Dodaj do ulubionych

H....nn i inni

22.11.20, 20:05
Wciąż zdumiewa bandytyzm oprawców PIS. Fragmencik książki Gleba Bobrowa "Epoka martwych z urodzenia", niżej, chciałbym zadedykować go milicjantom-bandytom BOA.



Skowycząc, skazaniec napinał się: próbował wewnętrznie, jak i całym ciałem zwinąć się w kłębek. Pierdol się, paszoł ty na chuj! Ty i twoi skurwiele, kobiety w wbijaliście w asfalt i krzyżowaliście, daliście której uciec? Żryj swoje gówno, pieprzony gnoju, udław się nim! Żal, nie ma czasu rozprawić się tobą jak należy... i zapaskudzić się, niedojebku…

Powlekli go do jego ostatniego miejsca spoczynku. Korowód zamykają Chichariew i Grydnicki... Nagle w mojej głowie łączą się dwie linie prowadzące w różnych kierunkach...

– Stać! Gridnia, tutaj, biegiem.

Lecha, jak katapulta, wskakuje na pancerz. Jedno spojrzenie – wyrywa mu z ust pytanie: „Tylko rzeknij, dowódco – co?!”

- Słuchaj, synku, chodź tutaj. Wytnij mu wszystko, co mu się telepie między nogami. Nie powinien taki śmieć zdychać jako facet.

Chłopak rozciągnął twarz w złowieszczym uśmiechu i nie odpowiadając nic, zsunął się z wieży. Po chwili „myszy”, błyskając nożami, zdzierają z Sjawy spodnie. Lecha podchodzi do niego blisko, staje twarzą w twarz, lewą ręką chwyta coś poniżej, kiwając na mnie, – poruszyła się nagle i zawyła, twarz zniekształcona przerażeniem – i ostro – do siebie i w górę – rwie prawą. Skowyt przechodzi w zwierzęcy pisk. Wijące się w rękach ciało wloką do budki i wpychają w pętlę.

Wstrętne... Nie z powodu dzisiejszego oprawiania: akurat tu wszystko jak należy...
Jeśli przyjdzie mi kiedyś płonąć w piekle, to nie przez Sjawę, tylko przez to „synku”. Mam facetów już rozpieprzonych przez wojnę, żeby tylko ich utemperować. Ale nie, – idź i jeszcze bardziej bądź oprawcą... „Synku”!

Z grubej stalowej liny żaden zacisk. Ale to i lepiej. Nie wypadł z pętli, i dobrze. Sjawa umierał powoli i, z pewnością, bardzo straszną śmiercią. Całe trzy minuty, nie inaczej, ciało kręciło się wokół siebie i, paprając krwią beton, próbowało przesunąć się w górę po pionowej ścianie. Porąbane palce uparcie trzymały się nijak nie zaciskającego się stalowego naszyjnika. Bulgoczące charczenie i chrypienie, wraz z pierdzeniem, pokazywały wielki zapas woli życia. W końcu, wydając dołem przeciągły bulgocący dźwięk, ciało obwisło. Na ziemię spadła półpłynna kupka. Poszło.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka