jagnieszkaa
26.02.05, 15:52
Redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" ksiądz Adam Boniecki (not. ml 26-
02-2005, ostatnia aktualizacja 26-02-2005 00:02):
"Medialne miasteczko pod kliniką im. Gemellego, tysiące dziennikarzy, kamer,
teleobiektywów i mikrofonów, plotki i spekulacje w mediach całego świata
budzą we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony cieszy fakt, że opinia
publiczna tak bardzo interesuje się zdrowiem Jana Pawła II, że to człowiek
tak niezwykle ważny dla świata. Skąd niby ludzie mieliby się dowiedzieć, co
dolega Papieżowi i w jakiej jest kondycji? Media są więc ludziom konieczne.
Z drugiej strony, okropne i nie do zniesienia jest to medialne zawoalowane
oczekiwanie na śmierć Ojca Świętego. Jakoś osobiście mnie boli wypatrywanie
śmierci Papieża. Nie tylko dlatego, że to Głowa Kościoła. To także bliski mi
człowiek, którego znam, lubię, podziwiam i noszę w sercu."
Przybycie tysięcy pismaków do Rzymu nie wynika ani trochę z ich potrzeb
duchowych ani potrzeb duchowych ich odbiorców, skoro informacje od zdrowiu
JPII są arcyskutecznie reglamentowane. Równie dobrze mógłby tam dyżurować
jeden redaktor Reutera. Ksiądz Boniecki ma świętą rację: ta zgraja chce być
na miejscu, gdy TO się stanie. Wtedy dopiero rozpoczną się medialne igrzyska
co się zowie!
Dla mnie osobiście "okropne i nie do zniesienia" jest to, co dzieje się wokół
umierającego papieża-człowieka, wokół odchodzącej z tego świata istoty
ludzkiej. Papież nie jest Bogiem, lecz człowiekiem. Nie jest następcą
Chrystusa, lecz jego ludzkim namiestnikiem. Jako żywy człowiek, z krwi i
kości, musi umrzeć, jak każdy z nas. Zupełnie nie pojmuję, jak można śmierć
chorego, ułomnego i cierpiącego starca czynić globalnym publicznym
widowiskiem. Czy ktoś spośród forumowiczów chciałby, aby tak niesłychany
medialny zgiełk tygodniami towarzyszył powolnemu umieraniu jego własnego ojca
czy matki? Dlaczego Kościół nie napomina mediów, nie wzywa ich do
pomiarkowania, do szacunku dla spraw ostatecznych?
Papież nie będzie już młody, zdrowy i silny. Będzie tylko coraz starszy,
coraz bardziej schorowany i coraz słabszy. Jak kpina z ludzkiej godności
brzmią w tym kontekście opinie, iż "Ojciec Święty może swobodnie zarządzać
Kościołem nawet wówczas, gdy utraci mowę". A gdy wskutek postępów Parkinsona
utraci również zdolność pisania? Będzie sterował Nawą Piotrową na migi? A gdy
osłabnie mu wzok, słuch, wreszcie rozum (naturalna kolej rzeczy) - nadal
będzie musiał pełnić swój urząd? W imię czego, na litość boską?!
W wydanej przed trzema laty powieści "Narrenturm" Andrzej Sapkowski opisuje
(str. 36-42) zniedołężniałego prawie niemego władcę, którego wolę oznajmia
światu tylko parę osób z jego najbliższego otoczenia. Nie wiadomo, konkluduje
pisarz, czyja to jest naprawdę wola: władcy czy tłumaczy. Zimno się robi, gdy
się to czyta.