Dodaj do ulubionych

Przypomnijmy sobie trochę historii

12.09.06, 21:16
o dwóch panach Kaczyńskich, dopóki nie sfałszowano tej w podręcznikach i nie
zabraknie ludzi mogących dzieciakom to i owo sprostować.
Proponuję zacząć od tego, jak napuscili Wałęsę na bieganie z siekierą po
stadionach i obiecanki typu sto milionów dla kazdego. Chronologia pożądana.
Obserwuj wątek
    • nielubiegazety2 No to lecim: 12.09.06, 21:21
      8 lutego 1990

      OKP zagroził rozłam. Posłów, różniących się poglądami od prezydium OKP
      Michnik nazwał „frustratami bez kwalifikacji”.

      20 marca 1990

      Rząd powołał komisję do przeglądu archiwum MSW (tzw. Komisja Samsonowicza,
      ministra nauki) – w składzie Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer, Bogdan Kroll
      (dyrektor Archiwum Akt Nowych), Adam Michnik. Komisja od kwietnia do czerwca
      badała archiwa MSW.

      13 kwietnia 1990

      „Gazeta Wyborcza” dyskretnie poinformowała, że jej redaktor naczelny, poseł
      Adam Michnik przegląda „teczki z aktami obecnych liderów "S" zawierające
      materiały o ich działalności do grudnia 1988.”

      28 kwietnia 1990

      Sejm odrzucił projekt nacjonalizacji majątku b. PZPR. Przy aktywnym poparciu
      posłów Kuronia i Michnika utrzymane zostały przywileje emerytalne dla b.
      pracowników peerelowskich organów ścigania. Pogląd, że należy zrównać prawa
      emerytalne Michnik nazwał „zoologicznym antykomunizmem”.

      1 czerwca 1990

      Wałęsa odwołał Henryka Wujca z funkcji sekretarza KO, Wujec oponował, odbyła
      się korespondencja za pośrednictwem „GW”. Słynna depesza do Wujca z tekstem
      „Czuj się odwołany". Dwa dni później Wałęsa próbował odwołać Michnika z posady
      naczelnego „GW”, bezskutecznie.

      15 października 1990

      Debata telewizyjna Jarosław Kaczyński – Michnik.

      13 grudnia 1990

      W „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Michnika „W imię przebaczenia”:
      „zwracam się do posłów Sejmu RP, aby uchwalili ustawę abolicyjną dla jego [stanu
      wojennego] architektów
      ”.
      Z okazji 10 rocznicy stanu wojennego Michnik wystąpił w Polskim Radiu w
      wielogodzinnej audycji okolicznościowej z Jerzym Urbanem. „Reflex” Jacka
      Kurskiego i Piotra Semki (TVP) pokazał, jak dzień wcześniej Michnik odjeżdżał
      sprzed gmachu telewizji z Moniką Olejnik i Urbanem na imieniny do Aleksandra
      Kwaśniewskiego. „Wyborcza” określiła program jako metodę propagandową typową dla
      stanu wojennego.
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:55
        nielubiegazety2 napisał:

        > 8 lutego 1990
        >
        > OKP zagroził rozłam. Posłów, różniących się poglądami od prezydium OKP
        > Michnik nazwał „frustratami bez kwalifikacji”.
    • nielubiegazety2 29 marca 1991 r. 12.09.06, 21:22
      [...] Pojawił się u nas wczoraj pan Tadzio Szyma z „Tygodnika Powszechnego”.
      Został wyrzucony stamtąd z przyczyn politycznych. Oczywiście, można to
      interpretować w ten sposób, w jaki ja np. wolę, że każda redakcja ma prawo
      dobierać sobie pracowników – tylko wtedy musi to prawo dotyczyć zarówno
      „Telewizji”, jak „Gazety Wyborczej” czy „Tygodnika” [Powszechnego]. Już w
      sierpniu, będąc innych poglądów niż jego ostentacyjne promazowieccy koledzy, pan
      Szyma złożył Turowiczowi rezygnację z pracy. Turowicz jej nie przyjął. Pan Szyma
      był jedynym nowym pracownikiem przyjętym między 56 rokiem a ostatnimi latami,
      kiedy to przyjęto już sporo nowych młodych. Musiał mieć poparcie 14 osób, żeby
      mu zaufano, tak bardzo zespół „Tygodnika” bał się infiltracji. Tymczasem
      przyjęci ostatnio młodzi zradykalizowali „Tygodnik”, Turowicz zrezygnował z
      chwalebnej, wieloletniej niezależności pisma i wdał się w politykę sam, a także
      wciągnął w nią pismo. Pani Hennelowa to teraz erynia sejmowa, Kozłowski odszedł
      na ministra spraw wewnętrznych (już wrócił). „Tygodnik” [Powszechny] stał się
      dla mnie nie do czytania, podobnie dla wielu moich znajomych, przestaliśmy go
      prenumerować czy kupować. Był taki charakterystyczny moment w „Tygodniku”. W
      czasie kampanii wyborczej prezydenckiej w „Tygodniku” [Powszechnym] ukazał się
      list-artykuł Jana Galarowicza na temat zmian politycznych w linii „Tygodnika”.
      Galarowicz pisał o agresywnym narzucaniu linii promazowieckiej, jako nie tylko
      jedynie słusznej, ale i jedynie moralnej i protestował przeciwko temu, jako
      zwolennik Wałęsy. Napisał, że nie wiedział długo, za kim głosować, ale po
      długich analizach i rozmyśleniach uznał, taki pogląd ma po prostu Wałęsa chyba
      będzie lepszy. Prosi więc o złagodzenie moralnego nacisku na zwolenników Wałęsy,
      ponieważ nie widzi powodu, żeby za to, że ma inny pogląd, był traktowany w
      piśmie jako łobuz. Na ten list rzucił się jak pirania jeden z młodych w
      „Tygodniku” [Powszechnym], Andrzej Romanowski, w tzw. błyskotliwym artykule.
      Lancetem ironii porozcinał Galarowiczowi skórę do żywego, napisał o jego złej
      woli i kłamliwych zarzutach, no i w ogóle zgnoił go kompletnie. Minęła nadzieja,
      wywołana opublikowaniem tego listu, że „Tygodnik” zapanuje nad swoją
      stronniczością, a zwłaszcza nad moralnym potępianiem odmiennie myślących.

      Szyma, który jako jedyny w „Tygodniku” [Powszechnym] podpisał listę za
      Wałęsą, opowiedział, że sprawa ta miała swoje kulisy. Otóż pewna szlachetna
      pani, czytelniczka od pierwszego numeru, zaproszona przez Romanowicza do
      dyskusji na temat rzekomej jego zdaniem polityzacji i stronniczości „Tygodnika”,
      napisała, że miała już nie przedłużać prenumeraty, zniechęcona tąże polityzacją
      i jednostronnością „Tygodnika”, a przede wszystkim agresywnością. Jednak fakt
      wydrukowania listu Galarowicza zdecydował, że dalej prenumeruje, ponieważ
      „Tygodnik” [Powszechny] jednak potrafi dopuścić inne zdanie. Nie wydrukowano
      jednak tego listu, nie wydrukowano także repliki Galarowicza, natomiast prędko
      ukazał się tekst Zofii Radziszewskiej „Dlaczego kocham Tygodnik Powszechny?”.

      Szyma czuł się w redakcji coraz gorzej. Starsi traktowali go dobrze, raczej
      jako zbłąkanego syna, natomiast młodsi posuwali się do takich aktów, jak
      mówienie „tu coś śmierdzi”, kiedy wchodził do pokoju, podkładali mu pod szkło na
      biurku podarte dwudziesto- i pięćdziesięciozłotówki, niby te „srebrniki”
      judaszowe, aż sytuacja stała się nie do wytrzymania. Pewnego dnia „powrócony”
      już do Warszawy Kozłowski wezwał do siebie Szymę, który postanowił tym razem nie
      składać rezygnacji, tylko dać się wyrzucić i powiedział: tutaj mam memoriał
      podpisany przez kilkunastu naszych młodszych pracowników na temat poprawy
      sytuacji w redakcji Wśród wielu punktów jest i taki, w którym żąda się pańskiego
      odejścia. Mam do wyboru – albo zostawić pana, albo kilkanaście osób, które
      odejdą, jeżeli pan zostanie.

