jola_iza
10.02.07, 20:58
ostatecznej wersji dekretu o stanie wojennym. Jak to możliwe? A tak jak opisuje to Lech Mażewski:
"Otóż wieczorem 13 grudnia 1981 r. doszło do spotkania między nim, bp. Bronisławem Dąbrowskim i prof. Andrzejem Stelmachowskim a Kazimierzem Barcikowskim i min. Jerzym Kuberskim, którzy poprosili o naniesienie poprawek do projektu dekretu o stanie wojennym (Orszulik mówił, że Barcikowski dał im "projekt dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego z lat 60."). W rzeczywistości chodziło o ledwo co uchwalony przez Radę Państwa, a jeszcze nieogłoszony w Dzienniku Ustaw, dekret o stanie wojennym. Orszulik wspominał: "Nanieśliśmy poprawki, czyli wykreśliliśmy z projektu niektóre przepisy restrykcyjne wobec Kościoła. (...) Był tam przepis z okresu stalinowskiego, z dekretu z 1953 r., że władze państwowe mają wpływ na obsadę stanowisk kościelnych i zwalnianie duchownych". Na pytanie dziennikarzy "Gazety Wyborczej", jak to było możliwe, żeby "nanosić te poprawki", biskup odpowiedział: "Mówili, że można je nanosić, bo się jeszcze nie ukazał Dziennik Ustaw". W ten sposób strona kościelna stała się współautorem ostatecznej wersji dekretu o stanie wojennym