pieluchy-i-sliniaczki
18.08.17, 12:10
Choć platfusi to banda matołów i leni, to jedno trzeba im oddać - zwłaszcza Tuskowi i Rostowskiemu: to oni z góvvna, którym była polska armia na końcu przerwanej kadencji PiSu, zrobili realną siłę militarną.
Przypomnę tzw. "drugie ekspozeeeee" Tuska i wypowiedź Rostowskiego, którzy trafnie przewidzieli narastanie napięcia w Europie w perspektywie do roku 2018 w kontekście kryzysu 2008. PiS oddając władzę zostawił polskie wojsko w stanie bodaj najgorszym w historii III RP, nawet komuchy z SLD bardziej dbały o obronność państwa niż Poputczycy i Sprzedawczycy. Dość powiedzieć, że w czasie największej hossy finansowej państwa polskiego Paskudztwo i Swołocz nie wydało ani złotówki ponad to, co musiało, żeby armia jakoś dychała, a przylot pierwszego f-16, któremu sympatyczna skądinąd Maria Kaczyńska nadała osobliwe imię "jaszczompa" podczas wielkiej PiSiej fety, to efekt zakupów Leszka Millera, a nie sowieckiego popychadła Jarosława Kaczyńskiego.
W 2008 roku Tusk przestawił gospodarkę na tory rozwoju programów wojskowych (uchwała Rady Ministrów z czerwca 2008), a armię poddano profesjonalizacji, gdyż może do obsługi kałacha zda się jakiś nieszczęśnik z poboru, ale do obsługi moździerza automatycznego "Rak" potrzeba już regularnie szkolonych przez lata operatorów. Wobec technologizacji wojny takie rozwiązanie było konieczne i właściwe. Jednocześnie wyciągając wnioski z wojen przełomu tysiącleci podjęto koncepcję obrony terytorialnej, której rozwojem w gabinecie Siemoniaka kierował Szeremietiew w randze wiceministra. Była to jednak inna koncepcja niż ociężałe, kosztowne, niewydolne i fasadowe "brygady OT" realizowane przez dzisiejszy MON opanowany przez rosyjskich agentów.
Za Tuska prowadzono mnóstwo rodzimych programów modernizacyjnych, ponadto otrzymaliśmy za parę groszy od Niemiec 250 przyzwoitych czołgów; to za Komorowskiego po ujawnieniu się orientacji Obamowskiej polityki zagranicznej USA podjęto prace nad własną tarczą antyrakietową oraz sensownym programem śmigłowcowym nakierowanym na wejście Polski jako udzialowca do konsorcjum Airbusa, co dawałoby nam dostęp do technologii zwłaszcza amunicji rakietowej oraz umieszczałoby wyroby polskiej zbrojeniówki w ofercie tego ogromnego producenta broni. Podjęto współpracę z BAe na kierunku szwedzkim przy konstrukcji wozu pola walki.
Potem zaś przyszli rosyjscy agenci Macierewicz z Kownackim i w try miga zdemontowali wszystkie programy modernizacyjne armii, poza tymi, które bali się ruszyć ze względu na związki zawodowe w zbrojeniówce. Dzisiaj nie ma tarczy antyrakietowej, do której pierwsze zestawy miały być w przyszłym roku zgodnie z ustaleniami resortu Siemoniaka, a Kownacki właśnie niedawno skierował impertynencki i merytorycznie debilny list do rządu USA, który opóźnia tarczę do nie wiadomo kiedy. Program śmigłowcowy jest skasowany, a przez to współpraca z Airbusem i program odstraszania strategicznego "Orka" leży; zakupem 60 tys. "beryli", czyli postkałachów, praktycznie udupiono program karabinka MSBS, projekt piechura przyszłości "Tytan" ma obcięte pieniądze. Nietknięta jest sprawa następcy su-22, co spowoduje, że Polska nie będzie mieć lotnictwa pola walki. Śmigłowców pola walki nie ma i nie będzie, bo nawet nie ogłoszono przetargu.
Obrona terytorialna zamiast być receptą na zielone ludziki w postaci lekkich oddziałów mobilnej piechoty o strukturze batalionowej została niewydolnym molochem brygadowym niemożliwym do dobrego przeszkolenia, a specjalistów z armii skierowano do OT zdejmując ich z etatów w dotychczasowych jednostkach zwłaszcza specjalsów i osłabiając zdolności obronne armii regularnej.
Praktycznie trwa proces destrukcji zalążka dobrej polskiej armii - jedynej dobrej rzeczy, którą udało się zrobić pajacom z PO - rękami Poputczyków i Sprzedawczyków w MONie. A czasy są bardzo, ale to bardzo niespokojne. Czas staje się kwestią kluczową jeśli chodzi o gotowość bojową polskiego wojska - i pewnie dlatego rosyjski agent Kownacki pod patronatem rosyjskiego agenta Macierewicza robi wszystko, żeby opóźniać co się da. Jesteśmy świadkami zdrady narodowej i obydwu tym sobaczym pomiotom oraz ich koniunkturalnym pomagierom nie powinno to ujść na sucho. A oni dwaj z kolei działają pod politycznym parasolem kolejnego rosyjskiego agenta - Jarosława Kaczyńskiego. Jemu to też nie powinno ujść na sucho.
Niedawno jeden z moich znajomych oficerów, komandos, skierował dramatyczny list do swoich przełożonych dotyczący praktycznego braku szkolenia żołnierzy. Jego przełożeni generałowie prywatnie przyznali mu rację, ale oficjalnie go zaorali chroniąc własne dupy, bo w każdej chwili mogą wylecieć jednym wpisem na tłiterze jakiegoś Misiewicza.
Taka jest sytuacja.