abba15
30.09.06, 08:51
oto spełniają się przepowiednie, kiedy to po uchwaleniu przez Sejm ustawy o
rozwiązaniu WSI, że razwiedka w ciągu najbliższych miesięcy podejmie próbę
wysadzenia w powietrze rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego. Oficerowie
frontu ideologicznego, poumieszczani w charakterze gwiazd po stacjach
telewizyjnych, rozgłośniach radiowych, gazetach, uniwersytetach, fundacjach i
salonach, zaczęli uwijać się jak w ukropie, produkując fakty prasowe,
ilustrujące nasilający się proces podnoszenia w Polsce głowy przez "faszyzm".
Te wysiłki oficerów frontu ideologicznego wspierał swoimi kanałami "drogi
Bronisław" w otoczeniu dzieci wdowy, wspartych w początkach sławnej
transformacji ustrojowej całym batalionem Służby Bezpieczeństwa. W rezultacie
"prasa międzynarodowa" zaczęła wyrażać coraz żywsze zaniepokojenie postępującą
faszyzacją Polski, stwarzającej zagrożenie zwłaszcza dla "zdobyczy okrągłego
stołu". "Fanatyzm lśniący w wodza oku straszliwy budzi w nich niepokój, asceza
zaś napawa trwogą, że im zdobycze zabrać mogą" - pisał poeta o pierwszym
pokoleniu Towarzyszy Szmaciaków, jak widać, nie bez kozery mówiącym o
obowiązku wzmożonej czujności. Oto dzięki pomyślnej transformacji ustrojowej
na scenę wkroczyło już pokolenie trzecie, a zdobycze tak samo są zagrożone,
jak w okresie nasilającej się walki klasowej przed śmiercią Ojca Narodów.
Okazuje się, że Słońce Ludzkości jak zwykle miało rację, że czujności nigdy za
wiele. W takiej sytuacji zmobilizowany został również "Salon", a także
wszystkie chluby przodującej polskiej nauki. Przykład dała pani prof.
Magdalena Środa, porzucając chwilowo odcinek wyrównywania płci("Oznajmiła nam
Środzina, że chłopakom powyrzyna, a dziewczynom powypala, bo to Unię
zadowala") na rzecz odcinka propagandowego upana red. Michnika.
Za tym przykładem ruszyli inni, dzięki czemu kol. Rafał Ziemkiewicz chłodnym
piórem naturalisty, "co wykopuje i nazywa glisty", opisał
zjawisko "małpiego rozumu". Ale ten "małpi rozum" był tylko wyrazem gorliwości
autorytetów moralnych w odrabianiu wieloletniego nadymania przez razwiedkę.
I kiedy w ten oto sposób zakończone zostały przygotowania na wszystkich
odcinkach, po wstępnym harcu pana prezesa Balcerowicza, wykonywanie zadania
rozpoczął pan Andrzej, grożąc zerwaniem rządowej koalicji. W kulminacyjnym
momencie kryzysu Trybunał Konstytucyjny uznał sejmową uchwałę o powołaniu
Komisji Śledczej do zbadania prywatyzacji sektora bankowego za "sprzeczną z
konstytucją". Widać, że i tam zarządzono mobilizację podobną jak w roku 1992,
kiedy to Trybunał otrzymał od razwiedki zadanie pozbawienia mocy prawnej
sejmowej uchwały lustracyjnej. Nie czas na prawnicze subtelności, kiedy
zagrożone są zdobycze "okrągłego stołu", toteż i wtedy, i teraz Trybunał
okazał się głuchy na argument, że uchwała nie jest "aktem prawnym", więc nie
powinna w ogóle być przedmiotem badania. Bardziej zadbano tylko o zachowanie
pozorów, bo tym razem Trybunał przezornie przełożył na następny dzień
ogłoszenie swego orzeczenia, dzięki czemu nie powtórzyła się sytuacja z 1992
roku, kiedy to w półtorej godziny po zamknięciu rozprawy prof. Andrzej Zoll
odczytał sentencję wyroku i bodajże 30 stron maszynopisu uzasadnienia. Skoro
tak, to z góry można założyć, że i ustawy o rozwiązaniu WSI, o CBA, ordynacja
wyborcza do samorządów i ustawa o udostępnieniu dokumentów bezpieki z lat
1944-1990 oraz ich zawartości - też zostaną hurtem uznane za sprzeczne z
konstytucją, zanim w listopadzie i grudniu zakończy się kadencja sześciu
sędziów. Periculum in mora! Periculum, tym bardziej że te wszystkie posunięcia
mogą być tylko przygotowaniem artyleryjskim do głównego natarcia. Polegałoby
ono na konstruktywnym wotum nieufności, tzn. na obaleniu rządu Jarosława
Kaczyńskiego, przy jednoczesnym wysunięciu przez nową sejmową większość (PO,
SLD, Samoobrona i PSL) na to stanowisko, dajmy na to, "premiera z Krakowa".
Musiałby on oczywiście uprzednio wycharknąć ideologiczne i moralne opory przed
zlaniem się z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i Samoobroną, ale jak padnie taki
rozkaz, to nie będzie czasu na żadne wahania. Czegóż to nie robi się dla
Polski, zwłaszcza kiedy przemawia ona głosem najlepszych swoich s...synów?
Dzięki temu można byłoby całemu państwu zaaplikować kurację przeczyszczającą,
powywalać ministrów z ich gabinetów, jeszcze raz pogonić znienawidzonego
Macierewicza, zasłużonych towarzyszy z razwiedki ponownie wprowadzić do biur,
spółek skarbu państwa i mafii i w ten sposób, w atmosferze przywróconej
praworządności, dokonać ostatecznego zabezpieczenia zdobyczy "okrągłego
stołu". Gdyby prezydent się wzdragał przed udzieleniem nowemu rządowi
inwestytury, można byłoby oskarżyć go o próbę faszystowskiego zamachu stanu,
przeciwko której odbyłyby się gwałtowne demonstracje z udziałem wszystkich
konfidentów, a po ich pomyślnym zakończeniu można by odprawić dziękczynne
nabożeństwo świeckie do Jacka Kuronia, który zdaje się już został santo subito.