Dodaj do ulubionych

poradnik językowy Bralczyka

IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 13:44
Oglądałem w sobotę w TV Polonia mojego ulubieńca, prof. Bralczyka w programie
"Mówi się", zwanym tam również „poradnikiem językowym”. Bralczyk rozbawił
mnie jak zwykle. Uświadomiłem sobie, że jego porady sprowadzają się niemal
zawsze do przytakiwania ludziom zadającym mu pytania. Są to osobnicy, sądząc
po tym, jak się wyrażają, no... niezbyt niewykształceni. Besserwisserzy i
pieniacze, którzy tropią i denuncjują takich samych jak oni pieniaczy w
oczekiwaniu, że profesor podzieli ich językowe oburzenie. Ot taka ludzka
potrzeba dowartościowania się, albo kto wie, może nawet zaimponowania
otoczeniu autorytetem i „wiedzą”.

Biedny Bralczyk nie umie im odmówić. To jest chyba cecha jego osobowości.
Zawsze się zgadza. Niemcy mówia na takich „harmoniebedürftig“ (spragnieni
harmonii). Wczoraj zadzwonił do niego facet z donosem na znajomego, który w
pierwszej osoby czasu przeszłego używa formy "poszedłem", zamiast "poszłem"….

Bralczyk wił się, ale w końcu się wywinął. Powiedział, że owszem, są
językoznawcy, którzy uważają, że normą jest to, jak ludzie mówią, on jednak
"tak daleko by się nie posuwał". Uważa bowiem, że językoznawcy powinni
jednak dawać "delikatne wskazówki" dotyczące poprawności. A poza tym forma
"poszedłem" jest jednak starsza i "chyba jeszcze dość często używana",
wytłumaczył....

Potem zadzwonił inny obrońca polszczyzny. Zwrócił profesorowi uwagę na formę
"w czym mogę panu pomóc?" panoszącą się ostatnio w polskich sklepach. To
skandal, oburzał się telewidz. Jest to przecież kalka z angielskiego "may I
help you". Tym razem nie było zgrzytów. Bralczyk poparł go bez zastrzeżeń.
Tak jak w chwilę potem poparł innego purystę, któremu nie podobało się
usłyszane na ulicy błędne akcentowanie wyrażenia wielosylabowych form
koniugacyjnych "poszlibyśmy" i "wybralibyśmy się"...

Najbardziej ubawiła mnie ta ulica.
Obserwuj wątek
    • Gość: wesołek Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 13:50
      ciekawe jak zinterpretował by poprawność i akcent "wybralimśmy"?
      • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 14:07
        Gość portalu: wesołek napisał(a):

        > ciekawe jak zinterpretował by poprawność i akcent "wybralimśmy"?

        Założę się, że uznałby te formę za "do pewnego stopnia dopuszczalną". Z tym że
        pamiętaj, Wesołku, jeżeli ktoś juz naigrywa się z profesora, to nie przystoi mu
        pisać "zinterpretowałby" razem...
        • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 14:10
          Gość portalu: wartburg napisał(a):

          > > Założę się, że uznałby te formę za "do pewnego stopnia dopuszczalną". Z tym
          że
          >
          > pamiętaj, Wesołku, jeżeli ktoś juz naigrywa się z profesora, to nie przystoi
          mu
          >
          > pisać "zinterpretowałby" razem...

          "Oddzielnie" miało być. Pisze się razem, a nie przystoi pisać oddzielnie. Sorry.
          • Gość: P-77 Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 14:24
            > "Oddzielnie" miało być. Pisze się razem, a nie przystoi pisać oddzielnie.
            Sorry
            Tak na prawdę ( i proszę mnie nie poprawiać) to może ujść, w końcu jeżeli
            dokonasz inwersji to jest "by zinterpretował" a nie "byzinterpretował". Jeżeli
            coś co ma być razem napiszesz oddzielnie to nie jest karygodny błąd - zgodnie z
            ustaleniami Rady Języka Polskiego "nie" z imiesłowami piszemy razem a Microsoft
            Word tego nie uznaje.
            A co powiecie na to, że skoro mówimy "doń"(zamiast do niego) "dlań"
            (zamiast "dla niego") "zeń" (zamiast "z nim") to dlaczego w języku polskim nie
            ma "uń" (u niego), "oń" (o nim)?
            • Gość: wesołek Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 14:31
              Dzięki za życzliwe uwagi. Staram się pisać poprawnie,zapamiętam.Ukłony.
              PS.Ostatni akapit interesujący.:-)
              • Gość: gt wszyscy macie rację IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 15:02
                Bralczyk mnie rozzłościł. Oglądałem ten sam fragment programu. Pięciominutowe
                rozważania nad wyższością "poszedłem" wobec "poszłem". Kiedyś widziałem program
                9z tego samego cyklu), w którym Bralczyk bezczelnie odczytywał ze słownika
                odpowiedzi na pytanie widzów. Pewnie nadal to robi, ale nie mam zdrowia, żeby
                oglądać całe jego programy. Chałtura. Za to Miodka opowieści są super-
                pasjonujące.
                p.s. Zdaje się ten "ekspert" napisał również opinię na życzenie obrońców
                Rywina - "analizę językową" Michnikowego nagrania, z której miało wynikać, że
                wcale nie jest jednoznaczne, czy Rywin składał jakiejś nieuczciwe propozycje.
                • Gość: wartburg książętów mazowieckich IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 15:35
                  Gość portalu: gt napisał(a):

                  > Bralczyk mnie rozzłościł. Oglądałem ten sam fragment programu. Pięciominutowe
                  > rozważania nad wyższością "poszedłem" wobec "poszłem". Kiedyś widziałem
                  program
                  >
                  > 9z tego samego cyklu), w którym Bralczyk bezczelnie odczytywał ze słownika
                  > odpowiedzi na pytanie widzów. Pewnie nadal to robi, ale nie mam zdrowia, żeby
                  > oglądać całe jego programy. Chałtura. Za to Miodka opowieści są super-
                  > pasjonujące.
                  > p.s. Zdaje się ten "ekspert" napisał również opinię na życzenie obrońców
                  > Rywina - "analizę językową" Michnikowego nagrania, z której miało wynikać, że
                  > wcale nie jest jednoznaczne, czy Rywin składał jakiejś nieuczciwe propozycje.

                  Do Bralczyka zaglądam tylko w celach rozrywkowych. Jest to w sumie miły facet
                  i chyba go nawet lubię, ale potrafi się czasem tak skompromitować, że sam nie
                  wiem, kto mu dał ten tytuł. Kiedyś zadzwoniła do niego jakaś dama i zapytała:
                  "Panie profesorze, byłam z mężem na wycieczce do Pułtuska i tam była tablica
                  pamiątkowa ufundowana przez.... i tu właśnie nie wiem, jak to odmienić, bo
                  fundatorami byli książęta mazowieccy. A więc, panie profesorze, ufundowana
                  przez....?"

                  I profesor Bralczyk zaczął się gubić. Powiedział "przez książąt mazowieckich",
                  ale zaraz potem poprawił się na "książętów mazowieckich", bo "książąt byłoby
                  jak zwierząt..." Nie wierzyłem własnym uszom. Bralczyk też wyczuł, że jednak
                  jest problem. Zaczerwienił się, zaczął nerwowo przewracać słowniki i w końcu
                  poprosił widzów, żeby dali mu więcej czasu. Obiecał, że odpowie na pytanie w
                  następnym programie.

                  Dla mnie jest on ucieleśnieniem bylejakości, jaka rozpanoszyła się w polskim
                  językoznawstwie w ostatnich latach. Wyjątkiem jest Miodek, który rzeczywiście
                  ma dobrze poukładane w głowie.

                • Gość: wesołek P. Miodek. IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 15:57
                  Wiedza, klasa, kultura, przyjemność słuchania i oglądania.Pozdr.
                  • Gość: gt Re: P. Miodek. IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 16:01
                    no właśnie. pzdr.
                  • Gość: wartburg Re: P. Miodek. IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 16:39
                    Miodek jest językoznawcą, u ktorego wyczuwa się pasje. Jego naprawdę interesuje
                    to, czym się zajmuje i dlatego posiada dużą wiedzę. Jest wiarygodny. Zupełnie
                    inaczej jest z Bralczykiem, którego podejrzewam o lenistwo umysłowe. Kiedyś
                    wyznał z rozbrajającą szczerością, że nie będzie odpowiadał na pytania związane
                    z etymologią, bo się.... na niej nie zna.

                    To co w językoznawstwie jest najbardziej fascynujące, jego nie interesuje. I
                    takaż jest jego wiedza o języku. Wystarczająco dobra, żeby grać jowialnego
                    profesora w telewizji rozstrzygającego każde pytanie i każdą kwestię sporną po
                    najmniejszej linii oporu. Z tym że jest to tylko gra i wielkie udawanie, za
                    którym niewiele się kryje.
                    • Gość: ma Wartburg - przyganiał kocioł garnkowi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.11.04, 12:03
                      Wartburg - przepraszam, ale jak się wymądrzasz i prowadzisz dyskusję o czyjejś
                      niekompetencji językowej, to nie rób czegoś takiego:

                      > rozstrzygającego (...) każdą kwestię sporną po najmniejszej linii oporu

                      po czym? Po linii najmniejszego oporu, proszę pana. Chyba, że przyjmiesz
                      sofistykę krytykowanego profesora i powiesz, że normą jest to, jak mówi
                      większość.
                      • Gość: wartburg Re: Wartburg - przyganiał kocioł garnkowi IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 13:58
                        Gość portalu: ma napisał(a):

                        > Wartburg - przepraszam, ale jak się wymądrzasz i prowadzisz dyskusję o
                        czyjejś
                        > niekompetencji językowej, to nie rób czegoś takiego:
                        >
                        > > rozstrzygającego (...) każdą kwestię sporną po najmniejszej linii oporu
                        >
                        > po czym? Po linii najmniejszego oporu, proszę pana. Chyba, że przyjmiesz
                        > sofistykę krytykowanego profesora i powiesz, że normą jest to, jak mówi
                        > większość.





                        nie ośmieszaj się.
                        • Gość: ma Re: Wartburg - przyganiał kocioł garnkowi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.11.04, 16:18
                          >
                          > nie ośmieszaj się.

                          Nie rozumiem - nie mam racji?
                          Ty się ośmieszasz, człowieczku.
                          • mn7 Re: Wartburg - przyganiał kocioł garnkowi 01.11.04, 19:04
                            Wartburg, słusznie zwrócono ci uwagę, żebyś - krytkując innych - sam nie
                            popełniał rażących błędów językowych. Ty na to potrafisz odpowiedziec
                            zwracającemu uwagę ... "nie ośmieszaj się".
                            Nie po raz pierwszy przekonuję się, że masz niebywale wysokie mniemanie o sobie
                            samym, a na każdą krytykę reagujesz histerycznie.
                            • Gość: gt nie histeria IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 01.11.04, 19:29
                              na mój gust to nie była histeria, tylko rzeczowa porada, człowieczku (rozumiem,
                              że nie razi cię takie tytułowanie innych).
                              • Gość: ma Re: nie histeria IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.11.04, 19:46
                                Śmiesznym człowieczkiem jest ten, kto na uwagę reaguje pogardliwą odpowiedzią.
                                Po prostu to wiele mówi o wartburgu. Pan kierownik - założyciel wątku nie
                                zniesie, że mu ktoś wytknął błąd, ale to już jego problem.
                                Mn7, dzięki za poparcie.


                                Rzeczowa porada jest tu:
                                slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=oporu&kat=18
                                A teraz powodzenia w argumentowaniu przeciw. Cześć.
                                • wartburg4 żałosny pieniacz 01.11.04, 20:10
                                  O takich jak Ty, żałosnych pieniaczach, pisałem już raz w tym wątku. Przeczytaj
                                  sobie pierwszy post. Dowiesz się może czegoś o sobie.
                                  • Gość: ma Re: żałosny nudziarz IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.11.04, 20:23
                                    i koniec dyskusji.
                                  • mn7 To się nazywa zatwardziałość w złym 03.11.04, 15:14
                • kataryna.kataryna Re: wszyscy macie rację 31.10.04, 15:57
                  Gość portalu: gt napisał(a):

                  > Bralczyk mnie rozzłościł. Oglądałem ten sam fragment programu. Pięciominutowe
                  > rozważania nad wyższością "poszedłem" wobec "poszłem".



                  Chciałabym Was dobrze zrozumieć. Co w końcu Bralczyk zalecał, "poszedłem"
                  czy "poszłem"? I która forma jest poprawna według Was?
                  • Gość: gt Re: wszyscy macie rację IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 16:00
                    "Poszedłem" jest poprawna:) Idzie o to, że Bralczyk rozwodził się nad tym jak
                    nad poważnym problemem, a nie umiał swojemu słuchaczowi odpowiedzieć wprost.
                    • Gość: wartburg Re: wszyscy macie rację IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 16:03
                      Gość portalu: gt napisał(a):

                      > "Poszedłem" jest poprawna:) Idzie o to, że Bralczyk rozwodził się nad tym jak
                      > nad poważnym problemem, a nie umiał swojemu słuchaczowi odpowiedzieć wprost.

                      Problem w tym, że w jego rozważaniach te formy stały się niemal równorzędne...
                      Prawie się tłumaczył z tego, że forma "poszedłem" jest jednak (!) prawidłowa.
                      • Gość: gt wszyscy macie rację 3 IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 16:07
                        bo prof. wszystkim chce zrobić dobrze. prawie tak jak Lepper
                        • Gość: wesołek Re: wszyscy macie rację 3 IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 16:43
                          nie obraź się, ale darujmy sobie chociaż tu politykę, ok. Jest tak miło i
                          sympatycznie.
            • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 15:11
              Gość portalu: P-77 napisał(a):

              > > "Oddzielnie" miało być. Pisze się razem, a nie przystoi pisać oddzielnie.
              >
              > Sorry
              > Tak na prawdę ( i proszę mnie nie poprawiać) to może ujść, w końcu jeżeli
              > dokonasz inwersji to jest "by zinterpretował" a nie "byzinterpretował".
              Jeżeli
              > coś co ma być razem napiszesz oddzielnie to nie jest karygodny błąd - zgodnie
              z
              >
              > ustaleniami Rady Języka Polskiego "nie" z imiesłowami piszemy razem a
              Microsoft
              >
              > Word tego nie uznaje.
              > A co powiecie na to, że skoro mówimy "doń"(zamiast do niego) "dlań"
              > (zamiast "dla niego") "zeń" (zamiast "z nim") to dlaczego w języku polskim
              nie
              > ma "uń" (u niego), "oń" (o nim)?

              Zgoda. To akurat nie był taki wielki błąd. Porównywalny do literówki. Nie
              zwracałbym Wesołkowi na to uwagi, gdyby nie "drażliwy" temat wątku. Zasadą
              jest pisownia łączna. Nie znajdziesz książki, ni gazety, gdzie pojawiałaby się
              pisownia rozdzielna, mimo że historycznie to ona była pierwsza. Każdy język z
              biegiem czasu upraszcza się. Łączna pisownia takich wyrażeń bierze się właśnie
              z tego. Tak jak w angielskim "don't" albo "doesn't" które wzięły się z "do
              not" i "does not". W pisowni by przed czasownikiem to się nie mogło przyjąć,
              bo także w wymowie było i jest rozdzielne. "By zinterepretował", "by poszedł",
              "by zawiadomił". Dzieje się tak pewnie ze względu na akcent padającym w polskim
              na przedostatnią sylabę. "By" jest jednosylabowe i dlatego umieszczone przed
              czasownikiem zachowuje samodzielność. W przypadku gdy umieszczamy je za
              czasownikiem ta rozdzielność przestaje być słyszalna.

              Jeśli chodzi o formy "doń" i "dlań", to myślę, że powoli wymierają. Są na
              wylocie i dlatego ich wpływ na ewentualne powstanie pokrewnych wyrażeń "uń"
              i "oń" jest zerowy. Historycznie też nie powstały, chociaż tak do końca to nie
              jestem taki pewien. Ale jeśli nawet, to były to formy zapewne zbyt niejasne
              jako nosiciele znaczeń i dlatego nie wytrzymały konkurencji z "u niego" i "o
              nim".
              • Gość: gt ale istnieje jeszcze "kuń", czyli horse IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 15:44
                fajny wykład :)
                • Gość: Fasol Re: ale istnieje jeszcze "kuń", czyli horse IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 17:29
                  Owszem, wykład fajny, ale jak nie bardzo rozumiem, o co Wartburgowi chodzi z
                  tym akcentem. Np. w słowach "poszedłby" czy "zinterpretowałby" akcent jest
                  taki, jakby ich pisownia była rozdzielna. Pewnie dlatego, że kiedyś tak było.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: wartburg Re: ale istnieje jeszcze "kuń", czyli horse IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 18:36
                    Gość portalu: Fasol napisał(a):

                    > Owszem, wykład fajny, ale jak nie bardzo rozumiem, o co Wartburgowi chodzi z
                    > tym akcentem. Np. w słowach "poszedłby" czy "zinterpretowałby" akcent jest
                    > taki, jakby ich pisownia była rozdzielna. Pewnie dlatego, że kiedyś tak było.
                    >
                    > Pozdrawiam

                    No widzisz. Sam sobie odpowiedziałeś. To "by" po czasowniku pociąga za sobą
                    przesunięcie akcentu z drugiej na trzecią sylabę od końca - co już jest dużym
                    naruszeniem obowiązującego w polszczyźnie akcentu paroksytonicznego - zezwala
                    jednak na jego jednorazową artykulację. Po prostu nie jest tak silne jak
                    jednosylabowe, jambiczne "by" postawione przed czasownikiem. Spróbuj powiedzieć
                    "by zinterpretował" jednym tchem. Musisz zrobić przerwę, bo inaczej się
                    pogubisz.
              • Gość: wesołek Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 15:54
                Z zainteresowaniem czytam Pańskie wypowiedzi. Staram się bardzo, przede
                wszystkim w mowie potocznej, dbać o poprawne formy wysławiania się. Zwracam też
                uwagę na to moim dzieciom. Uczulony też jestem na wszelkie błędy językowe
                popełniane przez osoby z którymi rozmawiam.Pozdrawiam.
                PS. A swoja droga szkoda że wychodzą z użycia formy "doń", "zeń" itp. Bardzo
                to sympatyczne. Przynajmniej dla mnie.Bardzo lubiłem sposób wypowiadania się
                przez śp. Waldorfa. Jego "aliści" do dziś brzmi mi w uszach. Takie archaizmy
                bardzo , wg mnie, urozmaicają i upiększaja polszczyznę.Ukłony.
            • kataryna.kataryna Re: poradnik językowy Bralczyka 31.10.04, 15:52
              Gość portalu: P-77 napisał(a):

              > A co powiecie na to, że skoro mówimy "doń"(zamiast do niego) "dlań"
              > (zamiast "dla niego") "zeń" (zamiast "z nim") to dlaczego w języku polskim
              nie
              > ma "uń" (u niego), "oń" (o nim)?



              "Oń" jest i znaczy "o niego".
              • Gość: gt wszyscy macie rację - c.d. IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 15:56
                no to "uń" powinno oznaczać "o nim". Żeby się nic nie marnowało
                • Gość: wesołek Re: wszyscy macie rację - c.d. IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 15:59
                  a "oń" powinno oznaczać "o niej". Żeby się nic nie zmarnowało:-)
              • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 15:58
                kataryna.kataryna napisała:


                >
                >
                >
                > "Oń" jest i znaczy "o niego".

                Chyba masz rację... Coś jakbym już kiedyś to słyszał. Oń poszło, zamiast o
                niego poszło.
                >
                >
                >
                >
    • Gość: wesołek Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 16:48
      Nie wiem czy słuchacie "Trójki". Codziennie, a przynajmniej w dni powszednie,
      około (chyba) 13,00 jest króciutka audycja, prowadzi ją jakaś pani redaktor(nie
      znam nazwiska) która zajmuje się pochodzeniem słów języka polskiego. Robi to
      dowcipnie, w telegraficznym skrócie , ale można dowiedzieć sie ciekawych rzeczy.
      • Gość: P-77 Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 16:57
        Sweo czasu był artykuł w "Magazynie" GW (jeszcze przed "Dużym Formatem") o
        parze transseksualistów żyjących razem. Sprawa raczej poważna (oboje mają
        dzieci z poprzednich związków), jednak bohater artykułu (była kobieta) mówi o
        sobie w czasie przeszłym np. "zaszłem w ciążę". W tym akurat wypadku ta forma
        jest w pewnym sensie prawidłowa.
        • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 17:06
          Gość portalu: P-77 napisał(a):

          > Sweo czasu był artykuł w "Magazynie" GW (jeszcze przed "Dużym Formatem") o
          > parze transseksualistów żyjących razem. Sprawa raczej poważna (oboje mają
          > dzieci z poprzednich związków), jednak bohater artykułu (była kobieta) mówi o
          > sobie w czasie przeszłym np. "zaszłem w ciążę". W tym akurat wypadku ta forma
          > jest w pewnym sensie prawidłowa.

