wielką barierę oddzielającą obyczaje azjatyckie od europejskich [...]".
Ryszard Legutko (filozof, publicysta)
"[...] Natomiast Polacy bez wątpienia nie odnaleźli się po roku 1989 w
obszarze szeroko rozumianej twórczości. Nie jesteśmy społeczeństwem myślącym
oryginalnie i twórczo. Nie będziemy w Unii Europejskiej odgrywać znaczącej
roli nie z tego względu, że jesteśmy w mniejszości (liczebnie jesteśmy
średnim, a nawet dużym, jak na skalę UE, narodem) czy dlatego, że mamy
mniejszy potencjał. O naszym ograniczonym wpływie na kształt Europy w dużo
większym stopniu przesądzą nasze cechy mentalne. Jesteśmy dobrymi
funkcjonariuszami, natomiast nie jesteśmy dobrymi inżynierami czy twórcami.
Obawiam się zatem, że nasza rola będzie rolą drugorzędną. Cały nasz wysiłek
będzie szedł w to, co i kogo "obstawiać", w czyich grach uczestniczyć. Nie
będziemy tych gier projektować, a nawet współprojektować. Będziemy mieli
ogromne kłopoty ze zdefiniowaniem własnych celów w obrębie Europy.
Taka sytuacja wynika z faktu, że Polak współczesny jest ogromnie
skonfundowany, nie widzi siebie jako kogoś, kto ma do odegrania jakąkolwiek
rolę w dzisiejszym świecie. Ogólnie ten świat mu się podoba, chętnie w nim
będzie uczestniczył, ale raczej poprzez zdyscyplinowaną realizację
zaproponowanych mu zadań, niż poprzez podjęcie choćby prób zdefiniowania
własnych celów, wypowiedzenia własnych oczekiwań na poziomie świadomego
współuczestnictwa w tworzeniu tego nowoczesnego świata, nadawania mu
kształtu. To jest tak, jakby współcześni Polacy trwale pogodzili się z tym,
że są jacyś inni od nich, którzy zbudowali i budują ten świat nowoczesny, a
my będziemy wedle ustalonych przez nich reguł grać dobrze, być może niekiedy
nawet bardzo dobrze, ale nie będziemy mogli wnieść do tej nowoczesności wiele
nowego.
Nie obawiam się, że może nam się ten nasz "powrót do Europy" nie udać, ale że
będzie to proces pozbawiony jakiejkolwiek inicjatywy z naszej strony,
ewentualnie wszelkie inicjatywy będą na nas wymuszane przez okoliczności.
Nasza polityka, a także nasza kultura w tym się właśnie dzisiaj wyraża, w
takim duchu odtwórczym.
Bardzo trudno powiedzieć, czy jest to postawa charakterystyczna tylko dla
ostatnich piętnastu lat, a może głębiej, dla okresu PRL-u, czy też jest to
cecha wyrażająca się już wcześniej w naszej historii [...]".
Całość artykułu:
www.efakt.pl/artykuly/artykul.aspx/Artykul/18617