acho
22.07.06, 10:10
Wygląda na to, że najwięksi zwolennicy budowy koalicji PO i lewicy (czyli
POLewu) są w... PiS. Dlaczego? Przecież zawarcie takiego porozumienia oznacza
narodziny potężnej opozycji przeciwko obecnemu obozowi władzy.
Otóż PiS zyskuje wiele.
Po pierwsze - polityczne sprzeczności pomiędzy PO i lewicą są ogromne. Samo
przymierzanie się do takiego porozumienia pochłonie sporo energii obu stron.
Zwłaszcza, że każda z nich zmaga się z własnymi podziałami wewnętrznymi.
Napuszczając na siebie PO i lewicę, PiS zyskuje większą swobodę działania.
Po drugie - PiS od dawna dąży do dwubiegunowej sceny politycznej. W jej
obrębie, chce być jedynie słuszną prawicą. Przeszkadza mu w tym Platforma. Od
przeszło pół roku polska scena polityczna zmierza ku modelowi irlandzkiemu -
z dwiema silnymi centroprawicami i zmarginalizowaną lewicą. Z punktu widzenia
PiS, chyba lepiej byłoby mieć za opozycję silną lewicę, a nie PO. Narodziny
PO-Lew-u mogą być początkiem końca Platformy.
Po trzecie - powstanie PO-Lew-u byłoby dla PiS dowodem na istnienie "układu".
Oto dwie siły, które ucieleśniają (w oczach PiS) III RP, zawierają polityczny
sojusz. Świetny argument propagandowy na czas "przyspieszenia" budowy IV RP,
jakie rzekomo ma zapewnić nowy premier Jarosław Kaczyński.
Czy PO-Lew to opcja egzotyczna? Nie. Mało kto pamięta, że już pięć lat temu
wieszczyła ją prof. Jadwiga Staniszkis. Ślad po jej ówczesnej propozycji
pozostał na internetowej stronie Macieja Płażyńskiego.
Więcej: Piąta Władza
Zapraszam do dyskusji.