          Pod warunkiem, że transseksualista był we wcześniejszym życiu szwaczką z
          wykształceniem zasadniczym zawodowym : )
        • Gość: gt "zaszłem w ciążę" IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 17:18
          świetne! wcale nie sądzę, że w poprzednim życiu to była szwaczka. Wyrażenie to
          dowodzi bardzo postępowego stosunku do spraw mniejszości seksualnych i odwagi w
          poszukiwaniu adekwatnych form językowych, które - w duchu tolerancji i
          równouprawnienia - oddawałyby sprawiedliwość także tym, którzy nie posiadają
          jednoznacznej (czy jednowymiarowej) płci:)
          • Gość: gt "ew. zeszłam w ciążę" IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 17:24
            • Gość: wesołek Re: "ew. zeszłam w ciążę" IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 17:36
              żona Kaziuka w "Konopielce" mówiła "Kaziuk , ja znowu zaciążyła"
          • Gość: wartburg Re: "zaszłem w ciążę" IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 17:59
            Gość portalu: gt napisał(a):

            > świetne! wcale nie sądzę, że w poprzednim życiu to była szwaczka. Wyrażenie
            to
            > dowodzi bardzo postępowego stosunku do spraw mniejszości seksualnych i odwagi
            w
            >
            > poszukiwaniu adekwatnych form językowych, które - w duchu tolerancji i
            > równouprawnienia - oddawałyby sprawiedliwość także tym, którzy nie posiadają
            > jednoznacznej (czy jednowymiarowej) płci:)



            Miałem przyjaciółkę, której rodzice przyjechali ze Śląska. Mimo że urodziła się
            w Niemczech, zrobiła niemiecką maturę i jej językiem ojczystym był niemiecki,
            mówiła nieźle po polsku. Była b. zdolna językowo i często rozmawialiśmy ze sobą
            po polsku. W jakimś momencie stwierdziłem, że nigdy nie używa rodzaju męskiego
            w trzeciej osobie liczby pojedynczej. W niemieckim nie ma takiego rozrożnienia.
            Formy koniugacyjne nie mają płci. Miałem kłopoty z wytłumaczeniem jej, że nie
            powinna pytać mnie "gdzie byłaś" albo "co robiłaś", tylko "gdzie byłeś" albo
            "co robiłeś".

            Potem dopiero przypomniałem sobie jej opowieści, że w dzieciństwie po polsku
            rozmawiała tylko z matką albo ze starszą siostrą, z ojcem natomiast, który
            chciał być bardziej niemieckim od Niemców, tylko po niemiecku. Nawet nie
            zdawała sobie sprawy, że w kontekście wyniesionej z domu polszczyzny wszyscy
            jej rozmówcy stawali się automatycznie kobietami...
      • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 16:59
        Gość portalu: wesołek napisał(a):

        > Nie wiem czy słuchacie "Trójki". Codziennie, a przynajmniej w dni powszednie,
        > około (chyba) 13,00 jest króciutka audycja, prowadzi ją jakaś pani redaktor
        (nie
        >
        > znam nazwiska) która zajmuje się pochodzeniem słów języka polskiego. Robi to
        > dowcipnie, w telegraficznym skrócie , ale można dowiedzieć sie ciekawych
        rzeczy
        > .
        Nie mieszkam w Polsce, więc Trójki odbierać nie mogę. Słucham za to programu
        pierwszego PR, który pod względem dołowania polszczyzny w niczym nie ustępuje
        TVP. Język polskim przechodzi teraz duży kryzys. Moim zdaniem głównie za sprawą
        niekompetencji kadr dziennikarskich, które narzucają swoje niechlujstwo
        językowe reszcie społeczeństwa. Powtarzane w kółko błędy upowszechniają się i
        stają się szybko normą językową. Dlatego mam takie pretensje do "osobistości"
        w rodzaju Bralczyka, które, wydaje mi się, powinny nieco energiczniej reagować
        na zjawiska wykoślawiania polszczyzny.
        • Gość: wesołek Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 17:14
          Zgadzam sie .Jestem facetem nazwijmy to dojrzałym i pamietam czasy, gdy PR I (i
          nie tylko)oraz jego redaktorzy, byli wzorem poprawnego mówienia po polsku.
          Jeśli chciałbyś posłuchać "Trójki" to wejdź na www.radio.com.pl a następnie na
          link "Trójki" i można słuchać.Trójka tez mocna podupadła, nie tylko językowo,
          jakościowo też. Nowi szefowie szukają słuchacza i zniżają loty, są bardziej,
          jak oni to nazywają, "komercyjni". Ale starzy słuchacze odchodzą.Ja już nie
          słucham trójki "od deski do deski", tylko niektórych audycji.Nie tylko ja, moi
          przyjaciele też.
          • Gość: P-77 Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 17:20
            Formuła tego programu wymusza takie zachowanie prowadzącego.
            Dzwoni taki podniecony telewidz co to wyłapał błąd albo chce się popisać
            dociekliwością i co ma mu prof. Bralczyk powiedzieć - nie ma pan(i) racji?
            A forma "poszłem" bierze się chyba stąd, że we wczesnym dzieciństwie chłopcy na
            ogół mają kontakt głównie z kobietami (mama, babcie, opiekunki itp.) więc
            przejmują żeńskie formy. Dla odmiany dziewczynki mają problemy z liczbą mnogą -
            mówią na przykład "poszliśmy" zamiast "poszłyśmy". Choć na przykład feministki
            postulują aby znieść rodzaj niemęskoosobowy jednak wątpię by to przeszło gdyż
            tak jest w języku rosyjskim, który u na nie cieszy się sympatią.
            • Gość: wartburg Re: poradnik językowy Bralczyka IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 18:19
              Gość portalu: P-77 napisał(a):

              > Formuła tego programu wymusza takie zachowanie prowadzącego.
              > Dzwoni taki podniecony telewidz co to wyłapał błąd albo chce się popisać
              > dociekliwością i co ma mu prof. Bralczyk powiedzieć - nie ma pan(i) racji?

              Można przecież powiedzieć komuś, że nie ma racji nie obrażając go. A poza tym
              formuła programu zakłada chyba, że osoba prowadząca ma rozstrzygać wątpliwości,
              a nie przyznawac wszystkim rację


              > A forma "poszłem" bierze się chyba stąd, że we wczesnym dzieciństwie chłopcy
              na ogół mają kontakt głównie z kobietami (mama, babcie, opiekunki itp.) więc
              > przejmują żeńskie formy.

              Tu zgoda. Z tym że edukacja językowa nie powinna kończyć się na wyrażeniach i
              formach wyniesionych z dzieciństwa. Bo to jest problem edukacyjny. Te dzieci
              poszły potem do szkoły i albo były b. niepojętnymi uczniami albo miały b. złych
              nauczcieli. Za takiego złego nauczyciela uważam własnie Bralczyka.

              Dla odmiany dziewczynki mają problemy z liczbą mnogą -
              mówią na przykład "poszliśmy" zamiast "poszłyśmy". Choć na przykład feministki
              > postulują aby znieść rodzaj niemęskoosobowy jednak wątpię by to przeszło gdyż
              > tak jest w języku rosyjskim, który u na nie cieszy się sympatią.
        • Gość: gt poradnik audiowizualny IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 17:20
          ja też jestem facetem dojrzałym i serdecznie poleciłbym Ci obejrzenie
          filmu "Klute", gdybyś mógł odbierać 1 pr. tv dziś wieczorem. Ale tak czy owak
          pewnie znasz ten film.
          • maksimum EKOLOG-EKOLOGOWIE,PROFESOR-PROFESORZY 31.10.04, 18:01
            Wytlumacz warturg liczbe mnoga.
            • Gość: wartburg Re: EKOLOG-EKOLOGOWIE,PROFESOR-PROFESORZY IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 18:43
              Obydwie formy są poprawne. Możesz powiedzieć nie tylko ekologowie, profesorzy,
              ale także ekolodzy, profesorowie. Chociaż aktualna tendencja w języku polskim,
              która wyznacza normę, idzie w kierunku - ekolodzy, profesorzy. Jeśli o mnie
              chodzi, to wolę wariant ekolodzy, profesorowie. Może dlatego, że profesorowie
              wydają mi się godni większego szacunku niż ekolodzy.
              • Gość: gt Re: EKOLOG-EKOLOGOWIE,PROFESOR-PROFESORZY IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 18:49
                np. taki profesorow Jaskiernia ;)
                • Gość: wartburg Re: EKOLOG-EKOLOGOWIE,PROFESOR-PROFESORZY IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 19:15
                  Gość portalu: gt napisał(a):

                  > np. taki profesorow Jaskiernia ;)

                  Dla Jaskierni i Bralczyka zarezerwowałbym jednak formę - "profesorzy" : )
                  • Gość: gt tęczowa koalicja IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 19:37
                    słusznie. Profesorzy Bender, Pastusiak, Goban-Klass i Nowak też tu podpadają.
                    • Gość: wartburg Re: tęczowa koalicja IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 19:53
                      Gość portalu: gt napisał(a):

                      > słusznie. Profesorzy Bender, Pastusiak, Goban-Klass i Nowak też tu podpadają.

                      dla nich proponowałbym nawet profesorkowie...
                  • Gość: wesołek Re: do wartburga IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 20:13
                    witam ponownie. Mam pytanie: czy antypatia lub sympatia do osobnika uprawnia do
                    oficjalnego naruszania zasad pisowni(wymowy).Nie chodzi mi o prawych czy lewych
                    tylko o zasadę.Ukłony.
                    PS.Nomen-omen jeżdżę wynalazkiem m-ki Wartburg. I to prawdziwym, dwutaktem z
                    NRD-owa.
                    • Gość: gt I ja mam pytanie do wartburga IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:19
                      Czy jeżeli nie lubi się widoku krwi, jest słuszne, że się nie lubi również
                      wampirów?

                    • Gość: wartburg Re: do wartburga IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 20:25
                      Jeśli kogoś nie lubisz i chcesz mu dokuczyć, to wcale nie musisz stosować się
                      do reguł językowych. Inna rzeczą jest, czy życzyłbyś sobie, aby i Ciebie ktoś
                      tak potraktował. Moim zdaniem warto pilnować pewnych granic. Nie pozwalać
                      sobie, ani innym na ich przekraczanie. To samo odnosi się do okazywania uczuć
                      pozytywnych, co wydaje mi się, może być krępujące.

