asienka32
14.09.06, 08:10
Czytam od jakiegoś czasu komentarze na forum i zaobserwowałam zjawisko
radykalizacji opinii na tema Leszka Balcerowicza.
Z jednej strony - uwielbienie i zachwyt nad jego osobą.
Z drugiej - druzgocąca krytyka.
Uważam, że obie opinie są nie do końca słuszne, a jednocześnie po części
uzasadnione.
Z jednej strony Leszek Balcerowicz jako ekonomista, który przeprowadził
Polskę przez transformację do gopospodarki rynkowej, uwolnił złotego,
utworzył kapitałowy rynek, prawo bankowe, zliberalizował /jak na tamte czasy
to była rewolucyjna wrecz liberalizacja/ zasady prowadzenia działalności
gospodarczej.
Jako minister fonansów forsował podatek liniowy w 1999 roku, niestetty na
drodze stanął mu wredy prezio wszystkich polaków, wetując ustawę.
Jako prezes NBP i czlonek RPP prowadził konsekwentną politykę monetarną nie
poddajac się bieżącym politycznym naciskom, wyhamował inflację i czuwał nad
rodzielnością polityki fiskalnej i monetarnej państwa. I chwała mu za
osiągnięcia.
Z drugiej strony - Leszek Balcerowicz jako usłużny człowiek, który stał przez
lata na straży interesów uczestników okrągłego stołu i podziału
postkomunistycznego tortu pomiędzy czerwonych i różowych. Podjał szereg
kontrowersyjnych decyzji np. emisję na początku lat 90 obligacji o stałym
kilkudziesięcioprocentowym oprocentowaniu bez terminu ich wykupu. Obligacje
procentuja do dziś. Albo decyzje w zakresie nadzoru bankowego.
Afera z fundacją CASE znakomicie pokazuje jak nasz najwybitniejszy ekonomista
traktuje państwo jak prywatny folwark i stawia się ponad prawem.
Czyli: z jednej strony wybitny ekonomista a z drugiej usłużny mały
człowieczek. Za mało jak na miano bohatera i autorytetu, za wiele na piętno
zdrajcy i szkodnika.