az43 Re: Pogrzeby dwa:Wesołowskiego i Kiszczaka. 06.11.15, 16:12 W katolickim kraju ksiądz pedofil a co dopiero biskup to nie hańba. Odpowiedz Link Zgłoś
wsk175 Re: Pogrzeby dwa:Wesołowskiego i Kiszczaka. 06.11.15, 17:51 Górale powinni nieść trumnę z generałem. Już i tak się zeszmacili niosąc zboczeńca, więc co im szkodzi......... Odpowiedz Link Zgłoś
pies_na_czarnych Re: Pogrzeby dwa:Wesołowskiego i Kiszczaka. 06.11.15, 18:01 az43 napisał: > W katolickim kraju ksiądz pedofil a co dopiero biskup to nie hańba. To jest zaszczyt. Odpowiedz Link Zgłoś
erte2 Re: Pogrzeby dwa:Wesołowskiego i Kiszczaka. 06.11.15, 18:26 pies_na_czarnych napisała: To jest zaszczyt. Może dla ciebie; zapytaj jednak choćby bliskich górników z "Wujka", fałszywie oskarżonych i uwięzionych lekarkę i sanitariusza z ekipy próbujących ratować Grzegorza Przemyka, rodziny blisko setki osób zastrzelonych przez podległe mu ZOMO lub zamordowanych przez "nieznanych sprawców"; zapytaj tych którzy choćby tylko stracili zdrowie pobici przez tychże, tych, którym złamano życie zawodowe i prywatne... Odpowiedz Link Zgłoś
pies_na_czarnych Re: Pogrzeby dwa:Wesołowskiego i Kiszczaka. 06.11.15, 18:30 Zajmij sie faktami. Plotki zostaw babom podkoscielnym. Odpowiedz Link Zgłoś
pies_na_czarnych Re: Pogrzeby dwa:Wesołowskiego i Kiszczaka. 06.11.15, 18:32 Pszac "To jest zaszczyt": mialem na mysli katolicki lud. Tobie jak zwykle lopata trzeba >>>> Odpowiedz Link Zgłoś
buldog2 Lubin 31.08.1982 07.11.15, 09:58 Tygodnik "Głos" z 7.09.2002 r. Polowanie na ludzi: zbrodnia nieukarana - Lubin 1982 r. Dwadzieścia lat temu w czasie pacyfikacji przez siły milicji manifestacji w Lubinie zginęło trzech demonstrantów - Michał Adamowicz, Mieczysław Poźniak i Andrzej Trajkowski. Pomimo upływu tylu lat, osoby odpowiedzialne za tę tragedię nie zostały ukarane. [...] W drugą rocznicę podpisania porozumień podziemna "Solidarność" wezwała w całym kraju do demonstracji w obronie uwięzionych. Mieszkańcy Lubina spontanicznie odpowiedzieli na ten apel. Zgromadzili się na rynku, gdzie zaczęli układać krzyż z kwiatów, śpiewali pieśni patriotyczne i skandowali hasła: "Uwolnić internowanych !", "Znieść stan wojenny !" itp. Około godzina 15.30 milicja zaczęła ostrzeliwać tłum petardami i granatami łzawiącymi. Po chwili zomowcy w zwartym szyku rozpoczęli pacyfikację. Rozpraszali zgromadzone osoby, rozdeptali krzyż z kwiatów. Wyciągali ludzi z kościoła, pałowano napotkane osoby, nie oszczędzano dzieci i starszych osób. Jan Madej, jeden z uczestników demonstracji, po latach opisał te chwile: Dławiący gaz zmusił mnie do przejścia w pobliże Dużego Kościoła. Mieszkańcy okolicznych domów powystawiali naczynia z wodą i herbatą. Ja wraz z innymi ludźmi od czasu do czasu przecierałem wodą zapłakane oczy. Stamtąd udałem się pod kiosk warzywny przy ul. Odrodzenia. Musiałem się na chwilę wycofać z tego miejsca, bowiem od Rynku zaatakowały nas zwarte oddziały milicyjne. Gdy wróciłem ponownie w to miejsce, zauważyłem, że szyba kiosku jest przestrzelona. Wówczas nie miałem już żadnych wątpliwości, że strzelają ostrą amunicją. Jednak pomimo tych strzałów wiele osób nie wierzyło, że milicja używa ostrej amunicji. [...] Edward Wertka opowiadał: Trzy milicyjne nyski urządziły rajd w kierunku grupy ludzi, ulicą po trawnikach i skwerkach. Pojechawszy bliżej zaczęli ostrzeliwać ją z granatów i ostrej amunicji. Widziałem w górnym luku wychylonego milicjanta strzelającego z pistoletu maszynowego KBK-AK. Z otwartych drzwi bocznych milicjanci również strzelali, Widziałem, jak puszczono serię, to piach podskakiwał. Niektórzy ludzie kładli sie, inni znów uciekali. Nyski wracały do rynku, by po chwili ponownie ruszyć z nagonką. Rajdy te powtarzały się kilkakrotnie. Jeździli jak kowboje, strzelając za uciekającymi ludźmi. Wróciłem pod Mały Kościół. Stamtąd obserwowałem jak milicjanci strzelają, popisując sie przed sobą nawzajem. Zobaczyłem