                      Wartburga nigdy nie miałem. Tak się składa dziwnie, że nawet nigdy nie
                      siedziałem za kierownicą tego samochodu : ) Miałem hondę, renault, mitsubishi,
                      parę volkwagenów i citroena, ale nigdy wartburga.
                      • Gość: gt dwa dodże IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:29
                        to dziwne, ale ja też nie miałem nigdy wartburga. Miałem dwa dodże:) (dodge
                        razy dwa), forda, dwa chevrolety, kia, opla. Co prawda większość z tego nie na
                        własność.
                        • Gość: wartburg Re: dwa dodże IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 20:38
                          Gość portalu: gt napisał(a):

                          > to dziwne, ale ja też nie miałem nigdy wartburga. Miałem dwa dodże:) (dodge
                          > razy dwa), forda, dwa chevrolety, kia, opla. Co prawda większość z tego nie
                          na
                          > własność.

                          Tak... to bardzo dziwne....
          • Gość: wartburg Re: poradnik audiowizualny IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 18:09
            Nie wiem, czy w Polsce można odbierać kanał niemiecko-francuski "Arte". Dzisiaj
            będą tam pokazywać film "Jeremiah Johnson" z młodym Robertem Redfordem. Jest
            to "Pat Garret and Billy the Kid" Peckinpaha i paru innych chyba najlepszy
            western, jaki widziałem. Zdecydowanie najlepszy film Pollacka.
            • Gość: gt Re: poradnik audiowizualny IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 18:47
              "Jeremiaha Johnsona" oczywiście znam, ale z filmów Pollacka chyba
              wolę "Tootsie" :)
              • Gość: wartburg Re: poradnik audiowizualny IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 19:50
                Gość portalu: gt napisał(a):

                > "Jeremiaha Johnsona" oczywiście znam, ale z filmów Pollacka chyba
                > wolę "Tootsie" :)

                Wolę "Jeremiaha Johnsona". To jest najlepsze kino Pollacka. A "Tootsie"?
                Podobało Ci się to naprawdę, czy tylko żartujesz?

                Jeżeli już można przeciwstawiać coś "Jermiahowi Johnsonowi", to chyba tylko
                "Trzy dni kondora" albo "Elektrycznego kowboja"
                • Gość: gt Re: poradnik audiowizualny IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 19:56
                  Jasne, że mi się podobało. Przecież to bardzo śmieszny film, no a Jessica Lange
                  to bardzo przystojna kobieta. Uwielbiam scenę, w której Bill Murray mówi z
                  wyrzutem do Hoffmana "Ty dziwko!", po tym, jak zastaje w domu Hoffmana z
                  nieszczęsnym aktorem-podrywaczem.
                  Anyway, "Trzy dni kondora" też lubię, tak samo jak i "JJ". Ale ogólnie nie
                  uznaję Pollacka za wybitnego reżysera. Zdecydowanie wolę Peckinpaha czy Penna.
                  (A w nocy obejrzałem sobie po raz nie wiem który "Bullita" z moim ulubionym
                  McQueenem i kapitalną muzyką Lalo Schifrina).

                  • Gość: wartburg Re: poradnik audiowizualny IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 20:04
                    Gość portalu: gt napisał(a):

                    > Jasne, że mi się podobało. Przecież to bardzo śmieszny film, no a Jessica
                    Lange
                    >
                    > to bardzo przystojna kobieta. Uwielbiam scenę, w której Bill Murray mówi z
                    > wyrzutem do Hoffmana "Ty dziwko!", po tym, jak zastaje w domu Hoffmana z
                    > nieszczęsnym aktorem-podrywaczem.
                    > Anyway, "Trzy dni kondora" też lubię, tak samo jak i "JJ". Ale ogólnie nie
                    > uznaję Pollacka za wybitnego reżysera. Zdecydowanie wolę Peckinpaha czy Penna.
                    > (A w nocy obejrzałem sobie po raz nie wiem który "Bullita" z moim ulubionym
                    > McQueenem i kapitalną muzyką Lalo Schifrina).
                    >
                    Ja też nie uważam Pollacka za tego najwybitniejszego reżysera, ale właśnie
                    dlatego tak wysoko cenię "Jeremiaha Johnsona", bo to jest coś więcej niż film.
                    Jestem trochę w rozterce, bo na innym kanale będzie leciał "Dzień szakala",
                    który widziałem już tyle razy i wciąż nie mam go dosyć.

                    A "Tootsie" nigdy nie byłem w stanie obejrzeć do końca. Nie lubię tanich
                    komedyjek. Miałem swojego czasu za złe Hoffmanowi, że zgodził się zagrać w
                    takim bzdecie. Sorry, że tak piszę, ale w odróżnieniu od Bralczyka piszę i
                    mówię to, co myślę : )
                    • Gość: gt Re: poradnik audiowizualny IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:15
                      > Ja też nie uważam Pollacka za tego najwybitniejszego reżysera, ale właśnie
                      > dlatego tak wysoko cenię "Jeremiaha Johnsona", bo to jest coś więcej niż
                      film.
                      > Jestem trochę w rozterce, bo na innym kanale będzie leciał "Dzień szakala",
                      > który widziałem już tyle razy i wciąż nie mam go dosyć.


                      Ja nie mam takich dylematów, obydwa filmy mam nagrane. "Tootsie" również :)

                      (Osobiście wolę film Zinnemana z kapitalnym Edwardem Foxem, widziałem go pewnie
                      z 5 razy)
                      • Gość: wartburg Re: poradnik audiowizualny IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 20:33
                        "Dzień szakala" widziałem chyba z 10 razy. To jest niesłychane, że do dzisiaj
                        bije na głowę 95 procent kina akcji. Tak jak wspominany tu już Twój ulubiony
                        "Bullit" w Steve Mc Quinie : )

                        A widziałeś może "Złodziei rowerów z Beijing" ("Bicycles in Beijing")? Tak z
                        ciekawości tylko pytam.
                        • Gość: gt Re: poradnik audiowizualny IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:38
                          w tym kanonie jest etż oczywiście "French connection", który juz sobie
                          analizowaliśmy dawniej.

                          Nie, tych złodziei nie widziałem. Ostatnio byłem na "Pręgach", francuskim "Panu
                          od muzyki" i "Człowieku w ogniu" Tony Scotta. Ten "Pan od muzyki" bardzo
                          przyzwoity, choć dość cukierkowy. A w tv widziałem niedawno jeden z moich
                          najbardziej ulubionych filmów - "400 batów" Truffaut. No i będę zmykał powoli,
                          bo mam tylko dwie i pół godziny do "Klute", a mam pracę :(
                          Serwus!
                          • Gość: wartburg zlodzieje rowerów IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 20:47
                            Jak będziesz miał okazję, to zobacz sobie koniecznie tych "Złodziei rowerów z
                            Beijing". Najlepsze kino, jakie widzialem ostatnio. Wielka klasa...

                            Ja też juz kończę, bo "Jeremiah Johnson" właśnie się zaczyna.
                            • Gość: gt Re: zlodzieje rowerów IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:48
                              zobaczę przy najbliższej okazji.
                              • Gość: wartburg Re: zlodzieje rowerów IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 20:58
                                Koprodukcja chińsko-francuska z 2001. Reżyser nazywa się Xiaoshuai Wang. Ten
                                film mial b. dobre recenzje w Niemczech, chyba nawet zdobył jakąś nagrodę, ale
                                ja byłem b. negatywnie do niego nastawiony. Nie chciało mi się wierzyć, żeby
                                po tym, co zrobił de Sica, nakręcenie czegoś porównywalnego do jego "Złodziei
                                rowerów" było w ogóle możliwe. Kiedy zobaczyłem film Wanga, zmieniłem zdanie.
                                • Gość: gt Re: zlodzieje rowerów IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 22:08
                                  znajdę ten film i obejrzę, dzięki za cynk. Mnie długo do oglądania filmów
                                  zachęcać nie trzeba.
                                  By the way, tak było miło, więc najwyższy czas przywrócić równowagę. Wesołek
                                  bardzo przymilny był dzisiaj, prawda?

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=17054712&a=17105181
                                  • Gość: wesołek Re: zlodzieje rowerów IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 22:36
                                    nie bywam przymilny, tylko jak ktoś mówi jak człowiek to traktuję go tak samo.A
                                    do własnego zdania mam prawo.Nieprawdaż.
                                    • Gość: gt Re: zlodzieje rowerów IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 01.11.04, 22:46
                                      "szkoda splunąć na basie.basie i werczyburgi", "zagotują im się jaja i c.py" -
                                      faktycznie są to bardzo oryginalne zdania i masz do nich prawo. Ale nie bujaj,
                                      że mówisz jak człowiek.

                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=17054712&a=17105181
                                  • Gość: wartburg Re: zlodzieje rowerów IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 11:12
                                    Gość portalu: gt napisał(a):

                                    > znajdę ten film i obejrzę, dzięki za cynk. Mnie długo do oglądania filmów
                                    > zachęcać nie trzeba.
                                    > By the way, tak było miło, więc najwyższy czas przywrócić równowagę. Wesołek
                                    > bardzo przymilny był dzisiaj, prawda?
                                    >
                                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=17054712&a=17105181

                                    Nie mam powodu, aby posądzać Wesołka o nieszczerość i myślę, że lepiej jest
                                    komunikować się na poziomie wzajemnych uprzejmości niż obelg. W takiej
                                    atmosferze obydwu stronom chyba łatwiej zrozumieć argumenty przeciwnika, a o to
                                    przecież nam wszystkim chodzi.

                                    Gorzej jest, kiedy do dyskusji wtrącają się osobnicy w rodzaju homosia, których
                                    o wszystko można posądzać, tylko nie o szczerość.
                                    • Gość: wesołek Re: zlodzieje rowerów IP: *.lublin.mm.pl 01.11.04, 20:37
                                      Uszanowanie.
                                      • wartburg4 Re: zlodzieje rowerów 01.11.04, 20:42
                                        Gość portalu: wesołek napisał(a):

                                        > Uszanowanie.


