Gość: wartburg
IP: *.pool.mediaWays.net
31.10.04, 13:44
Oglądałem w sobotę w TV Polonia mojego ulubieńca, prof. Bralczyka w programie
"Mówi się", zwanym tam również „poradnikiem językowym”. Bralczyk rozbawił
mnie jak zwykle. Uświadomiłem sobie, że jego porady sprowadzają się niemal
zawsze do przytakiwania ludziom zadającym mu pytania. Są to osobnicy, sądząc
po tym, jak się wyrażają, no... niezbyt niewykształceni. Besserwisserzy i
pieniacze, którzy tropią i denuncjują takich samych jak oni pieniaczy w
oczekiwaniu, że profesor podzieli ich językowe oburzenie. Ot taka ludzka
potrzeba dowartościowania się, albo kto wie, może nawet zaimponowania
otoczeniu autorytetem i „wiedzą”.
Biedny Bralczyk nie umie im odmówić. To jest chyba cecha jego osobowości.
Zawsze się zgadza. Niemcy mówia na takich „harmoniebedürftig“ (spragnieni
harmonii). Wczoraj zadzwonił do niego facet z donosem na znajomego, który w
pierwszej osoby czasu przeszłego używa formy "poszedłem", zamiast "poszłem"….
Bralczyk wił się, ale w końcu się wywinął. Powiedział, że owszem, są
językoznawcy, którzy uważają, że normą jest to, jak ludzie mówią, on jednak
"tak daleko by się nie posuwał". Uważa bowiem, że językoznawcy powinni
jednak dawać "delikatne wskazówki" dotyczące poprawności. A poza tym forma
"poszedłem" jest jednak starsza i "chyba jeszcze dość często używana",
wytłumaczył....
Potem zadzwonił inny obrońca polszczyzny. Zwrócił profesorowi uwagę na formę
"w czym mogę panu pomóc?" panoszącą się ostatnio w polskich sklepach. To
skandal, oburzał się telewidz. Jest to przecież kalka z angielskiego "may I
help you". Tym razem nie było zgrzytów. Bralczyk poparł go bez zastrzeżeń.
Tak jak w chwilę potem poparł innego purystę, któremu nie podobało się
usłyszane na ulicy błędne akcentowanie wyrażenia wielosylabowych form
koniugacyjnych "poszlibyśmy" i "wybralibyśmy się"...
Najbardziej ubawiła mnie ta ulica.