eboshi
17.08.06, 08:22
Przy okazji afery z Herbertem przypomniał mi się, początek lat
osiemdziesiątych. Byłem wtedy studentem, działałem w samorządzie studenckim,
kole naukowym, etc... i któregoś dnia dostałem wezwanie do KW. Tam najpierw
wziął mnie w obroty zły misio, który postraszył mnie że wylecę ze studiów, że
pójdę w kamasze, a o paszporcie wogóle mogę zapomnieć ("bo my już wiemy co wy
tam wyprawiacie"). Potem zły miso "musiał" wyjśc i przyszedł dobry misio.
Poczęstował papieroskiem, zaproponował herbatkę i zagadał, że wicie rozumicie
- kolega nerwowy jest ale ja was rozumiem, etc... i zaczęło się pytanie o
rózne uczelniane sprawy (czy nie słyszałem, zeby ktoś drukował ulotki, albo
kolportował bibułe, i takie tam...) Ja oczywiście paliłem głupa i na tym się
skończyło. Potem jeszcze wzywali mnie ze 2-3 razy. Już bez straszenia.
Takie same przygody miała wiekszośc z moich kolegów, która wykazywała się
jakąś aktywnoscią. Wiem bo rozmawialiśmy o tym. Teraz sobie pomyślałem, że
prawdopodobnie wszyscy mamy pozakładane teczki - bo przeciesz bezpieczniacy
musieli jakoś dokumentowac swoją "pracę". Jeśli na innych uczelniach było
podobnie to by znaczyło, że większość działających w tamtych czasach ludzi
może zostać na podstawie papierów z IPN oskarżona o bycie TW.
IMHO czeka nas jeszcze sporo herbertopodobnych afer :(