Gość: DJM
IP: *.ct.com.pl / 10.0.0.*
02.05.03, 13:57
Czytam i oczom nie wierzę!!!! Wyrok jak jak nie w Polsce. Nakryli, udowdnili
(m.in. na podstawie bilingów) i skazali na dość surowe wyroki i to gości ze
świecznika. A jednka można.
Marek W., komendant komisariatu policji na Bemowie, wziął 40 tys. zł łapówki
za wypuszczenie na wolność złodzieja samochodów. 30 kwietnia sąd skazał go za
to na pięć i pół roku więzienia
Wieczorem 21 września 1999 r. przy próbie włamania do zaparkowanego fiata
palio patrol policji złapał niejakiego Adama K. To rozpoczęło lawinę
bulwersujących wydarzeń, które w środę zakończyły się na sali sądowej przy
ul. Kocjana wyrokami skazującymi.
Łapówka
- Zebrany wówczas materiał dowodowy bez najmniejszych wątpliwości wskazywał,
że Adam K. jest sprawcą włamania do samochodu - mówił w uzasadnieniu wyroku
sędzia Piotr Gąciarek. Mimo to mężczyźnie nie postawiono żadnych zarzutów.
Zwolniono go niecałą dobę po zatrzymaniu.
Sąd nie miał wątpliwości, że stało się tak dzięki 40 tys. zł, które Jerzy C.,
ówczesny naczelnik bemowskiego wydziału komunikacji i były warszawski radny,
osobiście wręczył komendantowi Markowi W. W przekazaniu pieniędzy
pośredniczyli jeszcze Artur M. i Mieczysław S. To właśnie dzięki zeznaniom
tego ostatniego udało się posadzić na ławie oskarżonych i skazać wszystkie
osoby zamieszane we wręczenie łapówki.
Zeznania Mieczysława S. potwierdziły m.in. billingi telefoniczne komendanta
W. i naczelnika C. W dniu gdy ważyły się losy zatrzymanego Adama K., w ciągu
kilku wieczornych godzin rozmawiali ze sobą aż 15 razy!
Kłamstwa
Broniąc się, Marek W. przedstawił świadków - małżeństwo Sz. Ci stwierdzili,
że cały wieczór z 22 na 23 września 1999 r. spędzili z nim w jego domu.
Udowodniono jednak, że w tym czasie komendant przebywał zupełnie gdzie
indziej - w Urzędzie Gminy Bemowo i na swoim komisariacie. W środę sąd
postanowił powiadomić prokuraturę o złożeniu przez świadków Sz. fałszywych
zeznań pod przysięgą.
- Działania policjantów z komisariatu na Bemowie w sprawie Adama K. świadczą
albo o ich niedouczeniu, albo o złej woli. To nie ulega najmniejszej
wątpliwości - podkreślił sędzia Gąciarek. Dlatego sąd zdecydował się
oficjalnie zawiadomić komendanta głównego policji o podejrzanych działaniach
trzech podwładnych Marka W. Komendant główny Antoni Kowalczyk (w 1999 r.
kierował stołeczną policją) ma na odpowiedź 30 dni.
Wyrok
Po procesie trwającym równo rok były komendant Marek W. został skazany na
pięć i pół roku więzienia, 10 tys. zł grzywny, przepadek wręczonych w łapówce
40 tys. zł oraz zakaz wykonywania zawodu policjanta przez dziesięć lat. Jerzy
C. i Artur M. (w przyszłą sobotę planował wziąć ślub) dostali po cztery lata
więzienia. Mieczysław S. - dzięki swoim zeznaniom - został skazany tylko na
dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat i 2 tys. zł grzywny. Obrońcy
skazanych zapowiedzieli apelację.