                                        Witam.
                                        • Gość: wesołek Re: zlodzieje rowerów IP: *.lublin.mm.pl 01.11.04, 22:24
                                          Cieszę się ze rozumiesz , że można różnić się , ale ładnie, z uszanowaniem.
                                          Moje "uszanowanie" było tak powitaniem, jak i podziekowaniem za opinię do
                                          której sie odniosłem.Nie wchodzę w Wasza dysputę o filmach, bo nie jestem
                                          kinomanem. Ale osobiście "Tootsie"(nie wiem czy dobrze napisałem) mogę ogladać
                                          zawsze.Osobiście wolę dobrą książkę. A jeśli chodzi o filmy lubie raczej
                                          lekkie, pozwalające odpocząć. Może to niezbyt o chwalebnie o mnie świadczy, ale
                                          cóż....
                                          • Gość: wartburg lekkie filmy IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 22:35
                                            Być może mylę co do "Tootsie". Nie wykluczam, że miałem uprzedzenia do tego
                                            filmu, jeszcze zanim go obejrzałem. Faktem jest, że nigdy nie obejrzałem go do
                                            końca. I dlatego mogę się mylić. Bratkowi, którego cenię, ten film się podobał.
                                            Jestem więc ostrożny. Z jakiegoś powodu tzw. lekkie filmy zawsze mnie męczyły.
                                            Wolałem ciężkie, bo dawały mi więcej do myślenia : )
                                            • Gość: wesołek Re: lekkie filmy IP: *.lublin.mm.pl 01.11.04, 23:05
                                              nie sądzę żebyś posądzał mnie o bezmyslność. Nie napisałem że nie
                                              ogladam "ciężkich" , w rozumieniu ,tak myślę, filmów które maja głębszy sens.
                                              Ale czy Tootsie nie ma podtekstu, nie zmusza do zastanowienia się? Jest w tym
                                              filmie, moim zdaniem kilka postaci, może charakterystycznych, typowych ale czyż
                                              nie dajacych do myślenia?Do refleksji nad codziennością?No dobra,kończę, i tak
                                              nie jestem dla ciebie partnerem do rozważań o filmach.Pozdrawiam.Do spotkania w
                                              innym wątku.
                            • maksimum Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 31.10.04, 21:04
                              Gość portalu: wartburg napisał(a):

                              > Jak będziesz miał okazję, to zobacz sobie koniecznie tych "Złodziei rowerów z
                              > Beijing". Najlepsze kino, jakie widzialem ostatnio. Wielka klasa...

                              Film zrobiony w starym stylu.
                              Ma uchwycic epoke ktora mija i te niepodwazalne wartosci,przyjazn,przywiazanie
                              itd.
                              I bardzo nikly dialog dla podkreslenia w/w wartosci.


                              > Ja też juz kończę, bo "Jeremiah Johnson" właśnie się zaczyna.
                              • maksimum Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 31.10.04, 21:13
                                maksimum napisał:

                                > Gość portalu: wartburg napisał(a):
                                >
                                > > Jak będziesz miał okazję, to zobacz sobie koniecznie tych "Złodziei rower
                                > ów z
                                > > Beijing". Najlepsze kino, jakie widzialem ostatnio. Wielka klasa...
                                >
                                > Film zrobiony w starym stylu.
                                > Ma uchwycic epoke ktora mija i te niepodwazalne
                                wartosci,przyjazn,przywiazanie
                                > itd.
                                > I bardzo nikly dialog dla podkreslenia w/w wartosci.

                                www.imdb.com/title/tt0276501/
                                A tu link do niego.

                                • Gość: wartburg Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 11:04
                                  maksimum napisał:

                                  > maksimum napisał:
                                  >
                                  > > Gość portalu: wartburg napisał(a):
                                  > >
                                  > > > Jak będziesz miał okazję, to zobacz sobie koniecznie tych "Złodziei
                                  > rower
                                  > > ów z
                                  > > > Beijing". Najlepsze kino, jakie widzialem ostatnio. Wielka klasa.
                                  > ..
                                  > >
                                  > > Film zrobiony w starym stylu.
                                  > > Ma uchwycic epoke ktora mija i te niepodwazalne
                                  > wartosci,przyjazn,przywiazanie
                                  > > itd.
                                  > > I bardzo nikly dialog dla podkreslenia w/w wartosci.
                                  >
                                  > www.imdb.com/title/tt0276501/
                                  > A tu link do niego

                                  No to przeczytaj sobie wypowiedź na temat tego filmu, jaką znalazłem na Twoim
                                  linku.


                                  User Comments:

                                  Paul Creeden (paulcreeden@paulcreeden.com)
                                  Boston,MA,USA


                                  Date: 15 February 2002
                                  Summary: Allegory of modern China

                                  What a pleasant surprise! I ran to my local indy-plex in Cambridge, MA to see
                                  this film before it vaporizes, as most small foreign films still do, even in
                                  the Athens of America. It charmed and fascinated. The subject matter,
                                  adolescent males in an urban setting obsessed with bicycles, would not be
                                  something I would normally seek out. But, the best part of this movie for me
                                  was the experience of true, artful movie making, seemingly unincumbered by
                                  commercial nods to financial patrons. The cinematography is excellent. It
                                  places the viewer in many of the scenes in a very subtle way. The story is
                                  frustratingly universal. On the surface, it got me right back to the maddening
                                  frustrations of my own male adolescence, and the absurdity of it. I found much
                                  of it very funny. The storyteller's use of the bicycle owners as segments of
                                  the current Chinese demography after the invasion of capitalism from the West
                                  was very educational for me. I think, despite my relative ignorance of modern
                                  Chinese affairs, it is an allegory of modern China. In any case, the use of
                                  symbolism was both welcomed and refreshing. I wonder if this is the current
                                  Chinese equivalent of our "Dude, Where's My Car?"

                                  To jest tylko wypowiedź amerykańskiego kinomana, który szybko zrozumiał, że
                                  zetknął się z dziełem genialnym. O "Złodziejach rowerów z Beijing" można
                                  napisać jeszcze wiele innych rzeczy, ktore szybko wywindowałyby go do czołówki
                                  najlepszych filmów w historii kinematografii.
                                  • Gość: MACIEJ Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM IP: *.ny325.east.verizon.net 01.11.04, 16:17
                                    Ja nie mowie,ze to zly film,bo sam go obejrzalem,inaczej bym zrezygnowal w
                                    polowie.
                                    Jest to film o czyms starym,co odchodzi i jakby chcial zatrzymac czas w miejscu.
                                    Sentyment do mijajacego swiata i mijajacych wartosci.
                                    • wartburg4 Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 01.11.04, 16:32
                                      Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                                      > Ja nie mowie,ze to zly film,bo sam go obejrzalem,inaczej bym zrezygnowal w
                                      > polowie.
                                      > Jest to film o czyms starym,co odchodzi i jakby chcial zatrzymac czas w
                                      miejscu
                                      > .
                                      > Sentyment do mijajacego swiata i mijajacych wartosci

                                      Chyba nie zrozumiałeś tego filmu. W jakim miejscu jest ckliwy?
                                      • maksimum Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 01.11.04, 17:01
                                        wartburg4 napisał:

                                        > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                                        >
                                        > > Ja nie mowie,ze to zly film,bo sam go obejrzalem,inaczej bym zrezygnowal
                                        > w
                                        > > polowie.
                                        > > Jest to film o czyms starym,co odchodzi i jakby chcial zatrzymac czas w
                                        > miejscu
                                        > > .
                                        > > Sentyment do mijajacego swiata i mijajacych wartosci
                                        >
                                        > Chyba nie zrozumiałeś tego filmu.

                                        Oj wartburg,wartburg! A co bylo do zrozumienia w tym filmie?
                                        Przeciez nawet jakbym go ogladal bez tlumaczenia,to przekaz byl bardzo jasny.
                                        Rower jako symbol,honor,ojczyzna i neighborhood.
                                        Ciezkie zycie ludzi z bario,gdzie honor nakazuje byc uczciwym ale lokalne gangi
                                        wprowadzaja nowe wzorce zycia.

                                        > W jakim miejscu jest ckliwy?

                                        Tego juz nie ma! Znaleziono biedne dzielnice,zeby pokazac ludziom,ze mozna byc
                                        uczciwym i honorowym w tych wlasnie dzielnicach.
                                        Taka bajka o "starym dobrym swiecie".
                                        • wartburg4 Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 01.11.04, 17:15
                                          maksimum napisał:
                                          > Oj wartburg,wartburg! A co bylo do zrozumienia w tym filmie?
                                          > Przeciez nawet jakbym go ogladal bez tlumaczenia,to przekaz byl bardzo jasny.

                                          To znaczy, że oglądałeś go bez tłumaczenia? W takim razie wszystko jasne, bo
                                          nie podejrzewam Cię o znajomość chińskiego...

                                          > Rower jako symbol,honor,ojczyzna i neighborhood.
                                          > Ciezkie zycie ludzi z bario,gdzie honor nakazuje byc uczciwym ale lokalne
                                          gangi
                                          > wprowadzaja nowe wzorce zycia.

                                          Sorry, przykro mi, że to piszę, ale naprawdę nic nie zrozumiałeś.
                                          >
                                          > > W jakim miejscu jest ckliwy?
                                          >
                                          > Tego juz nie ma! Znaleziono biedne dzielnice,zeby pokazac ludziom,ze mozna
                                          byc
                                          > uczciwym i honorowym w tych wlasnie dzielnicach.
                                          > Taka bajka o "starym dobrym swiecie".

                                          Te biedne dzielnice po prostu są. I w tym że są, nie ma nic, ale to nic
                                          ckliwego...
                                          • maksimum Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 01.11.04, 19:56
                                            wartburg4 napisał:

                                            > maksimum napisał:
                                            > > Oj wartburg,wartburg! A co bylo do zrozumienia w tym filmie?
                                            > > Przeciez nawet jakbym go ogladal bez tlumaczenia,to przekaz byl bardzo ja
                                            > sny.
                                            >
                                            > To znaczy, że oglądałeś go bez tłumaczenia? W takim razie wszystko jasne, bo
                                            > nie podejrzewam Cię o znajomość chińskiego...
                                            >
                                            > > Rower jako symbol,honor,ojczyzna i neighborhood.
                                            > > Ciezkie zycie ludzi z bario,gdzie honor nakazuje byc uczciwym ale lokalne
                                            >
                                            > gangi
                                            > > wprowadzaja nowe wzorce zycia.
                                            >
                                            > Sorry, przykro mi, że to piszę, ale naprawdę nic nie zrozumiałeś.

                                            Mnie tez przykro jesli Ci napisze,ze ten film zdobyl nagrode w Niemczech ale
                                            nie w USA.
                                            Tutaj zupelnie nie byl popularny i pokazany bez fanfar.

                                            > > > W jakim miejscu jest ckliwy?
                                            > >
                                            > > Tego juz nie ma! Znaleziono biedne dzielnice,zeby pokazac ludziom,ze mozn
                                            > a byc uczciwym i honorowym w tych wlasnie dzielnicach.
                                            > > Taka bajka o "starym dobrym swiecie".
                                            >
                                            > Te biedne dzielnice po prostu są. I w tym że są, nie ma nic, ale to nic
                                            > ckliwego...

