emerytka2006
16.06.06, 22:27
... pojechałam sobie dziś po południu (z nudów) do księgarni i przeczytałam
duszkiem wywiad-rzekę spółki Karnowski-Zaremba z Wielkim Słońcem Tej Czwartej
Jarosławem Kaczyńskim.
Żadne w sumie zaskoczenie, część przemyśleń (koniecznie wziąć w cudzysłów)
drukowano już np. w Przekroju, ale sporo jest kawałków nowych.
Ciekawe, że Kaczyński z wyższością moralną wyraża się o rozwodnikach (co na
to Dorn i Gosiewski?), liderach Unii Demokratycznej (inteligencję Geremka
nazywa przereklamowaną, a jemu samemu imputuje czapkowanie przed sowieckim
ambasadorem w 1989 r.), jest też jednak i to, co wszystkie kaczki lubią
najbardziej: OSKARŻENIA. Bezpodstawne - jak każe tradycja:)
Otóż Kaczyński w zawoalowany sposób sugeruje, że Tadeusz Mazowiecki był
agentem służby bezpieczeństwa PRL. Miałaby na to wskazywać jego zawrotna
rzekomo kariera w czasopismach katolickich, jak na tak młodą osobę
niespotykana.
Trudno mi rozsądzać jak było, bo środowiskom katolickim w PRL się nie
przyglądałam (miałam ciekawsze sprawy na głowie), ważne jednak, że Kaczyński
nie podał na agenturalną działalność Mazowieckiego ŻADNYCH dowodów.
Ot tak, po prostu spekuluje (sic), niejako "przy okazji" (!) dyskusji na
temat środowiska UD i UW.
Wchodzi na to, że albo prezes PiS jest bardzo naiwną osóbką i
bezmyślnie "chlapie" na temat przeciwników polkitycznych albo jest cynicznym
załganym łobuzem. Tertium non datur.
Żeby było jasne: nie jestem sympatyczką Mazowieckiego, ale jeśli prawdziwa
jest druga możliwość ktoś powinien za to beknąć. Najlepiej przed sądem.
Niezależnym ma się rozumieć - póki takowe jeszcze w IV RP istnieją...
A w wywiadzie z Kaczyńskim roi się jeszcze od innych obrzydliwości, o których
pisała zdaje się pani Ewa. W sumie i warto przeczytać, ale trzeba mieć mocne
nerwy albo papierowe torebki.