Gość: Urban
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
17.03.02, 14:50
Jeszcze jeden sąd nad Polską i Kościołem
Słuchając "Linii specjalnej" (środa, 13 marca 2002, TVP 2) z redaktorem
naczelnym "Gazety Wyborczej" Adamem Michnikiem, można było ulec jeszcze raz w
jakiejś mierze jego inteligencji, błyskotliwości, bystrości, otwartości i
sugestywności argumentacyjnej, choć tu i ówdzie pojawiały się pewne uniki, a
nawet sprzeczności. Lecz ostatecznie tym bardziej rodzi się pewien żal, że nie
możemy się spotkać w niektórych sprawach węzłowych dla Polski i Kościoła
polskiego. Nadal zachodzi ostre przeciwieństwo między dwoma wizjami Polski,
powiedzmy: patriotyczną i kosmopolityczną, choć obie te nazwy nie są do końca
trafne. Nie sposób poruszyć tu wszystkich kwestii, lecz niektórych pominąć nie
można.
1. W telewizji polskiej już niemal wszystkie audycje są częścią ogromnej
propagandy na rzecz wstąpienia Polski - moim zdaniem, na oślep - do unii
zachodnioeuropejskiej. Wejście wschodniej Europy do Europy germańskiej i
romańskiej tworzy dziś naczelny i ogromny horyzont rozumienia już niemal
wszystkich zagadnień polskich. Dawna propaganda sowiecka to bedłka w porównaniu
z dzisiejszą propagandą prozachodnią, choć podobno jej punkt kulminacyjny
jeszcze nie nadszedł.
W Polsce powstają dwa wielkie obozy: obóz klasyczny - patriotyczny, narodowy,
katolicki, cieszący się odzyskaną wolnością państwową, zmierzający najpierw
do "integracji Polski", zanim zintegruje się ona z Europą Zachodnią, oraz
obóz "nowopolski", kosmopolityczny, rezygnujący z wolności społeczno-
politycznej, gospodarczej, kulturowej i dążący do awansu klasy "zdobywców",
choć łączy się to z radykalnym podziałem na "panów" i "sługi". Pierwsi szukają
odrodzenia i umocnienia Polski, drudzy widzą jej zbawienie w imperium
europejskim, choćby wiązało się to z niebezpieczeństwem popadnięcia w niewolę
brukselską. Problemem jest, że nie szuka się porozumienia i dialogu między tymi
obozami.
Według poglądów Polski klasycznej, po 1989 r. władzę w Polsce i kapitały
przejęły: nomenklatura komunistyczna, liberałowie, międzynarodowe i narodowe
lobby żydowskie, a także różni oszuści gospodarczy. Ci "nowi arystokraci" są
często zdrajcami Narodu i Polski; przez wejście do Europy chcą zalegalizować
swoje zdobycze, a jednocześnie podrzucić ogólne bankructwo Zachodowi. Po
drugiej stronie grupy zdobywców znalazły się miliony oszukanych, ograbionych,
bezrobotnych niechronionych przez żadne prawo, opuszczonych przez państwo i
Kościół, puszczonych na "wolny rynek", niedopuszczanych do wyższych uczelni,
pomiatanych i kneblowanych przez obce media i manipulowanych politycznie.
Istotnie, zdaniem "nowopolskich" - "ratuj się, kto może" - państwo opiekuńcze i
sprawiedliwe musi upaść, życiem rządzi "wolność", masy muszą się pozbyć
tożsamości narodowej, politycznej, kulturowej, wieśniacy i "źli robotnicy"
wyginąć, starzy i chorzy wymrzeć, a religie i Kościoły pokłonić się Baalowi,
któremu na imię "Europa triumwiratu: Niemiec, Francji i Anglii".
2. Wejście do Europy inaczej jawi się dla "Nowopolski", a inaczej dla Polski
klasycznej. Polacy klasyczni obawiają się, że gdy kraj nędzarzy wejdzie do
rodziny Europy Zachodniej, choć wsparty różnymi jałmużnami, pozostanie już na
zawsze w roli żebraka, ubogiego krewnego i sługi, bez własnych praw, z pozornym
tylko wpływem na całość spraw. Polska dostanie się w szpony patologicznej
biurokracji brukselskiej, która będzie gorsza niż pruska i która określi nawet
co, ile, i kiedy Polacy mogą jeść. Bruksela zapadła na straszną chorobę
totalitarną.