                                            Ty wartburg zapomniales,ze Chiny rozwijaja sie 8-9% rocznie i to co bylo tam 4
                                            lata temu,juz nie istnieje.
                                            Ty bys chcial zeby te dzielnice tam byly,ale 4 lata w Chinach przy ich tempie
                                            zycia to juz historia.
                                            • wartburg4 Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 01.11.04, 20:05
                                              Każdy ma prawo do swojego punkt widzenia. Twój jednak, uważam, z kinematografią
                                              wspólnego wiele nie ma...
                                              • maksimum Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM 01.11.04, 22:07
                                                wartburg4 napisał:

                                                > Każdy ma prawo do swojego punkt widzenia. Twój jednak, uważam, z
                                                >kinematografią wspólnego wiele nie ma...

                                                A dlaczego nie zalozyc,ze rozne filmy,roznym ludzim sie podobaja?
                                                Nagrodziliscie w EUropie "Fahrenheit 9/11" i na pewno spodziewacie sie
                                                zwyciestwa swojego idola.
                                                Poza tym "Kinematografia" to nie znaczy te filmy ,ktore sie Tobie podobaja.
                                                • Gość: wartburg Re: zlodzieje rowerów Z BEIJING-CKLIWY FILM IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 22:25
                                                  maksimum napisał:
                                                  > A dlaczego nie zalozyc,ze rozne filmy,roznym ludzim sie podobaja?

                                                  It sounds sensible. Całkowicie zgadzam się z Tobą .

                                                  > Nagrodziliscie w EUropie "Fahrenheit 9/11" i na pewno spodziewacie sie
                                                  > zwyciestwa swojego idola.

                                                  Ja tego filmu nie nagradzałem, wcale mi się nie podobał. Wcześniejsze filmy
                                                  Moore'a były znacznie lepsze. Co nie zmienia faktu, że większą sympatią darzę
                                                  Kerry'ego od Busha.

                                                  > Poza tym "Kinematografia" to nie znaczy te filmy ,ktore sie Tobie podobaja.

                                                  Kinematografia to w naszych czasach dyscyplina naukowa. I wierz mi, Macieju,
                                                  prędzej dostałbym profesurę od Ciebie. Szczególnie na któryms z amerykańskich
                                                  uniwersytetów. To jest kwestia wiedzy, którą ja posiadam, a Ty nie. Co nie
                                                  znaczy, że nie przysługuje Ci prawo do Twojego punktu widzenia. Masz je. Każdy
                                                  je ma.
                                                  • maksimum PEKNIE CI SERCE WARTBURG JUTRO ! 01.11.04, 22:42
                                                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                    > maksimum napisał:
                                                    > > A dlaczego nie zalozyc,ze rozne filmy,roznym ludzim sie podobaja?
                                                    >
                                                    > It sounds sensible. Całkowicie zgadzam się z Tobą .
                                                    >
                                                    > > Nagrodziliscie w EUropie "Fahrenheit 9/11" i na pewno spodziewacie sie
                                                    > > zwyciestwa swojego idola.
                                                    >
                                                    > Ja tego filmu nie nagradzałem, wcale mi się nie podobał. Wcześniejsze filmy
                                                    > Moore'a były znacznie lepsze. Co nie zmienia faktu, że większą sympatią
                                                    >darzę Kerry'ego od Busha.
                                                    >
                                                    > > Poza tym "Kinematografia" to nie znaczy te filmy ,ktore sie Tobie podobaja.
                                                    >
                                                    > Kinematografia to w naszych czasach dyscyplina naukowa. I wierz mi, Macieju,
                                                    > prędzej dostałbym profesurę od Ciebie. Szczególnie na któryms z
                                                    >amerykańskich uniwersytetów.To jest kwestia wiedzy, którą ja posiadam, a Ty
                                                    >nie.

                                                    To jest taka sama glebia wiedzy jaka posiadasz na temat kandydatow na
                                                    amerykanskiego prezydenta.
                                                    Podoba Ci sie to ,co nie przedstawia wartosci,tak jak kiedys Indianom koraliki
                                                    za ktore kupilismy Manhattan.

                                                    > Co nie znaczy, że nie przysługuje Ci prawo do Twojego punktu widzenia. Masz
                                                    >je. Każdy je ma.

                                                    I wlasnie dlatego,ze mam calkiem inny punkt widzenia na sprawy kinematografii i
                                                    prezydentury w Stanach ,Ty nie jestes mnie w stanie niczego nauczyc.
                                                    Najpierw Ci serce pekalo jak Bush wygral z Gorem a jutro Ci peknie raz jeszcze.
                                                  • Gość: wartburg Re: PEKNIE CI SERCE WARTBURG JUTRO ! IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 23:00
                                                    maksimum napisał:

                                                    > To jest taka sama glebia wiedzy jaka posiadasz na temat kandydatow na
                                                    > amerykanskiego prezydenta.
                                                    > Podoba Ci sie to ,co nie przedstawia wartosci,tak jak kiedys Indianom
                                                    koraliki
                                                    > za ktore kupilismy Manhattan.

                                                    Hmmm... A więc to Ty kupiłeś Manhattan??? Mam znajomego. Wyemigrował do
                                                    Toronto. Ożenił się z Polką, z którą odwiedził mnie kiedyś w Berlinie.
                                                    Powiedziała "my Kanadyjczycy przelewaliśmy krew za wolność Wielkiej Brytanii".
                                                    Chyba nigdy się tak nie ubawiłem.
                                                    >
                                                    > > Co nie znaczy, że nie przysługuje Ci prawo do Twojego punktu widzenia.
                                                    > Masz
                                                    > >je. Każdy je ma.
                                                    >
                                                    > I wlasnie dlatego,ze mam calkiem inny punkt widzenia na sprawy kinematografii
                                                    i
                                                    >
                                                    > prezydentury w Stanach ,Ty nie jestes mnie w stanie niczego nauczyc.
                                                    > Najpierw Ci serce pekalo jak Bush wygral z Gorem a jutro Ci peknie raz
                                                    jeszcze.

                                                    Dlaczego ma mi pękać serce? Uważam, że lepiej będzie dla Stanów i dla świata,
                                                    jeśli wygra inteligentniejszy z kandydatów. Mój ojciec mawiał - wolę stracić z
                                                    mądrym, niż wygrać z głupim. To bardzo mądre przysłowie.
                                                  • Gość: gt :) IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 01.11.04, 23:11
                                                    "Hmmm... A więc to Ty kupiłeś Manhattan??? "

                                                    Tak, a powiedział mu o tym Dubya, bo on też jest uczony.

                                                    p.s. Macieju, to w Waszych podręcznikach nadal piszą te bzdury o kupnie
                                                    Manhattanu od Indian za koraliki (tudzież haczyki na ryby)? Ciekawe, skąd u
                                                    ludzi taka potrzeba, by powtarzać za innymi mityczne głupoty. Potrzeba
                                                    niesamodzielnego myślenia?
                                                  • maksimum Re: :) AMERYKANIE KUPILI MANHATTAN ZA KORALE! 01.11.04, 23:23
                                                    Gość portalu: gt napisał(a):

                                                    > "Hmmm... A więc to Ty kupiłeś Manhattan??? "
                                                    >
                                                    > Tak, a powiedział mu o tym Dubya, bo on też jest uczony.
                                                    >
                                                    > p.s. Macieju, to w Waszych podręcznikach nadal piszą te bzdury o kupnie
                                                    > Manhattanu od Indian za koraliki (tudzież haczyki na ryby)? Ciekawe, skąd u
                                                    > ludzi taka potrzeba, by powtarzać za innymi mityczne głupoty. Potrzeba
                                                    > niesamodzielnego myślenia?

                                                    My Amerykanie wiemy lepiej i zadnych dowodow nam nie potrzeba.
                                                    Wszyscy widzieli te korale i nawet na pamiatkowych obrazach sa zachowane.
                                                  • maksimum Re: PEKNIE CI SERCE WARTBURG JUTRO ! 01.11.04, 23:11
                                                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                    > maksimum napisał:
                                                    >
                                                    > > To jest taka sama glebia wiedzy jaka posiadasz na temat kandydatow na
                                                    > > amerykanskiego prezydenta.
                                                    > > Podoba Ci sie to ,co nie przedstawia wartosci,tak jak kiedys Indianom
                                                    > koraliki
                                                    > > za ktore kupilismy Manhattan.
                                                    >
                                                    > Hmmm... A więc to Ty kupiłeś Manhattan??? Mam znajomego. Wyemigrował do
                                                    > Toronto. Ożenił się z Polką, z którą odwiedził mnie kiedyś w Berlinie.
                                                    > Powiedziała "my Kanadyjczycy przelewaliśmy krew za wolność Wielkiej
                                                    Brytanii".
                                                    > Chyba nigdy się tak nie ubawiłem.

                                                    To sie zgadza i w dalszym ciagu sa w koronie,a my nie!

                                                    > > > Co nie znaczy, że nie przysługuje Ci prawo do Twojego punktu widzen
                                                    > ia. Masz je. Każdy je ma.
                                                    > >
                                                    > > I wlasnie dlatego,ze mam calkiem inny punkt widzenia na sprawy kinematogr
                                                    > afii i prezydentury w Stanach ,Ty nie jestes mnie w stanie niczego nauczyc.
                                                    > > Najpierw Ci serce pekalo jak Bush wygral z Gorem a jutro Ci peknie raz
                                                    > jeszcze.
                                                    >
                                                    > Dlaczego ma mi pękać serce? Uważam, że lepiej będzie dla Stanów i dla
                                                    >świata,jeśli wygra inteligentniejszy z kandydatów.

                                                    Takich inteligentow jak Kerry ,to macie nawet sporo w EU,wiec dlaczego coraz
                                                    bardziej zostajecie z tylu za USA?????????

                                                    > Mój ojciec mawiał - wolę stracić z mądrym, niż wygrać z głupim. To bardzo
                                                    >mądre przysłowie.

                                                    Przyslowie rzeczywiscie madre i moj ojciec je tez powtarzal,tylko ze Ty nie
                                                    rozpoznales kto tu jest madry.
                                                  • Gość: wartburg Re: PEKNIE CI SERCE WARTBURG JUTRO ! IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 23:38
                                                    maksimum napisał:

                                                    > >
                                                    > Przyslowie rzeczywiscie madre i moj ojciec je tez powtarzal,tylko ze Ty nie
                                                    > rozpoznales kto tu jest madry.

                                                    A więc, jeśli dobrze zrozumiałem, to taka dialektyka sprytna? Jak głupi, to
                                                    znaczy, że mądry?
                                                  • maksimum Re: PEKNIE CI SERCE WARTBURG JUTRO ! 01.11.04, 23:46
                                                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                    > maksimum napisał:
                                                    >
                                                    > > >
                                                    > > Przyslowie rzeczywiscie madre i moj ojciec je tez powtarzal,tylko ze Ty n
                                                    > ie rozpoznales kto tu jest madry.
                                                    >
                                                    > A więc, jeśli dobrze zrozumiałem, to taka dialektyka sprytna? Jak głupi, to
                                                    > znaczy, że mądry?