      Decyzja moja była tylko jedna, Szyma odszedł. Przyjechał teraz do
      Mazowieckiego, który chce mu pomóc, jak potem mi powiedział. Po drodze
      proponowano mu objęcie Telewizji Krakowskiej po Kutzu, ale w końcu Markiewicz
      przywiózł nominację dla Janickiego (Kutz dostał Łęg, czyli wielką wytwórnię
      filmów telewizyjnych, którą usamodzielniono). Potem Marek Owsiński zaproponował
      Szymie dyrektorowanie radiu krakowskiemu, ale też jakoś do tego nie doszło,
      Szyma miał wrażenie, że Owsiński wycofał się ze strachu przed czymś.[...]

      Podobno pan Tadzio Szyma zachowywał się nielojalnie wobec „Tygodnika”,
      publikując w „Gazecie” krakowskiej teksty przeciwko „Tygodnikowi”. On to
      potwierdzał, twierdził tylko, że zaatakowano go na łamach własnego pisma i nie
      dali mu zareplikować też na łamach, więc wyniósł replikę na zewnątrz do „Czasu”.
      Tak czy inaczej, dla tej redakcji więcej się nie nadawał. Podobnie, jak
      „Obserwator” nie nadawał się więcej dla Telewizji. Podobno Dymarski zrezygnował
      wczoraj z dyrektorowania DPI – czy kolejna awantura? A niejakiego pana
      Chmielaka, postnomenklaturę Terlecki mianował na swojego zastępcę. Dopiero
      będzie afera. [...]
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:56
        nielubiegazety2 napisał:

        > [...] Pojawił się u nas wczoraj pan Tadzio Szyma z „Tygodnika Powszec
        > hnego”.
    • nielubiegazety2 Maj 1991 r. 12.09.06, 21:22
      14 MAJA 91

      [...] Mojej siostrze zaproponowano powrót do TV, najlepiej w charakterze
      rzecznika prasowego. Tego odmówiła, jednak rozmawiała z p. Grabowskim (chyba
      jeden z wiceprezesów) na temat własnej niezależności działki kulturalnej. Żeby
      tylko być niezależną. Niestety, okazało się, że musiałaby zależeć od swej dawnej
      kierowniczki, „fachowej” Niny Terientiew i jakiegoś drugiego faceta podobnego
      pokroju. Dziesięć lat temu wygryźli ją z Pegaza, gdzie nieustannie podkradano
      jej nagrania, chowano gotowe taśmy i wykonywano jej podobne niezliczone dowcipy,
      ponieważ pani T. i inni potrzebowali pretekstu, żeby ją wyrzucić np. za
      zagubienie programu. [...]

      I niektórzy piszą, że nie ma czegoś takiego, jak nomenklatura i jej
      ofensywa. Jeżeli chodzi o TV, to błąd Wałęsy, niestety, jeden z dwóch – pierwszy
      NIK i Romaszewski, drugi tolerowanie decyzji Terleckiego w sprawie Zielińskiego.
      Nie pojmuję.

      Mam cały stos materiałów do tekstów „antysemickich”, czyli na wizytę Wałęsy
      w Izraelu. Przeczytałam sugestie Bieleckiego. Po raz pierwszy się z nim nie
      zgadzam – proponuje przeprosić Żydów za wyrządzone im krzywdy. Jeżeli nie
      traktujemy odpowiedzialności zbiorowo, to dlaczego Polacy mają ich przepraszać
      za szmal pracowników (zgodnie z polskim prawem podziemnym i praktyką AK
      skazywanych na śmierć i wyroki wykonywane) a oni odżegnują się od
      odpowiedzialności za UB itp. Przecież to dokładnie to samo – odpowiedzialne nie
      są narady, tylko pojedynczy ludzie.

      Pamiętam opowieści paru starszych osób, jak Żydzi młodzi z małych kresowych
      miasteczek po wejściu Rosjan 17 września 39 r. budowali bramy powitalne z
      kwiatów na widok wojsk radzieckich, zakładali opaski członków partii
      komunistycznej a potem przez tygodnie zajmowali się wyławianiem poukrywanych
      polskich oficerów, których potem wywożono w okolice Katynia i i innych miejsc
      kaźni. Zdecydujemy się – czy to byli Żydzi, czy pojedyncze osoby, odpowiadające
      tylko za swoje czyny? Moja cała rodzina ukrywała i przechowywała Żydów, jedna z
      tych osób, wcześniej już wychrzczona, została moją chrzestną matką. Czasem
      dziwię się, że nie skierowała wniosku o drzewko dla mojej mamy i ojca i
      odznaczenie ich orderem „Sprawiedliwi wśród narodów świata”.

      Dlaczego Polacy wszyscy mają odpowiadać za czyny niektórych Polaków? Że była
      atmosfera? A jaką atmosferę czynili Żydzi w tych małych miasteczkach? Czy wtedy
      – zasobni w siłę wojskową najeźdźcy – obawiali się polskiej opinii publicznej?
      Czy myślą, że Polacy po wojnie stracili pamięć tych czynów? Czy taki pogrom
      kielecki – przy całej zbrodniczości – nie miał w tle tamtych doświadczeń?

      Myślę, że „Tygodnik Powszechny” z całą swoją akcją z 87 roku już wtedy był
      tygodnikiem nie do czytania, ale wtedy jeszcze się nie wiedziało. Szczęście, że
      nie oglądałam Interpelacji z ambasadorem Izraela, bardzo jak się zdaje miłym i
      kulturalnym, namawiającym do dialogu panem. Dialog to rozmowa w dwie strony.
      Podobno Błoński nazwał paru występujących antysemitami. Gdybym oglądała ten
      program, pewnie umarłabym na zawał.

      29 MAJA

      Afera goni jak zwykle aferę. Wałęsa przeprosił Żydów, do czego w samolocie
      namówiony przez Czesława Bieleckiego. W rezultacie Szamir powiedział w Knesecie
      o „polskich obozach koncentracyjnych”, co potem prostował, atmosfera między
      Polakami a Żydami stała „prawie ciepła”, a cała prasa zachodnia napisała, że
      Polacy prosili o wybaczenie „za współudział” czy „pomaganie” Niemcom w
      likwidacji milionów Żydów w Polsce”. Oto skutki. Pomyślałam jednak, że Wałęsa
      pewnie wie, co robi i na dłuższą metę przyniesie to pozytywne skutki. Rybicki
      zgłaszał w samolocie votum separatum, ale został przegłosowany. Po raz drugi
      zdarza mi się spotkać człowieka o tak nieprawdopodobnie zbieżnych z moimi poglądach.

      Przewalił się strajk komunikacji. Zabierałam biedaków z przystanków (zresztą
      samochód miałam dopiero od trzeciego dnia, ale mogłam jeździć Lancią). Przewalił
      się strajk śmieciarzy. Ludzie klną jak zwykle.