Mówi się nieraz: czy Niemcy, Francja lub Anglia straciły w UE swoją wolność i
suwerenność? Oczywiście, że nie, ale to jest ich triumwirat, one o wszystkim
decydują. Każde inne zaś państwo, zwłaszcza mające wejść do UE "na prawie
masońskim", musi ich słuchać we wszystkim. W ogóle propaganda prounijna, na
razie, oszukuje, kryje pewne rzeczy lub grzeszy ogromną ignorancją. Trzeba nam
zatem okrzepnąć gospodarczo, państwowo, społecznie, moralnie i kulturowo;
dopiero wtedy możemy rozmawiać z Europą Zachodnią i zawierać partnerskie
związki. Jeśli Zachodowi zależy na naszym partnerstwie, to niech wprzód wesprze
szczerze i wyraźnie nasze odrodzenie. Inaczej zdradzi się tylko, że chce być
naszym kolonizatorem, przed czym przestrzegają J. Łopuszański, Z. Wrzodak, A.
Macierewicz i inni.
3. W wypowiedziach "zdobywców" Polski po PRL przebija często nietajona taktyka
atakowania Kościoła katolickiego w czterech kierunkach:
- odebrania Kościołowi głosu w mediach, obejmujących całą Polskę, a także
Polonię, jakby w kierunku tak modnego skądinąd "sprywatyzowania" Kościoła na
podobieństwo jakiejś sekty komercyjnej;
- redukowania Kościoła do rzędu jeszcze jednej partii politycznej w
Polsce, "żeby go zmieszać z plewami i zjeść" - jak mawiał mój ojciec Michał;
- kompromitowania ludzkiej strony Kościoła, przez nienawistną krytykę,
pozyskiwanie sobie części Episkopatu, próby uzyskiwania wpływu na nominacje
biskupie, rozgłaszanie "niemoralności" kapłanów, odbieranie Kościołowi
autonomii duchowej i poddawanie go pod dominację różnych sekciarskich ruchów
katolików świeckich;
- a ostatnio szczególnie przez wciąganie hierarchii w propagandę brukselską,
licząc, że choć Kościół ma mały wpływ na inteligencję pokomunistyczną, to
jednak może zapędzać do Brukseli rzesze pastusze, wieśniaków i robotników
bezrobotnych.
4. Na tym tle zrozumiałe staje się dzielenie Kościoła polskiego, dawniej
na "Kościół soborowy" i "Kościół nienawiści" (dlaczego nienawiści?) - bo nie
chciał ateistów uznać za katolików ani ich przyjąć za swoich "opiekunów" - a
dziś na "Kościół Jana Pawła II" i "Kościół Radia Maryja i Ojca Rydzyka".
Pamiętamy, że analogicznie dzieliła Episkopat i kler niższy nasza PRL:
na "postępowy", czyli posłuszny władzy politycznej, i na "wsteczny", trzymający
się swoich zasad i autonomii duchowo-prawnej. Obecnie "Kościół Jana Pawła II"
miałby być Kościołem służącym politycznie Brukseli np. p. G. Verheugenowi,
a "Kościół Ojca Rydzyka" miałby skupiać w sobie ciemnotę katolicką, głupich
patriotów polskich, ludzi marzących o przestarzałej formie niepodległości i
suwerenności Polski. Tymczasem jest to jeden i ten sam Kościół w swym życiu
sakramentalnym, a także w poglądach na Unię Europejską, z tym że ciągłych
zastrzeżeń papieskich, dotyczących niepozbywania się tożsamości polskiej, po
prostu się u nas nie publikuje, już o to zadbała "nasza" dyplomacja. A zresztą
katolikom wolno mieć poglądy polityczne różne od dyplomacji watykańskiej. Nie
ma prymatu politycznego. Trzeba też wiedzieć, że Guenter Verheugen, który
zachowuje się jak gubernator carski wobec nowych kandydatów do UE, otwarcie
atakuje Radio Maryja i wieś polską, a po cichu zwalcza też stanowisko
dyplomacji papieskiej, która zabiega o jakiś status prawny Kościoła
katolickiego w przyszłej Europie. Toteż Radio Maryja broni nie tylko
suwerenności Polski, ale i statusu publicznego Kościoła katolickiego w świecie.
I za to jest ostro atakowane, choć pod innymi hasłami. Nie chcę powiedzieć, że
Radio Maryja jest doskonałe pod względem profesjonalnym i technicznym, jako
stary filozof i teolog nieraz zgrzytam swoją resztką zębów na niektóre
komentarze i wyjaśnienia teologiczne, ale zasadnicza misja Radia Maryja jest
wspaniała i iście ewangeliczna, w swym braku funduszów i rzesz specjalistów
posługujący w nim podobni są do Dwunastu Apostołów.
Jest dużo kosmopolitów, którzy w temacie UE idą za starą zasadą: "ibi patria
ubi bene" ("tam ojczyzna, gdzie dobrze" - gospodarczo). Ale zasada ta nie jest
do końca ludzka. Zresztą w obecnych warunkach grożą nam straty gospodarcze w
obszarze rolnictwa, przemysłu, handlu, produkcji.
I ciągle te oszustwa rządowo-propagandowe na każdym kroku. Młodzieży mówi się:
w UE dostaniecie stypendia na studia, jak młodzi na Zachodzie. Otóż dostanie
stypendia sto osób z