                                                    Niedokladnie tak!
                                                    Jedni uwazaja Kerry'ego za madrego ,inni uwazaja Busha za madrzejszego.
                                                    To cos tak jak z tym filmem o zlodziejach rowerow w Pekinie.
                                                    W EUropie zdobyl nagrode,a w USA jest baaaaaardzo malo znany.
                                                  • Gość: wartburg nie matura, lecz chęć szczera... IP: *.b.dial.de.ignite.net 02.11.04, 01:01
                                                    maksimum napisał:

                                                    > Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                    > > Niedokladnie tak!
                                                    > Jedni uwazaja Kerry'ego za madrego ,inni uwazaja Busha za madrzejszego.
                                                    > To cos tak jak z tym filmem o zlodziejach rowerow w Pekinie.
                                                    > W EUropie zdobyl nagrode,a w USA jest baaaaaardzo malo znany.

                                                    Rozumiem. Wszystko jest względne. Bush jest mądrzejszy, bo mu bardzo na tym
                                                    zależy. Mówiąc krótko: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera.
                                                    Natomiast Kerry takiej chęci szczerej nie ma. Ma co prawda naturę, ale w sumie
                                                    wychodzi na to, że jest głupi... bo chęcią Bushowi nie dorównuje.

                                                    Trochę tak jak w komuniźmie. W "Pierwszym Kręgu" Sołżenicyn opisuje ministra do
                                                    spraw nauki w rządzie Stalina Josifa Wissarionowicza, który nie ukończył nawet
                                                    podstawówki. Zdarza się. Obcując jednak na codzień z naukowcami i słuchając
                                                    ich komplementów minister ten uwierzył, że sam jest naukowcem i chciał nawet
                                                    dokonać jakiegoś naukowego odkrycia... Czy z Bushem jest podobnie?
                                                  • maksimum SKAD TAKIE NIEZIEMSKIE WNIOSKI WYCIAGASZ ? 02.11.04, 01:34
                                                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                    > maksimum napisał:
                                                    >
                                                    > > Gość portalu: wartburg napisał(a):
                                                    >
                                                    > > > Niedokladnie tak!
                                                    > > Jedni uwazaja Kerry'ego za madrego ,inni uwazaja Busha za madrzejszego.
                                                    > > To cos tak jak z tym filmem o zlodziejach rowerow w Pekinie.
                                                    > > W EUropie zdobyl nagrode,a w USA jest baaaaaardzo malo znany.
                                                    >
                                                    > Rozumiem. Wszystko jest względne. Bush jest mądrzejszy, bo mu bardzo na tym
                                                    > zależy.

                                                    Bush jest madrzejszy ,bo madrzej postepuje.
                                                    Powinienes podstawy miec opanowane,ze czlowieka ocenia sie po tym co robi ,a
                                                    nie po tym co mowi.

                                                    > Mówiąc krótko: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera.

                                                    To Ty do tej pory nie wiesz,ze Bush ma studia skonczone?????

                                                    > Natomiast Kerry takiej chęci szczerej nie ma. Ma co prawda naturę, ale w
                                                    >sumie wychodzi na to, że jest głupi... bo chęcią Bushowi nie dorównuje.

                                                    Twoja umiejetnosc oceny Busha i Kerry'ego jest ZEROWA.
                                                    Jesli wynika to z braku wiedzy,to sie jeszcze mozna posmiac,ale jesli
                                                    utrzymujesz ,ze masz wiedze na ten temat,to juz gorzej niz tragedia z twoim
                                                    mysleniem.

                                                    > Trochę tak jak w komuniźmie. W "Pierwszym Kręgu" Sołżenicyn opisuje ministra
                                                    do spraw nauki w rządzie Stalina Josifa Wissarionowicza, który nie ukończył
                                                    nawet
                                                    > podstawówki. Zdarza się. Obcując jednak na codzień z naukowcami i słuchając
                                                    > ich komplementów minister ten uwierzył, że sam jest naukowcem i chciał nawet
                                                    > dokonać jakiegoś naukowego odkrycia...

                                                    Chyba nie przypuszczasz ,ze jakie takie glupoty o komunizmie czytuje.

                                                    > Czy z Bushem jest podobnie?

                                                    Najpierw zobacz jaka on skonczyl uczelnie a jaka Ty!
                    • Gość: gt no i już IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:34
                      "A "Tootsie" nigdy nie byłem w stanie obejrzeć do końca. Nie lubię tanich
                      komedyjek. Miałem swojego czasu za złe Hoffmanowi, że zgodził się zagrać w
                      takim bzdecie. Sorry, że tak piszę, ale w odróżnieniu od Bralczyka piszę i
                      mówię to, co myślę : ) "

                      Nie szkodzi, ja też nie wahałem się napisać, co myślę o Twoim ulubieńcu
                      Bralczyku ;)
                      • Gość: wartburg dotknięcia transcendencji IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 11:44
                        Gość portalu: gt napisał(a):

                        > "A "Tootsie" nigdy nie byłem w stanie obejrzeć do końca. Nie lubię tanich
                        > komedyjek. Miałem swojego czasu za złe Hoffmanowi, że zgodził się zagrać w
                        > takim bzdecie. Sorry, że tak piszę, ale w odróżnieniu od Bralczyka piszę i
                        > mówię to, co myślę : ) "
                        >
                        > Nie szkodzi, ja też nie wahałem się napisać, co myślę o Twoim ulubieńcu
                        > Bralczyku ;)

                        Ale napisałeś to wiedząc, w "jaki sposób" go lubię : )

                        Obejrzałem wczoraj "Jeremiaha Johnsona" i przypomniałem sobie (bo nie widziałem
                        go tak długo, że zdążyłem zapomnieć), dlaczego tak wysoko cenię ten film. Tam
                        są dotknięcia geniuszu. Mam teorię, że takie przebłyski zawsze mają swoje
                        źródło w transcendencji i nawiedzają niekiedy także przeciętnie uzdolnionych
                        twórców. Wszyscy aniołowie im pomagają... Z drugiej strony zdarza się - i to
                        nierzadko - że tzw. wielkości kina produkują złe i nieudane filmy właśnie
                        dlatego, że tych "dotknięć" nie stało.

                        W "Jeremiah Johnson" takim dotknięciem jest scena, jeśli ją pamiętasz, w której
                        Redford mści sie po raz pierwszy na Indianach ze szczepu "Crows". W pojedynkę
                        napada na grupę pięciu albo sześciu. Ma przewagę zaskoczenia i jest w transie.
                        W furii... Dwoch pierwszych zabija z karabinu. Trzeciego i czwartego w walce
                        wręcz i oni zaczynają nagle się go bać. Piąty, otyły i niezdarny, ucieka na
                        brzeg rzeki. Kiedy oglądałem ten film wczoraj, uświadomiłem sobie, że nigdy nie
                        widziałem otyłych Indian... Ale ten był gruby i przerażony. Trząsł się ze
                        strachu. W jakimś momencie przestał uciekać. Zaczął tańczyć i śpiewać : ) Ale
                        mam skojarzenia!

                        Ale teraz na serio. Nie wiem, co to było. Pewnie jakaś pieśń umierającego
                        wojownika. Indianin śpiewał tupiąc i podskakując, jakby chciał w ten sposób
                        przywitać śmierć. Potem przestał czekając aż Redford go zabije. Ale jemu też
                        przeszła chęć do zabijania. Może uświadommił sobie, że ten Indianin jest takim
                        samym człowiekiem jak on? Odwrócił się i pozwolił uciec grubemu. Zostawił go
                        nad brzegiem rzeki i wrócil do obozowiska, gdzie leżeli zabici przez niego
                        pozostali Indianie. Położył się koło jednego z nich i jakby powalony atakiem
                        naglego zmęczenia zasnął.
                        • Gość: wartburg dotknięcia transcendencji II IP: *.pool.mediaWays.net 01.11.04, 13:53
                          Tak więc uważam, że Pollack decydując się na tę scenę z otyłym Indianinem
                          poczuł dotknięcie transcendencji. W sensie takim, w jakim określił to Brodski
                          w „Motylu”, kiedy porównywał człowieka do pióra zdanego na „mądrą rękę”. Rękę,
                          która wodząc nim po „śnieżnej stronicy” decyduje, „czy sens, czy bezsens z tego
                          powstaje”. Cytat z pamięci. Można się wdawać w długie i z pewnością ciekawe
                          dyskusje, jakie warunki muszą być spełnione, aby doszło do takiej relacji
                          między „mądrą ręką” a piórem. Kiedy pisze z sensem, a kiedy nie? Ale jako że
                          mam ochotę pisać dzisiaj o kinie, oprę się tej pokusie i przejdę do drugiego
                          filmu, do „Dnia Szakala”, który odświeżyłem sobie także wczoraj.

                          Ten film trzyma się na rynku od z górą trzydziestu lat i mimo niewyobrażalnego
                          w jego epoce postępu techniki realizacji filmowej, bije na głowę większość
                          produkcji, jakie trafiają na ekrany dzisiaj. Dlaczego? Na pewno dużą rolę
                          odegrał precyzyjny scenariusz Forsytha, w którym wszystko jest przemyślane do
                          najdrobniejszego szczegółu. Opowieść o Szakalu odkrywa i skrywa swoje
                          tajemnice niczym wielopoziomowa rzeczywistość, której wszyscy doświadczamy.
                          Ale myślę, że jest tam coś więcej. Gdyby za ten film zabrał się ktoś inny, to
                          też byłby kawałek dobrego kina, może nawet wybitnego, ale na pewno nie w takiej
                          odsłonie, w jakiej pokazał go Fred Zinnemann. Jego genialność sprowadza się do
                          transcendentalnych podszeptów, jak je tu ochrzciłem, na temat świata
                          rzeczywistego.

                          „Dzień Szakala” jest filmem na wskroś realistycznym. Bez wybuchających stacji
                          benzynowych i motorówek, szaleńczych gonitw i efektów specjalnych. Jest na
                          dobrą sprawę spokojny, wyhamowany, czasami wręcz na granicy nudy. Oglądając go
                          odnosi się wrażenie, że rzeczywistość, często redukowana przez Zinnemanna do
                          konwencji newsa telewizyjnego, mieści w sobie wskazówki, nad którymi należy
                          dodatkowo zastanowić się i je przemyśleć. Świat politycznego thrillera jest tu
                          naprawdę realny. Nie ma nic wspólnego z artifficial reality serwowaną przez
                          współczesne kino, a mimo to, czy może właśnie dlatego, trzyma w napięciu od
                          pierwszej do ostatniej minuty.

