terraincognita
16.02.07, 12:30
-Sąd w Warszawie umorzył sprawę płk. Lesiaka. Bracia Kaczyńscy wskazywali
Pańską kancelarię jako inspiratorów bezprawnych działań UOP wobec partii
politycznych. Jak Pan to komentuje?- zapytał dziennikarz "Trybuny" Lecha
Wałęsę.
– Kaczyńscy robią wszystko, aby pokazać, że mają więcej oleju w głowie,
chociaż ich jest dwóch, nad moim działaniem. To są ludzie zakompleksieni,
złośliwi. Próbują takie rzeczy montować. Ja w tym czasie miałem tyle
poważnych rzeczy, że w ogóle się Kaczyńskimi nie zajmowałem. Ani tymi – jak
ich nazywałem – „popaprańcami”. Powstawały nowe państwa, trzeba było z nimi
nawiązać kontakty, umorzyć Polsce długi, szereg innych poważnych spraw.
Niepoważnymi ludźmi się nie zajmowałem, a oni do takich niepoważnych
należeli. Dlatego ta sprawa od początku do końca była naciągana i zakończyła
się tak, jak się zakończyła. Nie mogła inaczej.
-Czy nie było tak, że bracia Kaczyńscy chcieli stworzyć sobie etos
prześladowanych?
– Tak. Byli bardzo malutkimi działaczami. Lech wykładał nam w opozycji prawo
pracy. Mówił, jak legalnymi sposobami walczyć o prawa pracy. Bezpieka go nie
zamykała, bo była za tym, byśmy legalnie walczyli i nigdy nic nie wywalczyli.
Teraz odczuwa brak walki, działania. Jarosław natomiast gdzieś tam w Fundacji
Helsińskiej działał. Teraz im potrzeba mocniejszego życiorysu.
-Ten życiorys miała im zrobić sprawa Lesiaka?
– Między innymi tak. Mogą być też inne rzeczy, które miałyby wykazać, że coś
tam, kiedyś znaczyli.
Kto jak kto - dodam tu od siebie - ale Lech Wałęsa musial dobrze poznac
Kaczynskich. Tym bardziej mu wierzę, im dłuzej patrze na działania
Kaczynskich dzisiaj.