      Przedwczoraj z kolei telewizja we wszystkich dziennikach w obu programach
      podała, że m.in. w Kancelarii w I kwartale zarobki wynosiły 4 mln 200 tys. zł.
      Wszyscy tu się wściekli, poszło sprostowanie, które blado odczytano pod koniec
      dziennika wieczornego. Tymczasem już w całej aferze, dzisiaj, „Gazeta”
      wydrukowała tę informację spokojnie, a w TOP-ie oczywiście kolejny telefon
      oburzonego czytelnika, który zapewne wiadomość zna z przedwczorajszej TV, chyba,
      że zna ją po prostu z redakcyjnego biurka, wg rozdzielnika, jedna wiadomość na
      trzecią stronę, oburzony głos ludu – do TOP-u. Wczoraj przybiegły do kadr
      rozwścieczone kucharki i sprzątaczki, które pewnie mają groszy więcej niż inne
      kucharki czy sprzątaczki, ale daleko do połowy tej sumy. Nasza średnia za I
      kwartał wyniosła 2.300 bez ministrów i dyrektorów, z nimi – 2.800. Teraz nam
      podnieśli, ja mam jedną z najwyższych tu pensji i ona razem wynosi 3.200.
      Żadnych premii, żadnych nagród. Śmiałam się, że po styczniowej informacji o 5
      milionach, to nawet suma się zmniejszyła.
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:56
        nielubiegazety2 napisał:

        > 14 MAJA 91
        >
        > [...] Mojej siostrze zaproponowano powrót do TV, najlepiej w charakterze
    • wujaszek_joe Re: Przypomnijmy sobie trochę historii 12.09.06, 21:23
      tez czekam na oficjalną definicje jak kaczynscy mogli pracować dla agenta?
    • nielubiegazety2 1 czerwca 1991 r. 12.09.06, 21:23
      Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem i ogarnia mnie już nawet nie
      zniecierpliwienie, ale zniechęcenie. Zaczyna działać mechanizm selekcji
      negatywnej. Wałęsa odrzucił najpierw przemówienie Giełżyńskiego na powitanie
      papieża. Przemówienie było naprawdę piękne, wzruszające, proste a zarazem
      literackie. Zostało przez Wałęsę wykreślone w takim stopniu, że nic nie zostało.
      Ostatecznie zatwierdził przemówienie kompletnie nijakie, nie wiem, co w końcu
      wygłosił, bo nie słuchałam dziś rano, zaspałam.

      Inny przykład – Zieliński od dawna psuje fachowo informację w TV, a teraz
      przeczytałam o mianowaniu Dziemidowicza rzecznikiem prasowym MSZ. Odbyła się u
      nas kawa pożegnalna dla panienki – praktykantki i długa pogawędka na temat
      grubej kreski i dekomunizacji. I tu mnie Rybicki zadziwił. Nie wiedział, kim
      jest Dziemidowicz, znany ubol radiowy od wielu, wielu lat. Wreszcie powiedział,
      że widocznie się zmienił, że jest fachowcem itp. Że jak w końcu decydować –
      trzeba jakoś tych ludzi włączyć, że Zieliński na pewno nie uczestniczy w spisku
      postkomuny itp. Zdębiałam – powiedziałam, że to w ogóle nie chodzi o spiski,
      tylko o elementarne wyczucie i szacunek dla telewidzów, którzy pamiętają
      Zielińskiego z czasów Urbana. Dziemidowicza nie potrzeba prześladować ani
      dekomunizować, ani nic innego – wystarczy nie mianować go na eksponowane
      państwowe stanowisko. Rybicki na to, że wszyscy odmawiają, że nikt nie chce
      niczym się zająć, ze przed mianowaniem Zielińskiego odmówiło wiele osób. Czegoś
      tu nie pojmuję – w końcu od raka jeździ do Anglii i Francji dziesiątki osób na
      staże dziennikarskie, również do TV – czy któraś z takich osób nie może objąć
      tego typu stanowiska? Czy ktoś mnie np. albo licznym moim znajomym dziennikarzom
      proponował stanowisko rzecznika MSZ? Nigdy nie słyszałam, a ludzie przecież
      mówią, często z dumą, o takich propozycjach. Michnik udzielił wywiadu do
      Polityki, pani Paradowskiej, dla której, jak się okazuje, jest to dobre miejsce.
      Michnik pieprzy o szlachetności grubej kreski i o okropności Porozumienia
      Centrum, o zbrodniach Kaczyńskiego. Tymczasem jego stanowisko odrzucają nawet
      osoby głęboko związane z tym nurtem. Podobno niedawno na UW odbył się
      interesujący odczyt o grubej kresce, jako przyczynie wybuchu antysemityzmu w
      Polsce. Przeniesienie wroga, jakim była komuna, na Żyda, jako bardziej
      uniwersalnego i abstrakcyjnego, zwłaszcza, że komunę nawet Wałęsa popiera,
      swoimi niewiarygodnymi posunięciami typu Ziółkowska, Zieliński itp. Gruba kreska
      to coś, od czego zginie Polska, przynajmniej jako kraj, w którym mogła się odbyć
      pewnego rodzaju katharsis, uwalniająca energię społeczną.

      Kostek Gebert napisał znakomity artykuł w „Gazecie Wyborczej” o Żydach i
      Polakach, nareszcie ktoś zarysował w pełni prawdę i do tego jest to Żyd.
      Zatelefonowałam do niego z gratulacjami, ucieszył się bardzo. Robi w tej chwili
      dobrą robotę – jako Żyd polski oczekuje od Izraela reakcji na polskie przeprosiny.

      W „Gazecie” artykulik o naszych płacach – tak pokrętny i wykrętny, jak tylko
      pani Kublik potrafi napisać. W każdym razie ktoś, kto nie słyszał sprostowania w
      TV ani nie czytał w ŻW, nie będzie mógł obliczyć tych płac. [...]

      Piotr Wierzbicki odmówił pisania przemówień dla Wałęsy. Oburzyło go
      przepraszanie Żydów bez zapewnienia sobie ich odpowiedzi. Rybicki uważa, że to
      było dobre – potwierdzałby artykuł Kostka, że teraz piłka znajduje się na ich
      boisku i muszą z tym coś zrobić. Zastanawiam się, czy nasza drużyna piłkarska, z
      Wałęsą, jako trenerem ekipy, nie zapomniała, że istnieje coś takiego jak sędzia,
      nawet jeżeli się tego nie chce. W tym przypadku sędzią nieubłaganym jest
      społeczeństwo. Społeczeństwo, któremu każdy niewyjaśniony gest i niezrozumiała
      decyzja personalna każe głosować na Tymińskiego, który postrzegany jest wciąż
      jako coś z zewnątrz, spoza sitwy jednej czy drugiej. [...]

      Przyszło kilkanaście listów po wizycie w Izraelu. List Stanisława
      Krajewskiego, wyrażające dumę z prezydenta za słowa o przebaczeniu. Poza jednym
      anonimem, zaadresowanym „sługus” i parobek żydowski, Prezydent RP Lech Wałęsa,
      wszystkie od starszych osób, które doznały konkretnych i namacalnych krzywd od
      Żydów w czasie wojny albo po niej. Oczywiście, nie wyobrażam sobie redakcji,
      która odważyłaby się to opublikować. Niechęć nie rasowa, nie religijna, nie
      uogólniona, tylko uzasadniona konkretnymi zdarzeniami: witanie przez Żydów wojsk
      radzieckich, wstępowanie ich do NKWD w czasie okupacji ziem wschodnich, bojówki
      żydowskie przeciwko Polakom, otwierające do nich ogień, powojenne krzywdy na UB,
      pan, którego osobiście torturował światło (dziurawe płuca, połamane żebra,
      rozkalibrowana odbytnica). Niewątpliwie, stosunek do Żydów jako takich z góry
      negatywny i wyższościowy – „nie chciały się modlić przy Żydówce”, zechciała mi
      się odwdzięczyć, co oczywiście z oburzeniem odrzuciłam”. To pewnie ten ton
      lepszości i wyższości tak Żydów straszliwie drażnił i on na pewno nie pomagał
      obu narodom, To musiało być okropne, mieć ratowane życie przez kogoś, kto i tak
      uważa się za lepszego. [...]
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:57
        nielubiegazety2 napisał:

        > Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem i ogarnia mnie już nawet nie
        > zniecierpliwienie, ale zniechęcenie. Zaczyna działać mechanizm selekcji
    • nielubiegazety2 Czerwiec 1991 cd. 12.09.06, 21:24
      7 CZERWCA

