instant.crush
22.06.15, 20:05
Jeśli mnie pamięć nie myli, to w tym roku mija dziesięć lat od momentu, kiedy to Platforma Obywatelska szła do wyborów z hasłami kontestacji systemu i IIIRP. Tak, tak, proszę Państwa, Platforma była partią kontestacji, głoszącą potrzebę odnowy.
10 lat temu, gdy kończył swój żywot rząd SLD-UP, upadał kanlerz Miller, a afera Rywina pokazywała patologię polskiego życia publicznego oraz dziwnych kontaktów i zażyłości między mediami i politykami, Platforma głosiła potrzebę głębokiej zmiany i bardzo ostro diagnozowała sytuację. Socjolog Paweł Śpiewak, późniejszy poseł PO, w swoim słynnym artykule o potrzebie budowy IVRP, pisał tak:
W mediach mowa jest o kryzysie zaufania do władzy, instytucji państwa, polityków. I jest to fakt bezsprzecznie o znaczeniu podstawowym. Trudno przestrzegać prawa, czyli wspólnych reguł gry, gdy jedna strona, i to ta silniejsza (politycy, liczni przedsiębiorcy), w potrzebie je omija. Trudno oczekiwać niezbędnego poczucia stabilizacji, gdy wiemy, że reguły są zmieniane, dowolnie interpretowane. Trudno ufać władzy, gdy okazuje się - vide rozmowa Rywin - Michnik - w jaki sposób podejmuje się czy choćby dyskutuje najważniejsze decyzje dla państwa. Duch demokratycznego towarzystwa oraz korupcji przenika wiele warstw społecznych i psuje kraj. Polski kryzys jest przede wszystkim kryzysem politycznym, kryzysem zaufania. Bez kapitału społecznego nie zbuduje się rynku, sprawnej administracji. A przez ostatnie dziesięć lat dzieje się bardzo wiele, by pogłębić stan anomii.
Brzmi całkiem znajomo... A gdyby podmienić nazwiska Rywin-Michnik na Sienkiewicz-Belka, czy paru innych bohaterów afery nagraniowej, to pewnie mało kto by się zorientował, że było to pisane w 2003r.
No więc mineło od tamtego czasu 10 lat. I co prezentuje dzisiaj PO po tych 10 latach? Po 10 latach PO prezentuje wszystkie wady SLD z tamtego okresu i co jeszcze bardziej zabawne, prezentuje także wszystkie wady Unii Wolności, z której wyszła. Stała się po prostu kwintesencją tego, z czym miała walczyć, co chciała zmieniać, co uznawała za złe lub po prostu niewydolne. Nic tylko pogratulować.
Jedyną dużą zmianą w polskiej polityce, jaka miała miejsce po dojściu do władzy PO, było zakończenie okresu postkomunizmu. Walka z PiSem i vice versa zamknęły tamtą epokę i spór solidarnościowcy-postkomuniści stał się sporem jałowym. Tusk wybrał ucieczkę do przodu i wepchnął polską politykę na nowe tory. Pozostaje jednak kwestia, czy spór, który wybrał Tusk, a za nim PO, jest sporem mniej jałowym od tego, który w dużym stopniu napędzał polską politykę pookrągłostołową przez ponad piętnaście lat.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak znakomitą pozycję miała PO w okresie swoich rządów - scena polityczna sparaliżowana strachem przed PiSem, szklany sufit dla PiSowskiej opozycji, a co za tym idzie brak możliwości przegrania wyborów, stabilna koalicja i alibi ze strony największych ośrodków opiniotwórczych, dla których zatrzymanie PiSu jest absolutnym priorytetem - to okres ten wygląda naprawdę marnie.
PO nie próbowała nawet dotknąć problemów społecznych, nie mówiąc już o tym, żeby się z nimi zmierzyć. Woleli siać tanią propagandę sukcesu, olewać problemy ludzi, żeby dzisiaj w naprawdę żałosny sposób próbować podlizywać się tym, których problemy przez lata przykrywali sloganami, walką z PiSem i gwarancją "normalności". Z tego punktu widzenia cały ten okres to czas stracony. Przynajmniej stracony dla tych, którzy liczyli na inną politykę, inne standardy i inne podejście. Miała być Europa z jej standardami, a ciągle mamy kapitalizm, rynek pracy, instytucje państwa, niewydolność i bezradność aparatu państwowego i generalnie standardy europejskie w groteskowym, krzywym polskim zwierciadle.
Można w zasadzie po tych 10 latach zadać jedno pytanie:
I co żeście do ch.ja zrobili?