                          Apogeum filmu są sceny nieudanego zamachu na de Gaulle’a kręcone podczas
                          uroczystości wyzwolenia Paryża. Zinnemann posłuzył się konwencją kina
                          dokumentalnego. Prawie nic nie inscenizował. Na ulicach Paryża kłębi się
                          autentyczny tłum pilnowany przez autentycznych policjantów, wśród których od
                          czasu do czasu pojawiają się aktorzy. Widzimy defilujących żołnierzy, rencistów
                          z papierowymi peryskopami i tajniaków rzucających się na faceta, który sięga do
                          kieszeni po paczkę gaulloisów. Wszystko kręcone jest z oddali, widziane okiem
                          reżysera telewizyjnej transmisji na żywo.

                          W jakiejś chwili słychać potworny ryk silników i nad maszerującymi żołnierzami
                          przesuwają się cienie samolotów. Zinnemann nie zmienił ustawienia kamery. Nie
                          zadarł jej jak głowy do góry. Po co? Operator telewizyjny też by nie zdążył, a
                          ten, który miał to filmować inną kamerą, pewnie dostał ataku kaszlu. Tak więc
                          reżyser zamiast pokazywać przelatujące samoloty, rejestruje ich majestatyczne
                          cienie, które przesuwają się z rykiem po Champs Elysee i defilujących
                          żołnierzach.

                          To właśnie nazywam dotknięciem transcendencji. Taką decyzję przy stole
                          montażowym. Żeby zamiast samolotów pokazać tylko ich cienie.
                          • Gość: gt inna strona cienia IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 01.11.04, 18:48
                            Pamiętam scenę z "JJ", o której piszesz. Także dlatego, że nie podobało mi się,
                            że Redford rozwala tylu Indian.. Jakoś wolałem, gdy Indianie wyrzynali w pień
                            Siódmy Pułk Kawalerii w "Małym Wielkim Człowieku". Ale poważnie, zgadzam się z
                            Twoją opinią na temat tej sceny.
                            A widziałeś chamską przeróbę "Dnia szakala" z Brucem Willisem? Trzeba się
                            bardzo starać, żeby tak schlastać oryginalny film. Altman w którymś ze swoich
                            filmów sparodiował, jak Hollywood niszczy dobre scenariusze. Dramat nt. kary
                            śmierci z tragicznym finałem, został przez producentów zamieniony w kiczowatą
                            bajeczkę, w której w ostatniej chwili Willis, po zabiciu iluś tam strażników,
                            ratuje z komory gazowej jakąś blondynkę (też super-gwiazda, ale już nie
                            pamiętam która). Po czym ona go pyta: "Dlaczego tak późno?", a on na
                            to "Przepraszam, były korki". No więc Altman trafił bezbłędnie, bo zaraz potem
                            naprawdę nakręcono gniota z Willisem, film, który doszczętnie zmasakrował
                            pierwowzór.

                            A wczoraj oglądałem niemy "The Iron Horse" Johna Forda z 1924 roku. Wspomniałeś
                            o cieniach w "Dniu szakala", a u Forda też była kapitalna scena z cieniami. Oto
                            Indianie napadają na pociąg, ale na początku samych Indian nie widać, tylko ich
                            cienie ukazujące się na jednym z wagonów (film jest oczywiście czarno-biały, a
                            właściwie sepiowo-czarny, no i ta ciepła sepia jest świetnym tłem dla cieni
                            indiańskich sylwetek). Zbliżanie się Indian obserwujemy poprzez powiększanie
                            się tych cieni do momentu, aż przesłaniają niemal całą ścianę wagonu. To
                            naprawdę robi wrażenie.

                            • wartburg4 Re: inna strona cienia 01.11.04, 19:50
                              Gość portalu: gt napisał(a):

                              > Pamiętam scenę z "JJ", o której piszesz. Także dlatego, że nie podobało mi
                              się,
                              >
                              > że Redford rozwala tylu Indian.. Jakoś wolałem, gdy Indianie wyrzynali w pień
                              > Siódmy Pułk Kawalerii w "Małym Wielkim Człowieku". Ale poważnie, zgadzam się
                              z
                              > Twoją opinią na temat tej sceny.
                              > A widziałeś chamską przeróbę "Dnia szakala" z Brucem Willisem? Trzeba się
                              > bardzo starać, żeby tak schlastać oryginalny film.

                              To był koszmar. Nie mogłem obejrzeć tego do końca. Tym bardziej, że wciąż
                              przypominał mi się film Zinnemanna. Inna sprawa, żę realizatorzy tego gniota
                              nie mieli łatwego zadania. Byli skazani na kradzież i udawali, że tego nie
                              robią. Żałosne w sumie to było.

                              Altman w którymś ze swoich
                              > filmów

                              To był "The Player" z Timem Robinsem i Gretą Scacchi. Sydney Pollack też tam
                              zagrał :)

                              sparodiował, jak Hollywood niszczy dobre scenariusze. Dramat nt. kary
                              > śmierci z tragicznym finałem, został przez producentów zamieniony w kiczowatą
                              > bajeczkę, w której w ostatniej chwili Willis, po zabiciu iluś tam strażników,
                              > ratuje z komory gazowej jakąś blondynkę (też super-gwiazda, ale już nie
                              > pamiętam która)

                              Utleniona Julia Roberts?

                              . Po czym ona go pyta: "Dlaczego tak późno?", a on na
                              > to "Przepraszam, były korki". No więc Altman trafił bezbłędnie, bo zaraz potem
                              >
                              > naprawdę nakręcono gniota z Willisem, film, który doszczętnie zmasakrował
                              > pierwowzór.
                              >
                              > A wczoraj oglądałem niemy "The Iron Horse" Johna Forda z 1924 roku.
                              Wspomniałeś
                              >
                              > o cieniach w "Dniu szakala", a u Forda też była kapitalna scena z cieniami.
                              Oto
                              >
                              > Indianie napadają na pociąg, ale na początku samych Indian nie widać, tylko
                              ich
                              >
                              > cienie ukazujące się na jednym z wagonów (film jest oczywiście czarno-biały,
                              a
                              > właściwie sepiowo-czarny, no i ta ciepła sepia jest świetnym tłem dla cieni
                              > indiańskich sylwetek). Zbliżanie się Indian obserwujemy poprzez powiększanie
                              > się tych cieni do momentu, aż przesłaniają niemal całą ścianę wagonu. To
                              > naprawdę robi wrażenie.
                              >

                              Cień chyba zawsze robi wrażenie. Budzi instynktowny niepokój.
                              • Gość: gt Re: inna strona cienia IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 01.11.04, 19:56
                                To pewnie pamiętasz cienie w "15.10 do Jumy"?
                                • wartburg4 Re: inna strona cienia 01.11.04, 20:02
                                  Gość portalu: gt napisał(a):

                                  > To pewnie pamiętasz cienie w "15.10 do Jumy"?

                                  Wstyd się przyznać, ale nie widziałem tego filmu.
                                • Gość: wartburg efekt cienia IP: *.b.dial.de.ignite.net 04.11.04, 03:48
                                  Zabiłeś mi ćwieka tym pytaniem o cienie.

                                  Cały czas o tym myślę. Wczoraj oglądałem głośny film dokumentalny Joachima C.
                                  Festa „Hitler eine Karriere”. Były tam fragmenty filmów propagandowych Leni
                                  Rieffenstahl. Oddziały S.A. Maszerują w rytm bębnów z rękami wyciągniętymi w
                                  hitlerowskim pozdrowieniu.

                                  Zmontowała to tak, że najpierw pokazała nie maszerujących bojówkarzy, tylko ich
                                  cienie. Widać jechała przed nimi samochodem i wpadła na pomysł, żeby skierować
                                  kamerę na jezdnię z długimi prącymi do przodu cieniami. To jest przewaga kina
                                  czarno białego. Efekt cienia. Miałem to skojarzenie oglądając ujęcia portretowe
                                  Hitlera. Przy ostrym oświetleniu bocznym cienie na jego twarzy stawały się
                                  bardzo ostre. Drapieżne. Wychodził z niego prawdziwy demon. Hitler dobrze o tym
                                  wiedział i umiał to wykorzystywać.

                                  Gdyby przyszło mi nakręcić film o nim, co ostatnio weszło w modę, zrobiłbym
                                  film czarno-biały.
              • maksimum Re: poradnik audiowizualny TEN OD ZGLOSEK NOSOWYCH 31.10.04, 20:40
                Gość portalu: gt napisał(a):

                > "Jeremiaha Johnsona" oczywiście znam, ale z filmów Pollacka chyba
                > wolę "Tootsie" :)

                Tootsie,z ta ciemiega w roli glownej,co aktora udaje a psy mu szcza po
                nogawkach jak sie na chwile na spacerze zatrzyma.
                Ten co wymawia tylko zgloski NOSOWE.
                • Gość: gt Re: poradnik audiowizualny TEN OD ZGLOSEK NOSOWYC IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 31.10.04, 20:41
                  właśnie ten. Pierwszorzędny aktor.
                  • maksimum Re: poradnik audiowizualny TEN OD ZGLOSEK NOSOWYC 31.10.04, 20:52
                    Gość portalu: gt napisał(a):

                    > właśnie ten. Pierwszorzędny aktor.

                    Niezla reklama musi stac za facetem,zeby z czlowieka,ktory nie potrafi
                    normalnie wyraznie sie wyslawiac,zrobic nawet przecietnego aktora.
                    Taka chwilowa moda na naturszczykow nastala.
                    • maksimum HIMILSBACH TO BYL AKTOR Z WARSZTATEM FACHOWYM 31.10.04, 20:56
                      www.imdb.com/name/nm0385411/
    • Gość: Kafar bogactwo frazeologiczne j.polskiego - do wartburga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.04, 18:48
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=12095637
      • Gość: wilczek Re: bogactwo frazeologiczne j.polskiego - do wart IP: *.pool.mediaWays.net 31.10.04, 18:59
        Gość portalu: Kafar napisał(a):

        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=12095637

        : )))))) Dziękuję. Podoba mi się. Popieram takie inicjatywy językowe!
        Dopiero w takich wątkach widać żywotność języka

      • Gość: bosman Re: bogactwo frazeologiczne j.polskiego - do wart IP: *.lublin.mm.pl 31.10.04, 20:08
        czy kompletne wyniki badań nw. osób:Ada08, jacek#jw, here.tyk, Kafar,
        panidanka, rolotomasi, hymen+ palnick można znaleźć w internecie? Jestem
        bardzo ciekaw. Pozdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka