tribunus
03.09.06, 14:41
Red nacz. Dziennika odpowiada na pomowienia Michnika. Nazywa Gazete Wyborcza
brukowcem a jej naczelnego oskarza o falszowanie rzeczywistosci.
Od siebie dodam ze zgadzam sie z panem Robertem Krasowskim.
Redaktor „Gazety Wyborczej” brutalnie zaatakował dziennikarzy i historyków
Savonarola przebudził się i zagrzmiał. Pisze Michnik we wczorajszej
„Wyborczej”: „Opozycja demokratyczna i podziemie solidarnościowe - wedle
najlepszego wzoru Springerow-skiego brukowca »Bild« - zostały w »Dzienniku«
opisane manierą znaną z >>Żołnierza Wolnośc<<„. Uściślijmy zatem pojęcia.
Pierwszy brukowiec w demokratycznej Polsce powstał w 1989 r. Nie wydał go
Springer, lecz Agora.
Ten brukowiec, nie zważając na prawdę ani dziennikarskie standardy, niszczył
każdego, z kim było mu nie po drodze. Dziennikarze tej gazety nie przyjmowali
do wiadomości, że informacja różni się od komentarza, że trzeba wysiuchać
głosów obu stron, że przeciwnik ideowy to też człowiek, którego nie można
dowolnie obrażać. Jako metodę przyjęto w tej gazecie styl pism brukowych -
mobilizowanie emocji, złych emocji. A także poczucia zagrożenia (np. przed
faszyzmem i państwem wyznaniowym), obrzydzenia (wobec prawicy), podejrzliwości
(wobec niecnych zamiarów inaczej myślących). Przeciwników tu zawsze
odrealniano, fałszowano ich wizerunki, wkładano im w usta tezy, których
nigdy nie wypowiedzieli. A kiedy wrogowie „Wyborczej” stawali się już dla jej
czytelników tylko oszołomami, faszystami i antysemitami, traktowano ich na
łamach jak mięso armatnie. Skrajnie fanatyczny Redaktor Naczelny sądził, że ma
prawo niszczyć każdego, z Mm się nie zgadza.
Otóż nie miał. Tak samo, jak nie mieli tego prawa Jerzy Urban czy Tadeusz
Rydzyk. Dziś Adam Michnik jest więc jedną z ostatnich osób, które mogą
rozliczać innych dziennikarzy z kultury i grzeczności.
Zresztą wystarczy spojrzeć na wczorajszy jego komentarz, w którym głównym
obiektem ataku jest „Życie Warszawy”. Oto próbki stylu. O dziennikarzach
„Życia Warszawy” - „Jacek pewno by wybaczył także tym draniom”. O historykach
IPN i o innych dziennikarzach- „grono nieświętych mło-dzianków ufające
szpiclom”. O sporach na temat lustracji - „walka bokserska w szambie, wszyscy
muszą cuchnąć”. Ten kwiecisty styl nie pozostawia obojętnym, tyle że - jak
zwykle w tekstach Michnika - fałszuje rzeczywistość.
„Życie Warszawy” opisało bowiem prawdziwe rozmowy Kuronia z SB. Owszem, tytuł
artykułu - „Jacek Kuroń negocjował z bezpieką”- był niedopuszczalny. Zawierał
insynuację, od której zarówno wczorajszy „Dziennik”, jak i „Rzeczpospolita”
zdecydowanie się zdystansowały. Jacek Kuroń nie negocjował z SB, ale był kimś
w rodzaju emisariusza opozycji, przedstawiającego jej linię polityczną za
wiedzą jej lidera, co jeszcze wczoraj publicznie potwierdził Lech Wałęsa.
Istota informacji „Życia Warszawy” polegała na pokazaniu nieznanej karty
opozycji, jaką było sondowanie władzy. Tak też zrozumieli ją niektórzy
uczestnicy emocjonalnej ankiety na łamach „Wyborczej”: Ludwik Dorn, Paweł
Machce-wicz czy prof. Jerzy Regul-ski, który przypomina, że „Okrągły Stół był
efektem porozumienia, które nie wzięło się znikąd”.
„Wyborcza” mogła postąpić podobnie jak „Dziennik” czy „Rzeczpospolita”, czyli
podjąć temat, wyraźnie zaznaczając, że nie ma tu mowy o żadnych podejrzeniach
o agenturę, że w całości chodzi o politykę prowadzoną przez część ludzi
„Solidarno-
ści” w czasach, gdy negocjacje były bardziej skuteczne niż manifestacje czy
strajki. „Gazeta Wyborcza” wybrała inną drogę: histeryczny komentarz
naczelnego, wyzywanie dziennikarzy „Życia Warszawy” od drani, egzaltowane
głosy w obronie Jacka Kuronia, którego biografia egzaltacji wcale nie
potrzebuje. Ale nie chodzi tylko o egzaltację. Michnik w swoim tekście
świadomie wzmocnił insynuację na temat rzekomej współpracy Jacka Kuronia z SB.
Po to tylko, aby przypisać ją później dziennikarzom „Życia Warszawy” i
historykom z IPN, którzy nigdy jej nie sformułowali. Po prostu nie mógł się
powstrzymać, musiał sięgnąć do swojej ulubionej strategii, strategii brukowca
polegającej na uruchamianiu złych emocji, na formułowaniu wyzwisk i epitetów.
Nie mógł się od tego powstrzymać nawet w sprawie Jacka Kuronia, przy której
szczególnie on powinien był zachować umiar.