Gość: UB
IP: 202.78.69.*
03.07.04, 11:18
"Czy musimy się bać totalnej inwigilacji?
Szef CBŚ zapewnia, że nie. Od 1 czerwca na jego polecenie wszystkie nazwiska,
telefony, adresy, firmy i samochody są jednak wpisywane do baz informatycznych".
"To skutek afery starachowickiej. Polityczni nadzorcy policji nie chcą
dopuścić, by kolejny raz umknęła im jakaś informacja o zamieszaniu partyjnych
kolegów w sprawy prowadzone przez CBŚ. Teraz bez pytania oficerów z terenu w
każdej chwili będzie można sprawdzić w centrali, czy jakaś osoba przewija się
w materiałach Biura. Policjanci jednak nie będą mieli do bazy dostępu, więc
przy prowadzeniu spraw będziemy musieli na dotychczasowych zasadach występować
do centrali o informacje".
"To jakieś nieporozumienie" - twierdzi tymczasem dyrektor CBŚ Janusz
Gołębiewski. "Wydałem decyzje, które w ramach już istniejącego zbioru
informatycznego o nazwie +Alert+ porządkują informacje według określonych
kryteriów. Chodzi o lepszą koordynację i kojarzenie analityczne wiedzy na
temat przestępczości zorganizowanej".
"Policjanci z CBŚ, z którymi rozmawialiśmy, uważają jednak, że decyzja szefa
nakazuje im wpisywać praktycznie wszystkie informacje o ludziach". "Do bazy
+Obiekt+ musimy teraz wprowadzać dane osób, które pojawiają nam się w
materiałach, nawet jeśli nie są związane z przestępstwami" - mówi oficer.