jak jeden zomowiec wyszedł z grupy i strzelał, celując do wybranych przez siebie celów. Strzelał w kierunku otworu okiennego, znajdującego się w murze obronnym. Sprawdziłem później, że z tego miejsca wyraźnie widać było mostek dla pieszych na Baczynie. A tam przecież został śmiertelnie postrzelony Adamowicz. Zomowiec oddawał pojedyncze strzały. Po chwili usłyszałem krzyk, że na mostku został ktoś ugodzony. Leży na mostku. Grupa ośmiu zomowców ponownie zaatakowała demonstrantów strzelając z ostrej amunicji i petard. Usłyszałem świst kul. Widziałem jak kilku milicjantów wyraźnie celuje i strzela w naszym kierunku. Gdy tylko odwróciłem się, nie zdążyłem zrobić dwóch kroków, poczułem silny ból w prawym ramieniu. Świadkiem tej sceny był również Maciej Jabłoński: Ktoś krzyknął: "Patrzajcie! Już jest tam ktoś zabity na mostku!" Zobaczyłem, ze dwóch mężczyzn już go niosło. Robili to szybko. Nieśli go tak byle, jak, żeby odnieść jak najdalej. Jeden z nich trzymał go za rękę, drugi za nogę. Tak ciągnęli go po trawie. Milicjanci nadal strzelali. Dlatego też mężczyźni rzucili postrzelonego. Dodaję, że rzucili go głównie z tego powodu, że na łąkę od strony ronda wjechały dwie nysy. Drzwi boczne były otwarte. Były to drzwi przesuwane. W środku widziałem milicjantów. Byli oni w hełmach, ale nie potrafię określić, czy były z przyłbicami. Miały chyba kolor zielonkawy. Nie mogłem tego dokładnie widzieć, gdyż łzawiły mi oczy. Widziałem jednak, że w samochodzie klęczeli milicjanci. Nysy te miały kolor niebieski. Milicjanci klęcząc strzelali. Nie widziałem jaką oni mieli broń. Widać było tylko końcówki luf. Nysy te jeździły z dużą szybkością. Milicjanci strzelali przez cały czas. Przejechały raz przez łąkę a następnie pojechały w stronę kościółka. Widząc te samochody przewróciłem się pod drzewo. Zrobiłem tak, gdyż jechały one nadal. Oprócz mnie pod drzewo rzuciły się dwie kobiety. One płakały, mówiły: "Wykończą nas". [...] Użycie broni palnej przez funkcjonariuszy w momencie, kiedy tłum był już rozproszony, nie było uzasadnione. Demonstranci nie stanowili przecież dla milicjantów żadnego zagrożenia. Zeznali tak również niektórzy funkcjonariusze milicji. Starszy kapral Wiesław Królak stwierdził, że nawet starcia z demonstrantami nie usprawiedliwiały otwarcia ognia. Natomiast Kazimierz Karasiński, członek tego samego plutonu co Królak, pamięta, że ostrą amunicję można było pobierać bez ograniczeń. Naboje znajdowały sie luzem w skrzyniach i nikt nie ewidencjonował ich wydawania. Z kolei Jan Parzybut zapamiętał, że idąc w tyralierze, ktoś wydał rozkaz: "Walić ostrymi". [...] Milicja strzelała również w okna pobliskich domów. Edward Kimel był świadkiem takich scen: Będąc na półpiętrze widziałem jak przez okno wpadły na nasz korytarz dwa granaty łzawiące i na ścianę poleciała seria strzałów z bojowej amunicji. Widząc to udałem się do piwnicy. Siedząc tam zobaczyłem, jak ktoś kopnął butem w okno, a następnie do piwnicy wpadł granat łzawiący. Wówczas złapałem ten granat i przez drugie okno chciałem wyrzucić go na zewnątrz. Wtedy padła seria strzałów uszkadzając tynk. Po chwili wpadł jeszcze jeden granat łzawiący. Z kolei Elżbieta Kwiatkowska obserwowała rozgrywające się zdarzenia ze swojego balkonu: Zostałam raptownie szarpnięta przez ojca za rękę i to uratowało mnie przed uderzeniem granatu z gazem łzawiącym, który wybił szybę i odbiwszy się od framugi upadł na podłogę balkonu. To była straszna noc. Na dachach domów umieszczono kilka reflektorów o bardzo silnym świetle, które penetrowały mieszkania. Po ulicach i podwórkach jeździły milicyjne suki i chodziły patrole strzelające do okien. Strzelanina trwała do wczesnych godzin porannych. Piotr Baczek www.lubin82.pl/archiwum/tygodnik_Glos_7_09_2002.html Odpowiedz Link Zgłoś
vagabunda66 Bo app to "nasza" kanalia, a 07.11.15, 06:16 Kiszczak to "ich" kanalia. To chyba jasne. Odpowiedz Link Zgłoś