      Dostałam wycinki z prasy po wizycie Wałęsy w Izraelu. „Le Quotidien de
      Paris” z 21 maja: „Jaka jest odpowiedzialność narodu polskiego za eksterminację
      Żydów? O ile bardziej współpracowali ze zbrodniarzami nazistowskimi niż inne
      narody? ” Kurier Wiedeński” z 21 maja: „Wałęsa prosił o wybaczenie za polski
      antysemityzm oraz uwikłanie w Holocaust”. Dziennik TV austriackiej: „los Żydów
      wymordowanych w polskich obozach koncentracyjnych”. To samo gazety angielskie –
      wybaczenie za Holocaust. „Guardian" z 21 maja: „polskie zbrodnie wojenne nie
      będą zapomniane” (jako rzekome słowa Szamira). Parlamentarzysta izraelski
      określił wystąpienie Wałęsy na forum parlamentu jako „zbyt wielki zaszczyt i
      przedwczesny”. „The Independant” za AP: „Wałęsa poprosił Żydów o przebaczenie za
      śmierć ponad trzech milionów Żydów w okupowanej przez nazistów Polsce”. Prasa
      arabska pełna jadu: dziennik „Al Ra’i”: „tylko jego (Wałęsy) noga dotknęła
      ziemi, a już język poprosił od narodu żydowskiego”. [...] „Koelner Stadt
      Anzeiger”: „antysemityzm kręgów polskiego społeczeństwa i ich udział w
      ludobójstwie”. „L’Humanite”: „wystąpienia antysemickie naznaczały karierę
      polityczną Wałęsy”, pierwszy raz w Izraelu przyjęto polityka, „który stał się
      sławny dzięki swym deklaracjom antysemickim”. „Le Quotidien” przytacza podobno
      popularną wśród Żydów pochodzenia polskiego opinię: „Jeżeli chodzi o
      antysemityzm, Polacy są gorsi od Niemców”. „Historycznego długu Polski wobec
      narodu żydowskiego nie zatrze wystąpienia w Knesecie”. Prasa hiszpańska daje
      tytuły: „Prośba Polski, by Izrael wybaczył jej rolę, jaką Polacy odegrali w
      Holocauście Żydów. Jak pisze korespondent MSZ, w prasie tej podkreślono
      wypowiedzi osobistości izraelskich, wskazując na współpracę Polaków z
      hitlerowcami w eksterminacji Żydów”. „El Pais”: „Ponad 3 mln Żydów zginęły w
      Polsce w czasie okupacji i powojennego antysemityzmu”.

      Zapytałam Rybickiego, czy będzie jakaś odpowiedź Polski na te kalumnie.
      Powiedział, że teraz polityka wyciszania jest przewidziana, a w ogóle on
      najchętniej napisałby artykuł do jakiegoś wielkiego pisma amerykańskiego,
      kontrolowanego przez Żydów, jak było naprawdę z obu stron, ale nikt mu tego
      przecież nie wydrukuje. Ciąg dalszy wycinków izraelskich. „Il Messagero” pisze w
      sposób całkiem właściwy: o niezręcznym polemizowaniu Wałęsy z przeciwnikami
      politycznymi w czasie kampanii wyborczej, o „polskim antysemityzmie”, przy czym
      cudzysłów stosuje tu sama gazeta. W ogóle Włosi informacyjni i stonowani.
      Libańczycy piszą o przeproszeniu za „prześladowania Żydów”, a nie za udział w
      holocauście, jak inne gazety. „Al Samb” (Damaszek): „Jest rzeczą bardzo przykrą,
      że polski prezydent L.W. stanął wczoraj przed izraelskim Knesetem, aby prosić o
      przebaczenie za – jak to nazwał – „zbrodnie popełnione przez Polskę wobec Żydów
      podczas II wojny światowej”. Dalej pisze, że Polacy ucierpieli w czasie wojny
      więcej niż Żydzi od nazizmu, a w Knesecie zasiadają rasiści, terroryści i
      ekstremiści i to ich właśnie W. Prosił o wybaczenie. Arabowie bardzo ostrzy
      wobec Izraela, ale historycznie poinformowani o Polakach i Żydach. Ciekawe, że
      nawet gazety irackie piszą z grubsza rzecz biorąc prawdę. Wiedeńska „Die
      Presse”: „Żydów stosunek do Polski jest ukształtowany nie tylko przez zbrodnie
      Niemiec, ale jakże jawny antysemityzm Polaków i ich udział w masowym mordzie”.
      „The Daily Telegraph”: piórem m.in. Krzyszofa Leskiego: próba “otrząśnięcia się
      z pozostałości antysemityzmu i współpracy w nazistowskiej eksterminacji Żydów
      polskich w czasie II wojny światowej”. „The Indepedant”: „Jak większość Polaków
      Wałęsa wchłaniał antysemityzm wraz z powietrzem, którym oddychał”. Na szczęście
      podobno zmieniają się nastroje w samym Izraelu, informują o tym działacze
      żydowscy, World Jewish Congress ma ewentualnie zareagować na sformułowania:
      „Udział Polaków w Holocauście” i „powszechny antysemityzm”. Ale na razie nie
      słyszałam o zareagowaniu. [...] Teraz dopiero zauważyłam, że autorem tekstów w
      „Il Messagero” jest Dominik Morawski.[...]

      12 CZERWCA

      [...] Nasz kolega nomenklaturowy wie, za co odszedł Merkel. Oczywiście
      odmówił powtórzenia tego, zaproponowałam mu więc, że ja będę zadawać mu pytania,
      a on może mówić „nie”, choć nie musi. Powiedział spokojnie i zdziwione „nie”,
      kiedy spytałam, czy chodzi o nadużycia w kampanii wyborczej. Powiedziałam:
      chodzi więc o rozmowy z Rosjanami. Na to nic nie odrzekł, a więc to gdzieś musi
      być blisko. Rozważałam dalej, że nie może w ogóle chodzić o sprawy finansowe, bo
      przecież Merkel został dyrektorem jakiegoś banku, kontrolowanego przez
      Amerykanów. I wtedy kolega powiedział, że Merkla Amerykanie zrobili dyrektorem
      tego banku w nagrodę za zasługi w czasie wojny irackiej. Podobno w ogóle rola
      Polski w tej wojnie była znacznie większa, niż się powszechnie sądzi i mówi,
      ponieważ Polska miała tam najwięcej przedsiębiorstw, jakby gotową siatkę
      informacyjną w całym Iraku. Rzeczywiście, zostało w Iraku około 300 Polaków,
      którzy nawet nie starali się o powrót. W nagrodę Polska dostała rolę
      reprezentanta interesów amerykańskich w Iraku, co przecież było publicznie
      ogłoszone. Merkel wtedy zarządzał obroną i tym samym wywiadem, więc stąd jego
      posada.

      Dowiedziałam się też z ust osoby rozmawiającej z naocznym świadkiem, że
      Wachowski po otrzymaniu nominacji na dyrektora w Belwederze szedł po schodach
      belwederskich, trzymając ją wysoko w ręku i cedził na głos przez zęby: „no,
      teraz będzie rzeź niewiniątek”. Szczególnie prześladował Rybickiego, co
      zaowocowało tak gwałtownym przeniesieniem go do Kancelarii. Podobno na
      zakończenie pobytu Rybickiego w Belwederze Wachowski wykrzykiwał za nim: znajdę
      cię w mysiej dziurze, przede mną się nie ukryjesz! Raczej kiepskie to informacje
      o człowieku, który przebywa stale przy Wałęsie i ma na niego ogromny, jak widać
      wpływ, bo przecież wszystkich swoich rzezi musiał dokonywać przynajmniej za
      milczącą zgodą szefa. Wachowski podobno był przy Wałęsie od lat, aż do 84 czy 85
      roku, kiedy zniknął. Pojawił się dokładnie w czasie II tury wyborów
      prezydenckich, kiedy było wiadome, że Wałęsa jest wygrany i od razu odzyskał
      pełne wpływy. Mój informator nie wykluczał, że Wachowski ten czas spędził na
      przygotowywaniu się do jakiejś roli przy Wałęsie, ja jednak przypuszczam, że
      może chciał odzyskać wpływy ze względu na szanse osobistej kariery, gdyby był
      podstawiony, nie opuściłby Wałęsy. Z drugiej strony, mógł najpierw nie być
      podstawiony, a potem dostać ciekawą propozycję, która mu odpowiadała również
      osobiście. [...]
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:57
        nielubiegazety2 napisał:

        > 7 CZERWCA
        >
        > Dostałam wycinki z prasy po wizycie Wałęsy w Izraelu. „Le Quotidien
        > de
        > Paris” z 21 maja: „Jaka jest odpowiedzialność narodu polskiego za e
        > ksterminację
        > Żydów?
    • nielubiegazety2 7 lipca 1991 12.09.06, 21:24
      [...] Opowiedział mi to wczoraj rozgoryczony Kaczyński. Twierdzi, że Wałęsa
      ma kilka ważnych doświadczeń życiowych, które czynią go dodatkowo odpornym na
      perswazję. Po pierwsze, zawsze mu się wszystko udawało i sądzi podświadomie, że
      tak będzie zawsze. Po drugie, zawsze wiedział, że najlepszą polityką jest
      wyczekiwanie na właściwy moment, opóźnienie decyzji, żeby sytuacja dojrzała.
      Zwykle umiał nagle podjąć decyzję i była to zawsze decyzja optymalna. Tylko, że
      to była taktyka, czy strategia nawet, na komunistów. Może miał rację – ciągnął
      Kaczyński – że gdyby w pewnych okresach, w 83 roku na przykład, zadziałać
      zdecydowanie, komuniści postąpiliby znacznie ostrzej i zniszczyliby rzeczywiście
      opozycję.

      Teraz taka polityka wydaje się zgubna. Trzeba załatwić wiele skomplikowanych
      spraw. Trzeba podejmować decyzję za decyzją, nie pozwalając sobie na
      wyczekiwanie. Czas pracuje na niekorzyść Wałęsy. Ludzie kompletnie nic nie
      rozumieją i niecierpliwią się. [...]

      Miałam ponurą rozmowę z Rybickim, która zupełnie mnie załamała. Wybuchła
      ostatnio sprawa z telewizją i to jakoś nagle, może to był skutek tej
      nieszczęsnej umowy (potem dowiedziałam się, dlaczego akurat wtedy, ale o tym
      potem). Nagle wszyscy zaczęli mówić o dymisji Terleckiego, były jakieś skandale,
      przesłuchania w sejmowej komisji kultury itp. Ja zaatakowałam znowu decyzje
      personalne Terleckiego, Rybicki bronił go jak lew. Nie reagował na żadną
      argumentację, a podważał moje argumenty, że źle się dzieje, takimi np.,
      powiedzonkami: a czy ten dziennik TV to rzeczywiście ma taki wpływ na ludność, a
      czy ten Zieliński to rzeczywiście taki zły? Musimy się przecież oprzeć na
      reżimowych dziennikarzach, bo nie ma innych. Itp. Byłam przerażona. Powiedziałam
      mu, że w ogóle nie chodzi mi o wyrzucanie Terleckiego, czy kogokolwiek, tylko a.
      Nie mianowanie takich Zielińskich, b. o porozmawianie od czasu do czasu z
      Terleckim, co robi. Na to on mi powiedział, że się nie da nie mianować bez
      ustawy dekomunizacyjnej. Powiedziałam mu, że nic podobnego, bo przecież można
      zwyczajnie, na zasadzie pewnego konsensusu jak to się teraz mówi, na pewne
      stanowiska nie powoływać komuchów, a pracować niechże przecież sobie pracują tam
      gdzie dotychczas, byle nie na poziomie decyzji politycznej. A potem on mi
      powiedział, że Terlecki zaczął likwidować Radiokomitet, stawiał to wręcz jako
      warunek przyjścia na to stanowisko, ale Bielecki po miesiącu mu zabronił. To
      dlaczego nie złożył z hukiem dymisji, jak powinien? A no, bo odpowiedzialność,
      no i wchodzi w grę pewna osobista ambicja. Ot, co, właśnie, jak się obawiam, o
      tę ambicję chodzi przede wszystkim. Rybicki przeraził mnie więc, choć
      podejrzewam, że to z wielkiej przyjaźni do Terleckiego, chociaż dobry przyjaciel
      wskazałby mu raczej zagrożenia, jakim są złe decyzje.

      Konsensusu w sprawie obsady zagrożenia, jakim są złe decyzje, nie ma, bo
      np. ograniczeniom dla komuchów sprzeciwia się taki prof. Geremek.

      Spotkałam Stefana Starczewskiego, ten przynajmniej jest kulturalny,
      wyściskał mnie i zapytał, jak mi się pracuje w tym gnieździe os i, że zawsze tak
      lubił tego Jarka, co on teraz wyprawia, doprowadzi do tego, że ludzie będą
      wymiotować na słowo Solidarność, a przecież itp. Powiedziałam, że to nie Jarek
      to wszystko robi, a on słusznie zauważył, że jednak to firmuje. I zrozumiałam
      przy okazji ważną prawdę, jak mi się zdaje. Dla mnie, jak pisałam w swoim tzw.
      „wspomnieniu”, drukowanym w „Kulturze” i „Karcie”. Solidarność była czymś w
      rodzaju Polski i kiedy przyszła prawdziwa Polska do robienia, Solidarność mniej
      mnie interesuje, to są już może inne struktury, inni ludzie, pewnie inne cele.
      Bo takim ludziom jak ja chodziło w gruncie rzeczy o Polskę, ojczyznę czy jak tam
      to nazwać. Natomiast dla takich ludzi jak Stefan, chodzi pewnie dalej o
      Solidarność, bo ona dla nich była czymś w rodzaju partii, która ich
      rozczarowała, a Solidarność była partią właściwą i dla nich koniec Solidarności
      to strata partii, z którą się identyfikowali. Wałęsa powiedział parokrotnie,
      żeby schować głęboko piękny sztandar „S” i zająć się Polską i dla mnie to
      naturalna kolej rzeczy. Dla Stefana, a pewnie Michnika itp. – nie. Oni wciąż
      żałują „S”, jej rzekomej jedności itp. Znowu wyrzucono ich z partii.

      Miałam napisać, dlaczego sprawa Terleckiego wybuchła dopiero teraz. Otóż
      Wałęsa podobno dał Rybickiemu list w tej sprawie i Rybicki na miesiąc schował go
      do szuflady. Ot, zapodział się. Obawiam się, że ta przyjacielska troska może
      teraz kosztować Terleckiego posadę prezesa, bo dostał od sejmu wotum nieufności.
      Oczywiście, ostatecznie odwołuje Bielecki, ale sejm chyba może mu to zlecić.

      W zeszłą niedzielę było zwołane przez PC posiedzenie komitetów
      obywatelskich. Przykro mi, ale mówiono tam niezwykle ciekawe rzeczy i większość
      wydawała mi się słuszna, chociaż obecni odbiegali wyglądem i sposobem noszenia
      się od Europejczyków. Trochę byli tłuści, trochę przepoceni, wbici w garnitury,
      ot jak Kuroń czy Michnik. Doskonałe przemówienie wygłosił Kaczyński, ale
      oczywiście nigdzie się nie ukazały nawet obszerniejsze fragmenty, poza dwoma
      wyrwanymi z kontekstu zdaniami o wojsku i policji, które powinny uczestniczyć w
      ścisłym centrum silnej władzy. Dał piękny przegląd aktualnego kryzysu i
      obiektywny, nie pomijający własnych błędów obraz przyczyn takiego stanu rzeczy.
      Następnie przemówił wstrząsająco Jan Olszewski, który prawie płakał, że jego
      towarzysze broni z opozycji złączyli się z obozem postkomunistycznym, głosując
      za odrzuceniem weta prezydenckiego, choć w oczywisty sposób służy ono
      demokracji. Powiedział bardzo ciekawie, że prawa to zbiór norm, a w systemie
      komunistycznym prawo to był zbiór przepisów, służących władcom do utrzymania się
      przy władzy, nie można wić mówić o państwie prawa, jeżeli ma się na myśli
      dochowywanie przepisów komunistycznych. Mówił też o zgubnej roli „grubej
      kreski”, która zamazała odpowiedzialność. Ludzie się złoszczą, że się mówi o
      rzekomym wrogu, o wrogach państwa, o rzekomych winnych, a ja mam zawsze w
      pamięci dyrektora, który mnie wyrzucał z pracy w 82 roku i który teraz nie tylko
      nie chciał mi poświadczyć, że nastąpiło to z przyczyn politycznych, ale jeszcze
      mnie opluł. I dalej był dyrektorem, To są konkretni ludzie i powinni ponieść
      odpowiedzialność – jedni do więzienia, inni, jak mój dyrektor, won ze
      stanowiska. [...]

      W piątek rozpoczęła się dwudniowa narada konstytucyjna. Nie przyszedł
      demonstracyjnie Geremek, przewodniczący sejmowej komisji konstytucyjnej. Nie
      było zresztą w ogóle nikogo z Unii Demokratycznej. Za to był Cimoszewicz. Cóż za
      obrzydliwa figura! Ma tak wredną gębę, tak zimne oczy, podbródek cofnięty do
      tyłu, z profilu wygląda jak spod budki z piwem. Ulubieniec dam, przystojny
      Cimoszewicz, kandydat na pierwszego wolnego prezydenta Rzeczypospoliltej. Ręka
      swędziała, jak się na niego patrzyło.
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:57
        nielubiegazety2 napisał:

        > [...] Opowiedział mi to wczoraj rozgoryczony Kaczyński. Twierdzi, że
        Wałęs
    • nielubiegazety2 28 lipca 1991 12.09.06, 21:25
      [...] Do Ameryki miał jechać Lech Kaczyński. Polska chce przecież wstąpić do
      NATO i Wałęsa zapoczątkował rozmowy na ten temat w czasie swojej wizyty. Lech
      Kaczyński miał jechać nie sam, zastępcą był Zalewski i było parę innych osób w
      delegacji. Rozmowy na ten temat były supertajne i ciągnęły się od wizyty Wałęsy
      w Ameryce, chyba od marca, o ile pamiętam, czy kwietnia. O treści rozmów
      wiedziały nieliczne osoby – Skubiszewski, Geremek (przewodniczący Komisji
      Zagranicznej w sejmie), może Majewski, Wałęsa i Jan Olszewski, może jeszcze ktoś
      tej rangi. Wizyta zaplanowana była również ściśle tajnie. Tymczasem na tydzień
      przed wyjazdem „Gazeta Wyborcza” opublikowała dokładny plan wizyty: kto jedzie,
      o czym będzie rozmawiał, w jakim hotelu zatrzyma się delegacja itp. Amerykanie
      się wściekli i powiedzieli, że w tej sytuacji nie będą rozmawiali na
      zaplanowanym szczeblu, z czego wynikało, że to nie będzie jeszcze TA rozmowa,
      między innymi. W tej sytuacji Polska też musiała obniżyć szczebel delegacji i
      Kaczyńskiego zastąpił Zalewski, co zresztą Jan O. Oceniał jako błąd. Nie wiem
      czemu. Może ocenia jako błąd w ogóle jego nominację na sekretarza Rady
      Bezpieczeństwa. Zalewski pojechał, rozmawiał, częściowo w obecności
      Dziewanowskiego., Potem był przeciek prasowy, że Zalewski rozmawiał nie o tym,
      co potrzeba, że przekroczył kompetencje (fenomenalnie napisał o tym Piotruś
      Pacewicz: nie wiadomo, czy Zalewski powiedział, czy nie powiedział, czy
      rozmawiał o tym, czy o tamtym, dość na tym, że przekroczył kompetencje – mniej
      więcej tak, jakby powiedzieć: nie wiadomo, czy facet ukradł, czy nie, dość na
      tym, że skazać go trzeba). „Kurier Polski”, kierowany przez Snopkiewicza
      napisał, że Kaczyński jest w Ameryce i że przekroczył kompetencje, ale to wiem z
      cytaty z Drzycimskiego i pewnie trzeba będzie poczekać na wycinki. Słowem, miał
      informacje, zanim jeszcze wydarzenia się stały. Są jakieś potwierdzenia z
      Departamentu Stanu, ale Jan twierdzi, że jest to zawsze to samo źródło i że na
      dnie tej kryształowej krynicy widać znajomą rudawą brodę siedzącego w niej pana
      profesora. Małachowski powiedział, że jednak Zalewski musiał powiedzieć coś
      niewłaściwego i że on nie wyklucza, że coś jednak powiedział o Balcerowiczu. Na
      to Jan powiedział, ze może mu zagwarantować, że Balcerowicz w ogóle nie był
      tematem rozmów, ponieważ Balcerowicz jest już nieaktualny. I powiedział, ze
      miesiąc temu spotkał się z sekretarzem ambasady amerykańskiej, który go
      poinformował, że Amerykanie nie wiążą już gwarancji reformy ekonomicznej z żadną
      osobą, co dla prostego czytelnika oznacza: zróbcie z Balcerowiczem, co chcecie.
      Podejrzewam, że to mogło być nawet związane z tą dziwną historią Porozumienia
      Centrum, że wymienią Balcerowicza na Glapińskiego.

      A wiec nazwisko Balcerowicza właściwie nie mogło tam paść, zważywszy, że te
      rozmowy jest mało czasu i raczej nie ma możliwości wymienienia uwag
      towarzyskich, w których nazwisko Balcerowicza oczywiście paść by mogło.

      Geremek był właściwie przyszpilony, zresztą są podobno jakieś dowody
      dyplomatyczne na to, ale niestety Skubi się przestraszył i zaprzeczył, jakoby
      wiedział o wizycie Zalewskiego i o treści planowanych przez Kaczyńskiego rozmów.
      Tymczasem Jan powiedział nam, że nie tylko odbyły się trzy co najmniej takie
      rozmowy, ale że on sam był świadkiem jednej z nich. Kto zrobił przeciek do
      Gazety? Czy była to próba wysadzenia Kaczyńskiego z siodła i uniemożliwienia mu
      objęcia stanowiska ministra obrony narodowej? Kto szkodzi Polsce? [...]

      Ze Stanów wrócił jakiś czas temu lekarz, Andrzej H. Był u mnie. Jest w
      stanie czegoś w rodzaju lekkiej paranoi, ale twierdzi, że teraz dopiero widzi
      dobrze. Musze przyznać, że często uważamy za paranoję rzeczy, który są aż nadto
      rzeczywiste, tylko mamy mało dowodów, raczej ślady i błyski, a nie chcemy
      uwierzyć, że może naprawdę być tak źle czy tak strasznie. Ten sam mechanizm
      pewnie włączał się, kiedy przyjeżdżali z Polski Karski czy Zygielbojm i
      opowiadali o Treblince. Nie, to zbyt okropne, żeby mogło być prawdziwe.

      Otóż H. Zobaczył jasno, do jakiego stopnia byliśmy i ciągle jesteśmy
      rządzeni przez KGB. Też jestem tego zdania, ale zawsze jest grupa rozkrzyczanych
      intelektualistów, którzy wtedy wrzeszczą: spiskowa teoria historii! Dzisiaj
      przeczytałam, że w majowej „Kulturze” opublikowano rozporządzenie NKWD o
      kierowaniu ścieków przemysłowych do możliwych rezerwuarów wody pitnej dla
      ludności. Czy nie tu, a nie w „nieudolności” czy braku finansów leżała przyczyna
      ciągłej niemożności uregulowania tych spraw? Nauczyłam się, że zawsze absurdalna
      sytuacja zawiera w sobie czyjś interes, a interesy mogą być różne – czasem
      finansowe, jak w wypadku „absurdalnych” przepisów o wywłaszczeniach, albo np.,
      strategiczne. Czy te interesy przestały być aktualne? Czy już nie istnieje KGB w
      Polsce tylko dlatego, że jak mi się zdaje, wyjechał rezydent? Czy Związek
      Radziecki nie ma już swoich interesów w Polsce? Twierdzę, że wątpię, myślę, że
      nie sądzę.

      H. powiedział: żadnych złudzeń. Ameryce chodzi o forsę, forsę i jeszcze raz
      forsę, a forsę rządzą tam Żydzi. Dlaczego, zapytał prezydent Stanów zachowuje
      się jak premier Izraela? Bo forsa. Można by dodać: bezpieczeństwo i to trochę
      przenosi nas w świat idei. Wszystkie prawa, zdaniem H. i wszystkie zamierzenia i
      ruch amerykańskie są w jednym celu robione: żeby popierać amerykański pieniądz.
      Po to jest nauka amerykańska, po to są gadania o prawach człowieka, dla
      maluczkich. „Dopóki nie pominiemy, nie wyzbędziemy się naszych moralnych mrzonek
      o papieskiej proweniencji, przełamanych przez komunizm. Pozwolimy się zeżreć”.
      Pieniądze leżą w Ameryce na ulicy, możemy je podnieść, ale przeszkadza w tym
      nasza, obsadzona ciągle przez KGB ambasada w Waszyngtonie. „Jeżeli ktoś się
      opędza od pieniędzy, to mu w końcu nie dadzą”. Szperałam po stenogramach
      sejmowych. Okazało się, że Wujec po rozłamie w Komitecie Obywatelskim zabrał
      wszystkie dokumenty i zostawił im gołe ściany, nawet jednego papierka
      przyszpilonego na ścianie nie było. Teraz była w OKP – niestety, nie istnieją
      również protokoły posiedzeń prezydium OKP sprzed rozłamu w OKP, czyli sprzed
      jesieni 90 roku. Zginęły też niektóre protokoły z posiedzeń całego OKP. Pani,
      która tym zarządza, była bardzo zdumiona, nikt do tego do tej pory nie zaglądał
      i dlaczego niektórych akurat nie ma? Jak zwykle – niewytłumaczalny przypadek.
      Spiskowa teoria historii. Magia i mesmeryzm ziołolecznictwo i psychoterapia.
      Wszystkie protokoły po rozłamie równie dziwnym przypadkiem są w komplecie.
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:58
        nielubiegazety2 napisał:

        > [...] Do Ameryki miał jechać Lech Kaczyński. Polska chce przecież wstąpić
        do
    • nielubiegazety2 6 października 1991 12.09.06, 21:26
      Przyszedł pucz moskiewski i Wałęsa telefonował do Kiszczaka i
      Jaruzelskiego, kolejny raz budząc niechęć znacznej części opinii publicznej. To
      nie jest cała prawda – a całą zna tylko Pan Bóg i Wałęsa. Wachowski przygotował
      Wałęsie list wiernopoddańczy do puczystów. List leżał jeszcze nie podpisany,
      kiedy do Wałęsy wszedł Lech Kaczyński i zobaczył go na biurku. Z wielkim trudem
      przekonał Wałęsę, żeby zniszczyć ten list. Gdyby nie przypadek, Wałęsa wysłałby
      ten list do Moskwy, tracąc resztę poparcia. Taka jest przy nim pewnie rola
      Wachowskiego.

      Wachowskiego ministra z Kancelarii, z którymi rozmawiałam, uważają za
      niewątpliwego agenta jakiegoś wywiadu. Wachowski pomagał Wałęsowej, która ma do
      niego szczególny sentyment, w czasie stanu wojennego (jak wyczytałam ostatnio,
      siedział z Wałęsą w Arłamowie, a może nie siedział). Potem zniknął na parę lat.
      Jak twierdzi zarówno Rybicki, jak Kaczyński, pojawił się w początkach grudnia 90
      roku, na parę dni przed drugą turą wyborów prezydenckich, kiedy właściwie było
      zupełnie pewne, że Wałęsa wygra. Został przyjęty z otwartymi ramionami i do
      Belwederu przeniósł się już razem z Wałęsą. Już on załatwiał wszystkie sprawy
      papierowe, dopuszczał lub nie dopuszczał. Słyszałam, że nawet Rybicki zaczął się
      bać przekazywać Wałęsie różne informacje, do końca nie bał się – i chyba nadal
      się nie boi – tylko Kaczyński, ale i on nie wszystko ostatecznie wie, nie
      wszystko docenia.

      W połowie kwietnia, jak pisałam wcześniej, Rybicki został gwałtownie
      wykopany z Belwederu do Kancelarii, szczegóły opowiadał mi nomenklaturszczyk,
      który ma swoich informatorów w Belwederze. Niezłych informatorów ma również
      nomenklaturowa pani Dyrektor Biura Listów, która na tydzień przed odsunięciem
      Kaczyńskiego od tych dwóch zespołów powiedziała mi, że ma wrażenie, że
      gdańszczanie montują jakiś układ decyzyjny poza Kaczyńskim, co zaraz potem
      okazało się prawdą.

      W początkach września wróciłam do Kancelarii po urlopie i dłuższej
      nieobecności, spowodowanej sprawami rodzinnymi. Któregoś dnia siedziałam w
      sekretariacie z sekretarką. Zaniepokojona powiedział mi, że od półtorej godziny
      siedzi u Rybickiego Agnieszka Kublik z Gazety Wyborczej, której zawsze
      unikaliśmy, ponieważ przeinaczała w specyficzny sposób wszystko, cokolwiek
      pisała o Kancelarii. Bardzo zdolna dziennikarka, dowiedziałam się, że pracuje
      ideowo, ponieważ Kancelarię uważa za rodzaj zła samego w sobie i uważa, że
      należy je kompromitować. Mnie się wydawało zawsze, że kłamstwo jest kłamstwem,
      ale muszę przyznać, że zręczność Gazety Wyborczej w pisaniu „prawdziwym”, ale
      kompletnie skłamanym prześciga najlepsze wzory komunistyczne, może ludzie są
      inteligentniejsi, no i wiedzą, na co nikt się nie łapie, To ona napisała, że w
      Kancelarii na 207 pracowników jest 196 samochodów służbowych i wykonała parę
      innych podobnych pomyłek. Drobny przykład – nie pracuje już od 15 września w
      Kancelarii, zakładam gazetę razem z Piotrem Wierzbickim – „Gazeta” napisała o
      naszych planach niby na podstawie wywiadu z Wierzbickim w sposób maksymalnie
      kompromitujący, wymieniając najbardziej prawicowe osoby, które będą u nas pisać
      i przytoczyła parę uwag Wierzbickiego bez towarzyszącego im komentarza.

      Otóż od półtorej godziny pani Kublik nie wychodziła od Rybickiego i
      sekretarka była wręcz zaniepokojona, czy coś się nie stało. Nikt tak długo nie
      bywał tam z wizytą, drzwi do saloniku były zamknięte i nie wypadało wejść.
      Czekałyśmy jeszcze dobre paręnaście minut, wreszcie ukazała się w drzwiach
      rozpromieniona pani Kublik, elegancka, w brązach i wysmakowanych fioletach, w
      wysokich botach, opalona i ciemnowłosa, lśniąca świetnymi kosmetykami, zakręciła
      się wokół siebie, pożegnała i wyszła, pozostawiając wrażenie niespożytej
      energii, która jak bolid przeniosła ją do dalszych galaktyk politycznych. Obok
      stanął zmęczony Rybicki. Zapytałam go żartobliwie, czy jeszcze żyje, bo przecież
      pani Kublik ma taką igiełkę, którą wbija i wysysa krew. Czy zostało mu jeszcze
      trochę krwi? Roześmiał się i powiedział, że jest bardzo zadowolony z wywiadu.
      Trochę się zmartwiłam – po tak długiej rozmowie pani Kublik będzie miała spory
      materiał do manipulacji, przecież i tak wybierze z tej rozmowy, co zechce.
      Rybicki powiedział na to coś, co wprawiło mnie w osłupienie. Miałam te słowa
      zrozumieć dwa tygodnie później. „Jeżeli jest wywiadów o Kancelarii, to nie można
      o niej pisać tylko pozytywnie, czasem musi być też i negatywny wywiad, to nic
      nie szkodzi”. Przeglądając setki wycinków, nadchodzących do Kancelarii,
      widywałam rzadko, ale jednak, pozytywne wypowiedzi o Wałęsie, o samej Kancelarii
      nigdy.

      W dwa tygodnie później – może w 10 dni – ukazał się ogromny blok materiałów
      o Kancelarii w Gazecie Wyborczej. Nie był to materiał zły, kłamliwy, nie był
      nawet szczególnie tendencyjny, jeżeli wyjąć niechęć do Kaczyńskiego, do której w
      końcu Gazeta ma prawo. Był to wyraźnie materiał, w powodzi informacji
      kompromitujący Wachowskiego. To on – niewiadomego wykształcenia, pochodzenia i
      wieku – wykreślił Wałęsie z przemówienia w NATO fragment dotyczący konieczności
      wycofania wojsk radzieckich z Polski .Potem, zamiast wyrzucić go na zbity łeb
      albo postawić przed sądem, Wałęsa zrobił mu awanturę. I to właściwie jest główny
      sens całego tego bloku informacji. No i to, że Belweder jest w konflikcie z
      Kancelarią. I propozycja Skalskiego, że Wałęsa może być, ale po zmianie doradców
      i najbliższych współpracowników. Tego samego dnia w „Rzeczypospolitej” Drawicz
      napisał, że pora zakończyć i eksperyment belwederski, Wałęsa powinien ustąpić
      razem z sejmem i wrócić na pozycje właściwe kompetencjom i możliwościom – czyli
      do roli symbolu na uboczu. Tego samego w „NIE” zamieszczono podobną propozycję,
      ale tam to padło chyba nie po raz pierwszy. Krzysztof Wyszkowski zamieścił w
      „Tygodniku Solidarność” podobny w tonacji artykuł, bardzo krytyczny wobec
      personalnej polityki Wałęsy. Drzycimski nie chciał go skomentować, twierdząc, że
      podaje nieprawdziwe fakty. Otóż o ile ja wiem, fakty są stuprocentowo prawdziwe,
      a pewnie są jeszcze gorsze. Myślę, że gdańszczanie szukają już w tej chwili
      rozpaczliwie poparcia (z pewnością nie szukali go w „NIE”, ono samo wpadło nie
      po raz pierwszy na ten pomysł) i starają się publicznie skompromitować
      Wachowskiego, dzięki czemu może Wałęsa go wyrzuci. Niestety, jednocześnie
      kompromituje się sam Wałęsa – niestety, zasłużył na to ostatnio w pełni, pomysł
      forowania Wachowskiego i tym podobnych jest zupełnie nieprawdopodobny – i jednym
      wystarczy, by zmienił doradców, inni zaś woleliby, żeby zmienił się z kimś innym
      stanowiskiem. [...]

      A teraz – o skutkach pozostawania nomenklatury, bo fachowa. Mojego
      nomenklaturszczyka zastałam po wakacjach w dobrym nastroju i jeszcze elegantszym
      niż zwykle garniturze. Wprost lśnił. Zapytałam go na „rybkę” – „podobno
      Wachowski ma być teraz szefem Kancelarii? Strzał był trafny, zmieszał się i
      powiedział, że to jeden z wariantów. „A ty masz być jego zastępcą?”- dalej
      strzelałam. „Och, nic podobnego, tak wysoko nie zajdzie, na razie nic jeszcze
      nie wiadomo”. Na razie nic nie wiadomo więc, ale za chwilę może być wiadomo
      wszystko. „W każdym razie masz pewne, że zostaniesz dyrektorem Zespołu?”. No
      cóż, Zespołowi nie musi przewodzić minister, wystarczy dyrektor”. W czasie
      wakacji nomenklaturszczyk został zastępcą Rybickiego, w czasie jego urlopu. Od
      MOICH informatorów dowiedziałam się, że niemal codziennie siedzi u Wachowskiego
      w Belwederze. [...]
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:58
        nielubiegazety2 napisał:

        > Przyszedł pucz moskiewski i Wałęsa telefonował do Kiszczaka i
        > Jaruzelskiego, kolejny raz budząc niechęć znacznej części opinii publicznej.
    • nielubiegazety2 9 listopada 1991, sobota. 12.09.06, 21:26
      Zdaje się, że nie da się skończyć z moim dzienniczkiem. W każdym razie
      trudno byłoby zostawić tak interesujące sprawy bez jakiegoś śladu.

      Tydzień temu Piotr W[ierzbicki] Opowiedział mi rozmowę, jaką miał z
      K[aczyńskim]. K[aczyński] został wezwany do W[ałęsy] i ten poprosił go o
      zaakceptowanie na premiera Bieleckego, albo Geremka. K[aczyński] odmówił
      poparcia obu. Wtedy W[ałęsa] zagroził, że go wyrzuci całkiem, K[aczyński] nie
      ugiął się.

      Wczoraj cała niemal Kancelaria dostała wymówienia ze skutkiem
      natychmiastowym. [...]
      • dr.szfajcner Miala byc historia, a nie SBeckie zapiski. 13.09.06, 00:58
        nielubiegazety2 napisał:

        > Zdaje się, że nie da się skończyć z moim dzienniczkiem. W każdym razie
        > trudno byłoby zostawić tak interesujące sprawy bez jakiegoś śladu.
    • nielubiegazety2 Lata dalsze 12.09.06, 21:28
      22 kwietnia 1992

      W TV program "Reflex" pokazał, jak Michnik we Francji uczestniczy w promocji
      książki Jaruzelskiego „Kajdany i schronienie. Wspomnienia. Zakończone rozmową z
      Adamem Michnikiem", gdzie nazwano stan wojenny „mniejszym złem”. Obaj politycy
      wystąpili w telewizji francuskiej w programie „Zbrodnia i przebaczenie”. YV
      pokazała słynną wypowiedź Michnika do dziennikarzy: „Odpieprzcie się od generała!”.

      6 czerwca 1992

      Adam Michnik napisał w „GW”, że państwo było w niebezpieczeństwie i dobrze,
      że prezydent szybko zadziałał.

      17 kwietnia 1993

      „Każdy mógł być oprawcą i ofiarą w czasach PRL” – napisał Michnik o czasach
      PRL.

      9 września 1995

      Adam Michnik i Włodzimierz Cimoszewicz (SLD) opublikowali w „GW” wspólnie
      artykuł „O prawdę i pojednanie”, w którym nawoływali do stworzenia wspólnej –
      partyjno-opozycyjnej – wizji historii Polski.

      Wszystkie cytaty pochodzą z książki Teresy Bochwic "III RP w odcinkach".
      • hrabia.mileyski Warto podnieść ten wątek 12.09.06, 23:45
        I nie mylić mitologii z historia.
      • sztudent1 ja pier... czy ty masz jakies zycie poza tym forum 12.09.06, 23:49
        .
      • dr.szfajcner Re: Lata dalsze 13.09.06, 01:02
        nielubiegazety2 napisał:


        > Wszystkie cytaty pochodzą z książki Teresy Bochwic "III RP w odcinkach".

        CZaułem ze to nie historia, tylko prototyp "prac naukowych"
        historykow IPN-u.
    • nielubiegazety2 Re: Przypomnijmy sobie trochę historii 18.02.16, 22:55
      Up.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka